Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Ariel's Diary 4 - Paradise

White Destiny, czyli Królewna Śnieżka i spółka ^^

Autor:Ariel-chan
Dodany:2005-11-13 23:21:57
Aktualizowany:2005-11-13 23:21:57


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

"ARIEL'S DIARY"

Część Czwarta: Paradise

Rozdział Trzynasty: White Destiny, czyli Królewna Śnieżka i spółka ^^


(Ostrzeżenie.....

W tym rozdzialiku są spojlerki apropos... "Fruits Basketa" oraz "Pretear'a", więc nie obczajonych z całymi seriami... zachęcam, jak najbardziej... ale ostrzegam ^-~)

Wylądowali w swoim pokoju pomiędzy wymiarami. Nuriko się rozłożył (jak długi) na łóżku, Xellos stanął se pod ścianą, a Kenowi, Soujiemu i Kibie, Ariel przyniosła krzesełka, sama zaś siadnęła przed komputerem.

- No to, co robimy? - zadała, jakby retoryczne pytanie.

- To chyba oczywiste! - odparł Nuriko. - Rozwiązujemy ostatnią zagadkę! To znaczy, ostatni wierszyk mamy już rozwiązany (tylko wy, pierdoły, nie chcecie powiedzieć, o kogo chodzi ><0), musimy jeszcze tylko rozwiązać ten piąty!

- Przepraszam, a... - odezwał się nieśmiało Ken. - A nie pójdziemy wpierw po te osoby, które wskazał nam Aion-dono?

- A kogo on nam wskazał??? - prychnęła Ariel. - Nikogo praktycznie... Powiedział tylko... Przyprowadźcie kogoś... z wymiaru "Naruto" oraz "Shin Shirayuki Hime Densetsu Pretear"... Dużo mi to mówi... ><0

- Przecież to oczywiste, Ariel-chan... - wtrącił Xellos. - Czwórka dotyczy Naruta... i nie mówię o nazwie wymiaru, tylko o samym Uzumakim Naruto... Bo któż inny ma zaklęte w sobie przeciwne serce? Naruto ma w końcu zapieczętowanego w sobie Kyuubiego, Lisiego Demona o dziewięciu ogonach.

Ariel spojrzała na ściągę:

CZWARTA OSOBA - TRZECIEJ PRZECIWIEŃSTWEM,

JEDNAK PRZEKLĘTA DUSZY PRZEKLEŃSTWEM,

Z ZAKLĘTYM W SERCU PRZECIWNYM SERCEM,

ZAPIECZĘTOWANYM NA WIEKI WIEKÓW SERCEM.

- No, zgadza się, w zasadzie idealnie. - stwierdziła. - Ale... ten opis... pasowałby też do Gaary...

- Nie... Mnie się też wydaje, że chodzi o Naruta-kun! - powiedział Nuri. - Natomiast, z Priti...*

(*Pritia=Pretear; tak wymiawiali po japońsku ^_~) ''Niegdyś grzeszna i swawolna'', czy jak to tam szło... pasuje do samej Priti... to znaczy do Takako-san.

- Ty, racja! - Ariel walnęła piąchą w rękę. - Nuriko, ty chyba jednak jesteś geniuszem! Zresztą, w razie czego przypowadzimy obie Pritie i może... jakichś Rycerzy, jak się nawiną pod nogi! ^__~ Niech Aion sam sobie zdecyduje...

- Więc... Idziemy po niejakiego... Naruto-san... oraz panią Takako, tak? - spytał dla pewności Souji.

- Jakiego "-san", jakiego "-san"? Narucio ma, bodajże 12-13 lat, spokojnie możesz do niego na "-kun".

- Ach? Tylko tyle? Toż to szczeniaczek! o^----^o - uśmiechnął się słodko Okita. - Ba, nawet młodszy od szczeniaka! (czytaj: Tetsu-kuna)

- No... ale Narutek to najmniejszy problem, przynajmniej tak mi się wydaje... - mrugnęła do Okity dziewczyna. - Możemy po niego wpaść na końcu... Gorzej może być z tą piatą osobą...

- Wiesz już, Ariel-chan, kto to może być? - zapytał Nuriko, wstając z łóżka, na którym do tej pory leżał.

- No właśnie... ten wierszyk... coś mi to mówi... - spojrzała jeszce raz na ściągę (którą, na szczęście, zabrał ze sobą zapobiegawczy Nuri)

PIĄTA OSOBA - CZWARTEJ POKREWIEŃSTWEM,

PRZEKLĘTA RODZINNYM PRZEKLEŃSTWEM,

DUSZA JEJ SAMOTNA WYJĄC, PŁACZE,

GDY JAKO BESTIA KU NIEBIOSOM SKACZE.

- "Przeklęta...?" - zastanawiał się Nuriko.

- "Rodzinnym...?" - Xelos aż otworzył oczy.

- "Przekleństwem???" - powiedziała Ariel i w tym momencie krzyknęli jak jeden mąż...

- YUKI-KUN!/GURE-SAN!/KYOU-CHAN!!!!!!!

No, może nie całkiem to samo, ale...

Spojrzeli na siebie...

- Przeklęci rodzinnym przekleństwem są... - zaczął Nuri.

- ...Członkowie rodziny Souma... ^.^

- ...Z wymiaru "Fruits Basket'a..." - a skończyła Ariel.

Zbaranieli z leksza Souji, Ken i Kiba, gapili się to na ducha, to na Mazoka, to na dziewczynę.

(- Chyba się rozumieją... - stwierdził Ken.

- I to doskonale... - odpał Souji.

- Acha... =_= - Kiba rzekł tylko tyle.)

- Więc to musi być Yuki-kun! - Nuriko upierał się przy swoim.

- No co, głupiś? To na pewno Shigure-san, któżby inny??? ^^

- Oboje nie macie racji! - przerwała im kłótnię Ariel. - To Kyou-kun i nikt inny...

- A skąd ta pewność??? - niedowerzał Nuri.

- Przecztaj se to jeszcze raz, gupi duchu...

- No, przeczytałem i co?

- Głupiś, czy jakiś??? A w co się zmienia Kyou, kiedy mu się branzoletkę zabierze, he???

- Eee... - Nuri spojrzał na Xella, a on na niego - Ciężko to określić... Połączenie dinozaura z....... Ee... faktycznie, tu było coś o bestii... wyjącej, płaczącej, czy coś.... ><0

- Zgadza się... - pokiwał Xellos. - Tu jak byk chodzi o Kyou-kuna z rodziny Souma...

- No to mamy... - Nuriko już chciał powiedzieć "problem z głowy'', ale Ariel go uprzedziła...

- ...Problem.... =_=0

- Que? Dlaczego??? o.O - zdębiał Nuriko.

- No to pomyśl...... >_<0 To KYOU-kun, nie Yuki, nie Shigure, ale KYOU-kun...

Nuriko i Xellos zrobili odpowiednie miny, a pozostała trójka nic nie czaiła.

- Myślicie, że łatwo jest przekonać do czegoś Kyou-kuna?

- ... ^^0

- ... >_<0

- No właśnie..... - westchnęła Ariel. - Wystarczy, że Yuki krzywo na niego popatrzy.... I już nam powie "A-w-dupę-się-pocałujta-wójta!" Albo coś w tym stylu......

- Wielce prawdopodobne, Ariel-chan.... - zgodził się Xellos. - Ale jeśli ty go poprosisz... Na pewno nie odmówi... ^_~

- Ta, jasne... Trza będzie podejść do tego strategicznie... Nie możemy wystrzelić od razu czegos w rodzaju... "Wiesz, Kyou-kun, potrzebujemy cię do jednej ceremonii, więc łaskawie pójdziesz z nami..." =_=0

- No to co? Aion-san powiedział, że mamy czas... - Nuriko usiadł po turecku w powietrzu. - Powiemy, że wpadliśmy z wizytą i jakoś podejdziemy Kyou-kuna...

- Ale w sumie to chyba dużo czasu nie mamy? Może się rozdzielimy? - zaproponował Xelli.

- Właśnie!!!! ^^ - Ariel trzasnęła teraz w biurko, aż się monitor kompa zachwiał (nie wiem, jakim cudem, ale to szczegół =_=0). - Kenshin, Souji... Może wy z Kibą pójdziecie do Priti, po Pritię... a raczej ''byłą Pritię'', Takako...? Chociaż, jak na mój gust, znaleźć też trzeba Himeno... Xelli w tym czasie pójdzie po swoją osobę, a my z Nurim... no cóż, nie ma wyjścia, musimy iść po Kyou, nikt inny nie ma tam szans...

- Ee... ale bardzo, Ariel-chan... - odpowiedział Souji, a Ken potwierdzł.

- A... no fakt... Pewnie już chcecie wracać do siebie... Sorki! ^^0

- Nie o to chodzi, Ariel-chan! Przecież, ani ja... ani Okita-dono... - Ken chyba się zapomniał, że przeszli sobie na... "prawie TY", aż go Souji objechał wzrokiem. - Ani, jak mniemam, Kiba-dono, nie znamy nikogo z tego wymiaru i nie mamy pojęcia, kogo szukać.....

~Cisza przez pół minuty...~

- FAKT! - Ariel palnęła się w łeb. - No to mamy prob....

- PROBLEM Z GŁOWY, NA NO DA!!!! o^___^o

Jak grom jasnego nieba... a raczej, jak przez drzwi wpadł... nikt inny tylko...

- Sakuma Ryu-chan DEEEEEESUUU!!! - ryknął na cały pokój... jakby wszyscy go widzieli po raz pierwszy w życiu... =_=0

- Eee... Ryu-chan.... Wiemy, kim jesteś... - odrzekła zbaraniała Ariel =_= - Ale ważniejsze jest.... co ty tutaj robisz???

- No, jak to co??? Przecież.... o^___^o - uśmiech od ucha do ucha. - ŚTĘŚKNIŁEM ŚIĘ ŹIA KENEM-KUN I SOUJIM-KUN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - i Ryu-chan rzucił sie na pierwszego lepszego szermierza, czyli, w tym wypadku, na Kena. - Kenshin-kun, tak mi się dooobźie śpało na twoich kolankach, na no da!!!!!! o^____^o

- O... Oro... O.o <= zdębiały Ken.

- O... Oro... - Souji chyba podłapał już gadkę kolegi.

- Niech będzie, Ryu-chan, tylko..... - Ariel złapała się za głowę. - Ile żeś słyszał??? ><0

- Co, ile??? - Ryu podniódł główkę z kolan Kena, przy którym klęczał.

- Ile wiesz, że chcesz nam pomóc???

- No... wiem, że chcecie iść do Himeno-chan i reszty po Takako-chan ^^

- Ech..... No dobra, to słuchaj.......

Ariel-chan streściła mu szybciutko ostatnie wydarzenia, a Ryu co rusz to robił inną minkę, raz smutną, raz wesołą, raz poważną... a kiedy skończyła...

- No to co, wchodzisz w to??? - zapytała.

- Jasne, na no da, dla ciebie 'SZYSTKO, Ariel-chan! ^^

- A ile z tego zrozumiałeś??? ><0

- ANI SŁOWA!!!! o^_______^o

Nawet nie glebnęli, to było zbyt oczywiste....

- Ale Ariel-chan..... - wtrącił Nuriko. - Nie sądzisz, że nie ma potrzeby mieszać w to więcej osób???

- No, sądzę..... =_= - odpowiedziała. - Ale, jak widzisz, potrzebujemy jeszcze przynajmniej jednej osoby do pomocy... A Ryu-chan i tak już co nie co wie, więc... Poza tym... - westchnęła. - Czy on by darował??? ><0

- NIE-E!/NIE-E, NA NO DA!!! - jednoczesny krzyk Nuriego i Ryuichiego, jakby ktoś nie wiedział ><0

- No to sprawa załatwiona... Co się tak patrzycie??? Ja i Nuri lecimy do ''Fruits'a'', panowie szermierze wraz z Kibą i Ryuichim do Priti, natomiast Xelli idzie po tą swoją... - tutaj zrobiła drobną pauzę. - ...kochaną... Miyu-chan.

- Mi... Miyu-chan/Miyu-san?!?! - ryknęli, znowuż jednocześnie, Nuri & Ryu, w tejże właśnie kolejności, zaś Xellos...

- Ko... Kochaną...? - zdębiał. - Ariel, kochanie, to ty jesteś moje kocha.....

- Dobra, spada już, gupi kapłanie, tylko nie siedź u niej za długo! - walnęla go w łeb, bo podszedł za blisko ^-~ - To znaczy, nie dłużej niż my będziemy siedzieć u Soumów... A z pewnością trochę będziemy... - tutaj otworzyła dwa portale. - Tobie chyba nie muszę otwierać, co Xelli?

- Jaaaasne, sam se poradzę..... - odparł i zniknął.

- Dobra, wasza czwórka tutaj, hop, no proszę...! Tylko się nie zgubcie, dobra? Wyślę was prosto do rezydencji Awayukich, ale nie ręczę dokładnie gdzie...

- Prosto do... czego??? - zdębiał Souji, ale Ariel ciepnęła go do portalu.

- Kto następny??? ^----^

- Jak się możemy tam zgubić??? - zapytał Ken.

- Normalnie! Ale nie bój jeża, jedziecie z Ryuichim, który był u Awayukich już masę razy! (To znaczy... jeden raz! ^^) To ci pa, Ken! - i ciepnęła kolejnego, na co ten wykrzyczał tylko "Oroooooooo......" i tak pewnie do samego końca. ^-~

- A ty, Ryu-chan, pamiętasz rezydencję Awayukich, prawda???

- Jasne, na no da!!! o^-^o

- No, to dobrze.Nie chciałabym, żebyście wpadli na jakiegoś Boba, Rodrigueza, czy innnego Don Alejandra.... (Ee... takiego chyba nie było.... ><0)

Kiba zrobił zdziwioną minę, ale nic nie powiedział i sam wskoczył, zanim zdążyła go wciepnąć.

- Ryu-chan, tylko na pewno pamiętasz drogę, jakbyście wylądowali gdzieś 100 kilometrów od głównego wejścia??? - upewniła się jeszcze Ariel.

- Jasne...... - zaczął Ryu-chan i wskoczył... - ŻE NIEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!! ^____^

- A, to dobrze ^^

- Ee, mi się wydawało, że słyszałem jeszcze...... ><0

- Szczegół, Nuriko, szczegół..... Musimy się na nich zdać. Acha..... I NIE WAŻCIE SIĘ WRACAĆ BEZ OBU PRITI I JAKIEGOŚ RYCERZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnęła do portalu, z którego dało się jeszcze słyszeć dłuuugie..... "HAI, NA NO DAAAAAAAAAAA!!!!!!"

- No a my? - spytał Nuriko.

- No co "my"??? Do Shigure-san się zwalamy!!!!! WIO!!! ^__^

- Cieszysz się, że ich zobaaaaaa.....!!!! - i teraz Nuriko został wciepnięty do portalu, a Ariel skoczyła zaraz za nim.

No to więc, we Fruits Baskecie... A tam z nimi, lepiej zobaczmy wpierw jak sobie poradzą te niezdary... ^_~ (czytaj: Ryu-chan, of corz ^_~)

Po wcale nie długiej przejażdżce portalem międzywymiarowym (ale wystarczająco długiej, żeby Kenowi zakręciło się... w głowie... ''Oro"... @-@ ^^), nasza niczym niezastąpiona czwórka wylądowała na dwóch nogach... lub na czterech literach ^^ (w przypadku Soujiego)

w samym środku... lasu.

- Ano..... - Kiba chyba próbował coś powiedzieć. - Gdzie my jesteśmy?

- Mnie to... auć.... - Okita podniósł się z ziemi. - Na jakąś puszczę wygląda... a nie rezydencję.... Ariel pomyliła kierunki???

- To nie tak, SOUJI-KUN!!! ^__^ - krzyknął Ryu-chan. - Jesteśmy na terenach należących do rodziny Awayuki!!!! Musimy tylko znaleźć rezydencję!!!!

- Acha...... - reszta z deka zdębiała. =_=

- Ale ty, Ryu-chan, wiesz, jak tam trafić? - zapytał Okita, rozglądając się.

- PEWNIE, NA NO DA!!! ^__^

- To dlatego mieliśmy się nie zgubić..... ><0 - Kenshin teraz zajarzył.

- "Tylko... co miało znaczyć to "Uważajcie na jakiegoś Boba czy kogoś tam..." - zastanawiał się w myślach Kiba, ale długo mu to nie zajęło, gdyż... w tym momencie zza krzaków wyłonił się... duuuuży... brunatny miś, którego, oczywiście, nasz kochany wilk nie raczył zauważyć.

- Ki... Kiba-san, z-z-z... - Souji wybałuszył gały i zaczął się jakąć. - Za tobą!!! ><0

- Ha? - Kiba w tym momencie zmienił się w wilka i osądziwszy sytuackę jednym łypnięciem oka, odskoczył w stronę pozostałych.

- Nie... Niedźwiedź?! S-s-s.... skąd tutaj?! - jąkał się dalej Souji.

- Odsuńcie się, panowie, ja to załatwię! - powiedział Ken, wyciągając swój miecz, ale...

- NIE!!! - krzyknął Ryu-chan. - Przecież to tylko BOB!!! Witka, Bob! - pomachał niedźwiedziowi, który zawarczał groźnie i stanął na dwóch nogach.

- Bob?! - powtórzyli zbaranieli szermierze, a wilk chyba, jako jedyny, chyba zaczął coś jarzyć.

- Bob, Rodriguez, Claude i inne zwierzaki to pupilki pana Tanaki i nie wolno ich skrzywdzić za żadne skarby świata!!! - tłumaczył Ryu z niezwykle poważną miną.

- Ee... To co mamy zrobić??? - spytał Okita, gapiąc się na misia, który stał z groźną miną tuż nad nimi.

- To chyba oczywiste... - Ken schował miecz. - W NOGIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!! - wrzasnął i popędził przed siebie, a zdębieli pozostali zaraz za nim... Znaczy, Kiba i Okita biegli, a Ryuichi-kun... płacząc, że chce się pobawić z Bobem, dyndał, przewieszony przez ramię szermierza... ><0

Mniej więcej po 15-to minutowym biegu, w czasie którego, Ryuichi na jednym oddechu zdążył wyjaśnić co nie co i przedstawić niektórych bohaterów z "Priti", a pomijając innych, cała czwórka zatrzymała się.

- Ty... wy wiecie... że... on ... nas... wcale nie gonił? - dyszał zasapany Souji.

- No przecież mówię cały czas, że to domowe zwierzaki!!! - ><0 marudził Ryu-chan, nadal przewieszony przez ramię Okity. - I możesz mnie puścić, Souji-kun???

- Hai... ^^0

- Ja bym tam wolał nie ryzykować... - stwierdził Kenshin.

- Dobrze, tylko, że teraz.... - Ryuichi zrobił płaczliwą minkę. - JUŻ W OGÓLE NIE WIEM, GDZIE JESTEŚMY!!! >--<0

- Oro? - Ken rozejrzał się. - Czyli się zgubiliśmy? - wycofał się trochę i o mało nie wpadł do błocka... - Oro, co to za bagna?

- Aa, Rodriguez!!!!! - krzyknął ucieszony Ryu.

- Gdzie?! Co?! Jak?! - Kenshin aż podskoczył.

- Nie ma go! - Ryu spojrzał do wody.

- Oro... Nie chcę wiedzieć, kto to jest Rodriguez...*

(*To krokodyl, jakby ktoś nie wiedział... ^-~)

W czasie swojej wędrówki przez las, nasza ekipa spotkała jeszcze kolejno... goryla Michaela, pająka Roberta (wielkiego jak byk, of coz ^^), wężycę Julietę (długą jak pociąg, of coz ^^), a na koniec jeszcze... nosorożca Claude'a. Z tym, że ostatnie spotkanie... wygladało już z deczka inaczej. Rozległo się, mianowicie, głośnie "AAAAAAAAAA!!!!!!!!!!", co z dentystą nie wiele miało wspólnego i... całą czwórkę akuratnio wywiało na cztery strony świata...

Tak gwoli wyjaśnienia... "Shin Shirayuki Hime Densetsu Pretear" (w wolnym tłumaczeniu coś jak "Nowa Legenda Królewny Śnieżki, Priti") jest pozycją z cyklu "shoujo", w której występuje tutułowa Pretear (Pritia) oraz Siedmiu Krasnoludków... ee... to znaczy, siedmiu Rycerzy Leafa (czytaj: Lifa), w tym... no, powiedzmy szczerze, trójka karzełków pod postacią dzieci, oraz czwórka jakże przystojnych bishounenków. Obecna Pritia nazywa się Awayuki Himeno i razem z ojcem, macochą i przyrodnimi siostrami mieszka w wielkiej... no dobra, ogrooooomnej rezydencji, otoczonej lasem, buszem, bagniami i Bóg wie, czym tam jeszcze. Nic dziwnego, że nasi przyjaciele się zgubili, skoro sami domownicy (czytaj: Himeno ^--~) nie za bardzo orientują się we własnych włościach. A najlepiej się znajduje chyba tylko i wyłącznie pan Tanaka, mały, łysy okularnik, osobisty szofer pani domu, Natsue i zarazem jej kolega ze szkoły ^_~ (Jakim cudem, skoro jest łysy??? A bo ja wiem... ^^0)

A wracając do czwórki, rozwianej na cztery strony świata... ^^

Na pierwszy ogień leci... ekhem, Ryu-chan.

Pewnie jesteście ciekawi jego rekacji, gdy obejrzał się i stwierdził, że nikogo za nim (ani przed nim, pod nim czy też nad nim ^^) nie ma?

- No nie, na no da... I CZEMU ZAWSZE TO JA SIĘ GUBIĘĘĘĘĘĘ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!

- wrzask chłopaka przeleciał ponad drzewami i doszedł do uszu... pana Himury.

- "Czy to... nie głos Ryuichiego-dono? - zastanawiał się. - Oro, muszę ich czym prędzej znaleźć, zanim wpakują się w jakieś tarapaty!!!!

Kenshin przeskoczył tylko krzaki i... znalazł się na dziedzińcu. Znaczy się, jakieś 20 metrów od głównego wejścia, do którego prowadziły wysokie schody z balustradami, rozdzielające się u podnóża na dwa rzędy.

- "No patrz, chyba znalazłem... - nie dokończył, bo teraz dopiero doszedł do niego ogrom rezydencji. - Oro... Lepiej znaleźć Ryuichiego-dono, zanim ktoś mnie zauważy i posądzi, nie daj Boże, o bycie złodziejem, albo czym gorszym... - westchnął Himura i rozglądając się na prawo i lewo, wędrował wzdłuż dziedzińca, mając jednak nadzieję, że natrafi na któregoś z domowników i zapyta o... no właśnie, jak to leciało? Pytia? Pyrtia??? =_=

- O, z nieba mi pan spada!!!

Kena wcięło, gdy usłyszał za sobą czyiś głos.

Obejrzał się i zobaczył starszego faceta w okularkach i długich brązowych włosach, spiętych w kucyka. Kaoru Awayuki, pan tego domu, aczkolwiek na pana nie wyglądający, zanim Ken zdążył o cokolwiek zapytać, pociągnął go za rękę i krzyknął...

- Akurat Hayate nie ma, więc pan mi pomoże w przenoszeniu rzeczy!!!

Kaoru, który nie pierwszy raz spotkał obcego na swoim terenie, nawet nie pytając Kena o zdanie, zaciągnął go do pracowni plastycznej, skąd kazał znosić do domu, aż na trzecie piętro, różnego rodzaju figurki, statuetki oraz worki z gliną. Ken, stwierdziwszy, że ma do czynienia z jakimś służącym albo coś w tym guście, wzruszył ramionami, zakasał rękawy i wędrował od pracowni, do pokoju na trzecim piętrze, mijając się przy tym z Kaoru-san, który również uczestniczył w "przeprowadzce". Po drodze Ken rozglądał się dookoła, ale nikogo nie widział, więc uznał, że najpierw pomoże temu biedakowi, a potem zapyta o właścicieli domu.

Przeprowadzka trwała dobre pół godziny, w czasie których Kenshin latał wte i wewte, w ogóle się nie męcząc. Nawet, gdy Kaoru zrobił już sobie przerwę na herbatkę i odsapnął w pracowni, Ken znosił rzeczy tak długo, dopóki nie przeniósł wszystkiego. Dopiero potem się okazało, że wszystkiego przenosić nie musiał... ^_~

- Psze pana, może już pan sobie daruje? - zapytał Kaoru, gdy Ken wszedł do pracowni. - Proszę sobie usiąść i napić się herbatki. Nie wiem, kim pan jest, ale z całego serca dziękuję za pomoc ^^

- Aa, nie ma za co, de gozaru... - odpowiedział Kenshin, siadając. - Może wzamian, pan mi też pomoże?

- Ależ oczywiście, o co chodzi? ^^

- No więc... Szukam pana tego domu... Albo kogoś innego z rodziny...

- To ja ^^

- Oro?

- Ja jestem panem tego domu, nazywam się Awayuki Kaoru.

Ken zbaraniał do sześcianu. Nie dość, że ten umorusany gliną, śmiesznie wyglądający człowiek, okazał się być "panem domu", to jeszcze nazywa się tak samo jak jego... znaczy, jak Kamiya Kaoru-dono, mistrzyni stylu Kamiya Kasshin Ryu, u której obecnie mieszka (nie tylko on ^^) i do której czuje coś więcej niż tylko sympatię... ^_~

- A więc... Kaoru-dono? - spytał niepewnie Ken.

- Hai, tylko dlaczego "-dono"? ^^

- Ano... >_<0 - Ken niezbyt wiedział od czego ma zacząć.

- Czyżby... pan był samurajem? - Kaoru przyjrzał się strojowi i mieczowi za pazuchą szermierza. - Bo to chyba nie Halloween, o ile dobrze się orientuję ^^

- A, tak. Nazywam się Himura Kenshin i jestem z innego wymiaru, a dokładniej z roku 1879.

- A, to wszystko wyjaśnia. Co pana do nas sprowadza, Himura-san? ^^

- Yyy... Znaczy... Czy Awayuki Himeno-dono jest pańską córką?

- Jak najbardziej.

- No bo my... znaczy, ja i trójka moich przyjaciół, która się gdzieś mi zawieruszyła, potrzebujemy pomocy tej... Pyrti... znaczy... - zawahał się.

- Priti?

- Tak, właśnie, Priti.

- Ojej... - Kaoru złapał się za głowę. - Bardzo mi przykro, ale w tej chwili nie ma córki. Razem z trójką Rycerzy poszła do innego wymiaru, gdzie ponoć potrzebna była jej moc jako Pritii...

- Och, a więc tak... Prawdę mówiąc... Ariel-chan kazała nam przyprowadzić przede wszystkim panią Takako, a Himeno-dono, wraz z jakimiś Rycerzami, tylko w razie czego... ^^

- Ariel-chan? Chyba nie mówi pan o TEJ Ariel-chan?

- No, właśnie o tej, Tsukino Ariel-chan.

- Aaaa, więc jest PAN PRZYJACIELEM ARIEL-CHAN?! - ryknął Kaoru, aż wstając z miejsca. - A, to bardzo mi miło!!!

- Oro, wzajemnie... To co z panią Takako? ^^0

- Takako-san jest teraz razem z Sasame-san w Leafenii. Niestety, tylko Rycerze Leafa mogą się tam dostać. Musimy poczekać na powrót mojej córki, albo, aż Takako-san i Sasame-san sami się tu zjawią. Chyba, że panu bardzo się spieszy, to poszukamy dzieciaków, one też są Rycerzami Leafa.

- Nie, nie trzeba, mogę poczekać. Z tym, że... wolałbym, żebyśmy poszukali moich przyjaciół, bo boję się, że mogą się tutaj kompletnie zgubić... Oj, przepraszam, jeśli pana, Kaoru-dono, uraziłem...

- Ależ nie, Himura-san, sam się tutaj potrafię zgubić! ^^

- A-cha - uśmiechnął się Ken, przypominając sobie, że Ryuichi-dono raczył wspomnieć o panu Tanace i koleżance Himeno, pani Yayoi, ale ani słowem nie wspomniał o jej rodzinie...

Tymczasem, gdy Kenshin rozmawiał z Kaoru, Okita wyszedł w końcu z lasu i znalazł się w pięknym ogrodzie z rzeczką. Stwierdziwszy, że to "oni się zgubili, niech się więc sami odnajdą", z uśmiechem od ucha do ucha (i zamkniętymi oczami ^_^) przechodził po kładce na drugą stronę rzeczki i... zderzył się z różowym ktosiem, który wylądował w wodzie. Po bliższych oględzinach (czytaj:Souji otworzył oczy ^_^), okazało się, że to jakaś różowowłosa panienka w długiej, czerwonej suknii z falbanami.

- Ara, daijoubu desu yo??? (Nic ci nie jest???) - zapytał z troską w głosie Souji, podając jej rękę, na co Mayune...

- CO TY SOBIE WYOBAŻASZ, WRZUCAJĄC MNIE DO TEJ CUCHNĄCEJ WODY, TY PIŹNIĘTA LALUNIU?!?!?!?!?! ><0

- Ara? - zdziwił się Souji. - Laluniu? - zaśmiał się.

Souji, ubrany w typowo Shinsen Gumowski strój, tzn. coś w rodzaju z deka przydługawej, niebieskiej koszuli z poszerzanymi rękawami, oraz coś a'la ^__~ granatowa, długa do kostek spódnica, z mieczem u boku i w rozpuszczonych włosach... wyglądał jak dziewczynka... Nic dziwnego, że Mayune nie połapała się z jaką płcią ma do czynienia... ^^0

- ''Coś mi się widzi, że ani strój, ani katana, (miecz) nic mi w tym "babskim" wyglądzie nie pomagają... Chyba lepiej zwiążę włosy...'' >_<0 - pomyślał szermierz, po czym zwrócił się do dziewczyny. - Przepraszam cię bardzo, nie chciałem cię wrzucić... I... ^^ - znowu się zaśmiał słodko. - Nie jestem dziewczyną...

- CO TO ZNACZY, NIE JESTEŚ DZIEWCZYNĄ, DO CHOLERY JASNEJ, A NIBY KIM JESTEŚ?!?! - darła się wniebogłosy Mayune i zajarzyła dopiero po chwili, gdy spojrzała w te śmiejące się oczka Soujiego... - Ara? Nie jesteś dziewczyną? Znaczy, że jesteś facetem?

- Hai, sono toori! (W rzeczy samej!) ^_^ - odparł Souji. - To jak jestem facetem, to mogę ci pomóc wstać? - wyciągnął do niej rękę.

Mayune podniosła się z jego pomocą i, oczywiście, odpłynęła...

- "Co za śliczny chłopczyk... - pomyślała, robiąc maślane oczka. - Jest nawet ładniejszy ode mnie... NIE, MAYUNE! To, że jest taki kobiecy, to niezawodny znak, że jest PEDAŁEM!!! ><"

- Na pewno nic ci nie jest, panienko? - spytał znowuż Souji, ujmując jej dłonie i robiąc, jakże, on to potrafi, niewinną i troskliwą minkę... Teraz Mayune już nie wytrzymała...

- "A CO MNIE TO, ŻE JEST PEDAŁEM, MOŻE SOBIE NAWET BYĆ UFOLUDKIEM Z PLANETY ALFA!!!" ><0 - opierdzieliła się w myślach, po czym to samo, ale z Okitą, zrobiła na głos. - OCZYWIŚCIE, ŻE JEST!!!! MYŚLISZ, ŻE UJDZIE CI NA SUCHO WRZUCENIE MNIE, MAYUNY-SAMA, DO WODY?!?!

- Are? - zdębiał Souji.

Mayune, przyrodnia siostrzyczka Himeno, znana ze swojego... ekhem, uwielbienia do płci przeciwnej, złapała Okitę za kudły i pociągnęła po ziemi do swojego pokoju w rezydencji. Souji nie protestował tylko dlatego, że po drodze przecież mógł kogoś znaleźć, no i przede wszystkim... w końcu znalazł się w miejscu przeznaczenia, czyli w domu państwa Awayuki. Miał tylko nadzieję, że to nie jest jakaś siostra Himeno, i że ta, nie jest do niej podobna... ^^

W momencie, gdy Mayune targała Soujiego do siebie, o mało nie zderzyła się ze swoim ojczymem, idącym na poszukiwania razem z Kenshinem... O mało, ponieważ, minęła ojca, który najwyraźniej nie zauważył "jeńca" i zniknęła z nim już, kiedy pojawił się zza rogu Kenshin. No cóż, minęli się... ^_~

Kaoru zauważył swoją przybraną córkę, wchodzącą głównym wejściem do domu...

- Mayune-chan, nie widziałaś może.... - zaczął, ale córeczka, krzycząc wściekle "Nie mam czasu!", trzasnęła mu przed nosem drzwiami... ^-~

- Mówiłeś coś, Kaoru-dono? - zapytał Ken, zbliżając się do zamkniętych już drzwi.

- Aa... nie... - pokręcił głową Kaoru, wzdychając. - Chodźmy poszukać pańskich przyjaciół... Najlepiej, zacznijmy od ogrodu...

Tymczasem... wróćmy się może do Mayune... ^^

Oczywistym jest chyba, co Mayune zrobiła w dalszej kolejności? Ano, wzięła prysznic, pozwalając zbaraniałemu Soujiemu trzymać jej ręcznik, tuż przy kabinie prysznicowej. Tym samym "trikiem" Mayune zdołała uraczyć czterech Rycerzy Leafa... Hayate, Gou, Sasame... a nawet Mannena, z tym, że... dzieciak 'nie poznał się' jej urodzie... ^_~ i zasnął na kanapie.

- Więc nazywasz się Okita Souji-kun? - spytała Mayune, przeglądając się w lustrze.

- A, tak...

- Zupełnie jak ten słynny szermierz z Shinsen Gumi... czy jak tam im było...

(Ooo, Mayune zna się na historii Japonii???)

- Och, to pani mnie zna??? - Souji uśmiechnął się od ucha do ucha. - Bardzo mi miło, Mayune-san...

- Oho ho ho ho ho... - śmiech na miarę Naagi ze Slayersów wydobył się z kabiny. - Ale masz poczucie humoru, Souji-kun! Mówisz, że jesteś tym szermierzem z tysiąc osiemset-któregoś tam roku?

- A, no tak... ^^0

Nagle... czujny Souji spostrzegł, że ktoś kręci się pod drzwiami. Po chwili dało się słyszeć dziecięce głosiki...

- Mannen-nii, Mayune znowu kogoś złapała!!!

- Jesteś pewny, Hajime!? W mordę jeża, to trzeba kolesia ratować!!!!

- To już dziesiąty w tym tygodniu!!! - powiedział pierwszy głosik.

Drzwi lekko się uchyliły i oczom Soujiego ukazał się... krasnal... to znaczy, na oko 10-letni brzdąc o białych, rozwichrzonych włosach i niebieskich oczach. Miał na sobie żółtą koszulkę ze słoneczkiem z przodu i krótkie, niebieskie spodenki.

- Eee... To tylko jakaś laska... - powiedział Mannen, zwany "braciszkiem" ("Nii")

- Ale kiedy widziałem, jak Mayune znowu ciągnęła kogoś za włosy... - odparł drugi chłopczyk, zaglądając mu przez ramię. Hajime-chan miał zielone oczka i brązowe włoski, zawiązane w dwa kucyki, wystające spod czapeczki.

- Ano... Nie chciałbym być niegrzeczny, chłopcy, ale... Czemu ciągle ktoś mnie bierze za kobietę? - spytał Souji, nie zwracając już uwagi na Mayune, która, nie słyszawszy nic przez strumień lecącej wody, nawijała od rzeczy... do siebie ^_^

- Aa... To pani... nie jest pani? - zdzwił się Mannen.

- Ta pani to pan, Mannen-nii... Nie pomyliłem się!

- No nie... Jestem mężczyzną... ^^0 - potwierdził Souji.

- W takim razie... W NOGI!!! Zanim się Mayune skapnie!!! - ryknął Mannen, rzucając się do pokoju, chwytając Okitę za rękę i ciągnąc za sobą. Mayune nawet nie usłyszała trzaśnięcia drzwiami, tak była zajęta nawijaniem do siebie... ^^ No tylko, w jakieś 15 minut później dało się słyszeć przerażający wrzask na całą rezydencję i okolice... ^_^

- Chy-chyba nam się udało, psze pana... - wysapał Mannen, gdy obiegli kawał rezydencji... a przynajmniej tak się Okicie zdawało... i znajdowali się przez garażem, w którym jakiś mały, łysy człowieczek polerował auto... limuzynę ^_~ . - Rety, przeklęta Mayune, zawsze musi nam sprawiać tyle kłopoty!

- Bardzo za nią przepraszamy, onii-chan... - Hajime zwrócił się tak do Soujiego. - Mayune tak zawsze... W tym tygodniu jesteś dziesiątym przystojniakiem, którego musieliśmy ratować z rąk Mayune...

- Aa... Chyba, że tak... Jestem niezmiernie wdzięczny, chłopcy...

Okita, tak po prawdzie, z leksza zdębiał i zaczął się zastanawiać, co takiego Mayune-san robi ze swoimi ofiarami... Nie zauważył w jej pokoju żadnych narzędzi tortur, a bynajmniej... niczego, co by takowe przypominało... ^_~ Biorąc pod uwagę, że Souji jest z Shinsen Gumi i na codzień obcuje z Hijikatą-san, można się spodziewać, że zna się na tych rzeczach. ^_^

Z zamyślenia, Okitę wyrwał głos Mannena...

- Tak właściwie, to kim pan jest, do cholery, i co tutaj robi??? Jest pan dość dziwne ubrany i do tego... to to..... - Mannen zaniemówił, wskazując na mieczyk Okity.

- No bo... O to chodzi, chłopcy, że... - uśmiechnął się Souji, schylając się w ich stronę. - Jestem przysłanym przez Shinsen Gumi seryjnym mordercą... o^___^o

Mimo, że powiedział to z tak uroczym uśmiechem, dzieciaki w pierwszej zbaraniały i zaniemówiły... O-o

- Żartuję... ^_^ - Okita wyprostował się.

- Ch... fiu... - odetchnął sobie Mannen. - Trochę mnie pan wystraszył... Znaczy, nie żebym się bał, po prostu mnie to zaskoczyło!

- A tak seryjnie... ^^ Jestem Okita Souji, szermierz-hitokiri z Shinsen Gumi, przysłany przez... Ara? - Okita rozejrzał się, ale nikogo już nie było. Mannen i Hajime zwiali, jak tylko usłyszeli powyższe zdanie... ><0

W tym samym czasie, gdy Souji i Ken przeżywali ''swoje przygody'', Ryuichi, po długiej przeprawie przez leśne gąszcze i, ku swojemu wielkiemo niezadowoleniu, nie spotkaniu żadnego z "lesnych przyjaciół", znalazł się w końcu w ogrodzie państwa Awayukich, z tym, że w innej jego części niż Souji-kun. Tutaj, w oczy rzuciły mu się ławeczki ze stolikiem oraz daszkiem nad nimi, a raczej... osóbka tam siedząca. ^^

Czternastoletnia, zielonowłosa dziewczynka w niebieskiej bluzeczce i żółtej spódniczce zdawała się nie zwracać uwagi na nic, co się wokół niej dzieje. Na widok Mawaty-chan, Ryu zapomniałby o Bożym świecie, a co dopiero o celu swojej podróży. Już z daleka widział, że ma słuchawki na uszach i pewnie po raz enty słucha programu radiowego w wykonaniu Rycerza Dźwięku, Sasame'go. W końcu, było nie było, mała go kochała, a Sasame-san jest teraz z Takako-san, pomyślał Ryu-chan i podszedł do niej. W ogóle go nie zauważyła. Wpatrzona była w artykuł Sasame'go, na temat... no, oczywiście, miłości i jej wzlotów oraz upadków ^_~

- Znowu Sasame, na no da? - spytał Ryu-chan, zasłaniając jej cieniem gazetę. Wystraszyła się w pierwszej chwili, ale w drugiej radosny uśmiech pojawił się na jej ślicznej twarzyczce.

- Sa... Sakuma... Ryuichi-san?

- Bingo, nawet zapamiętałaś jak się nazywam, Mawata-chan o^_^o - ucieszył się Ryu-chan, przysiadając się obok. - Chociaż tylko raz się widzieliśmy ^_^

- Niby czemu miałabym nie zapamiętać przyjaciela Ariel-chan? - odpowiedziała pytaniem, wyłączając walkmena i ściągając słuchawki. - Co cię sprowadza, Sakuma-san, jesteś z...

- Ryuichi... - przerwał jej. - Ryu-chan jestem o^_^o

- A... Dobrze... Ryuichi-san... - uśmiechnęła się Mawata.

- Jak ty się ślicznie uśmiechasz... Szkoda tylko, że robisz to tak rzadko... ^_^

- Nieprawda... Himeno powiedziała, że teraz uśmiecham się nadzwyczaj często... odkąd są tu Rycerze Leafa i w ogóle...

- Jasne... ale nie tak często jak ja, na no da! ^_^

Kiwnęła w odpowiedzi.

- A... no i odkąd tu są... Ryuichi-san, Ariel-chan i reszta... ^-^

- Oczywiście, Ariel-chan i spółka zawsze i każdemu poprawią humor! (Zwłaszcza ja! ^_~) A'propos... jak się czujesz? To znaczy, chodzi mi o tą sprawę z Takako i Sasame! - poprawił się Ryu, widząc zdziwienie na jej twarzy.

- A... O to... - Mawata uśmiechnęłą się pod nosem. - Ja... już się z tym pogodziłam... - ścisnęła leżącego obok walkmena.

- Taa??? O.O To dlaczego nadal słuchasz tych audycji radiowych i czytasz jego artykuły?

- No bo lubię jego głos. Artykuły również. Poza tym... Sasame kocha Takako-san i nic na to nie poradzę... Wydaje mi się, że tak naprawdę nie byłam zakochana w nim...

- A w kim? - przerwał jej Ryu.

- Właśnie, w jego głosie, w jego słowach, które zawsze mnie pocieszały... W tym Sasame z radia... A nie w Rycerzu Dźwięku... ^-^

- Słyszałaś całą historię, jak nas Sasame zdradził, na no da, prawda?

- Oczywiście... Sasame przeszedł na stronę Królowej Klęski, jaką byłą wówczas Takako-san, ponieważ ją kochał. Lata temu pomógł ją zapieczętować i drugi raz nie mógłby tego zrobić...

Himeno i Ariel-chan wszystko mi wyjaśniły...

- Wiem, to było takie smutne... - Ryuichiemu oczka zrobiły się wodno-szkliste. - A tak oprócz tego...

Dobra, zakończmy to romansowanie...

Znaczy się, Ryuichiemu nawet by coś takiego do głowy nie przyszło, ale faktem jest, że... bardzo lubi Mawatę-chan. Stanowiliby śliczna parkę, gdyby nie jeden mały problem. Ariel już mu to tłumaczyła, ale Ryu za bardzo nie widzi żadnego roblemu... ^^0 No, zacznijmy od tego, że nie widzi powodu, dla którego miałby istnieć jakiś problem... ^_~

" - Tylko ty sobie czegoś nie ubzduraj, Ryu-chan, pamiętaj! - powiedziała mu kiedyś Ariel. - Jakbyś nie wyglądał i się nie zachowywał, tak czy siak, masz... 31 lat, a ona jest 14-letnią dziewczynką! Jesteś dobre 17 lat od niej starszy!

- No to co z tego, na no da???

- Ee... Ty chyba czegoś nie rozumiesz! ><0

- No właśnie, o co ci chodzi...?

- Ech, o nic... - westchnęła. "

Ryu-chan po prostu widzi w Mawacie tylko przyjaciółkę. Zaś jeżeli chodzi o Ariel-chan... No cóż, Ryuichi nigdy by się do tego nie przyznał, ale z poprzedniej części wiadomo, że jednak coś do niej czuje...

Na tym może zakończymy rozdział trzynasty "Paradise'a" ^_~

Koniec rozdziału trzynastego (znowuż przydługawego... =_=)

Części Czwartej

Ciąg Dalszy Nastąpi.

Acha, na Ending-a, oczywiście, proponuję openingową piosenkę z ''Shin Shirayuki Hime Densetsu Pretear''... czyli "Białe Przeznaczenie", w wykonaniu nie wiadomo kogo ^_~


"WHITE DESTINY"

Hateshinai mirai hirogaru kono sora // Niekończąca przyszłość rozprzestrzenia się na niebie

Atarashii jibun ni umarekawaru // Odrodzę się jako nowa ja

Sekaijuu shiawase no yuki o // Pokażę ci śnieg szczęścia

Furasete miseruyo! // Padający na cały świat!

Unmei wa tsukamu mono kono te // Przeznaczenie jest czymś, co możesz zmierzyć

Jiyuu ni nobaseba ii // Jeśli podniesiesz swoje ręce

Kimerareta ashita wa nai. // Nie istnieje z góry ustalone jutro

Damatte ite mo wakaru // Nawet jeśli nic nie powiesz, zrozumiem

Ano hi deai wa guuzen janai // Nasze spotkanie tamtego dnia nie było przypadkiem

Tooi hitomi ni eien kanjita // Czułam wieczność w twoich odległych oczach

Kurete yuku yuuhi ga kirei // Ten zachód słońca jest piękny

Tsumetai kaze ga hikareba // Kiedy wieje chłodny wiatr

Anata no koe sotto kikoeteru // Słyszę twój delikatny głos

Kokoro no naka hitorijanai koto // W swoim sercu nie jestem sama

Itai hodo kono mune o atsuku suru // To sprawia, że moje serce jest tak gorące, że aż parzy

Hajimaru ne shinjiru koto kara // Wierząc od samego początku

Kono kimochi ikiru akashi // To uczucie jest dowodem, że żyję.

Hateshinai mirai hirogaru kono sora // Niekończąca przyszłość rozprzestrzenia się na niebie

Atarashii jibun ni umarekawaru // Odrodzę się jako nowa ja

Sekaijuu shiawase no yuki o // Pokażę ci śnieg szczęścia

Furasete miseruyo! // Padający na cały świat!


I to tyle! (Reszty nie chce mi się tłumaczyć! ^_~)

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.