Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Ariel's Diary 4 - Paradise

Itooshi hito no tame ni

Autor:Ariel-chan
Dodany:2005-08-18 00:23:51
Aktualizowany:2005-08-18 00:23:51


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

"ARIEL'S DIARY"

Część Czwarta: Paradise

Rozdział Piąty: Dla kogoś, kogo kocham,*

(Z podtytułem... Czy... Ruda NA_GA_KU_RA... hoduje świnie???)


- Rany, ja to mam sklerozę.... ><0

- Ale o co chodzi, Ariel-chan? - zapytał najmniejszy z Tria, Shinpachi.

- Xellosu!!!!!!!!!!! ><

- "Złociutki"?! Możesz mi, Kenshin-san, powiedzieć, co to ma, do ciemnej cholery, znaczyć?????????????? - Mazoku dalej przeżywał, jak małpa poród (<=? o.O).

- Na na, Xellos-san, to naprawdę nie to, o czym myślisz!!! ^^0

- A o czym ja myślę???

- Nie wiem o czym, ale tak się mówi! Zresztą, sam mówiłeś, że mam złote serce.....

- Taa, ale to nie powód, żeby cię nazywać "Złociutkim"! Czego ona jest dla ciebie TAKA miła, a na mnie potrafi tylko wrzeszczeć? No czego, czego??? - chyba Xellowi udziela się zachowanie Ryuichiego.......

- Spokojnie, Xellos-san! (I mówi się, chyba, "czemu", a nie "czego"... ^^0) Dla ciebie, Xellos-san, też potrafi być miła...

- Jasne... "Miła" w cudzysłowiu... A dla ciebie zawsze taka milutka i słodziutka... ><0

- Oro? o.O' - Kenshin chyba nie czai bazy.

- Przecież Kenshin jest zawsze takim uroczym, słodkim, dobrym i milusim chłopcem, takim jak ja, zresztą, więc nic dziwnego, że Ariel-chan tak go ubóstwia... ^^ - Ryuichi wygłosił swoje zdanie (<=nadal uczepiony Kenshina.....) - I ja też go uwielbiam choć dopiero co Kenshina-kun poznałem!!! ^^

(- A no..... - Souji chyba chciał coś powiedzieć....)

- Acha, dzięki za pocieszenie, Ryu-chan.... - odparł Xell. - Ty wszystkich lubisz......

- No... Ciebie i Kenshina-kun na pewno... ^^ I Soujiego-kun i zabawne Trio! I Nuriego!

- Czyli wszystkich, Ryu-chan... >< <=Xell

- Dokładnie! ^^ A... Czy coś w tym złego???

- Nie, jasne, że nie Ryu-chan! - pokręcił łbem Xell. - Czasami tylko nie wszystkich można lubić......

(- A no, Xellos-san.... - ale nikt go nie słuchał...)

- To znaczy??? - Ryu seryjnie nie czaił.

Xell westchnął, pokręcił głową i.... teraz dopiero dotarł do niego... wrzask Czarnej.

- JEŁOPIE, DO JASNEGO HOLENDERA, SŁYSZYSZ MNIE, CZY NIE????????????????

- Chciałem powiedzieć, Xellos-san, że Ariel-chan pana woła od paru minut..... ^__^0 - Soujiego w końcu dopuszczono do głosu.

- Jasny gwint, mówiłem, Kenshin-san, taka potrafi być "miła"........ >____<

- Xellos, bo jak tam podejdę..........

- Dobra, nie musisz, przecież słyszę!!! Czego???

- Całkiem bym zapomniała.... Gdzieś ty, bałwanie jeden, zgubił Nuriego????

- Nuriego???

- A no wiesz, taki przygłupawy, śliczny jak dziewczynka, duch homo-niewiadomego pochodzenia, który zdaje się być moim Aniołem Stróżem!!!!!

- Kuźwa, Ariel, mówisz o moim najlepszym przyjacielu, więc nie rób se jaj!!! >___<0

- To czego pytasz, jakbyś nie wiedział, o kogo chodzi? W ogóle, gdzieś go zostawił? Chyba nie jako podpałkę dla Hellmastera, co????? (Po tobie można się wszystkiego spodziewać....)

- Widzisz, widzisz, to się nazywa "miła"... - Xellos szepnął do Kenshina.

- Widzę, widzę..... - pokiwał Kenshin i zwrócił się półgębkiem do Ryuichiego. - "Kto się czubi, ten się lubi....."

- Nie, Ariel-chan, Nuriko-kun pewnie jeszcze cię szuka! - odparł Xell. - Rozdzieliliśmy się, aby cię szybciej znaleźć.... (Tylko, że ja chyba zapomniałem powiadomić go, że już cię znalazłem.....)

- Czy ktoś coś o mnie mówił???? ^____________^

No proszę, o duchu mowa, a duch tu! Zupełnie znienacka, Nuri wyszedł z sufitu w dojo i, ominąwszy Mazoka, samurajów i piosenkarza, poleciał prosto do Ariel i reszty Shinsen Gumowców. (<=To brzmi jak jakieś "Gumisie"..... Tyyyyy, świetny pomysł!!!!!!)

- Nuriko-kun, gdzieś ty się podziewał??? - zapytała dziewczyna. - Już myślałam, że Xell sprzedał cię Hellmasterowi albo co!!!!

- No co ty, myślisz, żebym się dał? Zresztą, ja nawet nie widziałem Hellmastera... A tak w ogóle! Myślisz, że tak łatwo cię znaleźć???

- Co... Co proszę??? - Ariel zaniemówiła.

- Powiedziałem, że nie łatwo cię znale....

- Nie to, to wcześniejsze! - przerwała mu. - Nie widziałeś Fibriza?!?! Jak to, przecież byłeś z Xellem w "Wolf's Rain-ie"....

- Tak, ale....

- Ale?

- Kiedy dotarliśmy na miejsce... Xell ci nie mówił??? - tutaj zerknięcie na dojo.

Xellos odwzajemnił wzrok i nastawił uszu... tzn. swoje Mazokowskie zmysły, gdyż odległość między nimi, a dojo, jest zbyt wielka, aby normalne ucho słyszało rozmowę na "normalnych", czytaj: nie wrzeszczących, decybelach....

- Mówił, że po sprawie i tyle...

- A no, tyle to i mi mówił.... Potem nawet nie widziałem się z Kibą-kun....

- Nie owijaj w bawełnę, Nuri, coś mi tu....

- Nie gra? Nie, chyba w porządku, po prostu, kiedy dotarliśmy na miejsce i zobaczyliśmy, w jakim.... ekhem, nie powiem w jakim stanie zastaliśmy Paradise, gdyż to istna profanacja... Tak czy siak, Xell stwierdził, że "coś" musi to powodować, ponieważ on czuje, że to "coś" w dalszym ciągu działa i dlatego... kazał mi poszukać tego "czegoś", zanim porozmawiamy z Fibrizem...

- Ale... Xell i Kiba sami do niego poszli i ty już się z nim nie widziałeś?

- Z Fibrizem? Nie, ani z Kibą...

- A znalazłeś chociaż coś?

- Jasne, i to nie jedno! Ale Xell powiedział, że już się wszystkim zajął, więc machnąłem! Chociaż to "coś" dziwnie mi było znajome, wyglądało jak jakaś przerośnięta larwa, albo co, tak czy inaczej, tego "czegoś" było więcej i to ono było przyczyną tego, że cały Paradajśik, ekhem.... za przeproszeniem, Xelli, diabli wzięli!

- La... larwy? - spytała zdziwiona Czarna. - Ale Fibrizo wywalił te, jak to określiłeś, "larwy" i uwolnił wilczki?

- No, tak przynajmniej mówił Xelli!

- Wiesz, Nuri, mówić to on se może nawet, że ma słonia w karafce w domu!!! Xellos, pozwól tu na momento!!!!

- Taa, słonko??? - Xelli z durnowatym uśmiechem od ucha do ucha popijał herbatkę, którą ni stąd ni zowąd znalazła się w jego rękach.

- Żadne "słonko" tylko "cho no tu"!!!!!!

- Ale...... - Xelli próbował coś powiedzieć.

- Jeżeli jesteś winny to rzeczywiście masz się czego bać!

- Ale ja nic nie zrobiłem!!!

- W takim razie nie masz się czego bać!

- No idź, Xellos-san! - poradził mu Souji. - Bo potem będzie jeszcze gorzej..

- Ale..... ja się jej bojęęęę!!!! - jęknął Xelli.

- Skoro nic pan nie zrobił, to czego pan się boi? - zdębiał Souji (Jak pewnie zauważyliście, Souji do Xella na "san", [jak do wszystkich, zresztą], dlatego ten "pan")

- No właśnie dlatego się boję...... ><

- Niezbyt to logiczne... - stwierdził Souji.

- Wiem o tym....... ><

- Xellos, do jasnej anielki, cho no tu, bo mi się nie chce tam podchodzić... Ale jak już będę zmuszona....... ><0

- Yare, yare! - Xelli, zamiast tradycyjnym sposobem... dla siebie, czytaj: teleportacją, wstał i przeszedł się piechty, co bardzo zdziwiło towarzystwo, czytaj: Ariel.

- A ty co? O.O

- Nic, chciałaś, żebym podszedł.... To... o co chodzi?

- O ten tramwaj, co nie chodzi!!! >< Już ty wiesz, o co chodzi! Co ma znaczyć to, że Nuri nie był z wami u Fibriza???

- No, co ma znaczyć? To, co powiedział...

- W to akurat wierzę... Ale... czy reszta część twojej opowieści jest... aby na pewno prawdą? To znaczy to... że już wszystko w porządku?

Xell zrobił zastanawiającą minę.

- Och, Ariel... - westchnął. - Seryjnie aż tak mi nie ufasz? Naprawdę myślisz, że mógłbym cię okłamać?

- No!

Xell wprawdzie nie gibnął, ale za to zachwiał się z leksza na nogach...

- Słuchaj, Xelli, po to wysłałam cię z Nurim, aby cię przypilnował!

- Może i go nie przypilnowałem, ale... czemu miałby kłamać? - Nuri najwyraźniej był po stronie Xella.

- Właśnie, Ariel-chan... Jak mówię, że wszystko jest okej, tzn. że wszystko jest okej....

- Taa? W takim razie pójdę sprawdzić....

- Acha... - odparł Xell, a po chwili do niego dotarło, że ona zamierza otworzyć portal tu i teraz..... - Nie, nie idź... Przynajmniej nie teraz!

- Nie? A to czemu by nie?

- Wilczki by sobie tego nie życzyły! - powiedział jak najbardziej stanowczo i pewnie. - Chodzi o to, że teraz pewnie jeszcze się kurują po tym, co zrobił im Fibrizo.....

- No to trza było tak od razu, wezwiemy Amelię.......

(- Ichimura-kuuuuun!!!!!!! - głośny krzyk, na którego nikt nie zwraca uwagi....)

- Nie, nie trzeba, już to proponowałem, ale... wiesz, jakie one są... A już zwłaszcza Kieł**... Żaden nie chciał nadużywać naszej... "gościnności". Znowuż im pomagając, moglibyśmy ich tylko obrazić......

Ariel przez moment po tym, jak Xell skończył mówić, patrzyła na niego.... jak na kosmitę.... Xell już myślał, że mu nie uwierzy, jednak...

- No dobra, niech ci nie będzie... - zgodziła się. - Całkiem sensowne wytłumaczenie. Jak na ciebie, oczywiście... Tym razem muszę ci uwierzyć...... Wierzymy mu, prawda, Shinsen Gumowcy?

- Ha? My i tak nie wiemy, o co chodzi, ale..... - zaczął Shinpachi.

- Wytłumaczenie jest dobre! - zakończył Sanosuke.

- Shinsen..... Gumowcy? - Nuriko usłyszał chyba nowy wyraz. - Kuźwa, to może od razu "Gumisie", co????? "Skansen Gumisie", może? (Choć nie wiem, co to skansen...)

- "Skansen Gumisie?" - odpowiedziała Ariel. - Chmm, Gumisie? - po chwilce... - Tyyy, no zajebisty pomysły! Eeee, wy będziecie Gumisiami, jasne Gumiśki???

- Haaaaa??? <= totalne zbaranienie Shinsen... znaczy Skansen Gumisiów.

- Hora, a gdzie bracia Ichimura??? - Ariel rozgląda się na prawo i lewo.

- Nie słyszeliście??? - zapytał Heisuke. - Jak Hijikata-san wołał swojego podwładnego, znaczy szczeniaka? A że mały nie chciał iść, Tatsu-kun zaprowadził go na chama....

- A no fakt, coś się darło.... ^^0 Nie zauważyłam......

- A tak apropos.... Shinpachi-kun!!! - krzyknął Nuriko. - Ty się nazywasz... Nagakura... Seryjnie?

- A niby czemuż by nie seryjnie?

Nuriko - wzrok na Ariel... Ariel - wzrok na Nuriego... Po chwili... Nuriko - w zlew........

- Buahahahahahahahahahahahaha!!!!!!

- No i z czego się lejesz, Nuriko-idioto? Przeca już dawno wiedziałeś, jak on się nazywa......

- Buahaha, tak, hahaha, ale.... - nie umiał się uspokoić. - Ale teraz dopiero to do mnie dotarło...... Posłuchaj... Naga... kura!!!! Naga-kura!!!!

- Naga... kura??? O.O Ty, racja..... Bua hahahahahahahahaha!!!!

Po momencie już oboje pękali ze śmiechu, a Komediowe Trio nie miało pojęcia z czego.....

- Rany boskie, rzeczywiście, Nuriko-kun, hahahahahaha!!! Naga-kura!!!! Do tego.... ruda NAGA-KURA!!!!!! - pękała Czarna, pokazując paluchem na Shinpachiego..........

- Ty, a może NAGA-KURA hoduje kury??? - wymyślił Nuri.

- Nie, ale..... mają tu świnie...... jak żeś pewnie (nie) raczył zauważyć!

- Ruda NAGA-KURA.... hodująca świnie?

Wzrok na siebie.... i w zlew....

- Nuriko-kun, jak ty coś palniesz!!!

- Dzięki, wzajemnie! ^_______^

Komediowe Trio spojrzało po sobie i wzruszyło ramionami......

- Nie zwracajta na nich uwagi... - poradził Xell. - Oni zawsze coś wymyślą! A tak w zasadzie, Ariel.... Ja już przestaniesz się nalewać z Shinpachiego-kun... to może mi powiesz, czy mogę już iść?

- Nie, nie możesz!!!

<Zdziwko>

- A co to ja twoja mamusia, żeby ci mówić, gdzie i kiedy masz se łazić? Spada, jak chcesz!

- O... kej...... o.O' Tylko chciałem być grzeczny......

- To nie chciej.... (Bo ci to nie wychodzi...) Zresztą, najważniejsze, że mówiłeś prawdę o wilczkach.....

- O... Okej! - kiwnął Xell i teleportował się "naturalnym sposobem" spowrotem do dojo, gdzie, ku zdziwieniu dwójki samurajów (Bo Ryuichi raczej nie zwraca uwagi na takie rzeczy...), stanął se w najciemniejszym z najciemniejszych kątów... i bynajmniej nie miał zamiaru pokazywać się nikomu na oczy.

Souji i Kenshin spojrzeli (przypadkiem, przypadkiem!) na siebie... po czym Okita-san zwrócił się do Mazoka,

- Xellos-san, czy coś jest nie tak......?

Jednak myśli Mazoka krążyły zupełnie wokół czego innego...

- Xellos-san? - powtórzył Souji.

Zero reakcji.

- Xellos-san? - tym razem odezwał się Kenshin.

- Wybaczcie, nie teraz... - usłyszeli głos Mazoka....

Souji i Ken kiwnęli głowami..

Wiedział, że do niego mówią... Doskonale o tym wiedział, ale... nie miał zamiaru zwracać na nikogo uwagi.... W tej chwili przeżywał swoją własną pokutę...

- Wybaczcie, nie teraz..... - zdołał jedynie wykrztusić....

Odetchnął z ulgą...

Odetchnął z ulgą, bo wreszcie mu uwierzyła.

Po tym wszystkim, co przeżył, po tym wszystkim, co wypaczyło jego "demoniczny" charakter..... naprawdę nie spodziewał się, że będzie potrafił kłamać z taką łatwością, bez zmrużenia oka, bez najmniejszego zająknięcia. Na zewnątrz nie było widać ani jednego objawu zdenerwowania.

Ale.... z drugiej strony, cóż, dla Mazoka, potrafiącego mordować z zimną krwią, jest jedno, małe kłamstewko? A no, zapewne, niczym... Lecz...

Xelli nie był 'zwykłym' Mazokiem... Może i kłamał nie gorzej niż zawodowy Pinokio, jednak... to wyszło bardziej z "mazokowskim" przyzwyczajeń niż z jego własnych, aktualnych w tej chwili uczuć.....

Wiedział, że źle postąpił...

Nie dość, że zrobił w konia dwójkę najlepszych przyjaciół (Skansen Gumisiów i reszty już nie liczył!), to na dodatek... zamierzał okłamać jeszcze kogoś i w ten sposób... narazić go na niebezpieczeństwo.

No cóż, mówi się trudno...

Mazoku są w końcu mistrzami manipulacji, kłamstwa i tajemnic....

Tak, Xelli wcale się nie denerwował, wcale nie przejmował się tym, że ich okłamał...

Wcale nie miał wyrzutów sumienia, wcale a wcale....

- "Ach, i kogo jeszcze próbujesz oszukać, pierdolony Mazoku? Mistrz kłamstwa i manipulacji...??? Pierdoły, pierdoły, pierdoły i jeszcze raz pierdoły!!! Możesz oszukać każdego... ale siebie nie oszukasz........"

I na co mu to było? Na co mu było to upierdliwe uczucie, przez które coraz bardziej zamienia się w człowieka i przez które odczuwa emocje, których normalnie nigdy by nie zaznał?

Cholerny Mazoku, jesteś w końcu Mazokiem, powinieneś kłamać kiedy i komu ci się żywnie podoba.... Jesteś Mazokiem, powinieneś... w ogóle nie przejmować się tym kłamstwem....

Ale....

Mazoku przejmował się i to bardzo... Zbyt wiele sprzecznych emocji gotowało się w nim jak wrzątek.....

Kenshin i Souji zerkali raz na siebie, raz na Mazoka... raz na Ryuichiego, który, ku ich zdziwieniu, zasnął jak dziecko na kolanach Battousai'a. Zerkali też na Ariel i Nuriego, którzy, zajęci "kurzą sprawą", pewnie by potopu z Arką nie zauważyli i zgodnie, choć bez słów, stwierdzili, że tylko oni mogą dowiedzieć się, co takiego stało się naszemu przemiłemu kłamczuszkowi... tzn. Mazoczkowi.

Gdyby tylko ten Mazoczek był skory do rozmowy...

- Himura-san?

- Tak, Okita-dono?

- Jak myślisz, co mu się stało?

- Xellosowi-dono? Myślę, że odleciał...

- Ja myślę, że się czymś martwi....

- Przecież to powiedziałem..... - po chwili... - Oro, wybacz, to przez Arielcię... (Jej gadka udzieli się każdemu... ^^0)

- Trzeba by z tym coś zrobić...

- Racja, Oki... Oro? Xellos-dono? O.O

W tym momencie Xelli odczepił się od tej ściany, którą w cieniu (z przyzwyczajenia, a bo i z uwielbienia ><0), podpierał i bez słowa wyjaśnienia... teleportował się......

- Oro? - na sekundę przed zniknięciem Mazoka, Kenshinowi wydawało się, że widzi srebrne strużki na jego twarzy. Błękitne oczy złociutkiego szermierza zwęziły się....

Cholera, znowu ta woda... Nie chce przestać płynąć...

Weź się w garść, szurnięty Mazoku, nie możesz stanąć przed nim w takim stanie... Musisz ochłonąć. Tak, polataj trochę po wymiarach, wte i wewte, bez celu, jak wiatr, żeby nikt cię nie zauważył... Nie przejmuj się, dobrze postąpiłeś, w końcu zrobiłeś to dla jej dobra...

Co to...? Ta melodia? Grawitacja? "Temat Shuichiego"?*** (***Słowem, na scenę wchodzi najpiękniejsza melodia z "Gravitation", czyli "Shuichi's Theme") To znaczy... że nie dobrze?

Jasne, że nie... Jasne, że nie... Jak w ogóle mogłeś wmawiać sobie coś takiego......?! Przecież ona... Ona cię znienawidzi... Znienawidzi...

Nie, ona mnie kocha, nie znienawidzi mnie... Ale...

Nie, to niemożliwe, tego będzie już dla niej za wiele.........

Nie, przestańcie grać, przestańcie, ta melodia mnie rozrywa... Mnie, Mazoka... Najpodlejszego ze stworzeń... Rozrywa mi serce, którego nie mam... Jeszcze ta woda... Dobra, dobra, wiem, że to łzy, ale tak mi ciężko przyznać się nawet przed samym sobą... Ona mi tego nie daruje, ja wiem.... Wiem, że jest dobra, wspaniała.... wyrozumiała, złota.... O Boże... Przepraszam, jeszcze profanacja... O na Shabiego, i ja ją... naprawdę... okłamałem? Taką dziewczynę? Znowuż? Po raz który? Przecież obiecałem... Obiecałem nigdy więcej tego nie robić... Ileż krzywd wyrządziłem tymi kłamstwami ostatnio? No ileż?! "Przeze mnie" zginął Aris, "przeze mnie" prawie zginęli Ariel i Ryuichi... A teraz co znowu robię? Znowu kłamię... I dlaczego?! Dlaczego?! Bo jestem Mazokiem? Bo jestem wrednym demonem?!

Nie......

Bo tak bardzo ją kochasz......

Załamywał się... Mazoku naprawdę się załamywał... Nie mógł znieść tego psychicznie... Zżerały go wyrzuty sumienia, choć nie powinien ich mieć..... Nie, poprawka, miał je przez moment, a potem mu przechodziło.... Kiedy wewnętrzny głos odpowiedział mu na pytanie, uspokoił się... Wreszcie dał się przekonać, że..... robi to dla NIEJ... Jak złe by to nie było... Xelli robił to dla Ariel......

Chyba się nie zdziwcie, jeśli usłyszycie... "Maiagare Suzaku mirakuru ra"? Na endinga wybieram, oczywiście... openinga z kultowego już animka o wiadomym tytule* o^______________________________________________________________________^o

"Itooshi hito no tameni"

"Maiagare Suzaku Miraku ru Ra!

Densetsu ga ugoki dashite

Hontou no watashi ga hirogaru

(Tooku hibiku wo ai ni)

Anata ni michibikarete

(Mezamate yuku tamashii)

Hikari dasu mou hitotsu no sekai

Itooshii hito no tame ni

Ima nani ga dekiru kara?

Kanawanai yume wa naiyo

Massuguni ni shinjiteru.........."


Resztę sobie wyobraźcie..... ^-^

P.S. *'Itooshi hito no tame ni'= 'Dla kogoś, kogo kocham', czyli opening z Fushigi Yuugi, któżby tego nie wiedział???? ^_^ (No, może jednak ktoś.....)

P.S. **Oczywiście, chodzi o Kibę...

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.