Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Fahrenheit

Opowiadanie

Droga do szczęścia

Rozdział II

Autor:Olka136
Korekta:Dida
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Dramat, Obyczajowy, Romans
Dodany:2012-01-22 10:57:45
Aktualizowany:2012-01-22 10:57:45


Poprzedni rozdział

Proszę nie kopiować ani nie udostępniać mojego opowiadania lub jego części bez mojej zgody.


Kiedy zapukałam, drzwi otworzyła mi mama Lily. Była trochę mniejsza ode mnie. Jej włosy były koloru czarnego, jednak można było dostrzec siwe kosmyki. Dla mnie była zawsze miła. Nigdy nie widziałam żeby była zła. W każdym bądź razie, nie na mnie.

- Och! Louise! Dobrze, że jesteś - powiedziała wpuszczając mnie do domu. Zdjęłam buty i weszłam na korytarz. Podłoga była drewniana, przez co można usłyszeć kiedy ktoś idzie. Wprawdzie dom był stary, ale za to przytulny. Zawsze chętnie w nim przebywałam.

- Coś się stało? - spytałam.

- Lily nie wychodzi ze swojego pokoju, nie mam pojęcia, co się stało - wytłumaczyła mi pani Maria. - Spróbujesz z nią porozmawiać?

- Jasne - powiedziałam, wchodząc po schodach na piętro. Drzwi do pokoju Lily znajdowały się tuż przy schodach, więc znalazłam się szybko przed jej drzwiami.

Zapukałam.

- Wchodzę - powiedziałam, ponieważ nikt mi nie odpowiedział. Zobaczyłam Lily siedzącą przy łóżku. Okna miała zasłonięte, w pokoju panowała ciemność. Jednak widziałam jej łzy, trochę się zmartwiłam. Lily jest trochę przewrażliwiona, więc zdarza się, że płacze bez albo z jakiegoś błahego powodu.

- Powiesz mi, co się stało? - powiedziałam, stojąc w drzwiach.

Lily nic nie powiedziała tylko się do mnie przytuliła. Ja również nic nie powiedziałam tylko czekałam, aż się uspokoi.

A kiedy już mogła powiedzieć, co się stało słuchałam, mając nadzieję, że jej pomogę.

- Widziałam Alexa - powiedziała dławiąc łzy.

- Ale dlaczego przez to płaczesz? - spytałam zdezorientowana.

- On... Widziałam go z inną dziewczyną.... - powiedziała, po czym znów zaczęła płakać. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego płacze przez to, że jej chłopak był z inną dziewczyną. Przecież to normalne, że rozmawia z innymi dziewczynami niż ona. Chciałam jej to jakoś wytłumaczyć, ale nie podołałam zadaniu. Nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów, a znając Lily, gdybym powiedziała coś źle obraziłaby się na mnie do końca życia. Postanowiłam ją pocieszyć, a później iść do Alexa, żeby on jej to jakoś wytłumaczył. On chyba zrobi to najlepiej.

Jakoś po 17:00 wyszłam z domu Lily. Skierowałam się w stronę domu Alexa. Na szczęście mieszka blisko Lily. Dojście tam zajęło mi nie więcej niż dziesięć minut. Stanęłam przed jego domem i zadzwoniłam do drzwi. Jego dom był bardzo duży i w nowoczesnym stylu.

Po chwili drzwi otworzyły się, a w nich stanął szczupły, rudowłosy chłopak. Był wysoki, a jego oczy były jasne - to był Alex.

- Cześć - przywitał się z tym swoim uśmiechem, jak zawsze. - Co cię tu sprowadza?

- Mam do ciebie sprawę - powiedziałam śmiertelnie poważnym głosem.

- A mogę wiedzieć jaką?

- Chodzi o Lily. - Słysząc moje słowa spoważniał. Zaprosił mnie do środka. Usiadłam na sofie w salonie. W pokoju znajdowały się dwa fotele, niewielki stolik i duży telewizor. Był w jasnych kolorach.

- Chcesz coś do picia? - spytał Alex , a ja poprosiłam o szklankę wody. Poszedł do kuchni i spełnił moją prośbę. Sam usiadł na fotelu po mojej prawej stronie i czekał, aż coś powiem.

- Ona jest naprawdę bardzo zazdrosna - powiedziałam.

- Lily? - spytał, jakby chciał się upewnić, że o niej mówię.

- No, płakała sama w pokoju, bo zobaczyła cię z inną dziewczyną.

- Tylko, dlatego że byłem z inną dziewczyną płakała? - Alex był naprawdę bardzo zdziwiony.

- Tylko, dlatego - powiedziałam, biorąc do ręki szklankę wody. - Musisz jej jakoś wytłumaczyć, że jesteś jej naprawdę wierny. Musisz się jej kojarzyć z jakimś przecudownym księciem na białym rumaku, rozumiesz?

- Można tak powiedzieć... - Pewnie pomyślał, że trudno zrozumieć kobiecy umysł.

- Skoro już to wiesz, to ja sobie pójdę. - Wstałam i skierowałam się w stronę drzwi. Alex też wstał i odprowadził mnie do drzwi.

Teraz tylko pozostaje kwestia, jak on jej to wytłumaczy? Myślałam, jakby mu pomóc, ale nic nie wymyśliłam. W domu, po kolacji, kiedy będę zdolna do spokojnego przemyślenia tego wszystkiego, może znajdę sposób na rozwiązanie problemu.

- Cześć! - powiedziałam, kiedy weszłam do domu. Mama jak zwykle o tej porze stała przy kuchence gotując kolację. Postanowiłam podejść do niej.

- Cześć kochanie - przywitała się, kiedy mnie zobaczyła. - I jak tam zwiady w przyszłej pracy? Będziesz tam pracować?

- No, więc - zaczęłam - mam tę pracę!

- Ale się cieszę! - Mama wyraźnie ucieszyła się. - Co będziesz tam robić?

- A oto kolejny news tego wieczoru... - trochę przedłużałam, żeby wzbudzić ciekawość mamy dla zabawy - będę kucharką!

- Nie wierzę! Kłamiesz! - Mama mi nie dowierzała.

- Jak możesz nie wierzysz własnej córce? - żartobliwie się oburzyłam.

- Ależ skąd... - powiedziała żartobliwym głosem mama. - To może mi co ugotujesz?

- Nie... - przedłużyłam słowo - trzeba oszczędzać siły na wakacje. - Zaśmiałyśmy się z mamą, a potem wspólnie dokończyłyśmy kolację.

Podczas posiłku jak zwykle rozmawiałyśmy.

- Powiedz, ten Ren... przystojny jest? - zagadnęła mama. Nie spodziewałam się, że poruszy taki temat.

- A czemu pytasz?

- Chcę wiedzieć, co nieco o moim przyszłym zięciu. - Znowu zażartowała mama, a ja jej powiedziałam, żeby przestała fantazjować, bo nigdy nie będzie miała zięcia.

- Oj, będę go miała - zaprzeczyła - i nawet już wiem jak się nazywa.

- Mamo!

Rozmawiałyśmy dopóki nie skończyłyśmy jeść. Potem poszłam do pokoju, aby zrobić moje zadanie z angielskiego, którego nie rozumiem, nie lubię i nienawidzę. Posłuchałam też trochę muzyki. Długo myślałam nad sprawą Lily i Alexa. Właściwie, to wina Lily, poniekąd. Trzeba sprawić, żeby przestała być tak przesadnie zazdrosna. Alex to przecież dobry chłopak, o czym raczej wie. Ja jestem tylko ciekawa, dlaczego ona jest tak strasznie zazdrosna? Może przez tego jej poprzedniego chłopaka? Chciałabym wiedzieć, myślałam.

Następnego dnia, kiedy się obudziłam mamy nie było w domu, zostawiła mi kartkę: „Przepraszam Louise, ale coś wypadło mi w pracy i wrócę ok. 13. Kocham, mama”.

Niewiele z tego rozumiałam, no, bo co może wypaść komuś w pracy w niedzielę? A może mama znalazła sobie jakiegoś chłopaka? To byłoby ciekawe, kiedy przyjdzie muszę zdobyć pewne informacje. Chciałabym, żeby w końcu sobie kogoś znalazła. Każdego wieczoru siedzi w pokoju i ogląda jakieś ckliwe romansidła. I mimo że ja również je lubię, tych, które ogląda moja mama nie da się oglądać.

Kiedy zjadłam śniadanie, przebrałam się i poszłam do Lily, aby sprawdzić, co u niej. Jak się okazało nie była jakoś specjalnie szczęśliwa.

- Hej - przywitałam się, kiedy weszłam do jej pokoju, a ona nic nie odpowiedziała.

- Był tu Alex - oznajmiła mi. - Powiedział, że tamta dziewczyna jest tylko koleżanką z klasy.

„To chyba powinno zadziałać” - pomyślałam jak tylko zrozumiałam co mówi do mnie Lily. „Chociaż, Lily nie należy do tych dziewczyn, które wybaczają po kilku słowach. A do tego jest niesamowicie uparta”.

- Ten głupek myśli, że jeśli powie coś takiego to załatwi całą sprawę. Pewnie za niedługo napisze mi smsa „czy jeszcze jestem na niego zła” - powiedziała rozgoryczona.

- Ja mu wierzę. On jest naprawdę dobrym chłopakiem - powiedziałam, próbując przekonać Lily. Muszę im jakoś pomóc.

- Czyli jesteś po jego stronie? - spytała Lily.

- Szczerze powiedziawszy, tak. - Lily widocznie czekała na zupełnie inną odpowiedź. - Wierzę, że nie zakochałabyś się w jakimś dupku. A jeżeli przez ten problem zerwiesz z nim, to będzie twój największy do tej pory błąd i będziesz mogła wtedy winić tylko i wyłącznie siebie.

- Ja mu dalej nie mogę uwierzyć! - Podniosła głos, patrząc na mnie oczami czerwonymi od płaczu.

- W takim razie z nim zerwij, ale ja nie będę cię po tym pocieszać. Dalej będę stała po stronie Alexa.

- Rozumiem.

Powstała niezręczna cisza.

Nagle mój telefon zadzwonił, to był Ren. Bardzo się ucieszyłam, że coś przerwało tę grobową ciszę.

- Cześć Ren - powiedziałam do komórki.

- Cześć. Mogłabyś przyjść do kawiarni? - spytał.

- Jasne, za chwilkę tam będę. Pa. - Skończyłam rozmowę.

- Muszę już iść - powiedziałam kierując się w stronę drzwi.

- Ren to twój chłopak? - spytała Lily. Nie wyglądała na złą czy obrażoną.

- Hę? Nie. To kolega, będę z nim pracować. Chodzi do naszej klasy. - Lily patrzyła na mnie osłupiała. Zdziwiłam się, że zaprzeczyłam jej tak spokojnie. - Zresztą, później ci opowiem, pa! - Wyszłam z domu Lily i poszłam do kawiarenki.

Tam, Ren czekał na mnie.

- Cześć! Dobrze, że już jesteś. - Ucieszył się.

- A o co chodzi? - spytałam zaciekawiona.

- Więc... cóż - zaczął trochę niepewnie - niespodziewanie, jeden z naszych kucharzy odszedł, więc czy mogłabyś zacząć pracę od dzisiaj?

- Hę? - Byłam tak zdziwiona, że ledwo ustałam na nogach.

- Przepraszam, że tak nagle i w niedzielę, ale proszę! - poprosił Ren.

- D-dobrze - zgodziłam się - ale naprawdę myślisz, że mi się uda?

Najpierw pokazał mi gdzie jest szatnia i dał mi kluczyk do jednej z szafek. Schowałam tam torebkę, a później skierowaliśmy się w stronę kuchni.

Weszliśmy do pomieszczenia. Tam znajdowały się białe meble, dwie kuchenki, stół i inne rzeczy. Ściany również były białe, choć już nie do końca.

Ren dał mi fartuch i pokazał gdzie są wszystkie naczynia, przyprawy itd. Cały czas nie byłam pewna, czy dam radę. Przecież dotąd gotowałam tylko dla siebie i mamy! No, ale cóż, trzeba to jakoś przetrwać.

- No to, co, gotowa? - zapytał Ren, a ja w odpowiedzi skinęłam głową i założyłam biały fartuch. Do kuchni wszedł jego tata i zapytał czy na pewno dam sobie radę, oczywiście, skinęłam głową na znak, że poradzę sobie.

Kiedy już wszystko wiedziałam przyszedł pierwszy klient. Myślałam, że ucieknę - byłam strasznie zdenerwowana. Kelner przyniósł zamówienie, na szczęście był to tylko omlet. Spróbowałam się opanować i zaczęłam gotować. Całkiem sprawnie mi to poszło, akurat, kiedy skończyłam zobaczyłam kolejne zamówienie, z którym poszło mi równie dobrze. Później zaczął mi pomagać Ren - sama raczej za dużo nie zrobię.

Pracowałam do 17:00. Po skończonej pracy zdjęłam fartuch i poszłam do szatni po torebkę. Kiedy już wychodziłam Ren podszedł do mnie i dał mi dwa bilety do kina.

- Proszę - powiedział. - To w ramach podziękowania za dzisiejszy dzień.

- Co? Ale nie trzeba - odpowiedziałam. - Było zabawnie.

- Skoro nie chcesz przyjąć biletów, to spróbuję tak: wyjdziesz za mną do kina w piątek? - zapytał.

- Ok. - Uśmiechnęłam się. - A pomożesz mi z angielskim?

- A dlaczego ja? - spytał zaskoczony moją prośbą.

- Bo słyszałam, że jesteś z tego dobry i zawsze kiedy nauczyciel rozdaje sprawdziany jesteś w pierwszej trójce - wytłumaczyłam.

- Chętnie ci pomogę, ale obiecujesz, że pójdziesz za mną na ten film? - spytał, aby się upewnić.

- Nie martw się - powiedziałam - nie przepuściłabym takiej okazji. - Uśmiechnęłam się znowu, a dosłownie parę sekund potem dotarło do mnie co powiedziałam i poczułam jak na moją twarz wstępuje rumieniec. - Z-znaczy, nie o to mi chodziło!

- Czyli piątek 18.00? - spytał Ren z promiennym uśmiechem.

- T-tak - zgodziłam się, po czym poszłam.

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.