Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Sztuka. Czym jest, czym nie jest?

Autor:wa-totem
Kategorie:Społeczeństwo, Inne
Dodany:2008-05-24 14:27:01
Aktualizowany:2009-09-27 22:35:02



W czwartek 28 lutego br. Rada Warszawy zaakceptowała propozycję Citibanku by na Placu za Żelazną Bramą, na Osi Saskiej, kosztem tegoż banku, wystawić kopię pomnika Tadeusza Kościuszki dłuta Antoniego Popiela, wybitnego polskiego rzeźbiarza końca XIX i pierwszych lat XX wieku.

W architekturze placu dominują tandetne szafy-molochy, typowy bękarci pomiot pomysłów Le Corbusiera, oraz klasycystyczna fasada pałacu Lubomirskich. Z racji faktu, że gmach długo służył wojsku, na samym placu - poza wszechobecnymi samochodami - możemy znaleźć cztery kamienne lwy z armatami i atrybutami wojennymi, przeniesione tu po wojnie sprzed gmachu przedwojennego ministerstwa spraw wojskowych.

Zdjęcie przedstawiające Plac za Żelazną Bramą1

Ilustracja do artykułu

Z kolei wspomniany wcześniej pomnik dłuta Popiela wygląda tak:2

Ilustracja do artykułu

Jak widać, jest to bardzo klasyczna kompozycja. U szczytu widzimy Kościuszkę w mundurze generała-brygadiera Armii USA, z mapą zaprojektowanych przez niego umocnień rejonu Saratogi. Od frontu jest zrywający się do lotu orzeł, z jednego boku ranny Kościuszko odsyła kosyniera do walki (alegoria bitwy pod Maciejowicami) a po drugiej Kościuszko uwalnia związanego amerykańskiego żołnierza-rewolucjonistę. Warto też wspomnieć, że pomnik ten stoi w Lafayette Park, czyli mówiąc po ludzku - po drugiej stronie ulicy, naprzeciw Białego Domu w Waszyngtonie, zaś prace Popiela są spotykane też i w Polsce. To on dokończył konny pomnik Kościuszki, którego nie skończył przed śmiercią Marconi, a który obecnie stoi na Wawelu.

Plac za Żelazną Bramą nie jest wolny od naleciałości historii. W 1985 roku przestrzeń tę zdobyły forpoczty chaosu i tak zwanej sztuki współczesnej. Na jego środku uwalono wielką, postępową, kamienną kup-- errrm, rzeźbę, poświęconą "utrwalaczom władzy ludowej", którą warszawiacy z miejsca ochrzcili "UBeliskiem", a przy pierwszej okazji - w 1990 r - zburzyli aż do fundamentów. To pożal się Boże "dzieło" było tak "piękne inaczej" i tak zwracało uwagę, że nie zachowały się nawet jego zdjęcia które mógłbym tu zamieścić!

Niestety, decyzja o umieszczeniu w tym miejscu kopii znanego i uznanego dzieła wzbudziła z miejsca oburzenie artystycznej awangardy, która nie może odżałować utraconej dla sztuki współczesnej "miejscówki" i która zapewne najchętniej umieściłaby tu coś "awangardowego" i "zachęcającego do myślenia" - ciekawe, czy tak jak to czyniły prace pani Nieznalskiej...

W GW jakowyś Tomasz Urzykowski nie zostawia suchej nitki na decyzji. Dzieło Popiela w jego wypowiedzi jest "gratem", "popłuczyną". Do tego ten pan prezentuje najwyraźniej klasyczny, znany z reklam mediamarktu typ umysłowości - z wielką swadą pyta: "Czy nie stać nas na coś lepszego? Czy brakuje zdolnych współczesnych rzeźbiarzy? Czy wreszcie w budowie ważnego pomnika w tak eksponowanym miejscu - na Osi Saskiej, przed Pałacem Lubomirskich - nie powinno mieć udziału miasto lub państwo?"

Fakt, że o pozwoleniu na realizację pomnika zdecydowała wybrana w demokratycznych wyborach Rada Miasta, uprawniona wolą Państwa i mocą Konstytucji do takich działań, najwyraźniej umknął uwadze amatora "sztuki współczesnej". Ale łatwo domyślić się co miał na myśli - decyzji nie powinna była podejmować "nie rozumiejący sztuki motłoch", ale "kompetentne autorytety". Państwo, czyli kto? KC PZPR jak w przypadku poprzedniego pomnika na tym placu?

Tu z wolna zaczynamy docierać do sedna sprawy.

Bo żeby zrozumieć istotę tego sporu, trzeba krytycznie przyjrzeć się współczesnej sztuce...

W dobie Baroku retoryczna zasada docere, delectare, permovere (uczyć, cieszyć oczy, poruszać) definiowała sztukę. W dodatku każdy, kto pragnął uchodzić za artystę, musiał terminować w pracowni już działającego mistrza, zgłębiając tajniki warsztatu. Gdy jego umiejętności kształtowania dzieła - rzeźby, obrazu - osiągnęły poziom gwarantujący uznanie, taki artysta sam stawał się mistrzem, i członkiem cechu św. Łukasza, odpowiedzialnym za naukę następnych chętnych, egzaminowanie kandydatów na nowych mistrzów oraz za piętnowanie partaczy - czyli osób uprawiających zawód BEZ akceptacji cechu. Bo przecież nie wystarczy siąść i machać pędzlem po płótnie; tyle potrafi nawet orangutan i obrazu z tego nie będzie. Prawda? PRAWDA?!

A może....?

No właśnie.

Profesor Herbert Read w "The Meaning of Art" pisze: "(...) ludzie reagują na cechy przedmiotów dostępnych ich zmysłom, takie jak waga, kształt, wielkość, kolor, a pewne określone proporcje między tymi (a także innymi, tu nie wymienianymi) cechami wywołują w nich pozytywne lub negatywne doznania. (...) Gdy mamy do czynienia z przedmiotem, który został przez swego twórcę ukształtowany tak, by przekazać określoną myśl, bądź wywołać określone wrażenie, mamy do czynienia z dziełem sztuki."

Formalnie jest to bardzo poprawna i trafna definicja, jednak czy do końca? Jeszcze tych 100 lat temu, gdy Popiel rzeźbił swego Kościuszkę, nikomu nie przyszłoby do głowy nazwać artystą kogoś, kto wbił w pieniek kilka szeregów gwoździ. Warsztat - umiejętność ukształtowania dzieła w sposób nieosiągalny dla zwykłego śmiertelnika - był warunkiem sine qua non uznania kogoś za artystę. Niestety, wiek XX okazał się wiekiem degeneracji. Sztukę zaczęto interpretować wyłącznie w sposób zgodny z cytowaną wyżej definicją profesora Reada. A konsekwencje...

Owa współczesna "pseudo-sztuka" nie stara się czegoś przekazać. Na pewno nie tak, jak sztuka poprzednich epok, gdzie ikonografia dzieł sztuki bywała niezmiernie skomplikowana, a każdy szczegół dzieła - ptaszek, kwiatek, gest postaci - miał znaczenie. Podobnie jak w przypadku opisanego przeze mnie pomnika. Sztuka współczesna nie stara się też uczyć, poruszać czy cieszyć oczy. Ponieważ od artysty nie wymaga się warsztatu, w tłumie "wannabes" aspirujących do miana artysty trudno się przebić - by zostać zauważonym trzeba "krzyczeć", albo szokować. Toteż ta cała pożal się Boże "sztuka współczesna" krzyczy i szokuje. Niewiele potrafisz, ale chcesz zaistnieć? Połóż na środku sali ze swoimi "dziełami" manekin w szatach Papieża i przyciśnij kamieniem. Albo udekoruj swoje prace losowymi kombinacjami kościelnych parafernaliów i fotografii genitaliów... albo przyjmij pseudonim artystyczny, najlepiej "Jezus" albo "Madonna"! Żeby tylko tyle. W akcie ostatecznej pogardy dla odbiorcy i zawłaszczenia sztuki, niejaki Piero Manzoni umieścił w 90 numerowanych puszkach swoje odchody - po 30 gramów w każdej. Każdą opatrzył etykietką w pięciu językach, że jest to Merda d'artista (wł. Gówno Artysty)

Sztuka?

No właśnie...

Czy Manzoni ma coś do "przekazania"? No, ale "wrażenie" wywołał bezbłędnie...

Manzoni sprzedawał te puszki za równowartość ceny 30 gramów złota. W maju 2007 jedną z tych puszek sprzedano w Sotheby's za 124 tysiące Euro...

Na tyłach warszawskiej ASP stoi sobie kawałek rusztowania z rur, a na nim wiszą trzy wanny. Sen pijanego hydraulika? Nie. Reklama producenta wanien? Nie. "Dzieło Sztuki"... A że przekaz to zwyczajny bełkot?

Cóż... jednego jestem pewien - "artyści" za ten tekst z miejsca okrzykną mnie "przeżytkiem", "bigotem", "ignorantem", "niezdolnym do pojmowania PRAWDZIWEJ sztuki".

Na szczęście, nie wszyscy współcześni twórcy to "tfurcy". Na rynku antykwarycznym można - po bardzo przystępnych cenach - znaleźć np. prace Michała Kończalskiego, takie jak ta martwa natura:

Ilustracja do artykułu

Martwa natura - olej na płótnie3

Rzecz na wskroś współczesna, a jednak... no, właśnie.

I tu docieramy do pytania.

Czym jest dla was dzieło sztuki?

Po czym poznajecie, że macie do czynienia z dziełem sztuki?

Co musi w nim być?

Co musi je wyróżniać?

A może definicja Reada jest dla was wystarczająca?
1 Źródło nieznane.
2 Slavic and Central European Sights of Interest: Washington, DC and Vicinity.
3 Fotografia: autor.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Isgenic : 2015-04-22 16:04:18

    Faktycznie, nie docenialem czesci publicystycznej Tanuki.pl.

    Okazuje sie, że na łamach mogą pojawiać się atrykuły o tematyce znacznie szerszej niż "ścisła specjalizacja".

    Z wielu przykładów m.in. biologicznych wynika jasno, że najlepiej radzą sobie gatunki o "szerokim zakresie horyzontów", zdolne do pobierania pożywienia z wielu źrodeł, w przeciwieństwie do tych, których jego jedynym źródłem są skrajnie wyspecjalizowane, zagrożone ekosystemy.

    Sąd cieszy fakt poruszenia problematyki wartości estetycznych w sztuce współczesnej. Gdzie więcej takich artykułów?

  • Peterka : 2009-01-01 22:29:05
    Granice

    Myślę, że do tych rozważań dobrze pasuje cytat - choć mówi o literaturze, to odnosi się także do prowokacji artystycznej.

    Tytułem wprowadzenia - w tej części wiersza (satyry?) p.lir. polemizuje z rozmaitymi praktykami pisania:

    " <<Już ci się więcej naprzykrzać nie będę/

    Tylko Hymena oblecz w rewerendę1:/

    Bo już ten panicz wiele złego płata,/

    Świeckich omija a duchownych swata.>>/

    Któż to mi takie myśli w pióro dmucha?/

    Zniknij! poznałem w tobie złego ducha./

    <<Dlaczego to cię tak mocno oburza?/

    Wiedz, iż wawrzyny nie rosną dla tchórza!/

    Kwituję ciebie z zaszczytu poety!>>/

    Nie chcę przepłacać drogo tej zalety"

    "Wiersz do siebie samego w roku 1802" w.113-122

    1 ~pisz o rozwiązłości księży; Hymen-gr. bóg wesela i zaślubin (stąd zresztą ta nazwa w medycynie)

    Cyprian Godebski (1765-1809) poeta, tłumacz, Legionista, autor powieści sentymentalnej "Grenadier-filozof" (prosta, ale ciekawa, polecam!

  • vries : 2008-05-26 19:32:35

    Przeniesiono z dyskusji na Forum

    Sztuka nowoczesna ma to do siebie, że ma bardzo wiele oblicz. Rzeźbą potrafi być odpowiednio zmumifikowane ciało ludzkie (była taka galeria na onecie. Usuwało się z ciała tłuszcz i wodę, by zapobiec rozkładowi. Bardzo interesujaco to wyglądało.), wanna, lub idelanie wykonany manekin, którego nie da sie odróżnić od żywego człowieka nawet z bardzo bliska(wspaniałe wystawy faceta od manekinów wykonywanych dla Hollywood). Może to być plakat (plakaty ze zniszczonymi miastami do "Jestem legendą" zostały wykonane przez Polaka. Aż szkoda, że w Polsce nie zaprezentowano Warszawy z tej kolekcji.) obrazy (żeby daleko nie szukać - wizje Beksińskiego są bardzo obrazotwórcze), zdjęcia itd. itp.

    trzeba też nadmienić, że większość artystów współczesnych ma odpowiednie wykształcenie w tej dziedzinie, które nie tak łatwo zdobyć (bo trzeba zaprezentować się określonym poziomem wszechstronności). Ale fakt faktem, sztuka staje się coraz mniej określonym bytem, a wszytko to dlatego, że wciąż poszukuje się tu nowości. Czasem wydaje mi się, ze niepotrzebnie.

  • moshi_moshi : 2008-05-26 19:32:00

    Przeniesione z dyskusji na Forum

    Dzisiaj przez przypadek, odkryłam bardzo zdolną absolwentkę "mojego" liceum. Artystka jest bardzo wszechstronnie utalentowana. Nie wszystkie jej prace pełnią funkcje użytkowe, co nie zmienia faktu, że są niezwykle ciekawe, pomysłowe i piękne. Miłego oglądania.

    Moja ulubiona praca, dużo bym oddała, żeby mieć ją na własność - "Księga eliksirów".

  • IKa : 2008-05-26 19:30:18

    Przeniesione z dyskusji na Forum

    Temat znajduje się tutaj:

    Temat

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze