Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Wammy's House

Biała Karta - KONIEC cz 1

Autor:Yumi Mizuno
Serie:Death Note
Gatunki:Akcja, Dramat, Kryminał, Mroczne, Obyczajowy
Uwagi:Przemoc, Erotyka, Wulgaryzmy
Dodany:2014-07-09 12:49:46
Aktualizowany:2014-07-09 12:49:46


Poprzedni rozdział

Wziąłem po prostu garść ziemi i sypnąłem nią w schodzące w dół dwie trumny. Sierpień roku 1988 odciśnie się zapewne na duszach nas wszystkich. Tego bowiem miesiąca pochowaliśmy czterech naszych.

Wzrok przeniosłem na mojego bliźniaka. Ogryzał paznokieć sfrustrowany tym, że nie ma żadnych powiązań między mną a tymi śmierciami. Pierwsza sprawa która mu się nigdy nie uda co? Nie ja zabiłem, ale …. To dziwne uczucie.

To uczucie porażki i klęski, to uczucie, że nie byłem w stanie pokonać przeznaczenia. Wzrok przeniosłem na uśmiechniętą o dziwo twarz Kiki. Cóż, przynajmniej to zyskałem.

Dziewczynka puściła się dłoni dziadka i podeszła do mnie i L

-Kogo chowamy? - Zapytała przenosząc fioletowe oczy raz na mnie, raz na brata mojego.

-A i T… Nie pamiętasz ich? - Zdziwił się L

-Tak…. nie za bardzo… -Opuściła wzrok na ziemię - Nie kojarzę niczego co miało miejsce przez ostatnie dwa miesiące…

-To tak jak ja - L ponownie popatrzył na mnie, mimowolnie wzruszyłem ramionami. - Ty coś pamiętasz… - burknął marszcząc brwi

-W przeciwieństwie do waszej dwójki mam dobrą pamięć - Wywaliłem język ale szybko go schowałem z racji miejsca.

Wtem zabrzmiał dzwon kościelny i pogrzeb się skończył. Powoli wracaliśmy do sierocińca. Podbiegła do nas S łapiąc Kiki za jedną rękę, drugą chwytając mnie w ramieniu

-Dzisiaj nie masz zamiaru świrować, co Fiołek? - Zapytała dziwnie rozluźniona

-Świro…wać? - Powtórzyła zdziwiona dziewczyna

-A no… Wiesz.. Walić głową w drzwi, paznokcie wbijać w ściany i krzyczeć jak opętana - Powiedziała ruda śmiejąc się pod nosem

-Zachowywałam się tak? -

-No! Jeszcze dwa dni temu byłaś nie swoja… - Dziewczę popatrzyło na niebo.

Kiki pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się do przyjaciółki - To nie może być. - Powiedziała spokojnie.

Zanim doszliśmy do sierocińca dyskutując rzewnie o tym co się stało ostatnimi czasy postanowiłem nakreślić sobie wszystko w głowie, by samemu nie zgubić się w faktach.

W dzień po pogrzebie R, Kiki miała przeczucie, nieomylne przeczucie, że następny będzie T.

Równie mocno przestraszona co zdeterminowana postanowiła powstrzymać rozwój wypadków i pobiegła do L. Ten nieco z niechęcią ale postanowił pomóc jej i mnie w obronie T przed … Nim…

Oczywiście sam wyżej wymieniony T nie chciał „uwierzyć” w nasze „bajeczki”.

Mimo to jednak pilnowaliśmy go. Cała nasza trójka była obok niego, a kiedy to okno otworzyło się i przeciąg się zrobił, Kiki natychmiast ruszyła w stronę okna. Wtedy to ja i mój brat spuściliśmy wzrok z malarza by zobaczyć, czy nasz Fiołek nie zrobiła sobie krzywdy przy okazji. I wtedy. Fontanna krwi oblała dziewczynę, fontanna wypływająca z tętnicy malca. U bryzgana krwią Kiki opadła na kolana otwierając usta, L w przerażeniu tego co zobaczył mało nie posikał się w spodnie, a ja. Ja wiedziałem i widziałem. Pędzel który dzierżył przed chwilą blondyn chroniony przez nas, wbity był w jego szyję, a on, topił się we własnej krwi. Ranarag stał natomiast oddalony o jakiś krok od niego patrząc nie tyle na swoją ofiarę, co na czarnowłosą dziewczynę. Wszyscy byliśmy w takim szoku, że zamiast jakoś ratować chłopaka… Siedzieliśmy.

Potem? Kiki oszalała. Gryzła wszystko i wszystkich, wbijała paznokcie w samą siebie, moje ramiona, swój kark… Oszalała, skulona gdzieś w koncie ciemnego pokoju nie chciała w niego wyjść.

Takie przeżycia dla sześcioletniej dziewczynki musiały być czymś strasznym. No i wieczór.

Poszedłem do pokoju A. Zawsze dobrze mi się z nim rozmawiało. Ale jego tam nie było. Zastałem natomiast L, wyraźnie zagubionego w swojej logiczności. To co właśnie się działo nie było spójne, jednolite, całkowite. Nie dało się zamknąć tego w równaniu matematycznym czy wykresie. Mój brat, realista, gubił się w tym, co pokazywało mu jego ciało.

Błąkał się, tak samo jak Kiki. Ale on zaczynał. Skrzywiony podszedłem do niego

-Gdzie A? -

-Wybiegł… przed chwilą… - Szepnął mój brat

Przygryzłem wargę i nie czekając na dalsze wyjaśnienia pobiegłem za domniemanym tropem A. Zawsze kiedy miał załamanie psychiczne musiał popatrzeć na świat z wysokości.

Wiedziałem przez to gdzie go szukać. Mgła spowijająca wieczorem miasto nie przeszkadzała mi, nadawała tylko dziwnego uczucia ciężkości i zgubienia się. Widząc zarysy postaci na dachu kościoła postanowiłem znaleźć się tam, gdzie ta osoba.

Nie wiedziałem jednak, że jak cień, podąża za mną mój brat i obłąkana dziewczyna. Znacznie łatwiej by mi było, gdybym… Gdybym był sam.

Potem? Rozmowa… Staliśmy na dachu. On trzymając się jedną ręką ceglanego komina, i dwójka moich przyjaciół. Zaraz… nazwałem ich… Przejęzyczenie.

-Co ty wyprawiasz A?- Krzyknąłem do niego

-Jak to co?! Myślicie że to normalne?! Że tak wszyscy umierają!? - Wykrzyczał nie odwracając się w naszą stronę

-Oczywiście że nie normalne! - krzyknął zza moich pleców L - Ale po co dawać więcej zarobić grabarzowi?! - Dodał nieco ciszej

-A…. - Patrzyła na niego Kiki padając na kolana i głośno oddychając. Znałem ten stan, zaraz odleci…

-Co ci to da że skończysz teraz ze sobą?! - Krzyczał dalej L…

-Pokonam przeznaczenie - Zaśmiał się jak wariat

-Przeznaczenia nie da się pokonać! - Tym razem głos zabrałem ja - Zostało ci jeszcze pięćdziesiąt lat życia! -

-No to całkiem sporo - Po tych słowach, wypowiedzianych szeptem i z uśmiechem na ustach, młodzieniec zrobił krok do przodu, Ruszyłem w jego stronę i złapałem się go za nadgarstek -B - Szepnął podnosząc zdziwiony głowę do góry. Był ciężki. Szybko więc poczułem na biodrach mocny uścisk bliźniaczych dłoni. A za nim, [podpełzła Kiki. Trzymałem go mocno, podczas kiedy jego dłoń zwisała jak dłoń lalki

-Nie możesz umrzeć, to nie jest twoje przeznaczenie! - Syknąłem przez żeby

-Właśnie dlatego muszę umrzeć, B… Właśnie dlatego chcę umrzeć… - Mówił dziwnie spokojnie - Śmierć nic nie boli… Po prostu jesteś i cię nie ma.. B pozwól mi umrzeć -

-Ale co nam z tego, ze umrzesz? -

-A co wam z tego ze żyję? - Odpowiedział pytaniem na pytanie

-O co ci tak naprawdę chodzi? -

-Bóg śmierci… Wiesz… Wierzę w niego… - Nie dawałem już rady… Ale trzymałem… Czułem się tak, jak gdyby moja dłoń wydłużała się wraz z sekundami dyndania A. - To on… Chcę się z nim spotkać - Mówił dalej - Więc… wybacz, ale stoisz mi na przeszkodzie - W jednej chwili otworzył szerzej oczy i uderzył mnie drugą ręką w kciuka. Sparaliżowany bólem puściłem jego dłoń, patrzyłem jak spada.

Czas stanął w miejscu, a spod A zobaczyłem czarowną plamę, Wchłonęła chłopca, i zaraz potem przepuściła jedynie puste ciało. Ciało które już martwe upadało. Dziwna chmura przeistoczyła się w tego, który zabierał nas wszystkich. Ranarag… Teraz widział go nawet L..

-Zdrajca! - Odezwała się Kiki, krzyczała. Nie koncentrowała się na A, który to z hałasem upadł na deptak, ale całe swoje emocje skierowała w stronę lewitującego nad nami Boga śmierci - Jak tak mogłeś! Ty potworze! - Po policzkach leciały jej łzy - Zaufałam ci! I jak ty mi się odwdzięczasz?! - Złapała się za głowę i ponownie opadła na kolana szepcząc do siebie, „Zdrajca, zdrajca”

Co się tyczy mojego brata, i on poczuł jak nogi mu mięknął, widziałem jak cały się trzęsie, a potem on sam opadł na kolana z otworzoną buzią patrząc na znak śmierci.

Bóg śmierci nic nie odpowiedział. Z jego peleryny posypały się tylko krucze pióra, które owinęły się dookoła nas. Potem już tylko ciemność.

Tak.

Policja nas przesłuchała, świadkowie potwierdzili że widzieli jak chcieliśmy go uratować, nikt nie zobaczył jednak Boga śmierci.

Kiedy się obudziłem w swoim łóżku, w dwa dni po tym… Usłyszałem to, czego brakowało mi tak bardzo. Na podwórzu, bawiąc się z S, Kiki śmiała się perliście, a L… On w kuckach przyglądał się szalejącym dziewczynom…

-Wymazałem im pamięć - Usłyszałem za sobą mroczny, diaboliczny głos. - A pokonał przeznaczenie…. - Dodał a gdy odwróciłem się, zobaczyłem Shinigami

-Ty.. potworze - Zacisnąłem dłonie

-A pokazał mi… że i ja mogę zmienić przeznaczenie… Popatrz na długość życia Kiki - Śmierdzący zgnilizną palec, potwór przyłożył do szyby.

Dziewczyna była daleko… Ale.. suma większa… Zdziwiony przeniosłem wzrok na Shinigami

-A…ale jak… -

-Nie tylko ona.. Przyczyni się do tego, że Zero i W przeżyją.. Ona jest - Westchnął - Czystą kartą… Zabierając jej wspomnienia o sobie… zmieniłem jej przeznaczenie… - Shinigami usiadł na moim łóżku - Los tej dziewczyny jest w jej rękach. Może umrzeć równie dobrze jutro, potrącona przez auto, jak i za osiemdziesiąt lat otoczona korowodem wnucząt w ciepłym łóżku.

-Dlaczego to zrobiłeś? - Zmarszczyłem brwi

-By pokonać przeznaczenie.. B… Ty teraz musisz pokonać swoje… - Ranarag zaczął powoli znikać, rozpływać się w powietrzu i nim zdarzyłem cokolwiek powiedzieć w przerażeniu i szoku. On już zniknął.

Pokonać przeznaczenie? Czysta karta?

…. Teraz kiedy o tym myślę.. Wydaje się to logiczne… A zarazem tak pokręcone jak jelito cienkie…

-B? - Z zamyślenia wyrywa mnie głos Zero. Blondyn trzymając pod ręką Amy patrzy się na mnie. Faktycznie, długość jego życia się wydłużyła…

-Tak, proszę pana? - Odezwałem się spuszczając szybko wzrok

Mężczyzna pogłaskał mnie po głowie - Jesteś dobrym chłopcem. Nie obwiniaj się za nic - Powiedział z uśmiechem i potem tą samą dłonią poprawił okulary

Nie odpowiedziałem. Przekroczyłem po prostu linię. Linię oddzielającą nasz sierociniec, nasz dom, od reszty świata.

Teraz, chcę w nim słyszeć tylko i wyłącznie śmiech Fiołka…. Tylko jej śmiech…

Będąc pionkiem w dłoniach szalonego losu, trzeba uważać by nie zginąć jako pierwszym, ale co się stanie, jak pionki przestaną się ruszać? I czy ta dziewczyna, jest Królową czy też pionkiem na szachownicy losu?

Nie wiem… Wziąłem głęboki oddech i popatrzyłem na zachodzące słońce.

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.