Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Tam gdzie demon mówi dobranoc

III - Bal

Autor:Yumi Mizuno
Korekta:Dida
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Mistyka, Romans, Baśń
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2010-09-18 14:49:17
Aktualizowany:2010-11-26 22:11:17


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Słońce zachodziło na ziemiach Azarah. Duży, biały księżyc wschodził nad graniczącymi ziemiami Malus. Biały, zimny, odległy, a zarazem tak bliski. Uniósł się najwyżej jak umiał, spoglądał na cały obszar, by widzieć, co się dzieje. Wzrok swój skierował na zamek, stojący na zachód od niego samego.

Budowla ta była potężna, wykuta w skale - czarnej, błyszczącej, delikatnej, ale i ostrej. W oknach paliły się setki świec i brzmiała muzyka. Księżyc skierował swe oblicze na zamek leżący naprzeciw, ten był biały z niebieskimi okiennicami i fioletowym dachem. Świece w oknach gasły powoli. Służki zamykały okiennice, podczas gdy matki kładły do snu swoje pociechy. Tak, jakże różniły się od siebie te dwa państwa? Takie same, bo taka sama krew płynęła w żyłach obu krain, lecz tak różne. Księżyc zastanowił się, jakim cudem to się stało, że teraz chcąc zabawić się, musi jednej nocy spoglądać na tych, by następnej nocy na innych, a nie tak jak za dawnych czasów, w jedno miejsce.

Biały Bóg był już stary, tak samo stary jak Ziemia, lecz … Ona ciągle była młoda a jemu? No cóż... Może, dlatego że względem niego ona stała, a on wykonywał całą brudną robotę. Może, dlatego że na jej skorupie było tyle życia, które zarazem kochało, ją jak i zadawało jej ból. Dziadek patrzył, zatem dalej na wydarzenia w czarnym zamku, zastanawiając się czemuż to akurat dzisiejszej nocy oni balują.

Dostrzegł młodego mężczyznę, nie, nie człowieka, ale zwierzę, a zarazem nie zwierzę.

- Dziwna istota - pomyślał.

Ów zwierzoczłek wyglądał jak lampart chodzący jak istota ludzka, posiadał długie kły i ostre pazury, jego ruchy były łagodne, stonowane, miarowe. Na tle żółto - brązowego futra jego czarne oczy mieniły się tysiącami barw, a ogon delikatnie poruszany był przez wiatr. Allim, bo tak miał na imię, stał na balkonie, spoglądając na zamek naprzeciw. Wydął wargi i westchnął. Nie mieszkał ani tu, ani tam, był wędrownikiem, wojownikiem, swojego rodzaju najemnikiem.

Nagle za nim pojawiła się kobieta, odziana w czarną suknię z dużym wcięciem i cekinami przyszytymi na gorsecie. Jej skóra była blada, blada jak śmierć, białe oczy patrzyły się w bliżej nieokreślony punkt, była w nich pustka.

- Al… Coś cię dręczy? - zapytała, podchodząc do demona.

- Nie... Nic matko - powiedział, wyrwany gwałtownie z myśli.

- Mam nadzieję. Bal dzisiejszy zapowiada się ciekawie. Miłościwy pan powiedział, że ma niespodziankę dla nas - powiedziała z wyraźnym podekscytowaniem.

- Matko… To będzie kolejne ludzkie szczenię palone na stosie albo... po prostu zabijane.

- Może, ale przynajmniej słyszę jęki. - Położyła matczyną rękę na ramieniu swego syna i głośno westchnęła. - Gdybyś był taki jak ojciec. - Poczuła jak mięśnie pod jego skórą naprężają się. Po chwili z ust Ala wydobył się syk.

- Ale nim nie jestem. On umarł! - krzyknął i odtrącił swoją matkę.

- No wiem, ale...

- Żadnego „ale”. - Odwrócił się twarzą do niej. - Jestem sobą, jego już nie ma. Jestem najemnikiem, a ty mą matką, która jest uczepiona mnie, a ja ciebie. - W jego głosie słychać było lekkie zdegustowanie, przecież był już dorosły, powinien mieć już rodzinę, a nie niańczyć matkę, śmieszne jest życie. Uśmiechnął się kącikiem ust, po czym wziął niewidomą kobietę za rękę. - Idziemy… zobaczmy, co dla nas tym razem mają.

- Dobrze. - Kobieta pewna już wszystkiego, poszła za synem. Kochała go całym sercem, lecz nie mogła znieść tego, że nie jest taki jak jego ojciec, który przecież był potężny, zawsze robił tak by jej było najlepiej, ale może myśli jak egoista? Może powinna wiedzieć, że życie jej syna nie kręci się tylko dookoła niej i choć płynie w nim krew jej ukochanego, to on nim nie jest, jest jej synem i synem jej pozostanie.

Al zaprowadził matkę do sali pełnej żółtych zapalonych świec, koło dużego drewnianego tronu stały dwa wielkie ogniska z niebieskim płomieniem, który oświetlał tylko tron i kawałek schodów. Całe to pomieszczenie mimo to było jasne, a istoty wszelakiej maści i gatunku zebrały się dziś tam, by świętować. Nagle ognie te powiększały się, aż wybuchły i małe błędne ogniki zaczęły latać po całym pomieszczeniu, nadając mu dziwną, złowieszczą aurę. Gdy wszyscy obecni byli zajęci tym dziwnym widowiskiem, na tronie pojawił się mężczyzna o białych włosach w pięknej, czarnej, lśniącej zbroi z dwoma smokami na przedzie. Miał on szarą niczym drow skórę oraz spiczaste uszy, oczy jego były spokojne, można nawet powiedzieć, że znudzone, jednak było w nich coś dziwnego i niezwykłego, to coś budziło uczucie, które każe wszystkim bać się, ale też w jakiś dziwny sposób przyciąga do siebie. Za mężczyzną stała kobieta, odziana w długa czerwoną jedwabną suknię bez ramion, dumnie prezentując swój dekolt, na którym wygodnie spoczywał duży wisior mieniący się czernią i zielenią, z kryształu najrzadszego w tych stronach. Włosy białe i lśniące spięte w kok, skóra jej była równie szara jak męża, a usta połyskiwały czerwienią róż.

- Poczwary! Synowie! I wy, przybysze! - Znikąd rozległ się głos, żwawy, zabawny. - Nów! Nów! Kłaniajmy się panu naszemu! Panu jedynemu i wspaniałemu oraz jego równie pięknej jak on małżonce! Nasz pan! Yasha! Ma nam dzisiaj coś ogłosić! - Głos zdawał się być coraz cichszy, aż znikł.. Szaroskóry demon wstał, popatrzył na przybyłych i bez większego entuzjazmu zaczął swoją mowę:

- Przyjaciele! Poddani! Zebraliśmy się tu dzisiaj, by... - Popatrzył na małżonkę, która postanowiła rozgościć się na tronie, zaśmiał się, a wśród zgromadzonych zaczęło „coś” szeleścić. Yasha chrząknął i mówił dalej: - Postanowiłem wydać list gończy. Jak zapewne wiecie mój brat Inu, pan sąsiadujących z nami ziem tchórzy, ma jedyną następczynię, która nie ma jeszcze męża, tracąc ją, ziemie Azarah stracą następcę, a obecny władca straci chęć walki! - W tym momencie uniósł ręce ku górze jak gdyby chciał chwycić wiszący nad głowami wszystkich księżyc. Istoty znajdujące się w zamku zaczęły wiwatować i klaskać, lecz hałas szybko ucichł jak tylko demon opuścił ręce.

- A co z żoną? Ta kobieta zawsze jest przy nim i może powstrzymać go przed załamaniem się - krzyknął Al. Zanim zdążył się obrócić, Yasha był już za nim, niższy od kota, lecz bez problemu sięgał jego ucha. Uśmiechnął się wrednie i szepnął, ale tak głośno, że każdy bez problemu mógł to usłyszeć:

- Ją zostawcie mnie... Waszym zadaniem będzie porwać Yumi Mizuno! - Roześmiał się i szybkim krokiem podszedł do małżonki, wyciągnął przed nią rękę. Zebrani szeptali miedzy sobą, a Klara popatrzyła na męża i wyciągnęła mały zwój. Demon wziął go i rozwinął, po czym odwrócił się twarzą do zebranych. - Oto oficjalny list gończy! Każdy zainteresowany dostanie go, nagroda też nie jest mała - wyszczerzył się jeszcze szerzej, wzrok jego zmienił się gwałtownie, był obłąkany, szalony. Delikatnie przejechał palcem po tuszu na liście by pokreślić i pokazać, gdzie znajduje się kwota nagrody. Gdy przybysze zwrócili się w pokazane miejsce, ucichli w zdumieniu. Nagroda była ogromna i kusząca. Król utrzymywał poddanych przez jakiś czas w błogiej ciszy, przymykając oczy. Gdy uznał że ta cisza zaczęła go dręczyć i mierzić, wyprostował się, chrząknął tak by wzrok zebranych znowu powędrował na niego. - Bal czas zacząć! - krzyknął i znikąd zaczęła grać muzyka, najpierw smyczki szybko uderzały w struny skrzypiec, by zaraz po nich flety, harfy i klawesyny weszły szybko i gwałtownie, dając w efekcie pięknego i klasycznego walca. Zebrani powoli zaczęli tańczyć i rozchodzić się po zamku. Zadowolony król podniósł swą małżonkę, po czym usiadł na tronie, sadzając ją sobie na kolanach.

- Myślisz, że się uda ukochany? - Klara szepnęła mu do ucha, bawiąc się jego włosami.

- Jak się nie uda, to mam inny plan. - Pogładził ją po ramieniu. - Na pewno ktoś ją kiedyś złapie, zdobędziemy Azarah i wydostaniemy się z tego więzienia.

- A potem? - uśmiechnęła się słodko, udając niedoinformowaną.

- Przecież wiesz - mruknął i ustami muskał ją po szyi.

- Powiesz? Lubię jak to mówisz. - Głos jej lekko drżał.

- A wtedy kąpiele we krwi i zabawy, pokonamy te ścierwa co Ziemię od zarania dziejów niszczą swoją obecnością i zabijają ją powoli. Jak się oni nazywają? Jakoś nie mogę nigdy zapamiętać ich nazwy.. - zaśmiał się z pogardą. - Jest taka śmieszna.

- Ludzie ukochany.

- Pokonamy te małpy!

- Zwierzęta?

- Nie, te są nam bliższe niż im, dla nich to coś... dzikiego - skrzywił się. - Wszystko co nie ma kciuka i ogolonej brody to dla nich dzikie zwierzę, które prędzej czy później nasyci ich głód - mlasnął w niezadowoleniu.

- Nie tacy głupi, w końcu nas stworzyli.

- Każdemu coś kiedyś musi wyjść, nawet skończonemu debilowi.

- Takiemu jak ty? - wyszczerzyła się złośliwie.

- Pamiętaj, ze ten debil, może jednym ruchem dłoni zmiażdżyć ci twoje urocze gardełko. - Pocałował ją w kark i opuszkami palców zaczął ją lekko pieścić po krtani. Dreszcz rozkoszy przeszył jej ciało, kątem oka popatrzyła na zebranych i zobaczyła wśród nich jej syna.

- Najdroższy... Myślisz o tym, o czym ja? - szepnęła.

Ten nie odrywając się od jej skóry, wziął ją na ręce i zaniósł z dala od ludzi do ich sypialni. Tym czasem na balu zabawa dobiegała końca.

Al staną naprzeciw Lauresa - wysokiego mężczyzny o długich czarnych włosach, czerwonych oczach i bladej karnacji skóry, co dziwniejsze z jego ust nigdy nie znikał uśmiech, lecz nie był on normalny, był ironiczny.

- Co o tym myślisz? - Al zapytał się, pokazując mu list gończy.

- Ojciec zawsze ma jakiś plan, a już chciałem, aby...

- Aby?

- Ja mam zamiar ją schwytać - powiedział donośnie.

- Nawet nie dasz mi spróbować? - Al uśmiechnął się z przekąsem, lekko ruszając ogonem.

- Nie uda ci się, zginiesz.

- A ty, co? Pozjadałeś wszystkie rozumy?

- Po prostu wiem. - Odwrócił się gwałtownie. - Jak będziesz wyruszał, daj znak, chcę mimo wszystko pokazać ci, że to ja miałem rację.

Al kiwnął tylko głową i poszedł do swojej matki.

Laures wyszedł na taras, patrząc się na księżyc.

- Już niedługo przyjacielu... już niedługo - szepnął do siebie, pozwalając, by wiatr poruszał jego włosami, które na delikatnym ciepłym wietrze powoli tańczyły ku czci Bladego Boga.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • NataliaKiSS : 2010-09-23 17:42:30

    Fajne opowiadanie jak dla mnie to miło się czyta ;)

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu