Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

01. Planeta Vegeta

Autor:Killall
Korekta:Dida, Dida, Dida, Dida, Dida, Dida
Serie:Saga: Freezer, Dragon Ball
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2013-01-25 08:00:13
Aktualizowany:2018-11-16 20:18:13


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Historia całkowicie jest dziełem Killall.


Planeta na, której przyszło mi żyć rządziła się ciężkimi prawami. Kobiety słabe i nie należące do elity były wykorzystywane do gospodarowania jedzeniem oraz jego uprawiania, a wraz z nimi mężczyźni, którzy także nie osiągneli w boju zadowalających wyników. Reszta czyli elita; wojownicy z wysoką energią KI, zdobywali planety, zbierali łupy i wszystko na komendę jednego stworzenia - Freezera.

Życie niektórych kobiet było nad wyraz nudne. Takie zwykłe i pospolite, ale to było moje zdanie, bo mimo wszystko nie każda z nich nadawała się przecież do plądrowania planet. A ktoś przecież musiał to robić. Wojownicy rzadko pozwalali kobiecie stanąć u swego boku jako równej sobie, nawet gdy była zaprawiona w boju. Twierdzili, że legendarnym wojownikiem może zostać tylko mąż.

Urodziłam się jako księżniczka planety o nazwie Vegeta, osoba z elity, z góry skazana na sukces - jak twierdził mój ojciec, ale matka miała co do tego inne podejście. Wiele lat zajęło jej poczęcie drugiego dziecka toteż byłam pod jej okiem uczona jak mam się zachowywać i kim być w przyszłości. Nie chciała bym była typową Saiyanką, bo taką nosi nazwę nasza rasa. W głębi duszy czułam, że moim życiem jest wielka przygoda, ciągłe doskonalenie się i zdobywanie czego dusza zapragnie.

Chciałam być taka jak Vegeta, mój starszy brat, dziedzic tronu.

Król był jak najbardziej za rozbudową moich umiejętności saiyańskich, tak nakazywała tradycja lecz matka zabraniała by w niedalekiej przyszłości ktoś zajął się moim przysposobieniem obronnym. Oczywiście bez podania przyczyny, a przynajmniej mnie nikt nie chciał poinformować.

Po kryjomu doglądałam jak młodzi chłopcy, mężczyźni, a także płeć żeńska ćwiczyli sztuki walk, jak koncentrowali swoją energię i wydalali ją, dając przy tym zniszczenie.

Vegeta zawsze śmiał się, że mam głupie myśli, co do tego, bo moje miejsce miało być typowo dyplomatyczne, jak mawiała matka, bo ktoś przecież musiał w przyszłości być nadwornym doradcą króla.

Nasza nacja cechuje się czarnymi oczami oraz włosami, a także długim, pokrytym brązowym futrem ogonem; Tajna broń narodu czyli gigantyczna małpa.

Jest czymś strasznym i powstaje tylko podczas pełni. Temu właśnie królowa pilnuje bym nie wychodziła w pełni księżyca, a okna szczelnie zamyka. Nikt przecież nie chciałby zniszczyć własnego domu, zwłaszcza niesforna kilkulatka.

My Saiyanie mamy wielu wrogów i toczymy mnóstwo bitew, nie tylko na pobliskich i odległych planetach, ale i w dalekim kosmosie.

Niegdyś planetę Vegeta zamieszkiwały dwie rasy: Saiyanie i Tsuffule jednak nasz ród zniszczył ich całkowicie zajmując planetę i przechwytując pozostawioną technologię.

Zawsze też marzyłam o takiej wyprawie, jaką odbywali wojownicy, lecz ojciec się nie zgadzał.

Jak to mówił? Jestem jego oczkiem w głowie i nikt nie ma prawa zrobić mi krzywdy. Poza tym wciąż byłam za mała ich zdaniem, że dzieciak ze mnie i tyle, a pierwsze szkolenia rozpoczynano w wieku sześciu lat. Bez względu na to kim się było.

Mój zapał do bitki odkrył jeden mieszkaniec - Gartu. On, jeden z mistrzów szkoleniowych na Vegecie miał dziewięćdziesiąt lat i bardzo dużo w swoim życiu przeżył. Stracił swój ogon wiele lat temu. A jak nam było wiadome odrastały, tylko do szesnastego roku życia, a on miał wtedy ze dwadzieścia, jak nie więcej?

Kiedy jest pełnia księżyców potrafią sprawić, że moc wojownika wzrasta dziesięciokrotnie, a postać wraz z rozmiarami zmienia się z ludzkiej w małpią, o czym wspomniałam już wcześniej.

Oozaru przybiera ogromne rozmiary! Niestety traci się panowanie nad sobą i niszczy wszystko, co na drodze stanie, chyba, że potrafi się to opanować, a nie każdy był na tyle wytrenowany by tego dokonać.

Nasza planeta słynie z wysyłania dzieci po narodzinach na odległe planety i galaktyki, by te opanowały te ziemie gdy podrosną. Zamykane są w specjalnych kapsułach dobrze opracowanych zgodnie z wysoką kosmiczną technologią. Po paru latach zazwyczaj, jeśli nie dostaje się informacji, że planeta jest zdobyta wysyłani są zwiadowcy. Do tego rodzaju zadań ruszają wojownicy o wyjątkowo miernej sile badani przez najlepszych techników. Przecież byle dzieciak w postaci Oozaru był w stanie pokonać słabą nacje.

Ogólnie my Saiyanie jesteśmy bardzo nielubiani we wszechświecie. Może też, dlatego, że jesteśmy potężni? A może za barbarzyństwo, z jaką traktowani są oblegani mieszkańcy innych planet? Niestety na to pytanie nie potrafiłam dokładnie odpowiedzieć, gdyż nie brałam w tym udziału. Jak twierdziłam - jeszcze.

Wiedziałam tylko, że większość dziwnych i okrutnych rzeczy jakie miały miejsce w naszym świecie było spowodowane panowaniem Straszliwego.

Mam na imię Sara i moja historia zaczyna się, gdy kończę cztery lata.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Killall : 2014-05-29 10:25:33

    Początek jest na prawde słaby, wiem to, ale nie mam na niego siły :( Przyznam bez bicia. Dziś obecnie jestem na 80 części, do której na Tanuki jest wciąż daleko.

  • Eire : 2013-09-17 13:47:20

    Treść:

    Pomysł, żeby rasa wojowników, która według kanonu ledwie wyszła z krzaków wtłaczała swoje córki w wiktoriańskie (bo nawet nie średniowieczne) normy naprawdę nie pasuje do tego, co widzieliśmy w animacji, gdzie facetów i kobiety naprawdę trudno odróżnić.


    Oczywiście bohaterka buntuje się przeciw normom. Oczywiście jest księżniczką, mutantką, ocaleńcem cudpownie znajdującym rodzinę. Oczywiście wszystkich owija sobie wkoło palca, oczywiście we wszystkim najlepsza. Trochę za dużo tego wszystkiego. Wiem, jak trudno nie obdarzać bohaterki wszystkimi przymiotami i przygodami, ale tego naprawdę za dużo.


    Sama forma

    -Ściana tekstu- czyta się wyjątkowo źle

    -Dziwne sformułowania typu wydalanie energii

    -Wyświechtane samotne łzy i inne sformułowania przywołujące na myśl najlepsze kawałki Heleny Mniszkówny.


    Zarówno treść jak i forma nie jest tragiczna- po prostu płaska, nijaka, powielająca wiele błędów wałkowanych do znudzenia. Myślę, że warto zastanowić się nad pewnymi poprawkami i poszukać innej drogi.

    Pozdrawiam

    Eire

  • Skomentuj