Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Devil May Cry 3 - recenzja

Autor:Pleiades
Kategorie:Recenzja, Gry (Inne)
Dodany:2009-01-19 17:05:40
Aktualizowany:2009-09-27 22:17:41



Artykuł pochodzi z portalu Inner World.

Zamieszczone za zgodą autorki.


Właśnie skończyłam grać w DMC 3 SE: Dante's Awakening...

No, to znaczy - "prawie" skończyłam, bo czeka mnie na pewno jeszcze przejście wszystkiego jako Vergil, czyli poznanie resztek fabuły do końca. No ale już pierwsze słowa o tej grze napisać mogę, zważywszy że poznałam wszystkie misje i fabułę od strony Dantego. Będzie to taka mini recenzja, choć może niezbyt obiektywna, bo pisana na świeżo, a nie po ochłonięciu i przemyśleniu kilku spraw.

Ogólnie - gra jest rewelacyjna! Już dawno nic tak aż mi się nie spodobało z tego, co grałam. Może to po prostu urok japońskich gier i głębokiej analizy charakterów postaci? Bo tak naprawdę chyba najbardziej mnie w japońskich grach (na przykład Final Fantasy) ujmuje głębia postaci, doskonałe odzwierciedlenie ich uczuć i myśli, jakby ci ludzie naprawdę żyli, myśleli i oddychali..

Zostawmy na chwilę Final Fantasy i skupmy się jednak na DMC3.

Dawno już nie zachwyciła mnie tak bardzo fabuła, co ta tutaj przedstawiona. Jest po prostu godna uwagi. Oczywiście fabuła znowu kręci się wokół odwiecznej walki dobra ze złem, ale, jak zwykle to w japońskich produkcjach bywa, historia jest pogmatwana, nic nie jest czarne ani białe, a uczucia bohaterów, ich wzajemne relacje, czy też wreszcie sprawa rodziny, uczuć i przeznaczenia jest tutaj mocno naznaczona.

Postacie są wyraziste i naprawdę, człowiek się do nich przywiązuje. I nie dotyczy to tylko Dantego, głównego bohatera, czy jego brata Vergila - drugiego "głównego" bohatera, ale również całego tłumu pomniejszych postaci, od tych drugoplanowych aż po bossów.

Niektórzy narzekają, że Dante, którego znają już z poprzednich części (choćby DMC, ale tak naprawdę znają z historii następującej _po_ DMC3) jest tutaj bardzo dziecinny, niedojrzały i po prostu zachowuje się jak szczeniak i cwaniak w jednym. No ale cóż dużo wymagać od tak młodego pół człowieka - pół demona? Ta gra, tak naprawdę, stanowi duże uzupełnienie fabuły poprzednich części, bo widać przynajmniej, że ta postać się rozwija, nie tkwi w miejscu, dojrzewa i zmienia się znacznie.

Dla PeCetowców zaś pozostaje tym bardziej pierwsze dziewicze wrażenie, bo nie znają jeszcze Dantego i innych postaci, gdyż DMC3 był pierwszym tytułem, który wyszedł na PC. Konsolowcy pod tym względem mieli o wiele lepiej...

Owszem, Dante jest niedojrzały, chwilami zachowuje się żenująco, jak rozkapryszony dzieciak, ale jest też przeuroczo cyniczny, ma luzacko-ziomalskie podejście do życia i po prostu ze swoimi tekstami wymiata! Już dawno się tak nie uśmiałam z dialogów w grze! Jego niektóre teksty powinny przejść do historii gier komputerowych (jak choćby nazwanie Cerberusa Burkiem i proponowanie mu udziału w wystawie psów rasowych, czy też niepowtarzalne: "Rozpieprzyliście mi sklepik!") Chłopak ma po prostu rewelacyjny charakter, jest postacią barwną, która przedstawia cały wachlarz emocji. Z jednej strony gna go do przodu powaga sytuacji (zagrożenie, że do świata ludzi znów przenikną demony; walka z bratem-bliźniakiem), a z drugiej potrafi z sekundy na sekundę zupełnie wyluzować i walnąć jakiś głupi tekst, że publika zrywa boki ze śmiechu. Zresztą ten jego charakterek jest tez doskonale widoczny w kontynuacji, czyli DMC4, gdzie, w stosunku do poważnego Nero wypada na pewno luźniej i bardziej wesoło (mimo, że wygląd już ma z pewnością dojrzalszy ) [w tym miejscu zareklamuję miły filmik na YouTube, który po prostu wymiata].

Szczerze, to jeśli chodzi o wizerunek Dantego, to ani specjalnie nie przepadam za jego wyglądem w DMC3 ani w DMC4, bo ani nie lubię, jak ktoś lata po ekranie z gołą klatą (chyba że czarownica, ale o tym za chwilę), ani z trzydniowym zarostem... Vergil i Nero pod tym względem są... bardziej estetyczni...

Nie byłoby DMC3 bez Lady... To ZDECYDOWANIE moja ukochana postać. Po pierwsze - śliczna dziewczyna, a ta heterochromia dodaje jej niebanalnego uroku. Szkoda, że w DMC4 skupili się głównie na pokazaniu wdzięków jej...khm.. biustu. Tutaj, w DMC3 jest dziewczyną z klasą. Zdeterminowaną, młodą, nieustępliwą i... bardzo smutną... To jej ściganie Arkhama to prawdziwe piętno i dosłownie gracz czuje na sercu, jak bardzo to ją przytłacza... Jej broń, Kalina Ann, jest rewelacyjna, a sama Lady świetnie walczy i filmiki z jej udziałem to uczta dla oka! Poza tym jakoś mi tak do Dantego pasuje, stanowiliby piękną parę, bo jakoś nie bardzo odpowiada mi Trish w roli soulmate dla Dantego.

Historia Arkhama jest przytłaczająca i wydaje mi się, że to też jest postać tragiczna. Żałuję tylko jednego - że twórcy tak "pojechali" po uczuciach gracza i cała scenka z żalem Arkhama i wyzwoleniem go od zła była wielką ściemą i uknutym paskudnie planem. O ileż fajniej by było, gdyby Arkham był naprawdę opętany przez diabła i końcowa walka odbywałaby się nie z nim bezpośrednio, ale z tym demonem, który w nim siedział... No ale jednak jest tak, jak jest... I bardzo żałuję, że ostateczny cios otrzymał od Lady. Cokolwiek by się nie stało, nie wyobrażam sobie, żeby córka mogła w ten sposób mordować ojca... W każdym razie coś w tym całym Arkhamie urzec widza potrafi i choć przez chwilę może wstrząsnąć wewnętrznymi odczuciami gracza: "o co tu tak naprawdę chodzi?"

A z ciekawostek, podobno Arkham w pierwszych projektach miał mieć na imię... Hyne... Deja vu jakieś mam, czy co...? Że już nie wspomnę, że Jester miał nazywać się Joker, no ale to już podchodziło pod plagiat :) O Cerberusie to już nie wspomnę, jak i o pewnych odniesieniach do literatury (Dante, Vergil, Leviathan itp.)

W porównaniu z Arkhamem to do Vergila aż takich sentymentów nie miałam, choć nie powiem, jego wspólna walka przy boku Dantego robi swoje.. No i ta późniejsza rozpacz Dantego, gdy jego brat postanawia zostać w czeluściach świata demonów... Cała esencja serii to słowa "devil may cry too..." jak rzekła do niego Mary...

Racja...

Teraz coś o sterowaniu i grafice...

Jeśli chodzi o sterowanie, to dla mnie śmieszne są teksty w stylu: "Bez pada nie zbliżaj się do tej gry!". No sorry, skąd przeciętny PeCetowiec ma wziąć pada? Słyszałam zresztą rozpaczliwe głosy, że tylko czasem pady Logitech'u działają poprawnie, a resztę można na śmietnik wyrzucić. Konwersja na PC nie udała się zbytnio twórcom... Tak mówią znawcy.

Ale że ja znawcą nie jestem, po prostu zwykłym graczem, to powiem swoje co nieco.

Wcale a wcale źle się nie gra bez owego pada! I nawet nie narzekam na brak innego sterowania. W końcu wersja PC musi być przystosowana dla "klawiaturowców", bo, kto by inaczej im to kupił?

Oczywiście, opanowanie wszystkich klawiszy jest trudne, wykonywanie kombosów czasem arcytrudne, ale już wolę tak, niż katować się z drogim padem lub z konsolą przed TV...

Oczywiście, że lepiej by się grało na padzie podłączonym do PC, no ale z braku laku... Jakoś sobie na klawiaturze można poradzić... A gra jest na tyle udana, że niedogodności pewne znieść można. Nie widzę powodu, aby rezygnować z tego tytułu tylko i wyłącznie z powodów trudności w sterowaniu.

Dla mnie jednakże wysiłkiem było podążać za ruchem kamery - nie jest to zbyt inteligentna kamera. Bo ona z położenia, powiedzmy, po lewej stronie komnaty, przełącza się na stronę prawą i wtedy ma się zupełnie przeciwstawnie dedykowane kierunki... Klawisz, którym się "biegło" w prawo nagle staje się tym od "biegnięcia w lewo"... Grr... Nieco wkurzające... Idziesz do góry i do przodu, a to bach! - zmiana kamery i ten sam klawisz prowadzi cię w dół, do tyłu... Na szczęście nie jest to zbyt częste, ale zdarza się. Za to notorycznie kamera ustawiała mi się tak, abym widziała jak najmniej z danej sali, czyli zero widoczności na cele (potwory), drzwi, przydatne przedmioty... No i ileż razu mi w pole widzenia wlazł jakiś mur, klocek, filar... Echh... Często śmigałam mieczem na oślep...

"Cut scenes", czyli filmiki towarzyszące grze są rewelacyjne! Naładowane całym bagażem emocji, mnóstwo mówią o samej fabule i misji Dantego. A w dodatku są majstersztykiem ówczesnego motion capture. Piękne... I fajnie, że można je sobie przejrzeć wszystkie jeszcze raz po ukończeniu gry:)

Grafika? No wyśmienita! Przepieękna architektura, jest na czym oko zawiesić! Potworki też cudowne, sam Dante przystojny, a Lady i jej kocie ruchy.. Hmm, rewelacja! Dodatkowo na moim starym pecetku gra działa całkiem-całkiem, a nie mam sprzętu rewelacyjnie nowego... Pod względem graficznym konwersja na PC prześciga chyba oryginał z PS2!

Sama gra, czyli coś o grywalności i o tym, co należy w DMC3 robić...

No cóż... Takie gry mają to do siebie, że jest jedna wielka rozwalanka i tyle... W FPP to niby co jest? A jak przy okazji dołączy fabuła, to tym bardziej trzeba się cieszyć, a nie ganić! Gra, to oczywiście, rozpierdziel na całego, no ale są też i inne ciekawe elementy. A walki z bossami, oprócz elementu zręcznościowego, wymagają również strategii... Cerberus do dziś spędza mi sen z powiek...

Jeszcze coś odnośnie oprawy dźwiękowej.

Jest po prostu rewelacyjna! Same efekty, czyli wycie wiatru, trzask płomieni, krzyki potworów itd. tworzą znakomity klimat! A muzyka podczas walk jest niesamowita, te hardrockowe aranżacje stanowią rewelacyjne tło do krwawej jatki. Oczywiście najpiękniejszy utwór to "Devils never cry", ale inne też są cudne! Słuchanie tego na okrągło nigdy mi się nie znudziło.

Do tego załączone na płytce trailery, grafiki z czasu tworzenia postaci, itd. też są przemiłym dodatkiem.

Może i nieco innych ciekawostek, które zwróciły moją uwagę:

- najbardziej lubiana misja: chyba 7, która kończy się pierwszym pojedynkiem z Vergilem. Część tego pojedynku oglądamy już w intro, ale dopiero po misji 7 wiemy tak naprawdę, co się wydarzyło.

- najgorsza misja: 17, komnata z latającymi klockami... Zrobiła się tam iście platformówka, co najmniej 30 prób mnie kosztowało wskoczenie po tych klockach na najwyższe piętro, myślałam już, że klawiaturę z wściekłości połamię... Lubię w grach elementy zręcznościowe, no ale nie aż takie, które mi przypominają Mario sprzed 15 lat!

- najdziwniejsza misja: ta we wnętrznościach Leviathana. No cóż... Nie wyobrażam sobie już niczego bardziej oryginalnego! Latanie po organizmie wielkiego stwora trochę przywodzi mi na myśl grę Macrocosm, trochę przypowieść o Jonaszu, wszakże Leviathan wygląda zasadniczo jak wielki latający wieloryb humbak. Sama treść żołądkowa potwora jest zdumiewająca - jakieś autobusy, ciężarówki, resztki budynków... No i wszechobecny kwas. A po jelitach uganiają się wielkie wije - Gigapedy (pasożyty, w stylu tasiemca, czy co?). Samo niszczenie demonków przypominało mi nieco odrobaczanie biednego zwierzęcia z wszelkich zaraz. No ale potem niszczymy Laviathanowi serce i doprowadzamy do jego zgonu, wydostając się na zewnątrz przez gałkę oczną. Nie powiem, oryginalne to i... naprawdę dziwne... Niektórzy mogą powiedzieć nawet, że niesmaczne...

- najgorszy boss - Cerberus!! Uaaa! Wygląda pięknie, tak zresztą, jak i Cerberus FF, ale jest po prostu diabelnie trudny! Co ja się przy nim napociłam! Odchodziłam od zmysłów (choć klocki w misji 17 były jeszcze gorsze), ale w końcu opracowałam strategię i się udało... Uff... I

- najfajniejszy boss - NEEEEVAAAN! Ja mam zboczenie co do czarownic, a Nevan, w dodatku sorceress, wymiata! No i jeszcze jak dodać do tego jej uwodzicielski głos i... hmm... ten biust... Mniam! W dodatku jest autentycznym sukkubem (succubusem) i sprawdza się w tej roli znakomicie - czyżby i Spardę uwodziła, skoro go zna?

- najdziwniejszy boss - albo boss/postać - niewątpliwie Jester. Nietuzinkowy, wymowny i bardzo wyrazisty - a w dodatku niezwykłe przeciwieństwo stoickiego Arkhama. Bardzo ubarwia grę, a jego wskazówki oraz same rozmowy z Dante dodają klimatu. Sam zresztą mógłby tworzyć konkurencję Dantego w rzucaniu prześmiesznymi tekstami. Jest to z pewnością najbarwniejsza postać całej gry.


Ogólna moja ocena:

- grafika 8/10

- fabuła 9/10

- ścieżka dźwiękowa 10/10

- sterowanie 6/10

- filmiki przerywające grę: 9/10

- misje (trudność): 6/10

- bossowie: 8/10

Podsumowując: jest to gra porządna i naprawdę potrafi zniewalać, czyli ocena 9/10!


Sorceress Pleiades

sierpień 2008


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pleiades : 2010-07-28 22:15:55
    W odpowiedzi

    W odpowiedzi na post Adventa: cóż, rozumiem, że Arkham postępował źle, itepe, itede, ale kiedyś był dobrym człowiekiem. Poza tym współczucie moje rodzi się z tego, że tak bardzo absurdalna jest ta sytuacja, kiedy jego własna córka strzela mu w łeb. Nie, nawet on nie zasłużył na taki los.. :P

    Pozdrawiam, Plei.

  • IKa : 2010-07-28 16:56:45
    RE: Whatever

    Advent napisał(a):
    Recenzja jest nieobiektywna i nie bezstronna.

    Tylko że recenzja z założenia jest tworem subiektywnym i pokazuje punkt widzenia autora...

  • Advent : 2010-07-28 16:14:23
    Whatever

    Recenzja jest nieobiektywna i nie bezstronna. Nie mam pojecia jak mozna zalowac Arkhama, ktory zabil wlasna zone, matke Mary (Lady), a nie zalowac Vergila, ktory zrozumial, ze postepowal zle i mimo wyciagnietej dloni do niego przez Dante'go postanawia zostac w swiecie jego ojca. Gra 10/10. Mowcie co chcecie.Polecam na Normalu zaczac i skonczyc, w zadne Easy sie nie bawic, bo tylko zepsujecie sobie klimat.

  • Pleiades : 2009-02-20 11:42:15
    Prawie Ideał, racja... :)

    No cóż, z pewnością misja Vergila powiewa nieco nudą, ale i tak to lepsze chyba od obowiązkowego "backtrackingu" w DMC4. Zresztą, recenzja DMC4 z pewnością także się tutaj pojawi.

    Pozdrawiam. Plei

  • Robespierre : 2009-02-17 16:37:03
    Prawie Ideał...

    ...gdyby nie postać Vergila... A właściwie jego scenariusz, to po prostu, poza nowym intrem, powtórzenie ścieżki Dantego... Wielka, naprawdę wielka szkoda... Gdyby dodali nowe misje, więcej styli i umiejętności, to byłby hit... A tak... I tak mamy grę obowiązkową dla wielu ;)

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze