Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

One Hundred fics challenge

21-24

Autor:Grisznak
Korekta:IKa
Serie:Final Fantasy
Gatunki:Dramat
Uwagi:Yuri/Shoujo-Ai
Dodany:2007-11-17 11:13:40
Aktualizowany:2007-11-17 11:13:40


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

5 Outside (na zewnątrz)

Celes, okryta jedynie lekkim materiałem jasnozielonej szaty stała przed lustrem, czesząc swoje długie, jasne włosy grzebieniem. Wojna - wojną, zagłada - zagładą, Kefka - Kefką, ale niezależnie od wszystkiego co działo się wokół niej, była generał nie zamierzała zapominać o takich sprawach jak wygląd i elegancja. Toteż, gdy okazało się, że pozostaną w Mobliz klika dni, Celes z radością powitała fakt, że dni te spędzi w wygodnym łóżku, mając pod ręką kąpiel z ciepłą wodą. Choć w czasach służby w wojskach Imperium miała swoje własne apartamenty w pałacu cesarza, teraz nawet to wydawało jej się komfortem w zestawieniu z tym, co musiała znosić podczas niekończących się wędrówek po zniszczonym świecie. Cieszyła się więc tą chwilą, rzadkiego w ostatnich miesiącach jej życia, luksusu. Ruchem ramion zrzuciła materiał na ziemię, oglądając w lustrze swoje nagie, zmęczone trudami podróży lecz wciąż piękne ciało. Chociaż wydawać się mogło, że toaleta pochłonęła ją bez reszty, jej czujny słuch od razu wychwycił ledwie słyszalny odgłos zza znajdującego się za nią, otwartego okna.

- Wiem, że tam jesteś - podglądaczu - powiedziała powoli. Była w tak dobrym nastroju, że nie miała nawet ochoty sięgać po wiszącą na ścianie broń. W końcu była w Mobliz - Posłuchaj dobrze. Masz do wyboru: albo w tej chwili spieprzać stąd gdzie pieprz rośnie albo, skoro już tu jesteś, wejść do środka, zamiast bawić się w chowanego. Zapewniam, że nie pożałujesz. - mówiąc te ostatnie słowa, uśmiechnęła się. Kto wiem, może to jakiś przystojniak? A może Locke?

Nie słysząc reakcji, Celes wróciła do czesania, sądząc, że ma już spokój. Po chwili jednak, ku jej zdumieniu w lustrze dostrzegła czyjeś dłonie, które chwyciły framugę okna. Jakież było jednak jej zdumienie, gdy kolejno jej oczom ukazała się burza zielonkawych włosów a następnie pokrytą rumieńcem twarz Terry, która jednym, sprawnych ruchem wskoczyła do środka.

- Obiecujesz, że nie pożałuję? - spytała patrząc na przyjaciółkę, która stała z otwartymi ze zdziwienia ustami. Grzebień wypadł jej z dłoni. A pomyśleć, że ten dzień zapowiadał się tak dobrze.

96 Free Choice - wolny wybór

Kolejne uderzenie magicznej energii przygwoździło go do skalnego podłoża unoszącej się kilkaset metrów na ziemią wyspy. Wciąż nie był w stanie w pełni wykorzystywać energii która wypełniała jego ciało, a którą wchłonął dzięki posągom. Nie była ona jeszcze kompletna, ale zakładał że wystarczy, aby ostatecznie pozbyć się Gestahla. Mylił się.

Cesarz, choć nie zwykł tego okazywać na co dzień, nie należał do słabych. Jego ciało poddano działaniu energii magitek jako ostatnie z czterech, dlatego też wykorzystywał ją w najpełniejszym stopniu. Nie popełniono w jego przypadku żadnego z błędów i bez większych trudności mógł posługiwać się magią tak silną jak żaden z jego generałów. Kefka odczuł to właśnie dotkliwie na własnej skórze.

Wiedział doskonale, że gdyby miał dość czasu, mógłby wchłonąć więcej energii i nauczyć się nią operować tak, że Gestahl mógłby mu nafiukać. Niemniej wszystko wskazywało, że czas jest właśnie tą rzeczą, której mu najbardziej brakuje. Skulił się, szykując się na ostateczny cios. Miał tylko nadzieję, że wraz z jego śmiercią energia posągów zostanie uwolniona i wyspa wraz z cesarzem spadnie na ziemię.

Gestahl uśmiechając się, ruszył w kierunku zbuntowanego majordomusa, szykując się do zadanie coup de grace. W jednej chwili płynąca z jego ust inkantacja została przerwana. Kefka odwrócił się, patrząc zaskoczony na swojego przeciwnika. Cesarz milczał i z zaskoczeniem wpatrywał się w błyszczące ostrze szabli, które wystawało z jego piersi. Z ust wyrwał się cichy, przedśmiertny jęk.

Celes szarpnęła i wyrwała swoją szablę z pleców swego dawnego władcy, kopiąc jednocześnie martwe już ciało, które upadło na ziemię jak worek kartofli. Podeszła do posągów, które skrzyły się mocą. Promieniująca z nich energia przeniknęła ją. Chociaż potrafiła posługiwać się magią, było to coś, czego nigdy wcześniej nie zaznała, coś co było pierwotne i odwieczne. Słyszała głosy i widziała obrazy, których nie rozumiała. Ale nie to było ważne. Ważna była moc.

Podała dłoń Kefce i pomogła mu wstać. Majordomus otrzepał swoje ciuchy z pyłu i popiołu i spojrzał na nią z uznaniem i czymś, co w jego oczach mogło być wdzięcznością.

- Teraz każde w nas ma w sobie połowę mocy posagów - powiedziała - ale nawet połowa to dużo.

- He he he... owszem. Ale po co mieć dużo, skoro można więcej?

Odwróciła się i spojrzała z nad krawędzi unoszącej się ponad ziemią wyspy na rozpościerający się poniżej widok.

- Tak tam... spokojnie.

- A więc zafundujmy im nieco rozrywki - to mówiąc Kefka wyciągnął ku niej dłoń.

- Takiej, jakiej nigdy nie zapomną - odparła Celes, uśmiechając się i odwzajemniając uścisk.

60 Drink - picie

Celes szybkim krokiem przemykała bocznymi uliczkami jednej z mniej reprezentatywnych dzielnic stolicy Imperium. Jak każde duże miasto, także i stolica posiadała swój rynsztok, do którego zapuszczenie się zawsze musiało nieść za sobą ryzyko utraty zdrowia bądź życia. Jednak Celes Chere, generał wojsk Imperium i wojownika magitek, tego akurat obawiała się najmniej.

- Hej, piękny wojaku, chcesz się może zabawić? - usłyszała szczebiotliwy, kobiecy głos. Nie zwracając nań szczególnej uwagi, szła dalej. Przywykła do tego, że okryta płaszczem, spod którego widać było jedynie mundur i kosmyki jasnych włosów, była brana za mężczyznę. Kobiety w armii były rzadkością. Nie przeszkadzało jej to, w końcu mężczyzn zaczepiano rzadziej niż kobiety.

Nieliczne działające jeszcze lampy gazowe rzucały blade światło na te zakazane zaułki miasta. Celes na szczęście dość dobrze znała drogę do miejsca w kierunku którego zmierzała. Wkrótce też skręciła w jedną z bram, w której mieściła się knajpa z gatunku tych, których ludzie jej autoramentu raczej nie zwykli odwiedzać. Wiedziała jednak, że tu nikt jej nie zna.

Weszła do środka, zrzucając z głowy kaptur. O tej porze większość gości tego miejsca stanowili robotnicy, odpoczywający po dziennej zmianie w fabrykach broni. Stojący przy drzwiach potężny dryblas wpuścił ją, co było jednocześnie znakiem dla reszty, że mają ją zostawić w spokoju. Nie rozglądając się, skierowała się ku stojącemu w rogu stolikowi, przy którym siedział samotny mężczyzna.

- Mogę się przysiąść? - spytała i zanim padła odpowiedź, odsunęła jedno z krzeseł i siadła.

- Znowu ty? - mężczyzna podniósł głowę i spojrzał na nią. Celes patrzyła prosto w zmęczone i nieco już czerwone od alkoholu oczy generała Leo. - Znowu chcesz robić za moją opiekunkę?

- Nie - odpowiedziała krótko.

- To po co tu przyszłaś?

- Żeby z tobą pomówić.

- Naprawdę? Nie mogłaś poczekać aż wrócę do koszar.

Spojrzała na stojącą przed nim niemal pustą butelkę, nie wiadomo którą już z kolei. Choć Leo nie wyglądał na takiego, potrafił wypić naprawdę dużo.

- Wiesz co by zaczęli wygadywać, gdyby ktoś zauważył, że wieczorem przemykam do twojej kwatery?

- I może mi jeszcze powiesz, że byś się tym przejmowała? - pociągnął kolejny łyk z butelki. - Powiem ci coś. Przyszłaś tu tylko dlatego, że się o mnie troszczysz.

- Dobrze, zostańmy przy tym - nie miała ochoty przekomarzać się z nim - lepiej powiedz mi, co tu cię przygnało.

Leo przez chwilę milczał, patrząc w stojącą przed nim butelkę. Potem odezwał się:

- Pamiętasz tą akcję, którą kierowałem wczoraj?

- Jasne. Rozganialiście zamieszki.

- Tak. Do cholery, jestem generałem, a nie jakimś policjantem - wlał w siebie resztę zawartości butelki i rąbnął nią w blat tak mocno, iż Celes była zdziwiona tym że szkło nie pękło.

- I co, to ci nie daje spać po nocach?

- Nie... wiesz, kiedy rozganialiśmy tą hołotę, któryś z kretynów strzelił z jakieś pukawki. No i wojsko odpowiedziało ogniem.

- Ilu?

- Jakichś stu zabitych, a może i więcej, nie wiem. Diabli wiedzą ilu ich potem zmarło w szpitalach od ran.

- Znaleźli tego co strzelał?

Leo w milczeniu przecząco pokręcił głową. Celes uniosła dłoń i wykonała nią gest, po którym na ich stoliku pojawiły się dwie pełne butelki. Zapowiadał się długi wieczór.

Dwie godziny później dwie postacie idące niezbyt pewnym krokiem opuściły knajpę.

- Celes... eeeep... ja... musze powiedzieć - próbował coś powiedzieć Leo, ale wypite hektolitry alkoholu uniemożliwiały mu wyraźne wysławianie się - ja cię...

- Zamknij się, ty cholerna pijanico... i patrz pod nogi, mruknęła Celes, unikając sama zderzenia z latarnią.

- Ale ja muszę... eaaaargh - w tym momencie odwrócił się i oparłszy dłońmi o ścianę opróżnił swój żołądek na chodnik. Celes patrzyła na niego z politowaniem.

- Ani mi się waż bawić w sentymentalne wyznania w takim stanie - powiedziała cicho, wspierając go ramieniem i ruszając dalej.

26 Teammates (członkowie drużyny)

Płomyk ogniska powoli dogasał, uzbierany wcześniej zapas patyków zdążył już się wyczerpać i wszystko wskazywało na to, że po raz kolejny trzeba będzie wybrać kogoś, kto będzie musiał udać się po opał. Celes ziewnęła i spojrzała na leżącego pod drzemiącego drzewem Locke?a. Tu obok, oparta o jego ramie Relm najwyraźniej również była obecna w krainie Morfeusza.

- Sabin - rzuciła w końcu - skocz po coś do ognia, bo zaraz zgaśnie.

- Znowu ja? - karateka najwyraźniej nie był zachwycony, ale podniósł się ruszył w chaszcze. Celes musiała przyznać, że ten chłopak miał zdecydowanie złote serce, nawet jeśli rozumem nie zawsze dorównywał swemu bratu. A propos półgłówków, ponownie przeniosła wzrok na Locke?a. Nie odzywali się do siebie już kilka dni. Nie, żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Owszem, w mniemaniu wszystkich tu obecnych (choć diabli wiedzą, o czym takie coś jak Umaro może w ogóle myśleć) byli parą. Parą po przejściach, niekiedy zdrowo skłóconą, ale jednak parą.

Celes nie za bardzo obchodziło to, co reszta o niej myślała, ale już jakiś czas temu doszła do wniosku, że lepiej będzie, jeśli nie będzie wyprowadzać ich z błędu. Bo niby po co? O niej i o Leo nie wiedział praktycznie nikt, co sprawiało, że połowa męskiej części imperialnego korpusu oficerskiego robiła sobie względem Celes nadzieje. Czasem nawet to wykorzystywała, ale generalnie było to denerwujące. Teraz przynajmniej miała spokój.

Locke pewnie wiedział swoje, liczył, że za (całkiem zresztą niezłe) odegranie księcia ratującego księżniczkę z opresji należy mu się nagroda. Początkowo nawet czuła się zobowiązana wobec niego, ale kiedy pokazał, że jego zaufanie do niej jest proporcjonalne do wzrostu Relm, dała sobie na wstrzymanie. Locke był niezbyt bystrym zabijaką, zdecydowanie nie w jej typie. Co innego Edgar - pomyślała, mimowolnie oblizując wargi. Ten miał łeb na karku, możliwości i zdaje się, że już kombinował, jakby się tu ustawić, gdy ten cały cyrk dobiegnie końca. Co więcej, był chyba jedynym (obok Terry), który nie traktował jej umiejętności magicznych jako czegoś niesamowitego. Potrafiła to docenić.

- Edgar? - mruknęła, zerkając jeszcze raz w kierunku Łowcy Skarbów, upewniając się, że ten śpi. Książe Figaro siedział koło niej, wsparty o pień drzewa.

- Tak? - spytał.

- Chodź tu - zatrzymała się w pół zdania - mam sprawę.

- Słucham? - spytał Edgar, przysuwając się nieco do byłej generał Imperium.

- O właśnie tak, bardzo dobrze - to mówiąc oparła się o jego ramię i tuląc się do niego zapadła w sen.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Grisznak : 2007-11-18 13:58:33
    ...

    Dzięki. Owszem, sam jestem wielkim fanem szóstki i akurat pisanie fików z tego FF zawsze sprawiało mi najwięcej przyjemności. Czy dam rade napisać te planowanych sto drabble - tego niestety nie wiem, ale się postaram.

    Cieszę się, że ktoś tu grał w FF VI.

  • : 2007-11-18 09:42:25
    One Hundred fics challenge Rozdział 3:21-24

    Fajnie jest poczytać przy kawie krótką serię shortów dotyczących gry, do której mam tak wielki sentyment. Niektóre prezentowane tu pomysły są przezabawne - pod warunkiem znajomości bohaterów FFVI.

    Maleństwa jak powyższe mogą zawierać perełki. Tak bardzo przypadło mi do gustu zdanie zawierające słowa:

    "Wojna - wojną, zagłada - zagładą, Kefka - Kefką (...)"

    Aż chciałoby sie dopisać do niego - i zamieścić jako sygnaturkę w podpisie na forum:

    - "(...) a sprawiedliwość musi być po naszej stronie"

    albo

    - "(...) ale porządek w papierach być MUSI!"

    itd., itp.

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu