Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Harucon - relacja

Autor:Szaman Fetyszy
Korekta:IKa
Kategorie:Relacja, Konwent
Dodany:2012-05-14 19:54:48
Aktualizowany:2012-07-02 13:59:48



Witamy wiosnę i lato gratis, czyli jak Opole wróciło na mapę konwentową

Wiosna - jedna z fajniejszych pór roku. Kiedy jest jeszcze za chłodno by umierać z przegrzania, a za ciepło by pluć lodem. Tak w sam raz - nie licząc przejściowych anomalii. Zatem, będąc w radosnym, wiosennym nastroju, wyruszyłem w krótką, liczącą około godziny podróż z Wrocławia do Opola na konwent Harucon. Bardzo byłem ciekaw tej imprezy z kilku powodów. Po pierwsze, konwentu w Opolu nie było od niemal 10 lat. Mogę się mylić, bo wówczas stawiałem pierwsze kroki na mangowych imprezach, ale ostatnim wydarzeniem był Makon 2 w 2003 roku. Po drugie - miała to być pierwsza impreza świeżo upieczonego Rsquadu, a nowe konwenty zawsze i wszędzie chętnie odwiedzam. Po trzecie - biorąc pod uwagę lokalizację i rozmiar Haruconu zapowiadało się na miłą, kameralną imprezę, będącą odprężeniem od konwentów-molochów.

Zacznijmy więc od początku, czyli od poziomu trudności dotarcia na conplace. Na stronie był zamieszczony plan oparty na zdjęciach, co nie za bardzo mi pomogło, jako że bardziej orientuję się po ulicach niż punktach, które często i gęsto są charakterystyczne dla miejscowych, ale niekoniecznie dla przyjezdnych. Owszem, można włączyć mapę internetową i wszystko będzie jasne, ale opisanie drogi po ulicach to nie jest chyba wielki wysiłek, a doskonale uzupełnia plan zdjęciowy. W każdym razie lokalizacja zasługuje na duży plus - zaledwie kilkanaście minut piechotą od dworca. Tak, wiem, konwenty w mniejszych miejscowościach rządzą się innymi prawami niż te w metropoliach, ale nie zmienia to faktu, że położenie szkoły było bardzo dogodne. Sam conplace był niewielki i przypominał rozmiarami szkoły, w których odbywały się konwenty przed niemal dziesięcioma laty. Jednak na imprezę obliczoną na 500 osób była w sam raz, no, może ciut za mała. Jej niezaprzeczalnym plusem był właśnie rozmiar - to mój pierwszy konwent od dawien dawna, gdzie nogi mi nie odpadały po wielogodzinnym przemierzaniu pięter w tę i z powrotem, zwłaszcza, że wszystkie sale umieszczone były na parterze (co w jednym przypadku nie było dobrym pomysłem, ale o tym później). Kolejny plus - miejsce. Mimo niewielkiej szkoły nie było ścisku i tłoku, a co więcej - o zgrozo - było miejsce w sleepach. I to o 20! Po części przyczyniła się do tego stanu rzeczy frekwencja, ponieważ przyjechało ok. 300 osób, ale wciąż faktem pozostaje, że dawno nie widziałem konwentów, na których miejsce w sleepach by się nie kończyło o 10 rano, albo wręcz przed samą imprezą. Akredytacja też przebiegała w miarę sprawnie. Każdy uczestnik otrzymywał plastikowy identyfikator na agrafkę bądź „krokodylka”, co mnie ucieszyło, ponieważ klasyczne identyfikatory, jeśli nie są laminowane, lubią się gnieść. Na rękę zaś każdy założony miał opaskę, co powoli staje się standardem. Informator przypomniał mi natomiast stare dobre czasy, kiedy nie były potrzebne 100-stronicowe książeczki na kredowanym papierze. Były to po prostu dwie kartki z planem ramowym, szczegółowym i przejrzystą mapą szkoły. Skromnie, ale jak na rozmiar imprezy całkowicie wystarczająco.

No, ale żeby nie było za różowo, czas wymienić wady. Harucon organizował Rsquad, młoda ambitna ekipa. Tak na oko większość miała poniżej dwudziestu lat. Całe szczęście znalazło się również kilka osób bardziej doświadczonych, co z pewnością pozwoliło paru wpadek uniknąć. Na pierwszy ogień idzie wiosenna konwencja. Problem z nią jest taki, że jest de facto trudna do zrealizowania, ponieważ trudno jest zorganizować atrakcje pod jej kątem (przegląd anime sezonu wiosennego?). Mało co z popkultury japońskiej kojarzy się przeciętnemu fanowi z wiosną. Nawet szkołę trudno przyozdobić w klimacie. Co więcej, pogoda zrobiła niespodziankę, albo ze zbyt epickim rozmachem Marzannę utopiono, ponieważ na Haruconie konwentowicze powitali nie tylko wiosnę, ale z rozpędu i lato. Za to wiosenny klimat udzielił się konwentowiczom, którzy integrowali się na rozmaite sposoby czy to wewnątrz szkoły czy na zewnętrznym dziedzińcu.

Z atrakcjami było w kratkę. Część się nie odbyła, niektóre się opóźniły, inne z kolei zmieniły salę, albo były improwizowane niczym za starych dobrych czasów. Odwołanie niektórych z nich, np. panelu o teoriach spiskowych było spowodowane nieprzewidzianymi problemami ze zdrowiem organizatorów - albo spiskiem sił tajemniczych. Prawdopodobnie polegli z powodu przemęczenia (część z nich prawie nie spała od paru dni) albo choróbska. Tak czy inaczej, pozostali przy życiu, to jest zdrowiu, starali się trzymać wszystko w ryzach. Za to „Jaka to animelodia”, którą miały poprowadzić Ari i Yuka nie odbyły się ponieważ... prowadzące najzwyczajniej w świecie nie przyszły. Z tego co wiem, nie wyjaśniły organizatorom, dlaczego. I jeśli tego nie zrobiły, jest to zachowanie godne potępienia. Wiele można wybaczyć twórcom atrakcji, zwłaszcza początkującym, ale nieobecność nieusprawiedliwiona to obowiązkowy karny jeżyk. Całe szczęście konkurs uratował Mike, który szczęśliwie posiadał niezbędne materiały do jego przeprowadzenia. Notabene jego konkursy „Jakie to anime” oraz „Jaka to manga” były bardzo udane, acz i tu z recenzenckiego obowiązku nadmienię, że były zamienione miejscami w porównaniu z planem.

Co warto nadmienić - nie było main roomu. No w sumie był, ale dość specyficzny, bo umieszczony na zewnętrznym dziedzińcu. Rozwiązanie dobre, ponieważ nie dokuczała ani duchota, ani tłok. Tam też się odbył bardzo udany pokaz szermierki japońskiej. Większość atrakcji odbyła się natomiast w czterech salach: konkursowej, Kinomichigo, Dalekiego Wschodu i gajdzinowskiej... znaczy się fantastycznej. Atrakcje, które się odbyły były na dobrym, a nawet bardzo dobrym poziomie, że wspomnę chociażby o panelu o symulacjonizmie, portrecie psychologicznym seryjnych morderców, restauracji Meiji, League of Legends czy konkurs 20 pytań. Jako że był to konwent mangowo-fantastyczny, nie zabrakło również LARP-ów, które cieszyły się bardzo dużym zainteresowaniem, zwłaszcza w środku nocy.

Na każdym konwencie w pierwszej kolejności odwiedzam konsolówkę z racji mojego zamiłowania do tego typu rozrywki. Była ona niewielka, ale całkiem nieźle jak na debiutantów rozplanowana. Miejsca było sporo, acz to w dużej mierze zasługa rozmiaru samej imprezy. Wyposażona została w dwa PS3 gdzie głównie królowały Soul Calibur V i Tekken VI, jednego X360, parę PS2 oraz - co mnie mile zaskoczyło - sprzęt retro. Znalazła się tam m.in. Sega Megadrive z Mortal Kombat 2, a nawet (aż łezka mi się zakręciła w oku) Amiga CD 32. Nie obyło się jednak bez kilku wpadek. Po pierwsze zbyt mało przerw technicznych, co w taką pogodę może skutkować awariami sprzętu, co się niestety zdarzyło. Pod koniec konwentu działały tylko trzy stanowiska. Po drugie, sala umieszczona była na parterze, co oznacza większe prawdopodobieństwo, że konsola dostanie nóżek i wyjdzie przez okno. Po trzecie - przewody i przedłużacze w konsolówce to podstawa (też były z tym problemy). Pochwalić zaś muszę epickich rozmiarów telewizor, na jednym stanowisku. Granie w Soul Calibur V na takim ekranie to czysta rozkosz. Warto też nadmienić, że w konsolówce wypączkowało parę atrakcji, głównie turnieje. Miłośnicy śpiewu i darcia paszczy mogli z kolei wyżyć się na Ultrastarze. Zabrakło niestety DDRa, choć złośliwi mogliby powiedzieć, że to i lepiej biorąc pod uwagę temperaturę i brak pryszniców.

Na koniec pozostawiłem sobie cosplay. Miało go nie być, ale w końcu się odbył. Jego dużym plusem był fakt że odbył się na zewnątrz, dzięki czemu nie było duchoty. Co więcej, dziedziniec był tak umieszczony, że najazd dresów (co zdarzyło się na Bace w 2007) nie był możliwy, chyba że zrobiliby desant z powietrza. I - szok - nie było kolejki. Był on, powiedzmy, specyficzny, żeby nie powiedzieć techniczną wtopą. Już na początku dotknęła go klątwa PKP, czyli opóźnienia. Następnie doszły problemy techniczne, ponieważ mobilny internet odmówił posłuszeństwa, czego wyraz dawali techniczni wypisując smutne komentarze. Co więcej, prowadzący z przyczyn technicznych (ciemno było) nie był w stanie odczytać z kartki uczestników, ale starał się w jakiś sposób wybronić. Na początku rozpoczęto evil cosplay i muszę przyznać, że był jednym z lepszych jakie widziałem. Zdolności improwizacyjne niektórych konwentowiczów były epickie. Były zombie, smok czy Sonic, którego zombiaki poprzysięgły przerobić na Mięsnego Jeża. Evil Cosplay wygrał Sonic, notabene, całkiem zasłużenie. Następnie była długa przerwa, ponieważ techniczni wciąż byli oderwani od internetu (jak ktoś z tłumu powiedział „Hardkor tu był”). W międzyczasie wypączkowała atrakcja spod szyldu „Badum-tss” czyli opowiadanie sucharów. W końcu cosplay rozpoczęto. Jak na imprezę tej skali był nawet całkiem przyzwoity i przypominał nieco dawne czasy, kiedy nie był to „serious business”. Ogólnie mimo deszczu wpadek było całkiem przyjemnie, po części również dzięki konwentowiczom oraz samym cosplayerom, których improwizacje umilały czas podczas prób odzyskania dostępu do sieci.

Czas zatem na podsumowanie. Nie ma co ukrywać, wpadek było dużo, ale w większości przypadków wynikały one z niedoświadczenia ekipy. Jak to mówią „pierwsze śliwki - robaczywki” oraz „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. A młodzi orgowie Rsquadu z tego co widziałem uczyć się chcą - i to bardzo. Co więcej, zalety przeważyły wady. Sporo udanych atrakcji, miły, kameralny (konwent był obliczony na Opole z przyległościami) klimat momentami wpadający w retro, miejsca w sleepach oraz sami uczestnicy. Warto też nadmienić, że na konwencie były zarówno lokalne, jak i ogólnopolskie media, a dyrekcja pochwaliła inicjatywę, a pozytywnych słów o naszym fandomie i hobby nigdy za wiele. Orgowie na podsumowaniu oznajmili że inicjatywę będą kontynuować, co mnie cieszy, ponieważ wówczas Opole powróci na mapę konwentową na dłużej. Ode mnie cztery minus z kredytem zaufania. Liczę na to że Harucon 2 będzie jeszcze lepszy.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Ciasteczkowy Potwór : 2012-05-16 15:33:44

    Ach, chyba, że to tytuł. Jeżu, przepraszam jeśli się niepotrzebnie przed szereg wypchnęłam. W takim razie nie było mnie tutaj ^^'

  • Ciasteczkowy Potwór : 2012-05-16 15:32:08

    Kropeczkę Wam zjadło w pierwszym zdaniu.

  • Skomentuj