Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Eksterminacja

Money money money 3 czyli: Video Girl Horror

Autor:Redvampire
Korekta:Teukros
Serie:Video Girl Ai
Gatunki:Akcja, Parodia
Uwagi:Self Insertion, Przemoc
Dodany:2005-08-22 22:19:59
Aktualizowany:2007-11-20 22:22:05


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Uwaga, uwaga: poniższy tekst jest ewidentnym kiczem w stylu horrorów klasy B albo gorzej, mimo iż nie ma w nim tyle humoru, co w dziełach Grisznaka, to zalecam czytać po piwie.

Z poważaniem : Redvampire


Nad wyspami japońskimi wchodził nowy dzień, lecz słońce było dziś nietypowe, wyłaniający się zza morza świetlny dysk był koloru purpury, a samo morze oświetlone jego blaskiem sprawiało wrażenie bezmiaru rozlanej krwi. Być może chciało tak przepowiedzieć krwawe wydarzenia mające się wkrótce zdarzyć.

W jednym z ciasnych, tokijskich mieszkań, przy stole, siedziała czwórka ludzi licząc pieniądze.

- Razem zarobiliśmy niecałe 1 204 700 $. Ile to daje jenów?? - zapytał wysoki mężczyzna w czerwonym płaszczu.

- Nie wiem, ale jak na nasze zapotrzebowanie to jeszcze o jakiś milion za mało - odpowiedział duży facet w kurtce moro, przypuszczalnie wzoru armii pewnego zacofanego kraiku w europie wschodniej.

- Ale dlaczego?? - zapytał koleś ubrany w dżinsy i marynarkę.

- Ty, czerwony, wytłumacz mu - syknęła milcząca i jak na razie kryjąca się w cieniu kobieta.

- Wiesz kto to był Napoleon?? - zapytał chudy koleś w czerwonym płaszczu.

- No! - odparł gościu w dżinsach.

- A zatem wiesz jakie trzy rzeczy według niego potrzebne są do wojny??

- Nie, nie wiem - Odparł ten w dżinsach.

- To ja ci ku... powiem!! Do wojny potrzeba po pierwsze pieniędzy, po drugie pieniędzy i po trzecie jeszcze więcej pieniędzy - wtrącił się masywny gościu w moro wyraźnie poirytowany tą bezcelowa gadką, przy okazji trzy razy waląc pięścią w stół tak, że studolarowe banknoty zaczęły fruwać po pokoju.

- Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, może zarzuci ktoś jakimś pomysłem - powiedział kryjąca się w cieniu kobieta.

- Ja mam, lecz jest pewien szkopuł - odezwał się wysoki chudy.

- A jaki to znowu szkopuł??! - warknął ten w moro.

- A mianowicie taki, że potrzebuję tak ze 3 dni, góra, i muszę być sam - Odparł wysoki w płaszczu.

- Teoretycznie mogę cię puścić ale najpierw się wytłumacz, dlaczego chcesz działać solo? - Zapytał mężczyzna w marynarce.

- Po pierwsze chciałbym trochę wypróbować swoje możliwości samemu, a po drugie, żeby dostać zlecenie musiałbym się skontaktować ze starymi znajomymi z międzynarodówki komunistycznej, a znając twoje poglądy, szefie, raczej

takie spotkanie nie obyło by się bez małej wymiany ołowianych argumentów co do słuszności niektórych ideologii - odparł chudzielec w płaszczu.

- Wiedziałem, że te twoje wdzianko ma jakiś związek z czerwoną zarazą, ale dobrze, zezwalam, o ile przyniesie to jakieś profity, a z komuchami rozliczę się kiedy indziej! - warknął szef.

- Dobra to ja spadam - powiedział chudy kierując się w stronę okna.

- Hej ty, czerwony, myślałem że krwiopijcy nie chodzą w dzień? - zapytał facet w dżinsach zbierający dolce z podłogi.

- Ja jestem wyjątkowy - odparł wysoki, po czym dał susa przez otwarte okno.

- Co za pajac, jeszcze ktoś go zobaczy, jak wyskakuje z 7 pietra i nie zmienia się w miazgę przy przyziemieniu - powiedziała kryjąca się w cieniu kobieta, po czym spokojnie poszła położyć się do swojej trumny.

Tokyo, godzina 8:30 rano, zwykły pociąg podmiejski wiozący zwykłych ludzi do szkół i pracy, a w nim zwykły japoński salaryman czytający zwykłego hentaja i przy okazji ukradkiem gapiący się na trójkę uczennic ostatniej klasy gimnazjum, w myślach marzący o zerwaniu z nich mundurków. Lecz nagłe popiskiwanie telefonu komórkowego wyrywa japońca z jego chorych fantazji.

- Moshi, Moshi? Shinji Kosimazaki, słucham? - mówi do słuchawki zwykły japoński salaryman.

- A wiec teraz nazywacie się Shinji towarzyszu - mówi głos w słuchawce na którego brzmienie oczy salarymana omal nie wyskakują z orbit, kopara opada a telefon prawie wypada z ręki.

- I co was tak zatkało towarzyszu, tak przy okazji oglądam sobie właśnie twoje mieszkanie, bardzo obszerne jak na tokijskie standardy, a zdjęcie żony, u la la, niezła cizia, gdzieś ty taką znalazł na tych cholernych wyspach? -

przemawia ze słuchawki złowrogi głos.

- Czego, do diabła, chcesz??! - wykrzykuje Kosimazaki.

- Drobnej przysługi i nalegam na spotkanie dziś wieczorem, wybierz jakieś miejsce! - mówi głos ze słuchawki.

- Dobra, dobra tylko błagam, zostaw mój dom w spokoju, niech będzie 15:15 w bistro Fukujama, to dwie przecznice na południe od mojego domu - odpowiada na serio przestraszony salaryman.

- Liczę że się pojawisz albo... - syczy złowrogi głos w słuchawce po czym milknie.

Tokyo godzina 15:30, przy odosobnionym stoliku, w ciemnym kącie lokalu, siedzi wyraźnie zdenerwowany typowy japoński salaryman, co chwila spogląda na zegarek marki Casio, jakby na kogoś czekał.

W tym momencie do lokalu wchodzi wysoki, chudy mężczyzna w czerwonym płaszczu. Mimo, iż wygląda on nieco dziwnie i na pewno nie jest Japończykiem, wszyscy goście poza jednym salarymanem wolą nie okazywać zainteresowania pojawieniem

się dziwnej postaci.

- Witajcie towarzyszu! - mówi mężczyzna w czerwonym płaszczu siadając koło salarymana.

- Czego chcesz, czerwona zarazo?? - zapytuje salaryman wyraźnie zaniepokojony nagłym pojawieniem się mężczyzny w płaszczu.

- Niczego ważnego, po prostu potrzebuję zarobić dużo kasy w krótkim czasie i pomyślałem, że ty, stary kombinator, wspomożesz mnie swoim doświadczeniem, jakie zdobyłeś, gdy różnymi, mniej lub bardziej legalnymi środkami zarabiałeś fundusze na działalność japońskich Czerwonych Brygad - spokojnie oświadcza mężczyzna w płaszczu.

- Słuchaj czerwony, ja już w tym dawno nie siedzę, a nawet jakbym chciał niczego od tak, na szybko, bym dla ciebie nie mógł załatwić! - odparł salaryman zbierając się na jeden z niewielu w swoim życiu przejawów odwagi.

- Hmm... Ciekawe czy twoja żona i szefowie znają twoją przeszłość... - oświadczył mężczyzna w płaszczu wstając od stolika.

- No dobra, może jednak o czymś słyszałem - oświadcza wyraźnie mięknący typowy japoński salaryman.

- Rozsądny wybór, a wiec co i jak? - pyta wysoki mężczyzna ponownie siadając.

- Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale niejaki Koto, właściciel pewnej firmy nazywającej się Videoteka Gokuraku, będącej pewnie zakamuflowanym burdelem, ma jakieś kłopoty, otóż jedna z jego dziewczyn chyba urwała się na stałe z

jednym ze klientów, a właściciel firmy, swoją drogą straszny zboczeniec, chce ją koniecznie z powrotem za wszelką cenę, tu masz adres, a teraz proszę, zostaw mnie w spokoju - oświadczył błagalnie jednak tak niezupełnie już typowy japoński salaryman.

- Dziękuję bardzo towarzyszu, ale pamiętaj, jeśli mnie wpuszczasz w maliny, to wrócę po ciebie i wtedy poznasz nowe wymiary znaczenia słowa "ból" - powiedział złowrogo mężczyzna w czerwonym płaszczu, po czym wstał i wyszedł zostawiając Japończyka sam na sam ze swoim strachem.

Właściciel Videoteki Gokuraku okazał niezbyt rozmownym bizonem po trzydziestce, ale przynajmniej dał dane co do zadania i bez żadnego targowania zgodził się zapłacić okrągły milion za jakąś cizię nazywającą się Ai Amano, głowę niejakiego Yoty Moteuchiego i jakąś durna kasetę VHS pod tytułem Video Girl Ai (pewnie jakiś pornol z Ai w roli głównej). Swoją drogą te imiona wydawały mi się dziwnie znajome, mógłbym przysiąc na mój wzmocniony potrójnymi runami ochrony czerwony płaszcz, że gdzieś już je słyszałem.

Pierwszym, co sprawdziłem, był dom tego Moteuchiego. Gościa ani laski nie było w domu, ale sam dom robił wrażenie. Skąd do cholery taki dzieciak jak on będący dopiero w liceum ma na to kasę, zwłaszcza tutaj w Japonii, gdzie nawet zupka z tytki jest cholernie droga?

Ale mniejsza z tym, nie zastawszy celu w domu postanowiłem popytać sąsiadów. Mimo iż miejscowi raczej nie byli wobec mnie ufni, to jednak jakaś miła staruszka poinformowała, że ten Yota wyjechał ze znajomymi do ośrodka wypoczynkowego.

Sprawdziwszy na mapie, gdzie to się znajduje, postanowiłem nie marnować czasu na podróże japońskimi środkami komunikacji, lecz przybrać postać nietoperza i po prostu tam polecieć.

Po przybyciu na miejsce i przybraniu w ustronnym miejscu ludzkiej formy skierowałem się do recepcji, by zapytać o mojego delikwenta. Lecz na szczęście los oszczędził mi dalszych poszukiwań, przez holl biegł głupio wyglądający chłopak o głupiej fryzurze, a za nim biegły dwie dziewczyny.

- Yota, czekaj, już i tak nie zdążysz!!! - krzyknęła jedna z nich.

- Nie mogę, Nabuko na mnie czeka, musze zdążyć!!! - palnął Yota.

W tym momencie gdy ich zobaczyłem, wszystko do mnie dotarło, już wiedziałem skąd ich znam. To byli "bohaterowie" jednej z mang przeznaczeni do likwidacji. Już widziałem co mam robić.

- Hej ty! Stój!! - zatrzymałem go.

- Przepraszam, nie mam teraz czasu bardzo się spieszę - powiedział gostek.

- Ty jesteś Yota Moteuchi? - zapytałem.

- Tak, a bo co? - odparł.

- Nabuko mnie wysłała, miałem cię znaleźć, jestem jej dalekim kuzynem, możesz już się nie spieszyć zaraz po nią pojadę. - powiedziałem starając się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie.

- Naprawdę??? Nie wiedziałem że ma krewnych gaji... To znaczy: ma krewnych za granicą? - zdziwił się.

- Chętnie pojadę z tobą, chcę się jak najszybciej z nią zobaczyć! - dodał.

- Nie, ty zostań tutaj, w tej sytuacji lepiej będzie jeśli to ona do ciebie przyjedzie - oświadczyłem stanowczo.

- Ale ja chcę... - jęknął gostek.

- Nie!!! Zostań tutaj, za niedługo wrócę z Nabuko i nie martw się, wszystko będzie dobrze. - powiedziałem uśmiechając się najprzyjaźniej jak potrafiłem.

- No dobra, to poczekam tutaj, tylko spiesz się, proszę i powiedz jej że mi na niej bardzo zależy... - powiedział Yota.

- Nie martw się, za niedługo wrócę tu z nią i sam jej to powiesz - powiedziałem, po czym odwróciłem się i wyszedłem drwiąc w duszy z jego naiwności. W głowie już uknuł mi się wspaniały plan, już czułem smak krwi, lecz pragnąłem to rozegrać po swojemu, bardziej dramatycznie, a na scenie dramatu, jaką był hotel, brakowało mi jeszcze dwóch postaci. Z tego, co pamiętam z mangi, ta dziewczyna, Nabuko, powinna czekać właśnie na Yotę w parku, ale to nie po nią udam się wpierw, żeby rozegrać przedstawienie, potrzebny mi jeszcze niejaki Matsui. Ale żeby go dostać muszę się udać do szpitala.

Szybko zmieniłem się w nietoperza i udałem się do owego szpitala. W recepcji dowiedziałem się, że ten Matsui leży w sali 218 na 4 piętrze, niestety jako że godziny odwiedzin już się skończyły, musiałem użyć hipnozy by wejść do środka. Po chwili byłem już w sali.

- Kto tu idzie? Nabuko, to ty? - zapytał, gdy otwarłem drzwi.

- NIE!!! Jestem twoim najgorszym koszmarem!!! HAHAHAHA!!! - oświadczyłem, po czym śmiejąc się szyderczo chwyciłem gostka i wyskoczyłem przez okno, trzymając go pod pachą.

- AAAAAAAAA!!!!! - wrzeszczał z przerażeniem, gdy spadaliśmy.

To, że przeżył lądowanie tak go zaskoczyło, że nie wołał nawet o pomoc.

- Nie bój się, nie zabiję cię, przynajmniej na razie - powiedziałem uśmiechając się złowrogo. Na parkingu przed szpitalem zobaczyłem jakiegoś gościa otwierającego swojego jaguara (to musiał być lekarz, i to pewnie chirurg plastyczny, tylko ich stać na takie auta). Nagły cios lewą ręką w potylicę znokautował lekarza, zabrałem nieprzytomnemu kluczyki, następnie wpakowałem gostka na tylne siedzenie, po czym pognałem do parku. Zawsze chciałem sobie pojeździć taką maszyną, a biada gliniarzowi, który by próbował mnie zatrzymać. Dojazd do parku zajął mi parę minut, może i mam szybkie auto, ale niestety nie poradzę nic na ruch uliczny w japońskich miastach. Zaparkowałem samochód, po czym wyszedłem szukać Nabuko, uprzednio informując mojego zakładnika, że jeśli wyjdzie z auta albo chociaż piśnie, to rozpruję mu brzuch i powieszę go za jelita na najbliższym drzewie.

Na szczęście nie musiałem długo szukać, trafiłem na nią już po chwili, dziewczyna nie doczekawszy się na swego Yotę, wychodziła zapłakana z parku powtarzając pod nosem:

- Głupi sempaii, głupi...

- Hej, to ty jesteś Nabuko? - zapytałem.

- Tak, a bo co? - odparła.

- Yota miał mały wypadek i przysłał mnie po ciebie, chodź ze mną, zaprowadzę cię do niego - powiedziałem.

- WYPADEK?! Jaki wypadek? Stało mu się coś? - zapytała z przejęciem w głosie.

- Nic poważnego, chodź ze mną, zawiozę cię do niego - oświadczyłem.

- A dla czego mam ci wierzyć, wyglądasz jakoś dziwnie, skąd mogę wiedzieć że mogę ci zaufać?? - dziewczyna była wyraźnie mądrzejsza od tego ciołka Yoty i mniej naiwna.

- Jak nie, to nie, ale co mam powiedzieć Yocie? - zapytałem.

- Że jest głupi!! A zresztą, skoro naprawdę miał wypadek, to tym razem mu daruję, prowadź.

Przyprowadziłem ją do mojego jaguara, lecz snując przyszłe plany mojego dramatycznego przedstawienia zupełnie zapomniałem o tym ciołku... na tylnym siedzeniu jaguara.

- Hej Matsui! Co ty tu robisz nie powinieneś leżeć w szpitalu? - zdziwiła się.

Lecz zrozumiawszy swój błąd szybko uśpiłem dziewczynę metoda na Spocka, po czym wrzuciłem na tylne siedzenie, obok Matsuiego. Ale chłopak widząc to nagle wyrwał się z odrętwienia i wrzasnął:

- Nabuko!!!! Ludzie, na pomoc!!!! - ale na szczęście szybki prawy prosty w pysk położył kres jego wrzaskom, zanim ktokolwiek zdążył usłyszeć.

Przykrywszy nieprzytomnych moim płaszczem, siadłem za kółkiem i zacząłem gnać do hotelu, w którym była reszta głównych postaci. Za miastem, jak się wydostałem na autostradę, mogłem wreszcie wypróbować pełną moc maszyny.

Byłem na miejscu już w godzinę, co prawda w postaci magicznego nietoperza poruszałbym się znacznie szybciej, ale niestety miałem mały ładunek, więc musiałem się uciec do zwykłych środków lokomocji. Dojechawszy na miejsce zabrałem się za realizacje mojego planu. Szło mi tym łatwiej, że ośrodek był prawie pusty o tej porze roku, a zahipnotyzowanie personelu i paru gości by się wynieśli nie było trudne, swoja droga zastanawiam się, po co cackałem się z Matsui i Nabuko? Upewniwszy się, że poza moimi ofiarami na terenie Hotelu nie ma już nikogo, zabrałem się za realizację planu. Wypożyczywszy ze świetlicy hotelowej sprzęt nagłaśniający, podłączyłem go pod hotelowy radiowęzeł, a największe kolumny umieściłem na obu końcach hotelowego korytarza i pod oknami pokojów, w których rezydowała reszta moich ofiar. Yoata, Ai Takashi i Moemi grali sobie spokojnie w karty w swoim pokoju, zupełnie nieświadomi tego co ma się zdarzyć.

Upewniwszy się ze wszystko zapięte na ostatni guzik, postanowiłem zacząć przedstawienie.

Wróciłem do samochodu, wziąłem oboje nieprzytomnych pod pachy, zaniosłem ich pod drzwi pokoju reszty i zostawiłem tam leżących. Przy nieprzytomnych położyłem też część swojego arsenału, czyli sowiecki bagnet, dwa pistolety Beretta, Desert Eagle'a, dwie amerykańskie 45. i AKSU-47 i po dwa magazynki do każdej z broni, a dodatkowa amunicje do nich i parę sztuk innej broni pochowałem już w innych częściach hotelu. Broń ta była sprawna, choć dawno nie używana, po prostu leżała sobie w kieszeniach mojego magicznego płaszcza, które tak naprawdę były połączonymi z innym planem astralnym sakwami przechowywania mogącymi pomieścić wiele ciężkich przedmiotów.

Zostawiwszy broń pobiegłem do recepcji, gdzie miałem przygotowany mikrofon i sprzęt grający. Wybrawszy broń: dwa pistolety Desert Eagle i stary poczciwym miecz Pożeracz dusz oraz płytkę z moją ulubiona mroczna muzyczką, zdjąłem płaszcz (niech chociaż maja jakieś szanse mnie zranić he he), włożyłem płytkę z muzyczką do czytnika CD i puściłem ja na full przez sprzęt nagłaśniający. It's show time!!!

Był wieczór, coś koło godziny 21. Yota, Ai, Takashi i Moemi grali sobie w karty, oczekując na przyjazd Nabuko i jej dziwnie wyglądającego europejskiego kuzyna.

- Hmmm, coś długo go nie ma, mogłem jechać z nim - powiedział powiedział ciemnowłosy obcięty na jeża chłopak.

- Od razu wydał mi się jakiś dziwny. Yota, emanowała z niego zła energia, może jest sługą Koto? Choć nie, ta energia była zupełnie inna niż u Mai - odparła dziewczyna o ciut dziwnej fryzurze.

- Tak myślisz, Ai-chan? Oby Nabuko nic się nie stało, zadzwonię lepiej do niej i upewnię się czy... - nie skończył, gdyż w tym momencie ich pokój, a może nawet całą okolice, wypełnił dźwięk dziwnej, niepokojącej muzyki.

- A to co do diabła? - powiedział drugi chłopak, krótkowłosy blondyn ulizany fircykowato żelem.

W tym momencie z hotelowego radiowęzła dał się słyszeć dziwny i niepokojący głos.

- Ave, śmiertelnicy. Pewnie zastanawiacie się, co do diabła się dzieje. Chętnie wam powiem, tylko słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzał. Niestety nie mogę wam podać mojego prawdziwego imienia, ale możecie mnie nazywać Czerwonym wampirem, tak jak większość ludzi, mieliście już okazje mnie dziś widzieć, he he he. Ale koniec z uprzejmością. Za drzwiami znajdziecie dwie nieprzytomne osoby i broń, wasze zadanie jest proste: musicie znaleźć trzy runy dzięki którym będziecie w stanie dotknąć mojego czerwonego płaszcza. W jego lewej, wewnętrznej kieszeni znajdziecie kluczyki do czarnego jaguara zaparkowanego przed hotelem, ale żeby go odpalić potrzebujecie jeszcze znaleźć akumulator, który schowałem gdzieś w hotelu. Instrukcje jak znaleźć runy i akumulator zostawiłem wam przy broni, sugeruję się wam spieszyć, gdyż daje wam tylko godzinę, potem cały hotel wyleci w powietrze. A jeśli myślicie o ucieczce na nogach to sobie odpuśćcie, dokoła las i w promieniu 15 km ani żywej duszy, ucieczka samochodem to wasza jedyna szansa. A wiec powodzenia ludzie, polowanie czas zacząć.

- Co to jakaś durna zabawa? - zapytała druga z dziewczyn o długich, prostych czarnych włosach.

- Nabuko!!!!!! - wrzasnął Yota po czym rzuciła się do drzwi.

Widok za nimi zaskoczył go. Na ziemi leżała nieprzytomna Nabuko i ten chłopak, którego ona często odwiedzała w szpitalu.

- To jakiś poje... świr!!! - warknął ulizany fircyk znany niektórym jako Takashi.

- Nabuko, ocknij się - powiedział Yota próbując ocucić dziewczynę. W tym samym czasie reszta zabrała się za cucenie Matsuiego.

- Kyaaaaaa!!! - krzyknęła Nabuko, wyrywając się Yocie.

- Uspokój się, to ja, Yota - powiedział, nie puszczając dziewczyny.

- Co się stało? Byłam w parku, potem zjawił się ten człowiek, mówił, że miałeś wypadek, potem zobaczyłam martwego Matsui, a potem mnie dotknął i już nic nie pamiętam!! - Powiedziała Nabuko przerażonym głosem.

- Uspokój się, wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie - powiedział Yota, przytulając Nabuko.

- Poza tym, jak widzisz, Matsui żyje, ten świr nie zrobił mu nic poważniejszego niż podbite oko - powiedziała Ai pomagając Matsuiemu wstać.

- Ja nie wiem, czy to taki zwykły świr!! - oświadczył Matsui.

- Co przez to rozumiesz?? - zapytała Ai.

- On porwał mnie ze szpitala wyskakując z 4 pietra, trzymając mnie pod pachą i nic mu się nie stało.

W tym momencie z głośników znowu przemówił złowrogi głos.

- Drodzy ludzie, naprawdę nie macie czasu na czułostki i dyskusje czy jestem świrem czy nie. Sugeruję wam zacząć działać, instrukcje co macie robić są na kartkach koło broni. A co do ciebie, Yota, to ja na twoim miejscu od razu wziąłbym spluwę i wysłał mózg tego całego Matsuiego na wycieczkę w kierunku najbliższej ściany za to, że zarywa ci dziewczynę, ba, jak to zrobisz to nawet daruję ci i tej Nabuko życie.

- On nas słyszy! - krzyknął Takashi.

- Nie zrobię tego, nie jestem taki jak ty... ty... DEMONIE!!! - wrzasnął Yota.

- Nie będziemy grali w twoje gierki! - oświadczyła stanowczo Ai.

- A wiec zginiecie, ha ha ha ha. Tak przy okazji, graliście może w Rezident Evil?? Jeśli nie, to szkoda, bo macie właśnie miłych gości - oświadczył złowrogo głos w radiowęźle.

W tym samym momencie Takashi zauważył jakiś ruch na końcu korytarza.

- A to co do diabła??!! - wskazał na 3 dziwne postacie powoli człapiące w ich kierunku.

- Ohyda!!! - skrzywiła się dziewczyna o długich, czarnych włosach, gdy zobaczyła nadgnite stwory wyłaniające się z cienia. W tym samym momencie w oknie, przy którym stała, coś wybiło szybę, a przez szczelinę wsunęła się ohydna nadgnita, pokryta czyrakami ręka i chwyciła dziewczynę za ramię.

- Moemi!!! - wrzasnęli Yota i Takashi rzucając się dziewczynie na pomoc .

- A zreszta niech cię diabli stworze!!! - krzyknęła Ai, po czym chwyciła za AKSU-74 i wpakowała serię przez szybę. Z zewnątrz dało się słyszeć przeraźliwy jęk, po czym ręka puściła bladą ze strachu Moemi.

Na nic nie czekając, Ai odwróciła się i wpakował resztę magazynku w człapiące stwory. Kule dosłownie rozerwały istoty na kawałki, które o dziwo dalej się poruszały

turlając się, sycząc i podrygując.

- Chyba nie mamy wyboru, moi drodzy, tylko zagrać w gierkę tego świra!!! - oświadczyła Ai do osłupiałej z wrażenia reszty, trzymając w ręku karabin z ciągle dymiąca lufą.

- Ai, nie wiedziałem że masz takie zdolności? - powiedział Yota.

- Nie gadaj, tylko bierz broń i podaj mi te kartki ze wskazówkami! Reszta niech tez się uzbroi!! - Oświadczyła podnosząc dodatkowe magazynki i przeładowując broń.

Po chwili każdy się uzbroił w to, co mu się najbardziej podobało, po czym nastąpiło przestudiowanie wskazówek, a właściwie mapy hotelu z pooznaczanymi lokacjami broni i rzeczy, które mieli znaleźć. Stwierdzili, że najbliżej, bo piętro wyżej znajduje się runa o kolorze niebieskim, więc jednomyślnie ruszyli w jej kierunku. Zdobycie jej nie sprawiło im większych trudności, porozwalali trochę zombiaków, pozbierali trochę amunicji, ba, Yota znalazł nawet Karabin szturmowy AKM i trzy magazynki w jednym z pokojów. Podobnie było z drugą runą o kolorze żółtym. Zdobycie trzeciej runy też nie sprawiło większych problemów, no może poza tym, że jednemu stworowi udało się ugryźć Moemi w nogę. Rana obficie krwawiła i dziewczynę zaczęła trochę boleć głowa, ale mogła iść dalej. Minęło dopiero 20 minut, a mieli już wszystkie trzy runy, jeszcze tylko akumulator i kluczyki do samochodu i są wolni. Akumulator znajdował się na sali gimnastycznej. Cała szóstka dotarła na miejsce, po czym ostrożnie weszli do sali. Sala była ciemna, ale wydawała się pusta, akumulator leżał na środku sali w miejscu oświetlonym światłem księżyca, wpadającym przez zakratowane okna.

- Banalne te jego zadania, czy te śmieszne stworki miały nas niby zatrzymać? - powiedział Matsui, który nabrał bojowego nastroju zachęcony łatwością z jaką rozwalał zombiaki za pomocą dwóch 45.

- Uważaj to może być pu....!! - krzyknęła Ai, ale było już za późno, z pod sufitu zeskoczył jakiś 3 metrowy stwór, złapał Matsuiego i odskoczył z powrotem w mrok, skąd dało się słyszeć z początku przeraźliwe wrzaski bólu i agonii, a potem już tylko dźwięki rozszarpywanego mięsa, miażdżonych kości i mlaskania.

- MATSUI!!!! - wrzasnęli wszyscy, po czym zaczęli strzelać w kierunku dźwięku mlaskania.

W tym samym momencie z głośników radiowęzła dał się słyszeć okropny śmiech.

- Ha Ha Ha Ha Ha Ha. Widzę, ze poznaliście moje zwierzątko, milutkie co nie? Możecie darować sobie strzelanie z tych waszych żałosnych pukawek. Ale dam wam radę - znajdźcie coś cięższego, myślę że granatnik przeciwpancerny RPG 7 w raz z instrukcją obsługi, którego ukryłem na drugim piętrze w pokoju 67, powinien wystarczyć, ale ostrzegam, macie tylko jeden pocisk, więc nie spudłujcie, i unikajcie miejsc oświetlonych przez światło księżyca he he he. Na razie moje zwierzątko je, więc nic wam nie zrobi, no chyba że wleziecie w oświetlone miejsce, ale za parę minut skończy he he.

- Pieprzony sukinsynu, zapłacisz za to!!! - wrzasnął Yota.

- No coś ty, Yota, przecież wyświadczyłem ci przysługę, he he he - odpowiedział głos.

- Nie słuchaj go Yota, chodźmy, musimy rozwalić to bydlę, a czas na żałobę będzie potem, on jeszcze nam za to zapłaci! - powiedziała Ai.

Wszyscy wycofali się ostrożnie do wyjścia z sali. Znalezienie wyrzutni nie zajęło im dużo czasu. Ale w drodze powrotnej Moemi źle się poczuła, zrobiła się strasznie blada, a jej ból głowy się nasilił, choć na szczęście rana na nodze przestała krwawić.

- Dobra, Takashi ty zostań tu z Moemi, a my zajmiemy się stworem.

- Ok. - Powiedział Takashi. Moemi też przystała na te propozycje.

- Odpocznę trochę i mi przejdzie, muszę trochę ochłonąć - powiedziała, po czym usiadła na jednym z stojących na korytarzu foteli. Pozostała trójka ruszyła do sali gimnastycznej.

- Słuchajcie ja łapię akumulator i uciekam odwracając uwagę stwora, ty Yota walisz do niego z tej bazooki, a Nabuko stoi przy drzwiach na czatach by coś przypadkiem nie przypełzło od tyłu - Powiedziała Ai przed drzwiami do sali gimnastycznej.

- Nie Ai, ja odwracam jego uwagę, a ty strzelasz! - zaoponował Yota.

- Ja mam strzelać z takiej giwery? To ty tu jesteś silny facet.

- Z tej giwery strzelają nawet arabskie dzieciaki, nie oglądasz wiadomości z Iraku lub Afganistanu? Poza tym jak nie trafisz to zdążysz jeszcze z Nabuko uciec, może wam się uda - powiedział stanowczo Yota.

- Nie Yota, ja będę odwracać jego uwagę, jestem tylko Video Girl, a ty masz jeszcze przyszłość z Nabuko - zaprotestowała Ai.

- Ach skończ z tą swoja upartością osła Ai!!! - wrzasnął Yota rzucając Ai granatnik RPG/

- Tylko nie spudłuj!!! - dodał otwierając drzwi i biegnąc w stronę akumulatora.

- Yota-semapai, ty idioto!! - wrzasnęły obie dziewczyny, ale na szczęście Ai przygotowała granatnik do strzału wiedząc, że to jedyna nadzieja na uratowanie Yoty.

Chłopak chwycił akumulator i wrzasnął.

- Chodź po mnie bydlaku!! No czekam... Ale w tym samym momencie zamarł ze strachu, gdyż tuż przed nim wyrosła olbrzymia, śliniąca się paszcza i szponiasta łapa. Yota już przygotował się na najgorsze, gdy nagle straszliwy huk i błysk pozbawiły go przytomności. Sam nie wiedział, ile tak leżał, ale z odrętwienia wyrwał go głos Ai.

- Wstawaj leniu, już po wszystkim, mam nadzieję, że nie zlałeś się w gacie ze strachu?

- Ile czasu minęło?? - Zapytał Yota wstając i próbując strzepnąć z siebie rozbryzgane resztki stwora.

- Tylko chwila, chodźmy po resztę - powiedziała Ai kierując się do wyjścia.

Lecz w tym momencie z oddali słychać było straszliwy krzyk przerażenia.

- Moemi, Takashi!!! - wrzasnęła cała trójka i ruszyła pędem do miejsca, gdzie zostawili przyjaciół.

Po tym jak Yota, Nabuko i Ai odeszli, Takashi przykrył drżąca być może z zimna Moemi.

- Biedna dziewczyna, za dużo dzisiaj przeszła - pomyślał sobie, po czym zajął dogodna pozycję, by obserwować oba końce korytarza. Moemi siedziała, a praktycznie leżała w fotelu. Wyglądała bardzo spokojnie i blado, ale jej myśli był zgoła inne, głowa bolała ją straszliwie, jak tylko zamykała oczy, to zaczynała widzieć rzeki krwi, a w głowie słyszeć szepty:

- Zabij, Zabij, Zabij, Zabij go!!! - mówiły setki ostrych jak szpilki głosów w jej głowie.

W tym momencie od strony sali słychać było eksplozje i straszliwy ryk bólu wydany przez jakieś nieludzkie gardło.

- Mam nadzieje że im się udało - powiedział Takashi.

Moemi nic nie powiedziała, tylko skuliła się w fotelu, zamykając oczy i zatykając uszy rękami.

- Moemi, jest ci coś? - zapytał zaniepokojony chłopak.

- Odejdźcie, zostawcie mnie, aaaaaaa na pomoc!!!! - krzyknęła dziewczyna rzucając się na podłogę.

- Moemi co ci jest!! - krzyknął Takashi chwytając wierzgająca dziewczynę.

- Takashi, pójdź do mnie, przytul mnie - powiedziała Moemi tuląc się do Takeshiego.

W tym momencie dziewczyna otwarła oczy ,które były czerwone jak krew.

Cała trójka biegła ile sił w nogach. Ale widok, który zastali na miejscu, dosłownie ich zamurował. Na podłodze leżały zwłoki Takeshiego z rozerwanym gardłem, a nad nim pochylała się Moemi, której dolna część twarzy cała umorusana była krwią.

- Yota, pójdź do mnie - powiedziała Moemi, wstając znad zwłok Takashiego i ruszając z wyciągniętymi rękami w kierunku Yoty.

- Twoje niedoczekanie, demoniczna suko!!!! - wrzasnęła Nabuko i wywaliła całą amunicję z Desert Eagle'a prosto w jej korpus. Moemi zachwiała się i upadła.

- Moemi!! - wrzasnął Yota rzucając się ku dziewczynie.

- Stój, to już nie była Moemi - powiedziała Ai zatrzymując chłopaka.

- Ruszajmy!!! - dodała.

Ocalała trójka ruszyła w kierunku recepcji, gdzie mieli znaleźć ostatni przedmiot zadania i uciec zostawiając koszmar za sobą. Ruszyli w samą porę, gdyż właśnie ich byli przyjaciele zaczęli wstawać.

- Yota, pójdź do mnie - Dał się jeszcze za plecami słyszeć syczący głos Moemi.

Ale cała trójka ruszyła w te pędy przed siebie nie patrząc już w tył. Nie minęła minut już byli w recepcji. Płaszcz leżał na blacie. Jaka tylko się zbliżyli do niego runy w kieszeniach Ai zaczęły wibrować, a trzy grawerowane,

mosiężne guziki płaszcza zaczęły świecić odpowiednio niebieskim , żółtym i czerwonym blaskiem. Ai dotknęła każdą z run odpowiedniego jej guzika, po czym rozpięła płaszcz i wyciągnęła z kieszeni kluczyki do samochodu. - Udało się - pomyślała.

- Chodźmy do tego przeklętego auta - powiedziała ruszając ku wyjściu.

Cała trójka wyszła na zewnątrz. Czarny samochód marki Jaguar stał lśniąc w świetle księżyca. Ruszyli pędem ku samochodowi gdy nagle z boku usłyszeli znajomy głos.

- Nie sądzicie chyba że to już koniec?? Ich oczom ukazał się wysoki, chudy mężczyzna, ubrany na czarno i o długich czarnych włosach spiętych w kucyk, który powiewał na wietrze. W rękach miał 2 pistolety Desert Eagle, a na plecach wielki miecz o pofalowanym ostrzu.

- Daj nam przejść albo zapłacisz za wszystko!! -krzyknęła Ai.

- Tak myślisz? - zapytał mężczyzna.

Stałem naprzeciw trójki ocalałych z mojej gry. Byłem pewien podziwu, że udało im się tyle przeżyć, chciałem nawet darować im nędzne życie, ale niestety związany byłem kontraktem.

- Przepraszam to nic osobistego, jakby to zależało ode mnie puściłbym was, lecz niestety nie mogę tego zrobić, ale kto wie, może uda wam się mnie pokonać, bez mojego płaszcza jesteście w stanie mnie bez problemu zranić, choć wątpię by wam się udało trafić - powiedziałem, rzucając się w ich kierunku.

- Teraz zginiesz płacąc za swoje zbrodnie!! - krzyknęła dziewczyna znana jako Ai Amano, mój cel, który miałem dostarczyć pracodawcy żywą, a reszta miała zginąć.

Dzieciaki zaczęły grzać do mnie ze wszystkich luf jakie miały. Skoczyłem do góry pakując do nich z pistoletów. Mimo iż nie trafiłem, moje strzały przyszpiliły ich do ziemi. Nie namyślając się długo, przyziemiłem przy nich, wykopnąłem broń z rąk Yocie i Ai.

Już miałem chwycić miecz i odciąć Yocie jego zakuty łeb, gdy poczułem jak kula kal. 5,56mm trafia mnie w plecy. Czułem jak gorąco pocisku pali moją skórę, a sam pocisk pustoszy moją jamę brzuszną, na szczęście nie drasnął nawet serca, więc rana nie była groźna. Odwróciłem się mówiąc:

- Nie cierpię, gdy się do mnie strzela, a zwłaszcza w plecy.

Moim oczom ukazał się piękna dziewczyna, podobna trochę do Ai, tylko o długich czarnych prostych włosach i złowieszczym uśmiechu, trzymającą w ręku M16A2.

- Mai, nigdy nie sadziłam ,że to ty nas uratujesz - odezwała się Ai.

- Milcz, wadliwy śmieciu, zaraz po nim przyjdzie twoja kolej, po prostu żaden palant nie odbierze mi przyjemności wykasowania cię!! - oświadczyła dziewczyna.

- Twoje niedoczekanie - powiedziałem skacząc w powietrze i wpakowując cały magazynek w dziewczynę, choć szkoda mi jej było. Kule typu magnum, w dodatku każda z małym ładunkiem wybuchowym eksplodującym przy trafieniu, dosłownie

rozniosły na strzępy ciało dziewczyny. Przy przyziemieniu poczułem straszliwy ból w boku, był to znak, że jeśli nie uzupełnię natychmiast ubytku krwi, będzie źle. Najbliżej była Nabuko, wiec nie zważając na Yotę grzejącego do mnie z AKM, złapałem dziewczynę pod pachę, po czym skoczyłem na dach, który w tym miejscu gdzie była recepcja był stosunkowo niski, tylko jakieś 4 m.

- Nabuko!!! - wrzasnęli przerażeni Yota i Ai. Ale ja nie zważałem na ich krzyki, jak tylko znalazłem się na dachu wgryzłem się w szyję Nabuko. Dziewczyna z początku próbowała się szarpać, ale potem już tylko cicho piszczała, w czasie gdy ja pozbawiałem ją hemoglobiny.

Krew była młoda, nieskażona żadnymi nikotynami, alkoholem czy też narkotykami a co najważniejsze należała do jeszcze dziewicy więc była bardzo pożywna, czułem jak rany się zabliźniają i nabieram nowych sił. Przez chwilę zrobiło mi się żal dziewczyny leżącej teraz w agonii u moich stóp. Rozciąłem sobie przegub na mieczu, po czym przyłożyłem rękę do ust dziewczyny, trochę mojej krwi wpłynęło do ust dziewczyny, nim rana się zabliźniła.

- Słuchaj, nie wiem czy przeżyjesz do rana, ale jeśli to ci się uda, to masz dwie alternatywy, pierwsza prosta ale skazująca na wieczne potępienie, ale nie życie, bo każdy wampir kiedyś ginie, ale on wtedy nie ma zbawienia, jest tylko piekło jeszcze gorsze niż życie jako krwiopijca, a druga alternatywa to wieloletnie zmaganie z głodem krwi, przewlekłe cierpienie, lecz na którego końcu czeka uzdrowienie i być może zbawienie - powiedziałem.

- Wybór należy do ciebie, jeśli kiedykolwiek będziesz chciała zemścić się za to, co teraz zrobię twoim przyjaciołom, to będę czekał, a teraz żegnaj - dodałem, po czym dobyłem miecz i zaskoczyłem na dół.

- Co zrobiłeś Nabuko!!! - wrzasnął Yota.

- Już nie musisz się nią martwić, teraz kolej na ciebie - odparłem.

Nim dwójka ocalałych zdążyła poczęstować mnie dawką ołowiu, skoczyłem w powietrze, po czym wylądowałem miedzy nimi, wykopując Ai broń z taka siła, że nawet ten sowieckiej produkcji karabinek nie wytrzymał i rozpadł się na drobne kawałeczki. Następnie chwyciłem Yotę za gardło podnosząc go lewą ręka do góry.

- Vae Victis - powiedziałem wbijając mu pożeracza dusz prosto w pierś. Miecz rozświetlił się czerwonym blaskiem, sycąc się energia życiowa chłopaka i niszcząc jego duszę.

- YOTAA!!!!!!!! - krzyknęła zrozpaczona Ai.

- Już po nim kochanie, wątpię by cokolwiek, nawet dusza, z niego przetrwało - powiedziałem odrzucając zewłok Yoty parę metrów w bok.

- A swoja drogą, należało mu się za głupotę i niezdecydowanie - dodałem.

- Nieeee, tylko nie Yota... - powiedziała zrozpaczona Ai klękając ze zrezygnowaniem.

- Nie bój się dziewczyno, ty będziesz żyć, he he he - powiedziałem, czym ogłuszyłem ja chwytem ala Spoock. Wrzuciłem nieprzytomną Ai do samochodu, po czym wróciłem po płaszcz.

- Co za głupcy - myślałem sobie odpalając silnik, po co oni szukali tych run, jak kluczyki były w stacyjce, a akumulator podpięty, w sali gimnastycznej leżał akumulator z jakiejś furgonetki, a w płaszczu były kluczyki z zupełnie innego samochodu.

- Jakby tylko wpadli na pomysł iść od razu do auta, puściłbym ich - powiedziałem sam do siebie.

Dojazd w nocy do miasta był szybki łatwy i przyjemny. Zaparkowałem przed Videoteką Gokuraku, po czym zarzuciwszy sobie nieprzytomna Ai na plecy wszedłem do środka.

W środku już czekał ten bizon Koto.

- Nie sadziłem,, że ci się uda tak szybko, zrobiłeś wszystko o co cię prosiłem? - powiedział .

- Tak jest, jak widzisz, przyniosłem żywą, choć nieprzytomna dziewczynę, a ten cały Yota już nie należy do tego świata, ani przypuszczalnie do żadnego innego - odparłem.

- A kaseta?? - zapytał bizon.

- Dostaniesz, jak dostane kasę - odpowiedziałem.

- Nie, najpierw kaseta - śmiał zaprotestować.

- Nie, najpierw kasa albo rozwalę jej łeb - przyłożyłem spluwę do głowy Ai.

- Niech ci będzie, masz tu walizkę, w niej jest okrągły milion - wyciągnął walizkę po czym położył ja na stole i otworzył.

- Dobrze - powiedziałem, kładąc dziewczynę na stole i zabierając walizkę.

- Nie sadzisz, że cię tak porostu puszcze z moim milionem, teraz, gdy już mam dziewczynę? - powiedział złowrogo bizon.

- Nie sądzisz, że pozwolę ci żyć teraz, gdy już mam pieniądze? - powiedziałem, zdzielając go Pożeraczem Dusz przez pysk i rozcinając gostka wzdłuż. Fala negatywnej energii wyparowała z jego rozpadającego się w proch ciała. Ja schowałem miecz, po czy wiozłem kasę i dziewczynę do samochodu i ruszyłem w drogę powrotną do bazy.

Mniej więcej w połowie drogi powrotnej Ai przebudziła się z letargu.

- Mimo iż byłam nieprzytomna wiem, że zabiłeś Koto, co zamierzasz ze mną zrobić?? - zapytała .

- Nie wiem jeszcze, może spodobasz się jakiemuś mojemu kumplowi - odparłem.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.