Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

14. Syn Vegety

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball, Saga: Androidy
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2013-07-05 09:06:56
Aktualizowany:2018-04-03 09:47:56


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Pole należy wypełnić w przypadku zamieszczenia tłumaczenia opowiadania zagranicznego. Wymaganymi informacjami są: odnośnik do oryginału oraz posiadanie zgody autora na publikację. (Przypominamy, że na Czytelni Tanuki zamieszczamy tylko te tłumaczenia, które takową zgodę posiadają.)

Dla własnych opowiadań, autor może wyrazić zgodę lub zakazać kopiowania całości lub fragmentów przez osoby trzecie.


Muzyka do opowiadania

Ocknęłam się późnym popołudniem gdy promienie słoneczne dosięgły mych powiek. Czułam się zmęczona, zupełnie jakbym dopiero co zasnęła. Na mną stał Vegeta i chłopak od tych cyborgów. Przypomniało mi się, że dnia poprzedniego, a przynajmniej było to kilka godzin temu, skonfrontowałam się że swoim bratem tylko dlatego, że nie chciałam czekać, aż skończy się rozczulać nad sobą po przegranej walce.

- Co się stało? - Zapytał niebieskooki widząc moje przemoczone ubranie.

Podniosłam się ociężale przecierając zmęczone oczy. Nie czułam żadnego bólu, zupełnie jakby nic się wieczorem nie wydarzyło.

Vegeta spoglądał na mnie zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia po spotkaniu. Zdjęłam jeszcze wilgotną pelerynę zastanawiając się przy tym kiedy ostatni raz jadłam posiłek.

- Nic się nie stało - Mruknął posępnie mój brat.

Po czym odszedł na bok tłumacząc się, że musi rozprostować kości.

- Skąd tu się wzięłaś? - Zadał kolejne pytanie młodzieniec.

- Siostra Vegety skąd może niby pochodzić? - Zrobiłam głupią minę do durnego pytania.

- No, z kosmosu - Zająknął się drapiąc za lewym uchem.

Spojrzałam na niego z zaciekawieniem unosząc brwi. Czego tak naprawdę ode mnie chciał? Co chciał wiedzieć?

- Dlaczego z przyszłości, z której pochodzę nie wiem nic o tobie?

- A po co ci to wiedzieć? - Rzuciłam bez namysłu - Ja ci nie powiem.

- Ponieważ jestem synem twojego brata - Odparł po chwili milczenia - Chociaż jesteś dużo młodsza od niego.

- I co z tego? - Nie rozumiałam jego aluzji - My się powoli starzejemy.

- Nie to miałem na myśli - Zmieszał się - Tutaj raczej w wieku jego dziecka niźli rodzeństwa.

- Na naszej planecie nie ma czegoś takiego jak bariery wieku - Wtrącił książę przysłuchując się rozmowie - Rozumiesz o czym mówię?

- Mniej więcej.

- My nie żyjemy w takich płytkich zasadach jak wy, Ziemianie.

Przytaknęłam, nie do końca rozumiejąc, co było złego w naszej przepaści wiekowej.

Mój brat miał dziecko, które było z przyszłości? Ale, że jak to było możliwe? Poza tym nie ma pojęcia o moim istnieniu? Czy ktoś mi wytłumaczy, o co tu chodzi?! Trafiłam do jakiegoś chorego świata! Czy nic nie mogło być normalne i proste? Chociażby rok... Czy Saiyańska krew przyciągała kłopoty?

- Nie ma mnie w twojej przyszłości? - Zapytałam.

Postanowiłam jednak podjąć temat. Fakt, że mój rodziny brat miał syna, w dodatku nie czystej krwi było nad wyraz interesujące. Nigdy bym go o to nie posądziła. On dumny, następca tronu Saiyańskiego zbratał się z... No właśnie, z kim? Z Ziemianką?

- Nie - odparł krótko - Moja teraźniejszość, wasza przyszłość, tak w ogóle.

- A Vegeta? - Wskazałam na niego palcem.

Właśnie stał tyłem do nas podpierając skałę, wpatrywał się w błękitne niebo, które niczym nie przypominało tego z dnia poprzedniego.

- Dopiero tu poznałem ojca - Przyznał cicho spuszczając głowę, trochę niechętnie - Dwadzieścia lat w przeszłość zginął z rąk cyborgów, które widziałaś, tyle, że te tutaj są dużo silniejsze od tych w moim świecie.

Siedziałam chwilę w milczeniu. Musiałam sobie to wszystko poukładać. Cyborgi, Vegety, nie Vegety, czary mary, podróże w czasie. To wszystko było możliwe? Jeśli zdradziłby mi sekret jak przemierzać czasoprzestrzeń, to mogłabym zapobiec katastrofie na ojczystej planecie?

- Czyli chcesz powiedzieć, że tam skąd pochodzisz nigdy nie spotkałam Vegety? - Przeraziłam się - To potworne!

Zerwałam się na równe nogi nie wiedząc czy uciekać, skoczyć do księcia i sprawdzić jego prawdziwość czy zacząć głośno lamentować.

- Ale dlaczego? - Jedynie to udało mi się wydukać.

Syn Vegety nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Jego także to męczyło jak, bardzo zmieniła się przeszłość. Czy to miało jakiś głębszy sens? Ja zaś myślałam nad tym, co ze mną mogło się stać w przyszłości, a zarazem w przeszłości tej pierwszej, której doświadczyła Sara, lecz nie ja.

- Wydaje mi się, że mnie zabiłeś - Wyszeptałam z goryczą

Vegeta i chłopak z przyszłości spojrzeli na mnie z zaskoczeniem i intrygą. Syn Verini jednak milczał nasłuchując dalszej rozmowy.

- Zabiłeś mnie wraz z Freezerem! - Zacisnęłam pięść - Jak to możliwe? I to u jego boku… Miałam przecież plan doskonały! Wypalił! - Nakręcałam się - Dotarłam aż tu! Odnalazłam Vegete.

Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.

- Jak mogłeś jej to zrobić?! - Krzyknęłam już całkiem rozgoryczona - On zabił jej rodziców na oczach! Cudem uszła z życiem, a ty zabiłeś dziecko, które chciało odnaleźć brata!

Z każdą sekundą złość zalewała moje ciało wraz z energią, która szukała ujścia. Szybko przeszłam do czynów. W mgnieniu oka zaatakowałam chłopaka. Na początek okładałam go pięściami i nogami. Vegeta nie reagował, tak samo jak jego syn. Książę nawet odwrócił się i obserwował co wyczyniałam.

- Zabiłeś mnie! Zabiłeś ją!

Mój szał zniszczył górzysty teren. Chłopak zaczął się bronić nie zadając ani jednego ciosu. Czy żałował swojego niemal udanego czynu? Czy też w pobliżu ojca nie chciał mnie dotknąć? Nie obchodziło mnie, co myślał, chciałam tylko by poczuł mój gniew, mój żal. Nikt mu na pewno nie mówił, że nie żyje w innym czasie! Kiedy przechodziłam do KI Vegeta zareagował. Uderzył mnie pięścią w brzuch, tak mocno, że złożyłam się na twardej ziemi.

- Wystarczy - Warknął kończąc cały teatr.

- Ojcze, to twoja siostra!

- Nie wtrącaj się głupcze - Syknęłam do niebieskookiego.

Wyplułam ślinę trzymając się z brzuch, podniosłam się srogo łypiąc na mieszańca. Nie obchodziło mnie czy był synem swego ojca tu i teraz, czy innego już martwego.

- Vegeta, zmieniłeś się - Wykrztusiłam wypluwając plwocinę.

Brat nie odpowiedział tylko tępo spojrzał w ziemię.

- Patrz na mnie jak mówię do Ciebie! - Warknęłam, a on spojrzał dość dziwnie- Pamiętasz swoje słowa?


***


- Jeszcze raz podnieś na nią rękę - Wycedził książę - Ręka ci uschnie.

Vegeta był niewyobrażalnie wściekły. Stał nad mym oprawcą, choć był to tylko o kilka lat starszy dzieciak.

- Nie ważne, co zrobi, nikt nie ma prawa jej tknąć! - Wrzasnął, gotowało się w nim - Znęcanie się nad bezbronnym dzieckiem jest bardzo zabawne?

Wymierzył palcem naładowanym energią. Już miał wystrzelić w przerażonego Saiyana, który mnie uderzył.

- Geta nie bijaj… - Chwyciłam go za nogę ze łzami w oczach.

Spojrzał na mnie tym samym wzrokiem co na Pottao, by chwilę później nieco złagodniał. Jako trzy latka nie przejawiałam zapędów do walki. Godzinne przesiadywanie w towarzystwie nie walczących i według planu królowej powodowało moją niechęć do przemocy.

- Masz szczęście, głupcze! - Kopnął niedoszłą ofiarę - Żebym cię więcej nie widział.


***


- Miałaś wtedy ze cztery lata - Burknął robiąc dziwną minę.

- Teraz to nawet nie wiesz ile mam lat… - Oczy mi zapłonęły.

Saiyanin ponownie odwrócił się plecami do reszty. Zauważyłam, że było to jego typowe zachowanie. Bardzo dorosłe, nie ma co.

- Nie zabiłem cię w żadnej przeszłości czy przyszłości - W końcu zabrał głos przybysz - Sądzę, że nie dożyłaś dnia gdy Freezer przybył na Ziemię.

Spojrzałam na przed mówcę z zainteresowaniem. Może kryło się w tym ziarenko prawdy?

- Przypomnij sobie czy był taki dzień, w którym o mało nie zginęłaś.

Długo nie musiałam się nad tym zastanawiać. Było kilka momentów gdzie otarłam się o śmierć przez niesubordynację. Chociaż za darmo także się zdarzyło. Przeszedł mnie dreszcz i pokręciłam głową próbując wymazać te przykre i irytujące wspomnienia.

- Jest taka możliwość - Przyznałam ponuro.

Wzięłam płaszcz i przywdziałam go. Jeszcze raz zwróciłam się w kierunku starszego brata. Nie był on tym Saiyanem, który mnie opuścił. W ogóle nie wiedziałam kim był.

Uniosłam się sto ze stóp nad ziemią. Z żalem w sercu ruszyłam przed siebie. Ciężko było mi się przyzwyczaić, że mój brat nie był już moim bratem. Przyspieszyłam. Oczy napełniały się słoną wodą i przesłoniły widoczność w dodatku leciałam dużo szybciej niż kiedykolwiek. Fakt, iż stał się istotą bez serca była dla mnie nie pojęta, bo jakoby był zgorzkniały dla świata, dla mnie miał odrobinę ciepła. Teraz go nie było. Nieoczekiwanie wleciałam na coś i przez chwilę nie chciałam wiedzieć w co. Z resztą było mi wszystko jedno. Vegeta mnie tu nie chciał, a ja nie zamierzałam błagać go o nic. Podniosłam powoli głowę i zobaczyłam go trzymającego mnie w okolicy łokci. Miał pusty wyraz twarzy. Taki sam odkąd mnie ujrzał.

- Ale…

Poczochrał mnie po głowie lekko wykrzywiając kącik ust. Przypominało to w pewnym sensie grymas, a nie uśmiech, ale mnie to w zupełności wystarczało.

- I nikt więcej Cię nie uderzy - Szepnął, choć nie bardzo umiał to wypowiedzieć - Chyba, że ja na to pozwolę.

Prawie się rozpłakałam, ale przypomniałam sobie, że obiecałam, iż więcej tego nie zrobię. Wyszczerzyłam do niego zęby ciesząc się niezmiernie, że nie musiałam odchodzić, że wciąż byliśmy rodziną i że nie jestem już sama.

- Żyjesz... - szepnął tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć - Dobrze.

Przytuliłam się do niego mocno, a on nie drgnął. Nawet nie objął mnie ramieniem. Jakbym znowu była mu obojętna, ale widocznie tak musiało być. Nie wiedziałam co się wydarzyło w jego życiu, że wyzbył się jakichkolwiek emocji. Jednak to musiało mi wystarczyć. Z resztą przez tyle lat nikt nie okazywał mi uczuć, ani ja komukolwiek.

Wróciliśmy do jego alternatywnego syna. Vegeta uważał, że powinniśmy wziąć się do pracy bo androidy wiecznie czekać nie będą by nas zniszczyć. Podeszłam do fioletowowłosego nieco zmieszana. Oszczerstwa w jego kierunku były bezpodstawne i było to nad wyraz oczywiste. Ja byłam w gorącej wodzie kąpana szukając we wszystkich swoich wrogów. Było to przecież mój chleb powszedni przez znaczną część czasu.

- Jak ci na imię? - Zapytałam usiłując ukryć zakłopotanie.

- Trunks - Wyciągnął do mnie dłoń.

- Sara - podałam wpatrując się w nią.

Nie byłam przyzwyczajona do tego typu powitań. Czas było odłożyć żal z pierwszego dnia pobytu na Ziemi, a raczej w pierwszych ich sekundach.

- Czy Vegeta naprawdę ma syna? - Zapytałam podejrzliwie - Czy to czysty przypadek, że się urodziłeś?

Młodzieniec przez chwilę zdawał się być posępny. Po chwili zrozumiałam, że nie mógł tego wiedzieć, bo na samym początku wspomniał, że nigdy nie było mi dane poznać swego ojca. Był za młody. Czy kobieta, która go urodziła nie miała nic do powiedzenia o księciu?

- Och, już się urodziłem - Odpowiedział - Mały Trunks ma już rok.

Zrobiłam wielkie oczy. Więc byłam spokrewniona z tym mieszańcem zupełnie nie podobnym do rasy Saiyańskiej.

Nasza rozmowa szybko dobiegła końca gdyż Vegeta oznajmił, że czas sprawdzić nasze możliwości i wziąć się do roboty, bo siła bojowa od durnego gadania nigdy nie wzrośnie.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.