Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

JoJo's Bizarre Adventure - recenzja mangi

JoJo's Bizarre Adventure: Diamond is Unbreakable

Autor:C.Serafin
Redakcja:IKa
Kategorie:Manga i Anime, Recenzja
Dodany:2012-07-12 22:02:10
Aktualizowany:2012-07-12 22:04:10

Dodaj do: Wykop Wykop.pl


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ilustracja do artykułu

Recenzja dotyczy czwartej z kolei serii JoJo's Bizarre Adventure zatytułowanej Diamond is Unbreakable, obejmującej tomy 29-46.

Od okupionej wielkim poświęceniem podróży do Egiptu przedstawionej w serii Stardust Crusaders mija dziesięć lat. Mający za sobą studia oceanograficzne Jotaro Kujo ze względu na swojego dziadka przybywa do japońskiego miasta Morioh, by załatwić bardzo kłopotliwą sprawę rodzinną. Traf sprawia, że tuż po przyjeździe przypadkiem spotyka nastoletniego Josuke Higashitę i zostaje świadkiem użycia jego nadnaturalnej zdolności. Niby nic niezwykłego, bo w świecie JoJo's Bizarre Adventure Standy nie są czymś nieprawdopodobnie rzadkim, ale bardzo ułatwia sprawę, gdyż Josuke jest poszukiwaną przez niego osobą. A dokładniej owocem romansu Josepha, na wieść o którym rodzina Joestarów została doprowadzona na skraj rozpadu. Jotaro jednak nie przybył do Morioh by paść swojemu wujkowi w ramiona, lecz by go ostrzec. A po upewnieniu się że jego rodzinie przynajmniej chwilowo nic nie grozi, poprowadzić własne śledztwo w sprawie nienaturalnie dużej liczby użytkowników Standów przebywających w okolicy.

Wbrew pierwszemu wrażeniu Jotaro nie jest głównym bohaterem, lecz potężnym sprzymierzeńcem chroniącym swoich krewnych i ich znajomych nawet kosztem własnego zdrowia. Wiodącą rolę odgrywa Josuke, będący nieco ekscentrycznym nastolatkiem, początkowo prześladowanym przez maniakalnego zbiega z więzienia. Jednak po bardzo szybkim zakończeniu tego wątku, Josuke zaczyna pomagać swemu siostrzeńcowi oraz zajmuje się innymi użytkownikami Standów, stanowiącymi często spore zagrożenie dla otoczenia. Nie będzie to jednak tak trudne jak się początkowo zdaje, gdyż osoby o nadnaturalnych zdolnościach wzajemnie sie przyciągają, a w jego misji będzie mu pomagać rosnąca z czasem grupka przyjaciół.

Podobnie jak w poprzedniej części fabuła JoJo's Bizarre Adventure: Diamond is Unbreakable jest epizodyczna i brak w niej określonego od początku głównego wątku.. Może sie wydawać że to krok wstecz wobec poprzednich części stawiających przed bohaterami jasne cele i początkowo może razić, ale z czasem pojawiają się dwa większe wątki. Pierwszy jest związany z pozostawionym przez Enyę artefaktem znanym jako Łuk i Strzała pozwalającym na nabycie przez zwykłą osobę Standa. Oczywiście nie jest to proste i najpierw trzeba przeżyć bolesne postrzelenie z łuku i mieć wystarczająco silny umysł. W dodatku artefakt wydaje się posiadać własną, choć słabo wyczuwalną wolę sprawiającą, że strzelanie z niego jest nieprzewidywalne w skutkach. Nie przeszkadza to jednak używającym go draniom tworzyć w imię własnych, egoistycznych celów, nowych użytkowników tej zdolności. Wątek ten kończy walka z Red Hot Chilli Pepper, co więcej, nie jest on dalej kontynuowany, przez co roi się od niejasności i sprawia wrażenie porzuconego. Drugim, i fantastycznym wątkiem, jest śledztwo mające na celu odnalezienie seryjnego mordercy kobiet od lat terroryzującego miasto. Akcja toczy się przez zaskakująco długi czas i wymaga współdziałania wielu różnych osób, mających w większości osobiste powody by dopaść przestępcę. To jednak nie jest łatwe, gdyż starannie zaciera on po sobie ślady i ma wielu sojuszników utrudniających jego poszukiwania. W dodatku sam stanowi ogromne zagrożenie dla nawet najbardziej doświadczonej w walce osoby, a jego zadziwiająca siła woli połączona ze zwichrowaną psychiką sprawia że nie poddaje się nawet w beznadziejnej sytuacji.

Oba te wątki są przeplatane wieloma epizodycznymi historiami z udziałem użytkowników Standów. W porównaniu jednak do Stardust Crusaders są one zauważalnie dłuższe i nie sprowadzają sie jedynie do pokonania wroga. Czasem wymagają po prostu udzielenia pomocy drugiej osobie lub wyjaśnienia wzajemnych nieporozumień. Zazwyczaj jednak to nie wystarcza i w ruch idą pięści, Standy i ich wykrzykiwane fikuśne nazwy, co kończy się wylądowaniem kogoś w szpitalu lub areszcie. A ponieważ przeciwnicy są mieszkańcami Morioh to po pewnym czasie potrzebnym na np. zrośnięcie się kości lub wyleczenie wstrząśnienia mózgu, pojawiają się w kolejnych rozdziałach. I z zasady mają do odegrania jeszcze jakąś rolę, szczególnie podczas wspomnianych wcześniej poszukiwań seryjnego mordercy. Niektórzy wręcz chwilami wysuwają się na pierwszy plan, lub dla własnego dobra muszą współpracować z Josuke i jego przyjaciółmi, choć nie zawsze są z tego powodu szczęśliwi. Znacznie rzadziej ofiarami walk stają sie osoby poboczne, a jeśli zdarzy im się znaleźć w nieodpowiednim miejscu i czasie, to są ratowane przez zdolność leczenia głównego bohatera.

Poziom fabuły okazuje się niezły i nawet jeśli poszczególne epizody zaczynają się sztampowo, tak jak część poświęcona postrzelonej w serce wariatce „zabójczo” zakochanej w jednym z bohaterów, to są poprowadzone w oryginalny i spójny sposób, a irytują najczęściej jedynie drobnymi nielogicznościami. W dodatku niektóre z nich są nieprawdopodobnie zwariowane. W pewnym momencie Josuke ucieka przez środek miasta na motorze przed ścigającym go szybkim automatycznym Standem, przez co akcja zaczyna przypominać film Niebezpieczna prędkość. Przy okazji wizyty w restauracji seria zmienia się w prostą mangę kulinarną, a w jednym z ostatnich tomów autor serwuje najbardziej epicki pojedynek w „papier, kamień, nożyce” jaki widziałem na swoje oczy, mokre od łez wywołanych śmiechem. Po raz pierwszy od czasu Phantom Blood manga doczekała się także porządnego wątku romantycznego. Jedynie parokrotnie wybija się on na pierwszy plan i stanowi raczej efekt uboczny wydarzeń, ale miło, że przynajmniej jedna z postaci interesuje się płcią przeciwną. Przyczepić się można głównie do braku satysfakcjonujących zakończeń niektórych historii. Wciąż mnie zastanawia choćby los ojca braci Nijimura i tożsamość osoby, która uratowała życie Josuke w dzieciństwie.

Największym plusem czwartej serii jest jednak łamanie typowych dla wcześniejszych serii schematów i szereg świeżych pomysłów. Początkowo zaskakuje znacznie mniejsza skala wydarzeń. W przeciwieństwie do poprzednich części, obejmują one wyłącznie jedno miasto - Morioh, pełne niezwykłych miejsc, osób i miejskich legend odgrywających istotną rolę w fabule. Dzięki temu bohaterowie mają swoje domy, zajęcia i rodziny o które muszą się troszczyć, co jest znacznie bardziej przekonującym mandatem moralnym dla ich działań niż chęć ratowania świata. By spotęgować ten efekt, co jakiś czas dodawane są bardzo przydatne mapki miasta z zaznaczonymi miejscami istotnymi dla toczącego się wątku.

Wielokrotnie pojawiają się także nawiązania do wcześniejszych serii, a nawet wyjaśnienia pojawiających się w nich niejasności takich jak sposób w jaki Dio Brando nabył Standa. Spotkamy tu także znane z poprzednich części postacie jak Jotaro i Joseph, a niektóre Standy są aluzją do Stardust Crusaders. Przykładem tego jest Crazy Diamond, z wyglądu przypominający The World, ale wykrzykujący podczas walki „dora dora dora” czym budzi z kolei skojarzenia ze Star Platinum. Wspomniana jest nawet tajemnicza choroba Josuke sprzed dziesięciu lat, której źródło powinno być oczywiste dla osób mających za sobą poprzednią część.

Bardzo udane zmiany zachodzą w przedstawieniu Standów. Pierwszą z nich jest pokazanie gestu Kozakiewicza schematowi, według którego główni bohaterowie mang bitewnych powinni mieć bardzo proste nadnaturalne umiejętności. Świetnym przykładem jest Stand Josuke noszący nazwę Crazy Diamond, posiadający zdolność przywrócenia dowolnej dotkniętej rzeczy do poprzedniego stanu. Z zasady służy to do leczenia innych, ale umożliwia również zdemontowanie i złożenie w jednej chwili dowolnej maszyny, przerobienie posiłku na składniki z którego został zrobiony, lub uwięzienie wroga w naprawionej rzeczy. Inny ważny bohater jest w stanie „ciąć przestrzeń”, dzięki czemu mógłby być jednym z najpotężniejszych wojowników, gdyby nie to, że jest za głupi by dobrze z niej korzystać, z czego zdaje sobie sprawę. A Stand innej postaci może rzucać w innych onomatopejami (sic!) atakującymi dźwiękiem. Najbardziej oryginalne umiejętności posiadają jednak postacie epizodyczne. Moim ulubieńcem został stuknięty kucharz serwujący klientom przepyszne i bardzo zdrowe potrawy o makabrycznych efektach ubocznych, oraz finałowy przeciwnik, potrafiący zaskoczyć nawet gdy wydaje się, że został już do końca rozpracowany. Tradycyjnie już nie wszyscy właściciele Standów są ludźmi i w pewnym momencie niezbędne okazuje się zorganizowanie polowania na wrednego zwierzaka, przerabiającego innych na zawartość lodówki za pomocą czegoś wyglądającego jak połączenie fruwającej maszynki do mięsa i wyrzutni strzałek. Ogólnie pomysły na Standy i ich umiejętności są jeszcze bardziej zwariowane i oryginalne niż w Stardust Crusaders, przez co trudno nie być pod wrażeniem niemal bezgranicznej wyobraźni autora.

Wprowadzone zostają także trzy nowe rodzaje Standów. Do silnych ale o małym zasięgu, słabych działających na duży dystans oraz całej gamy pośrednich form, dołączają Standy automatyczne. Mogą one pomimo sporej siły oddalać się na sporą odległość, a ich pokonanie jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe, kosztem tego jest niewielka kontrola użytkownika nad ich działaniem. W efekcie bardzo łatwo je unieszkodliwić poprzez jego odnalezienie i pokonanie. Występują również Standy mnogie, składające się z wielu małych jednostek, dysponujących wspólnie sporą siłą. Pierwszym tego przykładem jest miniaturowa armia składająca się z czterech śmigłowców, siedmiu czołgów i sześćdziesięciu żołnierzy, zdolnych nawet do desantu z powietrza. Pojawia się także Stand dysponujący możliwością transformacji, pozwalającej na zmianę jego siły, zasięgu i zdolności. O wyglądzie i osobowości nie wspominając.

Pierwsza cechą zwracającą uwagę w kresce jest wygląd głównego bohatera, choć widać, że już na okładkach do Phantom Blood autor pozwalał sobie na szalone pomysły. Co jak co, ale dziwaczna fryzura Josuke w połączeniu z równie niezwykłym mundurkiem ozdobionym serduszkami i pacyfkami, rozpiętym na wysokości klatki piersiowej, mogą być szokiem dla czytelników. Mi osobiście przyzwyczajenie się do jego wyglądu zajęło parę tomów. Wspominam o tym dlatego, że cechą charakterystyczną czwartej serii są niekonwencjonalne i z zasady nawiązujące do charakteru właściciela wzory i detale ubrań, na czele z całującymi się delfinkami układającymi się w kształt serca i krawatem w trupie czaszki. W efekcie niespecjalnie trudno domyślić się kim może być np. właściciel mundurka ozdobionego symbolami ufo i gwiazdkami. Tradycyjnie już dotyczy to głównie mężczyzn, stroje kobiece są znacznie bardziej stonowane. Natomiast Standy wreszcie zaczynają wyglądać naturalniej i ich wychodzenie z ciała użytkownika już nie wygląda głupio lub dwuznacznie.

Anatomia postaci poprawia się i pod koniec serii trzyma już naprawdę dobry poziom, choć przez większość czasu rażą niekształtnie rysowane nogi i zbyt obszerne ubrania. Nie sposób nie zauważyć też, że w pierwszych tomach serii postacie wyglądają na starsze niż w późniejszych, co widać najbardziej właśnie na przykładzie Josuke. Kobiety i dziewczęta są rysowane w innym, znacznie ładniejszym stylu, lecz są do siebie tak podobne, że odróżnia się je głównie po strojach i fryzurach. Ostatnią rzucającą się w oczy wadą jest nienaturalny wygląd krwi, wyglądającej często jak czarne patyki powbijane w ciało i nie poddające się prawu grawitacji. Tła potrafią być szalenie szczegółowe i wygląd budynków, samochodów i przyrody jest bez zarzutu. Jedyną nietypową rzeczą jest przedstawianie odległych statystów jako białych konturów. Z zasady są jednak rysowani bez takich uproszczeń i w niemal realistycznym stylu, bez udziwnień typowych dla ważniejszych osób. Bardzo często pojawiają się też pełniące rolę dodatku niedbale pociągnięte tuszem szkice, przedstawiające bohaterów w różnych pozach. Autor rozpoczyna także eksperymenty w rozstawieniu i kształcie kadrów, w wyniku czego rysunek nabiera jeszcze większej dynamiki.

Postaci jest tak dużo, że ich wyliczanie i opisywanie jest pozbawione sensu. Warto jednak napisać o trójce najważniejszych - przedstawicielach rodziny Joestarów. Josuke Higashita jest nieco ekscentrycznym nastolatkiem, na codzień uległym i grzecznym pomimo wyglądu oprycha, ale tylko do czasu aż ktoś go zdenerwuje krytykując jego fryzurę lub matkę. W tym momencie przestaje panować nad sobą i swoimi umiejętnościami, przez co staje się nieobliczalny. Z czasem jednak dojrzewa i zmienia w pozytywnym kierunku. Jotaro ogranicza się głównie do roli sprzymierzeńca, co jest dobrym pomysłem i dobrze do niego pasuje. Gdyby ponownie miał grać główną rolę to inne postacie nie miałyby najmniejszej szansy się wykazać. Natomiast Joseph Joestar pojawia się dość późno i występuje jako schorowany i przygłuchy staruszek. Jego relację z Josuke są bardzo mocnym punktem mangi, sam nie jest też aż tak nieporadny, gdyż dzięki niemu rodzina Joestarów powiększa się o jeszcze jedną osóbkę, co solidnie wkurza jego żonę.

Przy okazji autor wprowadza po raz pierwszy swoje alter ego - Rohana Kishibe, będącego głównym bohaterem luźno powiązanych z serią oneshotów: Rohan Kishibe Goes to Gucci, Thus Spoke Kishibe Rohan - Mutsukabezaka i Thus Spoke Kishibe Rohan. Episode 16: At a Confessional oraz powstałego we współpracy z pewnym muzeum Rohan au Louvre. Nietrudno się domyślić, że jest on jedną z ulubionych postaci autora, co ani trochę nie dziwi. Rohan jest bowiem ekscentrycznym mangaką ze śmiertelnie poważnym podejściem do pracy, rozdętym ego i narcystycznym usposobieniem. Co ważne, jest traktowany z ogromną dawką ironii, czego przykładami są groteskowe sposoby w jakie zbiera pomysły do wykorzystania w swoich mangach, oraz cudownie absurdalnym sposobie ich rysowania. W jednym z tomów zostaje wręcz zamieszczony pełen złośliwego humoru wywiad z Rohanem, w którym wychodzą na wierzch wszystkie jego wady.

Ogólnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczony JoJo's Bizarre Adventure: Diamond is Unbreakable. Poprawie w porównaniu do poprzedniej serii uległy prawie wszystkie elementy, na czele z kreską i prowadzeniem fabuły, a zakończenie daje bardzo silne wrażenie niedosytu. Tym bardziej szkoda, że kolejna seria - Vento Aureo nie porywa, ale to już materiał na kolejny tekst.

_________________________

Odnośniki zewnętrzne:

Ogryzek całej serii na Tanuki-Manga

Felieton na temat JoJo's Bizarre Adventure opublikowany na Anime News Network

Recenzja trzech pierwszych serii JoJo's Bizarre Adventure w magazynie KZ

_________________________

Kadry:

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.