Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

...Halo, gdzie jesteś?

XI

Autor:Taco
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Dramat, Komedia, Obyczajowy, Romans
Uwagi:Utwór niedokończony, Yaoi/Shounen-Ai, Wulgaryzmy
Dodany:2013-08-18 11:14:56
Aktualizowany:2013-08-18 11:14:56


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Proszę nie kopiować.


24 wrzesień 2008

Od tamtej pory przeszedłem koło „legendarnej” księgarni tylko dwa razy. Jakoś nie miałem nastroju zadawać sobie kolejnych pytań, których tak czy tak mam sporo.

Kordian też się nie narzucał, za co jestem mu wdzięczny. Ale chyba uważa mnie teraz za świra. A jeśli chodzi o prezent urodzinowy, to zrobił go naprawdę ładnie. Koraliki owinął miedzianym drucikiem, podobno bardzo jej się spodobało.

26 wrzesień 2008

No to jestem gejem, czy nie? To pytanie ciągle chodzi mi po głowie. Do cholery ile można?

30 wrzesień 2008

-No proszę, pierwszy raz spotykam Cię poza księgarnią - usłyszałem i od razu wiedziałem kto to.

01 październik 2008

I co, jak myślisz wyimaginowany czytelniku, kogo wczoraj spotkałem? Tak, masz rację. Jego. I to w pracy.

Akurat zbierałem ze stolika na sali puste talerze, kiedy usłyszałem jego głos. Prawie bym wszystko zrzucił na ziemię, ale na szczęście szybko się pozbierałem. Nie musiałem odwracać głowy, by się upewnić, że to on. JUŻ byłem tego pewny. Mimo to, spojrzałem w jego kierunku. Miał szeroki uśmiech na twarzy, siedział z jakąś dziewczyną, która uważnie mi się przyglądała.

-Można złożyć zamówienie? - zapytał wesoło.

Pozbierałem resztę naczyń i jakoś tak drętwo podszedłem do ich stolika.

-Pewnie, że tak - powiedziałem unosząc lekko kącik ust. Że niby co to było?

-To ja poproszę grecką sałatkę i wodę - powiedziała dziewczyna, nie patrząc w menu, tylko na mnie - A ty Klaudiusz?

-Aaaa. No i mnie zdradziłaś... - jęknął zażenowany.

-Przepraszam - zaśmiała się.

-Hm. Nie wiem co wybrać. Nigdy tu nie jadłem. Polecisz coś? - zwrócił się znowu do mnie.

-Ech. No to... może naleśniki z pieczarkami? Są naprawdę dobre - podsunąłem pomysł. A naleśniki rzeczywiście były pyszne. To moje ulubione danie robione przez Grzegorza.

-Niech będą - zgodził się.

-Coś do picia?

-Poproszę o sok jabłkowy.

-Dobrze.

Miałem świadomość, że oboje mnie obserwują, co mnie strasznie krępowało.

Przetarłem ich stolik, zgarnąłem tacę z naczyniami i poszedłem do kuchni. Zaraz potem do łazienki. Przyłożyłem czoło do lustra, było przyjemnie zimne. To mi trochę przywróciło równowagi. Wróciłem na salę i z ulgą stwierdziłem, że ktoś już im zaniósł zamówienie.

Nie miałem później za bardzo okazji by z nimi porozmawiać. Trochę mnie to ucieszyło, a trochę się zawiodłem. Czemu? Kto wie.

-Czy to nie ten gościu z księgarni? - Kordian zaszedł mnie znienacka, tak, że aż podskoczyłem na dźwięk jego głosu.

-O czym ty znowu gadasz? - starałem się go zbyć. Bezskutecznie.

-No wiesz, ten który Cię podrywał - palnął bez zastanowienia.

Dosłownie opadły mi ręce.

-Alex, weź spróbuj. Może coś z tego wyjdzie?

Przyłożyłem rękę do jego głowy i ją odepchnąłem.

-Daj ty mi spokój - westchnąłem, udając obojętność.

-Wiesz, że on Cię ciągle obserwuje? - zapytał. Nie zdążyłem mu nic odpowiedzieć, bo uciekł „odebrać zamówienie”.

Poczułem jak kurczy mi się żołądek.

05 październik 2008

Moje życie niewiele się zmieniło odkąd uciekłem. Oczywiście pomijając sam fakt ucieczki i uwolnienia się od Nich, to naprawdę niewiele.

Prawda, mieszkam z dala od „domu”; pracuję, więc jakoś tam na siebie zarabiam. Ale to nadal nie jest to. Wciąż na kimś polegam, jestem zależny od czyjejś dobrej woli. Żeby być niezależnym, muszę skończyć osiemnastkę.

No i wciąż świruję. Bo jak nazwać to przewrażliwienie i nerwowość? To, że nie chce mi się jeść? To, że zadaję sobie ból?

Problem.

10 październik 2008

Dzisiaj zostałem wysłany do kupienia kartek samoprzylepnych, bloku A4 i kilku notesów. Skończyły się w restauracji, a potrzebują ich do notowania różnych informacji, czy do zapisywania zamówień. Ta, jasne.

Oczywiście w księgarni znajdującej się najbliżej pracował... jak on miał... Klaudiusz (No dobra, dobra Alex, nie udawaj, że nie pamiętasz) i choć nie miałem ochoty znów z nim rozmawiać, to gorsza wydała mi się wizja spędzenia piętnastu minut na tym ziąbie, gnając do innej części miasta.

Kupić wszystko, kupiłem. Kolejny raz kasował mnie Klaudiusz, ale tym razem jakoś nic nie mówił (co było dziwne). Uśmiechał się tylko (co wydało mi się złowieszcze).

Już po całym dniu, kiedy wróciłem do domu, zorientowałem się, że nie mam przy sobie czapki. Musiałem gdzieś ją zgubić. Tylko gdzie? Może zostawiłem ją w pracy?

11 październik 2008

No cóż. W pracy jej nie znalazłem. Powiedzmy, że przyszła do mnie sama. A raczej KTOŚ ją przyniósł. To się zaczyna robić dziwne. Gdzie nie pójdę, czego nie zrobię, wszystko wiąże się z Klaudiuszem. No bo oczywiście to on ją przyniósł, któżby inny. Ale co z tego, że przyniósł, skoro nie oddał? Jak on to powiedział:

-Nie oddam ci jej teraz. Musisz mnie odwiedzić w księgarni, chociażby dzisiaj. Bo rzadko już tam zaglądasz, czuję się trochę... osamotniony.

Dokładnie tak.

-Nie odwiedzę cię dzisiaj, ani jutro, ani nigdy, jeśli tak dalej pójdzie - zagroziłem - A teraz oddaj mi czapkę.

-A co? Jest dla ciebie ważna?

-Tak, jest.

Błąd.

-No to prędzej czy później po nią przyjdziesz - powiedział i z uśmiechem wyszedł z restauracji.

No i cholera co teraz?

Nie chcę kupować innej, to niepotrzebny wydatek. Ale z drugiej strony nie chcę też poddać się jego szantażowi.

Ech.

16 październik 2008

Chodzę bez czapki. Wiem, jestem osioł, ale co poradzę.

28 październik 2008

Zima zaczęła się przedwcześnie! Piździ jak za cara Mikołaja. To jakaś kara, czy co?! Za to, że nie odwiedzam swojego szantażysty? W końcu chyba do niego pójdę, bo znowu się rozchoruję i co wtedy?

30 październik 2008

I w końcu stanąłem przed witryną księgarni. Nie mogłem wytrzymać. Mówi się, że najwięcej ciepła ucieka przez nogi i głowę. To prawda.

Akurat zamykali księgarnię. Musiało więc być coś koło dziesiątej. Pracownicy rozeszli się w różne strony, jedni szybciej, drudzy wolniej. W końcu dostrzegłem Klaudiusza. On mnie też, bo szedł w moim kierunku.

-W końcu? - zapytał.

Nie odpowiedziałem. Mruknąłem tylko coś, wyrażając swoje niezadowolenie. Założyłem ręce na piersi, chowając dłonie pod pachy.

Trzęsło mną z zimna, co usiłowałem ukryć, nieudolnie zresztą.

-Ech, uparty jesteś, co? - powiedział, ale nie zabrzmiało to obraźliwie. Tylko jakoś tak gładko. Nie umiem tego określić.

Westchnął i... delikatnie założył mi czapkę na głowę. Odruchowo cofnąłem się o krok, a on spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Poprawiłem sobie nerwowo czapkę. I niestety - spojrzałem na jego ręce. Co zrobi?

Podniósł jedną i skierował ją ku mojej twarzy. Chciałem się wycofać, ale nie mogłem. Coś mnie powstrzymywało. Nie wiem co. Palcami zaczął odgarniać mi włosy z twarzy. Powoli, jakby sprawdzał jak zareaguję. Cały czas patrzył mi w oczy.

-Co robisz? - zapytałem cicho.

-Co robię? Staram się odgadnąć co myślisz - odpowiedział równie cicho.

-Przestań - powiedziałem.

Dłonią cały czas dotykał mojego policzka. I nie odwracał wzroku.

Odwróciłem się szybko i uciekłem.

Co myślę?

Nie chcesz wiedzieć.

31 październik 2008

Nie, w zasadzie to nie jest jeszcze 31. Za trzy, dwa, jeden...O, już. No to teraz jest 31. Równo dwunasta.

Nie mogę spać. Przez Klaudiusza. Co mu strzeliło do głowy? On się zastanawia, co myślę? Nie, to ja się zastanawiam, co ON myśli.

Dzisiaj Halloween. Ludzie łażą poprzebierani jak porąbani.

09 listopad 2008

Zaczęło padać jak tylko wyszedłem z domu. Nie mam parasola, więc jak doszedłem do pracy, wyglądałem jak zmokła kura. Szef się zaoferował, że pożyczy mi ubrania, ale stwierdziliśmy wszyscy zgodnie, że będą na mnie ‘odrobinę’ za duże. Dostałem więc bluzę od Grzegorza, w której i tak się topiłem.

-Alex, co ty jesteś taki drobny? Mały nie jesteś, bo jesteś wysoki - powiedział Grzegorz, jak wyszedłem z kantorka w jego bluzie.

-Jestem po prostu szczupły - stwierdziłem wzruszając ramionami.

-Chyba nie. Szczupła to jest Ela - wskazał dziewczynę, która krzątała się po sali - ty jesteś chudy, kościsty.

-No i co? - zapytałem beznamiętnie.

-A to, że wpadnij dzisiaj do mnie, jak skończymy pracę.

Popatrzyłem na niego zdumiony.

-Dlaczego?

-A musi być jakiś powód? - westchnął - Po prostu zrobiłem wczoraj za dużo jedzenia, więc... Już pytałem się Elki, Uli i szefa. Powiedzieli, że przyjdą. Kordian nie może, wyjechał gdzieś ze swoją dziewczyną.

-Aha. Trochę dziwnie zacząłeś.

-Grzesiu! Właśnie, co do wieczoru - wtrąciła się Ela.

-No?

-Mogę przyjść z mężem?

-Jasne. Tylko bez dzieci - zastrzegł.

-Co ty opowiadasz? Nie mamy jeszcze dzieci.

-Jeszcze? - podchwycił.

-Tak, jeszcze - nałożyła specjalny nacisk na to słowo.

Tak to mniej więcej się zaczęło.

Później rzeczywiście poszedłem do Grzegorza na jedzenie, które było świetne, tak przy okazji.

Poznałem męża Eli. Zamieniłem z nim tylko parę słów, bo coś mnie w nim odstraszało. Nie wiem czy zachowanie, czy sposób mówienia. Nie podobał mi się. Ale zachowałem to dla siebie.

Dowiedziałem się trochę więcej o szefie, jak na przykład to, że jest dwukrotnie rozwiedziony. Z pierwszą żoną ma córkę, która chodzi na studia - ostatni rok, utrzymują kontakt; a druga to była kompletna pomyłka, jak sam twierdzi. Nie chciał o niej opowiadać. Aktualnie związany jest z Koreanką o imieniu Taeyeon (czy jakoś tak...) i razem wychowują jej czteroletnią córeczkę. Niesamowity gościu.

17 listopad 2008

Niewiele do powiedzenia. Może tylko to, że poszedłem odwiedzić Klaudiusza. Serio miałem wyrzuty sumienia po tym, jak mu uciekłem bez wyjaśnień i za to całe unikanie.

Wchodząc powiedziałem dzień dobry do ogółu i podszedłem prosto do niego. Wyglądał na szczerze zdziwionego moją obecnością.

-Hej - zacząłem niezręcznie. Zresztą, czy kiedykolwiek komunikacja wychodziła mi zręcznie?

-Hej - odpowiedział - Nie sądziłem, że cię tutaj zobaczę.

-Ech, słuchaj. Nie wiem od czego zacząć - wsadziłem rękę we włosy. Klaudiusz uważnie mi się przypatrywał.

Zaprowadził mnie pod przeciwległy regał z książkami, gdzie nie było ludzi.

-No, co tam? - spytał.

-Chciałem Cię przeprosić za to, że tak wtedy uciekłem. Wiem, dawno to było, ale...

-Alex, pozwól, że powiem wprost. Jestem gejem, a ty mi się podobasz. Naprawdę podobasz. Ale kompletnie nie mogę Cię rozgryźć. Lubisz mnie, czy nie? Czy się pomyliłem? Jeśli tak, to... przepraszam.

Szczęka prawdopodobnie opadła mi już przy „jestem gejem”. A z każdym jego słowem opadała coraz niżej, aż w końcu miałem wrażenie, że sięgnęła podłogi.

Otrząsnąłem się.

-Dlaczego... Teraz ty mnie o to pytasz? Zrozum, ja nie mam o tym pojęcia. Dajcie mi święty spokój z przyklejaniem etykietek - warknąłem i wyleciałem na zewnątrz.

-Zaczekaj! - krzyknął.

Maszerowałem, żeby nie powiedzieć biegłem, już chodnikiem, kiedy poczułem jak chwyta mnie za ramię. Chciałem się wyrwać, ale przytrzymał mnie w miejscu.

-Posłuchaj mnie, tutaj nie chodzi o żadne etykietki! Ja po prostu-

Spojrzałem mu w oczy. Nie błyszczały się złośliwie. Nie wyrażały złych intencji. Więc stałem w miejscu.

-Ja tylko chciałem się dowiedzieć, czy mam u ciebie szansę - dokończył z nadzieją w głosie.

Powiedziałem więc zgodnie z prawdą i po raz kolejny do znudzenia to samo:

-Nie wiem.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Weraa :3 : 2014-02-09 00:35:53
    miauu :3

    Suuper x3.

  • Taco : 2014-01-12 15:47:56
    Następne rozdziały

    O rany, dziękuję! Bardzo mi miło, że ci się spodobało :D A myślałam, że nikomu nie chce się tego czytać... Co do długiej przerwy - po prostu sporo się u mnie działo, ale mam już trochę tekstu i właśnie zabieram się do obrabiania ^^

  • Weraa ;3 : 2013-12-26 23:23:26
    napisz kolejny rozdzial xD

    Ale sie wciagnelam *-* napisz wreszcie kolejny rozdzial chce wiedziec co bedzie daleej *3* to opowiadanie jest niesamowite xd

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu