Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Mokon 2 - relacja

Autor:Slova
Redakcja:IKa
Kategorie:Relacja, Konwent
Dodany:2011-12-23 21:30:59
Aktualizowany:2012-07-02 13:58:59



Czego oczekiwało się od drugiego Mokonu? To dość trudne pytanie, gdyż zrobienie konwentu lepszego od pierwszej edycji Clamp Festival nie jest wielkim wyczynem. I bynajmniej nie ma sensu się łudzić - takie zazębienie się i skumulowanie błędów organizacji, odgórnych problemów, ogólnego niepowodzenia i chaosu wymaga chyba specyficznego układu planet i jest mniej prawdopodobne, niż szóstka w Totolotku, więc potencjalni uczestnicy nie powinni brać przeszłości konwentu pod uwagę. Mimo to w porównaniu do pioniera z 2008 roku, Mokon 2 był konwentem duchów, atrakcji widm i pełzającego czasu.

Ale zacznę od początku. Opis dojazdu na stronie okazał się bardzo pomocny i przejrzysty. Szkoda, że uwzględnione zostały w nim tylko wysiadki na Dworcu Centralnym i Dworcu Zachodnim, natomiast nie wspomniano o tramwaju linii 10 i tym, że nr 8 może zakończyć bieg kilka przystanków przed conplacem. Boli też brak helperów, którzy wyłapywaliby konwentowiczów na przystankach przez tą pierwszą godzinę czy dwie przed otwarciem konwentu. Napisałbym coś o kolejce, ale gdy kilka minut po dziesiątej wszedłem na konwent, to już jej nie było (oczekiwali jedynie ludzie chcący kupić wejściówkę na miejscu). W moim przypadku pojawił się za to inny problem - co ze zwrotem kosztów wejściówki dla przedstawiciela mediów? Zanim udało mi się rozwiązać moją sprawę, to latałem trzy razy z góry na dół w kurtce i z wielkim plecakiem od org roomu do akredytacji, by ostatecznie dowiedzieć się, że zwroty będą później, a jako reporter powinienem ustawić się w kolejce tak, jakbym kupował wejściówkę na miejscu. Na szczęście dalszych problemów pod tym względem nie uświadczyłem. Jeżeli już jestem przy mediach, to nie rozumiem pewnej sytuacji - na stronie Miohi jak wół widnieje logo anime.com.pl, natomiast poza głównym wątkiem konwentu na „Acepie” nie ukazywały się żadne newsy odnośnie imprezy, co argumentowano trudnościami w umieszczaniu informacji na wielu portalach jednocześnie. Cóż, chyba nie wszyscy poznali jeszcze magiczną sztuczkę zwaną „copypastą”, czyli legendarne combo Ctrl C + Ctrl V. Pozytywne wrażenie zrobiły identyfikatory, bardzo ładne, ze zróżnicowanymi kolorami (ja miałem złoty, twórcy atrakcji zielony, konwentowicze bodajże niebieski albo granatowy), błyszczące i przykuwające wzrok, a jednocześnie wytrzymałe, wydrukowane na materiale pośrednim między cieniutką blachą a plastikiem. Razem z nim, w stylizowanej teczce, znalazł się informator konwentowy. I tu mam kilka zastrzeżeń - po pierwsze broszurka była za duża - bez zwijania, składania i niszczenia nie mieściła się nawet w bocznej kieszeni wojskowych spodni. Po drugie boczne grafiki z Mokonami zamazywały lwią część tekstu. W reszcie w rozpisce atrakcji nie było podanych prowadzących, ale to już niewielki szkopuł. Akapit zakończę mocnym akcentem - spóźnione mapki, które pojawiły się w momencie, gdy większość konwentowiczów przeszła przez akredytację. Na szczęście budynek szkoły nie należał do tych bardzo skomplikowanych.

Cechą charakterystyczną drugiego Mokonu bez wątpienia stały się dzieci w wieku od później podstawówki do gimnazjum włącznie. Były wszędzie, można było je wabić cukierkami i odławiać selekcyjnie. Najczęściej dało się je spotkać na parterze w pobliżu sali konsolowej, a także przy adekwatnym do wieku i rozwoju psychicznego stanowisku Mortal Kombat. Niestety tylko niewielka ich część, zapewne z jakiejś wydzielonej populacji, wykazywała zainteresowanie mangą i anime, wszystkie zaś robiły sztuczny tłok przy stoiskach niczego nie kupując i często z niedowierzaniem oglądając wystawiane towary. Oczywiście wraz ze swoimi pociechami przybyli także rodzice, ale w powodu braku bardziej kontrowersyjnego towaru (sklep Yume Hime nie przywiózł swoich gorszących i deprawujących poduszek do przytulania, które wszyscy przeklinają, a potem kupują spod lady albo przez Internet) szczęśliwie obyło się bez afery. Jak się później okazało dzieciaki przybyły z powodu jakiegoś autora filmików z Minecrafta, który zaznaczył w sieci swoją obecność na konwencie. Osobiście gratuluje mu wiernych i dojrzałych fanów.

Szkoła konwentowa i jej podział działały na korzyść konwentu. Zbudowany na planie kwadratu budynek z dziedzińcem w środku składał się z trzech poziomów i rozległej piwnicy, w której w sobotę działała szatnia, a przez cały czas trwania konwentu pokoje gier muzycznych i rytmicznych. Na parterze rozlokowano wystawców i akredytacje, Konsolówki I i II, Help Room, pokój medyków, biuro festiwalu, a w rozległym, dobudowanym skrzydle, na sali gimnastycznej ustawiono Main Room z oświetloną sceną. Obok znajdowały się natryski, które przedzielono czarną folią na męski i damski. W efekcie na jedną połowę przypadały po cztery prysznice, ale kolejek do mycia nie uświadczyłem (a natryski odwiedziłem raz w nocy i raz z rana). Na piętra prowadziły dwie obszerne klatki schodowe. Drugi poziom szkoły został w całości poświęcony salom panelowym i tematycznym, bez rozróżnienia na prelekcyjne i konkursowe, ale za to atematyczne (pięć klas mangowych, Korean Room, Sala Growa, J-Games Room, Sala Kulturowa, Art Room, Fotostudio, Różne Różniaste, Banzai Sushi, Maido Cafe, Adamsky Kiczen i tajemniczy sklepik z nagrodami, który chyba przeniósł się na parter). Drugie piętro z czystym sumieniem można nazwać wielką sypialnią - piętnaście Sleep Roomów (z czego chyba trzy zarezerwowane) plus obszerny korytarz sprawiły, że nikt nie musiał szukać miejsca do spania w salach panelowych.

Po bezproblemowym znalezieniu miejsca w sleepie w pierwszej kolejności udałem się na „Narysuj mi Touhou w wersji Moko!”, jednak o 10:30 nikogo w Art Roomie nie zastałem. Nie wiem, czy atrakcja się potem odbyła, gdyż w zaistniałej sytuacji postanowiłem dokonać gruntownego przeglądu stoisk. I tu pojawił się pierwszy poważny problem Mokonuu 2 - niesprawiedliwe rozmieszczenie wystawców. Większość z nich ulokowano w długiej i szerokiej sali usytuowanej pośrodku budynku, ale zupełnie odciętej od całej reszty - chętni na zakupy musieli zboczyć z „głównej trasy”, a potem się wrócić, by opuścić halę wystawową. Kompletna nieprzelotowość tej części budynku odbiła się na dochodach sprzedających. Tymczasem jeszcze kilka stoisk umieszczono po drodze do Main Roomu, czyli chyba w wymarzonej do tego lokacji (w tym miejscu ciągnęła się kolejka na Cosplay). Mimo to ceny stoisk w każdym przypadku były jednakowe. Wręcz kuriozalna okazała się sytuacja rysowniczek, które wykupiły stoisko, a potem się okazało, że muszą także kupić wejściówkę. Poza tym nikt nie sprawdzał, czy przybywający wcześniej wystawcy naprawdę są tymi, za których się podają (jeżeli już ktoś o to zapytał), wobec czego na conplace wejść mógł właściwie każdy.

Towar oferowany przez wystawców nie był wybitnie ciekawy, brakowało dużych gadżetów, królowała zaś drobnica i plakaty (których zresztą kupiłem tak dużo, że teraz nie mam gdzie ich powiesić). Na tym tle najbardziej wyróżniało się stanowisko Yatty, ale poza przyciągającym uwagę oświetleniem tam również nie znalazłem niczego ciekawego (poza jedną przypinką z Remilią Scarlett). Gdzieś daleko, na końcu sali wystawowej, znajdowały się stoiska sklepów z grami (bodajże Rebela i Kuźni Gier), ale nawet dziennikarska ciekawość nie zmusiła mnie, by dotrzeć aż tak głęboko między stoiska.

Po weryfikacji ofert sklepów dopadła mnie nuda, którą skutecznie złagodził DDR Room. Cztery twarde maty podłączone do komputera z dwoma monitorami pozwoliły na świetną zabawę i uniknięcie kolejek, a duży rozmiar sali zapewnił dobrą cyrkulację powietrza. Pomimo tego w wyniku ulokowania stanowiska gry na samym końcu piwnicy, chętnych do skakania w rytm muzyki było niewielu.

Dla mnie konwent naprawdę rozpoczął się dopiero po godzinie piętnastej, kiedy to zaczął się blok paneli dotyczących fandomu i problemów społeczności fanów mangi i anime. Pierwszą dyskusją, w jakiej wziąłem udział, było „Mamo! Tato! Jestem mangowcem”, podczas której Aldar wraz z dyskutantami próbował rozwiązać problem przekonania bardziej konserwatywnych rodziców do egzotycznego hobby swoich dzieci. Po godzinie i piętnastu minutach opóźnienia kontrolę nad salą przejął Duo, który przedstawił nowym (i tym doświadczonym też) konwentowiczom zasady panujące na zlocie. W klasie pozostałem jeszcze na następne sześćdziesiąt minut, by w trakcie warsztatów panelowo-konkursowych zaczerpnąć wiedzy doświadczonych prowadzących na temat przygotowywania konwentowych atrakcji. Po tym wszystkim i godzinnej przerwie ponownie zagościłem na panelach Aldara, tym razem były to „Genialne anime, o których nigdy nie słyszałeś”, a także „Za co kochamy/nienawidzimy M&A” - kolejne kilka dobrze zagospodarowanych godzin, zwłaszcza, że frekwencja w czasie tych dwóch atrakcji była wysoka, a dyskusja wciągająca, jednak ramy czasowe nie pozwoliły na jej zamknięcie. O północy udałem się na trzygodzinne „Podsumowanie anime 2011” przygotowane przez Lorta i Nozetsu, które bez wątpienia wielu słuchaczom pomogło wybrać najbardziej godne obejrzenia serie z kończącego się już roku. Podczas ostatniej godziny opisanej wyżej atrakcji swoją uwagę przeniosłem na panel o uniwersum „Toaru Majutsu no Index”, w którym, łącznie ze mną i prowadzącym, udział wzięły cztery osoby o bardzo różnym stopniu wtajemniczenia w temat, wobec czego rozmowa polegała głównie na przedstawieniu różnic między nowelkami a serią anime. Zainteresowanie prowadzoną również przez Foutona wiedzówką na taki sam temat okazało się jeszcze mniejsze, gdyż tylko ja zdecydowałem zmierzyć się z pytaniami, które obejmowały całe uniwersum, nie tylko anime. Mimo moich nie za bardzo ścisłych odpowiedzi prowadzący wyraził zadowolenie faktem, że w naszym fandomie znalazła się kolejna osoba zorientowana w świecie Toaru Majutsu no Index. W związku z tym, że powyższa atrakcja zakończyła się dość szybko, udało mi się jeszcze załapać na prowadzony przez Kameya panel o Code Geass. Dyskusja na nim była żywiołowa nawet wobec faktu, że prowadzący stracił głos (dosłownie) i swoje zdanie wyrażał pisząc w Notepadzie, z którego obraz był wyświetlany na ścianie, a całość przerwało lobby yaoistyczne, domagające się udostępnienia sali w celu przeprowadzenia dyskusji o swataniu ze sobą bohaterów Katekyo Hitman Reborn!. W tej atrakcji z oczywistych względów nie uczestniczyłem. W celu dalszego zabijania czasu udałem się na konkurs wiedzy o Code Geass, na którym zająłem ostatnie miejsce. Ale było warto - zadawane przez Shina pytania były różnorodne i zakresem obejmowały nie tylko serial, ale też mangi i gry. Pomimo wysokiego poziomu trudności i dającej się we znaki późnej godzinie (piąta rano) atmosfera była przyjemna i nie czułem się gorszy przez to, że moja wiedza o uniwersum jest minimalna.

A teraz pytanie - czym jest „Ostatni Mohikanin” po japońsku? Tylko nie spadnijcie z krzesła, ale chodzi o Last Exile. Tak w skrócie można streścić prześwietny konkurs „Anime w dwóch słowach” zorganizowany przez Kameya i Cobrę. Emocje i zacięta rywalizacja do samego końca, kupa śmiechu i satysfakcja nawet z ostatniego miejsca - najlepszy konkurs, na jakim do tej pory byłem na jakimkolwiek konwencie. Z samego rana, gdy już wszyscy szykowali się do powrotu, udało mi się załapać na dwa kolejne panele Duo - dyskusję o Mechach oraz M&Anime jako hobby. Z oczywistych względów frekwencja na tych atrakcjach była niewielka, ale dyskusja przebiegała gładko, chociaż zmęczenie dawało się we znaki wszystkim.

Bardzo poważnym mankamentem, który dał o sobie znać w trakcie paneli był sprzęt multimedialny, a często też jego brak. Szkolne komputery wielokrotnie nie działały jak należy, więc prowadzący musieli w pośpiechu pożyczać laptopy, co powodowało nawet piętnastominutowe opóźnienia. W wielu salach brakowało głośników. To jednak jeszcze nic. Skandalem jest zachowanie niektórych prelegentów - nocne panele o Touhou nie odbyły się, gdyż prowadzący wyszli po pięciu minutach ich trwania (jak wynika z informatora byli to Ciryu i Zombie), wobec czego inicjatywą wykazali się słuchacze, we własnym zakresie organizując atrakcję o podobnej tematyce. Niech koordynatorzy atrakcji innych grup konwentowych dobrze zapamiętają te nicki, aby na przyszłość tego typu sytuacje się nie powtórzyły.

Panelem widmo okazał się również ten o Yu-Gi-Oh! Abridged, na który późnym rankiem drugiego dnia przybyło kilkanaście osób (na tle innych atrakcji o tej porze to ogromna liczba). Z moich informacji wynika, że nie odbyła się także dyskusja o High School of The Dead i wiele niedzielnych atrakcji po godzinie 10, a z powodu braku chętnych odwołano turniej ITG dla Pro. Co na to organizatorzy - nie wiem, gdyż nikt nie kontrolował przebiegu paneli i konkursów, a prelegentów pozostawiono samym sobie do tego stopnia, że niektórzy nie mieli nawet skąd wziąć bonów na nagrody w turniejach. To wszystko wzmagało panującą na imprezie nudę. W związku z powyższym wcale nie dziwie się osobie zatwierdzającej atrakcję, że bardziej zaufała pewnej grupie prowadzących, którzy zgłosili nawet po dziesięć i więcej godzin paneli. Może przez to nie dali szansy innym, ale za to zrealizowali to, co zaplanowali, dzięki czemu plan atrakcji nie rozsypał się do końca.

O małej ilości uczestników (wg organizatorów zarezerwowano 1000 wejściówek, ale z obserwacji wynika, że konwentowiczów było góra 600) najlepiej świadczy ledwo zapełniona do połowy widownia na cosplayu. Sam oglądałem tę część imprezy jedynie przelotnie, gdyż akurat wyszedłem spod prysznica i miałem Main Room naprzeciwko, ale wrażenia wyniosłem pozytywne. Jak to zwykle bywa - część strojów zapierała dech w piersiach, inne były przeciętne. Dużo na ten temat nie ma sensu pisać, osoby głodne wiedzy na temat przebiegu cosplayu powinny obejrzeć zdjęcia i poczekać na nagrania wideo.

Warunki sanitarne... Po stanie łazienek od razu dało się poznać, że w szkole funkcjonuje gimnazjum. Pojawiły się zarzuty o czystość - fakt, idealnie nie było, ale prawdą jest też, że to nie organizatorzy brudzili, a niektórzy uczestnicy najwidoczniej przybyli nie tyle z dalekich części kraju, ile z głębokich mroków średniowiecza.

Mniejszymi problemami były brak pokoju z zachodnimi grami planszowymi (chociaż ponoć coś działo się na dole, na końcu sali wystawców) i brak rezerwacji sleepów. Od siebie dodam, że porażką jest otwarcie rezerwacji wejściówek na mniej niż miesiąc przed imprezą, co bez wątpienia negatywnie wpłynęło na ilość uczestników. Szkoda też, że wynikająca z nazwy konwencja była słabo widoczna - spotkałem raptem dwie dziewczyny przebrane za Mokony, a helperzy w stylizowanych czapkach to trochę niewiele.

Mokon 2 okazał się konwentem średnim, mało innowacyjnym i nieciekawym. Tragedii nie było, jednak błędy organizacyjne wywarły duży wpływ na odbiór całości. Ciekawe atrakcje przeplatały się z godzinami nudy i nicnierobienia, które udzielało się również niektórym prowadzącym i helperom.

Mimo powyższych chciałbym pozdrowić wszystkich, dzięki którym dla mnie ten konwent nie okazał się klapą: Son Matiego z forum Senpuu, który ostatecznie chyba trochę żałował przyjazdu (jak to trafnie ujął „Siedzę na konwencie, robię to, co w domu”); Aldara i Duo, którzy poprowadzili świetne panele; Zombika, dzięki któremu wiem dużo więcej o przygotowywaniu paneli na konwentach; chłopaków ze stoiska Yume Hime, którzy pomogli mi zabić nocną nudę i wreszcie Kameya, który pomimo nagłej choroby gardła uniemożliwiającej mówienie doprowadził do końca swoją część programu. No i wszystkich tych, których spotkałem, ale z racji swojej niekompetencji nie zapamiętałem należycie.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.