Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

01. Planeta Vegeta

Autor:Killall
Korekta:Dida, Dida, Dida
Serie:Saga: Freezer, Dragon Ball
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2013-01-25 08:00:47
Aktualizowany:2018-01-03 20:50:47


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Na mojej niegdyś wspaniałej planecie kobiety z regóły były wykorzystywane do tak zwanego rozrodu planety, gospodarowania jedzenia oraz jego uprawiania, a mężczyźni po to by walczyć, zdobywać planety, zbierać łupy i przyprowadzać jeńców. Życie większości kobiet było nad wyraz nudne. Takie zwykłe i pospolite, ale to było moje zdanie, bo mimo wszystko nie każda z nich nadawała się do plądrowania planet. Wojownicy rzadko pozwalali kobiecie stanąć u swego boku jako równej sobie. Urodziłam się jako księżniczka planety Vegeta, osoba z elity, z góry skazana na sukces, jak twierdził mój ojciec, ale matka miała co do tego inne podejście. Byłam uczona jak mam się zachowywać i kim być w przyszłości, jednak tego nie chciałam dla siebie. W głębi duszy czułam, że moim życiem jest wielka przygoda, ciągłe doskonalenie się i zdobywanie czego dusza zapragnie. Chciałam być taka jak Vegeta, mój starszy brat. On był uczony od dziecka jak walczyć, był następcą tronu, całego dziedzictwa oraz chlubą rodu. Taka była wola naszego ojca, noszącego to samo imię - Vegeta.W sumie od mojego urodzenia rodzice podejrzewali, że cos stanie się ponad plan, jednak matka starała się wychować mnie na swoje podobieństwo. Urodziłam się inna niż reszta dziewczynek na Vegecie. Ojciec powtarzał, że to, dlatego iż jestem księżniczką, jednak wcale w to nie wierzyłam… Nie dość, że narodziła mu się córka to jeszcze wyjątkowa o nie małej jednostce bojowej co większość urodzonych dziewczynek. Z resztą nigdy nie chciałam być jak reszta - uczyć się dobrych manier, jak podawać posiłek lub co gorsze, stać się lubą jakiegoś dryblasa z brakiem mózgu byleby się przypodobać memu ojcu. Król był jak najbardziej za rozbudową moich umiejętności Saiyańskich, lecz matka zabraniała mi walk bez podania przyczyny, a przynajmniej mnie nikt nie chciał poinformować. Po kryjomu doglądałam jak młodzi chłopcy i mężczyźni ćwiczyli sztuki walk, jak koncentrowali swoją energię i wydalali ją, dając przy tym zniszczenie lub obronę przed wrogiem. Nie jedną kobietę też tam spotykałam i wtedy wiedziałam kim chcę być w przyszłości. Vegeta zawsze śmiał się, że mam głupie myśli, co do tego, bo moje miejsce miało być typowo dyplomatyczne.

Nam Saiyanom włosy rosły do pewnego momentu i długości i takie pozostawały na zawsze, chyba, że je obetniemy. Kolor ich jest czarny zupełnie jak nasze oczy. Tajna bronią narodu jest gigantyczna małpa. Jest czymś strasznym i powstaje tylko podczas pełni… Temu królowa pilnuje bym nie wychodziła w pełni księżyca, a okna szczelnie zamyka. Nikt przecież nie chce zniszczyć własnego domu.

Koleżanki zawsze twierdziły, że się wywyższam. My Saiyanie mamy wielu wrogów i toczymy mnóstwo bitew, nie tylko na pobliskich i odległych planetach, ale i w dalekim kosmosie. Niegdyś planetę Vegeta zamieszkiwały dwie rasy: Saiyanie i Tsuffule jednak nasz ród zniszczył ich całkowicie zajmując całą planetę i przechwytując ich całą technologię. Zawsze też marzyłam o takiej wyprawie, jaką mają wojownicy Vegety, lecz ojciec się nie zgadzał. Jak to mówił? Jestem jego oczkiem w głowie i nikt nie ma prawa zrobić mi krzywdy.

Mówiąc o krzywdach… Jestem rozbójniczką i małą wredną bestią. Cokolwiek w królestwie się zepsuło, albo zostało skradzione dało się słyszeć wrzaski mieszkańców „JA CIĘ ZABIJĘ!” Zawsze uchodziło mi to na sucho. Mój zapał odkrył jeden mieszkaniec - Gartu. On, jeden z mistrzów szkoleniowych na Vegecie ma dziewięćdziesiąt lat i bardzo wiele przeżył. Stracił swój ogon wiele lat temu. A jak nam było wiadome odrastały, tylko do szesnastego roku życia, a on miał wtedy ze dwadzieścia, jak nie więcej? Kiedy jest pełnia księżyców potrafią sprawić, że moc rośnie dziesięciokrotnie, a postać wraz z rozmiarami zmienia się z ludzkiej w małpią. Oozaru przybiera ogromne rozmiary! Niestety traci się panowanie nad sobą i niszczy wszystko, co mu na drodze stanie, chyba, że potrafi się to opanować.

Nasza planeta słynie z wysyłania dzieci po narodzinach na odległe planety i galaktyki by te opanowały te ziemie. Zamykane są w specjalnych kapsułach dobrze opracowanych zgodnie z wysoką kosmiczną technologią. Po paru latach zazwyczaj, jeśli nie dostaje się znaku, że planeta jest opanowana wysyłani są zwiadowcy. Do tego rodzaju wymiaru wysyłani są wojownicy o wyjątkowo miernej sile badani przez najlepszych ludzi. Ogólnie my Saiyanie jesteśmy bardzo nielubiani we wszechświecie. Może też, dlatego, że jesteśmy potężni? A może za barbarzyństwo, z jaką traktowani są oblegani mieszkańcy innych planet? Niestety na to pytanie nie potrafiłam dokładnie odpowiedzieć gdyż nie brałam w tym udziału. Wiedziałam tylko, że większość dziwnych rzeczy jakie miały miejsce w naszym świecie było pod panowaniem Straszliwego.

Tak, więc na imię mi Sara i moja historia zaczyna się, gdy kończę cztery lata.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Killall : 2014-05-29 10:25:33

    Początek jest na prawde słaby, wiem to, ale nie mam na niego siły :( Przyznam bez bicia. Dziś obecnie jestem na 80 części, do której na Tanuki jest wciąż daleko.

  • Eire : 2013-09-17 13:47:20

    Treść:

    Pomysł, żeby rasa wojowników, która według kanonu ledwie wyszła z krzaków wtłaczała swoje córki w wiktoriańskie (bo nawet nie średniowieczne) normy naprawdę nie pasuje do tego, co widzieliśmy w animacji, gdzie facetów i kobiety naprawdę trudno odróżnić.


    Oczywiście bohaterka buntuje się przeciw normom. Oczywiście jest księżniczką, mutantką, ocaleńcem cudpownie znajdującym rodzinę. Oczywiście wszystkich owija sobie wkoło palca, oczywiście we wszystkim najlepsza. Trochę za dużo tego wszystkiego. Wiem, jak trudno nie obdarzać bohaterki wszystkimi przymiotami i przygodami, ale tego naprawdę za dużo.


    Sama forma

    -Ściana tekstu- czyta się wyjątkowo źle

    -Dziwne sformułowania typu wydalanie energii

    -Wyświechtane samotne łzy i inne sformułowania przywołujące na myśl najlepsze kawałki Heleny Mniszkówny.


    Zarówno treść jak i forma nie jest tragiczna- po prostu płaska, nijaka, powielająca wiele błędów wałkowanych do znudzenia. Myślę, że warto zastanowić się nad pewnymi poprawkami i poszukać innej drogi.

    Pozdrawiam

    Eire

  • Skomentuj