Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Wydawnictwo Hanami

Opowiadanie

Arcymag - recenzja

Autor:Bianca
Korekta:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2008-06-13 00:16:09
Aktualizowany:2009-09-27 22:34:10



Ilustracja do artykułu

Pisarze, szczególnie młodzi i gniewni, bardzo lubią serwować czytelnikowi odważnych i przystojnych bohaterów ratujących świat. A ratować go można z bardzo wielu powodów… Z obowiązku bohaterskiego, pędząc na ratunek ukochanej, przypadkiem, „bo bóg im kazał”, i tak dalej, i tym podobne. Czasami tylko trafia się jakiś smokobójca albo inny szewczyk, liczący przede wszystkim nie na rękę księżniczki, a na połowę królestwa. Niestety osobnik z takim podejściem znajduje się zwykle gdzieś w okolicach stóp drabiny społecznej, w związku z czym czytelnik ma okazje śledzić jego zmagania z biedą i okrutnym losem w drodze na sam szczyt... I jakoś to się toczy.

Uczciwie powiem, że dla mnie najpiękniejsze w całym Arcymagu było właśnie napotkanie bohatera, który nie jest altruistą i nade wszystko stawia własny interes… I ma dostatecznie solidne argumenty, by postawić na swoim w każdej sytuacji. No, prawie.

Tytułowy arcymag, Kreol, pochodzi ze starożytnego Sumeru i przypadkiem zaplątał się do współczesnych nam czasów. Mówiąc uczciwie, nie jest to do końca współczesność, a raczej koniec zeszłego stulecia - dookoła króluje kolorowa telewizja i wideo, brak natomiast Internetu i DVD. No, ale umówmy się, książka ma już swoje, nawet jeśli niezbyt długie, lata. Ale wracając do naszych ba… arcymagów. Obudzony w laboratorium pewnego archeologa Kreol dochodzi do oczywistego i smutnego wniosku: świat się zmienił. Bardzo. Ma to swoje dobre strony - jak chociażby fakt, że w tej chwili jest on najpotężniejszy w okolicy. Ale i złe - potęga przy braku jakiejkolwiek orientacji w terenie często okazuje się niewystarczająca. Szczęśliwie na drodze naszego bohatera (i jego wiernej maskotki) pojawia się współczesna policjantka, Vanessa, która bierze na siebie rolę przewodnika po tej nowej skomplikowanej rzeczywistości.

Dalej już sensacyjnie - przestępcy, strzelaniny, magia… A, i czy już mówiłam, że trzeba jakoś wyjaśnić cały ten majdan rodzicom Vanessy? Uwzględniając zawartą w tekście sporą dozę humoru, można z czystym sumieniem powiedzieć, że po ekranizacji stałby się on jedną z lepszych komedii sensacyjnych w ostatnich czasach. Niestety jako książce nieco mu do tego brakuje - wyraźnie widać braki autorskiego warsztatu, które powodują, że niektóre momenty są przesadnie rozdmuchane, a inne dotrwały do ostatecznej wersji, chociaż powinny zostać skreślone na etapie redakcji. Na szczęście w przypadku pozycji sensacyjno-komediowej nadmiarowe wstawki humorystyczne są dużo mniej rażące niż w książce poważnej, więc tego rodzaju usterki można z czystym sumieniem wybaczyć. Trochę słabiej prezentują się bohaterowie - o ile Kreol i jego dżin-maskotka są poza konkurencją, o tyle Vanessa jako postać kobieca wypada dosyć blado. Rozumiem, że fabule zawsze przyda się „panienka w opresji”, którą może ratować główny bohater. Tylko że oferma+policjantka=martwa policjantka, powiedziałabym więc, że autor mimo wszystko trochę przesadził.

Pod wieloma względami ciekawie przedstawia się wykreowany w Arcymagu świat. Z jednej strony jest to dosyć toporna mieszanka uniwersum Lovecrafta z Kabałą i paroma mitologiami. Z drugiej uderzyło mnie to, że Kreol naprawdę zachowuje się jak mieszkaniec świata, w którym nie istnieje chrześcijaństwo. Dla niego koncept \"miłości bliźniego\" jest po prostu obcy - i to obcy kulturowo, a nie z powodu wad charakteru. Uchylając rąbka tajemnicy powiem, że kosmologia jest jeszcze bardziej skomplikowana, a Arcymag (podzielony przez wydawnictwo na dwie części) to tylko pierwszy tom dłuższego cyklu, który jest nadal pisany. Tak więc czytelnicy, których książka zaciekawi, mogą zawczasu zacząć modlić się o wydanie dalszych części.

Od strony technicznej powiem tylko, że dziwne wrażenie zrobiła na mnie okładka, sugerująca coś zupełnie innego niż znajduje się w środku. No dobrze, ja czytałam tę pozycję w oryginale... Ale przecież nie każdy ma tyle szczęścia. Obawiam się, że miłośnicy powieści grozy, którym zdarzyło się po Arcymaga sięgnąć, byli srodze zawiedzeni. Tłumaczenia nie skomentuję, jako że oryginał widziałam już dość dawno temu i po prostu nie jestem w stanie powiedzieć, czy pewne zgrzyty są dziełem tłumacza, czy może jednak autora. A może to znowu ja jestem przewrażliwiona i patrzę na ten tekst nieco zbyt krytycznym wzrokiem? Ponieważ mogę zarzucić tłumaczeniu pewien brak płynności, ale już nie coś konkretnego.

Reasumując, Arcymag na pewno jest wartym uwagi kawałkiem sensacyjno-humorystycznego tekstu, bez pretensji do wielkości i unikatowości. Jako że w ostatnich czasach tego typu książek stanowczo wychodziło za mało (warte uwagi wydały mi się tylko Wyjątkowo wredna ceremonia Tomasza Bochińskiego i Podatek Mileny Wójtowicz, bo tłumaczony przeze mnie Zawód: wiedźma wypada mi pominąć milczeniem), jest to powieść tym bardziej godna zainteresowania. Jak dla mnie mocne 7/10.


Tytuł: Arcymag (tom 1& 2)

Autor: Aleksander Rudazow

Tłumaczenie: Agnieszka Chodkowska - Gyurics

Okładka: Dominik Broniek

Data wydania: luty 2008 (t.1), kwiecień 2008 (t.2)

Wymiary: 125 x 195

Liczba stron: 288 (t.1), 312 (t.2)

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Seria wydawnicza: Obca Krew


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Samuel : 2009-01-22 10:42:22
    okładka

    Hehe, a mnie właśnie okładka odstraszyła od tej książki. Teraz, po przeczytaniu recenzji, wrócę do Empika i zajrzę do środka :)

  • Bianca : 2008-06-27 02:42:47
    potwierdzam

    oba, bo gdzie byl rosyjski to tez bym sie chetnie dowiedziala.


    A polskiemu jeszcze raz - tym razem publicznie - wyrazam wielki podziw i brawa za ogrom wlozonej w prostowanie krzakow rosyjskiego pracy :D

  • toro : 2008-06-27 00:58:28
    ...

    Polski czy rosyjski? Gdzie rosyjski to nie wiem, polski był na posterunku i robił swoje.

  • Kruk Siwy : 2008-06-18 12:29:56
    Kto nam tu zgrzyta?

    Autorka recenzji zastanawia się kogo winić za zgrzyty: Autora czy Tłumacza. Hm, a gdzie wobec tego był Redaktor?

    I - ciekawość bierze o jakie to zgrzyty chodzi? Jakiś mało spojlerujący przykład może?

    Wdzięczny byłbym.

  • Skomentuj