Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Seimaden v. moja

Seimaden v. moja

Autor:lotopauanka
Korekta:IKa
Serie:Seimaden
Gatunki:Fantasy, Komedia, Mistyka, Mroczne, Parodia
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość, Yaoi/Shounen-Ai
Dodany:2006-12-17 23:00:32
Aktualizowany:2008-03-14 21:54:26



Daleko, daleko od raju jest miejsce gdzie króluje najwspanialszy z książąt mroku - demon Laures.

"Pierwsza ofiara"

Znaleźliśmy go leżącego na kamiennej podłodze sanktuarium. Dookoła było pełno białych, puszystych piór, a Teteius prawie nie miał skrzydeł. Roderique podszedł do leżącego bezwładnie ciała demona. Ja zastanawiałem się co się mogło stać mojemu słudze. Po chwili rozważań i po tym jak moje myśli powędrowały ku Hildzie, przypomniała mi się teteiusowa antypatia do tego dziewczęcia. Przecież to jasne: głupi Teteius uwolnił Zadeia - uwięzionego przeze mnie demona, aby pomógł mu przywrócić mnie państwu ciemności. Nie umiał go kontrolować, więc stał się pierwszą ofiarą.

Roderique przesunął kawałek ciało Teteiusa. Dobrze, że ten mały chłopak przekonał się do mnie, i dał sobie spokój z azelowaniem, chociaż podejrzewam, że skrycie czeka aż uda się mnie sprowadzić z powrotem, żeby wziąć sobie Hildę.

- Weź go na ręce. - Mój głos rozniósł się po pustym pomieszczeniu echem. - Trzeba zanieść go do pałacu.

Rod podniósł demona, wydawało się, że ciało trochę mu ciąży. Długie bardzo jasne włosy sunęły po podłodze. Niechcący, krocząc za Rodem przydepnąłem je aż skóra spod brody powędrowała białemu demonowi na czoło. (Nie wierzcie mi we wszystko co mówię - to była przenośnia).

Roderique zniknął za drzwiami. Zanim wyszedłem rozejrzałem się jeszcze po ciemnym pomieszczeniu. Zadei będzie chciał się zemścić, a Teteius może być w niebezpieczeństwie.

"Płaczący demon"

Przez trzydzieści godzin spał. Potrzebował czasu na zregenerowanie strat. Właśnie byłem z Roderiqueiem na wieży, gdy Teteius wyszedł na taras po przeciwległej stronie. Poszedłem do niego - musieliśmy pogadać.

Gdy wchodziłem odwrócił się raptownie i przywarł plecami do ściany jakby się czegoś obawiał.

- To ty, Lauresie... - jego glos wydawał się nieobecny.

Usiadłem na rzeźbionym fotelu, ale on dalej stał przy ścianie.

- Dlaczego? - Zapytałem. Nie odpowiedział. - Uwięziłem go bardzo dawno temu, a ty uwolniłeś narażając siebie, mnie i po drodze kilka innych osób na niebezpieczeństwo. - Znowu się nie odezwał.

Oczy, zazwyczaj pełne szczerości teraz przepełnione były pustką.

Powiodłem wzrokiem po komnacie Teta, aż moje spojrzenie zatrzymało się na dwóch kikutach przyciśniętych do tapety. Dopiero teraz zauważyłem dlaczego tak stoi przyciśnięty do ściany, wyglądając jakby coś ukrywał - jego skrzydła nie zregenerowały się jeszcze. Zazwyczaj wracały do siebie po dwudziestu czterech godzinach. Teraz nie wyglądały ani trochę lepiej.

- Twoje skrzydła... Czemu jeszcze nie...?

Usiadł na łóżku i oparł się o filar podtrzymujący baldachim. Z oczu popłynęły łzy zmywające napięcie. Poczułem się jakoś dziwnie. Płaczący demon? Ryczał jak małe dziecko! Jak to stworzenie stało się demonem to nie mam pojęcia... eee OK., wiem, ja też bezgranicznie pokochałem Hildę wyrzekając się mojego królestwa.

- Jego szpony... on ma taką moc... - głos mu się załamał. - Ja już nigdy nie będę wyglądał jak niegdyś. Ja już nigdy nie wzlecę, Lauresie!

- Przecież zawsze wracałeś do siebie! Wszystko wróci do normy, zawsze wraca - jesteś demonem Teteiusie!

- Przecież ci mówię... on ma taką moc...mówił mi...te szpony...i rzeczywiście - mówił bez ładu i składu, i jeszcze na pewno chciał, żeby go zrozumieć!

O przepraszam, Duchem Świętym to ja nie jestem... i całe szczęście!

Zadei ma wielką moc, ale wątpię by zniszczył mu skrzydła na zawsze. Trzeba poczekać.

- Laures, czy jestem nieśmiertelny?

- Pewnie - odpowiedziałem. Byłem ciekaw co on knuję. Przecież doskonale

o tym wiedział.

- I nikt nie może mnie zabić?

Straciłem pewność siebie, ten demon coś kombinował, a ja miałem inwencję co to może być.

- Może. Postawiony wyżej demon np. Zadei albo jeden z aniołów - Archanioł. - Czekałem na następne pytanie, wiedziałem, że je zada. Ja to jestem błyskotliwy, nie?

- Ty... mógłbyś mnie zabić gdybyś chciał?

- Jesteś wysoko w randze demonów Teteiusie... ale tak, jakbym chciał. Jednakże zabicie demona czy anioła nie jest proste.

Ześlizną się z łóżka i podpełzł do mnie na kolanach.

- Zabij mnie, książę. - Spojrzał na mnie oczami bezdomnego psa, który prosi

o pełną miskę a zarazem przeprasza, że istnieje. Nie pozwalając mi nic powiedzieć dodał:

- Bez skrzydeł będę ci kulą u nogi. A tak oszpecony nie wyjdę poza mury zamku... jeśli w ogóle opuszczę tę komnatę.

Poderwałem się z siedzenia.

- Otrząśnij się Teteius! Ja cię nie zabiję! (Za dobrego sługę bym stracił...) - Złapałem za ramiona i potrząsnąłem nim z całej siły. Podparł się rękami

o podłogę wtapiając chude palce w dywan, schylił głowę a zmierzwione, jasne włosy zakryły mu twarz.

Wyszedłem z komnaty. Nie wiem jak długo jeszcze tam siedział, bo

o tamtej pory go nie widziałem.

"Dziękuję, że mnie uwolniłeś"

- Teteiusie.

Demon stanął na dźwięk tego głosu. Obejrzał się. Stał za nim mężczyzna

o czarnych potarganych włosach i oczach brązowych, wpadających w czerwień. Szpiczaste uszy i długie zęby zdradziły shoguna demonów. Wyciągnął w stronę Teteiusa muskularną rękę. Ten cofnął się krok. Dłoń Zadeia zamieniła się

w zieloną, szponiastą łapę.

- Widzę, że twoje piękne skrzydła nie doszły jeszcze do siebie. Zaśmiał się drwiąco. - Opierzysz się, ale musisz poczekać. Jesteś taki piękny, że z żadnej strony nie wyglądasz na demona. Zawsze lubiłem cherubinki...

- Nie jestem aniołem! Jestem prawdziwym demonem!

- Dziękuję, że mnie uwolniłeś - po tych słowach Zadei zniknął rozpływając się w powietrzu.

Teteius pobiegł w kierunku sali, w której znajdował się jego pan. Biała długa szata kontrastowała z czernią kamienia na podłodze. Demon wbiegł do komnaty gdzie przebywał ciemnowłosy Laures.

- Zadei był tutaj! Nic ci nie jest książę? - Wysapał.

- Nie tu nie przyszedł. Wszystko jest w porządku, z resztą, poradziłbym sobie.

Teteius wyszedł z ulgą, że jego panu nic nie grozi. Czy Zadei przyszedł tylko po to aby porozmawiać z nim? Zatrzymał się przy podłużnym oknie od podłogi do sklepienia. Zastanawiał się co by robił gdyby rzeczywiście był aniołem. Pewnie wylegiwałby się na chmurkach i oglądał gołe tyłki Amorków. Nie, to na pewno nie dla niego! Tylko ciekawe, co na prawdę robią teraz aniołowie...

"Możemy wrócić na Ziemię"

- Widzę, że doszedłeś do siebie, czujesz się lepiej, więc możemy wrócić na Ziemię. - Laures mówił do Teteiusa spokojnym tonem, lecz nie cierpiącym sprzeciwu

- Laures, słuchaj, ja wiem, że kochasz tę śmiertelną kobietę Hildę, ale częściej przebywamy na Ziemi niż tu. To może się źle skończyć. Już straciłeś pozycję władcy. Może lepiej...

- Śmiesz mi się sprzeciwiać?! - Wrzasnął czarnowłosy demon próbując utrzymać na wodzy powstałą w dłoni, energetyczną plazmę (?). - Nie będziesz mi mówił co będzie dla mnie lepsze! Zabieramy Roderique’a - on jako człowiek nie powinien tu długo przebywać - i przenosimy się na ludzką część wszechświata. Słyszałeś?! Więc zbieraj się.

Teteius rzucił mu się do stóp.

- Zostań tu, ja proszę ciebie. Zostań tu, ja błagam ciebie. Uuuu nie odchodź teraz! - Chociaż odśpiewał najlepiej jak potrafił, chyba za bardzo nie pomogło, bo Laures odwrócił się na pięcie i poszedł długim, ciemnym korytarzem.

Biedny Laures, pomyślał Teteius, ta miłość do śmiertelniczki źle skończy się dla niego i dla niej. Iście optymistyczne podejście.

"Poznajesz mnie Lauresie?"

Laues z Hildą przechadzali się po dziedzińcu. Srebrny księżyc rzucał metaliczny blask na ich twarze, tworząc lauresową jeszcze bledszą. Demon objął dziewczynę ramieniem aby uchronić ją przed potęgującym się zimnem. Nie zdawali sobie sprawy, że są obserwowani przez stojącego na balkonie Roderique’a. Dziedzic Azel nie ufał Luresowi ani Teteiusowi, ale starał się przyzwyczaić aby być blisko Hildy.

W powietrzu zaczęła się tworzyć nieprzyjemna atmosfera, Towarzyszyło jej napięcie i odczucie lęku przez wszystkie ludzkie istoty. Hilda wtuliła się bardziej w swojego towarzysza.

Z powstałej mgły zmaterializował się Zadei. Laures rozprostował bardziej swoje smocze skrzydełka osadzone w głowie tuż za uszami. Dopiero niespełna kilka dni temu Hilda zaczęła je akceptować. Do tej pory wydawały się jej takie nieeleganckie. Śnieżnobiałe kolce znajdujące się na zgięciach skrzydeł zabłysły w mrocznym świetle księżyca.

- Poznajesz mnie Lauresie? - Zadei podszedł bliżej. - To mnie uwięziłeś trzy tysiące lat temu, a twój sługa... z resztą dobrze wiesz ci zrobił. Szkoda tylko, że jest taki słaby i nie potrafił nade mną zapanować, prawda?

Laures zacisnął zęby, a czerwony klejnot w srebrnym zdobieniu zaświecił przebijając spod czarnej grzywki.

- A, właśnie! Zapomniałbym. Chodzi mi właśnie o Teteiusa. Oddaj mi go Lauresie, a może nic nie zniszczę.

- Nie oddałbym ci nawet kulawego konia!

- Moja nienawiść do ciebie rośnie z każdą minutą.

- Dobrze zrobiłem shogunie więżąc cię.

Zadei pokazał kły w pełnym wściekłości grymasie. Przytulona do demona Hilda pisnęła. Z tekstami "walka nie ma sensu", "nienawiść rodzi nienawiść" już dawno dała sobie spokój. W porę zorientowała się, że tu, między demonami nikt nie będzie słuchał jej heroicznych rad.

Roderiqe zszedł z balkonu i po chwili jego kroki było słychać na dziedzińcu. Blondyn dzierżył w dłoni miecz do poskramiania demonów.

- Spotkamy się niedługo Lauresie i ja dostanę, czego chcę.

Zadei rozpłynął się w powietrzu, w chwili gdy Roderiqe znalazł się przy Hildzie i jej miłości.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem tworząc w komnacie przeciąg. Biały półdemon obejrzał się. Zielone oczy rozszerzyły mu się gdy Zadei podszedł do niego i raptownie złapał za ubranie na piersi, a potem rzucił o ścianę. Teetius wydał z siebie stłumiony jęk. Odepchnął się już całkiem zdrowymi skrzydłami

i wstał. Zadei patrzył na niego wściekle lecz po chwili wyraz twarzy zmienił mu się nie do poznania. Upadł na kolana i wbił palce w szaty białego demona.

- Wybacz mi Teteiusie, że cię wtedy skrzywdziłem niszcząc skrzydła. Pójdź ze mną i zostaw Lauresa.

Teteius nie miał pojęcia co powinien zrobić ani powiedzieć. Stał tylko

i patrzył na uwolnioną przez siebie istotę, która teraz wyglądała nadzwyczaj żałośnie, aż ta nie znikła. Gdy był już sam w pomieszczeniu krzyknął tylko:

- Aaaa! To było wstrętne! Ble!

Osunął się na podłogę, usiadł podkuliwszy nogi, a potem bardziej przemyślawszy sprawę stwierdził:

- To dziwne...

"Nie"

Ostatni mój sługa zaczął zachowywać się co najmniej dziwnie. Wychodził do parku przed zamkiem na spacery, a podczas rozmów wydawał się być nieobecny, Nie miałem pojęcia co kryje się pod tym okrytym tabu zachowaniem.

Poprosiłem Roderiqe’a żeby znalazł i skierował Teteiusa do mnie. Musiałem powiedzieć mu o dziwnej prośbie Zadeia. Naczekałem się trochę biorąc pod uwagę wielką chęć Roda do pomagania mi i flegmatyczne ruchy Teta.

Zobaczyłem na błękitnym niebie skrzydlatą postać. Biały demon zaczął pomału obniżać lot. Lądował tak lekko, że nawet trawa się nie pochyliła. Zdrowe skrzydła naprawdę dodawały mu uroku. Uśmiechnął się do mnie tak jak zwykle gdy wołałem. Delikatnie złożył skrzydła i zapytał:

- Po co mnie wołałeś, książę? - Za każdym razem tak samo, lecz nie nudziło mnie, mówił i robił to z pełnym szacunkiem. Dzisiaj niestety było inaczej. Patrzył w dal nie widząc tego, co znajdowało się na przeszkodzie, a uśmiech nie był tym uśmiechem, który tak dobrze znałem.

- Shogun chciał żebyś z nim poszedł. Powiedział, że wróci. Ty chyba nie...

- Nie - przerwał mi stanowczo. Jasna postać wzleciała nad czarnymi murami zamku. Wiedziałem gdzie się udał. Leci do Neutralnego Ducha nie będącego ani demonem, ani aniołem, dlatego nazwanego duchem.

A tak w ogóle, to jak mógł mi przerwać?! Chciałem skończyć swoją myśl jakimś pięknym wieńczącym słowem. To nie przystoi tak zachowywać się

w stosunku do księcia!

"Neutralny Duch"

Dotarłem na miejsce. Ten występ skalny od tysiącleci był siedzibą neutralnego Ducha. Indywiduum nie należącym do mroku ani do światłości.

W dole, o wystające z wody kamienie rozbijały się fale. Ducha nie było nigdzie widać. Zawsze kazał na siebie czekać.

Denerwowała mnie jego neutralność. Bycie po obu stronach,

a jednocześnie po żadnej świadczyło o tchórzostwie. "Nie będę się mieszał

w sprawy innych to nic mi się nie stanie. Chyba, że sami o to poproszą". Rozumowanie jajka! Dla mnie Neutralny Duch był tchórzem, ale jakby nie było doświadczonym tchórzem i właśnie dla tego do niego poszedłem.

Wreszcie go zobaczyłem. Nie zmienił się - nigdy się nie zmieni. Ta sama podłużna lekko opalona twarz, te same, krótkie brązowe włosy i skrzydła

z brązowych piór co przed wiekami.

- Witaj! - Rozłożył ręce w powitalnym geście. Odpowiedziałem mu złożeniem skrzydeł i pochyleniem głowy.

- Dawno cię u mnie nie było - powiedział.

- I prędko nie będzie.

Zdjął ze mnie spojrzenie niebieskich oczu - skierował je w stronę oceanu.

- Nie przyszedłem tutaj aby tracić czas na czcze gadanie tylko na pewno jak się domyślasz prosić cię o radę. Wiesz, że za tobą nie przepadam, ale jakby nie było jesteś ode mnie bardziej doświadczony, przyczyniło się do tego radzenie zarówno demonom jak i aniołom. Uwolniłem shoguna demonów uwięzionego niegdyś przez Lauresa, teraz on chce żebym zostawił Lauresa i poszedł z nim, bo jakoś bardzo mu na mnie zależy. Przyrzekłem służyć Lauresowi, ale jak postawię się Zadeiowi - on ma większa moc niż ja. - Wszystko to powiedziałem jednym tchem i tak szybko, że aż się zdziwiłem.

- Uwolniłeś go, więc jesteś jego panem. Nie powinieneś się go obawiać. - Mówił tak spokojnie jakbym zrobił coś co robi się codziennie. - Rad udzielałem dopiero trzem aniołom i jednemu demonowi przed tobą, wolę nie mieszać się

w cudze sprawy.

- Tylko, że ja nie potrafię nad nim zapanować.

- Jesteś silnym demonem, obdarzonym wielką mocą, ale to nić dziwnego, że jesteś słabszy od shoguna. A jak mam ci pomóc? Przecież nie mogę dać ci więcej siły. Przyszedłeś do niewłaściwej osoby, Teteiusie.

Odleciał nad ciemnym oceanem zostawiając mnie samego. Oczywiście, nie pomoże mi, bo oberwie jeszcze od Zadeia w ten cherubinkowaty ryj!

Nie długo byłem sam. Zadei złapał mnie za włosy z tyłu głowy

i pociągnął. Poczułem zimną dłoń na twarzy.

- I co, biały demonku? Zdecydowałeś się? Razem możemy tworzyć naprawdę zgraną parę, możemy wiele osiągnąć. Powiedz, czego byś chciał? - Zbliżył twarz do mojej. Patrzył mi prosto w oczy.

Wyrwałem się pozostawiając kilka włosów w jego szponach.

- Chcę żebyś dał mi spokój! - Złączyłem ze sobą palce środkowy i wskazujący obu dłoni. Miedzy nimi rozbłysła świetlista równomierna kula.

- Teteius, proszę nie złość się, nie do twarzy ci z tym... - w jego głosie gościła dobrze wyczuwalna ironia.

- Zamilcz! Jeśli chcesz być przy mnie to zostań z Lauresem i ze mną!

- Nienawidzę Lauresa - wyszeptał przez zaciśnięte zęby. - Nienawidzę go za to co mi zrobił.

- A ja się postaram, aby to powtórzył. - Zgasiłem kulę i odleciałem obdarzając go tylko chłodnym spojrzeniem. Z powietrza widziałem, że brązowowłosy Neutralny Duch przez cały czas nas obserwował.

"Zaprzestańmy walk"

Dzisiejszy dzień poprzedzały dziwne zdarzenia. Zadei obiecał mi, że już nigdy mnie nie skrzywdzi. Ten demon coś do mnie czuł, tylko co? [trudno się skapnąć, rzeczywiście - dop. autor] Zamieszkał na wierzy i jakoś nie za bardzo przeszkadzało mu towarzystwo Lauresa. Mijając się z nim, co niestety często się zdarzało odwracał wzrok i starał się panować nad emocjami. Często rozmawialiśmy ze sobą, a on już nic nie wspominał o moim odejściu od pana Lauresa.

Dzisiaj było dość ładne popołudnie i nic nie wskazywało, że Zadei

z Lauresem skrzyżują miecze.

Zobaczyłem ich stojących przed sobą na gościńcu. Oboje byli wściekli. Podszedłem kawałek, lecz nawet nie zostałem dostrzeżony. Laures machinalnie składał i rozkładał skrzydła, a Zadei napinał mięśnie.

- Czemu za każdym razem muszę cię spotkać!? - Odezwał się shogun prezentując kły. - Ty to robisz specjalnie żebym sobie poszedł stąd i zostawił was oboje w spokoju. Niestety nie uda ci się to, bo Teteius więcej dla mnie znaczy niż mógłbyś się spodziewać.

Laures nic nie odpowiadał starał się być spokojny, jednak kiepskim okazał się aktorem.

Zadei wypuścił w stronę Lauresa strumień mocy. Mój pan był

w niebezpieczeństwie. Podbiegłem do nich ze znakiem neutralizującym. Moja moc była niewielka w stosunku do mocy shoguna. Powalił mnie na ziemię. Spojrzałem na Lauresa - Rozpostarł wokół siebie tarczę ochronną. Gdy chciał podejść ubiegł go Zadei.

- Nie chciałem żebyś z nim walczył tylko pomógł - wytłumaczyłem jak dziecku.

Chwycił moją twarz i spoglądając na Lauresa z wyrzutem powiedział:

- Obiecałem, że już nigdy go nie skrzywdzę...

- Nie martw się, nic mu nie jest. - Książę Laures podszedł do mnie. Odgarnął do tyłu długie ciemne włosy. Zawsze tak robił, kiedy był ze mnie zadowolony

i zawsze wtedy się uśmiechał. Smutny uśmiech czerwonych ust. Może to jego urok, może to Melbeline?

Razem z Zadeiem pomogli mi wstać.

- Podziwiam twoje poświęcenie i oddanie Teteiusie. - Teraz spojrzał na Lauresa. - Zaprzestańmy walk. Oboje jesteśmy demonami i to wysoko postawionymi - to nie ma sensu. Przy okazji możemy zrobić komuś coś, czego będziemy żałować. - Skierował na mnie oczy w znaczącym spojrzeniu.

Laures znowu tylko się uśmiechnął i odszedł. Poszedłem za nim.

"Jak jeszcze długo na Ziemi?"

Z nieba spływał żar. Mury zamku dawały przyjemny chłód pod warunkiem, że było się w środku. My niestety woleliśmy siedzieć na zewnątrz. Roderique leżał na trawie z nogami wspartymi na ławce. Wprawdzie Zadei był

z nami już długo, ale Rod jeszcze często obrzucał go podejrzliwymi spojrzeniami. Teraz jego wzrok wędrował co chwila w kierunku grubej gałęzi, na której wypoczywał demon. Ja opierałem się o pień drzewa. Zastanawiałem się jak jeszcze długo będę musiał pozostać z Lauresem na ziemi. Z miłości do Hildy gotów jest zostać na zawsze. Ja nie mogę go zostawić i będę się starał przywrócić mu status absolutnego władcy.

"Sheril:

Niedawno Hilda rzuciła pracę jako tancerka. Widać młoda śmiertelniczka także straciła głowę dla mojego pana. Sprawy zaczęły zachodzić coraz dalej

i stawały się coraz mniej przyjemne. Przez cały czas miałem tylko nadzieję, że demony nie mogą mieć młodych, eee... tzn. dzieci. Małych osranych bachorów!

Laures z Hildą coraz częściej opuszczali naszą ziemską siedzibę wybierając się na spacery. Roderique z tego powodu nie rozstawał się ze swoim spadkiem - mieczem rodu Azel do zwalczania demonów. Zadei niebezpiecznie często i niebezpiecznie blisko chodził za mną wygadując jakieś głupstwa o tym jakby chciał abym był jego sługą. Wydawało mi się, że jest obojętny na Lauresa, ale widocznie... a może nie o niego chodzi?

Sheril dawno nie widziałem i trochę mnie to martwiło. Lubiła szwędać się sama różnymi ciemnymi zaułkami. Lubiłem tą dziewczynę, bo była bardzo otwarta. Na moją demoniczną osobę zareagowała tak jakbym powiedział, że jestem stolarzem. Tylko ona była dobra...

Skierowałem kroki w stronę najwyższej wieży w zamku. Stamtąd często można było dostrzec smoki.

Kilka tysięcy schodów nie sprawiło mi problemu. Przejście nie było na tyle szerokie aby móc porządnie rozpostrzeć skrzydła, ale moje doskonale skonstruowane lotki z łatwością złapały nikły prąd powietrza i uniosły na samą górę. Lubię moją doskonałość i trwanie zamiast życia. Ano różni się to tym, że ludzie żyją i umierają sami z siebie, a istoty duchowe trwają póki nie zostaną zniszczone przez silniejszego. BUHAHAHA - to było wygodne....

Przestrzeni w wieży nie było za dużo, ale za to poza nią... Na niebie tak przejrzystym, że aż zaczęło mnie irytować, że nie ma ani krzty nieładu malowały się smocze sylwetki.

Silny wiatr przedzierał się przez dziury, które niegdyś były oknami,

z gwizdem i impetem. Stanąłem od nawietrznej przyglądając się miastu

w oddali.

Ktoś wszedł na gościniec. Drobna sylwetka kierowała się w stronę wejścia. To była Sheril! Zleciałem pospiesznie na dół. Gdy mnie zobaczyła pomachała, a na twarzy miała szczery, szeroki uśmiech.

- Cześć Tet! Znowu patrzyłeś na smoki? - Nie czekając na odpowiedź poprosiła - Zabierz mnie tam dzisiaj. Dawno ich nie widziałam... Najlepiej teraz - dodała pospiesznie po czym podeszła do mnie, objęła w pasie, a głowę przycisnęła mi do piersi. Na wszelki wypadek też ją objąłem i poleciałem w stronę wieży.

- Pięknie tu jak zawsze - westchnęła Sheril i odgarnęła pasemko włosów

z twarzy.

- Czemu tak długo cię nie było? - zapytałem.

- Phi. Czy ja wiem...? Chyba byłam zajęta... O! Patrz! Widzę go, tam jest smok! - Podskakując pokazał szary kształt niewyraźnie malujący się na horyzoncie. - Ciekawe - odezwała się ponownie - czy smoki są po stronie światła czy ciemności?

- Nie mam pojęcia! Ale wydaje mi się, że nie są po żadnej stronie, ani nie są neutralne. Myślę, że nie obchodzą ich ciągłe spory ładu z nieładem. One żyją sobie w swoim świecie nie interesując się nami. Tak przynajmniej mi się wydaje.

- Możliwe... Jak chcesz to czasami nawet umiesz coś mądrego i logicznego powiedzieć - skwitowała mnie.

"Nachalny shogun"

Pewnego bardzo słonecznego dnia wszyscy prócz Zadei’a zrobili piknik pod kwitnącą wiśnią. Laures z Teteiusem nie byli szczególnie zadowoleni

z miejsca, ale błędem było pozwolić wybierać kobietom. Sheril siedziała obok białego demona, a Hilda przy Lauresie. Roderique mniej-więcej naprzeciw chcąc mieć obie pary w zasięgu wzroku.

Sheril okruchami chleba karmiła gołębie, co Lauresa doprowadzało do szału. Gołębie - cóż za okropne istoty!

- Spróbuj Tet! Wiesz jak fajnie! - Dziewczyna nasypała demonowi kilka okruchów na dłoń. Natychmiast bielutki gołąb przeleciał z ramienia Sheril na rękę Teteiusa.

- Jak słodko wyglądasz z tym gołębiem na ramieniu - stwierdził głos Zadei’a za plecami demona.

W tym momencie Teteius zacisnął dłoń. Po białych piórkach spłynęła rubinowa ciecz.

- Teteius - pisnęła Sheril odchylając się od demonicznego przyjaciela. Napięta atmosfera puściła i Laures uśpił obydwie niewiasty tylko po to, aby się na kimś powyżywać.

Krew spłynęła między palcami barwiąc na czerwono trawę i szatę demona.

- Czy ty zawsze musisz coś popsuć Zadei? - Wycedził przez zaciśnięte zęby Teteius. - Bez ciebie było całkiem ciekawie, nachalny shogunie! Gadasz jakbyś się we mnie... - urwał.

Zadei bezceremonialnie wyjął zgniecionego ptaka z zaciśniętych palców Teta. Krew pociekła po jego ciemnej skórze. Oblizał czerwoną stróżkę.

- Ble! - Roderiqe wywalił język. - Piknik z demonami zawsze musi mieć ciekawe zakończenie - stwierdził.

"Hilda będzie demonem ostatniego rzędu"

- Jeśli chcesz wracaj do piekła - oznajmił Laures.

- Nie! - Teteius uparcie starał się przywrócić wszystkiemu stary tor.

- Więc czego chcesz, idioto? - Czarnowłosy demon powoli zaczął tracić cierpliwość. Złożył skrzydła w geście zmęczenia rozmową trwającą dość długo

i do niczego nie dochodzącą.

- Żebyś zapomniał o Ziemi i Hildzie, Romeo. - Teteius miał wyraźnie dość tłumaczenia swojemu panu po raz wtóry tego samego.

- Zamilcz! Nigdy nie zapomnę i nigdy nie zostawię Hildy!

- Ona żyje, ona się starzeje, a ty będziesz trwać w nieskończoność. Ona będzie umierać, a ty będziesz niezmieniony. Jej życie będzie dla ciebie jedynie chwilą, a ona nigdy nie pojmie twego istnienia.

- Bredzisz. - Kąśliwie zauważył Laures.

- Uh, Lauresie, zaślepiony, upadły demoni władco! Nie dociera do ciebie, że Hilda umrze zostawiając cię samego na resztę tysiącleci?!

- Hilda będzie demonem ostatniego rzędu - oznajmił Laures. Teteius szeroko otworzył oczy nie wiedząc co ma powiedzieć. Rozłożył ręce, a potem opuścił je. Otworzył usta w bezdźwięcznym zaprzeczeniu. Próbując nad sobą zapanować jęknął:

- Nie...

- Hmm... mój wierny sługa nie ma jak podważyć mojego postanowienia? To dobrze, bo Hilda na mnie czeka.

"Przejście do świata umarłych"

Przez kilka dobrych dni gryzło mnie postanowienie Lauresa. Przecież tak nie można! Tylko raz w historii piekła wzięto demona ostatniego rzędu. Przechodziłem korytarzem w kierunku zejścia do lochów. Minąłem Roderiqe’a, obdarzył mnie niepewnym uśmiechem. Cały czas nosił przy sobie miecz - to było przegięcie! Gdybyśmy chcieli mu coś zrobić już dawno by się o tym przekonał. Nie miałem zamiaru jakiegoś czegoś mu robić, nie jestem przecież potworem, ale jeśli nie odczepi tego żelastwa od swej kibici to chyba mu łeb ukręcę!

Przy ciężkich drzwiach prowadzących do podziemi zamku spotkałem Zadei’a. Z jednej strony dobrze się składało, bo mógł mi się przydać.

A z drugiej... sam na sam w podziemiach?

Już na pierwszym schodku usłyszałem biegnącego Roderique’a z Sheril proszących abyśmy na nich zaczekali.

- Nie przegapię takiej okazji - wykrzyknęła zadowolona dziewczyna. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w głąb skacząc po kilka schodów.

- W każdych lochach, w każdym miejscu we wszechświecie jest przejście do świata umarłych - oznajmiłem wszystkim. W szczególności ludziom, bo wydawało mi się, że Zadei powinien wiedzieć.

Zamknąłem oczy i złożyłem ręce próbując wywołać portal. Wąskie, żarzące się ciemnym światłem przejście otworzyło się na jednej ze ścian. Wszyscy przeszliśmy do innego wymiaru. Roderique przekraczał próg magicznych wrót trochę niepewnie, ale za to Sheril nie podzielała obaw blondwłosego chłopaka i z ciekawością weszła w plamę energii.

"Upiór"

Znaleźliśmy się w wielkim pomieszczeniu. W niezmiernie wielkiej jaskini. Na środku widniał pentagram wyryty jakimś ostrym narzędziem. Tak przynajmniej mi się zdawało. Spojrzałam na ścianę po prawej stronie, bo po lewej nawet jej nie widziałam. Między kamienie wtopione były szkielety, ludzkie chyba... Tak przynajmniej mi się wydawało. Tak mi się wydawało, bo nie byłam niczego tu pewna. Ciemność tu panująca wyraźnie niepokoiła Roda, a i ja poczułam jak tracę pewność siebie. Teteius wydawał się najspokojniejszy z nas. W końcu on miał tu interes.

Rozkazał nam iść za nim wzdłuż ściany. Panicznie bałam się zgubić, więc szłam tak blisko aż w pewnym momencie dotknęłam ramieniem skalnej ściany. Chłód i wilgoć przeszyły moje ciało i w tym momencie szczerze żałowałam, że nie zostałam na górze. Chyba na górze...

Szliśmy tak dobrą chwilę mijając przyglądające nam się kościste twarze. W końcu Tet zatrzymał się przy jednej z trupich postaci.

- On nam pomorze - powiedział.

- Jak może nam pomóc skoro nawet się nie rusza? - nie wytrzymał Roderique i zażądał odpowiedzi tak głośno, że aż echo poszło.

- Wydawało mi się, że zmarli nigdy się nie ruszają - odpowiedział spokojnie demon.

- Tak, bardzo inteligentny z ciebie demonek, ale może powiedziałbyś mi co tu się dzieje i o co chodzi? - Tak, ta wiedza i mi by się przydała.

Ani Zadei ani Teteius nie odpowiedzieli. Białoskrzydły demon dotknął palcami oczodołów w ścianie. Czułam wypełniającą ścianę energię.

- Zmarli wstańcie z grobów na żądanie demona z piekieł - Teteius mówił szybko i cicho. - Wstań jako upiór, ten, którego zabrała śmierć.

Te słowa jakoś dziwnie brzmiały w moim umyśle. Złapałam stojącego obok mnie Roderique’a za rękę. Białe kości zaczęły obrastać ciałem, a twarz nabierała ludzkich rysów. Upiór budził się ze śmiertelnego snu. Wydawało mi się, że Rodem rzuciło w wymiotnym odruchu.

- Do pentagramu w tamtą stronę - odezwał się Zadei przerywając ciszę w momencie gdy ciało wyglądało mniej więcej jak żywy człowiek.

- Cicho Zadei. Ty się lepiej nie odzywaj obdarzony lewą orientacją kapciu.

- Czemu kapciu?! - Oburzył się shogun.

- A tak sobie...

Rzeczywiście orientacja w terenie Zadei’a była nieco zaburzona, bo do pentagramu doszliśmy inną stroną. I jak mi się wydawało miał zaburzoną orientację także co do innych spraw. Chodził tak blisko Teteiusa, że aż zaczęłam być zazdrosna o mojego przyjaciela.

Dotarliśmy do pentagramu. Upiór wszedł w centrum i wtedy Teteius do niego przemówił:

- Odezwij się do swojego ożywiciela upiorna istoto ze świata zmarłych. Wrota do życia stoją otworem. Jestem twoim przewodnikiem do świata żywych.

- Czego... panie.

- Musisz mi się pomóc kogoś pozbyć, aby druga osoba mogła wrócić tam gdzie jej miejsce. - Jego ton stracił dostojeństwo - przyjął ton plotki?!

Wiedziałam, że osobą, której trzeba się pozbyć jest Hilda. Nie Teteiusie, nie zabijaj mi Hildy!

- Ej, Teteius, czemu nie powiedziałeś mi żebym ci pomógł? - spytał Zadei patrząc spode łba na biały obiekt przed sobą.

- Mówiłem ci tylko mnie nie słuchałeś!

- Co?! Nie słuchałem cię?! - sprzeciwił się demon.

- Nie!

- No to dobrze, i nie będę!

- Jak myślisz, po co cię uwolniłem? Żebyś szwędał się za mną? Nie, chciałem żebyś mi pomógł sprowadzić Lauresa do domu i przywrócić mu miano władcy demonów.

- Jeśli chodzi o Lauresa to na pewno ci nie pomogę.

- Wiem, dlatego obudziłem upiora. - Tet wskazał ręką stojącego w pentagramie osobnika.

- To ścierwo ma być lepsze ode mnie?! - wrzasnął Zadei aż podskoczyłam. - Nie ma mowy!

- To pomóż mi.

- Pomyślę.

- Kit z tobą! - Teteius wyglądał na nieźle wkurzonego.

- Wy to potraficie sobie znaleźć pory na kłótnie... - delikatnie zauważył Rod patrząc na upiora.

- Wracaj do w wieczność - rozkazał Teteius. Machnął ręką jakby od niechcenia, a ciało upiora zaczęło odsłaniać kości. Nie patrzyłam dłużej tylko ruszyłam za towarzyszami. Tet otworzył portal i po chwili znaleźliśmy się w podziemiach.

- Lazłem tam na darmo - burknął pod nosem Roderique i skierował się po schodach na górę.

- Nikt nie kazał ci iść - zauważył i moim zdaniem bardzo celnie Zadei.

- Zamknij się! Na dźwięk twojego głosu niedobrze mi się robi. - Teteius wyprzedził demona. Ja szłam na końcu. Jakie te demony są dziwne...

- Ugryzło cię cos dzisiaj, Teteius - stwierdził Zadei.

- Cicho siedźcie i przestańcie się kłócić - rozkazał Rodeique gdy byliśmy już na górze.

Zadei wyciągnął dłoń z rozwartymi palcami w stronę Roda.

- Nikt o zdanie cię nie pytał. - Jasna strzała pomknęła w stronę chłopaka. Na szczęście zdążył się schylić i biały pocisk zrobił dziurę w ścianie, a nie w buźce chłopca. Staliśmy chwilę łypiąc na siebie wrogo nawzajem aż w końcu bez słowa rozeszliśmy się w swoje strony.

"Razem do śmierci"

- Nie Laures, to nie może się udać. - Dotknęła jego czarnych włosów odgarniając pasemka z twarzy. - Nie mogę z tobą pójść, ale obiecuję, że cię nie zapomnę.

- Nie chcę byś o mnie pamiętała. Chcę żebyś ze mną była, ze mną trwała.

Laures przedstawił swój plan Hildzie. Perspektywa była bardzo nęcąca, ale dziewczyna wiedziała, jakie niebezpieczeństwo się za tym kryje - Teteius nie szczędził jej wyjaśnień wygadując się "niechcąco".

- Nie mogę być demonem nawet, jeśli chcę. Kocham cię.

- To ja zostanę z tobą - zaproponował Laures chociaż wolał to pierwsze wyjście.

- Mógłbyś?

- Yhm... - demon wiedział, czym mogłoby to się skończyć. Na zawsze zostałby wykluczony z Piekła. Nigdy nie mógłby tam wrócić. Bramy na zawsze zostałyby dla niego zamknięte. Starzałby się i pomału umierał, a z nim Teteius... Na pewno. Był za wierny. Ale byłby przy ukochanej kobiecie na zawsze... do śmierci. właśnie, śmierć - tego się bał, nie chciał.

- Staniesz się nieśmiertelna, bo ja nie mogę stać się... - dopiero dotarł do niego, że wymawia te słowa. Myśli same wdarły się na usta.

- ...śmiertelny - dokończyła dziewczyna.

- Proszę Hildo.

Nie odezwała się.

"Więzy obietnicy"

- Wiem o wyprawie do świata zmarłych. - Laures obrzucił Teteiusa chłodnym spojrzeniem.

- Nie ukrywa tego przed tobą. - Tteteius starał się mówić spokojnie, ale ostatnio w towarzystwie Lauresa z trudnością mu to przychodziło. - I będę próbował wszystkiego aż mi się uda.

- Nie będziesz. Pytasz czemu? Bo ci na to nie pozwolę! Jesteś moim sługą i nie masz prawa robić czegoś w brew mojej woli.

- To jest niemądre, Luresie - Teraz Teteius mówił błagalnym głosem. - A jeśli przekształcenie się nie powiedzie? W tylu przypadkach się nie... Chcesz stracić ją już teraz?

- Nie stracę jej. Nie mogę jej stracić - głos Lauresa ścichł przechodząc do szeptu. - Ale ona się boi.

- Wiem.

- Bo ty jej uświadomiłeś czym może to grozić!

- Nie miałem wyjścia.

- Prosiła cię? Nie. Więc chociaż raz nie wtrącaj się do moich spraw.

- Nie mogę. Obiecałem ci służyć, pomagać, chronić - więzy obietnicy.

- Idź już. To było tak dawno. Byłeś wtedy młodziutkim, świeżo wyklutym demonem, a pamiętasz...

- I nigdy nie zapomnę. Może dlatego, że mam wygląd tego chłopca, który ci ślubował i zawsze kiedy spojrzę w lustro przypominam to sobie - słowa te wypowiadał z lekkim rozbawieniem.

-Idź już.

"Hilda bliska śmierci"

W wielkiej sali ze ścianami ozdobionymi tapetami z końskiej skóry, przy okrągłym, dębowym stole siedzieli Roderique, Sheril, Teteius i Zadei. Sheril wpatrywała się w niebo za oknem, raz na jakiś czas zerkając na ciężkie, purpurowe zasłony.

Wszyscy byli pogrążeni w myśleniu - tak przynajmniej mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Ale w rzeczywistości zżerała ich nuda. Jedynie w Teteiusie tliło się jeszcze coś co kazało mu myśleć o sprowadzeniu Lauresa do piekła.

Wytłumaczył ludziom, że wcale nie chce zabijać Hildy tylko jakoś ją przekonać, żeby zostawiła pana demonów. W głębi jednak czaiła mu się myśl żeby pozbyć się jej na zawsze.

- A jakby tak wywieźć ją gdzieś daleko? - Zaproponował potężnie ziewając Roderique.

- I myślisz, że jej nie znajdzie!? - skarciła go Sheril.

- Mam pomysł! - Teteius wstał od stołu. - Chodźcie ze mną.

Poszli na najwyższą wieżę. Sheril została wniesiona przez Teteiusa, Zadei jakoś sobie poradził, a Roderique musiał wspinać się po nieskończenie długich schodach dopóki Teteius łaskawie po niego nie zszedł.

- Spróbujemy przywołać smoka - oznajmił Teteius gdy już wszyscy byli na górze.

Hilda, Zadei i Roderique zaczęli podskakiwać i wymachiwać rękami krzycząc na zmianę:

- Hej, hej!

- Głupki! A ty na czele. - Zadei dostał od Teteiusa w tył głowy. - Mamy je przywołać, a nie zawołać.

- Eee... a co to za różnica? Dobra! Żartowałem! Nie bij! - Zadei złapał się za głowę.

- Telepatycznie - wyjaśnił Tet.

Po kilku minutach totalnego skupienia szara plamka zaczęła się zbliżać. Przywołujące myśli ludzi i demonów zostały usłyszane prze gadzie istoty.

Żadne nie otworzyło oczu póki smok nie znalazł się na wyciagnięcie ręki. Opuścił swoje wielkie łuskowate cielsko na gargulcu. Ogromne łapy z długimi szponami złapały zgrabnie rzeźbę. Gad złożył skrzydła i wyprężył długą szyję. Ogon ułożył wzdłuż ciała koniuszek wspierając na przedniej łapie opartej u nasady gargulca.

Stojący na wierzy patrzyli na wielką istotę z szeroko rozwartymi oczami. Czerowno-żółte łuski lśniły w promieniach południowego słońca. Smok mrugnął zielonym okiem najpierw zasłaniając je poziomą, a potem pionową powieką. Zasyczał przeciągle przyzwyczajając się do zrozumiałego dla słuchaczy języka.

- Czego chciałyście, żałosne istoty? - zapytał pochylając smukłą szyję.

- Eee... tego... khem... Chcielibyśmy żebyś zabrał stąd na jakiś czas pewną osobę by inna mogła wrócić do... domu.

- Naiwni jesteście, jeśli myślicie, że wam pomogę. Nie mieszamy się w wasze sprawy - wytłumaczył. - Jesteśmy jak inny wymiar. Wasze prawy nas nie obchodzą.

Rzeźba, na której siedział stwór zaczęła trzeszczeć.

- Nie możesz zrobić wyjątku? - zapytała Sheril w momencie gdy gargulec oderwał się od ściany. Gad wydawał się tego wcale nie zauważyć, rozłożył skrzydła i unosił się w powietrzu.

- Nie... - nie zdążył dokończyć, bo z dołu dobiegł ich krzyk kobiety z towarzyszącym dźwiękiem rozbijanych o ziemię kamieni.

Smok odleciał, Teteius zleciał pospiesznie na dół, a Sheril, Roderique i Zadei zbiegali po schodach dopóki demonowi nie przypomniało się, że może używać swej mocy do przemieszczania się.

Na dole pod kamieniami leżała Hilda. Krew ciekła z jej drobnych ust. Laures znalazł się przy niej w momencie gdy Teteius wylądował na ziemi.

Czarnowłosy demon najpierw próbował wydostać dziewczynę spod kamieni, jednak potem w napadzie złości pozostawił zamiar i unosząc ręce sprawił, że niebo zaczęło robić się granatowe... Z ciemnych chmur biły pioruny, a silny wiatr szarpał liście drzew. Bezdeszczowa burza wcale nie pomogła Teteiusowi w podnoszeniu kamieni. Trudno było mu się skupić, szczególnie jeśli zdawał sobie sprawę, że Laures wie czyja to wina - w końcu smok od tak sobie by nie przyleciał. Teteius wyciągnął dłonie w stronę leżącym na ziemi Hildzie i gruzu. Kamienie podniosły się i znikły. Gargulec wrócił na miejsce.

Lauresa opuściła furia i ukląkł przy dziewczynie.

- Teraz jest najlepsza szansa. I jedyna...

Teteius patrzył na Lauresa z lekkim przestrachem w oczach. Wiedział, że teraz nie powstrzyma swojego księcia. Hilda była bliska śmierci, więc nadarzała się ostatnia okazja.

"Jej dusz ucieka"

Ciało ledwie żywej Hildy leżało na kamiennym postumencie

w sanktuarium. W sanktuarium mieszczącym się w Piekle - w świecie demonów.

Przy kamiennym łożu stał Laures, demon, który pod jego nieobecność piastował stanowisko władcy i jeszcze dwóch innych demonów najwyższego rzędu. Sama śmietanka towarzyska - szychy świata mroku.

W sali panowała grobowa cisza i ciemność, która zdawała wypełniać każdy zakątek swą nieprzyjemną lepkością. Jedynym źródłem światła był malutka świeca stojąca obok Hildy. Nie oświetlał jednak dużo.

Jeden z demonów podrzucił w powietrze garstkę pyłu, a reszta poszła

w jego ślady. Stałem w rogu sali i przyglądałem się wszystkiemu starając się nie uchybić ani momenciku.

Nagle usłyszałem głos przerywający tkaninę ciszy. A tak było przyjemnie... już miałem zamiar odrobić wszystkie nieprzespane noce.

- Jej dusza nam ucieka! - krzyknął obecny władca.

- NIE!!! - Oczy Lauresa zabłysły w niewyraźnym świetle świeczki.

Miałem przeczucie, że się nie uda. Optymista jestem, nie? Ale z ośmiu prób tylko jedna się powiodła. Jednakże nie wiem czemu czułem zawód. Byłem zawiedziony, że już nie da się nic zrobić ani dla niej, ani dla niego. Coś ścisnęło mnie w gardle, zrobiło się zimniej. Nie Tet, tylko nie rycz!

"Moja dusza opuszcza ciało"

Czułam jak moja dusz opuszcza ciało. Niezwykłe uczucie wyzwalania się z kokonu śmiertelności. Wzlatuję. Czułam się lekka i swobodna. Słyszałam

w oddali głosy krzyczące aby mnie sprowadzić... złapać... Prawdopodobnie im nie wychodziło. Trudno. To nie było złe.

Przemierzałam korytarze nieskończoności. Trwałam wśród kolorowych iskierek pustki i przepychu, zrozumienia i niewiedzy. Tylko czułam chłód. Nagle poczułam coś jakby wysypano na mnie kryształki lodu - mroziły, kłuły. Znikałam, przestawałam istnieć. Znikła pustka, znikł przepych, nie było czasu, nie było przestrzeni, nie było głosów. Nic. Pomału nie było mnie.

Coraz szybciej...

Szybciej...

"Bezpiecznie wróciła na Ziemię"

Laures z desperacji próbował robić cokolwiek - poradzić na to, co się stało. Zebrał w sobie całą moc. Zacisnął pięści, na jego twarzy malowało się wielkie skupienie walczące z rozpaczą i gniewem. Salę wypełnił szum i ciemne światło, odzwierciedlenie jego największej mocy.

Dalej nic nie widziałem, bo zamknąłem oczy. Nie mogłem znieść widoku Księcia w takim załamaniu. Jeszcze chwila, a wyniosą go w białym kaftanie gustownie wiązanym na plecach rękawami. Nie wiem nawet ile to trwało. Podniosłem powieki dopiero gdy usłyszałem kobiecy głos. Hilda podskoczyła konwulsyjnie na kamiennym postumencie, krzyknęła i spaliła się w białych płomieniach. Uspokoiłem się trochę - bezpiecznie wróciła na ziemie. Mam tylko nadzieję, że Laures nie będzie chciał iść za nią. I... chyba nadzieja się spełni.

Miałem ochotę skakać z radości! Znowu Książę Laures będzie panem demonów!

"Laures został władcą"

Roderique i Sheril siedzieli w głębokich fotelach jak na szpilkach. Nie wiedzieli czy demony wrócą, czy razem z Hildą zostaną w Królestwie Ciemności.

Patrzyli na siebie bez słowa co chwila odwracając wzrok w stronę okna. Roderique doszedł do wniosku, że Sheril nie jest brzydka i jeśli nie uda mu się odzyskać Hildy to ona też może być. Nie mógł ukryć, że tęsknił za Hildą - w końcu... kiedyś byli parą.

Nagle kartka papieru leżąca na stoliku zaszeleściła, a pióro wyjęło się z kałamarza. Niewidzialna ręka kreśliła niebieskim tuszem słowa. Sheril i Roderique podeszli, aby je odczytać.

"Zostajemy w Piekle, chociaż Hilda nie została demonem.

Teraz powinna być u siebie.

Na Ziemię już nie wrócimy. Wy też wracajcie do swoich domów."

Na chwilę pióro przestało pisać.

Z dziedzińca usłyszeli rżenie.

Wyjrzyjcie przez okno.

Wyjrzeli. Spomiędzy oczek firany dojrzeli na dziedzińcu dwa konie - czarnego i białego. Pióro wróciło na miejsce.

- Chodź - powiedział Rod i wyszedł z komnaty. Dziewczyna rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na bielutki papier.

"Żegnaj Sheril...

Tet"

Przed zamkiem czekał już na nią Roderique. Patrzyli na siebie dosiadając koni. Żadne się nie odezwało, ale oboje wyczytali sobie słowa ze spojrzeń.

Widzisz, nie przydał się twój miecz - mówiło spojrzenie Sheril.

I po co Teteius tak się wysilał i sprowadzał różne potwory? Laures jest w Piekle - cieszyło się spojrzenie chłopaka.

Ruszyli i opuścili gościniec, bramę, zamek.

- ... tak mi się wydaje - Roderique nie zdawał sobie sprawy, że wymawia swe myśli.

- Co ci się wydaje?

- Aaa... że Laures został władcą... znowu... na zawsze... - Ścisnął konia piętami i śmiejąc się głośno popędził przed siebie. Sheril spięła swojego wierzchowca i pogoniła za nim. Czuła się jak wtedy, gdy biały demon zbierał ją na wieżę. Grzywa konia pachniała piórami.

A wieczorem, późnym wieczorem spadł deszcz i zmył z murów chwile, w których po zamkowych podłogach stąpały demony. Wypłukał czasy niespełnionej miłości. A może spełnionej tylko nie tak jakby to sobie najpiękniejsze baśnie wyobrażały?


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.