Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Klucz niebieski

2. Asbestos Gelos

Autor:Socki
Serie:Slayers
Gatunki:Fantasy
Uwagi:Utwór niedokończony
Dodany:2010-06-15 08:00:38
Aktualizowany:2016-08-27 12:23:38


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Autorka lubi swoje prawa autorskie ale nie wie, czy prawa autorskie lubią ją.


A dłużej mi zmarłym

Miłą być trzeba niż ziemi mieszkańcom,

Bo tam zostanę na wieki; tymczasem

Ty tu znieważaj święte prawa bogów.

Antygona

Sofokles


Xellos ponownie się położył na trawie i spróbował zasnąć. Był pewien, że jeżeli teraz zapadnie w sen, rano budzi się w swoim łóżku a to, co widział przed chwilą będzie tylko niemiłym nocnym wspomnieniem. Wziął parę głębokich oddechów i mocno zacisnął oczy, gdy nagle nad jego głową rozległ się śmiech. Był to odgłos tak dziwny i nienaturalny, że Xellos zerwał się na równe nogi rozglądając nerwowo, lecz i tak nic nie ujrzał. A dźwięk dalej trwał, nieprzerwany, perlisty, przemykający między drzewami, męski i żeński jednocześnie i przerażający w dwójnasób. Demon gwałtownie usiadł na ziemi i potrząsną głową wciąż próbując wybudzić się z nękającego go snu. Nagle śmiech ponownie zadźwięczał wśród gęstwiny drzew, jednak tym razem był tak głośny, że wstrząsną całą ziemią.

- To nie jest sen Xellosie, mistrzu bestii - powiedział głos, który podobnie jak śmiech był trudny do zdefiniowania. Wypowiedziane słowa brzmiały tak jakby szeptał je chór przynajmniej stu mężczyzn i stu kobiet.

- To co przez całe życie,było twoim snem okazuje się być prawdą, a prawda jednak jest snem. Och, doprawdy, bogowie powinni popracować nad swoim poczuciem humoru, czyż nie? - zapytał go rozbawiony głos.

- Istotnie - mruknął Xellos obracając się wokół własnej osi.- Ale ty, nie powinieneś wygłaszać takich opinii.- Krzyknął w pustkę lasu.

- Bo?- zapytał rozbawiony głos.

- Sam jesteś bogiem - odparł bez cienia wątpliwości kapłan. Na dźwięk jego słów ziemia ponownie zadrżała od śmiechu, lecz tym razem wstrząsom towarzyszył też porywisty wiatr, który uginał wiekowe drzewa jak cienkie trzciny i z niebywałą łatwością odrywał ich drogocenne liście. Potężna chmura błyszcząca szmaragdem wzbiła się tuż nad polaną na, której stał kapłan a kiedy liście opadły oczom Xellosa ukazała się przedziwna postać. Był to najprawdopodobniej mężczyzna przynajmniej na to wskazywały szerokie ramiona i wysoki wzrost, jednak jego twarz nie miała płci, łączyła w sobie cechy zarówno męskie jak i damskie, a jednocześnie nie była twarzą człowieka. Wyglądała jak wykonana z alabastru, nie wyciosana ręką rzeźbiarza, lecz wydrążona, wyprofilowana kroplami wody, które przez wieki opływały kamień by nadać mu w końcu wygląd twarzy. Nos był mały, idealnie prosty, rysunek ust kobiecy wręcz kuszący, ale za to szczęka mocno zarysowana i kanciasta jak u mężczyzny. Jednak najdziwniejsze były oczy, pozbawione tęczówki czy chociażby źrenicy, puste tak jak u rzeźby, i mętne jak u topielca, w kolorze rybiego brzucha. Tę przedziwną twarz okalały srebrne włosy tak cienkie jak babie lato związane przy pomocy srebrnego łańcuszka w krótki kucyk. Przybysz ubrany był w kapłańskie szare szaty, ze srebrną szarfą przerzuconą przez ramiona, jednak Xellos nie dostrzegł by miał jakiekolwiek insygnia boskości i to go trochę zbiło z tropu.

- Kim jesteś?- zapytał na wszelki przyjmując pozycję obronną.

- Oh nie rozśmieszaj mnie…- westchnęła istota a jej głos tysiąca ludzi niemile wbił się w uszy demona. - Przecież sam odpowiedziałeś na swoje pytanie.

- Nie widziałem twoich podobizn w świątyniach…- powiedział ostrożnie Xellos.- Nie widzę też atrybutów boskości. Tak, więc możesz być bogiem, który z jakiegoś powodu nie jest czczony lub oszustem, który chce bym uwierzył, że jest bogiem.

- Które z nich jest prawdą?- zapytała istota.

- Ty mi lepiej na to odpowiedz - odparł Xellos. Na chwilę zapadła kompletna cisza, którą przerwał polifoniczny śmiech istoty.

- Jestem Mastem, najwyższy bóg tego świata - oświadczył i spróbował zmusić swoje boskie oblicze do uśmiechu. Xellos chwilę przyglądał się mu w milczeniu, po czym zachichotał.

- Czyli dobrze myślałem…Nie jesteś bogiem.

- Nie?

- Nie możesz nim być ponieważ, ten świat ma dualny podział władzy i oba miejsca są obsadzone. To po pierwsze. I nie możesz być którymś z dwóch najwyższych bóstw, bo oba nie żyją. To po drugie. Nie nabierzesz mnie, ten świat nie ma jednego najwyższego boga.- Powiedział szerząc się do uzurpatora w bezczelnym uśmiechu. Ku jego zdziwieniu Mastem odwzajemnił uśmiech.

- To może najwyższy czas to zmienić?- zapytał.

- Hm…możesz próbować jak chcesz- westchnął Xellos i zaczął odgarniać włosy, które spadały mu na twarz. - Nie sądzę by ci się udało, ale błogosławieństwo na drogę.- Rzucił i już miał odejść, gdy bóg ponownie się do niego zwrócił.

- Co teraz chcesz zrobić? Odejść sprzed oblicza boga?- zapytał spokojnie. Demon westchnął i obrócił się na pięcie.

- Primo, nie jesteś bogiem, tak ci się tylko wydaje. Sekundo, nie jesteś z mojego świata, więc nawet, jeżeli byłbyś bogiem nie muszę ci okazywać szacunku. A tertio to mam zamiar znaleźć coś, czym będę mógł związać włosy i odnaleźć swoich najbardziej wpływowych przyjaciół, żeby na powrót w tej zatęchłej dziurze jakoś się ustawić. Czy taka odpowiedź zadowala szanownego kolegę prawie- że- boga?

- Oh proszę…Nie mów mi, że ci na tym zależy - powiedział leniwie Mastem i powolnym krokiem podszedł do niego. Chwilę się nad czymś zastanawiał a potem zrobił w powietrzu gest jakby coś chwytał i po chwili w jego palcach wisiał cieniutki srebrny łańcuszek. Nim Xellos zdążył cokolwiek zrobić Mastem odgarnął mu włosy z karku i zaplótł przy pomocy łańcuszka w taki sam kucyk jak u siebie. Demon odsunął się ostrożnie i ponownie przyjrzał bogu.

- Nie oszukasz mnie Xellosie. Wiem, że nie jesteś tutaj z własnej woli…Nie patrz tak na mnie, czytanie w twoim prościutkim umyśle to naprawdę nic trudnego! Na czym to ja? Aha! Widziałem wielu takich jak ty, zbuntowanych przeciw swojej wiecznej naturze, zamyślonych, pozbawionych emocji…takich, których jedyną namiętnością staje się własna śmierć. Znam takich jak ty, ALE…- zachichotał i oblizał się nerwowo.- Ale ty jesteś trochę inny. Ty nie szukasz w tym sensu a metody! Logiki istnienia!- oświadczy uradowany i wykonał taki gest jakby chciał go przytulić, ale Xellos asekuracyjnie zrobił krok do tyłu. Bóg wlepił w niego spojrzenie swoich ślepych oczu- mówią, że sama Śmierć pofatygowałaby się po twoją duszę. HA! Duszę! Ale ja wiem, że ty nie masz duszy, twoje serce jest równie czarne i zepsute jak moje. Pragniesz potęgi a ja ci ją mogę dać.

- Wiesz, bez obrazy, ale potęgę to ja już mam - powiedział szybko Xellos robiąc jeszcze jeden krok do tyłu.

- Nie. Nie. Ty masz potencjał - poprawił go Mastem celując w niego palcem.- Ale z racji umowy, którą zawarłeś dziewięć lat temu cała siła, którą posiadałeś została wykorzystana na wyrwanie cię z tego świata. Po własnej śmierci wracasz tu jak nowonarodzony, jak ludzkie niemowlę... słaby jak człowiek. Przypomnij sobie.- powiedział podchodząc bardzo blisko. Stanowczo za blisko. Xellos mimo woli spojrzał w puste oczy boga i nagle w jego głowie pojawiły się wspomnienia, niewyraźne, zamglone, lecz nagle wyostrzyły się i przejęły władzę nad nim. Moment, w którym zawierał umowę z bogami zadziałał na jego psychikę niczym obuch. Następnie napłynęły kolejne wspomnienia i wnioski oraz świadomość, że oto on Xellos, tak głupio zmarnował swoją szansę i został zmuszony do powrotu. Nie było co się oszukiwać, był tu, na Wszechziemi i był bezsilny. Nie było odwrotu.

Podniósł głowę i napotkał spojrzenie martwych oczu Mastema. Bóg uśmiechnął się przebiegle.

- To jak Xellosie może masz ochotę zostać…- tu zawiesił głos-… dajmy na to Lordem demonów? - Zapytał niby od niechcenia, wyciągając do niego dłoń zakończoną nienaturalnie długimi, srebrnymi paznokciami. Xellos odwzajemnił uśmiech i uchylił oczy.

- Czego ode mnie oczekujesz…Panie?

- Zawrzemy umowę - oświadczył Mastem - Uczynię cię tak potężnym, że nie będziesz ograniczony do bytowania w tylko jednym świecie. Granice ustalone przez bogów będą dla ciebie niczym. Zrobię z ciebie włóczęgę czasoprzestrzeni.

- Domyślam się, że istnieje jakieś „jeżeli”- przerwał mu Xellos zgadując, trafnie zresztą, że nikt, bóg czy diabeł, nie ofiaruje mu niczego za darmo. Układy z bogami osobiście uważał za niebezpieczną głupotę, lecz w tym wypadku sytuacja nie pozostawiła mu wyboru. On musiał wrócić!

- Dostaniesz to, o co prosisz, jeżeli dostarczysz mi Klucz Niebieski.- Powiedział Mastem zerkając na niego znad ramienia.

- Klucz Niebieski?- powtórzył zaskoczony.- Chyba mnie coś ominęło…

- Możliwe. Ale spokojnie, zaraz to nadrobimy!

- Słucham.

- Opowiem ci historię. Wcale nie tak dawno temu, bo tylko dwanaście lat wstecz, grupa bohaterów w skład, której wchodziła trójka ludzi, jedna chimera, złoty smok i potężny demon…na pewno wiesz, o kim mówię…

- Kojarzę z opowiadań.

- Tak, więc oni, zachwiali konstrukcją całego pionu czterech światów podlegających jurysdykcji drogiej koleżanki LON i trzeba było je na nowo sklejać. Niestety ich świat został uprowadzony przez byt astralny z rasy Cieni o imieniu Bestia i o mało, co nie uległ całkowitemu zniszczeniu. Oczywiście został uratowany, ale był już tak zniszczony, że nie mógł funkcjonować tylko i wyłącznie w oparciu o wolę boga. Domyślasz się, co zrobiono?- zapytał Mastem. Xellos w milczeniu skinął głową, lecz bóg dał mu znak by powiedział, co myśli.

- Stworzono Filar. Pojedynczy, niepowtarzalny artefakt, będący podporą konstrukcji świata, stworzony na zasadach przymierza wysokiego bóstwa z istotami zamieszkującymi dane uniwersum - powiedział z spokojnie demon. - Są różne filary. W niektórych światach to prawa fizyki... w innych magiczne artefakty. Ale niezależnie od tego jak wyglądają, nie powiny wpadać w niepowołane ręce. - Dokończył. Bóg skinął głową w zamyśleniu.

- To właśnie jest Klucz Niebieski. Wyjątkowo silny, wspiera się na silnych jednostkach i niestety chroni go szereg różnych zabezpieczeń - dodał - na przykład mogą się zajmować nim tylko kapłani.

- Więc mam ci przynieść Klucz Niebieski?- domyślił się Xellos krzyżując ręce na piersi. Bóg skinął głową.

- Ty mi przynosisz Klucz, ja ci daję niewyobrażalną moc i każdy idzie w swoją stronę. Żadnych zażyłości i długoterminowych zobowiązań…nie ufam demonom.

- A ja bogom.- rzucił szybko Xellos.- Ale interes nie głupi, zgadzam się pod warunkiem, że dasz mi słowo.

- Masz słowo boga - powiedział Mastem.- Bóg nie łamie obietnic.

- Wiem, ale chciałem to usłyszeć i mieć pewność.- odparł Xellos po raz kolejny częstując rozmówcę lekceważącym spojrzeniem.- Coś jeszcze?

- Hmm…mogę cię zapewnić, że jak zdobędę władzę nad tym światem, to nie rozpętam tu piekła. Wszystko będzie tak jak było, Klucz jest mi potrzebny do załatwienia porachunków w znacznie wyższych sferach. Nikt nie ucierpi, o ile nie wejdzie mi w drogę.

- Mnie to nie obchodzi- rzucił od niechcenia Xellos.- Wystarczająco dużo walczyłem o ten świat, a ten okazał się wystarczająco niewdzięczny. Możesz robić tu, co chcesz, nie obchodzi mnie to.- Oświadczył wzruszając ramionami.

- Prawdziwy przedstawiciel swojej rasy - powiedział z zadowoleniem Mastem. Przez twarz Xellosa przeszedł nagły grymas.

- Dobrze, więc. Widzę, że umowa zawarta!- Wykrzyknął uradowany bóg nagle zmieniając temat - dla ułatwienia twojej misji użyczę ci swojej mocy. Przekracza, co prawda parokrotnie twoją starą, ale powinieneś sobie z tym poradzić. Możesz korzystać z niej bez ograniczeń, ale oczywiście jest jedno zastrzeżenie…

- No, jakie?- mruknął od niechcenia Xellos.

- W momencie, kiedy zrezygnujesz z umowy, bo oczywiście możesz zrezygnować, odbieram ci całą moc.

- Hm…brzmi logicznie - westchnął wzruszając ramionami.- Powiedz mi jeszcze gdzie ciebie znajdę?

- Za horyzontem- odparł Mastem i nim Xellos zdążył wykrztusić choćby jedno, krótkie „co”, bóg rozpłynął się w wirze z liści i nic nie wskazywało, że jeszcze przed chwilą na tej polanie był ktoś po za Xellosem.

- Rany, rany za horyzontem, co? - powiedział do siebie i nerwowo potargał grzywkę. Z niezadowoleniem stwierdził, że przez te dziewięć lat, gdy nie używał swojego ciała, włosy urosły mu nieznacznie i teraz sięgały mu ramion. Marny z nich był pożytek, ale z niego fryzjer jeszcze marniejszy i chyba dobrze zrobił pozostawiając je same sobie. Wzruszył ramionami i podniósł z ziemi sporych rozmiarów gałąź, która pod wpływem jego dotyku wyprostowała się jak struna, po chwili opadły z niej kora i liście, tak że teraz była idealnie prostym kijem, który po chwili zagiął się w kostur zakończony czymś, co mogło przywodzić na myśl tylko rozdziawioną paszczę jadowitego węża. Między jego „szczękami” zalśniła mała ciemna kulka kotłującego się i cicho świszczącego chaosu. Demon uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem. Mam styl, pochwalił siebie w myślach.

- Ale z taką mocą, nie powinienem mieć najmniejszych problemów, z dostaniem się poza horyzont - powiedział cicho i przyjrzał się uważnie kosturowi, powoli obracając go w dłoni. Stworzenie czegoś takiego, byłoby nieosiągalne nawet dla wszystkich czterech Lordów a on to zrobił, o tak o. Zadowolony był też z pomysłu wydzielenia części swojej energii i umieszczenia jej w kosturze. Jak to mawiają, przezorny zawsze ubezpieczony. Xellos nie za bardzo ufał Mastemowi i jego obietnicom, dlatego wolał zostawić sobie wyjście awaryjne. Tak na wszelki wypadek. Po chwili namysłu chwycił brzeg swojej peleryny i zaczął się zastanawiać, co zrobić z tym starym, zakurzonym strojem. Nie żeby chciał się szczególnie stroić, ale w tym wyglądał jakby wrócił zza światów.

- No to ubiór pasuje idealnie - mruknął, ale i tak postanowił zmienić strój. Głupio było mu chodzić w tym czymś. Mogły przywdziać strój ludzkiego lub smoczego kapłana, ale oni noszą sukienki a noszenie sukienki jest głupie. W końcu zdecydował się na zwykłe czarne spodnie, koszulę i kaftan przepasane fioletową tkaniną, która się pojawiła, chociaż wcale o niej nie myślał.

- I płaszcz! Płaszcz to najważniejszy element stroju!- powiedział do siebie. I pojawił się płaszcz, z tą różnicą, że osłaniał go całego, od stóp do głów. Nie znał się zbyt dobrze na kolorach, więc też stworzył czarny, ale z fioletowym podbiciem, bo lubił fioletowy.

- No a teraz…Klucz Niebieski!


Było południe. A właściwie byłoby południe gdyby na niebie było jakiekolwiek słońce. Cały świat był spowity w mroku od ponad tygodnia, ale już niedługo miało się to zmienić. Królewska karawana eskortująca Klucz Niebieski właśnie dotarła do Sinitar. Stanęła na pierwszym dziedzińcu zwieńczonym rzeźbioną bramą, za którą widać było jedynie schody. Było tak ponieważ miasto smoków nie zostało zbudowane poziomo, jak to zwykle bywa, a pionowo, jakby na piętrach. Ułatwiało to smokom dostanie się do miasta gdy były w swej prawdziwej postaci. To też tłumaczyło rozmiary budynków, które były naprawdę imponujące i ilość tarasów, na których mogła spokojnie wylądować parutonowa istota. Całe Sinitar było wyrzeźbione w górze. Tak, jedna wielka góra została zamieniona w jedno wielkie miasto. Tylko na samych szczytach pozostawiono wielkie groty, ponieważ smoki wciąż uważały groty wykopane przy pomocy pazurów za szczyt luksusu i perłę architektury.

Amelia wyjrzała z okna karety i z zachwytu wciągnęła w płuca powietrze. Wiele lat temu odwiedzili jedną z grot Sinitar, ale wtedy zasłonięto im oczy na czas całej podróży i tylko Filia ujrzała piękno miasta smoków. Teraz kiedy smoki postanowiły przystąpić do sojuszu miasto zostało otwarte dla podróżnych i każdy mógł je odwiedzić.

- Niezłe co? - zapytał Zelgadis opierając się o drzwi karety. - Co powiesz na małe zwiedzanie gdy uporamy się z Kluczem ? - Amelia popatrzyła na niego wzrokiem zdumione bazyliszka.

- Przecież i tak nas oprowadzą - odpowiedziała. - Zawsze tak robią

- No, ale sami, razem. We dwoje - zaproponował

- Zobaczymy - westchnęła Amelia nie kryjąc znudzenia.

- Zobaczymy? -

- Tak zobaczymy -

Zelgadis poczuł się lekko urażony. On tu proponuje romantyczny spacer, a Amelia stroi fochy.

- Dobra, zapomnij. Niczego nie proponowałem - burknął zanim zdążył pomyśleć. Królowa już nabrała powietrza żeby jakoś się odgryźć kiedy z oddali nadleciał znajomy głos.

- Zelgadis, Amelia! Jak dobrze was widzieć!- W ich stronę szedł nie kto inny jak Filia. W pierwszej chwili nie zdziwiła ich obecność smoczycy w Sinitar. Smok w mieście smoków, nihil novi. Poza tym wiedzieli, że Filia utrzymuje kontakt z Zehirem… jednaaaaak. Coś było inaczej. Coś w Filii. Była ubrana w strój typowy dla smoków z Sinitar, wielowarstwową suknię o prostym kształcie i bogatych zdobieniach, związaną szerokim ozdobnym pasem. Szczególnie charakterystyczną cechą tego stroju były szerokie i długie rękawy, przysłaniające dłonie. No i miała na głowie diadem. Królewski diadem. Amelia wiedziała, że to biżuteria zarezerwowana tylko dla osób związanych z rodziną królewską, bo kuła się tego gdy była nastolatką.

- Filia ! - odkrzyknęła Amelia - Nie spodziewał się zobaczyć ciebie tutaj…

- W szatach smoków z Sinitar - uzupełnił Zelgadis - Przeprowadziłaś się ? - Zapytał. Filia pokiwała głową.

- Zaraz wam wszystko wyjaśnię - powiedziała. - Ale najpierw wejdźcie do miasta. Odpocznijcie. Podróż musiała być dla was męcząca.

- Żebyś wiedziała - westchnął Zelgadis i spojrzał z ukosa na swoją żonę.

- Panienko…Panienko Filio!- nagle zza rogu wybiegła inna kobieta, sądząc po stroju służąca. Miała opaloną skórę i długie czarne włosy, związane w gruby warkocz.- Panienko Filio, książę prosił, żeby panienka nie oddalała się bez straży.- Wysapała łapiąc oddech. - A panienka cały czas biega po mieście sama! Nie wolno tego panience robić!

- Wiem, wiem Weles, ale chyba jako przyszłej królowej wolno powitać mi tak ważnych gości, prawda?- zapytała z rozbawieniem. Służąca zrobiła nadąsaną minę, ale nic nie powiedziała, za to Amelia i Zelgadis wytrzeszczyli ze zdumienia oczy.

- O… czyli też się zainteresowałaś polityką ? - zapytała królowa

- Lub Zehirem … - podsunął Zel i uchylił się przed kuksańcem, którego wymierzyła mu królowa.

- Jedno i drugie - zaśmiała Filia jak gdyby wżenienie się do rodziny królewskiej było czymś najnormalniejszym w świecie. W pierwszej chwili Amelia chciała zapytać smoczycę gdzie zgubiła swój rozum. Bo nie mogła uwierzyć, że osoba tak ceniąca sobie wolność i swobodę jak Filia, jest w stanie zdecydować się na klatkę królewskiego dwor. Z własnego doświadczenia wiedziała, że to koszmar. Bycie parą królewską niszczy wszystko. Ona, Zelgadis, jej życie…ich życie, wszystko było w rozsypce. A to, dlatego, że na dworze królewskim nie ma normalnego życia, to polityczny teatr lalek, to błąd, pomyłka! Już chciała coś powiedzieć, kiedy Zelgadis minął ją i serdecznie uścisnął rękę Filii.

- Gratuluję ci w imieniu całego Sailune, oby bogowie sprzyjali ci na nowej drodze życia - powiedział z uśmiechem i żartobliwie klepnął smoczycę w ramię

- Dobra robota. Zehir to fajny gość. -

- Eee, dzięki - odpowiedziała Filia, po czym dodała:

- Chodźcie, już wszystko przygotowaliśmy. Jego wysokość długo czekał na tą chwilę! Chodźcie, chodźcie…- ponagliła ich prowadząc w stronę wysokich schodów zaczynających się tuż za bramą. - Nie uwierzycie, kto nas dzisiaj rano odwiedził.

Wkroczyli do miasta. Było piękne, ale tego można było spodziewać się po smokach. Odkąd przy pomocy Liny odzyskali możliwość przybierania ludzkiego wyglądu odbudowali niższe części miasta i teraz Sinitar stanowił godną konkurencję dla Sailune i Akkary w wyścigu o najpiękniejsze miasto Wszechziemi. Budowle tu były bardzo wysokie, strzeliste i smukłe. Wszędzie dominowała ornamentyka o tematyce roślinnej, a chociaż wszystko było wykute w czerwonej jak cegła skale, miasto nie męczyło oczu, ponieważ było tu dużo kojącej zieleni, przede wszystkim bluszczu porastającego wszystko, co się dało.

- Przepiękne miejsce - zwróciła się Amelia do Filii. Smoczyca zachichotała.

- Zmienisz zdanie nim dojdziemy na Driael…czasami myślę, że to miasto składa się tylko ze schodów - Zaśmiała się. Rzeczywiście, nim dotarli do połowy wysokości miasta Amelia już nie mogła złapać tchu ze zmęczenia, a zostało jeszcze drugie tyle.

- Tam…- zaczęła Filia wskazując palcem na strzelistą wieżę umieszczoną prawie, że na samym szczycie góry.- Zamkniemy Klucz Niebieski. Będzie zupełnie bezpieczny a jednocześnie będzie pełnił funkcję latarni.- Wytłumaczyła.

- Piękny pomysł - pochwalił ją Zelgadis. Naprawdę niezły pomysł, pomyślał w duchu. Wędrówka po Sinitar budziła w nim mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiał piękno miasta, z drugiej strony zazdrościł i w duchu planował jak poprawić wygląd Sailune. Po pół godzinnym marszu udało im się dojść na Driael. Para królewska Sailune i ich świta dyszeli ciężko, jednak nawet zmęczenie nie zmniejszyło ich zachwytu, gdy ujrzeli okrągły, czerwony jak krew pawilon usadowiony w koronie gór. Plac z dwóch stron otaczały wysokie ściany skał porośnięte zielonym bluszczem, na samym jego środku stała wielka fontanna a naprzeciwko wykuty w skale stał pałac. Przestronny, ogromny a jednocześnie tak lekki, że wyglądał jak najcenniejsza ozdoba wykonana z filigranu a nie jak budowla wyciosana w grubej skale. Wydawało się, że tworzą go same strzeliste kolumny wyrzeźbione w brzozy, wieńczące sklepienie splątanymi gałązkami. Jednak za tymi ozdobami znajdował się solidny, warowny dwór, który tak wgryzł się w litą skałę, że jedynie zniszczenie wszystkich trzech szczytów, mogłoby pozbawić świat piękna dworu Driael.

- Na bogów - wyszeptała Amelia i już chciała powiedzieć jakiś komplement, gdy jej uwagę przykuła para ludzi siedzących na jednej z ławeczek ustawionych pod ścianą gór. Przetarła oczy i ponownie się przyjrzała rudej, chudej kobiecie i postawnemu mężczyźnie.

- To nie mogą być oni - wypaliła z niedowierzaniem.

- A jednak - zaśmiała się Filia opierając ręce na biodrach.- Lina! Goury!- krzyknęła do nich.- Ktoś chce was zobaczyć!

Dopiero kiedy Lina podniosła głowę, Amelia zauważyła jak bardzo jej przyjaciółka się zmieniła. Nie widziała jej od pięciu lat, czyli dokładnie od czasu gdy Lina i Goury wyruszyli w kolejną podróż. Nawet nie wiedziała, że wrócili. Uśmiechy na twarzach przyjaciół przypomniały jej jak bardzo za nimi tęskniła. Cała czwórka rzuciła się sobie w ramiona i przywitali się serdecznie.

- Zel ale ty się zestarzałeś ! - wypaliła czarownica zamiast słów powitania.

- Polityka - odpowiedział Zelgaids.

- Amelia - ryknął szermierz - powinnaś bardziej dbać o swojego męża!

- Dbam - ucięła zdawkowo królowa, modląc się w duchu by jej kochany małżonek nie wypalił czegoś w stylu „wcale nie”. Dzięki bogom, powstrzymał się.

- A no skoro o tym mowa - wtrącił Zelgadis - Filia, może w końcu nam wytłumaczysz o co chodzi z Zehirem ?

- A co tu tłumaczyć ? - oświadczyła zamiast Filii Lina - postanowiła wyjść za mąż i tyle. Jak ty się żeniłeś z Ame nikt nie zadawał ci takich głupich pytań.

- A szkoda… - mruknął tak żeby nikt go nie usłyszał.

- Lina ma rację - powiedziała Filia wzruszając ramionami - nie ma w tym jakiejś szczególnej filozofii. Kochamy się, więc się pobieramy i tyle. - Z tym nie mogli już dyskutować. Zelgadis w duchu się cieszył, że będzie miał starą znajomą w „biznesie”. Poza tym Zehirowi przyda się małżonka szczególnie, że sam postanowił zostać głównym kapłanem Klucza Niebieskiego, nazywanym przez niektórych Filarem. Nie była to łatwa sprawa… Klucz Niebieski jako potężny artefakt potrzebował oparcia… czegoś w rodzaju powiązania się z istotą ze świata, który wspierał. Działało to jak zakotwiczenie. Klucz dzięki temu wiedział do którego świata przynależy. Osób na tyle potężnych by zostać kapłanem Klucza było na całej Wszechziemi naprawdę niewiele. Główny kapłan Sailune, Lina Inverse, zapewne Rezo, no i Zehir właśnie.

- Przybyliście na ceremonię światła, prawda?- Zelgadisa z zzadumy wyrwał głos Amelii zadającej pytanie Linie.

- Nie. Nie wiedzieliśmy, dlaczego jest ciemno i chcieliśmy iść do was. Ale po drodze spotkaliśmy Shinigami…

- Shinigami?!- powtórzył zdumiony Zelgadis. Lina uśmiechnęła się znacząco.

- Doookładnie. Shinigami, która przyprowadziła nas tu. Tutaj za to, okazało się, że ciemno jest z powodu Klucza i nic więcej. A ja już myślałam, że szykuje się jakaś akcja, ale niestety to był fałszywy alarm. No, ale przynajmniej zostaniemy na ceremonię światła, może na ich ślub i się zmywamy, prawda Goury?

- Prawda - potwierdził szermierz.

- A gdzie jest Zehir, chciałbym mu pogratulować - zapytał Zelgadis, do którego dopiero dotarło, że król się jeszcze z nimi nie przywitał.

- Medytuje - odpowiedziała Filia.- Nie wiem czy wam mówiłam, ale postanowił zostać filarem Klucza. Nie muszę wam mówić, że ten pomysł nie do końca mi się podoba.

- To dosyć niebezpieczna fucha - powiedział Zelgadis widząc zdziwione spojrzenie Liny. Czarownica wzruszyła ramionami.

- No ale Zehir jest gość. Da radę ! - oświadczyła. Filia uśmiechnęła się i poprowadziła ich w stronę pałacu.

- Jest - przytaknęła. - Ale i tak musi bardzo się skupić na swojej przyszłej funkcji. Powinniście go zobaczyć wieczorem, a tymczasem pozwiedzajcie Dirael. Naprawdę warto. -

Wielkie rzeźbione drzwi same się przed nimi otworzyły, a gdy weszli do środka służba o mało, co nie położyła się plackiem na podłodze, tak głęboko się kłaniali, witając Filię, Zelgadisa i Amelię… i chyba też Linę i Gourego. Wnętrze jak można było się spodziewać, też było piękne. Owalne, wsparte strzelistymi kolumnami, jasne i puste. W głównej sali znajdowały się tylko dwa trony, całe mrowie służących i dworzan a poza tym nic więcej. Filia poprowadziła ich w prawo, gdzie za kolumnami okazał się być ukryty długi korytarz, którym doszli do czegoś, co przypominało zwyczajne, bardzo bogate mieszkanie. Ogromny, doskonale urządzony salon, za którym ciągnął się kolejny korytarz. Gdzieś na prawo widać było otwartą jadalnię. Filia poprosiła przyjaciół by usiedli na poduszkach i zawołała służbę by ta obsłużyła gości, sama zaś gdzieś zniknęła. Po chwili na niskim stoliku pojawiła się góra przekąsek oraz jakiś dziwny napój.

- Ognista woda - wytłumaczyła Lina wskazując na błyszczącą ciecz.- Lepiej z tym uważać.- I z tymi słowami rozsiadła się na poduszkach. Zelgadis i Amelia, chodź trochę zaszokowani, poszli w jej ślady. U nich na dworze, takie przyjęcie rodziny królewskiej byłoby niedopuszczalne. Wszystko zamieniono by w dostojną, publiczną ceremonię. A tu? Czy to możliwe, że dwór może wyglądać w ten sposób? Może gdyby przeforsować jakieś ustawy, udałoby się i u nich?

Ech, pewnie Zelgadis by się nie zgodził, westchnęła w duchu Amelia.

Nie ma szans…Amelia się nie zgodzi, pomyślał sobie Zelgadis.

Przyjaciele zabrali się do jedzenia i rozmów. Nawet nie zauważyli jak szybko mija czas. Wspominali swoje przygody, opowiadali co się u nich zmieniło. Lina jak zwykle rozpaczała nad faktem, że jest przymuszana do zamążpójścia… Amelia i Zelgadis jak zwykle kulawo tłumaczyli dlaczego jeszcze nie mają dzieci.

- Po prostu nie jesteśmy na to gotowi - powiedział Zelgadis

- A jak trzeba być gotowym na dziecko ? - zdziwił się Goury. - Przecież niczego wam nie brakuje.

- Och, nie mamy czasu - jęknęła Amelia.

- Zrobienie dziecka nie trwa jakoś szczególnie długo - mruknęła wiedźma. - Ale dobra, jak chcecie. I tak nie możecie zostawić tronu bez dziedzica.

- Wiemy ! - powiedzieli jednocześnie Amelia i Zelgadis i wymienili się smutnymi spojrzeniami. Nawiązała się między nimi, rzadka ostatnimi czasy, nić porozumienia. Oboje doskonale wiedzieli, że ostatnimi czasy nie stać ich nawet na wymienienie się uśmiechami, więc szkoda już gadać o seksie.

- No więc… - zaczęła Lina, lecz przerwał jej nagle czyjś głęboki, niski głos.

- Przepraszam, że nie mogłem przyjąć was oficjalnie. Medytowałem - do sali wkroczyli Zehir z Filią. Oboje wyglądali… no bosko. To dobre określenie, bo smoki to w końcu boskie stworzenia. Filia była piękną kobietą, ale z tym się jakoś już zdążyli oswoić, jednak Zehir wciąż robił na nich wrażenie. Był niesamowicie dobrze zbudowany i wysoki. Wspaniały ubiór tylko podkreślał jego idealną sylwetkę. Jego twarz była idealna, posągowa a przy tym bardzo męska. Zehir uśmiechnął się na widok gości w taki sposób, że Amelia nagle poczuła jak palą ją policzki.

- Pozwoliłem sobie na takie zachowanie tylko i wyłącznie ze względy na znajomość waszą i Filii. Wierzę, że was w ten sposób nie uraziłem.

- Nie! Skąd - zaśmiała się Amelia próbując zapanować nad swoim zawstydzeniem. To było żenujące… zachowywała się jak, nie przymierzając, piętnastoletnia siksa, która widzi swojego idola.

- Bardzo was za to przepraszam. Chcieliśmy zorganizować ceremonię światła akurat na wasz przyjazd, wszystkie delegacje już tu są, ale dopiero wczoraj opuściłem komnatę.

- Ugh, nie wiedziałam, że przejęcie Kloucza to aż taki wysiłek - westchnęła Lina. Zehir obdarzył ją przyjaznym spojrzeniem.

- Tak. To duże wyrzeczenie dla organizmu, dlatego staram się jak najlepiej do tego przygotować. Jako głowa państwa nie mogę pozwolić sobie na chociażby jeden dzień niedyspozycji.

- Dlaczego ? - zapytał tępo Goury

- A co jeżeli wróg postanowi wykorzystać moment mojej słabości i zaatakuje ? Kto poprowadzi wojska? - zapytał Zehir. Ale ton jego głosu nie wskazywał na to by się tym szczególnie przejmował.

- Poza tym, chce jak najszybciej przygotować nasz ślub - dodał kładąc rękę na dłoni Filii. - I szczerze mówiąc, drodzy przyjaciele, medytacja to ostatnia rzecz jaką mam zamiar robić po własnym ślubie. - Dodał. Filia zaróżowiła się lekko i zachichotała a Amelia i Lina przelotem pomyślały, że niezła z niej szczęściara.

- Do czasu ceremonii zamieszkacie po drugiej stronie pałacu, zaraz obok Liny i Gourego. Niestety nie mogę obiecać, że będziemy się często widywali, ale zrobimy, co w naszej mocy.- Powiedziała Filia trochę niezręcznie próbując zmienić temat z jej nocy poślubnej na coś innego. Zehir pokiwał z uznaniem głową po czym zwrócił się do wszystkich.

- Niestety teraz muszę was przeprosić. Na prawdę bardzo się cieszę, że przybyliście. Mam nadzieję, że okażemy się wdzięcznymi gospodarzami - oświadczył i uśmiechnął się - Służba was odprowadzi i da wam wszystko czego sobie zażyczycie - dodał po chwili.

- Ja ich odprowadzę - powiedziała ochoczo Filia i zerwała się z miejsca, dając znak przyjaciołom by pospieszyli w stronę wyjścia. Wyszli na korytarz i ruszyli w przeciwną stronę. Filia zaprowadziła ich do zachodniego skrzydła, gdzie wskazała Amelii i Zelgadisowi specjalnie przygotowane dla nich pokoje. Już miała iść, gdy nagle Lina zwróciła się do niej.

- Słuchaj Filia, możesz nam powiedzieć po co ta cała medytacja? Wciąż tego nie rozumiem. - Smoczyca zrobiła zdumioną minę.

- Myślałam, że to oczywiste. Klucz w pewien sposób pasożytuje na swoim kapłanie. Pobiera od niego nieznaczną część energii. Dlatego filarami zostają osoby o dużym potencjale energii, takie jak Zehir.

- Nie boisz się o niego ? - zapytała Amelia. Pomimo swojej relacji z Zelgadisem nie chciałaby żeby on został filarem. Martwiłaby się. Filia wzruszyła ramionami.

- Oczywiście, że się boję - odpowiedziała. - Ale też w niego wierzę. Wiem, że nie ma lepszej osoby w całym państwie. A teraz wybaczcie, czas na mnie. Odpocznijcie najlepiej jak potraficie. W razie czego wiecie gdzie mnie szukać - powiedziała i z tymi słowami oddaliła się w stronę prywatnej części pałacu. Przemierzyła długi korytarz aż w końcu dotarła do pokoi Zehira. W zasadzie odkąd tu przybyła mieszkała w jego komnatach, ale jakoś czuła opór przed informowaniem o tym opinii publicznej. No… smoki to bardzo konserwatywne społeczeństwo a jakby nie patrzeć ona i Zehir nie byli jeszcze małżeństwem. Uśmiechnęła się delikatnie do siebie wyobrażając sobie oburzone miny starszyzny i pchnęła drzwi prowadzące do komnaty. W środku nikogo nie było. Filia powoli rozsupłała pas i odłożyła go na oparcie krzesła. Po chwili zdjęła ciężki, zdobiony kaftan i zostając w samej zwiewnej półprzezroczystej sukni (pełniącej w pewnym sensie funkcję bielizny) ruszyła w stronę sypialni.

- Jesteś tu?- Zapytała zaglądając do środka

- Tutaj…- Dobiegł ją głos z balkonu skrytego za muślinowymi zasłonami. Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę Zehira.

- Jak się czujesz?- zapytała zarzucając na jego ramiona płaszcz, który porzucił gdzieś w salonie.

- Jestem tylko trochę zmęczony, a nie chory - westchnął podpierając się na balustradzie.

- Przepraszam, ale… widzę, że to dla ciebie męczące - powiedziała z zatroskaną miną. Zehir uśmiechnął się i pochylił się nad jej uchem.

- Całe szczęście - powiedział głębokim szeptem - co wieczór czeka mnie nagroda - i delikatnie musnął usta Filii. Dziewczyna zadrżała czując dotyk ust księcia. Mężczyzna uśmiechnął się kącikiem ust widząc delikatny rumieniec wypływający na policzki dziewczyny.

- Jesteś piękna - powiedział i kciukiem przejechał po jej ustach.

- To jest piękne - odparła Filia wskazując podbródkiem na widok zza balustrady. Musiała zmienić temat. Musiała. Kolana robiły się jej jak z waty kiedy on tak robił.

- Prawda? - podchwycił wspaniałomyślnie Zehir - Mój ojciec planował tą wieżę wiele lat- dodał uradowany wskazując na strzelisty, świecący blaskiem latarni budynek - na każdym poziomie są zabezpieczenia i…- urwał widząc spojrzenie Filii.

- Mówiłaś o lesie?- zapytał i uśmiechnął się przepraszająco.

- A czy nie jest cudowny?- westchnęła przenosząc roziskrzone światłem gwiazd oczy, na księcia. Mężczyzna uśmiechnął się leniwie i wyciągnął złotą spinkę, z kwiatami ze szlachetnych kamieni, z jej włosów.

- Ja widzę tutaj coś znacznie piękniejszego i cudownego niż wszystkie lasy i morza świata - powiedział cicho. Filia znowu poczuła drżenie kolan. Ależ on był uparty. Doskonale widział jak na nią działa i mimo to dalej się zabawiał.

- Tak?- dała radę wydukać. Naprawdę nie była pewna czy chodziło mu o nią. NAPRAWDĘ ! Nie otrzymała odpowiedzi, ponieważ Zehir pochylił się nad nią i delikatnie musnął wargami jej kącik ust. Filia zamarła w oczekiwaniu na kolejny ruch, nawet nie zdając sobie sprawy tego, że kurczowo zacisnęła dłonie na obszernych rękawach księcia i z pewną dozą nieśmiałości zadarła głowę by zajrzeć mu w oczy. Na szyi poczuła ciepły oddech ogrzewający skórę wychłodzoną wiatrem. Zehir zaczął powoli przeczesywać jej włosy palcami, przyglądać się jej z fascynacją, z którą odkrywca przygląda się najrzadszym skarbom, celowo przedłużając tę chwilę, lecz w końcu i on musiał się poddać. Zwyciężyły emocje. Ręka, która jeszcze chwilę temu bawiła się jej włosami, przyciągnęła Filię do księcia, druga owinęła się gdzieś w okolicach jej talii. Przez materiał szat przebijało ciepło promieniujące od jego ciała. Książe powoli pocałował Filię. Zrobił to w taki sposób, że naprawdę cieszyła się, iż trzyma się jego rękawów(pewnie zrobiła to instynktownie), ponieważ serce rzuciło się do szaleńczego galopu a w uszach zaczęła jej szumieć krew. Poczuła jak Zehir przesuwa rękę z jej talii na jej brzuch i powoli wsuwa dłoń pod materiał jej sukni. Zadrżała pod jego dotykiem.

- Może przejdziemy do sypialni? - szepnął jej na ucho. - Robi się zimno. - Filia skinęła głową, chociaż nie bardzo wiedziała co robi. Nim zdążyła pomyśleć co dokładnie może oznaczać propozycja przejścia do sypialni, już leżała na łóżku a Zehir powoli rozplątywał sznurki jej kaftana. Gdzieś z tyłu głowy jakiś cichy głosik krzyczał, że jeżeli starszyzna się dowie, to będzie … i wtedy Zehir ponownie ją pocałował a Filia przestała zastanawiać się co będzie gdy starszyzna się dowie.

Nazajutrz Filia obudziła się trochę zmęczona. Zmarszczyła brwi próbując sobie przypomnieć, co ją tak wykończyło. Po chwili wszystko do niej dotarło, wszystko. Wszystko co wydarzyło się zeszłej nocy. Filia poczuła jak palą ją policzki a w jej głowie doszło do gonitwy myśli. Z radością odkryła, że Zehir włada biegle nie tylko mieczem, ale z drugiej strony bardzo nie chciała poruszać tego tematu. Zwłaszcza, że była to jej pierwsza noc z mężczyzną (gdy była z Agraelem miała trochę mocniejszy kręgosłup moralny) i…

- Dzień dobry - przywitał ją Zehir siadając na skraju łóżka. Filia wytrzeszczyła oczy i odruchowo nakryła się kołdrą.

- Jak się czujesz ? - zapytał. On w przeciwieństwie do Filii był zupełnie zrelaksowany i spokojny… i z pewnością bardzo zadowolony. Ona natomiast była cała czerwona i raz po raz otwierała usta żeby coś powiedzieć, po czym je zamykała.

- Przyniosłem ci coś do picia - powiedział wskazując podbródkiem puchar stojący na stoliku tuż obok łóżka. Filia skinęła głową w formie podziękowania.

- Wszystko dobrze ? - zapytał ponownie a przez jego twarz przebiegł cień zmartwienia. Filia uśmiechnęła się przepraszająco i powiedziała:

- Tak, tylko się trochę zawstydziłam - jej odpowiedź była tak rozbrajająco szczera, że Zehir aż zachichotał. Pochylił się w jej stronę i pocałował ją w czoło.

- Nie ma czego - dodał wciąż trochę chichocząc.

- Jest - zaprotestowała. Zehir podniósł się powoli z łóżka i obdarzył Filię zawadiackim uśmieszkiem.

- Cóż, w takim razie radziłbym się przyzwyczaić - powiedział i wyszedł z sypialni. Filia odetchnęła ciężko i rzuciła się na poduszki.

- No świetnie - powiedziała na głos i nagle zaczęła chichotać, ponieważ uświadomiła sobie, że naprawdę jest świetnie.


Kolejne dwa dni mięły na przygotowaniach i krzątaninie związanej z Ceremonia światła. Zdaniem Filii zrobiono więcej szumu niż to było warte, ponieważ nikt tak właściwie nie widział Klucza Niebieskiego i nikt nie wiedział, kiedy przeniesiono go do wieży. Co więcej, Klucza nigdy nie miała oglądać szersza publiczność a jedynie tylko wybrane osoby. Tak naprawdę wszystko skupiało się na wystawnym balu wydanym urządzonym w pałacu dla wszystkich delegacji i na ulicznym święcie zorganizowanym dla ludu. Przygotowywania pochłaniały bez reszty wszystkich mieszkańców Sinitar a świąteczny nastrój zwyciężył w końcu nawet niechęć Filii. Wieczorem, drugiego dnia od przybycia Amelii i Zelgadisa zebrano się na Czerwonym placu i rozpoczęto Ceremonię światła. Z tej okazji wśród gości pojawił się nawet Wielki Żmij, który już z racji podeszłego wieku, praktycznie nie sprawował władzy i rzadko pojawiał się wśród ludu. Zehir wygłosił krótką przemowę dotyczącą zaszczytów, planów politycznych i rzeczy, o których Filia naprawdę nie miała ochoty słuchać. Wszystkie pary królewskie i poselstwa ustawiły się na Czerwony pawilonie a gdy nadeszła wyznaczona godzina z wieży błysnął słup olśniewającego światła, które przebiło chmury i pozbyło się ich, wciągając je do jasnego wiru. Po chwili oczekiwania niebo zaczęło różowieć, błysnął olśniewający pięknem jutrzenki świt a chwilę potem nastał dzień, by zaraz ustąpić miejsca zachodowi. Przedstawienie to, zaparłoby by dech w piersiach nawet samym bogom i co więcej, odebrało mowę nawet Linie. Przez dziesięć minut wszyscy zebrani w niemym zachwycie obserwowali ten cud, by potem zacząć gromko klaskać, krzyczeć i śpiewać. Rozległy się dzwony, zapalono kadzidła i przyniesiono amfory wina. Skończyła się Ceremonia a zaczęło się Święto światła.

W tym samym czasie w pobliskim lesie pojawił się Xellos. Poprawił na ramionach płaszcz i zadarł głowę do góry obserwując z zaciekawieniem słońce, które z prędkością kłusującego konia zmieniało swoje położenie na niebie. Nagle wyhamowało, zaczerwieniło się i zaczął się typowy zachód słońca.

- O, włączyli dzień - powiedział do siebie i poprawił swój czarny jak bezgwiezdna noc, płaszcz. Z gór dobiegały wesołe okrzyki, śpiewy i muzyka.

- Oho i świętują beze mnie - mruknął. Zachichotał i ruszył powolnym krokiem w stronę Sinitar. - Bawcie się dzieci, pijcie, jak się tylko bawić i pić potraficie…są ludzie, którzy dojrzeli do śmierci, z rąk potworów, niedojrzałych do życia - zanucił pod nosem i zaniósł się śmiechem. Dotarł do Sinitar szybciej niż się spodziewał. Nie chciał się sprzeczać z przygłupimi wartownikami, których wystawiono na warcie, więc pojawił od razu u stóp schodów prowadzących do Czerwonego Pawilonu. Pamiętał to miejsce jak przez mgłę, ale z tego co wiedział to zawsze robili tu dobre zabawy. A on miał ochotę się najeść i napić nim zwędzi ten Klucz Niebieski. Poprawił swój płaszcz i spokojnym krokiem wszedł na schody z zamiarem wmieszania się w tłum. Przed nim pojawił się czerwony pawilon cały zapełniony wirującymi sylwetkami, światłami i muzyką. Atmosfera dobrej zabawy dosłownie uderzyła go w twarz. Uśmiechnął się i zrobił krok na przód i wtedy jak za dotknięciem magicznej różdżki wszyscy zamarli i odskoczyli przyglądając mu się z mieszaniną odrazy i przerażenia. Xellos nie spodziewał się takiej reakcji, ponieważ zazwyczaj ludzie nie zwracali na niego najmniejszej uwagi a gdy już to robili, robił na nich dobre wrażenie. Zaskoczyła go tak gwałtowna i niechętna reakcja a mimo to ruszył przed siebie beztroskim krokiem z nadzieją, że zaraz im przejdzie. Rozległy się zirytowane szepty, jakieś pokrzykiwania i nagle z tłumu wyłoniło się dwóch barczystych rycerzy, którzy chwycili go za ramiona.

- Pan pójdzie z nami- powiedział ten wyższy i szarpnął go, ale Xellos nawet się nie ruszył.

- Nie wydaje mi się - odparł i strzepnął z ramienia jego rękę.- Gadzino.

- Straż- huknął smok i zaraz obok nich pojawiło się kolejnych pięciu wojowników, w odświętnych zbrojach.

- Zakłóca pan spokój - powiedział jeden z nich, ale Xellos tylko się uśmiechnął. - Jestem starym znajomym waszego księcia. Swego czasu przystawiał się do mojej koleżanki. - Oświadczył beztrosko i nim ci zdążyli cokolwiek zrobić, ruszył przed siebie. Nie byli nawet w stanie go dotknąć, nie mówiąc o zatrzymaniu. Mimo to Xellos nagle stanął. Czyżby usłyszał głos Liny Inverse?

- FIREEEBAAALL!!!- donośny wrzask wzbił się ponad zirytowane rozmowy ludzi i nagle kula ognia rozbiła się o jego barierę.

- Przepuście mnie! Widziałam go! Widziałam, niech ja go tylko!!!- słyszał z tłumu podniesiony świdrujący głos wiedźmy. Xellos uśmiechnął się.

- Lina, na pewno ci się przewidziało, przecież on odszedł…Na bogów!!!- wykrzyknął Goury i jednym ruchem rozsunął gości tak by i Lina mogła coś zobaczyć.

- O Bogowie przenajświętsi!- wypaliła wiedźma wytrzeszczając oczy z niedowierzania. Xellos odwrócił się do nich i uśmiechnął się.

- Cześć - powiedział wzruszając ramionami. Miny Liny i Gourego sprawiły, że z trudem mógł powstrzymać się od wybuchu śmiechu.

- Zabiję cię!- wysyczała przez zaciśnięte zęby czarownica i ruszyła w jego stronę, lecz w tym momencie z tłumu dobiegł kolejny głos.

- Nikogo nie będziesz zabijała - powiedział lodowatym tonem Zelgadis, który stanął u boku czarownicy. Z jakiegoś powodu miał na sobie bardzo strojne szaty.

- Co się dzieje?- zapytała Amelia pojawiając się zaraz za nim. Xellos w jednej chwili wszystko zrozumiał.

- O ho ho!- wypalił widząc dawnych przyjaciół w nowej, lepszej odsłonie „2w 1”. Amelia i Zelgadis nic nie mówili, stali tylko i wpatrywali się w niego z niedowierzaniem. Wokół nich utworzył się już małych rozmiarów tłum, co nie bardzo pasowało Xellosowi…Miał być anonimowy a właśnie wpadł na czwórkę najbardziej upierdliwych ludzi, jakich znał. Burzyli mu jego anonimowość. Odkaszlnął i oparł się na swoim kosturze, czekając na dalszy rozwój akcji a nie musiał czekać długo. Nagle tłum rozstąpił się i wyłonił się z niego Zehir ubrany w królewskie jasne szaty i dosłownie zamarł na widok Xellosa, który stwierdził, że i tak nie ma już szans przemknąć chyłkiem, więc chociaż się z nimi podroczy.

- O cześć, właśnie o tobie rozmawiałem z twoimi podwładnymi. Nie chcieli pozwolić mi się przyłączyć do zabawy- udał, że się skarży i bezradnie rozłożył ręce.

- Dziwisz im się, demonie?- zapytał ostro Zehir, skupiając na nim swoją wolę i chociaż na oko Xellosa nie wyglądał najlepiej to jego moc przewyższała siłę wszystkich tu zebranych. Z wyjątkiem Liny, ale wyjątek tylko potwierdza regułę.

- Przecież nie robię nic złego- próbował bronić się, ale Zehir wyglądał na zdecydowanego.

- Nie jesteś tu mile widziany- huknął i wtedy stało się coś, czego Xellos nie przewidział. Czego nie mógł przewidzieć?

- Mój książę…- z tłumu dobiegł głos, który znał, który wciąż pamiętał, chociaż próbował się go pozbyć przez dziewięć lat. Drgnął niespokojnie.

- Mój drogi, w taki dzień jak dziś, wyrzucać wędrowca? Myślę, że dziś bogowie spoglądają przychylnie na każdego. - Powiedziała. To była ona, był tego pewien jak swojego powrotu na Wszechziemię. Nagle dworzanie skłonili się nisko, odchodząc parę kroków do tyłu i ukazując jasną sylwetkę. Czerwień tonącego słońca zagrała w jej włosach i po chwili tuż u boku Zehira stanęła Filia. Wysmukła, wyprostowana, ubrana w jasną suknię, uśmiechnięta i zaróżowiona od wieczornego powietrza. Piękna. Jednak kiedy go ujrzała spoważniała i uczepiła się boku Zehira. Xellos uśmiechnął się pod nosem.

- O ho ho!- Mruknął sarkastycznie.


Usłyszała jakieś kłótnie i podniesiony głos Zehira. Nie chciała żeby doszło do jakiegokolwiek nieporozumienia, więc poszła tam. Skąd mogła wiedzieć?! Skąd, na bogów, mogła wiedzieć, że gdy rozstąpi się tłum gości ujrzy jego? Nie śniła, ale czuła, że świat jest przytłumiony i spowolniony jak we śnie. Nie była chora, ale poczuła dreszcze jak w ciężkiej chorobie. Napotkała spojrzenie jego lekko świecących w ciemnościach, zwierzęcych oczu i drżącymi rękami uczepiła się ramienia Zehira, żeby nie zrobić czegoś głupiego. To naprawdę był on. Wiedziała, że to Xellos a jednocześnie nie potrafiła go poznać. Tak jak kiedyś jego wygląd ukrywał naturę demona, tak teraz spowity w ten czarny płaszcz, pochmurny, z kosturem emanującym złą energią wydawał jej się przerażająco obcy. Nawet włosy związane w kucyk z jakiegoś powodu sprawiały, że wydawał jej się być groźny.

- O ho ho!- Szepnął złośliwie. - Miło cię widzieć…Wasza Wysokość!- powiedział i ku jej przerażeniu przykląkł. Rozległ się szum wśród dworu i gości. Kim jest kobieta, przed którą klęka demon o tak oszałamiającej potędze? Czy jest naprawdę tą, za którą się podaje? Co się dzieje? Czy są w niebezpieczeństwie?

- Wstań!- wysyczała przez zaciśnięte zęby. Xellos posłusznie wstał i przywołał na twarz wymuszony uśmiech.

- Jak sobie życzysz… wasza wysokość - powiedział i odwróciwszy się na pięcie, odszedł. A Filię zatkało, kompletnie nie wiedziała, co zrobić.

- Xellos!- krzyknęła za odchodzącym demonem, ale ten nawet się nie zatrzymał.

- Straż!- tuż nad jej uchem rozległ się ściszony głos Zehira i nagle przed Xellosem znikąd pojawiła się ściana wojowników. Demon nawet się nie zatrzymał, rozrzucił strażników jak wiatr rozrzuca zwiędłe liście i rozpłynął się w nicości. Zapadła cisza jak makiem zasiał a wszystkie spojrzenia spoczywały na Filii. Dopiero na znak Zehira grupka eterycznych dziewcząt zaczęła śpiewać cieniutkimi głosikami jakąś piosenkę miłą dla uszu gości i już po chwili pojawienie się demona było tylko przykrym incydentem, o którym nie warto pamiętać. Ludzie szybko o tym zapomnieli i zaczęli się bawić. Jednak Lina, Goury, Amelia, Zelgadis, Zehir i Filia bynajmniej o zabawie nie myśleli. Stali sparaliżowani w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą pojawił się demon i posyłali sobie posępne spojrzenia.

- Czyli jednak wrócił- powiedziała Lina wzdychając ciężko.

- Szykują się kłopoty- dodał Zelgadis- Też odnieśliście wrażenie, że był…

- Inny?- dokończyła za niego Amelia.- Tak. A ty, co o tym myślisz?- Zwróciła się do

Filii, lecz ona nie odpowiedziała. Teraz nie wiedziała, co ma myśleć, chciała po prostu stąd zniknąć. W głowie wciąż odbijał jej się obraz wysokiej postaci demona spowitej w czerń, to spojrzenie, kpiący uśmiech i słowa wypowiedziane z taką pogardą, jakiej nie słyszała nigdy. Nawet u niego.

- Filia…- z zadumy wyrwał ją głos Zehira. Poczuła jak mężczyzna obejmuje ją w pasie

- Filio, chcesz stąd iść?- zapytał cicho tak by nikt nie usłyszał. Skinęła delikatnie głową i po cichu, nie odzywając się ani słowem podreptała za Zehirem, który szedł przez tłum jak lodołamacz. Nim się obejrzała byli już w pustym korytarzu prowadzącym do ich prywatnej części pałacu. Dopiero pod koniec drogi odważyła się podnieść głowę i zobaczyła kroczącego przed sobą Zehira, który o dziwo nie wyglądał na złego czy zasmuconego. Była mu taka wdzięczna, bo przecież zdawała sobie sprawę, co znaczy dla władcy opuszczenie gości podczas takiego święta… a mimo to robił to. Wychodził z nią, bo wiedział, że nie chciała tam zostać. Z jakiegoś powodu ta świadomość, i to nagłe pojawienie się Xellosa w połączeniu ze wszystkimi emocjami, które zbierały się w niej od jakiegoś czasu stworzyły mieszankę wybuchową o bardzo dużej mocy. Mieszankę, która rozsadziła zapory stalowych nerwów Filii. Poczuła jak jej policzki robią się wilgotne.

- Hej Filia - powiedział Zehir odwracając się w jej stronę i ocierając łzy, które zaczęły płynąć jej po twarzy. Jak na nieszczęście ten gest czułości sprawił, że jeszcze bardziej się rozkleiła i zaniosła się płaczem. Książę westchnął ciężko i zagarnął ją w swoje ramiona, okrywając materiałem długich rękawów.

- No już - szepnął kładąc rękę na jej głowie. Filia wtuliła twarz w miękki materiał ubrania Zehira i pewnie zostałaby tak na zawsze gdyby nie to, że mężczyzna chwycił ją za ramiona i odkleił od siebie.

- Już - powiedział głaszcząc ją po policzku.- Już dobrze. Przyszłej królowej nie pasują łzy z takich błahych powodów, prawda? - Zapytał i uśmiechnął się. Filia z trudem odwzajemniła uśmiech.

- Poza tym…wątpię by to był Xellos, z którym podróżowałaś wiele lat temu.- Powiedział spokojnym tonem. Filię aż przeraziło to, z jaką łatwością, Zehir odgadł, o co jej naprawdę chodziło.

- Zapamiętałem typ energii emanującej od tego demona, była szczególnie drażniąca. Ta, też nie była miła, ale to było coś innego…- Wytłumaczył i z jakiegoś powodu nagle spochmurniał. Filia drgnęła zaniepokojona. Zehir podobnie tak jak jego ojciec był prawdziwym znawcą magii i jeżeli jego coś martwiło, to nie wróżyło to nic dobrego ani jej, ani smokom ani nawet Linie i innym ludziom.

- Co innego? Myślisz, że to nie był on?- zapytała z niedowierzaniem.

- Myślę, że to mógł być ktoś podobny, ale znacznie potężniejszy. Ta istota, kimkolwiek była, miała moc dorównującą sile Lordów.

- To był Lord?- zapytała z przerażeniem, lecz Zehir pokręcił głową.

- Źle się wyraziłem. Jego siła dorównywała mocy wszystkich Lordów. Wszystkich na raz - wyjaśnił. - Nie sądzę by to był Xellos, ale wtedy pozostaje pytanie, dlaczego nas pamiętał? Dlaczego pamiętał ciebie?

- Albo w jaki sposób zdobył taką potęgę - zakończył swój wywód Zehir

Przez chwilę Filia myślała, że nogi odmówią jej posłuszeństwa. A potem, o dziwo, zebrała w niej wściekłość. Jak podłym trzeba być, żeby zachować się w ten sposób! Co za tupet! Dziewięć lat temu ten idiota, ta swołocz diabelska, ten parch pokalany zniknął bez słowa. W tym czasie ona musiała sobie poukładać życie i owszem, zrobiła to! Nie żeby potrzebowała takiego śmiecia i odpadka jak Xellos, to przecież śmieszne. Tak, więc poukładała to swoje głupie życie, poskładała na ile potrafiła, zaręczyła się, pogodziła się nawet z funkcją, którą będzie przecież pełnić, wszystko zaczęło się układać i co?! I CO?! Pojawia się Xellos! Po piekielnych dziesięciu latach, akurat w momencie, kiedy w jej życiu zachodziły największe zmiany, zwala się jak grom z jasnego nieba z mocą, której nie posiadają nawet Lordowie, z tym kpiącym uśmiechem przylepionym do tej jego twarzy! I z tymi swoimi oczami! Pojawia się i znika! I pewnie myśli, że jak trochę zapuści włosy i wbije się w czarne szaty jakiegoś nadętego fircyka to zaraz ona będzie zastanawiała się, o co chodzi!? Niedoczekanie jego! Gdzieś go ma! Gdzieś ma Xellosa i bogów, którzy jej życie traktują jak przednią komedię. Była pewna, że kiedy tylko trochę zaczynali się nudzić nagle sobie przypominali o jej istnieniu. „Hej a co tam u tej nieudacznicy Filii?” Mówili „Nic.”, „Nic? No to dajcie tu chochlę losu, zamieszamy troszeczkę!”. O nie! O nie! Tego było za wiele! Przeklina dzień, w którym ten potwór zjawił się na Czerwonym Pawilonie u progu jej domu i przysięga, jako bogowie jej świadkami, że nienawidzić będzie go po kres swoich dni!

- Nie interesuje mnie to - oświadczyła lodowatym tonem, dumnie unosząc głowę.

- Słucham?- powiedział zdumiony Zehir.

- Jego osoba nie obchodzi mnie w najmniejszym stopniu - wypaliła zaciskając ze złości pięści.- Xellos to czarny kruk złych nowin, osobiście mam nadzieję, że to było widmo jakiegoś złośliwego chochlika, który chciał nam popsuć zabawę, przybierając jego postać.

- Na bogów, czasami nawet ja nie potrafię uwierzyć, że kobieta może być aż tak zmienną. W jednej chwili płaczesz a teraz widzę tylko determinację i złość. Jesteś fascynująca. - Powiedział Zehir zniżając głos i pochylając się nad Filią. Uśmiechnęła się do niego z myślą, że naprawdę nie głupi był ten jej narzeczony.

- „Nawet ja nie potrafię uwierzyć” brzmi jakbyś był prawdziwym znawcą kobiet, drogi książę.- Powiedziała z nutką zadziornej złośliwości w głosie. Mężczyzna uśmiechnął się leniwie i po chwili, niby od niechcenia zaczął bawić się srebrnym, ozdobnym zapięciem, spinającym suknię na ramieniu Filii.

- Czy uważasz, że się przechwalam?- zapytał wciąż całą uwagę poświęcając zapięciu stworzonemu ze słońca wpasowanego w sierp księżyca. Filia delikatnie chwyciła jego podbródek i zmusiła Zehira by popatrzył jej w oczy.

- Po prostu nie lubię mężczyzn, którzy rzucają słowa na wiatr.


Xellos szedł przed siebie i zatrzymał się dopiero pod ścianą lasu. Co to do jasnej cholery było? Jak pechowym trzeba być żeby jednego dnia zginąć, zostać wskrzeszonym w swoim świecie, wpaść zupełnym przypadkiem na niedoszłego boga a potem na NICH? Na bogów, ze wszystkich miejsc akurat tam musiała być Lina i jej świta. I do tego ta złota gadzina…przed oczami stanął mu obraz zaszokowanej Filii. Zaczął się śmiać.

- Co to ma być!?- krzyknął.

- Co to do jasnej cholery ma być?!!

On nie chciał wracać, nie chciał łazić po tym zacofanym świecie i nie chciał już nigdy więcej widzieć tej baby! I nie mówił tu bynajmniej o Linie, Linę jeszcze trawił. Przecież to był jakiś niesmaczny żart bogów, jak on Xellos, mógł w ogóle myśleć o spędzeniu tutaj w tym świecie, choćby chwili dłużej. Podniósł głowę i spojrzał na czerniejącą na tle czerwonego nieba, wieżę.

- Witaj szczęściarzu.- powiedział i uśmiechnął się chytrze. Wiedział już, co ma robić, plan był następujący: Pojawia się w wieży, robi rozróbę, kradnie Klucz, psuje wszystkim humory, odwiedza Filię i mówi jej, że jest skończoną idiotką a potem adios!!! Palcie ziele przyjaciele!

- Na twoim miejscu nie robiłabym tego - za jego plecami rozległ się kobiecy głos, który kompletnie go wytrącił z jego mhrocznego nastroju.

- Co?- wypalił tępo rozglądając się dookoła.

- Śmigło!- powiedziała biała mucha, która zwisła przed jego oczami. Xellos zrobił zeza i odgonił ją machnięciem ręki.

- Rękę na boga podnosisz?!- pisnęła rozwścieczona mucha i rozpędziwszy się z całej siły ugodziła go w oko.

- Ał!- wrzasnął.- I właśnie, dlatego was nie lubię!- Dodał trąc oczy. Kiedy w końcu je otworzył na polanie stała rozjuszona Shinigami. Nawet nie próbował udawać zdziwionego.

- Co ty sobie myślisz, co?!- krzyknęła wściekła i znowu spróbowała mu przyłożyć, jednak tym razem zdążył się odsunąć.

- O co ci chodzi kobieto?- fuknął mierząc ją oburzonym spojrzeniem.

- Nie udawaj idioty, co to za przymierza! - syknęła rozjuszona i ponownie się zamachnęła, ale w połowie ruchu zrezygnowała z ataku.

- Czego się mnie czepiasz głupia babo!? Ściągnęłaś mnie tu i teraz się dziwisz, że życie próbuję sobie ułożyć?- bronił się przed zaciekłymi atakami Shinigami.

- Wiedziałeś, jaka była umowa! Jasno ci powiedziałam! Całe życie ludzkie w wymiarze FTO 16 i z powrotem! A, że życia nie pilnowałeś to nie moja sprawa!

- Jestem pewien, że maczałaś w tym palce.- zaczął, ale urwał, gdy uchwycił spojrzenie bogini.- A nawet, jeżeli nie, to muszę jakoś moc odzyskać!

- Zapracować na nią! Nie możesz sprzymierzać się z aniołami zagłady! To totalni idioci!

- Zauważyłem, próbował mi wcisnąć, że jest bogiem - mruknął mierzwiąc grzywkę.

- Ha! Ten to ma tupet. Gdzie on jest?- zapytała opierając ręce na biodrach i rozglądając się dookoła, tak jakby oczekiwała, że Xellos wyjmie Mastema z kieszeni i powie, o tu, proszę.

- Mastem? A ja wiem?- skłamał.

- Oczywiście, że wiesz, musisz mu gdzieś ten Klucz zanieść- rzuciła, Shinigami.

- Dobraaa…załóżmy, że wiem. Ale wiem, że ty wiesz, że taka informacja wiele kosztuje- oświadczył pełen podziwu dla swojego genialnego wyczucia rynku. Przez twarz bogini przebiegł nagły skurcz.

- Zmysłu, to ty do interesów Xellosie nie masz. Będziesz lojalny wobec Mastema, będziesz miał jakąś względną moc, ale nie łudź się, że przeniesie cię do innego świata. Bez zgody Maut nie masz na to najmniejszych szans. Tym bardziej, że oddając filar aniołowi rozwścieczysz całą radę a to oznacza, że nie dość, że nie będziesz miał z tego korzyści to jeszcze obłożą cię klątwą. - Powiedziała krzyżując ręce na piersi. Xellos skrzywił się. Mimo wszystko mądrzej zaufać było Shinigami niż jakiemuś uzurpatorowi, ale to by znaczyło, że dał z siebie zrobić durnia.

- Zostawisz ten Klucz w spokoju i pomożesz mi odnaleźć tego idiotę Mastema a pomyślimy o jakimś wynagrodzeniu - oświadczyła bogini.

- Chcę konkretów - powiedział wiedząc, że drugi raz w pole wyprowadzić się nie da, lecz nagle stało się coś dziwnego. Ziemię przeszedł nagły wstrząs, jakby góry miały zamiar kichnąć i nagle całe niebo spowił czarny wir. Nie minęła sekunda nim zrozumieli, co się stało.

- KLUCZ!- Krzyknęła Shinigami i rzuciła się na przód, lecz w tym momencie ziemię przeszedł kolejny wstrząs i powalił zarówno ją jak i Xellosa na ziemię.

- W porządku?- zapytał demon pomagając jej wstać.

- Cholernie nie w porządku, patrz! - wrzasnęła,(ale i tak zagłuszały ją jęki drżącej ziemi) i wskazała palcem na czarny wir kotłujący się nad wieżą.

- Chyba już nie musisz szukać swojego Mastema!- oświadczył Xellos przekrzykując zawodzenie lodowatego wiatru, który zerwał się gwałtownie i rzucił w stronę gór.

- Dalej zrób coś!- Dodał, lecz ku jego zdumieniu Shinigami pokręciła głową.

- Nie mogę! Dorwał Klucz!

- Co?!- Krzyknął.- Nie słyszę cię!

- Dorwał Klucz! Teraz on jest bogiem tego świata!- słowa Shinigami ginęły w zawodzeniu wiatru, ale jakoś je wychwycił.

- Teraz on ustala zasady gry! Jesteśmy w pułapce!- wykrzyczała. Xellos po raz pierwszy widział przerażonego boga. Ściągnął z szyi ramię Shinigami i sięgną po swój kostur.

- Jeszcze ja mam coś do powiedzenia!- krzyknął i w tym momencie jak na zawołanie cała moc uszła z jego ciała jak powietrze z przedziurawionego balonika. Padł na trawę zemdlony kompletnie nie widząc, co się dzieje.


Lina właśnie miała wypić kolejny kielich wina, gdy nagle Czerwony pawilon zaczął trząść się niebezpiecznie i po chwili niebo zasnuły czarne jak smoła chmury. Wszystko zaczęło drżeć, lecz ona nie zwracała na to uwagi, wpatrzona w czerniejącą wieżę.

- Xellos, ty draniu!- wysyczała przez zaciśnięte zęby.

- Lina uważaj!- usłyszała krzyk Zelgadisa i nagle coś ją szarpnęło. Nim się obejrzała siedziała na ziemi w objęciach przyjaciela a w miejscu gdzie jeszcze chwilę temu stała, leżał czerwony głaz.

- Dzięki- wyszeptała czując jak serce próbuje wyskoczyć z niej przez gardło.

- Nie rób mi tak…- Powiedział ledwo dosłyszalnym szeptem Zelgadis i pobiegł w stronę wieży.


Filię z błogiego snu wybudził nagły wstrząs. Wciąż oszołomiona snem po ciemku wymacała kawałek materiału, którym się owinęła i zapaliła zaklęcie świetlne.

- Zehir, Zehir coś się stało.- Wyszeptała szarpiąc śpiącego mężczyznę za ramię. Kolejny wstrząs wyręczył ją i obudził księcia.

- Co to?- Zapytał nieprzytomnie, lecz nagle oboje zdali sobie sprawę z tego, że na niebie nie było gwiazd a z dołu dobiegały przerażone okrzyki ludzi.

- Klucz!- krzyknęli jednocześnie. Zerwali się z łóżka w pośpiechu narzucając na siebie pierwsze lepsze ubrania i wtedy stało się coś, co o mało nie przyprawiło Filii o zawał. W połowie drogi do wyjścia Zehir zachwiał się i runął na podłogę jak ścięte drzewo.

- Zehir!- wrzasnęła i rzuciła się w jego stronę. Był biały jak papier i z trudem łapał oddech tak jakby ktoś zaciskał mu niewidzialną rękę na szyi.

- Cholera- wyrzęził. Filia z trudem pomogła mu wstać i ponownie położyć się na łóżku, wyglądał jakby zaraz miało zabraknąć mu tlenu.

- Idę po medyków!- powiedziała czując jak zaczyna ogarniać ją panika, lecz Zehir chwycił ją za rękaw i pokręcił głową.

- Klucz…- powiedział z trudem.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Miau : 2010-06-16 22:15:38

    Fajne.

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu