Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

12. Tajemnicze osobniki bez KI

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball, Saga: Androidy
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2013-07-05 09:03:09
Aktualizowany:2013-07-05 09:03:09


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Muzyka do opowiadania


Czas szybko mijał. Zanim się spostrzegłam miałam jedenaście lat…

- Mam wystarczająco dużo mocy by spotkać ojca Son Gohana i nie zbłaźnić się przed rodem saiyańskim- powiedziałam do siebie- Muszę zakończyć misje pobytu na tej Ziemi.

Wzbiłam się w przestworza i ruszyłam w stronę statku Freezera. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, że tak długo tu zagoszczę! Trzy lata to bardzo długi czas! Nagle poczułam niesamowicie silną moc. Była całkiem niedaleko…

- Tam toczy się walka!- zamarłam- Cóż za potężna energia!

Postanowiłam podążyć za nią. Co mogło mieć taką olbrzymią energię? Była większa niż ta, którą posiadał Freezer! Ktoś atakował Ziemię? Jakiś odwet za Freezera? To nie mogło być możliwe! Przecież sam król Kord był w świecie duchów. Więc kto? Kto mógł atakować tak piękną planetę? Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że ten Saiyanin może mieć tylu wrogów! Przecież sama leciałam z misją na Ziemię by zabić saiyanina. Zniszczyć planetę. Przyśpieszyłam. „MUSZE SIĘ SPOTKAĆ Z OJCEM SON GOHANA”. Walka musiała toczyć się na nieograniczonym terenie. Potężna siła przemieszczała się z niesamowitą prędkością. Leciałam tam najszybciej jak umiałam.

- Jestem na miejscu- odparłam pośpiesznie się zatrzymując- Trochę tu ludzi.

Jakaś postać walczyła z kimś, kto nie wydzielał żadnej energii. „CO SIĘ DZIEJE?” Złociste światło otaczało walczącego, a fenomenalna moc powoli zanikała. Nie ruszyłam się z miejsca. Ponownie zaczęli walkę. Akcja toczyła się szybko. Rozwalali wszystko, co się dało! Postać bez poświaty uderzała z taką siłą, że ta druga padła na ziemię z przeraźliwym wrzaskiem. Złamała mu rękę! Podleciałam bliżej. Tak by dostrzec postacie w miarę możliwości. Inny młodzieniec zmienił kolor oczu i powstała ta złocista aura. „CZY TO TEN SUPER WOJOWNIK?” Nie dowierzałam własnym oczom. „CZYLI.. TO MUSI BYĆ SAIYANIN! LEGENDA JEST PRAWDZIWA!!” Podeszłam bliżej, chciałam przyjrzeć się walce. Reszta kompanów tych dwóch postaci także ruszyła do ataku na dwie bliźniacze osoby. Jatka była nieziemska!

- Dlaczego nie mogę wyczuć ich energii?- zastanawiałam się- Powinna być fenomenalna! A jednak nie…

Dostrzegłam dwie osoby, które nie uczestniczyły w walce, nie drgnęły z miejsca. Aury złociste zanikły. Mężczyźni zemdleli. Po odczekaniu aż maszynki do zabijania odejdą podleciałam do stojącego niewysokiego faceta. Zdjęłam kamień.

- Co tu się stało?- zapytałam

Mężczyzna miała na czole wypalone dziury - było ich sześć. Jaskrawy kombinezon i spore muskuły.

- Co tu robisz dzieciaku?- odpowiedział pytaniem.

- Nie jestem dzieckiem- oburzyłam się- Odpowiesz mi, kto ich tak urządził i czemu nie wydalali z siebie żadnej energii?

Spojrzał na mnie z przerażeniem. Zamarł w bezruchu.

- Hallo!- pomachałam mu ręką.

- To cyborgi- odpowiedział i zeskoczył w wąwóz.

Także zeszłam na dół. Dał im coś do zjedzenia. Jakieś nasionka. Byli koszmarnie poturbowani jak mięso na bitki! Nagle podnieśli się jak gdyby nigdy nic. „CO TO ZA NASIENIE?!”

- Vegecie nie dam- wypowiedział łysy.

Jeden mężczyzna wciąż leżał nieprzytomny i połamany.

- Jak go nazwałeś?!- zdziwiłam się.

- Vegeta.

Ten podszedł do niego i nachylił się nad nim. Wystrzeliłam w niego pocisk. Szybko podleciałam do niego, chwyciłam ciało za ręce i wzniosłam się ponad nich.

- Nie pozwolę wam go tknąć!

- Słuchaj mała- krzyknął facet w zielonym kostiumie- Nie zrobimy mu krzywdy, postawimy na nogi.

- Skąd mam wiedzieć, że mówicie prawdę?!- warknęłam- Przed chwilą ten łysy nie chciał mu pomagać!

Niski mężczyzna poczerwieniał. Długo nie mogłam dać się przekonać. W końcu przemogłam się na słowa „Chcesz go zabić?”. Wylądowałam delikatnie kładąc ciało na kamienne podłoże. Spojrzałam na niego. Był umięśniony i przystojny. Zjadł fasolkę i w mgnieniu oka stanął na nogi o własnych siłach.

- Ale wy mężniałeś!!- byłam pod wrażeniem- Vegeta.

Spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem. Tym samym, jakim zwykle obarczał wrogów.

- Znamy się?

Wszyscy zebrani spojrzeli na mnie i na Vegetę z przerażeniem a zarazem pytająco.

- Kto to jest?

Wciąż uśmiechałam się do brata. Byłam taka szczęśliwa! Żył, znalazłam go! Był obok mnie, patrzył…

- Vegeta, to ja- wybełkotałam w łzach- Sara!

Przytuliłam się do niego mocno. Czekałam na tę chwilę tyle lat! Tyle musiałam znieść by teraz móc tego dokonać…

- Tyle lat Cię szukałam!- prawie rozpłakałam się- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam.

Vegeta odsunął mnie od siebie tak mocno, że upadłam. Spojrzałam na niego zdziwiona.

- Co tu robisz?!

- Przecież mówię, że Cię szukałam! Jak Ty w ogóle mnie słuchasz?!

Vegeta przyjrzał mi się uważnie. Jakby nie dowierzał własnym oczom, że tu jestem, z krwi i kości.

- Nie poznajesz mnie?

- Zmieniałaś się.

- Przecież miałam cztery lata.

- Myślałem, że nie żyjesz.

Spuściłam wzrok w ziemię. Przed oczami miałam twarz króla Vegety i Verinii - naszych rodziców.

- Freezer…- szepnęłam- Zaatakował nas… Nawet tata, pan Bardock i pan Gartu nie dali jemu rady!

Vegeta zacisnął pięść. Jego mina nie była przyjemna.

- Więc to nie był meteoryt…- warknął.

- Skądże!

- O czym wy mówicie?- oburzył się jeden.

Zaczęłam się jemu przyglądać. To przecież ten sam chłopak, co dwa lata temu zabił Feezera!

- Kim ty u diabła jesteś!?- wydarłam się podnosząc się z ziemi w przeciągu sekundy- To ty zabiłeś Feezera! Nie wydaje mi się!

Wszyscy stanęli dęba. Ich przerażenie w oczach… Nawet Vegeta miał ten sam wzrok. Nigdy nie widziałam go takiego. W sumie minęło siedem lat od naszego ostatniego spotkania. Wiele się zmieniło. On stał się doroślejszy, mężniejszy a ja? Ja nie byłam już dzieckiem, byłam wojownikiem!

- Tak, to ja go zabiłem- odpowiedział fioletowo włosy.

Odskoczyłam dość daleko w tył.

- Ty morderco!- wrzasnęłam- Chciałeś mnie zabić!

Wystrzeliłam pocisk w jego stronę. Nie wiedziałam, co we mnie wstąpiło, ale czułam, że należy mu się! Chciałbym umarła! Bym nie odnalazła swojego brata, mojej jedynej rodziny.

- Nie wybaczę Ci tego!- rzuciłam kolejny- Przez takich jak ty nie mogłam odnaleźć brata!

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.