Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

103. Powrót Gohana

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2017-06-18 12:33:51
Aktualizowany:2017-06-18 12:33:51


Poprzedni rozdział

Muzyka


Mknął niczym tornado emanując niespotykaną energią. Wszyscy zebrani byli osłupieni, nawet sam Buu. Kiedy wylądował nieopodal w stroju podobnym do jego ojca wbił się nieco w suchą ziemię.

Cóż za spektakularne wejście! - pomyślałam oschle.

Spoglądałam na niego z niedowierzaniem. Naprawdę żył! Był tu i wyglądał wręcz doskonale! Nie mogłam siebie okłamywać, że nawet lepiej niż widziałam go ostatnim razem. Stał dumnie wyprostowany srogo łypiąc w naszą stronę, za pewne wzrok skierowany był na różowego, choć kto go tam wiedział? Zmarszczyłam brwi także przybierając jego pozę.

- No proszę, proszę - Rzuciłam sucho - Któż do nas zawitał! A jednak nie umarłeś.

- Byłem w kiepskim stanie - Odrzekł pospiesznie choć wciąż jego postura się nie zmieniła - Ocalił mnie Shin.

- Wiedziałem, że nie umarłeś! Nie mogłeś umrzeć! - Skakał z radości Goten.

Gdyby mógł posikałby się ze szczęścia. Piccolo i Trunks także nie ukrywali radości z pojawienia się starszego syna Goku. Czy tylko ja miałam inny wyraz twarzy? Oczywiście, że się cieszyłam, że nie zginął, że tu był, jednak złość jaką do niego czułam była nader wyżej. Nie zamierzałam okazywać mu uczuć, przecież dotkliwie mnie zranił, zdradził dla kruchej ziemianki! Z resztą i tak wiedziałam, że nie mógł podzielić losu Vegety.

- Jestem już i nigdzie się nie wybieram - Delikatnie uśmiechnął się do chłopców.

- To ciebie Buu wyczuł daleko - Wtrącił się Majin - Buu czekał, Buu chciał walczyć.

- Nie chcę z tobą walczyć - Rzekł twardo Gohan - Przybyłem cię zabić.

Ich spojrzenia się spotkały gdzieś w połowie. Dało się wyczuć napiętą sytuację, a ja stałam tam jak słup soli. Czy aby komuś się nie pomyliło?!

- To jakieś kpiny! - Wrzasnęłam - Nie wtrącaj się Son Gohanie! To moja walka.

- Nie masz z nim szans - Odrzekł spokojnie - Trenowałem z pewnym seniorem bogów, obdarzył mnie potężną mocą. Tylko ja mogę go pokonać.

- Też mi coś - Prychnęłam - Nawet nie waż się zbliżyć do niego, inaczej ciebie także zlikwiduję.

Czarnooki wytrzeszczył oczy nie wierząc w to co usłyszał. Czyżby zapomniał, że wszedł ze mną na wojenną ścieżkę? Przecież nie doczekałam się z jego strony żadnych przeprosin. Myślał sobie, że kim jest do diabła?! Super mocarny dzieciak, który zjadł wszystkie rozumy wraz z ziemskimi książkami?

Splunęłam na ziemię i ruszyłam w jego stronę chcąc spojrzeć mu prosto w oczy, by zrozumiał, że nie żartowałam i nie życzyłam sobie z jego udziałem żadnej pomocy. Chciałam wiedzieć na co mnie stać, a jeśli było trzeba mogłam i tu skonać, ale za żadne skarby nie dopuszczałam do siebie możliwości pomocnej dłoni od tego zdrajcy.

Nasze spojrzenia się spotkały i choć moje było przesiąknięte goryczą, a jego nie, to nie traciło na stanowczości. Miałam wrażenie, że się zmienił, wydoroślał? Gdzieś tam musiał być ten stary poczciwy dzieciak, ale teraz nie mogłam go dostrzec. Nawet bardziej podobał mi się taki.

- Saro, to nie czas na przekomarzania - Był nieugięty - Nie ma chwili do stracenia, im szybciej się go pozbędziemy tym lepiej dla nas.

- O tak, masz rację, o wielki wojowniku - Wyrzuciłam ręce w niebo - Tylko ty jesteś taki silny, bo jakiś tam staruch obdarzył cię magiczną mocą! A myślisz, że co ja robiłam? Piłam herbatkę?!

W tym momencie Nameck’anin wszedł nam w paradę stając pomiędzy nami opierając się otwartymi dłońmi o nasze obojczyki. Był zaskoczony tą nieadekwatną postawą do sytuacji, ale widać było, że każde z nas chciało być tym kimś kogo nazwą pogromcą potężnego tworu Bibidiego.

- Co wam dzieciaki odbiło? - Warknął - To nie czas na spory, mamy ważniejsze rzeczy do roboty.

- Doskonale to rozumiem Szatanie - Przytaknął mu saiyanin - To ona nie rozumie.

- Co, nie rozumiem? - Niemal się we mnie gotowało - Sądzisz, że tylko tobie się coś od życia należy?

- Wciąż jesteś obrażona? - Bąknął siedemnastolatek - Kiedy w końcu odpuścisz?

- Nigdy nie odpuszczę - Wycedziłam rozgoryczona - Nie będę się chować pod ziemią na twoje widzimisię. Powiedziałam ci wystarczająco przed turniejem.

- Zachowujecie się poniżej krytyki - Warknął Piccolo.

Najpierw zdzielił mnie w policzek, a następnie Gohana. Widać było, że miał serdecznie dość naszej kłótni. Nim zdążyłam się na niego rzucić, albo przynajmniej wydrzeć się jakim prawem mnie dotyka zdążyłam tylko przyłożyć dłoń do bolącego miejsca, chwilę potem Buu się zdenerwował, w końcu został zrzucony na dalszy plan, bo my musieliśmy zacząć niedokończony spór. Jego siła rosła z każdą sekundą, a twarz przybrała maskę szaleńca.

- Buu ma niespodziankę - Zaskrzeczał gniewnie - Buu nienawidzi ludzi i ich zniszczy. On także może być silniejszy!

Po tych słowach niemal eksplodował, ale chwilę przed tym uskoczyłam daleko w tył, a Gohan złapał za Piccolo i w między czasie za dzieciaki i wzleciał na moją wysokość.

- Gratuluję - Szatan wciąż był zniesmaczony - Dzięki wam Buu nam uciekł. Powinszować.

Brat Gotena tylko zrobił głupią minę jakby miał się cicho podśmiewać, choć był wielce daleki do radości. Popatrzył na mnie jednym z tych swoich nieodgadniętych przeze mnie spojrzeń by następnie spochmurnieć i odwrócić się plecami. Nie zamierzał mnie przepraszać, to było oczywiście do przewidzenia.

Ogromny różowy przeciwnik przepadł bez śladu, a my nie wiedzieliśmy czy coś planował czy jednak się przestraszył, choć ta druga opcja była nazbyt naciągana. Wylądowaliśmy na klifie dopatrując ogromnych rozmiarów krater, który po sobie pozostawił uciekinier. Chłopcy biegali wokół nas by przywitać się z pół Saiyanem jak na dzieci przystało. Radość w oczach młodszego z braci była nieopisana, w końcu wyszło na jaw, że nie jest już sam jak palec, a kiedy oznajmił bratu, iż wszyscy zostali zjedzeni przez potwora, ten zacisnął wściekle pięść, by później z wyrzutem spojrzeć mi w twarz. Tego się mogłam spodziewać, zaczął obwiniać mnie o to, kiedy byłam całkowicie niewinna.

- Wszystkich? - Chłopak był wyraźnie zaskoczony - Mamę też?

- Niestety, ale tak - Odpowiedział mu najmłodszy z nas - Nikogo nie oszczędził.

Na tę nowinę czarnooki zacisnął i drugą pięść jak i obie powieki. Taka wiadomość była szokująca dla każdego, nawet dla mnie gdy usłyszałam ją po raz pierwszy od Kenzurana i właśnie zastanawiałam się co z nim, czy nie powinien był już do nas dołączyć? Aż tak dobrze się mu spało w puchatym śniegu?

- To nie pora na żale - Zauważył Piccolo - Musimy zebrać się do kupy i odnaleźć tego kosmicznego śmiecia nim zniszczy wszystko co ostało się na tej planecie.

- A kryształowe kule? - Zapytał Gohan - Co z nimi?

- Chciałabym zauważyć, że Buu zjadł wszystkich będących w pałacu, a to oznacza, że kule przestały istnieć wraz z Wszechmogącym - Rzekłam pewnie - Nic nie można zrobić poza zabiciem tego brzydala, co oczywiście należy do moich priorytetów i nie zamierzam ustępować.

- Wyczuwam jego obecność - Szepnął Son Gohan po uprzednim skoncentrowaniu się - Słabo wyczuwalny, ale żyje.

- Kto? - Goten był niecierpliwy - Buu?

- Masz rację… - Wtrąciłam się także skupiając swoje zmysły - Dende nie umarł.

Czyli nie wszystko było stracone. Jeszcze była szansa naprawić to co zostało zniszczone przez Buu, Babidiego i ludzi na jego usługach, w tym także Vegety. Przed oczami stanął mi obraz gdy książę wysadzał pół widowni dla durnego widzimisię, byleby Goku chciał z nim walczyć. Jakby nie patrzeć dość nędzna prowokacja, ale czego się nie robi by przeciwnik wykonał polecenie?

Nie czekając już ani chwili ruszyliśmy po Wszechmogącego, następne miały być smocze kule nim pojawi się straszliwy pogromca planet. Dzieciaki dokazywały w locie, zupełnie jakby zapomniały o istniejących problemach, ja nigdy taka beztroska nie byłam. Czy to oznaczało moją poniekąd zgorzkniałość? Robili piruety to z lewej, to z prawej przelatując nade mną i pod, a czasem wyprzedzając Szatana i Gohana, którzy lecieli na czele eskapady.

- Czekajcie - Gohan wyraźnie coś wyczuł - Na dole jest człowiek.

- Jak to możliwe? - Zdziwiłam się - Osobiście widziałam jego śmiercionośną salwę z pałacu Dende’go.

Zawisnęliśmy nad nim widząc jak człapie przed siebie, a za nim jakieś stworzenie. Trunks po kilku sekundach rozpoznał w nim samego Herkulesa. Doprawdy było to nadzwyczajne, że on przeżył tę masakrę. W ogóle jak to było możliwe?!

- Nie doceniliśmy go! - Zawołał z entuzjazmem bratanek - Jest całkiem inteligentny.

- A co ma w tym wspólnego inteligencja? - Zdziwiłam się.

- Powinniśmy go zabrać ze sobą - Wtrącił Nameckanin.

- Chyba sobie jaja robisz? - Zdębiałam słysząc jego pomysł - Tego przygłupa?

Gohan ponownie spojrzał na mnie swoim zawiedzionym wzrokiem, czyżbym już dla niego była po prostu złym Saiyanem bez uczuć?

- Pamiętaj, że on także przyczynił się w walce z Buu - Argumentował zielonoskóry - Nie ważne jak, ważne, że próbował.

Westchnęłam wzruszając ramionami. Już wszystko mi było jedno i tak nie miał się przed kim popisać. Nas nie mógł oszukać w żadnym możliwym przypadku. Z drugiej zaś strony pomyślałam, że mogłabym go nieco sterroryzować, wszak oddałam mu zwycięstwo, które bez dwóch zdań należało do mnie, czyż nie miałam możliwości rościć sobie praw do nagrody?

Piccolo i Goten ruszyli w dół by zabrać owych ocalałych, my ruszyliśmy dalej, a kiedy wrócili z powrotem ze spanikowanym człowiekiem, chwilę trwało nim się uspokoił i rozejrzał po zebranych. Młodszy z braci zabrał ze sobą stworzenie zwane psem.

- Ja cię znam - Wyjąkał wreszcie.

- Cześć Herkulesie - pomachał mu Gohan.

Zdezorientowany westchnął i bąknął ciche cześć i zawisnął jak szczenię trzymane w zębach przez matkę. Był zmęczony i spragniony.

- A mnie poznajesz? - Zrównałam się z nim chytrze się uśmiechając.

Kiedy w końcu przypomniał sobie gdzie mnie wcześniej spotkał wytrzeszczył z przerażenia oczy. Na turnieju przecież byłam złotowłosa, a teraz paradowałam w normalnej formie, jedynie strój pozostawał ten sam. Widać było po nim dezorientacje i strach. W trakcie poszukiwania Wszechmogącego Szatan Junior upuścił człowieka zaaferowany w rozmowie z Gohanem na temat tego co się działo podczas ich nieobecności na Ziemi, a na moje nieszczęście Trunks go przechwycił, a tak bardzo kibicowałam niebieskookiemu rozbiciem głowy o pobliskie piaskowe skały. Dla mnie był zbędnym balastem bez względu na to czy usiłował udobruchać starego, grubego Buu czy nie. W moich oczach pozostawał oszustem na globalną skalę. Sytuacja z jego upadkiem powtórzyła się gdy bratanek dostrzegł machającego nam Dende’go i tym razem nikt nie zdołał go złapać, a ja uśmiechnęłam się szeroko oglądając jego jakże widowiskowy upadek, ot bohatera. Syn Vegety jednak nie posiadał się z zachwytu tylko ukradkiem spoglądał czy aby nic mu się nie stało poza paroma siniakami i guzem. Wojownik o zielonej barwie doskoczył do młodego wszechmogącego niemal go ściskając z radości, Son Gohan usiadł na pobliskiej skale z lekkim uśmiechem na twarzy, a Goten jak to miał w zwyczaju zafascynował się jakąś jaszczurką wygrzewającą się na słońcu.

- Powiedz nam Dende, jak to możliwe, ze żyjesz - Zapytał Nameck’anin- Dlaczego Buu cię oszczędził?

- Żyje tylko dzięki Momo - Wyznał ze smutna mina -Gdy tylko Buu pojawił się w naszym wymiarze kazał mi się ukryć na Ziemi.

- Poczciwy stary dżin -Westchnął mieszkaniec rajskiego pałacu - Wiedział, ze wraz z twoja śmiercią kryształowe kule stracą swoją moc!

Stałam nad ziemianinem bacznie go obserwując ten jak dotąd nie pozbierał się z ziemi i nie ukrywał, swojego zdenerwowania oraz ogromnej dezorientacji.

- Czemu nikt mi nie powiedział, że organizujecie bal kostiumowy?- Zapytał.

- Idioto, to nie żadne przebieranki! -Warknęłam srogo łypiąc na niego.

- Nie mów tak o naszym wspaniałym Wszechmogącym - Wtrącił Trunks.

- Co za zacofany świat - Westchnęłam łapiąc się za głowę - Kiedy w końcu się wyedukują?

Mężczyzna tak czy siak nie wiedział o czym do niego mówiliśmy i raczej było by to dla niego zbyt trudne do pojęcia. Z resztą już mnie to w ogóle nie dziwiło, że rasa ludzka mogła być tak zacofanym światem, oczywiście nie licząc kilku mieszkańców tej planety.

- Jak to możliwe, że latacie? Macie buty odrzutowe? - Zapytał z lekką dozą nieśmiałości - Videl także je ma.

- Widzisz głupcze, można się tego nauczyć - Podjęłam temat - Nawet tej ziemiance się udało.

- A gdzie jest teraz moja córka? - Niemal krzyknął żądając odpowiedzi.

Trunks spuścił głowę zupełnie jakby zrobiło mu się przykro z powodu śmierci tej dziewczyny, która zniszczyła mój niemal idealny świat. Pseudo bohater dostrzegł, że młody posiadał jakieś informacje więc doskoczył do niego chcąc wyszarpać cokolwiek. Chłopiec będąc szamotany nie był w stanie wypowiedzieć zrozumiałego słowa by tamten zaprzestał.

- Nie żyje, jak i reszta waszego gatunku -Powiedziałam z niewyobrażalną dla niego lekkością -Zjadł ją Buu.

W jego oczach najpierw pojawił się strach, następnie żal i gdy przetrawił informacje zaczął histeryzować, bo jego mała córeczka zginęła, a on chciał ją odzyskać tu i teraz. Gdy mu się udało w końcu uspokoić jego następną emocją był gniew. Chwilę stał w bezruchu prawdopodobnie przetrawiając informacje, by następnie dopaść starszego syna Goku obarczając go winą. Zakłopotanie siedemnastolatka wyglądało komicznie. Dlaczegóż ja miałam się tłumaczyć z jakiegokolwiek jego niewywiązania? Mogłam na tę scenkę patrzeć do wyrzygania. Naprawdę.

- Proszę się nie martwić, proszę pana - Goten zabrał głos odkładając upolowane zwierzątko - Przywrócimy ją do życia.

- Jesteś pewien?! - Żałobnik był nad wyraz zaaferowany - Obiecujesz?

W mgnieniu oka doskoczył do najmłodszego z nas i zaczął nim potrząsać jak szmacianą lalką, jakby to miało pomóc w ziszczeniu się jego słów. Była to już trzecia jego ofiara. Przewróciłam oczami zniesmaczona. Czy oni musieli na każdym kroku pokazywać jak bardzo są za ziemianami? Dlaczego akurat tylko mnie nie podobała się ta cała sytuacja z Videl i jej durnym ojcem? Czy byłam na nich skazana póki nie sprzątnę ich osobiście z powierzchni Ziemi?

Muzyka

Z każdą chwilą coraz bardziej rozmyślałam na odłączeniu się od wszystkiego po zażegnanym niebezpieczeństwie, musieliśmy tylko odnaleźć smocze kule, zlikwidować przeciwnika by następnie móc zacząć żyć na nowo. Tym razem owe nowo miało zwiastować dla mnie zupełnie inne życie i prawdopodobnie z dala od ziemskiego zgiełku. Coraz częściej dostrzegałam, że w tym świecie nie było dla mnie miejsca, nie miałam poważania i przede wszystkim nikt nie zamierzał traktować mnie poważnie, a terroryzowanie bandy śmieci jakoś nie była dla mnie satysfakcjonującą rozrywką. Poza tym pewne było to, że ci tutaj mieszkający wojownicy stanęliby po przeciwnej stronie i nasze drogi musiałby się rozejść w krwawej jatce.

- Zanim twoja głupia córka odzyska swoje nędzne życie, ty jesteś mi coś winien - Rzekłam sucho kładąc dłoń na czarnej kopertowej koszulce - Oddałam ci śmieszny tytuł mistrza świata, pamiętasz?

Mężczyzna przestając potrząsać chłopcem z przestrachem obrócił głowę w moim kierunku. Jego oczy zdradzały jego lęki. Widać było, że gdyby mógł zapadłby się pod ziemię, nie miał przecież ze mną najmniejszych szans.

- Chcesz pieniędzy? - Szczęknął zębami - Mogę oddać ci wygraną, naprawdę!

- Nie ja potrzebuję waszych durnych pieniędzy, ale Osiemnastce na pewno się przydadzą, ona powinna była zając drugie miejsce, zaraz po mnie.

- Ta urocza blondynka? - Zapytał padając na kolana - Tak, tak! Oczywiście, obiecuję, że dostanie nagrodę, tylko oddajcie mi moje dziecko!

- Nie teraz głupcze, dopiero po śmierci Buu - Wycedziłam wyniośle - Chyba, że ponownie ma posłużyć jako kąsek?

Widząc tego kretyna klęczącego u mych stóp napawałam się szaleńczym jednak niemym śmiechem, nie zamierzałam robić w tym miejscu widowiska, poza tym była robota. W sumie to mieliśmy się zbierać do drogi gdy na horyzoncie dało się wyczuć potężną moc, nikogo innego jak samego Buu. Wylądował nieopodal szeroko się uśmiechając, jakby jego dziecięce marzenia miały niebawem się ziścić. Musiało to zwiastować kłopoty, nie było innego wyjścia.

- Pewno się zastanawiacie gdzie był Buu-Zaskrzeczał - Buu musiał pomyśleć co zrobić. Jak stać się silniejszy. Buu nie może przegrać!

Szyderczo się uśmiechał jakby doskonale wiedział co robi, czego chce i że nic nie stoi mu na przeszkodzie. Nie wyglądało to zbyt dobrze, gdzieś musiał być haczyk! Przecież od tak się nie znika na godzinę w trakcie pojedynku.

- To świetnie! - Zawołał do niego Gohan - Czekałem na ciebie.

- Po moim trupie! - Warknęłam - To ja zmierzę się z nim!

Różowo-włosy się roześmiał po czym pokręcił głową. Stanęłam na równi z Son Gohanem wymachując ogonem na boki. Ani mi się śniło oddawać walki, ten chłopak nie był mi w ogóle potrzebny do szczęścia, nie po to ciężko trenowałam, żeby teraz oddać wszystko komuś kto wolał ziemskie dziewczyny od przyjaźni z ostatnią kobietą ze swojego rodu, z księżniczką, choć może już powinnam była zmienić status na królową?

- Buu chce walczyć z dzieciakami - Oznajmił stanowczo - Buu ma niedokończone porachunki. Chyba, że chłopcy boją się Buu.

To były jakieś żarty. Chciał tylko i wyłącznie zmierzyć się z Trunksem i Son Gotenem, gdyż ich walka zakończyła się niespodziewanie rozpadem ich fuzji. Czy aby na pewno było to dobre posunięcie? Czy chłopcy powinni byli się z nim zmierzyć raz jeszcze? Coś czułam, że mogło oznaczać to kłopoty, ale czy cokolwiek miało sens w przypadku tego stwora? I gdzie do cholery podziewał się Kenzuran?!

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.