Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Ariel's Diary 4 - Paradise

Hegemon, krowa & Baka Neko... PART 2

Autor:Ariel-chan
Korekta:IKa
Serie:Naruto
Dodany:2006-11-12 15:29:32
Aktualizowany:2006-11-12 15:29:32


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

"ARIEL'S DIARY"

Część Czwarta: Paradise

Rozdział Szesnasty: Hegemon, krowa & Baka Neko... PART 2! (Czyli próba pewnego zbratania się... =_=)



Kyou- chan wpadł do domu z takim samym trzaskiem, z jakim z niego wyleciał. W rezultacie, Maru dostał drzwiami w nos... ale zrobił tylko odpowiednią minę i wszedł za Rudzielcem...

- HARU, TY TŁUSTA KROWO, JEŻELI...!!! - Kyou nie dokończył, bo go zamurowało... Resztę zamurowało, bo nie mieli pojęcia, o co temu idiocie (w wypadku Yukiego ^^) chodzi.

Rudy chciał powiedzieć (wrzasnąć) coś w rodzaju "Jeżeli coś jej zrobisz, to zabiję na miejscu", ale w porę zorientował się, że nie ma ku temu najmniejszych powodów... Ariel siedziała między Tooru, a Nurim, w bezpiecznej odległości zarówno od Haru... jak i od tego zboczonego pisarzyka (Shi, of course... ^_~)

Naruto (najprawdopodobniej) chwalił się przed Shigure swoimi osiągnięciami z cyklu "zboczone jutsu", Haru słuchał tego z mniejszym, bądź większym (raczej mniejszym ^- ~) zainteresowaniem, Nuriko nawijał o czymś Yukiemu, zaś Ariel... udawała, że słucha Tooru.

- O co ci chodzi, Baka Neko? - spytał Yuki- kun, który jako jedyny zareagował (jakoś ^_~) na wejście kolegi. - Czego chcesz od Haru? Nie widzisz, że jest teraz Białym?

Kyou spojrzał na Haru. Jak byk, ten wzrok mówił sam za siebie...

- Nie twój interes, Kuso Nezumi... - warknął.

- Mój w takim razie?

- Twój też nie, Białasie*, co najwyżej Czarnego. Zresztą, nieważne... - Kyou machnął ręką i chcąc, nie chcąc, siadnął obok Naruta i Shigure. Nie był w stanie spojrzeć dziewczynie w oczy, prawdę mówiąc, głupio się zachował.

(*Białas=Haru, oczywiście ^^)

Shikamaru klapnął se obok Haru (tylko tam było wolne miejsce =_=) i z założonymi rękoma, począł obserwować naokolne* sytuacje (*czytaj: sytuacje dziejące się naokoło... ^^).

Tymczasem, na zewnątrz, zrobił się ruch.

Cztery tajemnicze postacie, nie mające o sobie pojęcia, zbliżały się, z dwóch różnych stron, do drzwi wejściowych, w wyniku czego... pierwsze osoby z każdej pary, zderzyły się czołowo ze sobą. (Jak to w anime bywa...) Hatori i Neji zrobili odpowiednie miny, bo pomimo, ich ostrzeżenia, Ayame i Kiba w ogóle siebie nie zauważyli... Neji momentalnie zmierzył "napastników" (czytaj: leżącego na ziemi Ayame i stojącego obok Hatoriego- san) Byakuganem i stwierdziwszy, że "to normalni ludzie, mający z ninja tyle wspólnego, co mrówka ze słoniem...", podał Kibie rękę i pomógł mu wstać.

- Aaaj, co się stało...? - jęknął Ayame, gramoląc się z powrotem na nogi. - Och, bardzo przepraszam, nie zauważyłem panów! ^^ - ukłonił się przed Kibą i Nejim, a ci tylko wybałuszyli gały, zastanawiając się, czy... mają przed sobą... dwóch facetów czy może... małżeństwo... =_=

- Ależ... nic nie szkodzi, to kolega jest wielce nieuważny... - odpowiedział Neji, otrząsając się już z osłupienia. - My... Eee... Do niejakiego pana Soumy Shigure, znacie państwo... znaczy, panowie?

- Aaaara, co za zbieg okoliczności...! My również...! - wrzasnął uszczęśliwiony Ayame, potrząsając (a raczej POTRZĄCHAJĄC =_=') Neji'emu, a potem Kibie rękę.

- Ayame... Wystarczy... - usadził kolegę Hatori. - Panowie z innego wymiaru, jak mniemam? Souma Shigure mieszka w tym domu, zapraszam.

Neji z Kibą spojrzeli na siebie, a kiedy ten drugi już chciał powiedzieć coś w stylu "O ile w ogóle znajdziemy tu Ariel- chan", wówczas... otwarły się z impetem drzwi i rozległo przeciągłe "YUUUKI" , ale zamiast wewnątrz... Ayame wylądował z powrotem na... zewnątrz... =_=

- CZEGO TU CHCESZ, IDIOTO?! NIKT CIĘ NIE ZAPRASZAŁ!!! - ryknął Yuki, otrzepując rączki po udanym ciosie. - A już miałem nadzieję, że mam halucynacje, że ten twój wariacki głos... Ara? - teraz dopiero zauważył Hatoriego i dwójkę nieznajomych. - Hatori, miałeś go nie przyprowadzać... A panowie to...?

- Panów nie znam. - odparł spokojnie Ha- san. - A co do Ayame, obiecałem tylko "zrobić, co w mojej mocy"...

- Dobrze, dobrze, nie gniewam się, chociaż i tak już nas tu sporo... - Yuki spuścił głowę, po czym, zerknąwszy na ubrania shinobich i stwierdziwszy, że "z nimi ma do czynienia", uśmiechnął się tylko i powiedział... - A panów, oczywiście, zapraszam, zapraszam... I przepraszam bardzo za mojego starszego brata... - tutaj wściekły wzrok na otrzepującego się z ziemi Ayame.

- "Oni... są braćmi??? - pomyślał zdębiały Kiba. - Chociaż... w sumie, nawet podobni..."

- Wypraszam sobie, ja niczego takiego nie zrobiłem! To ty, drogi braciszku, zaatakowałeś mnie znienacka! - stwierdził Aya, pokazując go (nieładnie) palcem.

- Inaczej, wleciałbyś na mnie jak taran... I skompromitował przed gośćmi... =_=

- Ano... - odezwał się Neji. - Czy pan... Souma Shigure?

- Mniejsza z Shigure, panie...?

- Hyuuga... Hyuuga Neji.

- Tak jak myślałem. Więc drugi pan musi nazywać się... Inuzuka Kiba... mam rację?

- A... Tak... Skąd wiesz... znaczy, skąd pan...? - Kibuś zaplątał się w tych grzecznościach.

- Zasięgnąłem języka... - uśmiechnął się Yuki. - A tak naprawdę, Nuriko- kun wspominał, że pan Hyuuga ma bardzo charakterystyczne oczy... I rzeczywiście, wcale nie przesadził...

- A... O mnie co gadał??? >_<'

- O tobie, Inuzuka- san? "Ten drugi..."

Kiba zbaraniał, Neji uśmiechnął się z politowaniem, a pozostali nawet nie raczyli się zdziwić.

- Pańscy koledzy już się u nas zadomowili. Jeżeli chodzi o Shigure, to właśnie rozprawia o czymś z zainteresowaniem z Uzumakim- san... Chmm... Ciekawe... - zastanowił się przez moment, co mogło "zainteresować tego zboczonego dziada". - A ja jestem Souma Yuki. Miło mi.

- Nawzajem... - odparł Neji, a Kiba spapugował.

- Proszę... - Yuki uchylił drzwi... - CIEBIE nikt nie zapraszał... - ale zamknął je przed nosem swojego brata.

- Ależ, Yuki, jesteś okrutny... Nawet przy gościach?!

- Jakie to ma znaczenie?! Nie chcę cię tu i koniec, kropka! - upierał się Yuki.

- Milusie rodzeństwo... - szepnął Kiba do Neji'ego, a ten tylko kiwnął.

Hatori tylko westchnął i pokręcił głową. Spór rodzeństwa pt. "Wejść czy nie wejść" trwałby pewnie całą wieczność, gdyby Ariel nie zauważyła długowłosego, majestatycznego kształtu i nie zainteresowała się...

- A któż to...? - otwierając drzwi... zadała owemu kształtowi cios w szczękę.

Obaj shinobi i Hatori zdębieli, a Yuki tylko stwierdził...

- O, dzięki...

- E? Za co??? - rozejrzała się, ale Ayame leżał daleko w cieniu. - Aaaa, Neji, Kibuś!!! Ach, i nawet Hatori- san! Jesteście już!!! ^_______^ No to cudownie!!! Czemu nie włazicie???

- A no bo... - zaczął Neji.

- Zastanawiamy się, czy "pan Onii- san" też może wejść... Ale coś mi się wydaje, że nie bardzo... - a skończył Kiba.

- Baka... - stwierdził po cichu Neji, zerkając na załamanego Yukiego, który... ani przez chwilę nie myślał, że uda mu się pozbyć "ukochanego braciszka".

- "Onii- san"??? Czyj "Onii- san"??? Chyba nie mówicie, że... - Ariel zauważyła otrzepujący się (po raz trzeci ^^) kształt. - Masaka... (Niemożliwe...) Aya...- san?

- Ara, czy mnie słuch nie myli? - w tym momencie z cienia wyszedł Ayame, piękny i dostojny jak zawsze. - Czyż to nie panienka Ariel zaszczyciła nas swoją obecnością?

Ariel nabrała powietrza...

- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!! ^___________^ - rozległo się na cały dom i okolice - AYAMEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

- JEZUS MARIA, ŚWIĘTY BOŻE, NIC TU NIE POMOŻE, CO TU SIĘ DZIEJE?!?! - Kyou skoczył do drzwi jak oparzony... a zaraz za nim Hatsuharu z Shikamaru i duchem.

- UNO MOMENTO, NII- SAN!!! - krzyknął Yuki. - A zresztą... - machnął ręką.

- Co "zresztą"??? - wściekł się Kyou. - Nie zrobisz nic?!

- No co? Nie zmieni się i tyle! - wzruszył ramionami.

- I właśnie o to chodzi!

Ariel, po krótkim zastanowieniu, chciała rzucić się w rozpostarte ramiona nadbiegającego Ayame- san, a Kocur i Mysz nic by na to nie poradzić nie mogli, ale... Krowa... (z małą pomocą Chuunina) mogła ^- ~

- MOMENT!!!

Haru zjawił się tuż przed dziewczyną, a Ayame nagle zesztywniał w połowie drogi... W rezultacie, Ariel znowu wylądowała w objęciach... Haru, który tym razem, nie zmienił się ani w krowę... ani w byka.

- Aa... Haru? Co jest? - Ariel spojrzała na niego zdziwiona.

- Ayame, nie na za dużo sobie pozwalasz... Co?

(Dla zainteresowanych... Melodia "Black- and- White" wersja "Hard"... Wszyscy wiedzą co oznacza??? >_~)

- "Ha... Haru? - pomyślała dziewczyna, wybałuszając gały ze zdziwienia. - B... Black? To niemożliwe, dlaczego?"

Nie pomyliła się. Ten wzrok mówił sam za siebie. W tym momencie na Ayame spoglądała "czarna" wersja Hatsuharu.

- Ara, Haru- kun, jakiś problem? - spytał Ayame. - Bo ja najwyraźniej... Coś nie mogę się ruszyć...

Neji- kun tylko zerknął na cień, który padał dzięki światłu bijącemu z domu, po czym zmierzył stojącego u wejścia Chuunina.

- "Kagemane no Jutsu, ka?" - pomyślał. - Tylko czemu...?"

- Ano... Haru... Możesz mnie już puścić... Przecież Ayame nie miał niczego na myśli...

- Słuchaj no, Ayame... Może i jesteś starszy, ale w tym wypadku... o wiele głupszy ode mnie, 15- letniego szczeniaka! - wskazał na siebie kciukiem. - Wiesz, że w normalnych okolicznościach zmieniłbyś się w jej objęciach, w dodatku przy obcych ludziach?!

- Ależ wiem o tym, Haru... =_='

- Zresztą, w nosie to mam... - stwierdził nagle Czarny. - Grunt, że "JA" ci "MOJEJ" dziewczyny tknąć nie dam!!!

- Eeee... CHWILECZKĘ, JAKIEJ MOJEJ?!?!?!?!?!?! - wrzasnęła Ariel.

- A co, zaprzeczysz, że jesteś moja, skarbeńku? - spojrzał jej w oczy tym swoim zajebistym, "black- wzrokiem"...

- Eee... Znaczy się... O_O

- COŚ TY POWIEDZIAŁ, WIEPRZU?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!? - Kyou rzucił się na Haru i strzelił mu w ryja. - KTO CI W OGÓLE DAŁ PRAWO TAK MÓWIĆ O ARIEL- CHAN?!?!

- Oro... - Ariel podłapała powiedzonko Kena i uwolniwszy się w końcu z objęć Haru, wycofała na z góry upatrzone pozycje.

- I kto to mówi, TCHÓRZLIWY KOTECZKU?! Nawet nie miałeś jaj, żeby ocalić UKOCHANĄ dziewczynę z rąk takiego szaleńca!!!!

Kyou spurpurowiał od stóp do głów.

- ŻE CO NIBY?!?!?!?! KTO TU JEST CZYJĄ "UKOCHANĄ"?!?!?! PRZECA TO TY JESTEŚ ZA NIĄ POSRANY!!! >___<

- A NAWET JEŚLI JESTEM, TO CO?!?! - Haru złapał go za fraki, a Kyou zrobił to samo i przerzucił go przez plecy.

Wszyscy, łącznie z Tooru, Shigure i Narutem, stali już z "nieco zdębiałymi minami".

- MYŚLISZ, ŻE ZE MNĄ WYGRASZ?! - ryknął Kyou nad leżącym Haru.

- A może chcesz się przekonać?!?! - warknął Haru, podskakując na równe nogi.

- Mówisz, pojedynek, tu i teraz?!?!

- JAK NAJBARDZIEJ!!! A przegrany... SZORUJE KIBEL SZCZOTECZKĄ DO ZĘBÓW!!!

- Nie ma sprawy!!! >_< A wygrany???

- WYGRANY DOSTAJE... ARIEL- CHAN!

- KEEEEEEEEEE????? O______O'

Powyższa reakcja dotyczyła w większej mierze Ariel, a w mniejszej... Nuriego, który "już bał się, co będzie, jeśli Xellos się o tym dowie..." >_<

- Nie mam pojęcia, coś ty się jej tak uczepił!!! Odczep się wreszcie od niej!!! - denerwował się Kyou.

- A co, boisz się, że przegrasz?!?!?!?!

- OCZYWIŚCIE, ŻE NIE!!! ALE!!! ONA nie jest ZABAWKĄ!!!

- W takim razie... Wygrany otrzymuje prawdziwy, pełnoprawny uścisk od Ariel- chan... To chyba sprawiedliwe, co???

- Znaczy... - Kyou spojrzał, na Ariel a ta, od niechcenia, kiwnęła, aby mieć już spokój, bo "jeszcze wyskoczą z czymś gorszym..."

- A może... Wiem, ty wolisz BUZIAKA???

W Kyou aż zagotowała się woda, a para wyszła uszami... TERAZ to już było za wiele...

- KONO YAROU...!!! (TY DRANIU...!!!)

Z pięści walnął mu takiego sierpowego, że Haru przewrócił się i zaliczył niezłą glebę. W następnej sekundzie, obaj prali się jak zawodowe praczki i widać było tylko gdzieniegdzie wystającą nogę albo rękę... =_=

- Niech mnie dunder świśnie, cokolwiek to znaczy... Ja nie wiedziałam, że AŻ taką burzę wywołam!- Ariel załamała ręce. - Ja tylko chciałam się GRZECZNIE przywitać z Ayą- san...

- A ja chciałem cię ładnie objąć, nawet jeśli zmieniłbym się w węża... - powiedział Aya, stając obok niej.

- MÓJ BĘDZIE UŚCISK!!! >_<

- A NIE BO MÓJ, TŁUSTA KROWO!!! >_<

- A, MAM WAS DOŚĆ!!! - wrzasnęła nagle Ariel. - Figa z makiem pasternakiem! >_< Nee, Aya- san? - uśmiechnęła się ślicznie. - Konbanwa, Aya- san... Nie zmienisz się, bo mam swoje sposoby... - i powiesiła mu się na szyi.

- Ara ara, Ariel- chan, nie wiedziałem, że masz zdolności zatrzymujące klątwę...

- NO- A- JAK? - wysylabizowała, zerkając specjalnie na zastygłych w uchu Kyou i Haru.

- Ej, wy dwaj, palanty! Chyba nie macie się już o co bić! Dajcie spokój i wracajcie do domu! - postanowił Yuki. - Ślepi jesteście? Ariel uściskała mojego brata, znaczy, że OBAJ przegraliście!

- TO WSZYSTKO TWOJA WINA!!! - ryknął po chwili osłupienia Haru.

- MOJA?!?!?! A KTO SIĘ ZAKŁADA O TAKIE GÓWNIANE RZECZY?!?!

- WAŻNIEJSZE JEST RACZEJ... I kto teraz wyszoruje kibel????

- A skąd mam wiedzieć, na pewno nie ja! Zawsze z tobą wygram! - Kyou uspokoił się już z leksza, zakładając ręce na piersiach.

- OBAJ!!!

- Co proszę??? - krzyknęli równocześnie.

- Za karę, za wasze durnowate zachowanie PRZED gośćmi... OBAJ wyczyścicie kibel... czym chcecie... Byle nie moją szczoteczką! - zadecydował Shigure. - Przy okazji, oszczędzicie Tooru- san roboty...

- ALE! - próbował zaprotestować Kyou.

- Żadnego "Ale"!!! - teraz wkurzyła się Ariel. - Haru, wraca w tej chwili do Białego i leci do kibla, jako pierwszy! - rozkazała. - Byle nie za długo, bo jeszcze się komuś zachce! A ty, Rudy nie ciesz się, bo idziesz ZARAZ za nim! Tylko zostaw połowę, Haru!

- Nie ma sprawy, skarbeńku, dla CIEBIE wszystko! - stwierdził Black Haru, a przechodząc obok, puścił jej "buziaka". Kyou- chan nie wcieknął się tylko dlatego, że Ariel zjechała go wzrokiem. Shigure zaprosił wszystkich (łącznie z nowo przybyłymi) z powrotem do środka i oznajmił, że skoro już "tyle nas jest", możemy urządzić małą imprezkę. Ale, że pieniędzy nie miał, pozostali Soumowie, jako "gospodarze", nie tyle domu, co wymiaru, złożyli się... i wysłali Tooru, wraz z Yukim (goście nie mogli się fatygować, Hatori i Ayame też właściwie byli gośćmi w domu Shigure'go, Kyou i Haru mieli inne zadanie, a samemu Shigure... nie wypadało, jak twierdził, wychodzić przy gościach z własnego domu ^__~) na zakupy do całonocnego (bo było już dobrze po 22- giej) supermarketu, który... znajdował się 5 minut stąd... metrem, oczywiście. ^- ~

W trakcie ich nieobecności, cała ferajna przeprowadziła parę partii w... BUTELKĘ... =_=' Znaczy, w "ŚWINIĘ", bo to była jedyna gra, w którą umieli grać praktycznie wszyscy. Przegrany zostawał "świnią" i musiał wykonać rozkaz wygranego... (To tak się w to gra? Nie wiedziałam =_=)

Naruciak musiał oblecieć dom dookoła z okrzykiem... "Jestem debilem, a Kiba jest geniuszem..." Zadanie, oczywiście, od Kiby... W rezultacie, Kibuś musiał zanurzyć swojego Akamaru... w sosie pomidorowym, a potem go oblizać... całego... =_= W międzyczasie Haru poszedł wyczyścić kibel, ominęła go jedna kolejka... i w następnej przegrał...Tym razem Shikamaru wymyślił mu zadanie...

"Zamień się w krowę i powoź mnie na plecach..."

Na co Haru, będący już "Białym", stwierdził, że nie ma sprawy, tylko...

- Tylko, że Tooru nie ma więc, jedyną osobą, którą mogę przytulić jest...

Wszyscy... wzrok na Ariel.

Kyou nie wytrzymał napięcia...

- NIE! - krzyknął, aż wszyscy podskoczyli. - Mam tego dość... Idę wyczyścić ten zasra... TEN kibel...- powiedział obrażony i poszedł, a Shigure jeszcze krzyknął...

- Tylko użyj SWOJEJ szczoteczki, SWOJEJ!!!

- Przepraszam, Shigure, a jaki kolor ma twoja? - zapytał nagle Haru.

- Moja? Niebieska, a co?

- =_=... - odpowiedział Haru.

- Aha... No to możesz użyć mojej, Kyou- kun... (Jesteś mi winny szczoteczkę, Haru- kun...)

- Łaski bez, użyję SWOJEJ! - odwarknął Kyou. - A co do ciebie, Maru- kun... Myślałem, że jesteś po mojej stronie!!! - to krzyknąwszy, poleciał na górę, do kibla, którego niegdyś Hanajima, przyjaciółka Tooru, tak "pięknie" ustroiła ^- ~

- Ja jestem... po niczyjej stronie... - powiedział Maru, kiedy Kota już wywiało. - Ale odwołuję to zadanie... Chciałem tylko coś sprawdzić...

- Reakcję Kyou, tak? - spytał Haru.

- Chmm... Powiedzmy...

Tak naprawdę, Shikamaru chciał sprawdzić coś innego...

Nasz młody Chuunin po prostu zauważył, że Haru- kun musi coś czuć do Ariel i zmienia się, by być odważniejszym... A, że on też czuje... znaczy, co on plecie? "Lubi Ariel", tak, co najwyżej "lubi", mimo, że jest babą i dlatego chce wiedzieć na czym stoi i czy Haru- kun jest jego ry... Bo, że Kyou- kun jest, nie ma co do tego wątpliwości... Ale zaraz, chwila... RY... RYWALEM?! "Ja naprawdę tak pomyślałem?! Przecież o czymś takim nie ma absolutnie mowy! Przede wszystkim, nawet jakby Ariel zwróciła na któregokolwiek z nas uwagę, to i tak byłby to najpewniej... Sabaku no Gaara, a po drugie... ona ma Xellosa... Więc o czym ja w ogóle myślę?! I czy ja pomogłem Haru tylko dlatego, że wydawało mi się, że powiedział mimowolnie "Maru, onegai", czy dlatego, że sam nie chciałem widzieć, jak... jak ten piękny mężczyzna obejmuje Ariel- chan?!?!"

Shikamaru bił się z własnymi myślami i nie miał pojęcia, co jest Z NIM nie tak.

- Ariel, czy nie powinniśmy szukać Gaary? - z zamyślenia wyrwał ją głos Hyuugi. Ariel- chan zastanawiała się nad dokładnie tym samym, co Chuunin.

- Oczywiście, ale ważniejsze jest żeby... Właśnie! - palnęła się w czoło. - Przecież mieliśmy zwerbować Kyou- chana do ceremonii, a nie bawić się tutaj! Całkiem zapomniałam!

Neji zrobił odpowiednią minę, po czym spojrzał na resztę, która, po odejściu Kyou, darowała sobie już tą głupią zabawę...

Naruto z żywym zainteresowaniem rozprawiał z Shigure i Ayame, słuchając ich wielce ciekawych opowieści z czasów szkolnych ^_~, Kibuś próbował zgadnąć, w jakie zwierzę zmienia się Hatori (do czego ten nie chciał się za Chiny Ludowe przyznać...), Nuriko starał się różnymi dziwnymi ruchami podpowiedzieć mu, że chodzi o konika morskiego, a Maru patrzył przymulonym wzrokiem na Haru i myślał... Hatsuharu, natomiast, robił dokładnie to samo, co Chuunin...

- Ale oni chyba też zapomnieli... =_= - stwierdził właściciel Byakugana.

- Wiesz co? Niech oni się tu bawią, a ja pójdę do Rudego. Wprawdzie, kibel to niezbyt odpowiednie miejsce na tego typu rozmowy, ale nie ma innego wyjścia...

- Okej... - kiwnął Neji.

Nikt nie wiedział... oprócz Chuunina, of corz ^_~... ale w Haru krew się zagotowała. Obaj udawali, że nie słyszą, ale w rzeczywistości... Haru usłyszał tylko ostatnią część... tę o "nieodpowiednim miejscu na tego typu rozmowy"... i w tym momencie coś się w nim ruszyło. Zupełnie niespodziewanie dla wszystkich, w chwilę, gdy Ariel poszła na górę, Haru wstał i powiedział...

- Muszę do toalety...

- Ale... Przecież Kyou- kun czyści... - zauważył Shikamaru.

- To go przegonię na moment. - odpowiedział spokojnie Hatsuharu, jednak Maru doskonale widział, że ledwie "się powstrzymuje..."

- "Oj, chyba będą kłopoty... - pomyślał Maru. - Byleby Czarnuś- kun czegoś nie narobił... I skąd, do cholery jasnej, ja wiem, że on znowu się zmienił? I dlaczego mam ochotę iść go powstrzymać...?!?! Acha, no bo on sobie zapewne wyobraża Kami- sama wie co, a Ariel chce tylko przekonać Kyou- kuna do ceremonii... Nie ma obaw, Kyou- kun nie dopuści Czarnego- kun do dziewczyny... Co?! O czym ja właściwie myślę...?!" - zaczerwienił się i postanowił już o tym nie myśleć.

Na szczęście dla niego, Yuki- tachi* (*Czytaj: Yuki & Tooru) właśnie wrócili ze sklepu. Przynieśli napoje, w tym piwko TYLKO dla dorosłych (Bezalkoholowe ^_~) i oranżadę dla pozostałych oraz mnóstwo ciastek, chipsy, cukierki, paluszki i inne słodkie badziewiajstwa, co pozwoliło wszystkim odprężyć się i zapomnieć na moment o bożym świecie.

Ariel- chan, zanim drzwi otworzyła, przyłożyła do nich wyspecjalizowany narząd podsłuchu... ucho i próbowała dosłyszeć, czy "Kyou akurat w tej chwili nie sika", a w rzeczywistości, czy przypadkiem nie mówi, czegoś do siebie... i nie pomyliła się... ani w jednym, ani w drugim. Kyou przeklinał coś na Maru... albo na Haru, licho wie, w każdym bądź razie... na Shikamar'ego był zły za "ten głupi pomysł", a na Haru za "chęć urzeczywistnienia tego głupiego pomysłu". "Yoshi", pomyślała, gdy nagle, ktoś zasłonił jej od tyłu oczy...

- Nie odwracaj się... - szepnął Haru. - I nic nie mów, po prostu pozwól ze mną na chwilę... Muszę ci coś powiedzieć...

- "Hatsuharu?" - kiwnęła.

Weszli do pokoju, który na piewszy rzut oka wyglądał na własność Rudego. Haru zamknął drzwi... niepostrzeżenie na klucz i schował go do kieszeni. Ariel była pewna, że ma do czynienia z Białym, więc po prostu spytała...

- O co chodzi, Haru? Co chcesz mi powiedzieć?

- Ariel- chan... Ja... - powiedział, nie pokazując swych oczu, jedynego w tej chwili dowodu przemiany.

Spodziewała się wszystkiego, nawet tych dwóch "zakazanych" w rodzinie Souma słów, ale nie tego, że... Haru ją pocałuje...!!! Wybałuszyła gały ze zdziwienia i teraz dopiero skapła się, iż ma do czynienia z... Czarnym!

- Haru, moment... - zaprotestowała.

- Nie puszczę cię, Ariel- chan... - trzymał ją mocno za ramiona. - Tak bardzo cię... pragnę...

- Acha... O.o KEEEEEEEEE?!?!?!

- Ciiiiii... - ponownie zatkał jej usta swoimi i po chwili przewrócił na łóżko, które przed nimi stało.

- Moment, Haru, chwila! Ty jesteś Black, prawda?

- Jestem i co z tego?

- A no to z tego, że w ogóle się nie kontrolujesz... Wróć do siebie, Haru!

- Nie chodzi o to, że się nie kontroluję, po prostu... Biały cię tak samo pragnie, ale nie ma na to odwagi...

- Nie ma, cholera, na co?! Cholera, Haru, nie dotykaj mnie!!! >_< Bo będę krzyczeć!!!

- Już krzyczysz... ale i tak nikt tu nie wejdzie, bo zamknąłem drzwi...

- CO?! Cholera, Czarny, bo jak ci przy- pier- papier w ten dwu- kolorowy łeb...

- Proszę, Ariel- chan...

- QUE?! O.o <=zdębiała nagłą zmianą tonu.

- Zrozum, jesteś jedyną dziewczyną do której, my Juunishi, możemy się zbliżyć...

- WŁAŚNIE, JUUNISHI! KA...

Ale nie zdążyła powiedzieć "Kai"...

- Proszę, nie przywołuj klątwy... Ja cię naprawdę, Ariel- chan, ja... Zdajesz sobie sprawy, jaką sexi lachą jesteś...

- Yym??? (Taak???) <=zdziwiona, o co mu biega... =_='

- Nawet Kyou tak powiedział... Dzięki niemu to zauważyłem...

- Chyym??? (Cooo???) <=w dalszym ciągu zakneblowana jego dłonią.

- "Bardziej pociągającej dziewczyny nie widziałem...", to są jego słowa, chociaż okupione czerwonymi uszami...

- Achee??? (Serio???) O.o'

- Nie wiem co mówisz, ale jeśli obiecasz, że nie powiesz KAI, puszczę cię...

- Ychym! - kiwnęła, a po chwili, gdy zabrał rękę... - KAAA... Yymm... "Cholera, nie potrafię ściągnąć klątwy, kiedy nie powiem tego na głos! Spokojnie, skup się i przywołaj klątwę, teraz... Cholera, nic... =_='"

- Jakie to było oczywiste... >- <'

- Ha... Hanase! (Puszczaj!)

- Mowy nie ma, Ariel, teraz już jesteś moja!

- CHOLERA JASNA, HARU!!! >_<

I to, wbrew pozorom, nie krzyknęła Ariel... =- =

Odwrócili się i zobaczyli w drzwiach... Kyounkichi'ego ze szczoteczką w ręce.

- C- c- co... wy... robicie... w moim... pokoju??? - starał się mówić spokojnie, ale para wściekłości już wychodziła mu uszami.

- Kyou- kun! Tasuke... - dziewczyna chciała krzyknąć "ratunku", ale Haruś zatkał jej usta.

- A co, nie widać, Koneko- chan??? - odpowiedział Czarny.

- Aha... To miłej zabawy... =_= - stwierdził z przymuloną miną Kyou i ku ich wielkiemu zdziwieniu, wyszedł z pokoju... a w sekundę później wpadł do niego z powrotem... - CHCIAŁBYŚ, ŻEBYM TAK POWIEDZIAŁ!!!>_< - i jak nie sieknął Haremu sierpowym w szczękę, aż ten przeleciał przez łóżko i wylądował na ziemi.

Ariel wybałuszyła gały ze zdziwienia i zaczęła patrzeć to na Kyou, to na powalonego Haru, który po chwili wstał, ocierając sobie krew z ust...

- Właśnie się zastanawiałem, kiedy zamknąłem drzwi w swoim pokoju... Szczęście, że noszę zapasowe klucze przy sobie, inaczej nie wiem, co bym z tobą zrobił, tłusta krowo, jakbyś... jakbyś... - Kyou ze wściekłości nie umiał się już wysłowić.

- No co, no co, Koneko- chan?! - odpyskował Haru. - Jakbym się dobrał do TWOJEJ dziewczyny?!?!

- ONA NIE JEST MOJĄ DZIEWCZYNĄ, GÓWNIARZU!!! ANI TYM BARDZIEJ TWOJĄ, WIĘC ŁAPY PRECZ!!! >_<

- "O cholera, chyba się zaczęło..." - pomyślał Maru.

- Co to za krzyki, dattebayo??? - zastanawiał się Naruto. - Coś w rodzaju "Żaby pędź"???

- Brzmiało mi jak ten Baka Neko... - stwierdził Yuki. - Czyżby miał problem ze spłuczką albo szczoteczką do zębów??? =_=

- WIĘC MOŻE SKOŃCZYMY NASZ POJEDYNEK, KOTECZKU?!?!?!?!

- O, a to z pewnością Haru- kun... - powiedział z uśmiechem Shigure.^_^.

- NIE MAM ZAMIARU CACKAĆ SIĘ ZE ZBOCZONYM GÓWNIARZEM!!!

- O, a to znowu Kyou- kun! - powiedział coś jeszcze bardziej uszczęśliwiony Shigure o^_^o

Shikamaru i Nuriko omal zawału nie dostali...

- "W mordę, czyżby Czarny- kun...?!?!" - pomyślał ten pierwszy.

- "Rany boskie, XELLOS MNIE ZABIJE!!!" - dramatyzował ten drugi.

- IDĘ TAM!! - zadecydowali obaj i aż wybałuszyli na siebie gały, że udało im się tak zsynchronizować.

- Dobra, to idziemy obaj! - kiwnął Maru i polecieli na górę, z tym, że Nuriko dosłownie ^^

Kiedy Shikamaru, cały zziajany, bo domek Shigure'go wcale nie jest taki mały, wpadł do pokoju Kyoun'a , Haru już stał w swojej zwierzęcej postaci. Ariel- chan, aby zapobiec kolejnej bójce, objęła Czarnego i krzyknęła "KAI!"

- Ariel- chan, c- co się dzieje?! - wyjąkał Hegemon, pod postacią Chuunina ^_~

- Nic... Po prostu te debile znowu omal nie zaczęły się prać... =_=

- NIC?! Ten dureń się do ciebie dobierał, a ty to nazywasz NIC?! - oburzył się Kyou.

- TAK, Souma Kyounkichi- kun! - odparła twardo i z ogniem w oczach. - NIC się NIE stało!

- Och, to na szczęście, bo Xellos, pierwsze co, to by mnie ukatrupił!!! - Nuriko, który przeleciał przez Maru, aż ten wzdrygnął się, odetchnął z ulgą.

- Te, Nuriko- kun, to niezbyt przyjemne uczucie! - zauważył Chuunin.

- To ja może już sobie pójdę... - powiedziała krowa z przymulonym wzrokiem.

- DOKĄD TO SIĘ WYBIERASZ?!?! - ryknął za nim Kyou.

- Poczekam, aż się zmienię i wrócę... A tak w ogóle, to na razie wygrałeś... - Haru, najwyraźniej będący z powrotem Białym, spokojnym typem, w postaci krowy, zszedł na dół i wywołał niezłą sensację. Kiba już chciał wysłać na niego Akamaru, ale Hyuuga go zatrzymał, stwierdzając, że coś jest nie tak z tą krową, a gdy Haru to potwierdził, ten pierwszy shinobi omal nie wyskoczył ze swoim pupilem przez okno... ("GADAJĄCA KROWA!!! >- <")

- Yare yare, zapomnieliśmy wam powiedzieć! - stwierdził Naruto.

- To właśnie o tym mówili, Shikamaru- kun, podczas gry i Haru, na dworze, gdy wściekł się na mojego brata... - powiedział Yuki- kun, po czym spokojnie i bez szczegółów wyjaśnił dwójce shinobich, na czym polega sekret rodziny Soumów.

Tymczasem, na górze...

- Mattaku, rozgniotę tego szczeniaka w pył, jeśli jeszcze raz...

- Nikogo nie rozgnieciesz, Kyou, moglibyście już przestać się tak żreć!

- A niby o kogo znowu poszło?!

- Więc to moja wina?! - spojrzała mu w oczy...

- Nie, ale... Ale... - zaczerwienił się i zaraz odwrócił wzrok. - Tego pieprzniętego gówniarza...

- Ano... - wtrącił się Maru. - Ciągle słyszę tylko "gówniarza", "szczeniaka"... Ile Haru- kun jest od ciebie młodszy, Kyou- kun?

- Rok... =_=

- Ee... To w takim razie, jak nazwiesz mnie??? =_= Ja jestem młodszy dobre 3- 4 lata...

- ILE??? To ile masz lat??? O.O

- Prawie 13, pozostali, oprócz Hyuugi Nejiego, również. Neji jest rok od nas starszy.

- To rzeczywiście 3 lata różnicy... - zdębiał Kyou. - A wnioskowałbym z twojej gadki, że jesteś przynajmniej w naszym wieku!

- Przecież mówiłam, że Maru to shinobi- geniusz!!! ^___^

- A ja mam 19 lat, ale wiecie co?!?! Jestem duchem i więcej już nigdy nie będę mieć! JUHU!!! ^______^ - Nuriko, jak głupi, zaczął kręcić koziołki w powietrzu.

- Mattaku... - powtórzył takie "niby przekleństwo" Kyou. - Żeby takie szczeniaki dawały mi się we znaki! >- < Powinienem wam obu skopać tyłki!

- Ależ nie ma sprawy, ja jestem gotowy w każdej chwili! - odparł Maru, przybierając pozę bojową, ale minę... jak najmniej poważną i skorą do bitki... ^^

- CHOTTO! - Ariel stanęła między nimi, ale zaraz odwróciła się twarzą do Kyou. - Nie będzie mi się tu Baka Neko lał z mistrzem cienia, w dodatku Chuuninem!!!

- Że czym niby? - zdębiał Kyou. - Że Chu... Chuu- coś- tam słyszałem i mniemam, że chodzi o jakiś stopień, ale mistrz... cienia?!

- Wyjaśnij mu, Maru... - poprosiła.

Nuriko tylko latał i przysłuchiwał się.

- Pamiętasz scenę na dworze? Ayame- san wcale nie zatrzymał się dlatego, że zobaczył Harego- kun, a dlatego, że... unieruchomiłem go za pomocą Kagemane no Jutsu.

- Kage... Cieniem???

- Kagemane no Jutsu, czyli Technika Naśladowania Cienia. Za jej pomocą mogę zrobić to...

- Co? Aj, co jest?

- Spójrz w dół... - Maru spuścił głowę, pokazując mu, że jego cień jest połączony z cieniem Kyouna i ten może wykonywać tylko te same ruchy, co użytkownik tej techniki.

- Łał, nieźle, ale... Może mnie puścisz?

Maru spojrzał przymulonym wzrokiem w jego oczy, a Kyou, chcąc nie chcąc, musiał zrobić to samo.

- Okej... - powiedział po chwili Shikamaru. - Więc lepiej nie zaczynaj z mistrzem manipulacji cienia!

- O... Oczywiście! ^_^'

- No to jak, pogodzeni już? - zapytał Nuriko. - Bo w tej sytuacji, co jesteśmy, i tak oboje idziecie z nami, więc lepiej, żebyście się jako tako dogadywali!

- Nuriko! - krzyknęła Ariel.

- No co? Musisz mu w końcu to powiedzieć!

- Moment, ale co? - głowa Kyouna latała <prawo> <lewo> to na nią, to na ducha.

- Powiesz mu, czy ja mam to zrobić? - Shikamaru oparł się o ścianę. - Prawdę mówiąc, nie znam szczegółów waszej sprawy, wiem tylko, że naszą jest znalezienie Gaary, zanim czegoś nabroi, jednak... jemu nic nie grozi, więc wasza sprawa jest ważniejsza i na nią mamy priorytet.

- Ale jaka "sprawa"??? O czym wy mówicie??? O.O

- Chodzi o to... - Maru teraz oparł się o drzwi, które, było nie było, otwierały się od wewnątrz. - Że chyba musimy cię porwać, Souma Kyou- kun... - a powiedział to z takim wzrokiem, że Baka Neko wystraszył się nie na żarty.

- C- COO?!?! Co to znaczy??? - ryknął. - Jak to "porwać"?!

- A no tak to... =_=

Ariel tylko spuściła głowę; Nuriko patrzył smutnym wzrokiem.

- Czy to dlatego pokazałeś mi swoją Technikę?!

- Maa nee... Powiedzmy...

- Jaja se robicie, prawda?! - Kyou spojrzał na dziewczynę, ale nie ujrzał jej oczu. - Nie... Nie robicie?!?!?!?!?!?! O.o'

- Więc jak będzie, Souma Kyou- kun? Idziesz grzecznie z nami, czy mam wołać kolegów? Nie zapominaj, że pozostała trójka to również shinobi... I to znacznie potężniejsi ode mnie... Ja jestem, właściwie, głównie od myślenia...

Ariel teraz dopiero spojrzała na Shikamaru... Jego wzrok mówił, jakby rzeczywiście był gotowy na wszystko, byleby Kyou poszedł z nimi... Czyżby przejął się wilczkami, których praktycznie w ogóle nie zna?! Znaczy, na pewno, ale żeby od razu tak postępować z Kyounem?!

- Eeee... znaczy... - wyjąkał Kyou. - Chyba czegoś tu nie pojmuję...


Koniec rozdziału szesnastego

Ciąg Dalszy Nastąpi

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.