Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Condottiere - recenzja

Autor:Grisznak
Korekta:IKa
Kategorie:Recenzja, Gry (Planszowe)
Dodany:2009-11-29 13:47:13
Aktualizowany:2013-06-22 14:40:13



Ilustracja do artykułu

Condottiere była jedną z tych gier, do których podchodziłem nieufnie. Wychowany na tradycyjnych, planszowych grach strategicznych typu Ardeny 1944 czy Bitwy II wojny światowej miałem wątpliwości, czy jest sens sięgać po karciankę tego typu i to bazującą na historii. Okazało się, że winna była osoba, która wprowadziła mnie w błąd, określając tę grę mianem strategicznej. Condottiere to bowiem typowa gra karciana, mająca z klasyczną grą strategiczną tyle wspólnego, że może leżały na jednej półce w magazynie.

Akcja gry toczy się we Włoszech czasów renesansu, kraju podzielonym na dziesiątki małych państewek, wzajemnie się zwalczających i rywalizujących o wpływy i potęgę. W licznych wojnach toczonych między tymi miastami - państwami poczesną rolę odgrywały wolne kompanie najemnicze, służące nie państwu lub idei, ale pieniądzu. Dowódcy takich oddziałów często zmieniali panów kilka razy podczas wojny, a co bardziej ambitni z nich mieli nawet okazję samemu zasiadać na tronie. W takich właśnie ludzi przyjdzie się graczom wcielić podczas gry w Condottiere. Ich celem jest zdobycie władzy politycznej w rozdrobnionych Włoszech, a osiągnąć to można tylko na polu bitwy, gdzie stare wita się z nowym, a huk broni palnej towarzyszy rżeniu koni ciężkozbrojnej kawalerii. Oczywiście, nie zawadzi mieć po swojej stronie kościoła, ale z drugiej strony - wykorzystanie choćby kurtyzan również może pomóc. Mówiąc krótko - cel uświęca środki.

W pudełku znajdziemy niewielką planszę, przedstawiającą mapę polityczną środkowych Włoch, karty reprezentujące oddziały oraz jednostki pomocnicze, a także drewniane znaczniki i instrukcję. Celem każdego z graczy jest jak najszybsze zdobycie kilku sąsiadujących ze sobą państewek i połączenie ich w jeden organizm. Na początku gry każdy gracz losuje po dziesięć kart jednostek, po czym wybierana jest prowincja, o którą toczy się walka. Gracze wykładają kolejno karty oddziałów, z których każda ma określoną siłę. Bitwę wygrywa ten, który pod koniec starcia ma najsilniejszą armię na polu bitwy. Trzeba jednak umieć rozsądnie dysponować wojskami, bo cóż z tego, że wygra się pierwsze starcie, rzucając na szalę wszystkie najsilniejsze jednostki, by potem przegrywać bitwę za bitwą? W Condottiere ważna jest gospodarka własnymi siłami. Pod koniec każdej bitwy jeden z graczy wybiera, o jaką prowincję toczyć się będzie następna wojna. Pozostali gracze muszą się zastanowić, czy opłaca im się poświęcać swoje wojska w walce o ten region, czy można też łatwo i bez walki oddać go innym. Lepiej bowiem mieć w garści mniej prowincji leżących blisko siebie i dających niezłe podstawy pod budowę państwa niż rozrzucone po całym półwyspie apenińskim posiadłości, które razem piekielnie trudno połączyć.

Każda z kart oddziałów ma liczbowo określoną siłę, od 1 do 10. To przy ich pomocy toczymy bitwy. Mamy także jednostki specjalne - bohaterów, muzyków, kurtyzany i biskupów, a także karty pomocnicze - kukły i zmiany pór roku. Dzięki kukłom możemy wycofać oddział z bitwy, zaś podczas zimy drastycznie maleje siła wszystkich walczących wojsk. Przy pomocy biskupów i kurtyzan możemy z kolei łatwiej kontrolować sytuację na planszy. Gdy tylko jeden gracz zostanie z kartami na ręce, wszyscy dobierają ich tyle by mieć znowu tyle samo co na początku, z tym, że każda posiadana prowincja zwiększa tę liczbę o jeden. O ile sama plansza jest dość prosta i schematyczna, tak grafiki na kartach prezentują się bardzo efektownie i stylowo. Klocki służące do zaznaczania podbitych prowincji są małe, dlatego lepiej na nie uważać. Pozytywem jest także niewielki rozmiar pudełka - raz, że nie zawyża ono sztucznie ceny, dwa, że sprzyja łatwemu transportowi.

Rozgrywka w Condottiere toczy się dość szybko, czas pełnej gry to od trzydziestu do sześćdziesięciu minut, w zasadzie wzrasta on wraz z większą ilością graczy. Wynika to w dużej mierze z tego, że jeśli gracze prowadzą przemyślaną rozgrywkę, to po czterech - pięciu bitwach można już określić zwycięzcę. Sztuka polega na szybkim opanowaniu dwóch prowincji i pozbyciu się reszty słabszych kart, po czym dobraniu od nowa większej niż poprzednio liczby i zmasakrowaniu przeciwników liczbą posiadanych przez siebie wojsk. Podczas bitwy warto grać ostrożnie i mieć w odwodzie kilka lepszych jednostek. Wróg ma mniej żołnierzy, ale za to silniejszych? No to zagrywamy zimę i wszystkie oddziały na polu bitwy mają siłę 1. Bitwa ma korzystny dla nas przebieg? Kładziemy na stole kartę końca bitwy i wygrywamy ją automatycznie. Jesteśmy skazani na klęskę, a nie chcemy tracić cennych żołnierzy? Używamy kukieł i wycofujemy wojaków z walki. Możliwości jest sporo. Generalnie, bliżej jednak Condottiere do typowej gry w karty niż gry strategicznej sensu stricte, gdzie na wielkiej planszy heksagonalnej przesuwamy dziesiątki żetonów.

Tym, czego zabrakło mi w Condottiere, jest urozmaicenie typów dowódców. Aż się prosi, aby dodać tu karty dowodzących z ich szczególnymi zdolnościami. Znacząco mogłoby to podnieść niepowtarzalność poszczególnych rozgrywek. Owszem, wiem, że są tacy, którzy cenią sobie absolutną równość na starcie, ale jednocześnie sprawia ona, że każda rozgrywka jest bardzo podobna do poprzedniej. To jest zresztą największa wadą Condottiere - po kilku rozgrywkach w tym samym gronie dość szybko okazuje się, że gra ta nie ma aż tak wiele do zaoferowania jak wydawało się na początku. Warto wtedy odłożyć ją na półkę lub poszukać innych graczy - dzięki małym rozmiarom i prostym zasadom nie powinno być to specjalnie trudne. Sprzyja też temu relatywnie niska cena, oscylująca w okolicach pięćdziesięciu złotych.

Podsumowując, Condottiere to gra udana, ale tylko udana, żaden cud czy rzecz z gatunku „musisz to mieć”. Jeśli interesujecie się historią tego okresu lub też wojskowości ogólnie, może mieć ona dla was dodatkowy smaczek. Proste i przejrzyste zasady niewątpliwie sprzyjają pozytywnej ocenie, ale w pewnym momencie gra staje się monotonna, a brak rozszerzeń (mimo, że gra ma niewątpliwy potencjał w tym kierunku) sprawia, że po pewnym czasie Condottiere najpewniej wyląduje na półce, by spędzić tam sporo czasu.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.