Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Nie chcę być sama

16

Autor:V-chan
Korekta:Inai
Serie:Piłka w grze
Gatunki:Obyczajowy, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2009-07-18 10:01:21
Aktualizowany:2009-07-19 16:13:21


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Seki patrzył na swojego kapitana z namysłem. Nigdy nie wyobrażał go sobie w gronie rodzinnym, a już na pewno nie w domu pełnym kobiet. Na swój sposób był szczęśliwcem - śliczne siostry, rozkoszna Suzu, piękna Chloe i matka, która na swój wiek wyglądała całkiem nieźle. Z drugiej strony widział, że o każdą z nich Kanou się martwi i dba. Zrobiło mu się głupio, gdy odpowiedział na pytanie o jego ojcu. Zapewne ich zostawił. Musiało im być ciężko. Dziwiło go, że Kanou ma zawsze tak niewiele jedzenia, znoszone ubrania, te same buty kolejny rok. Teraz widział, dlaczego. To, co on zwykle jadał na obiad, u nich było ucztą na cześć gości. Ciasteczka Chloe były przepyszne, ale nic nie mogło równać się z widokiem maślanej miny kapitana do trenerki. Parsknął radośnie - to będzie naprawdę ciekawy rok. Już choćby patrzenie na tych dwoje będzie niezłą rozrywką. Choć w gronie rodzinnym był znacznie bardziej wyluzowany, bardziej skory do śmiechu i żartów. Zdziwiło go tylko, że sam czuł się nawet lepiej niż w domu. Wiecznie zabiegani rodzice, dwaj bracia zajęci swoimi sprawami. Dom duży, ale pusty. Lodówka pełna, ale nie ma kto jeść. Tu było wręcz odwrotnie i przytulnie. Dziwiła go także Chloe. Dopiero co straciła całą rodzinę, a mimo to potrafiła się śmiać i żartować. Czyżby była nieczuła? A może grała? Cokolwiek robiła, powodowała, że Kanou powoli otwierał się na wszystko. Dobrze mu to zrobi. Afera z Minako zamknęła go w sobie jeszcze bardziej, choć wydawało się to już niemożliwe. Przyjrzał się reszcie rodziny. Suzu była radosna i beztroska, największym jej problemem była kłótnia z koleżanką ze szkoły. Mizuki była pełna radości i energii, choć usilnie starała się upodobnić do stoickiego brata. Sunako wolała przebywać poza domem, ale w szkole naoglądał się jej trochę i może powiedzieć, że to całkowite przeciwieństwo Kanou. Matka była ładna, choć smutna i wyniszczona przez troski i zmartwienia. Czoło miała poorane zmarszczkami, jakby często się zastanawiała. Stanęła mu przed oczami jego mama - szczupła, piękna i chłodna. Ciało bez zbędnego grama tłuszczu i twarz wolna od zmarszczek dzięki operacjom. Bywały momenty, że się jej wstydził. Jego starszy brat imprezował dniami i nocami, nie robiąc nic innego. Zaś młodszy… Młodszy uwielbiał siedzieć z nosem w książkach i rysować. Więc jemu zbytnio nie przeszkadzały całodzienne treningi. Na swój sposób zazdrościł kapitanowi - miał wokół siebie tyle osób, które go kochały, ciepły, choć niebogaty dom oraz wielki talent w wielu dziedzinach. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że gdy śpiewa sobie pod prysznicem sądząc, że nikt go nie słyszy, wszyscy są zszokowani czystością jego głosu. Geniusz matematyczny. Na boisku nie było nikogo, kto mógłby mu dorównać, oczywiście, dopóki nie pojawiła się Chloe. Nie miał jedynie szczęścia do dziewczyn, choć po prawdzie nie był nimi zainteresowany. Odrzucało je jego spojrzenie, milczenie i chłodny styl bycia. To, że był niezbyt urodziwy, w niczym mu nie pomagało. W dodatku miał fioła na punkcie Kubo. Ubzdurał sobie, że przegrywa z nim we wszystkim. Głupota. Z rozmyślań wyrwało go lekkie puknięcie w tył głowy. Obrócił się. Chloe patrzyła na niego zaniepokojona.

- Wszystko w porządku? Masz nietęgą minę.

- Zamyśliłem się. Są jeszcze te ciasteczka?

- Jasne. Tylko nie zjedz za wiele. Jutro będzie ciężki dzień.

Mizuki podniosła głowę.

- Jak to się stało, że tak bez problemu przyjęli cię na trenera? Zwłaszcza w szkole o takiej tradycji.

- Nie tak znowu bez problemu - w międzyczasie sprawnie przekładała gorące ciastka na talerz - Przypadkiem wpadłam przedwczoraj na trenera, któremu kiedyś pomagałam, a który uważał, że mam talent. Spytałam się go, czy nie potrzebuje drugiego trenera, bo wiem, że jego klub młodzieżowy się rozrósł. Niestety, okazało się, że dopiero co jednego zatrudnił na okres półroczny. Spytał się czemu nie chodzę do szkoły, więc mu wytłumaczyłam swoją sytuację.

- A do której chodziłabyś klasy?

- Myślę, że do drugiej liceum… W Ameryce jest nieco inny system szkolnictwa, więc po przeniesieniu się tutaj kończyłabym trzecią klasę. W każdym razie powiedział, że poszuka dla mnie czegoś. No i zadzwonił do mnie następnego dnia, że mam umówione spotkanie z dyrektorem. Trener Udou z Fujity East bez problemu się na mnie zgodził. Mój znajomy ma renomę, a skoro on kogoś poleca, to znaczy, że ten ktoś musi być dobry. Zdziwiłam się, gdy przed szkołą zobaczyłam Sunako i Ryuujiego, choć z drugiej strony nieźle mnie to ubawiło. Trener zszokował się, gdy zauważył, że jestem dziewczyną i to dość młodą. Przypuszczam, że spodziewał się jakiegoś dziadka. Ale dyrektor go usadził. Jest bardzo sympatyczny, w przeciwieństwie do Udou. Musiałam mu wbić do głowy, że będę z wami pracowała tak, jak uważam, a nie, jak on mi każe. Nie wiem czemu było to dla niego problemem. To znaczy… Wiem, że wasza szkoła zdobywała mistrzostwo wiele razy i chce utrzymać tę pozycję, ale w obecnym stanie nie nadajecie się do niczego. Swego czasu trenowałam kilku chłopaków i nie potrafiłam przejść przez całą drużynę. U was poszło mi to zaskakująco łatwo, choć gdyby nie twoja kontuzja - wskazała widelcem na Kanou - nie udałoby mi się ciebie minąć. Dlatego masz szlaban na grę w rozgrywkach aż do finałów.

Kanou zesztywniał, przełknął ciastko i wstał opierając dłonie na stole.

- Chyba sobie żartujesz! To mój ostatni rok rozgrywek międzyszkolnych i mam grzać ławkę?!

- Mniej więcej to powiedziałam, prawda?

- Nie ma mowy. Nie będę grzał ławki!

- To w ogóle nie będziesz grał!

Mierzyli się wściekłym spojrzeniem. Gdyby to Seki miał sprostać obu spojrzeniom, pewnie by nie wytrzymał. Kanou miał wypisaną na twarzy wściekłość, która powodowała zezwierzęcenie jego rysów. Chloe patrzyła tak chłodno, że dziwił się, że ciastka są jeszcze ciepłe.

- Zależy ci na pokonaniu Kakegawy, prawda? Nie zrobisz tego, jeśli twoje kolano będzie w takim stanie! Pomyśl też o drużynie. Nie możesz być taki samolubny! Twoja kontuzja jest dużym obciążeniem! Nie mówiąc o tym, że jak tak dalej pójdzie, to nie będziesz w stanie chodzić. Tego chcesz?!

- Nie! Ale nie znoszę siedzenia na ławce!

- Posiedzisz trochę i będziesz mógł grać na najwyższym poziomie! Jeśli aż tak ci to przeszkadza, to nie będziesz musiał w ogóle przychodzić na mecze!

- Dla mnie piłka jest całym życiem! Co ja mam robić, jeśli nie będę mógł grać?!

- Znajdziesz sobie inne hobby! Dobrze ci to zrobi!

- Bo akurat ty wiesz najlepiej!

- Widziałam całe stado takich idiotów, jak ty! Święcie przekonani, że na piłce życie się kończy, a gdy przychodzą problemy ze zdrowiem, to nie przyjmują tego do wiadomości i w efekcie niszczą sobie kariery! Więc usiądź na tyłku, nie krzycz na mnie i przestań się zachowywać jak rozwydrzone dziecko, któremu chce się zabrać niebezpieczną zabawkę, a zacznij, jak na dorosłego mężczyznę przystało!

Seki dziwił się, że Kanou ma jeszcze wszystkie zęby, tak mocno je zaciskał. Co dziwniejsze, usiadł i wepchnął sobie ciastko do ust mocno je gryząc, jakby rozgryzając furię, która go nosiła. Chloe z kolei wyżywała się na garnkach i rzucała nimi w zlewie, myjąc i szorując zaciekle. Mizuki patrzyła wielkimi oczami, ich matka wycofała się, a Suzu prawie płacząc zeszła z kolan Nishio i podeszła do Kanou.

- Braciszku… Ty posłuchasz Chloe, prawda? Będziesz o siebie dbał? Ja nie chcę, żebyś sobie zrobił krzywdę i nie mógł grać - tu się rozpłakała - Ja lubię siedzieć, więc czemu nie chcesz siedzieć na ławce? Mogę posiedzieć z tobą.

Twarz Kanou złagodniała, rozpogodziła się. Wziął małą na kolana i pogłaskał po głowie. Kolejna twarz, której nigdy nie pokazywał.

- Posłucham, obiecuję. Ale w zamian będziesz musiała zacząć się uczyć matematyki. Pomogę ci.

- Będę, będę!

Objęła go za szyję i tak została. Obaj z Nishio czuli się nieco nie na miejscu. Widocznie zauważył to, bo, wciąż z Suzu na ręce, poszedł wstawić herbatę coś mrucząc do Chloe. Dziewczyna obróciła się i zapędziła ich do roboty przy ciastkach.

- Ale przecież jest ich już sporo!

- Chcecie dostać trochę do domu, żeby wziąć sobie na jutro lub zjeść przed snem?

Seki musiał ze wstydem przyznać, że myślał o tym, by poprosić ją o trochę ciastek do domu. Więc wzięli się porządnie za robotę. On wyrabiał ciasto, a Nishio masę. Kanou lepił kulki i wkładał do środka masę, choć Suzu mu nieco przeszkadzała. Chloe kładła zrobione kulki na tacę i wkładała do piekarnika, pogwizdując pod nosem. Kanou, kiedy nie lepił kulek, wodził za nią wzrokiem. Seki westchnął… Sam chciałby zakochać się raz a porządnie. Miał opinię playboya i wiedział o tym. Ale co ma robić, jeśli dziewczyna, która wydawała się naprawdę w sam raz, okazuje się ostatnią jędzą? Jęczy, że nie ma dla niej czasu, że ogląda się za innymi i pewnie ma jakąś na boku. Nishio dobrze go rozumiał, bo często siostra mu się wypłakiwała na podobne tematy. Właśnie przez te siostry wolał nie szukać sobie dziewczyny, a te które mówiły mu o swoich uczuciach w miarę delikatny sposób odrzucał. Wiedział, jakim potworem może być zakochana kobieta i nie chciał się w taki cyrk angażować. Bo w sumie po co? Pocałunki i przytulanie było przyjemne, owszem. Szkoda tylko, że każda chciała ciągnąć go do łóżka, a kiedy się nie zgadzał, zaczynała płakać, że „pewnie jej nie kocha, ma inną na boku i nie uważa ją za atrakcyjną”. Wtedy musiał zapewniać, że kocha, nie ma innej i uważa ją za atrakcyjną, ale nie chce się aż tak angażować. Z kilkoma spędził noc i potem były jeszcze gorsze. Dlatego wolał do pierwszego: „może pójdziemy do mnie?”. Potem było mu przykro, nie lubił doprowadzać kobiet do płaczu. Przyjrzał się Mizuki. Nie chciał nawet z nią próbować, za bardzo lubił jej brata. Poza tym nie była w jego typie - chłodna, sztuczna, na siłę poważna. Spojrzał na Suzu - będzie kiedyś pięknością, to pewne. Oby nie wdała się w żadną z sióstr. Sunako była ładna, wesoła i miała w sobie to „coś”, co przyciągało chłopaków, ale zmieniała ich równie często, jak on dziewczyny. Przeniósł wzrok na Chloe. Wydaje się wymarzona: długie, czarne włosy, jasna, różana cera, błękitne oczy, drobna, niemal filigranowa. Tylko charakter ma paskudny. Potrafi wziąć faceta za łeb i rozkazywać mu, a z drugiej strony bywa słodka. Na pewno wielu mężczyzn się za nią uganiało - tak samo jak Sunako, miała to „coś”, choć w jej przypadku wyraźnie było czuć chłód i jakby przestrogę. Była pełna sprzeczności, a jednocześnie pewna swego. Gdyby nie miał dłoni w cieście, to złapałby się za głowę. Te cholerne baby! Źle z nimi, a bez nich jeszcze gorzej! Włożył całą siłę w wyrabianie ciasta.

- Co ty z tego ciasta chcesz wycisnąć?

Nishio patrzył na niego z rozbawieniem. Wyrabiał masę i w sumie więcej jej zeżarł, niż zrobił, ale wydawał się być zadowolony z życia. Sunako siedziała i jadła swoją porcję, Mizuki i Kanou gdzieś zniknęli.

- Nic, po prostu denerwuję się na płeć żeńską za ich istnienie. Jak są, to jęczą, płaczą, wymagają, denerwują. Jak ich nie ma, to jakoś pusto. Ale jak znów są, to znów denerwują.

Dostał przez łeb. Chloe stała za jego plecami i słodko się uśmiechała, trzymając mokrą szmatę w dłoniach.

- Coś mówiłeś?

Nishio śmiał się aż do łez, więc też oberwał.

- Żeby było sprawiedliwie.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.