Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Serce ma się tylko jedno

Autor:Persimmon
Korekta:Dida
Serie:Naruto
Gatunki:Dramat, Obyczajowy, Romans
Uwagi:Alternatywna rzeczywistość
Dodany:2011-10-03 20:48:30
Aktualizowany:2011-10-03 20:48:30


Pojawia się w mojej kwiaciarni raz na miesiąc. Niczym się nie różni od pochłoniętego nienawiścią chłopca, z którym razem chodziłam do szkoły. Urósł, jego twarz pozbyła się dziecięcego wyrazu i nabrała jeszcze bardziej poważnego, przystojniejszego wyrazu. Jednak jego serce jest wciąż takie samo - pokryte ranami, które prawdopodobnie nigdy się nie zasklepią.

Lubię go obserwować. Opieram wtedy łokcie na drewnianym blacie i przyglądam mu się bezwstydnie. Nigdy nie zwrócił mi na to uwagi, choć miał parę okazji. Odzywa się do mnie tylko wtedy, gdy chce się o coś zapytać. Mimo to słucha moich słów z uwagą, o którą nikt nie posądziłby Uchihy.

Powód jego wizyt w kwiaciarni dla nikogo nie jest tajemnicą. Kupuje kwiaty dla swoich zmarłych rodziców, by uczcić ich pamięć. Rzadko bywa w mieście, pogłoski mówią, że już nawet tutaj nie mieszka, ale zawsze znajdzie odrobinę czasu, by odwiedzić dwa samotne groby, stojące na obrzeżach cmentarza Konohy.

Przy okazji odwiedza też mnie, choć pewnie nie zdawał sobie sprawy, że kwiaciarnię przejęłam całkowicie i jako jedyna się nią zajmuję. Na początku tylko milczał - nie odpowiadał na żadne z moich natarczywych pytań i nie zdobywał się nawet na coś tak trywialnego jak powitanie czy pożegnanie. Zrezygnowana i zupełnie bezsilna wobec jego obojętności, któregoś dnia zaproponowałam, że samodzielnie ułożę wiązankę, by nie musiał odwiedzać rodziców ciągle z tymi samymi kwiatami.

Wbrew moim podejrzeniom, wcale się nie zezłościł. Kiwnął tylko przyzwalająco głową i przypatrywał się każdemu mojemu najmniejszemu ruchowi. Widziałam jego zadowolenie, gdy wychodził tamtego dnia z kwiaciarni i odruchowo poczułam się o wiele lepiej.

Od tamtego momentu to stało się naszą małą, prywatną rutyną. On odwiedza kwiaciarnię w najmniej oczekiwanych chwilach, najczęściej wtedy, gdy w sklepie znajduję się zupełnie sama. Bez pytania dobieram kwiaty i za każdym razem układam je w rozmaite kompozycje. W międzyczasie zadaję mu mnóstwo pytań, na które odpowiada zdawkowo i sama opowiadam o tym, co mi ślina przyniesie na język. Czasami, gdy na zewnątrz jest wyjątkowo chłodno, a on sam wygląda na nieludzko wykończonego, wstawiam wodę na herbatę i obserwuję, jak delektuje się jej smakiem. Potem płaci i żegnając się prostym uniesieniem ręki, znika na kolejny miesiąc.

Przyjaciele w pewnym sensie go opuścili. Nie było już słodkich obietnic, grożenia pięściami czy wydzwaniania po nocach. Nie, Sasuke został sam, tylko ze mną przy boku. Głupiutką kwiaciarką, która zaparza mu herbatę i dobiera kwiaty na grób rodziców. Ale czy już wcześniej nie był sam? Dużo wcześniej, nim my - którzy nazywaliśmy się jego przyjaciółmi - mieliśmy okazję go poznać? Już wtedy był zagubionym chłopcem, który pragnął zemsty.

Serce ma się tylko jedno.

Jego zostało pochowane wraz z nieruchomymi ciałami państwa Uchiha.

Serce ma się tylko jedno.

Ale nie wszystkie są takie same. Ja dzielę serca na kilka rodzajów - zgorzkniałe, słabe, kruche i stalowe.

Moje serce jest kruche. Bo miłość mojego serca można zniszczyć jednym słowem, bolesnym gestem. Jak przy pomocy machnięcia zaczarowanej różdżki, moje serce może zamienić się w kilka tysięcy kawałeczków, które potem pieczołowicie sklejam.

Serce Shikamaru jest słabe. Jest obdarzony silną, wielką inteligencją i zdrowym rozsądkiem, ale jego serce jest słabe, bo ulega szybko, a jego miłość jest nietrwała i łatwa do złamania. Oczywiście on zdaje sobie z tego sprawę, ale nie chce okazywać najdrobniejszych słabości - nawet przede mną. Nigdy zresztą nie kwestionowałam jego sposobu życia, bo wiedziałam, że zaprowadzi nas do niczego innego jak kłótni, którą w stanie przerwać był tylko Chouji. Nie wiedziałam nawet, gdzie on przebywa. Shikamaru mówił, że wyjechał do większego miasta, by założyć własną restaurację. Czasem na głos zastanawiałam się, dlaczego sam Nara nie postanowił opuścić Konohy.

Wbrew pozorom nie lubię jego wizyt. Zna mnie tak dobrze, a jednocześnie wydaje się w ogóle mnie nie rozumieć. Zazwyczaj przychodzi późnymi wieczorami, bo mówi, że jest zajęty pracą. Nigdy nie pytam, czym właściwie się zajmuje.

- Twoja miłość jest bez sensu - powtarza, spoglądając na mnie znad filiżanki herbaty. Siedzę na drewnianym krześle i spoglądam na niego bez wyrazu. Słyszałam to już tyle razy, że w końcu zrobiłam się odporna. Zgorzkniała. - Naruto wyjechał, Sakura zaręczyła się z Lee. Wszyscy go opuścili, a ty? Ty codziennie czekasz, aż odwiedzi twoją kwiaciarnię i z tobą porozmawia.

- Shikamaru - przestrzegam cichym tonem, przymykając powieki. Nie reaguje, już otwiera usta, by wygłosić jedną ze swoich kąśliwych uwag. - Co u Temari?

Temari... ona ma zgorzkniałe serce. Przez wiele lat było ono pozbawione miłości i troski, dlatego tak trudno jest do niego dotrzeć. Ona nie odda swojego serca byle komu - zazdroszczę jej tego, że potrafi od siebie odepchnąć tak wiele osób, które są gotowe ją pokochać.

Shikamaru ze swoim słabym sercem nie ma u niej szans.

- Myślisz, że odwrócisz nią moją uwagę? - pyta, a ja w jego głosie słyszę zdenerwowanie. Nie odpowiadam od razu, tylko mu się blisko przyglądam. Shikamaru jest inteligentny, ale ja też nie jestem głupia. Wiem, że w obliczu uczuć, z którymi sobie nie potrafi poradzić, traci swój cenny rozsądek. - Przejrzyj wreszcie na oczy, Ino. Nie uratujesz go.

Wychodzi w pośpiechu, milcząc złowieszczo, ale ja się nie zdobywam na przeprosiny. Trudno jest mu zrozumieć i może gdybym była trochę młodsza i naiwniejsza, próbowałabym mu wbić do głowy, że moja miłość wcale nie jest bez sensu.

Moje serce wciąż delikatnie drży, gdy rozmyślam o jego słowach.

Serce ma się tylko jedno.

Mimo to, Sasuke swoje stracił już dawno temu. Ten mięsień, który mocno bije w jego klatce piersiowej to nie jest serce. To tylko splot nerwów, który pozwala mu żyć. Ale to nie jest serce, dzięki któremu czuje się strach, miłość, smutek czy nienawiść. On nie czuje - jest tylko kukiełką, pustą lalką z porcelany, która porusza się według zachcianki swojego właściciela.

Itachi z serca okradał go długo, powoli - mogę powiedzieć nawet, że z premedytacją. Najpierw otworzył je przez wspólne zabawy i długie rozmowy. Jego większe części zyskał przez zrozumienie, którego chłopiec nie mógł odnaleźć u wymagającego ojca i bezsilnej matki. Pozostałość Itachi zabrał ze sobą pewnej bezchmurnej nocy, gdy zabił całą rodzinę oprócz małego, niewinnego chłopca, którego skazał na coś jeszcze bardziej okrutnego - życie.

Chłopiec ze złamanym sercem.

Bo właśnie tak go nazywaną inni. Takim go wszyscy kochają, bo wierzą, że ich bezpodstawna, głupia i naiwna miłość uleczy jego zranione serce, pozwoli zapomnieć i może nawet żyć na nowo. Ale Sasuke nie chce litości, współczucia, a już tym bardziej miłości. Bo to właśnie miłość zabiła go, odzierając z uczuć, wspomnień i przekonań. Bo to miłość sprawiła, że stał się chłopcem ze złamanym sercem.

Gdy późnym popołudniem wchodzi do kwiaciarni, próbuję spojrzeć mu w oczy. Bo w tych ciemnych tęczówkach mogę czasem dostrzec emocje - tylko oczy go zdradzają. Podchodzi do lady leniwym krokiem, bez większego zainteresowania przyglądając się tulipanom przywiezionym do sklepu dzisiejszego ranka. Uśmiecham się do niego, próbuję zagadnąć, ale on stoi i milczy, od czasu do czasu patrząc na mnie tajemniczo.

Jest zupełnie martwy. I piękny.

- Ty nadal mnie kochasz.

Mówi to bez większego zastanowienia, w jego głosie nie pojawia się nawet cień wahania. On mnie nie pyta, nie szuka nawet potwierdzenia. Mimowolnie czerwienieję na twarzy i próbuję się przekonać, że to rumieńce złości.

- Nie pleć głupstw - mówię bez przekonania, odwracając się do niego plecami. Wiem, że mnie obserwuje, jego martwe oczy podążają za każdym moim ruchem. Sprawiają, że czuję się osaczona.

Moja miłość do niego była taka jak innych. Nie rozumiałam, że nie potrafię go pocieszyć, wesprzeć na duchu, a już tym bardziej uratować. Inni patrzą, ale nie widzą słabego chłopca, który kiedyś był taki szczęśliwy u boku starszego brata. Inni słyszą, ale nie słuchają jego cichych słów. Ja widzę i słyszę, ale mimo to nie umiem mu pomóc.

Czy ktokolwiek umie?

- Wyjeżdżam jutro rano - informuje niespodziewanie, wyrywając mnie z zamyślenia. Odwracam się do niego powoli, wysyłam mu długie spojrzenie. Jego twarz nie wygina się w żadnej emocji, ale kątem oka dostrzegam dłonie zaciśnięte w pięści. Wzdycham cicho.

- Po Itachiego?

Nie odpowiada, ale jego milczenie jest wystarczającą odpowiedzią. Zastanawiam się co jeszcze mogę powiedzieć. Bo nie będę go błagać, by został. Znam go - teraz jestem jego jedyną przyjaciółką - wiem, że moje słowa w ogóle na niego nie podziałają.

Obserwuję, jak pomału wycofuje się z kwiaciarni. Jak rzuca mi krótkie spojrzenie, unosi dłoń w geście pożegnania. Odpowiadam tym samym, a w myślach powtarzam: nie płacz, nie jesteś już małą dziewczynką, przecież wiesz, że wróci!

Wróci, zapewne jeszcze bardziej nieżywy niż teraz. Jeszcze bardziej pogrążony w autodestrukcji, nieszukający ratunku. Ale ja będę na niego czekać, bo jestem głupia, naiwna i niesamowicie słaba. Za słaba, by go uratować.

Serce ma się tylko jedno. Ja swoje oddałam jemu.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • EvelynTemptation : 2011-11-22 18:37:37

    O kurczę... Nie wiem czemu czytałam opowiadanie o Naruto... ale jestem naprawdę zachwycona. Bardzo podoba mi się naturalizm i projekt postaci, w szczególności Ino. To, w jaki sposób przedstawiasz jej uczucia jest genialne!

    Masz niezwykły styl pisania i to, że taką mangę jak Naruto udało Ci się przedstawić w tak realny sposób... jestem pod ogromnym wrażeniem.

  • Skomentuj