Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Brave: Lady Genevieve

Rozdział VI

Autor:Setsuna
Korekta:Teukros
Serie:Warhammer Fantasy, Forgotten Realms
Gatunki:Akcja, Dramat, Fantasy, Przygodowe, Romans
Uwagi:Przemoc
Dodany:2008-03-24 10:20:37
Aktualizowany:2008-04-05 01:52:47


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Elfy odeszły nad ranem. Pozostał tylko jeden, który miał służyć za przewodnika. Zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy wskazywanymi przez niego szlakami. I choć jego drogi wydawały mi się szalone i dziwne, to faktem było, że po trzech dniach opuściliśmy lasy w okolicach Middenheim.

Miasto Białego Wilka już z daleka prezentowało się okazale. Jednak nie mieliśmy czasu na podziwianie jego piękna i majestatyczności. Mimo nalegań hrabiego Otta nie odwiedziliśmy miasta i ruszyliśmy dalej. Teraz byliśmy na cywilizowanych ziemiach. Zakazałem moim ludziom mówić, skąd przybywamy i cokolwiek o starciu z Chaosem. Nie chciałem siać paniki.

Po kilku dniach dotarliśmy do Bretonii. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na królewskim dworze nasze słowa potraktowano z powątpiewaniem. Hrabia Otto, którego nigdy bym o to nie podejrzewał, stracił na chwilę nad sobą panowanie:

- Czy wam się wydaje - krzyknął ku królowi Bretonii i jego ministrom - Że twierdząc, że coś nie miało miejsca, sprawicie, że tego czegoś nie było?! Imperium krwawi, zatrzymując Chaos! Kislev poświęcił całe swe siły! Pozwolicie, by to wszystko okazało się próżnym trudem?!

Kiedy opuściliśmy salę audiencji odezwałem się do wzburzonego hrabiego:

- Czy aby nie przesadził pan?

- Przesadziłem?! Ci głupcy nie udzielą nam pomocy, bo wydaje im się, że osłabienie Imperium leży w ich interesie! Krótkowzroczni głupcy w falbankach - po czym zwrócił się do mnie - Panie pułkowniku, ja tu zostanę. Muszę zrobić wszystko, by ich przekonać. Pan wróci do cesarza i opowie o tym co tu się działo.

- Może się jednak zgodzą...

- Nie zgodzą się. Zbyt dobrze znam politykę. Dopiero, kiedy Chaos zapuka do ich drzwi, wtedy zrozumieją swój błąd. Tyle, że wtedy może być już za późno.

Wkrótce wezwano hrabiego na posłuchanie. Okazało się, że istotnie, Bretonia nie zamierza wspierać Imperium w "jego zaborczych planach wobec Kislevu" jak to określili bretońscy dyplomaci.

- Proszę poczekać tu kilka minut - powiedział do mnie i do Gen Otto, kiedy wyszedł - Zredaguję list, który dostarczycie na cesarski dwór.

Wszedł po schodach na górę, zaś ja z Gen zostaliśmy sami na zamkowym dziedzińcu.

- Przykro mi - powiedziała - że zawiedliśmy się na mojej ojczyźnie.

- Daj spokój, poradzimy sobie.

Wtem usłyszeliśmy wysoki, dziewczęcy głos:

- Genevieve?!!

Przed nami stała niezbyt wysoka dziewczyna w dworskich szatach. Na jej twarzy malował się taki wyraz zdziwienia, że nie mogłem powstrzymać się od uśmieszku na jego widok.

- Ruelle?! - w głosie Gen słychać było zaskoczenie przemieszane z niepewnością.

Jednak po chwili obie dziewczyny podbiegły do siebie i objęły się czule.

- Genevieve - piszczała tamta - Więc ty żyjesz! Wspaniale!

Puściła ją i przyjrzała się jej uważnie

- Coś ty z siebie zrobiła? Co to za ciuchy? I włosy obcięłaś. Dobrze, że wróciłaś do domu. Wiesz, ojciec też tu jest. Na pewno się ucieszy. Myślę, że nawet ci już wybaczył...

- Wybaczył!? - głos Genevieve był pełen gniewu i zaskoczenia - Wybaczył! Cóż takiego miał mi wybaczać?! To, że ścigał mnie wraz ze swymi ludźmi chcąc spalić mnie na stosie?! To miał mi wybaczyć?! To on powinien błagać mnie o przebaczenie! Ale i tak jest już za późno...

- Za późno na co, córko?

Mocny, męski głos dobiegł z tyłu. Obróciłem się. Za nami stał wysoki, silnie zbudowany, choć już starszy mężczyzna w otoczeniu sześciu strażników. Nie potrzebowałem wiele czasu by stwierdzić, że mieliśmy przed sobą ojca Genevieve.

- Kogóż to widzę - zaczął - Moja córeczka nosi mundur Imperium. Ale chyba już dosyć tej zabawy. Wróciłaś do domu?

- Do domu? Mój dom jest tam - wskazała wschód - Imperium to mój dom. Bretonia przestała nim być dzisiaj. Wasz władca odmówił właśnie pomocy w rozgromieniu hord Chaosu, które nadciągają na zachód, a w końcu dotrą i tu, jeśli nie zostaną powstrzymane.

- Polityka to zbyt trudna rzecz dla dziewczynek, takich jak ty - odpowiedział, a w jego głosie czuć było wyraźny gniew - Wrócisz ze mną do domu - te ostanie słowa wypowiedział tak stanowczo, że słychać było, że to nie przypuszczenie ale stwierdzenie.

- W twoich snach!

Ruszył ku niej, a wtedy w jej dłoni błysnął miecz.

- Cofnij się - powiedziała - Cofnij dla własnego bezpieczeństwa. To ostrze posmakowało już krwi wielu wrogów.

- Straż! - zwrócił się do swych ludzi - Przyprowadźcie mi ją żywą. Tego tam - miał na myśli zapewne mnie - zabić, gdyby się sprzeciwiał!

Ruszyło ku nam sześciu ludzi z obnażonymi mieczami. Teraz nie było czasu na wyjaśnienia. Sięgnąłem po swój miecz. Tamci okrążali nas, chcąc nas zmusić do poddania się. Rozejrzałem się i dostrzegłem sporą kolumnę.

- Gen - krzyknąłem - Do tej kolumny!

Zanim tamci zdążyli zamknąć pierścień, przebiliśmy się, przewracając dwóch i znaleźliśmy się przy kolumnie. Stanęliśmy plecami do niej. Tamci zbliżali się. Rozpoczęła się walka. Nasze dwa ostrza przeciw sześciu. Cięcie, parowanie, sztych, zasłona, cięcie, zasłona... Mieli przewagę. Pierwszemu, który się do mnie zbliżył, wytrąciłem miecz, a następnie rozciąłem na pół brzuch. Dymiące wnętrzności wypadły na zewnątrz, a tamten w szaleńczym opętaniu zaczął jej zbierać z ziemi i wkładać z powrotem. Gen obcięła dłoń kolejnemu. Stal uderzała o stal. Na ciosy odpowiadaliśmy ciosami. Jednak kiedy dostrzegłem, że na pomoc strażnikom nadbiega kilku innych, zrozumiałem, że nasza sytuacja staje się krytyczna. Wtedy to rozległ się znajomy, donośny głos:

- Na Sigmara, stać!!

Na schodach stał hrabia Otto. Zdezorientowani strażnicy zatrzymali się. Hrabia podszedł do ojca Genevieve.

- Czy to pańscy ludzie?!

- Tak - odpowiedział gniewnie tamten - Ale co panu do tego?

- Tak się składa, że tych dwoje młodych ludzi, podobnie jak ja, to imperialni posłowie. Zdaje pan sobie sprawę, z tego co pan zrobił?!

Ojciec Genevieve wyraźnie stracił na pewności siebie.

- Posłowie?

- Tak - odpowiedziałem - Osobiste poselstwo Jego cesarskiej mości. Ci ludzie zaatakowali nas.

- Jak pan to wytłumaczy? - spytał groźnym głosem hrabia.

- Ta kobieta to moja córka!

- Którą wypędziłeś z domu kilka lat temu! - odpowiedziała Genevieve.

- Jest żołnierzem cesarza, a w dodatku posłem - ciągnął hrabia - Myślę, że konieczne jest przedstawienie całej sprawy jego wysokości królowi Bretonii.

- Co?! Ta kobieta... ten mutant!

- Jak pan śmie?! - teraz i hrabia sięgnął do miecza.

- Nie wierzy mi pan?! - tamten wyraźnie odzyskiwał pewność siebie - Wygnałem ją z domu, bo na jej ciele pojawiła się wężowa łuska.

- Czy to prawda, pani?

- Łże jak pies! - krzyknęła - Zabiłam na wojnie więcej mutantów niż cały mój ród razem wzięty!

- Za miastem czeka nasza chorągiew - szepnąłem jej do ucha - jakby co, to wskakuj na konia i pędź tam.

- Panie hrabio - powiedziałem - Sądzę, że nie mogę pozwolić, by ten łajdak bezkarnie oczerniał kobietę, którą pokochałem. Już raz chciał ją zabić i sam się do tego przyznał. Co do jej lojalności... Był pan jej świadkiem. Gotów jestem zrzec się nietykalności, jaką daje mi stanowisko posła i zażądać pojedynku.

- Zgadzam się - ryknął ojciec Gen i dobył miecza.

Starliśmy się. Jego ciosy nie były szybkie, lecz ciężkie. Kilka razy wolałem uniknąć ich w obawie, że sama siła jego ciosu wystarczy, by przebić się przez moją zasłonę. Tym bardziej, że nie chciałem go zabijać. Był ojcem Genevieve, widziałem w jej oczach obawę, i gdybym go zabił, jej reakcja mogłaby być trudna do przewidzenia. Kiedy więc po kilku uderzeniach pojawiła się okazja trafienia w jego prawą dłoń, wykorzystałem to bez wahania. Cięcie przeszło gładko, dłoń wraz z mieczem upadła na ziemię, a z kikuta ręki trysnęła krew.

- No więc, panie Jaures - odparłem, wycierając miecz i chowając go do pochwy - Nasza sprawa skończona. Panie hrabio, czy ma pan ten list?

- Oto on - odpowiedział Otto wręczając mi opatrzony pieczęcią list - Do rąk własnych cesarza.

- Ku chwale Imperium! - odpowiedziałem i wspólnie z Genevieve wsiedliśmy na konie.

Pędem opuściliśmy królewski zamek, zostawiając za sobą rozwścieczonego wielmożę i pogrążony w zapomnieniu królewski dwór. Wyjechaliśmy na miasto.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.