Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Ursula K. Le Guin: Wydziedziczeni - recenzja

Autor:Grisznak
Korekta:IKa
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2010-04-03 08:00:15
Aktualizowany:2010-03-22 15:32:15



Ilustracja do artykułu

Ursula K. Le Guin jest bez dwóch zdań pisarką znacząca, nieprzypadkowo określaną jako pierwsza dama fantastyki. Ma na swoim koncie kamienie milowe fantasy (trylogia Ziemiomorze) science fiction (cykl Ekumena), opowiadania (Ci, którzy odchodzą z Omelas, Szerzej niż imperia i wolniej) a nawet powieści historiozoficzne (Malafrena). Nie kryję, iż spośród kobiet piszących fantastykę, Le Guin była mi zawsze najbliższa, unikając w swojej literaturze prymitywnego feminizmu podszytego New Age (jak to miało miejsce w twórczości Marion Zimmer Bradley) czy naiwnego, kobiecego romantyzmu (obecnego w powieściach Anne McCaffrey czy Patrici McKillip). Twórczość Le Guin był zawsze mocno osadzona w realiach stworzonych przez nią światów, chłodna i intelektualna, daleka od literackich porywów serca. Co prawda, autorka nie odżegnywała się od fascynacji określonymi ideologiami, jak anarchizm czy feminizm, które nie zawsze pozytywnie wpływały na jej twórczość (dowodem niech będzie dopisany po latach ciąg dalszy Ziemiomorza), jednak najlepsze z jej dzieł wolne są od prymitywnej (by nie rzecz wręcz prostackiej) propagandy określonych idei.

Akcja Wydziedziczonych, uważanych za jedną z najlepszych powieści Le Guin, rozgrywa się we wszechświecie Ekumeny, jednak ogranicza się zasadniczo do dwóch ciał niebieskich: Urras i jej księżyca - Anarres. Około sto pięćdziesiąt lat przed właściwym czasem akcji powieści, grupa buntowników, zafascynowanych odonizmem (ideologią wzorowaną na marksizmie) opuściła kapitalistyczne Urras, by na Anarres stworzyć nowe, sprawiedliwe społeczeństwo. W wyniku tego eksperymentu powstaje naród teoretycznie pozbawiony władzy, żyjący w świecie socjalistycznej równości. Ludzie nie posiadają tu praktycznie niczego (chęć posiadania, określana mianem „egoizowania” jest jednym z największych przestępstw). Ze względu na trudne warunki, liczą się praktyczne możliwości każdej jednostki. Tradycyjne więzi społeczne ulegają rozluźnieniu (brak formalnej instytucji małżeństwa), zaś stworzony od podstaw język nie zna takich pojęć jak „więzienie”, „religia”, „pieniądze”, „armia”, „prostytutka”, „żebrak” itd. Życie tu nie jest łatwe, ale wychowywani w duchu odonizmu ludzie wierzą, że żyją w najszczęśliwszym ze światów, zwłaszcza, iż od dziecka karmi się ich propagandą przedstawiającą ojczystą Urras jako świat do gruntu zgniły, niesprawiedliwy i zły.

W takim społeczeństwie żyje Szevek - wybitnie zdolny fizyk, którego inteligencja oraz zdolności dalece przewyższają jego otoczenie. Świat, w którym przyszło mu żyć, nie ma wielkiego zrozumienia dla kogoś, kogo wiedza wydaje się być abstrakcyjna i pozbawiona praktycznego znaczenia dla ludzi, którzy każdego dnia ciężko pracują, aby przeżyć. Nawiązawszy kontakt z uczonymi z Urras, Szevek opuszcza rodzinną planetę, aby w zupełnie innych warunkach stworzyć zasadę jednoczesności, mającą zrewolucjonizować kontakty międzyplanetarne. Choć na każdym kroku odczuwał niechęć społeczeństwa, które go wydało, nasiąkł jego ideologią na tyle mocno, że próba zamieszkania w świecie kapitalistycznym może być dlań trudnym, o ile w ogóle możliwym, osiągnięciem.

Kreśląc bardzo dokładny obraz dwóch społeczeństw, Le Guin unika wartościowania. Początkowo czytelnikowi wydaje się, iż sympatyzuje ona z mieszkańcami Anarres, wszak idea anarchii była w jej literaturze obecna dość często (Dzień przed rewolucją, Ci, którzy odchodzą z Omelas). Jednak, wraz z bohaterem, czytelnik szybko odkrywa, iż owa teoretyczna równość jest tylko częściowa. Wszystkim włada tu komitet, dzieci zmuszane są do wspólnego życia i wychowywania, zaś propaganda ukierunkowuje ich myślenie od najmłodszych lat. Osoby nie godzące się z takim stanem rzeczy są zamykane w tzw. „sanatoriach”. Na takim tle bogate i dostatnie Urras wydaje się nam, podobnie jak i Szevekowi, społeczeństwem idealnym. Gdy jednak nasz bohater, traktowany z estymą i szacunkiem przez władze, dostrzega panująca tu nierówność, bez wahania opowiada się po stronie biednych - tak silnie jest w nim zakodowana idea równości, w której został wychowany.

Wydziedziczeni to rozrachunek Le Guin z anarchią. Społeczeństwo Anarres jest prymitywne, co podkreśla się w każdym jego aspekcie, od braku rozwoju myśli technologicznej po brak dbania o wygląd zewnętrzny - człowiek chcący zwracać na siebie uwagę innej osoby jest uważany za egoistę, ergo - przestępcę. W takim świecie jakakolwiek chęć wybicia się ponad przeciętność będzie grzechem, za który karą jest zamknięcie, lub, jak w przypadku bohatera, zmuszenie do emigracji. Choć Urras nie okazuje się ideałem, Szevek właśnie tam kończy swoją teorię. Ma jednak dylemat - wie, że jeśli odda ją władzom państwa, które go przyjęło, te wykorzystają ją w swoich własnych celach, niekoniecznie pokojowych i służących dobru ogólnemu.

Napisana w połowie lat siedemdziesiątych powieść chwilami trącić może myszką (futurystyczny instytut fizyki ma raptem... jeden komputer), jednak pod kątem społecznym wydaje się zaskakująco świeża. W czasach, gdy na zachodzie elity wciąż bezgranicznie wierzyły w marksizm, Le Guin, wcześniej oczarowana tą ideologią, wydała powieść daleką od apologii owej utopijnej równości. Warto zwrócić uwagę na grę słowną zawartą w tytule (której polskie tłumaczenie niestety nie było w stanie oddać). Mieszkańcy Anarres, owi tytułowi „wydziedziczeni” (dipossesed) stają się „opętani” - „possesed”. Jeśli weźmiemy poprawkę na to, że Biesy Fiodora Dostojewskiego przetłumaczono na angielski właśnie jako Possesed, otwiera nam się nowa furtka do interpretacji, wszak podobnie jak Dostojewski, Le Guin w swojej twórczości wielokrotnie analizowała wpływ otoczenia na psychikę swoich bohaterów, a i nie zaprzeczała inspiracjom wielkim badaczem mrocznych obszarów duszy człowieka. Szevekowi daleko może do Stawrogina, ale może już nie aż tak do księcia Myszkina z Idioty - idealisty, którego ludzie traktują z szacunkiem pomieszanym z pogardą dla naiwnej wiary w ideę powszechnego dobra. Zaś w świecie powszechnej równości nasz Myszkin - Szevek postrzegany jest właśnie jako Bies - Stawrogin, wroga jednostka, której działania mogą doprowadzić do katastrofalnych skutków.

Le Guin nie daje prostej odpowiedzi na wątpliwości zawarte w powieści. Oba zantagonizowane ze sobą światy starają się, ustami swoich przedstawicieli, przekonać czytelnika do swoich racji (co sugeruje konstrukcja powieści - rozdziały dziejąca się na Anarres, opisujące przeszłość Szeveka przeplatane są rozdziałami opisującymi teraźniejszość i losy bohatera na Urras). Swoistego podsumowania dokonuje pod koniec mieszkanka Ziemi, dla której obydwa ze światów są jednakowo obce. A jednak, gdy czyta się Wydziedziczonych w naszym kraju, dziś, nietrudno dostrzec w Anarres naszą przeszłość, zaś w Urras - teraźniejszość. Groteskowo a zarazem gorzko w tym kontekście brzmi wielokrotne wspominanie o Anarres jako o przyszłości - kto wie, czy nie w zamierzeniu autorki nawet nie ostrzegawczo - wszak powieść pisana była w okresie największej przewagi krajów komunistycznych w toczącej się wówczas Zimnej Wojnie.

Czy warto dziś czytać Wydziedziczonych w celu innym niż zapoznaniu się z klasyką? Moim zdaniem - warto. Spostrzeżenia natury socjologicznej są cenne i godne uwagi (jak choćby dzieci wychowane na Anarres, poprzez zabawę próbujące zrozumieć naturę więzienia, o którym w ich społeczeństwie nie ma mowy). Jako wizja przyszłości brzmi powtarzane przez rebeliantów na Urras słowo „solidarność” - które sześć lat po wydaniu tej powieści miało zabrzmieć na Wisłą jako hasło sprzeciwu wobec próby zrealizowania siłą utopii, wedle której żyli mieszkańcy Anarres.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.