Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Days of Destroyer

XXXIII. Problem z szybkim końcem jest taki, że zawsze się dłuży.

Autor:Socki
Serie:Slayers
Gatunki:Fantasy
Uwagi:Fusion
Dodany:2010-05-16 15:04:55
Aktualizowany:2010-05-16 15:04:55


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Autor ogólnie nie ma nic przeciwko kopiowaniu czegokolwiek z tego fica przez osoby trzecie... Jeżeli takowa się w ogóle znajdzie, to niech osoba trzecia sobie kopiuje co chce i niech się nie krępuje.


- Czy to prawda, że bazyliszka można zabić przy pomocy lustra?

- Prawda, pod warunkiem, że trafisz go nim w łeb.


W mieście było aż gęsto od plugawych demonów. Wojsk ludzkich było za mało by móc pokonać tak licznego wroga, nie byli w stanie nawet go wypchnąć poza mury miasta. Powoli w ludzie serca zaczynała wkradać się panika i zwątpienie. Świt nie nadchodził, piękny złoty smok, który ratował miasto został zaatakowany deszczem strzał i teraz pojawiał się z rzadka i tylko na chwilę, Książe Philionel został wyciągnięty poza mury miasta a nawoływania Zelgadisa stawały się coraz słabsze. Poddano już szańce i zapewne ludzi ogarnęłaby zupełna rozpacz gdyby nie czysty i potężny jak spiżowy dzwon dźwięk, który napłynął do ich uszu razem z powiewem rześkiego wiatru. Wszyscy walczący zamarli wsłuchani w ten piękny, ale i groźny dźwięk, tak, że nagle zapadła zupełna cisza a później rozbrzmiała cudowna pieśń unosząca się nad wzgórzami otaczającymi Sailune. Amelia, która wciąż broniła zamku, rzuciła się w stronę murów i stamtąd dostrzegła ogromne wojsko, zajmujące całe dwa wzgórza, mieniące się w pierwszych promieniach słońca złotem i klejnotami. Ponownie rozległy się rogi, lecz tym razem był to sygnał do ataku. - SusArawi…-Szepnęła do siebie widząc jeźdźców skąpanych w czerwonej poświacie słońca i klejnotów, mknących na wroga. - SusArawi!!!- Krzyknęła w stronę miasta. Naraz podjęto ten okrzyk i po chwili dało się słyszeć głośne wiwaty „Akkara!!!” lub „SusArawi!!!” Poczym zaczęto walczyć z wrogiem z nowymi siłami, o których żołnierze nawet nie wiedzieli.

Najpiękniejsza i najgroźniejsza armia tego świata ustawiała się w równych szeregach na wzgórzu, wystawiając najdzielniejsze oddziały z przodu i groźnie potrząsając długimi kopiami. Wśród demonów zawrzało, ciemna jednolita masa zaczęła wycofywać się z miasta i przyjmować pozycje obronne.

- Nie przejadą.- Powiedział powoli Xellos, który zjawił się wraz z Filią u boku księżniczki. Amelia rzuciła kapłanowi ostre spojrzenie i już miała zacząć swój wykład o czarnowidztwie, ale nagle zrozumiała, że demon mówi poważnie.

- Jak to?- Zdołała tylko wydukać. Xellos spojrzał po raz kolejny na pole walki.

- Nie mają szans, demony tylko czekają aż armia wjedzie w ich pierwsze szereg, wtedy zamkną ich w kole, oblepią niczym smoła.

- Trzeba im jakoś pomóc!- Krzyknęła Amelia wskakując na mur, ale Xellos chwycił ją za tył szaty i odciągnął do tyłu.

- Nie da się im pomóc.- Uciął kapłan.- Nie tobie.

- Co pan opowiada?- Zapeszyła się Amelia, ale kapłan już jej nie słuchał. Wyprostował się i posłał Filii, krótkie spojrzenie. Dziewczyna drgnęła i cofnęła się o krok. Rozumiała, co zamierza zrobić kapłan.

- Sam nie dam rady.- Powiedział cicho i jeszcze raz spojrzał na wojska.- A musimy pomóc przedostać im się do miasta.

- Xellos ja…- Zaczęła Filia czując jak kolana jej drżą ze strachu. Wiedziała już, że Xellos planował

Stworzyć ogromny wybuch przy pomocy fuzji. W jednej sekundzie wymieszać całą swoją moc z jej… To rzeczywiście był jedyny sposób by konać taką ilość demonów i byłby to dobry plan, gdyby nie pewien szkopuł. Takie wymieszanie mocy zabije ich na miejscu, oboje. A w przeciwieństwie do kapłana Filia bała się umierać, nie chciała być egoistką, ale tak potwornie się bała.

Z oddali rozbrzmiały trąby, znak, że Akkara ruszyła do walki. Mieli już zaledwie parę minut by im pomóc.

- Filia…- Powtórzył Xellos widząc jak dziewczyna zaczyna panikować.

- Boję się…- Wyszeptała posyłając mu przepraszające spojrzenie. Ku jej zdumieniu demon uśmiechnął się, podszedł do niej i chwycił za rękę.

- Nie masz, czego…to nie jest aż takie straszne.- Powiedział cicho.

- Ale…

- Będę trzymał cię za rękę.- Obiecał.

Zelgadis właśnie dawał sygnał do odwrotu, gdy, nad zamkowymi wieżami pojawiły się dwie małe postacie a ich przybyciu towarzyszył głuchy dźwięk sprawiający, że ziemia drżała pod stopami. Nagle pojawił się słup mdłego, delikatnego światła a chwilę po tym wszyscy usłyszeli krzyk Zelgadisa nakazującego ludziom zakryć oczy. Wielu chodź zaskoczonych posłuchało tego niecodziennego rozkazu(i dobrze) i padło na ziemię zasłaniając głowy.

Słup światła znikł a nad polem bitwy zaległy nieprzeniknione ciemności i cisza. Wtem, gdzieś z przestrzeni dało się słyszeć szept a potem błysnęło oślepiająco białe światło zlewające całą równinę gęstą poświatą tak jasną, że oświecała nawet najciemniejsze miejsca, które nigdy jeszcze nie oglądały słońca. Wybuchowi towarzyszyły wrzaski demonów i niektórych ludzi..

Gdy walczący odsłonili oczy zwęglone szczątki większości demonów opadały na ziemię. W śród nich dało się rozpoznać także spopielone ciała ludzi, byli to ci, którzy nie zasłonili oczu.

- Oczyścić miasto!!!- Wrzasnął Zelgadis unosząc miecz ku górze.

- Do szeregu!- Padł rozkaz Amelii. Cała armia posłusznie ustawiła się w jednym szeregu broniąc dostępu do miasta.

- Łucznicy! Magowie! Strzelać!!!- Na rozkaz księżniczki grad strzał runął na biegnące na nich demony.

- Miecze!- Krzyknął Zelgadis.- Atakować!!!!

Z przeciwnej strony tętn koni i krzyki ludzi, które zastąpiły pieśń. Książe Astat wyjechał z sztandarem1 do miasta tworząc tym samym miejsce do walki pozostałych wojsk. Byli uratowani.

Przynajmniej na jakiś czas.

* * *


Lina zastygła w bezruchu wpatrując się w czerwone ślepia czające się w mroku, gdy nagle Shinigami ponownie się odezwała.

- Bestio, kto ci pozwolił tutaj wejść?

- Sama weszłam.- Odparł jej beztroski dziewczęcy głos i po chwili z cienia wyłoniła się wysportowana, wysoka dziewczyna o krótkich włosach i ładnych, lecz niestety czerwonych oczach. Otaczał ją cień, przypominający gęsty dym, który co chwilę przybierał postać jakiegoś drapieżnego zwierzęcia. Jednakże, wbrew swojej nazwie nie sprawiała wrażenia bestii czy chociaż potwora. Lina zamrugała nerwowo.

- To…- Wydukała.- To jest Niszczyciel?

- W pewnym sensie.- Westchnęła Shinigami wachlując się nerwowo.- Bestio do jasnej cholery, coś ty znowu wymyśliła?- Zapytała. Bestia wzruszyła ramionami i usiadła przy stole.

- Nudziło mi się, ale znalazłam to.- Odpowiedziała i wskazała na plany świata. - Oraz to.- Dodała i palcem dotknęła czegoś, co wyglądało jak zwykły zestaw do rysowania.

- Narzędzie zapomnienia?- Krzyknęła wyraźnie już podenerwowana Shinigami.- Czyś ty do reszty zwariowała! To nie są zabawki! Ty, możesz zniszczyć cały świat!

- No, ale skoro i tak już był w śmietniku, no to, kogo on obchodzi?- Zapeszyła się Bestia.

- NAS!- Ryknęła Lina robiąc krok na przód. Bestia dopiero teraz zwróciła uwagę na nią i Gourego, zamrugała nerwowo i celując w nich palcem, zapytała:

- A to, kto?

- TO! TO! To są ludzie ze świata, który niszczysz Bestio!- Fuknęła wściekła Shinigami.

- Ale, po co ich tutaj ściągnęłaś? Wyjątkowi to oni nie są. - Padła odpowiedź. Bogini westchnęła.

- Bestio tylko się nie złość…ale ten świat wcale nie miał być zniszczony. W rzeczywistości on jest całkiem nowy, i nie możesz go zniszczyć.- Wyjaśniła. Na twarzy dziewczyny odmalowało się niezadowolenie.

- A właśnie, że mogę! - Zapeszyła się.

- Bestio…Szef się zdenerwuje jak się dowie, nie mówiąc już o bogach tego świata. No miej litość.- Zaczęła Shinigami.

- MOJE!- Odparła dziewczyna.- Chcę go zniszczyć i tyle. - Uparła się. Lina stała jak sparaliżowana, Goury też nie wiedział, co robić jednak najstraszniejsze było to, że i Shinigami wyglądała jakby zaraz miała dać za wygraną.

- Goury…- Nagle bogini zwróciła się do szermierza.- Pamiętasz tą salę, z której wyszłam?- Zapytała.

- No jasne.- Odparł.

- A wiesz jak tam dojść.

- Nie będę miał z tym problemu.

- To pędź tam ile sił w nogach i powiedz, że Maut ma się niezwłocznie pojawić w Departamencie Utylizacji. Nie wolno ci odpuścić, musisz ją tutaj przyprowadzić. Będziesz pamiętał?

- Tak. Mam zawołać Maut!- Krzyknął i wypadł na korytarz.

- A teraz.- Powiedziała Shinigami i schowała swój wachlarz. - Bestio proszę odsuń się od wiru. - Powiedziała uprzejmie.

- Nie! To jest moje!- Odpyskowała dziewczyna i wbiła ostre pazury w blat stołu.

- Bestio pozwoliliśmy ci ukraść Złote runo, Arkę przymierza, Wszechbiblię, Eskariot, Oczy Stwórcy, Koronę z zębów króla smoka, ale na litość szefostwa, tego kraść nie będziesz. - Oświadczyła sięgając po złotą obręcz owiniętą materiałem, którą nosiła pod jedną z warstw kimona.

- Nie kradzione!- Odparła dziewczyna wciąż robiąc nadąsaną minę.- Znalezione.

- Dobra, co chcesz w zamian!- Krzyknęła Lina robiąc krok do przodu, co okazało się być głupim posunięciem.

- Nic! Dajcie mi się pobawić, to moje!- Krzyknęła Bestia i nie bawiąc się w odpinanie klamer trzymających plan świata, zerwała kartkę ze stołu.

- Bestio…jak to zrobisz, będę naprawdę, naprawdę zła!- Zagroziła jej Shinigami i ostrożnie postąpiła na przód. Bestia jeszcze mocniej ścisnęła plany świata i zrobiła parę kroków do tyłu.

- Unicestwisz całkiem żywą krainę…ten świat jeszcze nie jest jałowy. - Powiedziała Lina powoli wyciągając rękę w stronę mapy.- Nie niszczysz iluzji świata, niszczysz drzewa, zwierzęta, ludzi. Ich marzenia i wiarę, co z ciebie za bóg, skoro niszczysz tętniący życiem świat!!!- Krzyknęła. Bestia zamarła na chwilę, zaskoczona, lecz zaciętość bardzo szybko ponownie zagościła na jej twarzy.

- Nie jestem bogiem!- Odkrzyknęła - A to jest moje! Nie oddam!!!- Wykrzyczała zaciskając dłonie na planach świata. Lina rzuciła zrozpaczone spojrzenie Shinigami, ale ta była całkiem bezradna. Bestii nie dało się przekonać, zachowywała się jak małe dziecko, do którego nie docierały racjonalne argumenty.

- Proszę cię…- Szepnęła w końcu Lina.- To jest mój dom.

- Nie. To jest moje.- Odpowiedziała jej przeciwniczka. W tym momencie rozległo się skrzypnięcie drzwi i do sali wpadł, Goury z kobietą, która na pewno nie była Maut.

- Goury idioto!!!- Wrzasnęła Lina widząc wysoką kobietę, odzianą w długie szaty. Twarz miała zasłoniętą delikatnym materiałem i jedyne, co można było dostrzec to jaśniejące w mroku złote oczy, które miały identyczny kolor jak gęste włosy opadające na jej ramiona.

- Maut zaraz będzie, powiedziała, że znaleźliście mój świat. - Powiedziała. Shinigami w milczeniu wskazała na Bestię.

- Bestio to jest moje.- Powiedziała złotowłosa kobieta, lecz to sprawiło, że dziewczyna odsunęła się jeszcze bliżej studni.

- Trzeba było tego pilnować, głupia LoN! Teraz jest moje!- Odkrzyknęła. Pod Liną ugięły się kolana, tego było dla niej za wiele. Była w Zaświatach, siedzibie wszystkich bogów, obcy bóg śmierci pomagał im ratować ich Świat, przed własną koleżanką z pracy, która była jednocześnie dowódcą przybocznej armii Śmierci i kleptomanką a do tego największe bóstwo, jakie znała Lina stało obok niej i przyznawało się otwarcie do zgubienia własnego świata.

- Bestio zaraz przyjdzie Maut, jak przyprowadzi ze sobą Efesa będziesz miała kłopoty. - Powiedziała LoN i nim Bestia zdążyła cokolwiek zrobić ruszyła w jej stronę z zamiarem wyrwania planów. Dziewczyna odskoczyła przyciskając kartki do piersi, lecz w tym momencie Shinigami uniosła złotą obręcz do góry i wstęgi do niej przytwierdzone, niczym żywe, oplotły nadgarstki i kostki bestii.

- Ty mały rozkapryszony potworku! Osobiście dopilnuję żebyś przez sto lat sprzątała kupy po Malcolmie! - Krzyknęła zirytowana Shinigami. Bestia zaczęła się szarpać wciąż próbując utrzymać plany świata.

- Puszczajcie!- Rozkazała- To moje!

- Lina!- Zawołała Shinigami.- Długo jej nie utrzymamy, łap plany!!!- Poleciła. Lina rzuciła się w stronę mapy z zamiarem wyrwania jej, lecz nagle stało się coś, czego nikt nie przewidział. Studnia, w której znajdował się wir zawyła niemiłosiernie i ku przerażeniu zebranych zaczęła wypluwać z siebie jeszcze więcej iskier i macek.

- Odsuńcie się!!!- Wrzasnęła LoN odskakując do tyłu i ciągnąc za sobą Bestię.- Na jakie obroty ty to nastawiłaś głupia dziewucho!

- Nie pamiętam!- Jęknęła Bestia, której w jednej sekundzie przestało zależeć na planach. Wypuściła je z rąk i skryła się w kącie.

- Nie!- Krzyknęła Shinigami widząc jak kartki unoszą się i nagle zostają pochwycone przez czarne macki.- Łapcie je!

- Za późno!- Jęknęła LoN widząc jak macki wciągają jej świat do wiru. Lina nie mogła na to patrzeć. Nie mogła pozwolić żeby jej świat, ten świat, w którym ma dom i przyjaciół, ten sam świat gdzie poznała Gourego, ten, który broniła za cenę własnego życia, teraz został zutylizowany. Niewiele myśląc zdarła pelerynę z pleców i rzuciła się w stronę studni.

- NIE!!!LINA!!!- Wrzasnął Goury rzucając się za czarownicą, ale czyjeś ręce go powstrzymały. - LINA!!! - Ponownie krzyknął widząc jak szczupła sylwetka dziewczyny zostaje wciągnięta do szalejącego wiru. - Puszczaj mnie! Tam jest Lina! LINA!!!

- Dosyć tego.- W sali rozbrzmiał jakiś głos, był cichy, ale tak stanowczy, że nawet wir go posłuchał i przestał się kręcić.


* * *

Cała ziemia zadrżała od huku. Zelgadis schował miecz i spojrzał na niebo. Nie było już czarne. Nie było nieba, tylko było nic. Żadnego koloru, chmur, po prostu brakowało czegoś- niebo już nie istniało. Chimera zamknęła oczy i uśmiechnęła się do siebie.

- Szkoda.- Mruknął do siebie i przysiadł na jakimś kamieniu, patrząc na brakujące części nieba.

- To był naprawdę piękny świat.-


* * *

- Lina!!! Lina!!!- Krzyknął Goury podbiegając do studni, ale zastał tam tylko zwykłą dziurę i żadnego wiru, nic. Szermierz sięgnął za miecz i skierował wściekłe spojrzenie na Bestię, która siedziała w kącie i uśmiechała się nerwowo.

- Tyyy!!!- Wysyczał przez zaciśnięte zęby czując jak serce szarpało mu krtań, nie ze strachu, lecz z wściekłości i rozpaczy. - To przez ciebie!- Krzyknął i ruszył w stronę dziewczyny z obnażonym mieczem, lecz ponowicie rozległ się cichy głos.

- Spokój…- Goury zamarł. Z jakiegoś powodu wiedział, że musi posłuchać tego głosu. Opuścił miecz i obrócił się starając się opanować obłęd, który go zaślepiał. Nagle w mroku dostrzegł drobną sylwetkę, która szła w ich stronę. Po chwili w pomieszczeniu pojawiła się kobieta, odziana w czarną suknię, z włosami upiętymi w wytworny kok toteż z początku nie wiedział, kto to. Dopiero, kiedy dostrzegł charakterystyczny krzyż, wyglądem przypominający literę „T” z kółkiem u góry wszystko zrozumiał.

- Śmierć?- Zapytał zaskoczony. - Ale jak to możliwe?

- Witaj w moim królestwie.- Przywitała się możliwie najmilej jak potrafiła.- I to ja powinnam zadać pytanie jak to możliwe, że tak bezwartościowe istoty jak potrafią tyle namieszać. W ogóle, o co chodzi?- Zwróciła się w stronę Shinigami.

- Więc, ogólnie chodzi o ten świat, co go chciałyśmy odzyskać zanim Szef się dowie i oddać go LoN.- Powiedziała Shinigami, która wyglądała jakby miała ochotę mieć zawał.

- No i?

- Bestia właśnie go wrzuciła do utylizatora.- Wyjaśniła bogini.- Razem z Liną Inverse.


„Umarłam”

„ Moje ciało mnie nie słucha, nie czuję bicia własnego serca”

„Nie to nie śmierć, śmierć ostrzejsze ma kły”

„Otwórz oczy”

„No zrób coś ze sobą! Jesteś w końcu Liną Inverse!”

Lina Invere powoli otworzyła oczy. Nie myliła się, to jeszcze nie była śmierć. Było gorzej…uratowała plany własnego świata, ale wpadła z nimi do utylizatora. Ścisnęła podarte i pomięte kartki niczym najdroższy skarb i rozejrzała się. Na nic się to zdało, bo tutaj nie było nic. Czuła się jakby oślepła.

- I taka ze mnie bohaterka.- Powiedziała na głos. - Nie dość, że nie potrafiłam uratować świata, to jeszcze o siebie nie wiem jak zadbać. Teraz będę tu wisiała całą wieczność, każdego dnia rozpamiętując, na co skazałam swoich przyjaciół, świat…- Zaczęła się nad sobą użalać. Ta świadomość wypełniła ją tak nieprzemożonym uczuciem żalu, że w jej oczach zaczęły zbierać się łzy.

- I już nigdy nie zobaczę Gourego, ani reszty. Nawet morza, drzew…ptaków. Zawiodłam wszystkich. - Wyjęczała w pustkę. - I teraz wieczność z tobą! Bezużyteczną kartką papieru!!!

- Nie tak szybko z tą wiecznością Lino Inverse.- Z oddali napłynął znajomy głos.

- C czy to ty!?- Krzyknęła w pustkę.

- Muszę cię przeprosić za zachowanie mojej prapraprawnuczki, Bestia to dobre dziecko, ale trochę skąpe. Ale to nasze zaniedbanie wepchnęło twój świat w jej chciwe łapki.- Powiedziała Śmierć i nagle pustka, w której wisiała Lina zadrżała a czarownica poczuła, że na czymś siedzi i tym czymś chyba był materiał. Chwilę potem wszystko ponownie zadrżało i czarownicę oślepiło białe światło.

- Gdzie, gdzie ja jestem!?- Wykrzyczała osłaniając oczy.

- Na mojej dłoni.- Odpowiedział jej rozbawiony głos. - Doprawdy jesteś przezabawną prymitywną formą życia.- Oświadczyła jej Śmierć uśmiechając się z zadowoleniem. Lina z przerażeniem stwierdziła, że jest to ta sama dziewczyna, którą tytułowała „rudą wariatką” tylko, że w chwili obecnej była ona rudą wariatką w skali 50: 1.

- Nie zutylizowało mnie?- Zapytała, ponieważ w chwili obecnej nie mogła z tego mętliku, który miała w głowie wyłuskać lepszego pytania.

- Cóż, byłaś martwa, ale, jako że tu nie mamy czasu w zwyczajnym tego słowa znaczeniu, byłam w stanie zmienić ciąg przyczynowo skutkowy.

- Że co?

- Naginam formę, ale nie będę ci tłumaczyła, bo i tak tego nie zrozumiesz.- Wyjaśniła z rozbawieniem Śmierć.

- No tak, jestem w końcu tylko człowiekiem.

- Dokładnie…ale pocieszę cię, bogowie też tego nie rozumieją.

- A ty to, co?- Zapytała Lina wskazując na nią palcem.

- Oh, ja jestem wszechrzeczą, zasadą…nie jestem już nawet bytem tylko czymś, co sprawia, że możliwość bycia w ogóle istnieje. - Wyjaśniła z zadowoleniem.

- Dobra nie tłumacz.- Przerwała jej czarownica.- I tak nie zrozumiem.

- Istotnie.- Przytaknęła jej śmierć i nagle ponownie się zaśmiała.

- Co jest?- Oburzyła się wiedźma.

- To takie dziwne, to, co teraz robię!- Zawołała uradowana Maut i pogładziła Linę opuszkiem palca po głowie.

- A co w tym zabawnego!!!- Krzyknęła wściekła.

- Spróbuj kiedyś porozmawiać z mrówką to zrozumiesz. - Padła odpowiedź.- No a teraz do rzeczy. Co zamierzasz zrobić?- Zapytała.

- Co ja zamierzam zrobić?!- Wykrzyknęła Lina.- Nie ja tu jestem „Czymś BARDZIEJ niż bóg”

- Cóż,…ale to chyba ty jesteś bohaterem, prawda? To od ciebie wszystko zależy. - Zaśmiała się Maut.

- Nie…- Mruknęła Lina odwracając wzrok od gigantycznej sylwetki.- Nie znaleźliśmy bohatera. Pewnie, dlatego nic nie wyszło, bo prawdziwy bohater gdzieś się zapodział.

- O rany, ty naprawdę jesteś ciężko myśląca.

- Że co?! Wypraszam sobie!!!- Wrzasnęła. - Mieliśmy znaleźć bohatera. Takie było proroctwo, przypominam, od BOGÓW! Taki był cel wyprawy!- Krzyknęła w stronę Maut, lecz ta jedynie pokręciła głową.

- Twoja wyprawa nie miała celu Lino Inverse.- Powiedziała spokojnie.

- Że co?!

- Celem twojej wyprawy, była ona sama.

- Co?! Nie rozumiem.

- Dlaczego, ja i moi bogowie mielibyśmy się zajmować światem, który nie obchodzi nawet jego mieszkańców? Odebranie czegoś Bestii to prawdziwe wyzwanie, ale ten twój gest samo poświęcenia tak mnie rozbawił…- Zaśmiała się Śmierć. Linę nagle olśniło.

- Wciąż nie mogę uwierzyć, że to wszystko, przez co przeszliśmy, było zwykłą gierką bogów. - Westchnęła.

- Raczej niedopatrzeniem. Czasami mamy bałagan w papierach.- Wyjaśniła Śmierć.

- Obyście byli przeklęci!!!- Syknęła Lina zrywając się na równe nogi.- Przeklinam was! Zsyłacie na nas Niszczyciela, rujnujecie światy, zabijacie żywe istoty z niedopatrzenia!

- A ty jak chodzisz po ziemi, zwracasz uwagę na wszystkie małe robaczki?- Zapytała ją Śmierć.- Przyjmij do wiadomości fakt, że wydarzenie, które nadawało sens twojemu życiu przez ostatni rok było zwykłym bałaganem w papierach…a Niszczyciel nigdy nie istniał.

- Że co?!- Krzyknęła Lina.- Jak to nie istniał?!

- No, jak chcesz możesz nim nazywać Bestię. Ale ona robiła to nieświadomie, więc…

- Czyli to wszystko…to wszystko…- Zaczęła jąkać Lina.

- Dam ci radę. Pogódź się z tym i nie myśl o tym nigdy więcej.

- A ni mi się śni!!! Moja psychika została trwale uszkodzona! Gdzie jest ten wasz Szef!? Chcę z nim pogadać o tym stresie, co go przeżywałam! Nie mówiąc o niewygodach!- Krzyknęła rozjuszona. Śmierć westchnęła ciężko.

- No wiedziałam, żeby nie dawać wam mowy.- Mruknęła.- Z twojego zachowania wnioskuję, że chcesz coś w zamian.- Powiedziała. Lina uśmiechnęła się przebiegle i oparła ręce na biodrach.

- Oczywiście, że chcę!- Oświadczyła.

- Miejmy to za sobą.- Westchnęła Śmierć.- Tylko już więcej nie wrzeszcz.

- Cóż, odbudujecie nasz świat.- Zarządziła Lina i zaczęła odliczać na palcach.

- Tym się zajmie LoN.- Wyjaśniła Śmierć. - Dam jej taśmę klejącą, zszywacz, da sobie radę.

- W takim razie, chcę żeby…- Lina się zamyśliła, to była jej chwila, by mogła raz popisać się altruizmem.- Żeby głodni nie byli głodni, by markotni byli pogodni, by bezsenność spłoszył sen?- Zaproponowała niepewnie. Śmierć uśmiechnęła się i pokręciła przecząco głową.

- Coś innego- Powiedziała.

- Hmmm chcę być panią przynajmniej mojego świata…- Mruknęła Lina zbita z tropu…Jak raz chciała pomyśleć o innych a tu odmowa.

- Ok., Ale zabieram ci twój dar magiczny.

- CO? Dlaczego?

- Równowaga. Coś ci to mówi?

- Aż nazbyt wiele.- Mruknęła Lina zdając sobie sprawę, że bogactwa, dużych piersi czy własnego smoka też nie wytarguje.

- Dobra, to może powiesz mi, kto zginął?- Zapytała. Śmierć zamilkła na chwilę.

- Wszyscy.- Powiedziała z zadowoleniem.

- To wskrześ ich.

- Dobra, ale tylko tych, co zginęli w momencie zniszczenia świata lub parę minut przed. Reszta należy do mnie.

- Już wiem, po kim Bestia ma tą chciwość.- Mruknęła do siebie Lina.

- Coś mówiłaś?

- Że niedaleko pada gołąb od wróbla. - Odpowiedziała szybko.- Chciałabym jeszcze żebyś odstawiła mnie i Gourego na ziemię.

- Wiesz, tego akurat to i ja chcę.-



* * *


[B]M[/b]iała wrażenie że umarła. Znowu. Była pewna, że nie żyje, że Maut owszem odstawiła ją na ziemię, ale martwą. Przecież nie zaznaczyła w umowie, że chce żyć. Czyli była martwa. Bo tylko zmarli mogą czuć taki spokój. Taką radość. Uśmiechnęła się do samej siebie… Jak dawno nie wygrzewała się w promieniach słońca? Pół roku? Rok?

Zaraz, zaraz.

Czy zmarli mogą wygrzewać się w słońcu? I czy zmarli mogą czuć powiew letniego wiatru na twarzy, słyszeć szum drzew i czuć zapach młodej trawy? Nie była do końca pewna, z tego, co wiedziała, sztywniaków się zakopuje.

Może warto by otworzyć oko i sprawdzić czy żyje? Ale przecież to może poczekać.

Delikatny ciepły wiatr przyniósł zapach świeżego jabłka i sprawił, że Lina zmieniła zdanie. Tak, jedzenie to jedyna rzecz, która nie może czekać.

Zerwała się i przez chwilę nie mogła uwierzyć własnym oczom!

Widziała Słońce! I błękitne niebo! Był piękny letni poranek, a przed nimi błyszczały w słońcu białe resztki Sailune. Ale nie to było najpiękniejsze. Najwspanialszą rzeczą, jaką mogła zobaczyć to pięć sylwetek siedząca nieopodal na trawie i wpatrująca się przed siebie. Wstała powoli tak by nic nie usłyszeli i podeszła do nich. Każde z nich milczało. Amelia, Zelgadis, Xellos, Filia i Goury. Nikt się nie odzywał.

Zrobiła jeszcze krok, gdy pod jej nogami trzasnęła sucha gałązka, na której dźwięk wszyscy się odwrócili.

- Rany, rany.- Zaśmiał się Xellos patrząc na zaskoczoną czarownicę. Reszta przyglądała się jej z nieukrywaną radością a w oczach Amelii zebrały się łzy.

- Witamy w domu, panienko Lino.- Powiedziała uśmiechając się wesoło i nagle bez słowa rzuciła się jej na szyję.

- Hola Amelio, spokojnie.- Powiedziała śmiejąc się Lina. Jednak nim zdążyła się oswobodzić z uścisku

Dziewczyny rzuciła się na nią cała reszta, przewracając ją na trawę i śmiejąc się bez wyraźnego powodu. Lina nie pamiętała, kiedy ostatni raz była tak szczęśliwa jak wtedy, gdy z piątką swoich przyjaciół spędziła całe popołudnie a pewnym zielonym pagórku, w cieniu drzewa i pierwszy raz od roku nie przejmowała się niczym.

- Nie wierzę.- Wyszeptała Lina wpatrując się w błękitne niebo. Po chwili westchnęła i spojrzała na leżących na trawie, obok niej przyjaciół.

- To koniec.- Powiedziała.- Wreszcie się skończyło.- Dodała i zaczęła się śmiać. Reszta popatrzyła na nią jak na zjawisko. W końcu czarownica usiadła z nieco poważniejszą miną i oprała się o pień dębu, w którego cieniu siedzieli.

- Opowiedzcie, co się działo, wszystko od początku.- Zarządziła.

* * *

- Shinigami, mam wrażenie, że ta dziewczyna…że ona się trochę rozczarowała.- Mruknęła Śmierć rozsiadając się na nagrzanym przez promienie słoneczne kamieniu i przyglądając szóstce postaci siedzących pod rozłożystym dębem.

- Rozczarowała?- Powtórzyła bogini.

- Koniec końców, okazało się, że coś, przez co zdążyli zdefiniować swoje istnienie, to zwykła pomyłka.

- Myślisz, że tego żałują?- Zapytała, Shinigami.

- Myślę, że mnie to nie obchodzi. To tylko jeden z wielu mało znaczących światów.

- A jednak…

- Co a jednak?- Zapytała Śmierć.

- A jednak, naprawiłaś go. Nie uwierzę, że zrobiłaś to ze względu na Szefa.- Powiedziała. Maut zaśmiała się.

- Tak, rzeczywiście nudziło mi się ostatnimi czasy, mieszanie tutaj było miłą odskocznią…ale koniec końców nie mogłam jakoś go zniszczyć.

- No właśnie, dlaczego?- Zapytała Shinigami.- Tyle światów na jedno twoje skinienie obracało się w pył.

- Tak, ale to ten świat trzymasz w małej szklanej kulce i oglądasz, gdy myślisz, że nikt nie patrzy. - Wyjaśniła Maut i ponownie się zaśmiała. - Z jakiegoś powodu go lubisz. Shinigami nie zadawała już więcej pytań. Uśmiechnęła się do Maut i wyjęła z rękawa małą szklaną kuleczkę.

* * *

- Byłem pewien, że zginiemy. To znaczy ja i Filia. To, co zrobiliśmy…no po prostu nie było nawet

Zerowej szansy na przeżycie.- Zakończył swoją opowieść Xellos, który wyglądał na trochę zawiedzionego faktem, iż żyje.

- A tu proszę.- Powiedziała do siebie Lina.

- Mówiłaś coś?- Zapytał ją kapłan.

- Nie…nie…- Westchnęła.- Czyli mówicie, że świat się zaczął rozpadać?

- Tego już nie widzieliśmy.- Powiedziała Filia.- Ale Amelia i Zelgadis.

- Ja widziałem jak wszystko się kruszy. Nawet niebo.- Chimera potwierdziła słowa smoczycy.

- A potem.- Wtrąciła się Amelia.- Przez chwilę nie było nic.

- I?- Mruknęła Lina spoglądając na zamyślone twarze przyjaciół.

- I nagle wszystko wróciło do normy. Jakby wcale nie było wojny. No oczywiście, wszędzie są zgliszcza i jest wielu rannych, ale…no wiesz, niebo i ziemia są całe.- Oświadczyła Amelia rozkładając bezradnie ręce.

- A jednak…- Westchnęła Lina.

- Słucham?- Zapytał Zelgadis.

- Nic…mówię, że to dobrze, że tak się skończyło.- Powiedziała zerkając na Gourego. Była pewna, że on pamiętał wydarzenia z Zaświatów, ale też milczał. Nie wiedziała tylko, dlaczego? Musiał tłumaczenie tego wszystkiego albo tak jak ona uznać za bezsensowne i wolał milczeć, albo nie chciał o tym pamiętać. Niezależnie, jaki był powód milczenia Gourego była mu za to bardzo wdzięczna.

- A panienka coś wie? Co się działo z wami po wejściu do Kryształu?- Głos Amelii wyrwał Linę z rozmyślań. Zawahała się na chwilę, po czym posłała przepraszający uśmiech przyjaciołom.

- Bardzo mi przykro, ale niewiele zapamiętaliśmy, prawda Goury?- Zwróciła się do szermierza. Chłopak nic nie odpowiedział, ale skinął za to w milczeniu głową. Zapadło dziwne milczenie.

- Lepiej nie pamiętać o przeszłości.- W końcu odezwał się Zelgadis. Lina była gotowa postawić swój talent magiczny o to, że przyjaciel domyślił się, iż pamiętają wszystko i kłamią, ponieważ po prostu nie chcą o tym mówić. Trudno było powiedzieć Linie jak była mu wdzięczna za ten jego wrodzony spryt.

- Właśnie!!!!- Krzyknął nagle Goury i podniósł się z ziemi.- Było minęło! Żyjemy, mamy piękny letni dzień!

- I pełno roboty.- Zaśmiała się Filia wpadając mu w słowo.- Czas chyba wracać do Sailune. - Dodała wskazując palcem na miasto.

- Albo raczej to, co z niego zostało.- Westchnęła Amelia. Wszyscy zgodnie pokiwali głowami i podnieśli się z ziemi. No prawie wszyscy.

- Ja chyba zostanę.- Oznajmił Xellos wykładając się w cieniu.

- Ty przede wszystkim idziesz!- Prychnęła Filia chwytając go za pelerynę- Całe życie obijasz się i kombinujesz jak tu zrobić, żeby się nie narobić!

- Filia jestem zmęczony.- Jęknął, pomimo starań smoczyca, wciąż leżąc na ziemi.

- Zamknij paszczę i rusz się! - Ofuknęła go kapłanka. Lina i Amelia popatrzyły na siebie.

- Jak stare dobre mał...- Zaczęła księżniczka, lecz w tym momencie Xellos i Filia jednocześnie krzyknęli

„Nawet nie próbuj kończyć” a potem Filia zdzieliła Xellosa, za to, że ją przedrzeźnia.

Zachodziło już słońce i robiło się coraz chłodniej, gdy wreszcie udało im się opuścić pagórek, na którym spędzili cały dzień. Goury, Lina i Amelia pobiegli przodem, Xellos też dosyć szybko biegł, ale tylko, dlatego, że właśnie zdenerwował Filię. Zelgadis zarzucił miecz na ramię i już miał ruszyć za przyjaciółmi, gdy nagle ujrzał w oddali trzy ludzkie sylwetki i jednego konia, w którym rozpoznał Undis.

- Undis!- Zacmokał na konia. Klacz odwróciła ku niemu głowę i zarżała cicho, jednak nie podbiegła tak

Jak miała to w zwyczaju? Zwiesiła głowę i rozpłynęła się w wieczornych mgłach, które zalewały równiny. Zelgadis uśmiechnął się do siebie i ruszył za przyjaciółmi. W końcu, Undis nigdy do końca nie dała się oswoić. Przyśpieszył kroku i dogonił przyjaciół.

- Nie wygląda tak źle.- Stwierdziła Amelia, gdy dotarli do murów.

- Zdaje mi się, że zostawiliśmy je w znacznie gorszym stanie.- Szepnął Xellos do Filii, lecz ta uciszyła go syknięciem.

- Nie przypominaj.- Szepnęła- Nie dociekaj, są całe, czyli mniej pracy dla nas.- Dodała. Kapłan pokiwał z uznaniem głową i zwrócił się do księżniczki.

- Widać i ludzie potrafią coś stworzyć.- Mruknął. Zsiniał lekko, gdy Amelia go poczęstowała kopniakiem i dumnym krokiem weszła do miasta.

- Doigrałeś się.- Zaśmiał się, Zel i wyminął demona.

Tak jak przewidziała Filia, powrót do stolicy oznaczał obowiązki. Tak naprawdę powrót składał się z samych obowiązków. Wszystko, od murów zaczynając a na sprawach politycznych kończąc, było w gruzach. Mimo tego, że sporo budynków było w dobrym stanie, miasto wymagało pracy wielu ludzi by przywrócić je do odpowiedniego stanu i uprzątnąć. Pracowali wszyscy, no prawie wszyscy, bo Xellos i Filia pomóc nie chcieli twierdząc, że nie mogą. Oczywiście było to wierutną bzdurą a prawda była taka, że mieli sporo radości z obserwowania wysiłków ludzi. Całe szczęście nawet bez ich pomocy Sailune wracało do dawnej świetności w rekordowo krótkim czasie. Większy problem stanowiły sprawy polityczne, które naprawdę się skomplikowały z powodu śmierci księcia Philionela, który na swoje nieszczęście poległ w walce w terminie, którego nie uwzględniała gwarancja Maut. Następczynią tronu była oczywiście Amelia, ale koronacja wymagała uruchomienia wielu skomplikowanych procedur i obecności najważniejszych osobistości w kraju. A jak na nieszczęście brakowało wszystkiego, czego by wyżej wymienione procedury mogły wymagać. Kapłanów, parlamentarzystów, pech chciał, że katedra była w opłakanym stanie i nawet koronę wcięło. A na domiar złego doradcy uparli się, żeby Sailune stało się za jednym zamachem z księstwa królestwem, co jak powszechnie wiadomo do rzeczy prostych nie należy-raczej do tych zawiłych.

Wojska sojuszników stacjonowały pod murami Sailune jeszcze przez parę dni, więc i to stanowiło nie lada problem, zwłaszcza dla mieszkańców, którzy właśnie te wojska wykarmić musiały. Problem był też z Akkarą, bo ta nalegałaby w tej chwili utworzyć unię, więc dodatkowo Amelia gościła Astata i Fern i cały ich przeciętny inaczej dwór. Jednym słowem wszystko, ale to wszystko trzeba było zorganizować, przygotować, wykonać, zatwierdzić i Bogowie sami wiedzą, co jeszcze.

Z tego też powodu przyjaciele rzadko widywali Amelię, Zelgadisa i Linę. Dwójka przyjaciół pomagała dziewczynie w załatwieniu wszystkiego w jak najkrótszym czasie. Xellos, Filia i Goury uznali, ze zostaną w mieście do koronacji Amelii a potem razem, z Zelem i Liną pójdą odprowadzić Filię.

Kapłani przechadzali się całymi dniami po białym mieście, czasami pomagając czasami wręcz przeciwnie. Owo wręcz przeciwnie niestety zdarzało się coraz częściej, więc większość dni Xellos i Filia spędzali na pagórku położonym niedaleko miasta, w cieniu liści starego dębu.

- I jak się czujesz?- Zapytał Filię któregoś popołudnia Xellos. Dziewczyna posłała mu zdumione spojrzenie.

- Jestem szczęśliwa. - Powiedziała powoli. Xellos uśmiechnął się w ten sposób będący prośbą o rozwinięcie wypowiedzi. Wciąż nie wszystko rozumiał.- Tak jakbym cieszyła się wiosną, która nadeszła po bardzo długiej i meczącej zimie i razem ze śniegiem spłukała wszystkie brudy. - Dodała, po czym uważnie przyjrzała się kapłanowi.

- A ty?- Zapytała. Xellos uśmiechnął się ponownie i zamiast odpowiedzi położył się pod drzewem patrząc na promienie słońca przebijające między młodymi liśćmi.

- A ja?- Powtórzył.- Może też jestem na swój własny sposób szczęśliwy? Chociaż nie powinienem się cieszyć szczęściem, które nie jest moje. To tak jakbym dysponował nie swoim bogactwem.

- Nie twoje? Co masz na myśli?- Zapytała, ale Xellos nie odpowiedział tylko wciąż z uśmiechem patrzył się na liście migające w promieniach słońca.


Niestety szczęśliwe dni w Sailoon szybko mijały, może nawet za szybko? Miasto już ledwo pamiętało, że jeszcze dwa miesiące temu było ruiną. Teraz ponownie dumnie górowało nad zielonymi równinami, świecąc bielą jeszcze czystszą niż poprzednio. Promienie słońca oświetlały mury tak, że blask Sailune widać było w promieniu wielu kilometrów. Miasto odżyło, wokół pojawiały się nowe wsie, zagrody, budowano kolejne drogi no i ku powszechnej radości gawiedzi(tj. Liny i Gourego) zajazdy. Dział się istny cud odbudowy, więc mówiono nawet, że sami bogowie pomagają ludziom. Wszystko wracało do starej, dobre, rozwleczonej i nudnej normy. I nawet kryształ zniknął, więc ludzie już mieli pełne prawo by już zapomnieć. Wszystko rosło znacznie wspanialsze i zdrowsze niż poprzednio, budowle były ładniejsze, drogi nowsze tak, więc ogólna radość nie ustawała już od dłuższego czasu i zmywała wszystkie nieprzyjemne wspominania.

Jedynie Xellos i Filia przyglądali się temu wszystkiemu ze swego rodzaju rozżaleniem i rezerwą, bo oni już o przeszłości nie potrafili zapomnieć. Przechadzali się uliczkami miasta, wspominają, rozmawiając i tak jak mają to w zwyczaju wieczni, obserwując. Nie rozmawiali ani dużo ani często, po tym wszystkim, co przeszła cała szóstka, nie musieli. To tak jak w tym przysłowiu z dwoma łysymi końmi.

Pewnego razu Lina, w poszukiwaniu Filii i Xellosa zapuściła się aż do najstarszych części miasta, i tam właśnie zastała parę kapłanów przy fontannie. Z początku nie bardzo mogła uwierzyć własnym oczom i sądziła, że się pomyliła, lecz gdy podeszła bliżej przedziwny obraz, który ujrzała okazał się być prawdą.

Filia i Xellos siedzieli na kamiennej ławce, spokojnie, oparci o siebie plecami każde zbyt zajęte własnym interesem by zwracać na siebie jakąś szczególną uwagę. Wiedźma zaśmiała się widząc ich tak niecodziennie pogodzonych ze sobą nawzajem.

- Hej gołąbki.- Krzyknęła podchodząc do nich.

- Cześć Lina.- Odpowiedzieli jednocześnie tym samym znudzonym głosem. Czarownica przystanęła i przyjrzała się im uważnie.

- Co raz bardziej przypominacie rodzeństwo. - Powiedziała.

- Carpere tractum.- Rzucił Xellos przypominając o ich połączeniu.

- Co, pogodziliście się z tym?- Zapytała Lina.

- A mieliśmy wybór?- Odpowiedziała pytaniem na pytanie Filia.- Po prostu uznaliśmy, ze to najlepsze wyjście.

- Zachowywać się jak bliźnięta?- Zdziwiła się czarownica.

- Carpetre tractum.- Powtórzyli ponownie. Lina zrobiła głupią minę i pomachała ręką.

- No nie ważne, tym mniej problemu dla nas.

- A o co chodzi?- Zapytała Filia odrywając wreszcie wzrok od książki, którą czytała.

- Amelia chce, prosić was o przysługę.-

- A, mamy się wynosić.- Westchnęła dziewczyna, sądząc, że wreszcie spotkała ich kara za ich złośliwe zachowanie.

- Nie.-

- Wypasać krowy?- Zapytał Xellos.

- Nie bądź głupi.

- No to, czego od nas zwykłych nieśmiertelników chce taka osoba jaj jej wysokość Amelia?- Zapytał.

- No właśnie.- Powiedziała Lina i skrzyżowała ręce na swej płaskiej piersi,

- Co no właśnie?

- No właśnie, potrzebuje kogoś, żeby być tą „jej wysokością”

- Kapłanów?- Zapytała Filia.

- Tak.

- Dlaczego nam to mówisz?- Zdziwił się Xellos obdarzając wiedźmę znacznie większym zainteresowaniem niż na początku rozmowy.

- O Bogowie chyba każdy facet ma w sobie coś z Gourego.- Jęknęła Lina mierzwiąc sobie grzywkę.

- Może, dlatego, ze Goury też jest facetem?- Zapytał kapłan uśmiechając się złośliwie.

- Nie bądź taki mądry, bo powiem Amelii, że odmówiliście zaszczytu koronacji królowej.- Zagroziła.

- Ale my nie odmawiamy!- Krzyknęła Filia.

- To dobrze.- Mruknęła Lina.- Bo mam już dosyć biegania.

- To nie nas pierwszych pytacie?- Zdziwił się Xellos.

- Nie- odparła Lina i poszła sobie nim kapłan zdążył zadać jeszcze jakieś pytanie.

- Phi.- Mruknął i wrócił do lektury.

Koronacja Amelii odbyła się wyjątkowo na największym dziedzińcu całego Sailune a nie w katedrze(łatwo się domyślić, że nie zdążono z odbudową). Na ceremonię ściągnęli ludzie ze wszystkich wsi i miast świata wewnętrznego, a nawet z niektórych pobliskich miasteczek świata zewnętrznego tak, więc Sailune przypominało puszkę sardynek. Wielu przybyszy wdrapywało się na drzewa i żeliwne latarnie by móc lepiej przyjrzeć się ceremonii.

Dzień koronacji był piękny, słoneczny i wietrzny. Chłodny północny wiatr zapowiadał rychłe nadejście jesieni i zrzucał już pierwsze liście z drzew ścieląc je czerwonym dywanem na dziedzińcu.

W tej scenerii zebrał się tłum poddanych czekających na odprawienie krótkiej mszy, po której miała nastąpić koronacja. Pojawieniu się królowej towarzyszyły głośne fanfary oraz rozentuzjazmowane krzyki tłumów. Amelia ubrana w białą suknię na oczach tysięcy poddanych szła powoli w stronę, Xellosa i Filii, którzy trochę zdezorientowani trzymali razem koronę i z kwaśnymi minami obserwowali jak ludzie milkną czekając na koronację. Flagi z godłem Sailune łopotały na wietrze, kiedy księżniczka pochyliła głowę przed parą kapłanów. Zapadła głucha cisza, gdy uniesiono klejnot do góry. Korona założona przez demona i boga miała symbolizować czasy pełne pokoju, szczęścia i harmonii. Złoto zalśniło w słońcu, gdy Xellos z Filią wypowiadali znane im tylko starożytne błogosławieństwo nad koroną by po chwili, na oczach tysięcy ludzi, złożyć ją na głowie księżniczki. Sailune miało królową. Amelia westchnęła i podniósłszy się z kolan zwróciła się do swoich poddanych w napięciu czekających na jej słowa.

- To jest dzień, który…- Zaczęła z zamiarem wypowiedzenia pięknego i krzepiącego przemówienia,

Jednak nagle coś kazało jej przerwać. Zawahała się obserwując twarze wszystkich poddanych i zdając sobie jednocześnie sprawę, jaki obowiązek na niej spoczął. - Kiedyś nadejdzie taki dzień… - Zaczęła zastanawiając się po raz pierwszy w życiu nad sensem wypowiadanych słów - Kiedyś najedzie taki dzień, gdy człowiek będzie wreszcie w zgodzie żył z samym sobą… i z innymi.

Kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy wolny będzie dla wolności żył pojednany z braćmi swymi.

Gdy przez wzajemną zgodę mądry ład obdarzy wszystkich nas prawami, by wreszcie wolnych ludzi wolny świat mógł stać się między nami. I w wolnym świecie, chociaż ludzie są różni na ciele i duszy wzajemna równość da im siłę swą mocy ich praw nic nie skruszy. Zapracujmy razem na taką przyszłość.- Powiedziała ze spokojem i wiarą we własne słowa. Gdy słowa królowej umilkły

Rozległy się oklaski i wiwaty. W ten oto sposób zaczęły się nowe rządy ludzi, oznaczające nowe przymierza, nowe możliwości i nowe perspektywy. Wiek, który miał nastąpić później został nazwany złotym i nawet wiele lat później, dziękowano bogom za to, że pozwoli na życie w czasach, które wcześniej przeklinano.

Wiele dni hucznie świętowano zwycięstwo, koronację oraz zawarte przymierza. Jednak w ostatni tydzień lata wyprawiono Ostatni Bal, będący uhonorowaniem pamięci wszystkich, którzy polegli w walce o uratowanie Wszechziemi i jednocześnie pożegnaniem wszystkich gości, bowiem wreszcie nastał czas pożegnań i odjazdów.

W dzień balu Filia spakowała już swoje rzeczy, ponieważ następnego dnia opuszczała, Sailune. Musiała zebrać wszystko, co przez trzy miesiące pobytu w białym mieście, zdążyła porozrzucać po pokoju. Jak to z przedmiotami bywa, wiele z nich przywoływało różne wspomnienia, miejsca, ludzi a także okoliczności? Właśnie siedziała obracając w palcach podarunek od Starca z Wędrownej Góry, gdy do jej pokoju wpadła Lina.

- Hej Filia czy widziałaś moją szczotkę?- Zapytała wiedźma bezpardonowo pakując się jej do pokoju. Smoczyca pokręciła przecząco głową.

- Może Xellos ci zakosił?- Podsunęła.- Albo Goury.

- Goury na pewno nie, kupiłam mu wczoraj nową.

- Czyli Xellos.

- O czym rozmawiacie?- Głos, Xellosa dobiegł z nikąd, jednak już po chwili w pokoju pojawił się jego właściciel.

- Widziałeś moją szczotkę?- Zapytała wiedźma.

- Tak, czesze się nią codziennie.

- To oddaj.

- To była ironia.- Rzucił kapłan i wyparował. Lina burcząc coś pod nosem ruszyła na dalsze

Poszukiwania a Filia wciąż siedziała na łóżku nie mogąc pojąć tego jak wszystko szybko się zmieniło. Jeszcze parę miesięcy ratowali świat, a dziś…rozmawiali o zagubionej szczotce do włosów. To, co teraz się działo, przypominało opuszczanie wyjątkowo długich i niebezpiecznych kolonii. Wiesz, że niedługo pożegnasz się z ludźmi, których być może nigdy więcej nie spotkasz, a z którymi połączyły cię wspólne przygody i przeżycia. Wiesz, że zostawisz ludzi, których pokochałeś. Nie chcesz tego a jednak powoli pakujesz się, starając się przypomnieć sobie każdy dzień, jaki z nimi przeżyłeś, złapać go w dłonie, lecz, niestety…wspomnienia są jak woda,, przeciekają przez palce. Znowu ktoś wtargnął do jej pokoju, tym razem była to Amelia.

- O!- Przywitała ja Filia.- Część.

- Część Filio!- Amelia podeszła do dziewczyny chowając coś za plecami.- Zobacz, co dla ciebie mam.- Powiedziała pokazując jej małe jajko smoka.

- Na bogów!- Wykrzyknęła uradowana.- Już się bałam, że jutro będę musiała się o nie upominać. Tak bardzo ci dziękuję, że zapewniliście mu obronę.

- Nie ma, za co, przecież opieka nad jajkiem to obowiązek nas wszystkich, nie tylko twój.- Powiedziała z uśmiechem- Wybacz, ale teraz muszę uciekać. Do zobaczenia wieczorem.- Dodała i wybiegła z pokoju.- Filia pokręciła z uśmiechem głową i przytuliła małe jako. Nie łudziła się, że Vaal wykluje się przez ten rok, tak, więc nie miała wyrzutów, że go zostawiła. Na pewno tu był bezpieczniejszy niż w drodze i chociaż to było tylko jajko, cieszyła się, że wreszcie ma je w swoich dłoniach.

- Poleżysz tutaj jeszcze jedną noc. - Powiedziała kładąc jajko na jedwabnej chustce.- Trzeba się od czasu do czasu zabawić.

- Właśnie trzeba się zabawić.- Zawtórował jej Xellos, który swoim zwyczajem pojawił się siedząc po turecku na jej łóżku.- Wiesz jak to się wiąże?- Zapytał bawiąc się czymś, z czego powinien być wywiązany krawat, lecz w chwili obecnej byłoby to trudne, ponieważ materiał był w opłakanym stanie.

- Ja?- Zdziwiła się.- Skąd miałabym wiedzieć?

- Bo w tym opowiadaniu od Liny napisali, że wiedziałaś.

- Taaa, wierz ty tym opowiadaniom.

- Mam wierzyć?!- Zdziwił się demon.

- Chodziło mi o to, ze to mało wiarygodne źródła informacji.

- To, dlaczego mówisz wierz....

- Xellos?

- Tak?

- Idź poszukaj jakiejś uroczej panienki, która ci to zawiąże dobra? Bo mnie zaraz coś rozsadzi. - Powiedziała i ściągnąwszy go pierwej z łóżka, wypchnęła demona za drzwi. Nagle znowu rozległo się pukanie.

- Czeg...- Warknęła otwierając drzwi, lecz spotulniała, gdy zastała tam tylko służącą pokornie trzymającą jedwabistą suknię- O...Eee dziękuję.- Wymamrotała przyjmując strój od kobiety.

Przymierzyła ją szybko i w momencie, gdy zobaczyła swoje odbicie, doszła do wniosku, że będzie w niej spała. Czasami miała wrażenie, że los ją okaleczył, jeżeli chodzi o piękne stroje. Ładnych sukienek nie miała nigdy, a jak już coś dostała to zaraz to niszczyła. Przyglądając się swojej nowej bladobłękitnej sukni, doszła do wniosku, że prędzej zginie niż ją zniszczy. Uśmiechnęła się zalotnie do swojego odbicia i poprawiła włosy. W tym czasie Lina spokojnie upinała fryzurę, gdy nagle do jej pokoju zwaliła, dosłownie zwaliła, bo wpadli przepychając się przez próg, się jej trójka przyjaciół. Znaczy... Goury, Xellos i Filia.

- Gdzie Ame i Zelgadis? - Zapytała odrywając wzrok od lustra.

- Jak to gdzie?- Zdziwiła się Filia.- Witają gości.

- Zelgadis też?

- Zelgadis musi pomagać Amelii.- Powiedział Xellos przedrzeźniając Zelgadisa.

- No cóż…- Westchnęła wzruszając ramionami.- To i my idziemy, co Goury?- Zapytała chwytając szermierza pod ramię.

Tego wieczora tak jak rok wcześniej w Wielkiej Sali zebrały się wszystkie ważniejsze osobistości całego wewnętrznego i tym razem też zewnętrznego świata. Tak, więc pojawili się nie tylko Astat z Fern, ale też przedstawiciele z gildii kupców, Jamy Baltazara, Alware, Smoki a nawet Shinigami w towarzystwie swojej pracodawczyni(tych dwóch Lina i Goury unikali jak ognia). Sala była wypełniona samą śmietanką towarzyską, królewską oraz elitą bohaterów z Liną Inverse na czele. Jedynie Xellos i Filia się nie pojawili, chociaż wcześniej wszystko wskazywało na to, że przyjdą. Dopiero po wielu godzinach Lina zauważyła, że włóczą się po parku ignorując zarówno siebie jak i resztę świata.

Sam bal, łatwo się domyślić, udał się i bez towarzystwa pary kapłanów a zabawa upłynęła na licznych toastach, powieściach i tańcach. Orkiestra łaskawie nauczyła się w ciągu tego roku czegoś innego niż walc, więc teraz repertuar popisowych numerów rozszerzył się do paru nowych układów, których i tak nikt nie potrafił zatańczyć i wszystko trzeba było wymyślać od podstaw.

W pewnym momencie bal został przerwany przez jakiś nieziemski huk. Dźwięk przypominający walkę na miecze, kłótnię Xellosa i Filii, walce się domy i ryki bawołów jednocześnie, dobiegał z końca sali.

- I to jest muzyka!- Krzyknęła Śmierć, poczym krzyknęła „pogo!!!” I rzuciła się na Shinigami. Ku ogólnemu zdziwieniu zarówno muzyka jak i taniec spotkały się z wielkim uznaniem ze strony tłumu i już po chwili wszyscy skakali w rytm muzyki popychając się nawzajem i tworząc niebywałe zamieszanie. Huk i raban, jaki dochodził z sali zaciekawił nawet Filię i Xellosa i po chwili para kapłanów pojawiła się w drzwiach sali ze zdumieniem patrząc na rozradowany tłum szlachciców, królów, książąt oraz innych gości skaczących opętańczo do rytmów szalonej muzyki.

Xellos podszedł do stołów w poszukiwaniu jakiejś cieczy zdatnej do picia, gdy nagle jego uwagę przykuł maleńki woreczek leżący na stole. Podszedł bliżej i obejrzał uważnie z każdej stron… niewątpliwie była to herbata. I to nie byle, jaka herbata. Gestem przywołał Filię i pokazał znalezisko, jednak, gdy już sięgali po woreczek, ten odskoczył.

- Co jest?- Warknęła Filia i podbiegła za woreczkiem próbując go schwycić, lecz ten znowu odskoczył. Cała sytuacja powtórzyła się parę razy, gdy nagle para kapłanów zorientowała się, że są na balkonie, a przed nimi stała:

- Amelia?- Zdziwił się Xellos.- Lecisz z nami w kulki, czy jak?- Mruknął. Królowa zrobiła tajemniczą minę i pomachała woreczkiem, który z takim uporem ścigali.

- Dobra, czego chcesz?- Zapytała Filia podpierając ręce o biodra- Tylko bez owijania w bawełnę.

- Skąd wiesz czy coś za to chce?- Zapytał ją Xellos.

- Nie wtrącaj się w babskie sprawy, dobra?- Warknęła Filia a kapłan umilkł posłusznie się wycofując. Już dawno doszedł do wniosku, że w tych sprawach to on sobie nie poradzi.

- Widzę, że szybko się domyśliłaś Filio. To jest najrzadszy gatunek herbaty, jedyny i niepowtarzalny, rośnie w najwyższych górach.- Zaczęła Amelia uśmiechając się w bardzo paskudny sposób.

- Czego chcesz?-

- Cena będzie wysoka...-

- Tak, ale czego chcesz.

- Widzisz Filio, przed rokiem założyłam się z Liną, że ty i Xellos ze sobą będziecie.- Zaczęła Amelia, Filia spojrzała na Xellosa, który wyglądał na tak samo zdziwionego jak ona.

- Jednak wy, wykazujecie niesamowitą odporność na uczucia i jednocześnie niweczycie moje plany. Ciągnęła królowa.

- Chyba wolę żebyś nie kończyła.- Mruknęła Filia domyślając się jak potoczą się sprawy.

- Dlatego, jeżeli chcecie tą herbatę, a chcecie, to za dziesięć minut, gdy przyjdzie tu Lina powiecie jej, że OWSZEM zakochaliście się w sobie.

- Dobra!- Krzyknął, Xellos wyciągając chciwie ręce w stronę woreczka z herbatą.

- Hej zaraz!- Przerwała mu Filia- To kłamstwo! Nic dobrego z tego nie wyniknie.

- Daj spokój Filia, jedno kłamstewko.- Żachnął się.

- Nie zgadzam się.- Oświadczyła kapłanka. Amelia zamachała woreczkiem, co sprawiło, że oczy Filii zalśniły jasnym blaskiem i głośno przełknęła ślinę.

- To... Filia, wiesz jak zrobimy?- Zaczął Xellos.

- No jak.?

- Zakochamy się w sobie na te 10 min, wtedy to nie będzie kłamstwo.- Zaproponował.

- Dobra!- Zgodziła się smoczyca i wyciągnęła rękę po herbatę, jednak Amelia szybko ją zabrała.

- O nie, to nie tak Filio. Skąd mam mieć pewność?- Zapytała

- Moje słowo!!!!

- Jasne.- Mruknęła Amelia chowając herbatę za plecami. Kapłani już chcieli obiecać, że na pewno powiedzą Linie, iż są razem, lecz w tym momencie zza ich pleców rozległ się głos czarownicy.

- Tu jesteście, wszędzie was szukałam.-Powiedziała. Xellos i Filia gwałtownie się odwrócili i spojrzeli na rudą wiedźmę robiąc wszystko by wyglądać jak najbardziej naturalnie i jak najmocniej romantycznie. Niestety, słabo im to szło.

- Eee nas?- Zapytał głupio Xellos.

- Tak was.- Powiedziała Lina- Mam pytanie, wybaczcie, że tak bezpardonowo, ale to sprawa życia i śmierci, być albo nie być i mojego honoru.

- Słuchamy.- Powiedziała powoli Filia.

- Czy ty i Xellos kochacie się?- Wypaliła wiedźma. Filia spojrzała na Xellos, który wyglądał na bardzo zdeterminowanego i nieszczęśliwego. Zacisnął dłonie w pięści i nie poruszył się nawet o milimetr.

- Nie kochacie?- Zapytała Lina, lecz Amelia za jej plecami zamachała woreczkiem.

- KOCHAMY!- Szybko krzyknęła Filia.- Bardzo, bardzo.

- Tak, bardzo.- Wyjąkał Xellos z przerażeniem patrząc jak Amelia przerzuca woreczek z ręki do ręki. Lina odwróciła się, jednak królowa w ostatniej chwili zdążyła schować herbatę.

- Udowodnijcie.- Syknęła Lina.

- J j jak?- Wyjąkała Filia rozglądając się nerwowo.- Przecież powiedziałam, że, że go kocham.

- Skoro kochasz, Xellosa nie będzie ci przeszkadzało, jeżeli go przytulisz.- Powiedziała Lina z podstępnym uśmieszkiem.

- Nie, nie będzie. Prawda Xellos, że nie będzie?- Powtórzyła jak w marazmie smoczyca.

- Nie, absolutnie.-Potwierdził kapłan.

- No to czekam.- Zniecierpliwiła się wiedźma.

- N, na co?- Zapytała Filia czując, że właśnie, dlatego te małe kłamstewka są najgorsze.

- Przytul go.- Rozkazała czarownica.

- Ale...

- Przytul.- Filia podeszła powoli do Xellosa i zarzuciła mu ręce na szyje. Kapłan też ją objął i jedyne, do czego mógł porównać to uczucie to do obejmowania kłody. Lina nie wyglądała na zadowoloną, gdy para kapłanów wyszczerzyła się w przepraszającym uśmiechu.

- Skurcz mięśnia.- Powiedzieli jednocześnie. Ruda pokiwała głową.

- No to przepraszam za takie chamskie sprawdzanie.- Powiedziała. Filia i Xellos odetchnęli.- Od razu mogłam was poprosić, żebyście się pocałowali. -Wypaliła szczerząc się do nich.

- Co?!- Krzyknęła Filia.

- Co, przecież go kochasz.- Powiedziała Lina z chytrym uśmiechem, zapewne już domyśliła się, że zostali przekupieni, ale co mogli robić? Amelia stojąca za plecami wiedźmy cały czas machała woreczkiem z herbatą i kusiła. Na bogów, jak ta herbata kusiła!

- Tak, ale, Filia nie lubi pokazywać uczuć przy ludziach!- Wypalił Xellos wskazując na dziewczynę.

- Co?- Zdziwiła się smoczyca.- A tak, przy ludziach. Bardzo nie lubię.

- Nie musicie się mnie wstydzić.- Powiedziała spokojnie czarownica.- No chyba, że się NIE kochacie.- Dodała niby mimochodem. Amelia udała, że wrzuca herbatę do wody.

- KOCHAMY!- Krzyknęli szybko oboje.

- No to, na co czekacie?- Zapytała. Filia rzuciła błagalne spojrzenie Amelii, jednak ta stała niewzruszona.

- No dobra!- Warknęła- Miejmy to za sobą!- Mruknęła i przyciągnęła do siebie Xellosa całując go prosto...W policzek.

- Zadowolona?- Zapytała Linę.

- Nie.- Brzmiała odpowiedź.

- Słucham?- Warknęła Filia, która czuła jak zaczyna się wściekać.

- Pocałować w policzek to ja też go mogę. - Wyjaśniła Lina.

- No to całuj, ja tego nie lubię.- Fuknęła Filia nim zdała sobie sprawę z tego, co mówi. Xellos popatrzył na nią z niedowierzaniem.

- Nie uwierzę póki się nie pocałujecie!- Uparła się Lina opierając ręce na biodrach. Filia wlepiła zmarnowane spojrzenie w kapłana szukając jakiejś podpowiedzi na jego twarzy, ale on chyba też nie wiedział, co ma robić.

- Czekam.- Warknęła Lina, jednak oni dalej stali jak słupy soli. Lina uśmiechnęła się tryumfalnie, ale

Amelia podeszła do barierki oddzielającej dróżkę od stawu i wyciągnęła rękę z herbatą tuż nad wodą. Xellos szybko podszedł do Filii i ją objął pochylając się powoli i nagle Filii do głowy przyszedł świetny pomysł. Kątem oka widziała jak Amelia wytrzeszcza oczy z niedowierzania…ale co tam. Niech wie, co potrafią zrobić dla herbaty.

- No i?- Zapytała Filia z dumną miną.

- Niezła z ciebie aktoreczka.- Powiedziała Lina zadzierając dumnie głowę.- Bardzo, bardzo zdolna.

- Słucham?- Zapytał Xellos z niedowierzaniem.

- Nie zgrywaj głupka, nie pocałowaliście się.- Wyjaśniła Lina.

- Jak nie? Gdzie ty masz oczy?- Warknęła Filia.

- Tam gdzie trzeba skoro zauważyłam, że nie był prawdziwy. Tak na prawdę amatorski.- Rzuciła

Lina.

- A przed chwilą mówiłaś, że jestem dobrą aktorką.- Mruknęła pod nosem Filia.

- Udawaliście. To jasne jak Słońce. Każdy potrafi pocałować w kącik ust. To się nie liczy.- Powiedziała Lina ciesząc się wrażeniem, jakie wywierają na kapłanach jej słowa. Xellos i Filia dalej stali obok siebie gapiąc się gdzieś nad ramieniem Liny. Ani jedno ani drugie nie miało najmniejszego zamiaru się całować. No gdyby naprawdę miały od tego zależeć losy świata to może…ale nie w takich okolicznościach przyrody, na bogów? Całować się nie dość, że z wrogiem, który jest twoim mentalnym bliźniakiem to i jeszcze mieć widownię w postaci Liny Inverse? Nie tak to się nie da. Jeszcze raz popatrzyli na królową, lecz ta niewzruszona podchodziła coraz bliżej barierki. Na twarzach pary kapłanów odmalowała się rozpacz i nagle Amelia przystanęła ze zdumienia.. W jej mniemaniu trzeba było być nienormalnym, żeby pocałować wroga dla herbaty a oni to robili...Znaczy zamierzali to zrobić, w każdym razie nie mieli innego wyjścia, bo Lina wisiała nad nimi kontrolując całą sytuację. Filia czuła jak serce wali w jej piersi jak oszalałe. Xellos doskonale wiedział, co się dzieje, gdy robi coś wbrew woli tej dziewczyny, a właśnie robił. Sam skazywał siebie na powolną śmierć. Ostrożnie objął smoczycę jednocześnie przyrzekając sobie, że nigdy więcej nie skłamie dla worka herbaty. Poczuł jak powietrze wokół niego gęstnieje i robi się gorące. Kapłanka zamknęła oczy oczekując na najgorsze i zacisnęła mocniej dłonie na ramionach(nazwijmy to poetycko) towarzysza niedoli, wzięła głęboki oddech starając się uspokoić, zadarła głowę do góry i nagle wiatr przyniósł słodki delikatny zapach bzów. Dziewczyna poczuła jak oczy nabiegają jej łzami.

- AAA PSIK!- Kichnęła z siłą małego tornado, unikając w ten sposób swojego przeznaczenia. Xellos, owszem pocałował ją, ale w czoło. Kapłan zamrugał nerwowo starając się ogarnąć całą sytuację a była ona ciekawa, bo właśnie całował się z czołem Filii.

- Ha wiedziałam!- Krzyknęła tryumfalnie Lina.

- A aaa aaapsik!!!!!- Ponownie kichnęła Filia wycierając zapłakane oczy.

- ...Bzy...-Powiedziała między kolejnymi kichnięciami.

- Że co?- Zapytała Lina.

- Ona mu uczulenie na bzy.- Wyjaśnił kapłan uśmiechając się szeroko.- Wybacz, ale nie mogę pozwolić, żeby tutaj została.- Wyjaśnił z pełną nonszalancją uśmiechając się tak jadowicie jak tylko potrafił. Gestem wskazał kichającej Filii drzwi sali balowej i jak na „ukochanego” zaprowadził damę do sali. Nim wyszli mrugnął jeszcze porozumiewawczo do Amelii i udał, że pije herbatę. Lina wlepiła spojrzenie w krzak bzu, który rósł nieopodal i zwęgliła go celnym Fireballem.

- Dzięki.- Powiedzieli jednocześnie Xellos i Filia.

- Za co?- Zapytał kapłan.

- Za to, że mnie stamtąd wyciągnąłeś, mam koszmarne uczulenie na....

- Wiem, wiem. - Przerwał jej , machając niecierpliwe ręką i z utęsknieniem wypatrując Amelii, a raczej woreczka herbaty.

- A ty...Za co dziękujesz?- Zapytała Filia uważnie przyglądając się kapłanowi. Xellos wzruszył ramionami.

- Za to, że tak dzielnie wszystko zniosłaś, że nie krzyknęłaś „a nie mówiłam”, kiedy okazało się, że miałaś rację.- Wyjaśnił, Filia uśmiechnęła się do siebie.

- A nie mówiłam?- Mruknęła i odeszła. Xellos odprowadził ją spojrzeniem i gdy tylko, zniknęła, pojawiła się Amelia.

- No tu jesteś, gdzie wy się podziewaliście?!- Powiedziała podchodząc do Xellosa- Gdzie Filia?

- Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw?- Zapytał demon bawiąc się podejrzanie wyglądającym napojem.

- Gdzie Filia? Na pierwsze wolę nie znać odpowiedzi.-

- Dlaczego?- Zdziwił się- Byliśmy cały czas tu, a Filia chwilę temu sobie poszła.

- To ją zawołaj.

- Po co...Przecież i tak nie posłucha.

- Co racja to racja?- Mruknęła do siebie królowa.- No! W każdym razie tu macie swoją nagrodę- rzuciła woreczek w stronę Xellosa- Macie podzielić się po równo, zapytam Filię czy na pewno o niej pamiętałeś.

- Nie martw się, będę.- Mruknął kapłan i przyjrzał się maleńkiemu woreczkowi, powąchał go i uśmiechnął się tak jakby właśnie osiągnął stan Nirwany.

W tym samym czasie, gdzieś na sali Goury właśnie nakładał sobie na talerz kolejną porcję ciast, gdy zauważył kroczącą ku niemu wściekłą Linę.

- Hej...Co się stało?- Zapytał, kiedy wściekły rudzielec przysunął sobie krzesło i zaczął nakładać ogromne porcje ciast i deserów.

- Xellos i Filia- Wymamrotała czarownica z pełną buzią.

- Co z nimi?- Zdziwił się Goury.

- Mówią , że się kochają.- Powiedziała Lina pomiędzy kolejnymi kęsami.

- To chyba dobrze.- Spokojnie powiedział szermierz- Eee znaczy, ja nie widzę w tym nic złego.

- Ja owszem.- Wtrąciła Śmierć uśmiechając się Gourego.

- Maut zostaw ich.- Warknęła Shinigami i odciągnęła towarzyszkę. Lina odprowadziła dziewczyny wzrokiem a potem zwróciła się do przyjaciela.

- To chyba źle. Nie rozumiesz Goury, oni się nie kochają, tylko po prostu Amelii udało się ich pierwszej przekupić.- Wyjaśniła Lina i zabrała się za nakładanie jeszcze większych porcji ciast.

- No wiesz, co, Lina.- Powiedziała głowa, Zelgadisa która wyłoniła się zza góry ptysiów, które pochłaniał rudzielec.

- Nie ładnie jest podsłuchiwać, wiesz?.- Warknęła czarownica celując w niego łyżeczką.

- Wiem - odparła głowa, po chwili za ptysiów widać już było prawie całego Zela.

- Nieładnie też jest podejrzewać kogoś o oszustwo. - Dodała chimera.

- Mówisz tak, bo bronisz Amelii.- Fuknęła ruda.

- Wcale nie.- Bronił się, Zel- Może na prawdę się kochają.

- Właśnie- zawtórował mu Goury.

- Rany chłopaki posłuchajcie samych siebie.

- Jak?- Zdziwił się szermierz. Lina puściła uwagę mimo uszu.

- Może nażarli się jakiegoś zielska?- Zaproponowała chimera.- Mało to jest takich magicznych ziółek na miłość.

- Właśnie!- Zawtórował mu szermierz.

- No niby, czego?!- Prychnęła Lina posyłając mu spojrzenie pełne pogardy.

- N na przykład r rzodkiewki.-Mruknął niepewnie Goury. Lina nie wytrzymała i rzuciła w niego ostatnim ptysiem. - Ciesz się, że to nie Fireball- warknęła. Gdzieś w oddali usłyszeli podniesione głosy pary kapłanów.

- No widzicie!- Powiedziała Lina z zadowoleniem, podniosła się i pobiegła w stronę hałasów.

- Czyli, czyli to nie była jednak rzodkiewka?- Zapytał Zelgadisa Goury.

Lina niestety nie mogła się przepchać przez tłum, więc nie dowiedziała się, co zdenerwowało demona i smoka. A szkoda, bo mieli powód do złości.

- Ta cholerna jędza!!!!- Wrzasnęła Filia

- Zabiję smarkulę, po prostu zabiję!- Krzyknął Xellos i rzucił woreczkiem o ziemię.

- Jak mogliśmy dać się tak nabrać?- Zapytała go Filia.

- Lubczyk.- Mruknął Xellos - Najsilniejsze magiczne ziele powodujące stan silnego uniesienia, ekstazy, otumanienia i zakochania.- Dodał rozcierając małe płatki, które wypadły z woreczka.- Już ja jej dam lubczyk.

- Co się stało?- Zapytała Lina, której wreszcie udało przepchać się przez dziki tłum ludzi. - Coś nie po waszej myśli, gołąbeczki?- Zapytała.

- Żebyś wiedziała.- Warknął kapłan i wyparował. Filia rzuciła rudej mordercze spojrzenie i także odeszła. Lina podniosła jeden z płatków leżący na ziemi.

- No, no...Lubczyk.- Powiedziała do siebie i zaczęła zbierać ziele z ziemi.- Trzeba cię zwrócić właścicielom, zapracowali na to.

Dalsza część balu upłynęła w prawie nie zakłóconym porządku. Amelia gdzieś wyparowała i nikt nie mógł jej znaleźć. Socki i Shinigami zaczęły się kłócić o Dynasta, który niepewnie próbował zwrócić uwagę, że nie jest przedmiotem, o który można walczyć, i nigdy nie będzie, ale nikt go nie słuchał. Lina pożarła resztę ciastek- Goury tym razem tylko się przyglądał. Pod koniec bogowie, czyli Dynast, Delphin, Socka i Sinigami gdzieś wyparowali, twierdzili, że idą na prawdziwą zabawę, więc bal zaczął trochę umierać. Nad ranem po sali wciąż kręciły się jakieś niedobitki a .Zelgadis szukał Amelii.

- W końcu cię znalazłem.- Mruknął podchodząc do księżniczki zaszytej na jednym z pięter wieży księżycowej. Królowa obejrzała się gwałtownie.

- Oh to tylko ty- odetchnęła z ulgą przykładając rękę do serca.

- Dzięki.- Powiedziała chimera.

- Nie o to chodzi, bałam się, że to Xellos.

- On cię nie będzie ścigał.- Wyjaśnił Zel.- Swoją drogą...Dopięłaś swego, prawda?

- Nie wiem, o czym mówisz.

- Wygrałaś ten zakład...Chociaż tak naprawdę Lina ma rację. Oni się nie kochają, tylko zmusiłaś ich by to powiedzieli. Takiej zagrywki spodziewałem się raczej po Linie. - Wyjaśnił Zel. Amelia wzruszyła ramionami.

- Trzeba sobie w życiu radzić...Zaraz, zaraz, skąd wiesz o zakładzie?!

- Nie trudno było zauważyć...Dziwne, że Filia się nie skapnęła.

- Tylko, Filia?- Zapytała niepewnie Amelia.

- No i Goury.

- A Xellos???

- Xellos nawet gdyby chciał to nie mógłby nie zauważyć.- Wyjaśnił Zelgadis machając ręką. - Wiedział od samego początku.

- Ale, to znaczy...- Wyjąkała niepewnie królowa. Chłopak zaśmiał się i potargał jej grzywkę.

- To nic nie znaczy...Nie znasz go?- Zapytał. - Miał z tego niezły ubaw…myślę, że nic ci nie zrobi, bo zwyczajnie jest ci wdzięczny za ten zakład.

- Możliwe.- Szepnęła Amelia- Jednak wolę posiedzieć tu jeszcze jakiś czas.

- W takim razie…Czy wolno mi towarzyszyć waszej wysokości?- Zapytał.

- Nie zadawaj głupich pytań...- Fuknęła Amelia i oparła głowę na ramieniu Zelgadisa, który usiadł obok niej.

- Zelgadis?

- Hmmm....?

- Zostaniesz?


Filia wyszła na Księżycowy Pawilon, najwyższy punkt w zamku a za razem w mieście, niewielkie miejsce głównie służące do wywieszania flag. Trudno było się dziwić jej decyzji, jako smok preferowała duże otwarte przestrzenie a nie ciasne sale balowe, w których czuła się jak w klatce. Przysiadła na jednej z krawędzi i patrzyła na rozgwieżdżone niebo. Uśmiechnęła się do siebie ciesząc się krótką chwilą samotności-, jeżeli i tej nocy dopisze jej szczęście nagle połowie jej przyjaciół przypomni się, że warto by odwiedzić zamkowe Pawilony i nici z jej planów. Po raz pierwszy w życiu chciała mieć pecha. Ale pechowi czasami trzeba dopomóc.

- Goury, czy mógłbyś zejść na dół i zapomnieć, w jaki sposób tutaj wszedłeś?- Zapytała smoczyca gdy tylko usłyszała jego kroki.

- Jasne.- Odpowiedział beztrosko szermierz- Szukam Liny zawsze wybierze głupią porę na grę w chowanego.

- Tu jej nie ma.- Powiedziała Filia dalej nie odrywając wzroku od nieba.

- Aha...No jasne. To ja...Tego...To ja idę.- Mruknął szermierz i zbiegł po schodach. Dziewczyna odetchnęła i położyła się na gładkiej marmurowej posadzce.

- Czy smoki mogą złapać wilka?- Zapytała osoba, której nawet największy pech nie odgoni. Filia uchyliła jedno oko i spojrzała na Xellosa pochylającego się nad nią.

- Ile razy mam ci mówić ty porąbany kapłanie, nie śledź mnie!- Wysyczała przez zaciśnięte żeby.

- Jasne, jasne.- Mruknął Xellos i przysiadł niej zupełnie ignorując fakt, że dziewczyna chciała pobyć sama.

- Też szukasz Liny?- Zapytała kapłanka po chwili milczenia.

- Raczej staram się jej uniknąć.- Wyjaśnił.

- Możesz spełnić jedną moją prośbę?- Zapytała Filia domyślając się, że Xellos ma zamiar zostać tu na dłużej.

- A ty możesz spełnić moją?- Odpowiedział pytaniem na pytanie.

- To zależy, jaką.

- To zależy, jaką.- Powtórzył Xellos. - Ty zaczynaj.- Powiedział.

- Czy możesz mnie zostawić samą?- Zapytała dziewczyna odnosząc dziwne wrażenie, że prosi o niemożliwe. Strasznie towarzyskim demonem był Xellos.

- Cóż, ja chciałem zapytać czy mogę posiedzieć z tobą, ale w takim razie... Muszę je zmienić na coś innego- zamyślił się kapłan.

- Nooo…- Ponagliła go Filia przerywając milczenie, ale Xellos wciąż milczał.

- No zadaj to pytanie!- Rozkazała. Kapłan uśmiechnął się i pochylił się delikatnie nad leżącą smoczycą.

- A więc…- Powiedział powoli.- Zastanawia mnie, czy wtedy, naprawdę dałabyś mi się pocałować?- Zapytał. Filia wytrzeszczyła oczy i zamrugała nerwowo.

- No…no…oczywiście, że.- Zaczęła, ale miała jakieś dziwne opory przed wypowiedzeniem prawdy. Mimo tego, zrobiła to.- Myślę, że tak. - Powiedziała. Teraz i Xellos wyglądał na bardzo zaskoczonego.

- Zmieniłaś się.- Oświadczył nagle.

- Pewnie tak.- Westchnęła i usiadła.

- Powiesz mi, co cię gryzie?- Zapytał ni z tego ni z owego Xellos. Filia zdębiała.

- N nic?- Zapytała niepewnie.

- To ja ciebie pytam..

- Nic.- Powiedziała już znacznie pewniej.

- Nie kręć.

- Nie kręcę.

- Ale ty jesteś śmieszna Filio.- Powiedział kapłan, szczerząc się do zdezorientowanego smoka. Wziął w dłonie rękę dziewczyny. - Dlaczego masz chłodne ręce?- Znowu zapytał.

- Bo tu jest zimno.- Odpowiedziała zgryźliwie Filia.

- Błąd!- Ucieszył się Xellos-, Bo coś cię gryzie, lub innymi słowy mówiąc, nie jesteś zbyt szczęśliwa.

- Hej! Przekroczyłeś limit pytań!- Krzyknęła smoczyca i zabrała rękę.- Teraz moja kolej.

- Skąd to wiesz?- Zapytała szybko.

- No wiesz...Znam jednego takiego smoka.- Odpowiedział Xellos.- Zresztą dużo czytam.

- Takich rzeczy nie powie ci ani smok ani książka.

- No to jestem dobrym obserwatorem.

- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć.- Fuknęła Filia oglądając własne dłonie.

- To nie było trudne- wyjaśnił z rozbawieniem potwór- Smok to stworzenie szczęścia, powietrza i ognia. Kiedy jest szczęśliwy, powietrze wokół niego, on sam, stają się niemalże gorące. I oczywiście na odwrót, myślisz, że nagłe ochłodzenie się temperatury wokół ciebie, kiedy tylko się pojawiam umknęło mojej uwadze.

- To nie do końca tak.- Mruknęła Filia gapiąc się na własne ręce.

- A jak?

- To nie takie proste szczęśliwy ciepło, zły zimno. Wstyd, radość, złość to są emocje, które działają tak jak u człowieka, endorfiny lub adrenalina stąd ta temperatura. No a smutek i...Aaa, co ja ci się zwierzam, co?!!!- Prawie krzyknęła. Kapłan wzruszył ramionami.

- Może chcesz.- Zaproponował.- A ja myślałem, że wszystko tak dobrze rozgryzłem.- Dodał waląc pięścią w otwartą dłoń.

- Xellos?

- Tak?

- Twoja ręka…

- Co z nią?

- No, przecież nie mogłeś nią ruszać...

- Przez tydzień.- Odpowiedział z dumą.

- Ale jak to możliwe?

- Odrobina, magii, dobrej woli- zniżył głos- i samo zawzięcia, musiałem sam nieźle ją pociąć, żeby astral naprawił ją tak jak trzeba. Widzisz Filio, smocze cechy nie zawsze są dla demona takie dobre jak się wydaje.

- To chyba jasne.- Powiedziała dziewczyna.- A myślałam, ze już nic nie da się zrobić.

- A tu proszę.- Oświadczył z zadowoleniem demon i pogładził policzek smoczycy na dowód swoich słów.

- Wstydzisz się czy jesteś zła?- Zapytał z zadowoleniem obserwując rumieniec dziewczyny.

- Skoro jesteś takim dobrym obserwatorem, sam domyśl się, co czuję. Nie muszę ci mówić.- Powiedziała nadąsana Filia i powoli wstała a wiatr rozwiał jej bladozłote włosy.

- Chyba muszę poszukać innego miejsca dla własnych myśli.- Dodała i odeszła. Xellos, lekko zszokowany odprowadził dziewczynę spojrzeniem...Znał takie jedno ludzkie przysłowie...Ciężki kamień do zgryzienia czy jakoś tak.
1 Mianem sztandaru określa się niewielki zastęp niosący sztandar...Jednym słowem nie traktować tego dosłownie, Astat nie woził ze sobą flagi, jego ludzie robili to za niego..

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.