Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

34. Powrót do przeszłości

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball, Saga: Podróże w czasie
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2014-08-06 09:39:58
Aktualizowany:2014-08-06 09:39:58


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Muzyka

Obudziłam się wczesnym rankiem. Dużo myślałam o tym co mi niegdyś opowiadał Trunks. Skoro nie mogłam odtworzyć swojego świata, by wszystko wróciło do normy postanowiłam zmienić przeszłość, która byłaby alternatywną teraźniejszością i przyszłością Sary. Nie chciałam dopuścić do tego by zginęła, by przeszła to samo co ja lub co gorsza zginęła i nikt o niej by nie pamiętał tak jak w przyszłości Trunksa. Ubrałam się i na palcach powędrowałam do pokoju, w którym spał chłopak z przyszłości. Tylko pożyczam pomyślałam sięgając do kieszeni jeansowej kurtki. Wyciągnęłam maleńkie pudełeczko, kiedy je otworzyłam ujrzałam pięć małych kapsułek i dwie duże. Wszystkie ponumerowane. Wyciągnęłam tę dużą i zadbaną. Tamta zapewne „należała” do Komórczaka. Schowałam pudełeczko z powrotem w to samo miejsce, w którym było pozostawione. Zamykając za sobą drzwi westchnęłam głęboko. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo mi poszło! W sumie to była najłatwiejsza część mojego planu. Wróciłam do swojego pokoju i otworzyłam okno. Wyleciałam na zewnątrz kierując się za miasto. Wylądowałam na pustkowiu gdzie otaczała mnie bujna roślinność. Ptaki cicho ćwierkały, a słońce lekko ogrzewało moją twarz. W oddali było słychać szum strumyka. Wyciągnęłam zza kombinezonu skradziony przedmiot. Zaczęłam się mu uważnie przyglądać. Wcisnęłam guzik i wyżuciłam przed siebie. Buchnęło a chwilę później moim oczom ukazał się statek do podróżowania w czasie.

- I pomyśleć, że Bulma to stworzyła- byłam pozytywnie zaskoczona- Ale cacko.

Weszłam do środka. Otoczyło mnie mnóstwo kolorowych guzików i dźwigni. Nie widziałam nawet tylu w kapsułach kosmicznych. Byłam w kropce. Skąd miałam wiedzieć do czego służył każdy z osobna? Opuściłam głowę głośno wzdychając. Ni stąd ni zowąd moim oczom ukazał się panel przy, którym było napisane AUTO. To chyba był mój szczęśliwy dzień. Wcisnęłam go pospiesznie. Zapaliły się światła, a kapsuła się zamknęła.

- Dokąd?- usłyszałam mechaniczny głos.

- Że co?- zdziwiłam się.

- Podaj współrzędne- odezwał się ponownie.

Chwilę się zastanawiałam co odpowiedzieć komputerowi, albo przynajmniej wyrazić się stosunkowo jasno.

- Siedem lat wstecz, planeta Vegeta- odrzekłam pewniej.

Coś zgrzytnęło, pisnęło, a statek uniósł się w górę. Zaczął się trząść i wirować. Otaczało mnie wiele przeróżnych świateł, błysków i wirów. Wszystko było zamazane. Zaczęło zbierać mi się na wymioty.

- Matko… Jak Trunksowi to nie przeszkadza to…- jęknęłam ledwo mogąc oddychać.

Nie wiedziałam ile trwała podróż ponieważ zemdlałam. Otworzyłam oczy i oszalałam niemal, że z radości. Byłam na Vegecie! Wszystko wyglądało tak jak zapamiętałam! Było to dla mnie czymś niesamowitym. Wysiadłam z pojazdu niczym wystrzelona z procy. Łzy napływały mi do oczu. Czułam się taka szczęśliwa. Wzbiłam się w przestworza. Zaczęłam oblatywać planetę śmiejąc się bardzo głośno, że straciłam poczucie czasu. Tu było dziesięć razy większe ciążenie niż na Ziemi. Jednak szybko się z tym oswoiłam. W końcu wylądowałam by schować statek z powrotem do kapsułki pach-bach . Po wykonaniu tej czynności postanowiłam przejść się po planecie, po królestwie, spotkać te wszystkie twarze… Uśmiechały się do mnie, pozdrawiały. Dzieci spoglądały z ogromnymi oczyma, a mężni wojownicy spode łba. Wyglądałam jak wojownik. Przecież to ja… To ja byłam wojownikiem! To ja przetrwałam całe zło. Pokazałam, że zasługuję na miano kosmicznego wojownika. Zrobiło mi się momentalnie smutniej, wróciły złe wspomnienia i obrazy z dnia, w którym moje zmieniło się w piekło. Nasza rasa wyginęła… Ruszyłam pędem w stronę pałacu. Musiałam ostrzec rodziców przed ich końcem! Przecież właśnie temu się tu znalazłam - by ich ocalić. Dobiegłam do olbrzymiej budowli, w której mieszkałam siedem lat temu. Weszłam do środka i skierowałam się do sali tronowej. Kiedy dotarłam do drzwi dostrzegłam dwóch strażników - Marca i Xairsa. Podeszłam do nic, a ci zagrodzili mi drogę włóczniami.

- Czego chcesz?- warknął Marc.

- Przepuśćcie mnie- odrzekłam stanowczo- Ja do króla.

Przecież nie mogłam im powiedzieć, że pochodzę z przyszłości i należę do rodziny królewskiej. Saiyanie nie zwykli wierzyć w takie opowieści.

- Od tak sobie nie możesz tam wejść- byli nieugięci.

- Muszę!- niecierpliwiłam się- To sprawa życia i śmierci.

Rozległ się wesoły śmiech obu strażników. Mogłam się domyśleć, że tak będzie. Co miałam robić? Pobić strażników? Czyżbym nie miała innego wyjścia?

- Jeśli mnie nie wpuścicie będę zmuszona wam przyłożyć- odparłam ironicznie.

Ich śmiech stał się jeszcze bardziej donośniejszy. Byłam nieziemsko poirytowana. Chyba jednak musiałam im dokopać. Moc zaczęła we mnie wzbierać. Mężczyznom włączyły się detektory mierząc moją siłę ciosu. Chciałam ich nastraszyć i tak się stało - stanęli dęba.

- To nie możliwe- pisnął Xairs.

- Nie możesz mieć takiej mocy- nie krył przerażenia także drugi strażnik.

- Owszem, mogę- wyprostowałam się pusząc się jak paw- I jeśli mnie nie wpuścicie poczujecie ją na sobie!

Zdenerwowani rzucili się w moim kierunku by bronić króla. To także było do przewidzenia.

- Jak małe dzieci- wzruszyłam ramionami.

Zrobiłam dwa zgrabne uniki po czym jednemu i drugiemu sprzedałam pięść. Możliwe, że zbyt dużej siły użyłam. Nie musiałam przecież ich maltretować.

- Dziękuję za audiencję- zachichotałam.

Weszłam w końcu do środka. Wszystko było dokładnie jak sprzed paru laty. Czerwone kotary, lśniące wazy- łupy po zdobytych planetach, które Freezer nam odstąpił i oczywiście dwa trony, na których przesiadywali władcy. Siedział tam we własnej osobie król Vegeta oraz jego prześliczna małżonka Verinia. Zadrżałam. Oni nic się nie zmienili. Podeszłam nqa tyle blisko by mnie dostrzeli.

- Witaj królu- ukłoniłam się- Musisz mnie wysłuchać, królu.

- O co chodzi?- zapytał niezainteresowany.

- Za niedługo zostaniemy zaatakowani przez Freezera- wyjaśniłam- Musicie być przygotowani do walki. Musisz mi uwierzyć! To nie są żarty…

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.