Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

20.

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball, Saga: Androidy
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2013-07-15 20:23:23
Aktualizowany:2018-04-19 14:45:50


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Muzyka

Postanowiłam zatrzymać się w dużym mieście. Może dlatego, że miałam pewność iż Komórczaka tam nie spotkam. Ulice były spustoszałe. Ludzie ciągle emigrowali z nadzieją, że uchronią się przed nikczemnością cyborga. Nie dziwiłam im się ani trochę! Gdybym była tak słaba jak ci mieszkańcy nigdy nie odważyłabym się podejść do tej kreatury. Zdeptał by mnie jak robaka… Spacerowałam po pustkowiu rozglądając się dookoła szukając czegoś interesującego. W oddali spostrzegłam wielki budynek przypominający kopułę. Czy to nie był czasem dom Bulmy? Wzbiłam się w górę i w przeciągu paru chwil znalazłam się przy budowli. Wcisnęłam guzik znajdujący się przy drzwiach.

- Dzień dobry- odezwał się głos- W czym mogę służyć?

- Jest może Bulma?

Drzwi się rozsunęły. Weszłam do środka szukając żywej duszy. Nic i nikogo nie dostrzegłam. Stałam w ogromnym holu przyozdobionego bujną roślinnością. Dokąd miałam się kierować? W górę czy w dół?

- Hallo!- pomachała mi kobieta w blond włosach mocno spiętych.

Stała na górze przy balustradzie. Weszłam po schodach do niej by dowiedzieć się gdzie jest Bulma.

- Jest Bulma?- zapytałam grzecznie.

- Tak- odrzekła uśmiechnięta- W laboratorium.

- A gdzie to jest?

- Zaprowadzę cię- uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

Weszłyśmy przez drzwi, w których stała kobieta po czym przeszliśmy może z dwadzieścia metrów skąd skierowałyśmy się do schodów, które poprowadziły w dół. Kiedy znalazłyśmy się już w podziemiach, gdzie znajdowała się owa pracownia Bulmy z przeróżnymi wynalazkami i urządzeniami. Blondyna zapukała do drzwi po czym je otworzyła mówiąc:

- Skarbie, masz gościa.

Weszłam do środka zamykając drzwi za sobą. U nas na The Vegecie wszystkie drzwi otwierały się same kiedy wcisnęło się guzik. Coś w stylu drzwi prowadzących do ogrodu znajdującego się w domu.

- O, witaj- zdumiała się kobieta- Co cię sprowadza?

-Szczerze, to nie wiem- mruknęłam- Przechodziłam obok.

Matka mojego bratanka wskazała mi krzesło bym spoczęła.

- Widziałam Komórczaka- odparłam niezadowolona.

- Co?!- przeraziła się.

Bulma przysiadła się bliżej, prosiła bym wytłumaczyła jej ostatnie wydarzenia. Opowiedziałam o kryształowych kulach, treningach i androidzie, lecz nie wspomniałam o tym, że czterogwiezdna kula była niegdyś w moim posiadaniu. Bulma była zdumiona moją opowieścią.

- Jesteś niesamowicie odważna!- wyraziła swój entuzjazm wstając z krzesła, to upadło- Bardzo podobna do Vegety jesteś.

Rozległ się donośny płacz dziecka. Niebiesko włosa wstała i podeszła do miejsca gdzie spoczywał malec. Wzięła go na ręce uspokajając go. Spojrzałam na tego chłopca z zainteresowaniem. To niesamowite, że ten dzieciak może być tak silny mimo, że matką jego była zwykła ziemianką, nie posiadająca żadnych mocy.

- Będzie z niego wojownik- uśmiechnęłam się.

Bulma spojrzała na mnie z pytaniem lecz długo to nie trwało. Obróciła synka w swoją stronę, uśmiechnęła się.

- W dodatku przystojny- dodała- Nie sądzisz?

Potwierdziłam jej teorię. Dostałam malca w swoje ręce. O dziwo cieszył się będąc w moich ramionach. Nie miałam pojęcia jak się obchodzić trzeba z dziećmi. Po dłuższym czasie zaczęłam go nawet lubić. Machałam mu przed twarzą swoim ogonem. Bardzo go to rozbawiło.

- Masz ogon?- zdziwiła się kobieta.

- Każdy Saiyanin rodzi się z ogonem- odparłam dumnie- Nie każda dziewczyna.

Niebieskooka chwilę się zastanawiała wciąż przyglądając się mojemu ogonkowi.

- Vegeta nie ma.

- Po piętnastym roku życia nie odrasta- mruknęłam- A swojego nie mam zamiaru się pozbywać. Jest moją częścią, możliwe, że najważniejszą.- zaśmiałam się lekko- Zapewne nie wiesz jak to jest mieć ogon.

- No nie…- zastanowiła się chwilkę- Pamiętam jak poznałam Son Goku. Bardzo byłam zaskoczona jego ogonem.

- Dla nas jest to normalne, a dla was nie- skwitowałam.

Kobieta wstała i przeszła się po pomieszczeniu, a ja wciąż machałam ogonem przed małym Trunksem. Chłopiec wesoło machał swoimi małymi rączkami próbując złapać go.

- To nie kobiece- w końcu się odezwała.

- Może u was- warknęłam- To moja duma! Dzięki niemu żyję!

Bulma przestraszona odskoczyła w tył. Przeprosiła. Sięgnęła po pudełko i wyciągnęła z niego długi, biały ale mały przedmiot. Zapaliła go. W powietrzu uniósł się dym oraz nieprzyjemny zapach. Zakasłałam parę razy. Drapało mnie w gardle.

- Co to?

- Papierosy- odparła krótko.

- Papierowe włosy?- zdziwiłam się.

- Nie włosy- roześmiała się- Tytoń do palenia.

- Śmierdzi- machnęłam parę razy ręką przed twarzą.

- No tak- wzruszyła ramionami- Vegeta mówi to samo.

- Nie używamy takich świństw- oburzyłam się.

- Zapewne.

Nagle poczułam uścisk na ogonie. Był dość silny jak na paromiesięczne dziecko. Bulma zajęła się odczepianiem malca od mojej części ciała. Przypomniałam sobie, że Vegeta powinien niedługo wychodzić. Przyjdzie kolej na Trunksa a następnie na mnie. Nie zamierzałam odmówić sobie tej przyjemności, o nie!

- Muszę wracać- jęknęłam wstając z krzesła.

- Dokąd?- zapytała kobieta.

- Do rajskiego pałacu.

- A co się dzieje?

- Zaraz Vegeta wychodzi z sali treningowej, a jego miejsce zajmie Trunks- oświadczyłam bez namysłu- Pan Son Goku poszukuje wszechmogącego i kryształowych kul

- Nowy wszechmogący?- zdębiała- Kryształowe kule?!

Wzruszyłam ramionami nie wiedząc o co jej tak naprawdę chodzi. Pożegnałam się zmierzając do drzwi.

- Uściskaj ode mnie syna- uśmiechnęła się- Tego z przyszłości.

Nic nie mówiąc potaknęłam po czym zamknęłam za sobą drzwi. W drodze do rajskiego pałacu rozmyślałam nad Komórczakiem. Zastanawiało mnie to czy mogę komuś wspomnieć o tym, że go spotkałam, rozmawiałam i to na jego terytorium! Co ja właściwie tam robiłam? Przed oczami zobaczyłam jego twarz, przeszedł mnie dreszcz. Otrzepałam się po czym przyśpieszyłam. Chciałam być nieco wcześniej. W końcu dotarłam na miejsce. Wylądowałam. Powitał mnie Trunks.

- Gdzie byłaś?- zapytał.

- U Bulmy.

- Po co?

- Ja wiem?- wzruszyłam ramionami- Przelatywałam obok to zajrzałam do bratanka.

- Następnym razem informuj nas gdzie znikasz- ostrzegł mnie- Vegeta nas pozabija jak coś ci się stanie

- OK- wystawiłam język- Bulma kazała cię uściskać.

Chłopak uśmiechnął się, ruszył w głąb korytarzy. Podążyłam za nim. Dostrzegłam złotowłosego Son Goku ze wszystkimi smoczymi kulami oraz miniaturową wersję Szatana Serduszko.

- O, witaj- uśmiechnął się szeroko- Poznaj Dendie’ego. Nasz nowy wszechmogący.

Spojrzałam na niego bacznie obserwując. Jakbym widziała duchy. Ponoć Freezer zabił cały lud! Więc jak to było możliwe, że żył? Stał przede mną i patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczyma!

- Nie powinieneś nie żyć?- zapytałam.

- Czemu tak uważasz?- zdziwił się.

- Freezer was zaatakował- odparłam pośpiesznie- Pokonał! Byliście słabi!

Zebrani spojrzeli na mnie w zaskoczeniu. Nie wiedziałam co w tym może nie być dziwnego. Przecież to było proste! Ludzie Freezera byli milion razy silniejsi (może przesadzam) ale Nameckanie nie mieli szans przeżyć tego najazdu!

- Zwróciliśmy im życie- skwitował moje wywody ojciec Son Gohana.

Przybył do nas Momo z wiadomością, że Vegeta niebawem wraca. Pośpieszyliśmy do drzwi w oczekiwaniu jego przybycia. Nie czekaliśmy długo. Przyszła i kolej na Trunksa. Książę bardzo się zmienił. Był znowu silniejszy niż poprzednio, ale czy silniejszy od androida? Czy to nam miało wystarczyć?

- Witaj bracie- uśmiechnęłam się lekko.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.