Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

24. Xxx

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2013-08-20 08:00:41
Aktualizowany:2018-08-03 14:56:47


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Historia całkowicie jest dziełem Killall.


Obudziłam się z przerażeniem! Byłam cała mokra. Zerwałam się z łóżka na równe nogi. Nie mogłam tam przebywać ani chwili dłużej.

- Zaraz…

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Byłam w swoim pokoju. Panował mrok, książki leżały rozrzucone po biurku. Wyszukałam płaszczu od Gartu oraz magiczny kamień Mandaru. Mocno, go cisnęłam do piersi. Pognałam w stronę sali tronowej. Biegłam ile sił w nogach, a miałam jej sporo. Przebiegając koło lustra przemknęło moje ciało po tafli. Cofnęłam się by się sobie przyjrzeć. Miałam znowu CZTERY lata! TO NIE MOŻLIWE pomyślałam POWINNAM BYĆ W POKOJU DUCHA I CZASU! Pokręciłam głową nie dowierzając obecnej sytuacji, w której dane mi było się znajdować.

- Jeżeli jestem w domu- zamyśliłam się- I mam cztery lata…

Przez myśl przeszło mi tylko jedno wydarzenie. Nie mogłam dopuścić do kolejnej katastrofy! Nie tym razem. Musiałam działać.

- Może nadal umiem latać?- zastanawiałam się.

Skoncentrowałam swoją moc, po czym wzbiłam się w powietrze. Udało się! NIE STRACIŁAM MOCY, KTÓRĄ POSIADAM! TYLKO JESTEM ZNOWU MALEŃKĄ SARĄ. Leciałam korytarzem jak oszalała. Nikogo nigdzie nie było. Nie miałam, kogo ostrzegać przed nadejściem złego. Nawet strażnicy gdzieś znikli. Przemknęłam przez główny korytarz. Zahamowałam prawie na ścianie.

- Chyba kogoś widziałam…- odwróciłam głowę w głąb korytarza.

Zawróciłam. Na ziemi leżał saiyanin. Był ranny i okaleczony. Cierpiał!

- Proszę pana- szturchnęłam go- Wstań!

W końcu odzyskał przytomność, co mnie bardzo ucieszyło. Poznałam go. To był Bardock nasz naukowiec.

- Co się panu stało?- zapytałam pośpiesznie.

- Freezer…- wymamrotał.

Zamarłam. Czyli to była jednak prawda… Cofnęłam się do przeszłości jak Trunks ale nie miałam pojęcia jak to się stało! W dodatku odmłodniałam.

- Chce nas zabić- dodał przerywając moją zadumę- Widziałem to…

Wściekłam się. Czemu w mojej przeszłości nie było tego człowieka z tą wieścią? A może… A może umarł zanim dotarł do sali tronowej?

- Wiem o tym- warknęłam zaciskając pięść- Nie można do tego dopuścić!

Mężczyzna spojrzała n mnie. Był zdumiony.

- Ma pan wspaniałego syna- uśmiechnęłam się przypominając sobie o Son Goku- Son Goku to najsilniejszy saiyanin na świecie.

- O czym ty mówisz?- zdziwił się- Nie znam go.

- Jak nie?! Ten, którego wysłali na Ziemię!

Ojciec Son Goku’a był bardzo zaskoczony moją informacją. Nie wiedział do końca, o co mi chodziło.

- Kakarotto…

- Tak to on!- krzyknęłam- Na pewno on. Bądź z niego dumny! Jest lepszy od mojego brata.

Bardock żądał wyjaśnień, ale nie było na to czasu. Pomogłam mu wstać. Dużym plusem była moja umiejętność latania to też szybko dotarliśmy do moich rodziców.

- Mamo! Tato!- wrzeszczałam- Freezer nas zabije!

Doprowadziłam ojca Son Goku’a do królów.

- Co tu do licha się dzieje- oburzyła się Verinia.

- Matko, Freezer zaraz tu będzie i nas zabije- po wypowiedzeniu tych słów opuściłam głowę dodając cicho- Przeżyją tylko ci, których nie ma na planecie i ja…

- O czym ty mówisz dziecko?

- Nie kłamię- broniłam się- Za parę lat tylko trzech nas zostanie: Ja, Vegeta i syn tego człowieka- wskazałam, na Bardocka- Oraz dwoje dzieci, które będą w połowie ziemianami. Nie możemy dopuścić do tej zagłady.

Okaleczony saiyanin podniósł sie. Starał się stać w pozycji pionowej. Ledwo trzymał się na nogach.

- To sprawka Freezera- przełknął ciężko ślinę- Zaatakował nas od tyłu. Tomi i reszta nie żyją.

- Jeżeli zaraz saiyanie nie przestaną się bronić nic z tej planety nie zostanie- starałam się by mi uwierzyli.

Nagle otworzyły się drzwi. Ba! Wyleciały w powietrze.

Muzyka

W kłębach dymu stanął on. Nie, kto inny jak sam jaszczur. JESTEŚMY ZGUBIENI załkałam w myślach NIE SĄDZIŁAM, ŻE PRZYJDZIE ZNOWU MI GO OGLĄDAĆ.

- Witam serdecznie rodzinę królewską- zakpił Freezer- I ciebie młokosie.

- Znowu się spotykamy, tyranie- warknęłam nie zastanawiając się, co mu powiedzieć.

Dyktator galaktyk roześmiał się. Widać było, że miał świetny humor.

- Co takie małe dziecko ma tu do gadania?

- Więcej niż ci się wydaje, potworze.

- Uspokój się!- zbeształa mnie matka- Wybacz jej, to jeszcze dziecko.

- Mamo!- oburzyłam się.

Jaszczur uśmiechnął się chytrze. Bardock trząsł się z gniewu, a ja zastanawiałam się, co mam robić…

- Czym zawdzięczamy ci tę wizytę- zapytał ojciec.

- To moja ostatnia- roześmiał się- Przyszedłem się pożegnać.

- Oczywiście!- przerwałam mu- Bo tym razem zginiesz i ani Cooler ani też król Kord ci nie pomogą!

Ojcu nie podobała się moja postawa, nie wspominając już o matce. Nie rozumiał w końcu mojej postawy. Dla niego miałam cztery latka, a dla siebie już jedenaście.

- Jeśli nie mój ojciec i nie pan Bardock to ja cię zabiję- wycedziłam przez zęby.

Freezer potwornie się roześmiał. Ten śmiech przyprawiał mnie o mdłości. Nienawidziłam go. Wszyscy oniemieli. Zastanawiało ich, co taka mała dziewczynka wygaduje. Że zabije Freezera? Dobre sobie! Wybiegłam w jego stronę, ten nic nie mówiąc uderzył mnie ogonem. Upadłam uderzając o filar. Rozsypał się.

- Saro!- krzyknęła królowa, pobiegła w moją stronę.

Poczułam strach. To były jej ostatnie słowa. Na pewno tak miało się stać… Freezer wystrzelił pociski. Rzuciłam się na nie odbijając dłońmi w sufit. Gruz posypał się po posadzce. Trochę się zakurzyło. Odkaszlnęłam parę razy.

- Powiedziałam, że tym razem nie pozwolę ci zabić naszego ludu.

- Kim ty u diabła jesteś?- zbulwersował się- To nie możliwe by paro latek odparł mój atak!

- Jestem księżniczką rodu saiyańskiego i kosmicznym wojownikiem.

Jego pycha rozsadzała mu wnętrzności, nic z moich słów nie przyjął do serca. Ciężko było mi zebrać całą energię w tak małym ciele, ale się udało. Przed wszystkimi stałam się zupełnie nowym człowiekiem. Stałam się super kosmicznym wojownikiem. Blask złota rozpromienił całą salę. Dostrzegłam strach. Paraliżujący strach w jego ciele.

- Zapamiętaj sobie twarz osoby, która cię zabiła- pouczyłam go- Zapewne spotkamy się kiedyś w piekle.

Skupiłam w sobie całą moc i wystrzeliłam ogromną dawkę KI. Nie spodziewałam się tego tak szybko, ale unicestwiłam potwora! Zniszczyłam całe cierpienie mojego życia. To był koniec tyranii!

- Już nikogo nie skrzywdzi- mruknęłam, choć w duszy grało szczęście.

Spojrzałam w kierunku rodziców, którzy byli niczym sople. Matka leżała na ziemi osłupiała a ojciec niczym wbity w posadzkę rozdziawiał usta. Wróciłam do normalnego stanu.

- Mamo… Tato…- jęknęłam- Kocham was!

Rzuciłam się w ich kierunku. Nagle przeszedł mnie dreszcz. Obraz zaczął się rozmazywać. Upadłam. Nie… Ja spadałam. Dookoła otaczała mnie ciemność. Zaczęłam krzyczeć.

Otworzyłam oczy. Było jasno. Ten blask mnie oślepiał. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Ponownie byłam w pokoju ducha i czasu. Byłam cała mokra.

- To był tylko sen…- westchnęłam.

Opadłam z powrotem na poduszkę..

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.