Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Days of Destroyer

XVII. Krowa jak urwie koniczynę, to żuje i połyka, a owca odwrotnie i taka jest miedzy nimi różnica.

Autor:Socki
Serie:Slayers
Gatunki:Fantasy
Uwagi:Fusion
Dodany:2010-01-06 19:54:02
Aktualizowany:2010-01-06 19:54:02


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Autor ogólnie nie ma nic przeciwko kopiowaniu czegokolwiek z tego fica przez osoby trzecie... Jeżeli takowa się w ogóle znajdzie, to niech osoba trzecia sobie kopiuje co chce i niech się nie krępuje.


Chciałabym żeby czekolada nie tuczyła, papierosy nie uzależniały, przyjaźń była szczera, a miłość istniała.

Xellos przeciągnął się i uchylił oczy. „To się nazywa ironia losu” jęknął w duchu widząc leżącą obok niego smoczycę. Widocznie Wędrowny dom, uznawszy, że chyba się jednak lubią, w środku nocy zrobił im małe przemeblowanie. Zdaniem kapłana dom się bardzo, ale to bardzo przeliczył. Z racji paru niedorzecznych wydarzeń, które miały miejsce wczorajszej nocy, demon przed zaśnięciem długo rozkminiał zaistniałe procesy. I oczywiście udało mu się wszystko bardzo logicznie i poprawnie wytłumaczyć. Otóż, Filia nie była mu obojętna, bo się najzwyczajniej w świecie przyzwyczaił, ale to absolutnie nic nie znaczyło. Nie chciał żeby zginęła z tego samego powodu dla, którego nie chciał zaplamić swojej ulubionej koszuli herbatą. Nikt nie chce żeby jego koszula była pobrudzona herbatą, a dziewczyna, z którą dzieli się 25% mocy i kolejne 25% psychiki, była umarta. A przytulił ją, bo tak mu się chciało…a tak właściwie to, dlatego, że nie wiedział jak jej powiedzieć, że nie chce jej oblać herbatą. Dobra prawda była taka, że w pewnym sensie uważał ją za swoją własność(a jak każdy wie nikt nie lubi jak mu się jego własność niszczy), ale tego jakoś wolał jej nie mówić.

Westchnął patrząc na śpiącą dziewczynę…wbrew pozorom ten widok budził w nim niesamowity niepokój, przywodził na myśl rzeczy, które musiały się wydarzyć. Pokręcił głową nad własną głupotą. „Niektóre rzeczy muszą się wydarzyć.” Powiedział sobie i w jakiś sposób ta myśl go uspokoiła. Nagle Filia poruszyła się i przez sen zacisnęła dłoń na rękawie jego koszuli. Kapłan uśmiechnął się przebiegle.

Znowu w domu. Filia już znała tą scenerię, wszystko niby taki samo, ale inne. I nawet wiedziała, kto na nią czeka w kuchni. Poderwała się z fotela i pośpiesznie podążyła w stronę kuchni nie mogąc się doczekać chwili, gdy ujrzy Valla. Oczywiście był tam, z dwoma kubkami herbaty. Dziewczyna rozpromieniła się na jego widok i usiadła przy stole biorąc od niego jedną herbatę. Gdzieś tam w jej podświadomości kołatała myśl, że to nie do końca prawda, ale teraz nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Smok usiadł przed nią i przyjrzał się uważnie.

- Trochę się nie widzieliśmy.- Powiedział z uśmiechem. Kiwnęła głową i uśmiechnęła się do niego.

- Wiesz dlaczego się spotykamy?- Zapytał ją.

- Ostatnim razem, kiedy cię widziałam byłam nad Jeziorem Łez.- Powiedziała wzruszając ramionami.

- Atakowana przez syreny…- Dodał chłopak, niby beztrosko, ale Filia już wyczuła, że coś kombinuje.

- Tak, ale Amelia mnie uratowała.- Powiedziała. Vall uniósł brwi i posłał porozumiewawcze spojrzenie.

- Ale, że co ty sugerujesz?- Wydukała. Smok tylko pokręcił głową na znak, że to nieważne.

- Jak tam poszukiwania?- Zagadnął wodząc opuszkiem palca po krawędzi kubka. Filia zaskoczona tą nagłą zmianą tematu, wzruszyła ramionami i odpowiedziała.

- Normalnie. Mamy dwie Merkaby i nie mamy zielonego pojęcia, co z nimi robić. Nie dalej niż wczoraj o mało, co nas nie zabił jakiś Garm, o którym wiemy tylko tyle, że nasłał go Niszczyciel, o którym za to nie wiemy nic. Znaczy się, Xellos na pewno coś wie, ale on się robi…no…dziwny. W sensie dziwniejszy niż zwykle. Podejrzewam, że chce zrobić coś głupiego…

- Zdradzić was?- Podsunął chłopak.

- Możliwe.

- Chciałabyś, żeby tak było, bo mogłabyś go ponownie nienawidzić tak jak kiedyś.- Powiedział wskazując na nią palcem. Wzruszyła ramionami.

- Możliwe. - Powtórzyła.

- Przynajmniej, tak by było lepiej. - Powiedział smok patrząc na nią w podejrzany sposób. Filia odchyliła się na krześle i odstawiła kubek.

- Vall, o co ci chodzi?- Zapytała podejrzliwie.

- Zmarli mają niesłychaną wiedzę Filio, nie śpią, wiedzą co szepczesz do siebie, w długie samotne noce…co szepce twoje serce. Bez nadziei, a przez łzy się śmiejesz. Nic ci pewniejsze od wątpienia, ciemne to tylko, co światłością płonie, pewnikiem stanie się, co traf przywionie. Prosisz bogów o dobrą noc, gdy dnieje. - Zaczął Vall wciąż świdrując ją wzrokiem.

- Druhem mi ten, co zadał mi cierpienia, i prawdomówny ten, co kłamstwem zionie. Szkodnik mi niesie, pomoc i nadzieję…prawda i kłamstwo, rzecz jednako licha. - Wyszeptała Filia pobladłymi ze strachu ustami.

- Skąd ty to wiesz?- Zapytała. Smok wzruszył ramionami.

- Nie żyję.

- Ty mnie normalnie nawiedzasz!

- Każdy ma jakąś pokutę…ja zostałem twoim.- Tu zwiesił głos.- Stróżem.- Powiedział. Jednak zrobił to w taki sposób, że Filii po plecach przebiegł lodowaty dreszcz.

- W wiesz, co? Odpuść sobie…serio. Nie kłopocz się.- Powiedziała, ale Vall tylko pokręcił głową.

- Wiem, że moja obecność cię przeraża, ale popatrz na to z drugiej strony. To twój wkład w odbudowanie rasy, którą twoja rasa zabiła. Jak już spełnię swoje obowiązki, będę mógł się reinkarnować.- Powiedział z uśmiechem na twarzy.

- Jak to możliwe?- Zapytała.

- Jajo.- Przypomniał. - Nie miałem dzieci, ale mogę reinkarnować się z jaja…właściwie ze wszystkiego co ma cząstkę mnie. W sumie, cieszy mnie to. Tam po drugiej stronie potrafią nieźle dać w kość…

- Wiem mówiłeś.- Powiedziała powoli.

- A skoro mowa o drugiej stronie.- Zaczął smok jakby nagle sobie coś przypomniał.- Ciąży nad wami śmiertelne niebezpieczeństwo.

- Też mi nowość.- Odparła.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że teraz jest naprawdę blisko.

- Garm nas zgubi, zresztą Xellos jest równie silny co on.- Powiedziała, sama nie bardzo wierząc we własne słowa. Ku jej zdumieniu chłopak pokręcił głową.

- Jest jeszcze on…cień…stworzenie, które nie pochodzi z tego świata. Wiesz o czym mówię, Filio. To ten lęk, który cię nieustannie prześladuje, sprawia, że zrywasz się w środku nocy bezradnie szukając ratunku. Wypełza ze ścian ciemnych, wsącza się w twoje sny, owija kłamstwem oczy. Z szarości strachu utkany, wieczorem podchodzi pod okna…on jest na waszym tropie. Szuka was, szuka i nigdy nie śpi. Znajdzie was to tylko kwestia czasu. - Na dźwięk tych słów Filia poczuła jak robi się jej słabo.

- Ale Xellos…-Zaczęła.

- Nic wam nie powiedział. A wiesz dlaczego?- Zapytał Vall. Pokręciła głową.- Ponieważ cień to magiczna personalizacja śmierci…mściciel, który bez ustanku podąża za swoją ofiarą i nie spocznie dopóki jej nie odnajdzie. Przyciąga go piętno.

- Piętno ?- Powtórzyła.- Xellos nie ma żadnego piętna…chyba, że te blizny, które zostały my po Zellas.

- Jego obecność ściągnie na was śmierć Filio…nie uratujecie siebie, nie uratujecie świata.

- Ale…

- Czasami trzeba wybrać mniejsze zło. -

- Ale…widocznie miał jakieś powody.- Nie wiedziała czemu broni Xellosa, ale teoria Valla naprawdę ją przerażała.

- Przyjdzie chwila kiedy będziesz musiała podjąć decyzję i zadać sobie pytanie, czy stać cię na litość. Zawahasz się wtedy i zapytasz czy on miał litość mordując nie tylko żołnierzy ale ich dzieci, całe rodziny.

- Czy ty znasz sens słowa „przebaczenie”?- Zapytała zrezygnowana.

- Tak…oferowałem je często. Ale- zamilkł na chwilę.- Zastanów się czy bogowie ci wybaczą to, że wybaczyłaś. - Nie miała pojęcia, co powiedzieć…zamiast tego upiła łyk herbaty.

- Filia…

- Co?- Zdziwiła się.

- Filia…

- No co?

- FILA!- To nie było krzyknięcie Valla. Smok rozpłynął się dano w ciemnościach, z których po chwili wyłonił się Xellos i cały pokój wyglądający zupełnie jak wiejska chatka.

- C co się stało?- Wydukała odsuwając się od kapłana.

- Próbowałaś napić się z mojego kciuka.- Wytłumaczył Xellos z niezbyt zadowoloną miną. Filia posłała mu przepraszający uśmiech i potrząsnęła głową. „Sen to był tylko sen. Vall zginął parę dobrych lat temu”. Wytłumaczyła sobie. Wtem jej wzrok padł na misę ustawioną na drewnianym stoliku a obok niej dzbanek z wodą. Podeszła i zanurzyła całą twarz w lodowatej wodzie próbując otrząsnąć się z tego, co przed chwilą usłyszała.

- Gadałaś przez sen.- Powiedział Xellos - Druhem mi ten, co zadał mi cierpienia, i prawdomówny ten, co kłamstwem zionie. Szkodnik mi niesie, pomoc i nadzieję…prawda i kłamstwo, rzecz jednako licha. To było o mnie?- Zapytał. Filia odwróciła się gwałtownie w jego stronę piorunując go spojrzeniem.

- Zapomnij o AŁA!!!- Wrzasnęła rażona przerażającym bólem prawego palca.

- Co paznokieć?- Zapytał z przerażeniem Xellos pamiętając jeszcze jak mocno Filia potrafi przywalić, gdy złamie sobie paznokcia. Dziewczyna pokręciła głową i wskazała na drewniany blat.

- Co? Stół ci odgryzł palca?- Spojrzała na niego z wyrzutem dalej ssąc palca.

- Filia, co ci się stało, powiesz czy nie?-

- Drzazga?- Wydukała

- Że, co?- Kapłan nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.

- Drzazga.- Powtórzyła

- I, dlatego tak się drzesz?- Spytał z niedowierzaniem

- Idź się ubierz, bo zaraz znowu zacznę się drzeć.- Nadąsała się smoczyca. Usiadła na łóżku i obejrzała palca.

- Pokaż.- Xellos przysiadł obok niej.

- Spadaj!- Schowała szybko rękę przed wyciągniętą dłonią kapłana.

- Sama wyjmiesz?- Zapytał. Filia tylko pokręciła głową

- No to daj.- Mruknął zniecierpliwiony.

- Nie!- Fuknęła i wcisnęła się w kąt między łóżkiem a szafą.

- Nie mów, że boisz się wyjmowania drzazg?!-

- Nie!- Warknęła

- To, o co ci chodzi?!-

- Po prostu nie chcę.- Oświadczyła.

- Przecież tego tak nie zostawisz.

- Dlaczego?

- Bo możesz, no nie wiem chodźmy zakazić tą ranę i będzie jeszcze bardziej bolało.

- Trudno, przeżyję.

- Filia zachowujesz się jak kilkuletnie dziecko, DAWAJ TO!-



ŁUP!!!! Lina zerwała się z łóżka na dźwięk nieznanego hałasu. A może i znanego? Nieważne. Jedno było pewne.

- Xellos, Filia.- Wysyczała czarownica bezbłędnie kojarząc źródło hałasu.

- Chodź tutaj!- Usłyszana krzyki zza drzwi.

- Nie!!!!- Odpowiedział mu drugi.

Bogowie, co się dzieje?- Podrapała się po głowie i przeczesała palcami rude włosy. ŁUP!!! Podłoga się zatrzęsła

- Co oni znowu wymyślili?- Westchnęła i jak gdyby nigdy nic podeszła do śpiącego Gourego, którego poczęstowała kopniakiem.

- Pobudka!- Krzyknęła mu do ucha. Nagle ich uszu dobiegł kolejne krzyki.

- FILIA zrobię to delikatnie!

- NIE! NIE! Nie!- Goury podniósł się z podłogi i spojrzał na Linę.

- To Xellos i Filia, tak?- Zapytał. Czarodziejka zaróżowiła się i przytaknęła.

- Musisz to zrobić prędzej czy później!!!- Z oddali dobiegł zirytowany głos Xellosa.

- Wolę później.

- Filia!-

- Nie!-

Lina podrapała się po głowie. Wczoraj się kłócili, dzisiaj się kłócą - o sprawę zgoła inną, ale zawsze. Cały sens ich życia to jedna wielka kłótnia. Kolejne łupnięcie przywołało ją z powrotem na ziemię.

- Nie chcę!!!!!- Usłyszała jęk Filii. Westchnęła zabrała swoje ciuchy, ale w drodze do łazienki przystanęła przed drzwiami pokoju hałaśliwej dwójki. Tak tylko na chwilę.

- Filia!

- Odwal się!- Zagroziła smoczyca. Lina przyłożyła ucho do drzwi.

- Mnie też to boli, dawaj tu tego palca!!!!- Wypalił Xellos. Czarownica zmarszczyła brwi. Palca? Nagle usłyszała kolejne łupnięcie i drzwi pokoju otworzyły się na oścież. Odskoczyła wymachując bezradnie rękami w których miała szczoteczkę, ręcznik i kapcie króliczki.

- Ja, ja tylko…- zaczęła się tłumaczyć

- O ludzie, co się wam stało?- Zapytała zaglądając do pokoju. Wszystko było wywrócone do góry nogami, w drzwiach stała przerażona Filia i wściekły Xellos.

- Powiedz jej!

- Powiedz jemu!

- Ta wariatka!

- On jest potworny!

- Wytłumacz

- Sam się wytłumacz!!!!- Zaczęli się przekrzykiwać.

- Zaraz, zaraz co się stało? Xellos?- Przerwała im czarownica i spojrzała pytająco na kapłana.

- Ona boi się…bllfkog…- Demon nie dokończył bo Filia chwyciła kapcia Liny i wcisnęła mu go do ust.

- NIEPRAWDA!- Krzyknęła próbując zagłuszyć dźwięki wydawane przez mazoku. Lina wyciągnęła kapcia z ust Xellosa i odsłuchała resztę wiadomości.

- …wyjęcia drzazgi!!!!- Krzyknął kapłan. Lina spojrzała z niedowierzaniem na Filię.

- Serio?- Spytała

- Nie….No troszkę. Czasami…no…bardzo. - Powiedziała Filia paląc przy tym buraka.

- Pokaż.- Czarownica wyciągnęła do niej rękę.

- A goń się leszczu!- Ofuknęła ją smoczyca. Nagle na korytarzu rozbrzmiało kolejne trzaśnięcie drzwi i po chwili pojawili się Zelgadis z Amelią.

- Rany, co się dzieje?- Zapytała księżniczka.

- Filia boi się wyjęcia drzazgi!- Mruknął Xellos i uniknął ciosu wymierzonego przez kapłankę.

- Nieprawda!- Filia rzuciła kapłanowi wojownicze spojrzenie

- W ogóle!- Prychnął.

- No nie, znowu?- Jęknął Zelgadis czując, że zanosi się na kolejną kłótnię. Lina spojrzała na Amelię, księżniczka wzruszyła ramionami.

- Wiesz, co dziś na śniadanie?- Zapytała czarownica ignorując wrzaski kłócącej się pary kapłanów.

- Nie, chyba musimy same je sobie zrobić.- Odpowiedziała księżniczka.

- Ale poczekajmy aż skończą się kłócić.- Dodała.

- To może trochę potrwać.- Westchnęła wiedźma.

- Pamięta panienka jeszcze o naszym zakładzie?

- Taaak, nie wiem, czemu mówisz o tym akurat teraz, kiedy wszystko wskazuje na to, że wygram.-

- A tak mi się przypomniało.- Westchnęła księżniczka. Obok nich przeszedł Goury.

- Dzień dobry panie Goury!-

- Witaj Amelio.

- Na, czym my to…- Zaczęła Lina próbując wrócić do rozmowy. Jednak nim coś powiedziała przerwał jej pisk Filii. Wszyscy spojrzeli na nią z niedowierzaniem, obok stał Goury z drzazga w ręku.

- Auć…-pisnęła smoczyca uśmiechając się do reszty

- Filia, musisz uważać nie zaważyłaś, że masz w palcu drzazgę. - Powiedział szermierz i położył na otwartej dłoni blondyny sporych rozmiarów drzazgę.

Chwile później pojawił się Starzec i zaprosił ich na śniadanie. Po skończonym posiłku Filia i Xellos zostali oddelegowani do ich pokoju by naprawili to co zniszczyli. Reszta zajęła się sobą. Przeglądali stare książki, pili herbatę, jedli, gadali ze starcem…dosłownie hulaj dusza bez kontusza.

Gdy pili popołudniową herbatę ich uszu ponownie dobiegły jakieś dzikie wrzaski.

- Zawsze tak oni?- Zapytał Starzec spoglądając na sufit, z którego obsypywał się tynk.

- Nie zawsze, jak co, do czego przyjdzie to potrafią się grzecznie zachowywać. Nie kłócą się, nie biją, ale muszę mieć dobry powód.- Powiedział rudzielec przeciągnął się na krześle.

- A rzadko mają.- Dodała.

- A myślałem ja, że oni się lubią.- Oświadczył zdziwiony Starzec. Cała czwórka parsknęła.

- Tylko niech pan tego przy nich nie mówi.- Wydusiła Amelia gdy w końcu przestała się śmiać.

- Czemu nie mówić mam?

- Bo, bo widzi pan…- Zaczęła reszta, co chwilę zanosząc się śmiechem.- Wszyscy zawsze myślą, że że Xellos i Filia są parą.- Zakończyła Lina i po chwili wszyscy znowu zaczęli rżeć jak szaleni.

- A oni tego nie znoszą.- Mruknął Zelgadis. Ponownie nastąpiła cisza, po, której tak jak poprzednio rozbrzmiała salwa śmiechu.

- A a co najzabawniejsze, oni naprawdę się tak, tak zachowują!!!!- Wykrzyknęła Amelia.

- Jak stare małżeństwo!!!!!- Dodała dalej się śmiejąc, gdy nagle jej towarzysze spoważnieli. Lina pokiwała palcem dając księżniczce znak żeby się odwróciła. Amelia przełknęła ślinę.

- S stoją za mną, tak?- Zapytała dalej nie odwracając głowy. Reszta przytaknęła nieznacznie.

Dziewczyna powoli odwróciła głowę. Nad nią stali ramię w ramię, brudni, wściekli głodni smok i potwór. W dodatku smok i potwór, którzy przed chwilą usłyszeli, że jakoby zachowują się jak małżeństwo. A co najgorsze tym smokiem i potworem byli Filia i Xellos.

- Podpadłaś nam smarkulo.- Warknęła smoczyca

- I to nie po raz pierwszy.- Dokończył mazoku

- I tym razem...- Zaczęła blondyna

- Nie ujdzie ci to na sucho.- Zakończył Xellos. Amelia wyszczerzyła się do wściekłej parki i powoli odwróciła..

- Eee to ja pójdę się spakować.- Poczuła jak ktoś kładzie ręce na jej ramionach, popatrzyła w prawo i w lewo ręce Fili i Xellosa, przełknęła ślinę. - Odsunęli księżniczkę wraz z krzesłem i pochylili się nad czarnulą.

- Teraz to my się z tobą policzymy.- Oświadczyła Filia, lecz wtedy przerwała im Lina.

- Obawiam się, że wasze porachunki będziecie musieli odłożyć, na kiedy indziej. - Powiedziała.

- Taaak, bo co?- Zapytał, Xellos.

- Bo jesteśmy na miejscu.

Wszyscy wyjrzeli przez okno. Przed nimi w odległości paru kilometrów unosiła się krwisto czerwona, wirująca, czerwona chmura. Gdzie niegdzie widać było rozbłyski piorunów, które jeszcze bardziej wzniecały wirujący pył.

- I my mamy tam iść?!- Wydukała Filia patrząc na tą upiorną krainę.

Będziemy szli pod ziemią. Na powierzchni oszlifowałoby nas ze skóry.- Mruknął Xellos i rozejrzał się w poszukiwaniu swojej peleryny. - Będziemy się zbierali.- Poinformował ich. Reszta skinęła głowami i rozeszli się do swoich pokoi. Gdy ponownie zeszli na dół, czekał już na nich Starzec. Podziękowali mu za gościnę i uprzejmie poprosili o opiekę nad Psem, którego z oczywistych powodów nie mogli ze sobą zabrać.

- Raz jeszcze dziękujemy.- Powiedziała Amelia, ale staruszek tylko pokręcił głową.

- Śpieszcie się, w czasie niewiele jest czasu.- Powiedział. Po chwili podszedł do Filii i wręczył jej małą sakiewkę z ziołami.

- Dla ciebie, zioła z zapasów moich. Co z nimi robić, będziesz wiedziała. - Smoczyca skinęła głową i przywiązała zioła do paska sukienki..

- Sztylet z piany morskiej, dla ciebie młoda pani. Przydać się tobie, niech nigdy nie będzie musiał. Wręczył Amelii błękitny cieniutki sztylet, który rzeczywiście wyglądał jak wykuty z morskiej wody.

- Dla Liny Inverse, kryształ Videretów mam. Lepszą decyzję, zawsze wskaże. - Powiedział Starzec dając Linie czarny kamień.

- Goury Gabriev. Tak pięknego oręża, nosić się w ten sposób nie godzi..- Powiedział i z tymi słowami wręczył rycerzowi przepiękną pochwę wykonaną ze skóry trolla i ozdabianą szlachetnymi kamieniami. Teraz przystanął przed Zelgadisem.

- Czas nadjedzie, gdy jego dźwięk armie ludzi zjednoczy. W ostatniej godzinie pamiętaj o nim, a przysłuży ci się dobrze.- Wręczył mu duży róg wykonany rogu Krakena, bestii, która u zarania dziejów nękała świat, zabita przez pierwszego króla Seruun Berhelma Wielkiego.

- Mistrzu Bestii.- Xellos drgnął niespokojnie na dźwięk tego tytułu.

- Wasalem Bestii już nie jesteś, i niech nigdy tego imienia nikt nie użyje, Władco słowa.- Z tymi słowami przypiął do jego peleryny spinkę, misternie szlifowane drzewo z lazurytu ze srebrnymi liśćmi z sieltaru. Chwile się zamyślił a potem chichocząc dodał.- Tęsknota do pieca to ciężka choroba dla bałwana.

Wszyscy podziękowali za wspaniałe dary i przygotowali się do opuszczenia wędrownego domu. Nim wyszli raz jeszcze spojrzeli w stronę Starca, który uśmiechnął się i pomachał im na pożegnanie.

Już po paru chwilach stali przed ogromną pustynią a po domu nie było ani śladu.

- Trochę mnie to przeraża.- Jęknęła Amelia.

- Musimy tam iść.- Poinformował ją Xellos. - Jakieś pytania, tam lepiej nie otwierać buzi. W powietrzu pojawiła się ręka Liny.

- No słucham.

- O co pokłóciłeś się z Filią?- Wypaliła ruda.

- Powiedziałem jej żart.

- Głupi żart.- Dodała smoczyca.

- Jaki?- Zapytała szybko reszta.

- Jak spowodować by oczy blondynki zalśniły blaskiem?- Zapytał demon. Reszta milczała.

- Zaświecić jej zaklęciem świetlnym w ucho.

Gdy w końcu przestali się śmiać i nie mieli innych pytań ruszyli w stronę Ironsand.

- Musimy dojść do tamtej góry!- Powiedział Xellos próbując przekrzyczeć zawodzenie wiatru i wskazując na rozmyty kształt na horyzoncie.

- Przez jakiś czas będziemy bezpieczni, ale im bardziej będziemy zagłębiali się w tą krainę tym większe na nas czekają niebezpieczeństwa. Można spotkać tu gorsze rzeczy niż rubinowy miał, który ściera z ciebie skórę!- Krzyknął. Narzucili kaptury i wkroczyli na pustynie Ironsand.

Wiał zimny, przenikliwy wiatr, przewalając całe wydmy piasku, co sprawiało wrażenie brodzenia w krwawo czerwonym morzu. Wędrowcy otulili się płaszczami. I zaczęli przedzierać się przez wydmy. Undis raz po raz stawała dęba i wyrywała się Filii, Xellos zasłonił się peleryną i podszedł do dziewczyny próbując jej pomóc. Na zwierzęciu siła kapłana nie zrobiła najmniejszego wrażenia, Undis uspokoiła się dopiero, kiedy podszedł do niej Zelgadis. Zabrał wodze i odszedł, klacz szła posłusznie za nim chowając głowę za jego plecami. Xellos i Filia rzucili chimerze nieprzychylne spojrzenie.

- To mój koń!- Krzyknęli razem.

- Wygląda na to, że Undis jest tego, kogo zachce - Lina poklepała po plecach naburmuszonych kapłanów i ruszyła dalej. Tak przyjaciele wkroczyli na niezmierzone, zimne pustynie Ironsand z nadzieją, że wyjdą z tego żywi. Robiło się coraz ciemniej a silny wiatr nie chciał ustąpić. Temperatura cały czas spadała, postanowili jednak iść dalej żeby nie marnować czasu a co najważniejsze nie dać się złapać Garmowi…

W miejscu gdzie wiele rzek tworzyło krainę nazywaną Uroczyskami, pojawiła się dziwna bestia. Potwór wyglądał jak gęstniejący cień, i tylko jarzące się ślepia świadczyły o tym, że nie jest to jakiś obłok pary. Stworzenie zaczęło nabierać kształtów, gęstnieć…przytknęło nos do ziemi i jęło się rozglądać w miejscu gdzie urwał się ślad. Szukało zapachów, tropów, informacji. Nagle wiatr przyniósł ze sobą gnijący zapach a z mroków wyłoniła się postać… Gdy zniknęła bestia wiedziała gdzie ma szukać. Zadarła głowę do góry a z jej gardła dobiegł przeraźliwy, charczący wrzask…Zaczął się łów.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Socki : 2010-01-08 00:18:49
    Kapturne Czerwonki

    Kamenko tytuły rozdziałów są...nie wiem skąd. Są straszne, wiem, łapię aluzję ale jako, że to taki znak rozpoznawczy tego fica nie zmieniałam tego. Poza tym lubię głupie rzeczy, przede wszystkim za to, że są głupie i nie mają z tym problemów.

    Co do łoża śmierci- zgoda ;] Co do wyznawania miłości na łożu śmierci, nie przeceniaj mnie. Jeżeli chodzi o patos i koturnowość stylu, jestem na to bardzo mało odporna i nie używam tego. No chyba, że w celach prześmiewczych.

    Poza tym...chciałybyście, żeby Xellos lub Filia okazali się nekrofilem?. Albo (o zgrozo) Best Mistrzy(przepraszam mistrz bestii) nimfofilem a złota potwora gerontofilką?

    Mam nadzieję, że oznacznik "romans klasyczny" przy Kluczu Niebieskim nikogo nie rozczaruje ;P :) :) :)

  • Kamenka : 2010-01-07 23:30:59

    Hmmm...Jasne będą udawać, że się nic nie stało bo w innym wypadku czuli by się skrępowani co by na pewno odrazu zauważyła reszta ekipy (czyt. Sprawne oko Ameli, która wszędzie wywęszy romans hehe) Wolą zostawić to za sobą, niż narażać się na nieznośne dla nich komentarze. Zresztą uparcie będą twierdzić, że nic ich nie łączy, póki któreś nie wyląduje na łożu śmierci czy coś w tym rodzaju, wtedy może, chociaż przyznają się przed samymi sobą :)

    Rozmowa Fili z Vallem, fakt też jest niepokojąca. Wygląda na to, że chce Filie ostrzec, ale kto wie czy to nie jest jakiś podstęp. Mam nadzieje, że w kolejnej części dowiemy się czegoś wiecej:)

    Zapomniałam zapytać w poprzednim komentarzu. Skąd Ty Socki bierzesz te tytuły?? Chyba z kosmosu haha xD

  • Ri-chan : 2010-01-07 22:07:41

    Wiedziałam, że będą udawali, że nic się nie stało...to takie Destroyerowe.

    I nie zgodzę się z Kamenką, rozdział nie wydaje mi się sielankowy. Ma mało akcji...ale ta rozmowa Filii z Valem. Odniosłam wrażenie, że on ją podjudzał, czy coś...

    Sama nie wiem, chyba znowu szykują się kłopoty.

  • Kamenka : 2010-01-07 20:15:39

    Rozdział pełen sielanki :) Dowcipy Xellosa nie dziwie sie, że doprowadzają Filie do szału. Kto się czubi ten się lubi :)) Nom, ale już kolejny chapter zapowiada się mrocznie i rozlewem krwi xD Uwielbiam Twoje pomysły gagów, ale trzeba przyznać, że nastrój horrowy też potragfisz stworzyć- skutecznie działasz na wyobraźnie:))

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu