Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Dajmitoproszę

Rozdział 1

Autor:Alira14
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Fikcja, Mroczne
Uwagi:Fusion, Yaoi/Shounen-Ai, Przemoc
Dodany:2010-02-07 12:02:57
Aktualizowany:2010-02-07 12:04:57


Następny rozdział

Nie znoszę emo. Nie chodzi mi o ich sposób ubierania się czy też makijaż. Po prostu zawsze daję się nabrać na ich otoczkę. Chyba nie potrafię uczyć się na własnych błędach. Idę za nimi kilka godzin, a tu się okazuje, że ślady na rękach to od czerwonego flamastra, kulą się w sobie by być „trendy”, a ich największy problem jest taki, że matka nie chce puścić na koncert. Człowiek tu umiera z głodu, a oni wykręcają taki numer! Czemu ja się zawsze na to nabieram?!? Na samotnikach też można się sparzyć. Często się zdarza, że odcinają się od grupy nie dlatego, że czują się niechciani, ale ponieważ wolą chodzić własnymi ścieżkami. Najlepsi są ci z oczami jak ryby. Pustymi i szklistymi. Na takich nigdy się nie zawiedziesz. Ich ból jest czysty i nie do zabicia przez tabletki przeciwbólowe. Mogłabym żywić się nimi latami gdyby to nie było takie niebezpieczne. Człowiek bez pewnej ilości cierpienia zaczyna wierzyć w za dużo rzeczy... Inni ludzie też mogą być, ale muszę zdążyć zanim sięgną po pigułki. Staram się trzymać z dala, nikt nie lubi dziwolągów. A chyba nie ma większego od dziewczynki karmiącej się bólem.


***


Jak mam na imię? Imię... Nie wiem, ale jeżeli liczy się to co słyszałam najczęściej, brzmiałoby „Daito”. Skrót od „Dajmitoproszę”. Widzicie, gdy ja żywię się cierpieniem, moja mama produkowała jego nadmiar. Idealna symbioza. Problem w tym, że nie nadążałam za nią. Będąc niemowlęciem, wyssałam z niej strach o siebie, ale nie strach o mnie. Gdybym nie była przy niej, pewnie nadal połykałaby 5 opakowań różnych środków przeciwbólowych aż w końcu by umarła i po tygodniu ktoś znalazł jej ciało w kuchni, z ręką wyciągniętą po następną tabletkę. Przy mnie musiała brać tylko jedno.


***


Ojciec? Nigdy go nie poznałam. Podejrzewam, że uciekł od matki gdy tylko zorientował się z kim ma do czynienia. Niektórzy nie wytrzymują psychicznie widoku młodej kobiety jedzącej na śniadanie mleko z czerwonym i zielonym ibuprofenem zamiast płatków. Gdy mama czesała mi włosy, mówiła, że mam takie ładne po tacie.


***


Umarła, a co wyście myśleli? Że uciekłam tak jak wszyscy inni? Nie jestem tchórzem. Kochałam ją. Miałyśmy tylko siebie. Żyła by do dziś, gdyby pieprzony sąsiad nie zadzwonił do opieki społecznej. Zabrali mnie od niej siłą, mówiąc, że oddadzą mnie jak matka znajdzie pracę i poprawi warunki mieszkaniowe. Nic nie rozumieli, skończeni debile. Trzy dni później znaleziono ją martwą. Tabletki się skończyły.


***


Nie trzeba być MacGuyverem by potrafić uciec z domu dziecka. Nie jestem pewna czy potrzebny jest do tego mózg. Oni się nawet nie starali mnie pilnować. Myślę, że podświadomie chcieli się mnie pozbyć.


***


W końcu wyczuwam prawdziwy ból. Słaby, ale jednak. Mam nadzieję, że to nie jest kolejne emo. Chociaż nie wiem czy szanujący się członek tej subkultury ubrałby taki różowy sweterek. Uszyła mu babcia, czy jak? Założę się, że z przodu ma wyhaftowane misie. Brrr, ohyda.


***


Homofobia miał tego dnia wyjątkowo zły humor. Wszystko szło nie po jego myśli. Ironia trzeci raz z rzędu odwołał ich romantyczne spotkanie z powodu nowej afery politycznej. Podświadomie podejrzewał, że zimny drań zwyczajnie szuka wymówki by nie wydawać gotówki na kolację przy świecach, tylko znowu zjeść pizzę z mikrofalówki. Ups, pardon, „romantyczną włoską przekąskę”. Kanalia. Święta zakochanych nie uznaje, prezenty według niego to symbol niewolnictwa i całymi dniami w domu go nie ma. Homo zawsze sobie obiecywał, że któregoś pięknego dnia on i tarka do sera odbędą bardzo poważną rozmowę z Ironią. Niestety, wystarczyło jedno spojrzenie tych pięknych złotych oczu by mu wybaczył. Świadomość swojej żałosności jeszcze bardziej pogarszała mu nastrój. Na dodatek zauważył, że od jakiś pięciu minut idzie za nim jakiś brudny bachor. Nie potrafił określić płci. Młode to było więc „cech charakterystycznych brak”. Miało minę jakby właśnie planowało zostać męczennikiem. Lub męczenniczką. Wszystkie dzieciaki ostatnio miały niesamowicie długie kłaki... Najbardziej irytował go fakt, że to coś chyba próbowało go śledzić. Litości! W końcu nie wytrzymał i się odwrócił.

Wyłaź zza tej latarni, widzę cię. I nie gadaj idiotyzmów typu „O czym pan mówi?”, bo nie uwierzę.

Mały potwór spojrzał na niego spode łba. Mruknęło do siebie coś w stylu „Jednak bez misiów”. Czuł, że powoli dopada go migrena... Bachor nagle się ucieszył.

- O, ma pan migrenę? Świetnie!

***


Gdy już był bliski zamordowania tego wkurzającego bękarta, nagle poczuł jak ból głowy powoli znika. W rękach dzieciaka zaczęło formować się coś fioletowego, wyglądającego jak bardzo wkurzona wata. Kiedy potworek włożył sobie kłębek do ust, Homo poczuł, że przestała boleć go głowa...


***


Po zdziwionej minie blondaska wnioskuję, że widział co robię. Dziwne... Nikt wcześniej tego nie dostrzegał. Zawsze myśleli, że składam ręce w prośbie o datek. Zazwyczaj krzyczeli bym sobie poszła, lub wrzucali mi złotówkę, mrucząc „biedne dziecko”. Ten zaś, po dojściu do siebie, zlustrował mnie od stóp do głowy i rzucił coś w stylu „No nie, Pogarda się rozmnożył”, po czym dodał „Dobra rada - czatuj w okolicach przychodni to się aż przejesz. I powiedz ojcu, że wciąż pamiętam o tamtych dwóch dychach.”. Zanim zdążyłam powiedzieć, że nie znam żadnego Pogardy, zaczął iść w sobie znanym kierunku. Chciałam go olać i pójść szukać dalszych posiłków, ale...Wcześniej tylko moja matka znała mój sekret...


***


Chciał we mnie rzucić swoim glanem, nawet zaczął go zdejmować, ale zagroziłam, że oskarżę go o molestowanie jeśli mnie ze sobą nie zabierze. Szantaż kiepski, ale facet chyba bardzo się boi opinii publicznej. Miałam ochotę mu przywalić, gdy się zapytał jakiej jestem płci. Przy warknięciu, że dziewczyną, odpowiedział drań, że wyglądam na obojnaka! Lepiej, żeby w domu miał kablówkę...


***


Gdyby ktoś przyglądał się starszemu mężczyźnie, pukającemu do drzwi na czwartym piętrze, zdziwiłby się z jakim bólem jegomość patrzy na trzymane pudełko. Można by pomyśleć, że w środku znajduje się co najmniej zdechłe małżeństwo myszoskoczków. Zanim drzwi w pełni się otworzyły, wysunął paczkę przed siebie i rzekł cierpkim głosem:

-Masz. Musiałem poświęcić pieniądze zaoszczędzone na klimatyzację, by je kupić. Nie wspominając o zmarnowanym miesiącu na ich zdobycie.

- Wolałbyś zapłacić nerką?

- Jakbym zapłacił nerką, mógłbym sobie przynajmniej siedzieć w przyjemnie chłodnym mieszkaniu!

- Słoneczko, marudzisz. Daj, przymierzę.

Zanim klient zdążył cokolwiek powiedzieć, Sharkie Gogan wzięła od niego pakunek i wyjęła z niego niebieskie buty na wysokich obcasach. Badała je przez chwilę, po czym założyła i niczym zawodowa modelka przeszła w nich cały korytarz.

No, Channel wie co robi. Dobra, właź. Tylko mi nie zapaskudź dywanu swoimi buciorami. I na przyszłość - zmień wodę kolońską. Zapach piżma był modny stulecie temu, złotko.

Bluzgając pod nosem, mężczyzna wszedł do środka.


***


Znowu ten sen. Co noc śni mi się, że siedzę w tramwaju jadąc do nikąd. Mimo, że są pustki, czuję jak czyjaś teczka wbija mi się w żebro. Zezuję na dłoń trzymającą się poręczy, by móc określić płeć i wiek (pomarszczone - powyżej trzydziestki, żółte paznokcie - cholerny emeryt). Niestety, w świecie rękawiczek trudno to rozpoznać. Duża dłoń, pewnie mężczyzna. I wtedy dostrzegam jego ból. Zaczynam się dusić ze strachu. Jem go jak najszybciej, bo wiem, że jeśli tego nie zrobię, ten człowiek kogoś zabije. Ból go do tego zmusi. Nieważne ile pochłonę, on wciąż produkuje więcej i więcej, więc staram się przyśpieszyć, zdążyć zanim wysiądzie. W każdej porcji czuję jak jego cierpienie przeistacza się w czystą nienawiść, żądzę mordu. Jestem już pełna, ale do samego końca walczę z tym. Muszę to zjeść zanim zamieni się w czyn. Zanim zamieni się w śmierć. Słabo mi, z oczu płyną łzy. Nie zdążam, nigdy nie zdążam. Wychodzi z tramwaju i zabija swoją żonę, po czym popełnia samobójstwo. Niemowlę oszczędza. Tak przynajmniej piszą w gazecie.


***


Zaczynał zastanawiać się jak wytłumaczy Ironii, że na ich kanapie leży ba...zaraz...Jak się zmruży oczy, wygląda trochę jak kot perski...Ta sama ilość futra i nawet śpi podobnie... Nie, Ironia nie jest głupi, żaden szanujący się kot tak nie pachnie. Był prawie pewien, że kolor skóry nie powinien być brązowo-szary z lekką domieszką spleśniałej zieleni. Kiedy ten dzieciak ostatni raz się mył?!? Przecież co ulica są jakieś fontanny! Postanowił przemyślenia odłożyć na bok, zrelaksować się, a jak będzie okazja wrzucić potworka do wanny z ciepłą wodą. Przy odrobinie szczęścia się rozpuści... Homofobia należał do dziwnego gatunku istot uwielbiających myć naczynia. Nie potrafił sobie wyobrazić lepszego odstresowywacza niż wyżywanie się na skrawkach przypalonej jajecznicy z patelni. Gdy już płukał ostatni kubek, usłyszał przeraźliwy wrzask z dużego pokoju. Zaskoczony, upuścił naczynie na podłogę. Szlag, to ten z kolekcji Ironii. Znowu będzie trzeba zamówić identyczny na allegro i modlić się by tamten nie robił sobie swoją słynną Kawę Na Słodko W Specjalnym Kubku Zwycięzcy (za każdym razem gdy słyszał tę nazwę, Homofobia starał się sobie przypomnieć za co do cholery go kocha). Wrzask powoli cichł, zupełnie jak kończąca się piosenka. Powtórzył sobie dwadzieścia razy „nie wolno zabijać dzieci tylko dlatego, bo są wkurzające” i poszedł sprawdzić czemu ta mała tak krzyczy.


***


- Co tak wrzeszczysz? W lustrze się zobaczyłaś?

Przylazł zwabiony moim krzykiem i patrzy na mnie spode łba. Bogowie, czy on nie potrafi się inaczej gapić?! Ma jakieś problemy z kręgosłupem czy jak?!?

- Dziękuję za troskę - odrzekłam z sarkazmem.

- Nie ma za co mała szantażystko. A teraz rozbieraj się.

- Co?!? - cholera, on naprawdę jest pedofilem?!? Na widok mojego przerażenia przewrócił oczami, mruknął coś z niesmakiem i powiedział:

- Nie będziesz mi tutaj środowiska naturalnego zanieczyszczać. Rozbieraj się i marsz do wanny!

Uspokoiłam się. To nie pedofil. Po prostu jest psychiczny. Nie czekając na moją odpowiedź, złapał mnie dwoma palcami za rękaw (ten wyraz obrzydzenia mógł sobie darować) i zaprowadził mnie do łazienki.

- Patrz, niższa formo życia. To jest mydło. Powtórz „my-dło”.

- ...To, że mieszkam na ulicy jeszcze nie znaczy, że jestem upośledzona!

-Ta, to twoja wersja wydarzeń. Wyjąłem ci szczoteczkę do zębów i moje stare ciuchy. Pożegnaj się ze szmatami, które masz na sobie, nadają się tylko do spalenia. Jak nie wymyjesz włosów minimum trzy razy to wyrzucam cię przez okno, jasne? A, pamiętaj - jeśli mój chłopak wróci i cię zobaczy, jesteś kotem perskim. Z pierdołami radź sobie sama, idę zdezynfekować kanapę.

Dziwak. Wyraźnie widać, że jestem dla niego o poziom niżej od karalucha, a z drugiej strony dał jeść i pozwolił przenocować... Chwilunia. Czy on powiedział „mój chłopak”?!


***


Sharkie Gogan starała się uchodzić za kobietę z klasą. Najlepsze ciuchy, najdroższe perfumy...Trochę jednak w tym przeszkadzały stosy opakowań po jedzeniu leżące na meblach, katalogi mody spod których nie było widać ubrań i meble z Ikei na których były wyryte notatki takie jak „kupić nową zamrażarkę na mięso” czy często się powtarzające „kupić nowy samochód, usunąć dowody rzeczowe”. Cierpienie siedział w fotelu i ze zgrozą przyglądał się temu. Mógłby przysiąc, że opakowanie po chipsach mrugnęło do niego. Zamyślony podrapał się po ręce i szybko tego pożałował. Zapomniał o tych cholernych strupach! Dzisiaj rano utworzyły mu się trzy nowe plus siniak na całą nogę. Przynajmniej tym razem nic nie wyrosło na twarzy. Gdy miał na policzkach ślady a la „kot pomylił mnie ze swoim drapakiem” musiał nosić maseczkę higieniczną. Do dziś pamiętał jak ktoś zadzwonił na policję i musiał tłumaczyć się, że nie jest zboczeńcem tylko ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Poczuł się nieswojo, chyba nawiązał kontakt wzrokowy z sernikiem.

-Możesz przestać patrzeć się na mój deser? Jak chcesz kawałek to wyjmij sobie z lodówki.

Starszy mężczyzna wzdrygnął się na samą myśl, że można zjeść coś tak ruchliwego.

-To się lepiej pośpiesz, bo zaraz ci ucieknie - mruknął pod nosem i dodał głośniej - Co ty tak długo robisz?!

- No jak to co? Dobieram dodatki do moich nowych butów!

- Słucham?!?

- No nie marudź, już prawie skończyłam. Matko, ale z ciebie zrzęda.

Cierpienie złapał się za skroń. Czuł nadchodzącą migrenę i był prawie pewien, że rośnie mu nowy guz na głowie.

Czy w ciągu tego czasu gdy zbierałem pieniądze na te przeklęte szpilki, zrobiłaś COKOLWIEK w mojej sprawie?

- Złotko, rozmawiasz z zawodowcem. - Sharkie usiadła na oparciu tego samego fotela na którym siedział jej klient, złapała za ciastko i w ciągu sekundy je pochłonęła. Cierpienie mógłby przysiąc, że słyszał jak sernik szeptał „ratuj mnie”.

- Z tego co sprawdziłam, twoją zgubę ostatni raz widziano jakieś dwa lata temu, po czym znikła bez śladu. A przynajmniej bez śladu widocznego dla ludzi. Z tego co udało mi się znaleźć i wyczytać między wierszami... - kobieta-rekin włożyła rękę pod kanapę i wyciągnęła spod niej mapę - twoje maleństwo ostatnimi miesiącami, najczęściej przebywało tu, tu i tu. Jednakże, jakieś dwa tygodnie temu jej działalność zmniejszyła się niemalże do zera. Będę musiała przepytać kilka znajomych z ulic, może nawet pójść do piekła sprawdzić ich kartoteki. To trochę potrwa.

Mężczyzna zaczął się wiercić na fotelu, miał skwaszoną minę.

-Nie możesz po prostu cofnąć się dwa tygodnie temu do miejsca, gdzie ostatnio była widziana?

- Słoneczko ty moje, mogę przyśpieszać, ale cofanie się to zupełnie inna szkoła jazdy. Gdybym wiedziała gdzie będzie powiedzmy, za miesiąc, mogłabym tam pójść i przyśpieszyć akcję. W drugą stronę tak bawić się nie umiem... Czy ty miałeś ten guz jeszcze minutę temu?

Cierpienie zaklął i poprosił Sharkie o jakiś środek na ból głowy.


***


Byłam na etapie suszenia włosów (świr co chwilę przychodził i krzyczał, że mam wymyć włosy trzy razy, albo skok przez okno, geez), gdy usłyszałam jakieś kroki i wrzask:

KOCHANIE, NIE WCHODŹ TAM!!! - i nieślubne dziecko kota z Chessire otworzyło drzwi do łazienki. Dziękowałam Bogu, że minutę wcześniej jednak założyłam tę obrzydliwą koszulkę w zielone słoniki (wszystkie ubrania robi mu babcia-daltonistka czy jak?!?). Przynajmniej to nie ja czułam się głupio (No, mniej głupio od niego. Te słoniki mają fioletowe skrzydła). Przez chwilę mierzyłam się wzrokiem z nowym świrem. Albo ma bardzo drastyczny przypadek marskości wątroby, albo zainwestował w żółte szkła kontaktowe. Źrenice jak u kota, włosy jak brązowe kocie futro... Mamuniu, ten facet ma nawet pazury zamiast paznokci! O, chowa je w opuszki palców tak samo jak kot... Z kim jego matka sypiała i czego się naćpała by chcieć się z jego ojcem przespać?!? Podrapał się za uchem (dziwne, ludzkie) i mruknął w stronę białego jak ściana, świra numer jeden:

- Wiesz, jak wczoraj marudziłem, że chcę zwierzaka, nie miałem na myśli „idź ukraść coś sąsiadom”.

- No wiesz?!? Jakbym miał kraść wybrałbym coś ładniejszego! Samo za mną polazło!

- Znowu rozrzucałeś okruszki chipsów na wszystkie strony zamiast jeść jak człowiek, to polazło...

Nie jestem geniuszem w sprawach damsko-męskich, a tym bardziej męsko-męskich, ale ten z kłami chyba prowokuje blondasa celowo. Podniecać się dziwnym, idiotycznie ubierającym się facetem, który wygląda tak jakby zaraz miał eksplodować, fuj. A ja myślałam, że fetysz stóp jest dziwny...

-Jesteście gej...- zanim zdążyłam skończyć, świr numer dwa zatkał mi usta ręką i krzyknął:

Co, gejzer? Nie, nie mamy gejzera! - po czym szepnął mi do ucha - Młoda, mała rada - nie używaj tego słowa na „g”, nie chcesz wiedzieć co Homofobia zrobił skinheadowi, który go tak nazwał tydzień temu. Podpowiedź - arbuz jednak się zmieścił. - znowu zaczął mówić głośno- A w ogóle jak się nazywasz, maleństwo? Ironia jestem. Ładna koszulka.


***


Są pytania na które ludzkość prawdopodobnie nigdy nie znajdzie sensownej odpowiedzi. Pytania, nad którymi wielkie umysły tego świata długo będą się jeszcze męczyć. Od trywialnego „ kto normalny pije jogurt gazowany” do dziwacznych. W tej ostatniej kategorii siedziało „Co Ironia do diabła widzi w Homofobii”. Odpowiedź była banalna - Ironia miał przy nim zagwarantowaną rozrywkę. Gdy przeciętny mężczyzna wróci do normalnego domu jedyna sensacyjna rzecz jaka może go spotkać to zepsuty zlew lub kolejna jedynka u dzieciaka. Nuda. Gdy Ironia wracał do domu, czekały na niego tak cudowne sprawy jak: gdzie ukryć pobitego skina, jak usunąć plamy z podłogi, które wcale nie wyglądają jak ketchup, 50 kilo grzybów bo była wyprzedaż i inne ciekawostki. Teraz siedząc na kanapie przyglądał się dziecku, które zostało mu przedstawione jako „darmozjad, ale jak zmrużysz oczy to wygląda prawie jak kot perski”.

-Masz jakieś imię czy trzeba ci wymyślić? Bo wiesz, ja tam zawsze chciałem coś nazwać „Perełka”.

Dziewczynka popatrzyła na niego spode łba i powiedziała:

-Daito. I jak twój chłopak jeszcze raz nazwie mnie per „zwierzątko”, to nie ręczę za siebie.

- „Daito”? Dziwne imię. Na pewno nie wolałabyś nazywać się „Perełka”?

-... Ty robisz to specjalnie, prawda?

- Ja? Niiigdy! Jestem słodki i niewinny jak ta biała lilia w wazonie.

- Ona jest plastikowa.

- Sugerujesz, że plastik nie może być słodki i niewinny?

Jak na razie dobrze się bawił. Droczył się z dzieciakiem już dobre pięć minut i ani razu nie rzuciła w niego talerzem. Zastanawiał się czy dałoby się „Perełkę” nauczyć grać w pokera.


***


Homofobia zaś był wyjątkowo zły. Oczywiście, cała brudna robota jak zawsze spadła na niego. Kto musiał zdezynfekować kanapę? On. Kto musiał poświęcić swoje ubranie dla potwora? On. Kto nie ma już szamponu, bo bachor zużył? On. Przeklinając pod nosem, wysyłał maila, do sprzedawcy z allegro, że tak zależy mu na czasie, zamawia kuriera. Tym razem był przewidujący i zamówił dwadzieścia kubków. Pozostałe dziewiętnaście gdzieś schowa, znając życie doczekają się swojej kolejki. Zadźwięczał dzwonek u drzwi. Chińszczyzna przyszła. Przypomniało mu to o odwołanej randce i zaczął zgrzytać zębami. Czemu to zawsze on musi tracić, a tamtemu wszystko się upiecze?!?

Odebrał zamówienie i poszedł do dużego pokoju. Wściekły położył jedzenie przed Ironią.

-Masz, twoja porcja kurczaka z grzybami. - złotooki spojrzał na posiłek w tekturowym pudełku i westchnął. Wolałby coś domowego, ale miał z Homofobią niepisaną umowę - on nie sprzątał, a Homo nie gotował. Wydawało się to być uczciwe. Spojrzał na młodą i coś go tknęło.

- Ty, ona też jest głodna. Nie zapomniałeś czasem zamówić też dla niej?

- Dla mnie nie trze...- Homofobia podniósł rękę na znak by Daito nie kończyła. Powoli na jego twarzy nieśmiało zaczął pojawiać się uśmieszek, a wewnętrzne demoniki furii tańczyły ze szczęścia. Mała może jednak okazać się przydatna.

- Nie kochanie, ona się nie żywi ludzkim jedzeniem - mówiąc to, blondwłosy wziął do ręki gazetę i zaczął ją rolować. - Jej pokarm jest bardziej...wyrafinowany.

- To daj jej to czym się żywi, słyszę jak burczy jej w brzuchu! - Daito zaczęła powoli się odsuwać od Ironii. Nie była tępym dzieckiem.

- Jak sobie życzysz. - Skończył rolować gazetę i zaczął przywalać Ironii po łbie. - To za odwołaną randkę! To za zapomnienie o moich urodzinach! To za porównanie moich nowych dżinsów do dwóch zdechłych dżdżownic! To za tydzień jedzenia pizzy z mikrofali! - Na chwilę skończył i rzucił w stronę Daito:

- Młoda, najadłaś się czy mogę mu wypomnieć niezłożoną szafę?

- Eeee, nie, nie trzeba, jestem najedzona.

- Świetnie, to idę się wykąpać. Nie wiedziałem, że przywalanie komuś gazetą w łeb jest takie relaksujące!

Gdy Homo odszedł śpiewając pod nosem, Daito wnikliwie przyglądała się Ironii. Siedział nieruchomo, wciąż trzymając się za głowę. Po chwili się poruszył i jęknął:

-Gdybym wiedział, że tak będzie, schowałbym ten magazyn z lakierowanymi okładkami, a położył na stole ten papierowy...Ty, popatrz, nie odcisnęły mi się strony na czole?

- Jesteś dziwny. Normalny facet by się bronił albo przynajmniej powiedział mu, że go nie bolało, bo cały efekt tego bicia zjadłam ja.

- Po kiego grzyba mam mu odbierać rozrywkę? Chłopakowi też się coś od życia należy. Powiedział, że idzie się kąpać tak? Nie ruszaj się stąd, wracam za godzinę.

- Zamierzasz zwiać czy ja...Nie! Nie będziecie robić tego co myślę, że chcecie robić! Nie pozwalam! Jestem nieletnia! Mózg mi zepsujecie!

Ironia zerknął na Daito po czym wyjął pieniądze z portfela.

- Masz i udawaj pełnoletni dywanik. - Kierując się w stronę łazienki mamrotał radośnie „Panie, dzięki za zamki, które można otworzyć spinką do włosów.”


***


Przez chwilę zastanawiałam się czy nie skorzystać z okazji i nie zwiać, ale czym mi grozi zostanie tutaj? Płacą mi za milczenie, dają jedzenie i zostawiają samą z kolekcją horrorów. A kanapa jest dużo wygodniejsza od ławki w parku i ryzyko obudzenia się z czyjąś brudną łapą na karku jest bliska zeru. Pewnie zabrzmi to banalnie, ale liczę, że dzięki tej dwójce dowiem się kim jestem.


***


Wiedział, że kocha. Kochał tak bardzo, że musiał ją wchłonąć. Tak słodko się do niego uśmiechała, gdy pytała „czy ma ochotę na numerek”. Tak słodko się śmiała, gdy zabrał ją do swojego pokoju. Tak słodko krzyczała, gdy wgryzł się w jej kark. Tak słodko, tak słodko, krwawiła tak słodko. Jakby pił sok z malin. Płakała ze wzruszenia, że ją chce. Zlizał jej łzy i usta zjadł. Wiedział, że chce całować tylko jego. Przy dłoniach musiał powstrzymać wymioty. Nie mógł jej tego zrobić. Kochała go tak bardzo, że chciała przytulać tylko jego...

***

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • kisoyu : 2013-05-28 10:11:35
    zdecydowanie na tak

    Bardzo podobał mi się pierwszy rozdział opowiadania. Masz dobry styl i postaci są niesamowite. Przypadły mi do gustu ich imiona. Niezwykle dobre! :)

  • Gnosis. : 2012-08-30 16:50:56

    Masz fajny styl :)

  • @leksy12 : 2012-05-19 20:01:00

    Fajne opowiadanie. Przeczytam wszystkie rozdziały, bo jestem ciekawy kim tak na prawdę jest Daito.

  • psiochaa : 2012-05-15 13:05:28

    Ciekawe, interesująca para i dobra narracja, w tym wieloosobowa, co sobie cenie :-), już zabieram się za dalsze rozdziały. Przy okazji rozwalił mnie tekst z udawaniem pełnoletniego dywanika ^^

  • Intan : 2012-05-01 13:06:09
    I'm back!

    Przypomniałam sobie o tym opowiadaniu. W końcu, bo już dawno niczego nie czytałam.

    Widzę, że dwa nowe rozdziały doszły. Już się nie mogę doczekać! *zaciera radośnie łapki*

    Tak, misję odświeżania Daito czas zacząć. *w*

    Ach, o tym, że przez cały czas wyszczerz nie schodził mi z twarzy, nie muszę chyba wspominać. Toż to naturalne i oczywiste jest.

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pokaż komentarze do całego cyklu