Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Carpe diem

..:V:..

Autor:Saluchna
Serie:Slayers
Gatunki:Dramat, Fantasy, Obyczajowy
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2005-09-22 22:56:56
Aktualizowany:2005-09-22 22:56:56


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Carpe Diem*

by Sal

..:V:..


Wyszła na miasto ot tak, po prostu chciała się przejść. Nawet lubiła te "nowoczesne" ludzkie miasta - zbudowane ze szkła i betonu. Jeszcze nie tak dawno w tym miejscu było pole... Zaśmiała się w duchu ze swoich myśli. Niedawno! Heh, teraz sto lat to dla niej "niedawno"... Ale jak ktoś żyje tyle, co ona to ma prawo do takich myśli. W każdym razie te stulecia mijały w zastraszającym tempie. Z pozoru niedawno skończyła się druga wojna światowa... "tylko" czterdzieści jeden lat temu... . 1986... Przechodziła właśnie obok sklepu elektronicznego. Z wystawy kusiły nowoczesne telewizory, magnetowidy, magnetofony... ludzie lubią takie rzeczy. Ale i tak dziwne, że zostawili dla "technologii" magię... Nigdy tak naprawdę ich nie rozumiała... może tylko swoich przyjaciół. Oni odeszli tak dawno... jeszcze bardzo dobrze pamiętała dzień, w którym dowiedziała się o śmierci Liny... dwa dni później umarł Gourry... Amelia i Zel też nie pożyli długo. Ich dzieci już jej nie znały, tak jak nie znały potężnej magii, tylko najnowsze osiągnięcia techniki...

Pogrążyła się we wspominkach, nie zauważyła kobiety idącej z naprzeciwka. Uderzyła w nią mocno, tak, że obie się wywróciły. Otrząsnęła się, i wyciągnęła rękę w jej stronę, pomagając wstać. Dopiero wtedy zauważyła, ze kobieta jest w ciąży. Natychmiast ukuła ją zazdrość... szybko przeprosiła i pospiesznym krokiem oddaliła się z miejsca wypadku. Kiedy widziała rodziny z dziećmi albo ciężarne kobiety zawsze czuła zazdrość, straszną zazdrość... Wiedziała od początku, że nie będzie mogła mieć dzieci... Mazoku i Ryuzoku zbyt różnią się od siebie... Pocieszała się tym, że ma Vala... Ale on odszedł, odszedł wiele setek lat temu, i już nigdy o nim nie słyszała, pewnie prowadzi podobne życie co oni, ciągłe przeprowadzki, z miejsca na miejsce... Mimowolnie z jej oczu popłynęły łzy. I to wszystko akurat w jej urodziny...

Spacerował po mieście, zastanawiając się nad prezentem urodzinowym dla Filii. było to trudne zadanie - po tylu latach dostała od niego chyba wszystkie możliwe prezenty, nawet te najbardziej absurdalne... Idąc bez celu w końcu trafił na wielki billboard, z plakatem o koncercie jakiegoś zespołu. Spojrzał w górę - wielka twarz Freddie'ego Mercury spoglądała na niego z plakatu. Queen... aktualnie ulubiony zespół Filii... to jest to! Data... dzisiaj! Stadion Wembley... wszystkie bilety już pewnie wyprzedane... uśmiechnął się pod nosem. Od czego ma się męża Mazoku?

Wróciła do domu w podłym nastroju, pogłębionym jeszcze brakiem najlepszego polepszacza nastroju w okolicznych sklepach - jej ukochanej czekolady... jak pech, to pech. Usiadła przed telewizorem, zaczęła bez celu przeskakiwać po kanałach. Co by tu... nagle wstała z kanapy i zaczęła się ubierać najszybciej jak umiała... zapomniała! Przecież to dzisiaj ma się spotkać z agentem ubezpieczeniowym w sprawie "uszkodzenia samochodu"... Po latach wciąż używała swojej maczugi... .

Kiedy wrócił do domu, Filii jeszcze nie było... świetnie po prostu... romantyczna kolacja? Nie, banalne... kieliszek szampana? Dobre... ale przydałoby się coś lepszego... Udał się do piwnicy, przeszukać stare śmieci. W końcu znalazł to, czego szukał - butelka starego, francuskiego wina, doskonały rocznik. Będzie w sam raz.

Wspinając się po schodach marzyła tylko o ciepłym łóżeczku, poprzedzonym gorącą kąpielą z pianą... I zjadłaby coś dobrego... miała nadzieję że Xellos coś przygotował. Spotkanie nie wypadło pomyślnie - nikt nie chciał uwierzyć w jej bajeczkę o drzewie, które spadło na samochód. Cóż, znów będzie musiała coś sprzedać... a planowała to zrobić dopiero za jakiś czas... Zwykle tak "zarabiali" na życie - sprzedając pamiątki z przeszłości, jakieś talerze, filiżanki czy sztućce. zadziwiające ile ludzie potrafią dać za ledwo dwustuletnie przedmioty. Po prostu nie wyobrażała sobie siebie albo Xellosa w pracy - wydawało jej się to po prostu śmieszne. Kiedy stanęła wreszcie przed swoimi drzwiami, westchnęła z ulgą. Przekręciła klucz w zamku, weszła do środka. Powitał ją jakiś smakowity zapach, ale nie potrafiła go zidentyfikować. Pociągnęła nosem... chyba coś z pomidorami... Nagle poczuła ramiona oplatające ją od tyłu, i wargi na szyi. Obróciła się i pocałowała go.

- Jak minął dzień? Zmęczona?

- Taaaaaakk... - ziewnęła - zjem tylko kolację i idę spać...

- Niewykonalne - uśmiechnął się - Wychodzimy po kolacji.

- Nieeeee... - może jutro, dzisiaj naprawdę nie mam siły..

Zamiast odpowiadać wziął ją na ręce, zaniósł do jadalni i posadził na krześle przed parującym talerzem spaghetti. Jedząc zastanawiała się, co tym razem wymyślił. Bo już wiedziała, że nie ma szans na odwiedzenie go od jego pomysłów, a tym bardziej tych związanych z nią. Jedyne, na co miała nadzieję, że nie będzie to męczące. Kiedy skończyła i wstała od stołu, wcisnął jej jakieś ubrania do ręki.

- To będzie lepiej pasować ^^

Obejrzała to, co jej dał... t-shirt z logiem Queen [mam taki! dop. Sal] i jeansy? Gdzie on chce mnie zabrać... ? Zaciekawiło ją to nawet... przebrała się, a kiedy wróciła do pokoju wręczył jej kieliszek wina i objął w pasie. Sekundę później była na wielkim, zatłoczonym stadionie... na koncercie... ? I do tego w pierwszym rzędzie! Nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Od kilku lat marzyła o byciu na koncercie Queen'u, ale zawsze było jej szkoda pieniędzy, bilety są takie drogie...

- Dziękuję.

Wsłuchała się w muzykę...


Tonight I'm gonna have myself a real good time

I feel alive and the world turning inside out Yeah!

And floating around in ecstasy

So don't stop me now don't stop me

'Cause I'm having a good time having a good time

I'm a shooting star leaping through the sky

Like a tiger defying the laws of gravity

I'm a racing car passing by like Lady Godiva

I'm gonna go go go

There's no stopping me

I'm burning through the sky Yeah!

Two hundred degrees

That's why they call me Mister Fahrenheit

I'm trav'ling at the speed of light

I wanna make a supersonic man out of you

Don't stop me now I'm having such a good time

I'm having a ball don't stop me now

If you wanna have a good time just give me a call

Don't stop me now ('cause I'm havin' a good time)

Don't stop me now (yes I'm havin' a good time)

I don't want to stop at all

I'm a rocket ship on my way to Mars

On a collision course

I am a satellite I'm out of control

I am a sex machine ready to reload

Like an atom bomb about to

Oh oh oh oh oh explode

I'm burning through the sky Yeah!

Two hundred degrees

That's why they call me Mister Fahrenheit

I'm trav'ling at the speed of light

I wanna make a supersonic woman of you

Don't stop me don't stop me

Don't stop me hey hey hey!

Don't stop me don't stop me ooh ooh ooh (I like it)

Don't stop me don't stop me

Have a good time good time

Don't stop me don't stop me Ah

I'm burning through the sky Yeah!

Two hundred degrees

That's why they call me Mister Fahrenheit

I'm trav'ling at the speed of light

I wanna make a supersonic man out of you

Don't stop me now I'm having such a good time

I'm having a ball don't stop me now

If you wanna have a good time just give me a call

Don't stop me now ('cause I'm havin' a good time)

Don't stop me now (yes I'm havin' a good time)

I don't want to stop at all

[zgadnijcie kto chciałby na ten koncert pojechać... taaaak, ja ^^ Niestety jeszcze mnie na świecie nie było... ]

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.