Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Dragon Ball - Saiyan Princess

49. Zemsta cz. IV "Nie jestem tchórzem"

Autor:Killall
Serie:Dragon Ball, Saga: Podróże w czasie
Gatunki:Akcja, Fantasy, Fikcja, Przygodowe, Science-Fiction
Uwagi:Utwór niedokończony, Alternatywna rzeczywistość, Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2014-12-31 08:00:21
Aktualizowany:2014-11-25 20:31:21


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Historia całkowicie jest dziełem Killall.


Mężczyzna był gotowy do drogi. Fasolka, którą otrzymał od Szatana jak zwykle była twarda i ciężka do przełknięcia. Lubił ją nie tylko, dlatego, że stawiała go na nogi,ale również była czymś, dzięki czemu był w stanie oglądać ten cudny świat.Harmonia z naturą była najpiękniejszym darem życia.

Ruszył zwierzy lekkim susem, skierował się wprost na miasto Południa. Nagle poczuł znajomą mu energię.

- Słabnie…-szepnął w namyśle.

Przez ciało przeleciał dreszcz. To nie możliwe, pomyślał. Te nie może być on… Przez chwilę „wisiał”w powietrzu niczym zahipnotyzowany. W końcu otrzepał się, włączył przyśpieszenie uwalniając białą poświatę z jego ciała. Skierował się w kierunku tejże energii. Ów energia słabła z chwili na chwilę. Jak to jest możliwe? Bił się z myślami. Miał się nie wtrącać do walki. Son Goku uwolnił większą moc, co spowodowało je jego lot został znacznie przyspieszony. Zatrzymał się w małej wiosce, która mieściła się nie daleko wierzy Karina. Było zrujnowane! Drewniane domy płonęły, kamienne zamieniły się w rumowiska. W dole szalała zgraja istot będących za to odpowiedzialnym. W dole coś się działo.


***


Chłopiec twardo wylądował, a raczej wbił się w resztki muru z czerwonych, palonych cegieł.Czuł jak niesamowicie silny ból przeszywa jego kręgosłup, jak jego łopatka dziwnie przeskakuje wydając głuchy i stłumiony dźwięk. Nie miał siły oddychać,nie miał siły się poruszyć. Każdy, choćby najmniejszy i najdelikatniejszy ruch powodował straszny ból, większy niż ten, który odczuwał odkąd tak oberwał.Dlaczego jestem taki słaby? Dlaczego nie mogę sobie z nimi poradzić? Załkał, Jestem do niczego! Obraz przed oczami zaczął się rozmazywać.

- Co jest młokosie?- zadrwił jeden z napastników- Taki chojrak, a taki cienias.

- „Nie pozwolę wam ich zabić”- nabijał się drugi- Phi!

- Nadal nie macie prawa…- szepnął wycieńczony- Nie wolno wam…

Słowa te były jak gruby okruch lodu siedzący w jego krtani. Ledwo był w stanie je wypowiedzieć.Słudzy Changelinga parsknęli śmiechem. Nikt nie był w stanie się im oprzeć. Te niedorajdy nie miały w sobie żadnych mocy, nie trzeba było nawet używać mocy by ich pozabijać, a ten malec wciąż żył. Może i był silniejszy od ciamajd, ale nie umiał się bić, był mięczakiem, a teraz czekała go śmierć. Taki był rozkaz Coolera.WSZYSCY MUSZĄ ZGINĄĆ! Ludzie tyrana nie mieli w zwyczaju nikogo oszczędzać.Rozkaz był rozkazem. Nikt nie miał prawa go zmienić, nikt nie miał prawa go naruszyć. Poobijany i wycieńczony obrońca mieszkańców małego Heedin nie miał w sobie żadnych nadziei. Zawsze, kiedy byłem w opresji ktoś mnie uratował. Teraz jestem sam… To koniec. Istoty innych galaktyk przyjęły pozycje bojowe. Jeden drugiemu skinął głową, to był znak. Śmierć nadchodziła ogromnymi krokami. Oboje wyciągnęli ręce przed siebie tak, że ich palec wskazujący skierowany był wprost w ciało nieszczęśnika.

- Giń!-krzyknął pierwszy.

W ułamku sekundy unieśli rękę w górę, po czym ponownie skierowali ją w chłopca. Z obu palców błysnęła czerwona stróżka energii. W miarę przybliżania się była większa, potężniejsza i oślepiająca.

- Przepraszam…-szepnął

Po jego policzku spłynęły słone łzy.


***


Muzyka

- O boże…-przeraził się- Co on tu robi?!

Ruszył z zawrotną prędkością w kierunku młodego chłopca. Nie mógł pozwolić mu umrzeć!Nie dzisiaj. Dziś tylko jedna istota zasłużyła na śmierć, a jest nim Cooler! Zasłonił swoim ciałem ciało chłopca tworząc barierę, która odbiła energię wprost w samych twórców tejże mocy. Spalone ciała opadły bezwładnie na ziemię.Przerażony jeszcze chłopiec trzymał mocno zaciśnięte powieki. Tyle energii był w stanie z siebie wyrzucić.

- Już po wszystkim- rzekł spokojnie Son Goku kładąc rękę małemu na ramię- Już dobrze.

- Tato?

Chłopiec z nie dowierzaniem spojrzał ojcu w oczy. Znowu mnie uratowałeś, pomyślał. Znowu jestem tchórzem. Saiyanin podał synowi dłoń by ten mógł się podnieść, podał mu magiczną fasolkę i polecił ją, czym prędzej zjeść. Chłopiec uczynił wszystko.

- Synu,wracaj do matki- rzekł srogo.

- Tak tato-szepnął zrezygnowany- Nic tu po mnie…

- Tu nie chodzi o to, że jesteś słaby- zaczął- Synku, musisz zrozumieć, że jeśli ja odejdę ktoś musi zaopiekować się mamą- lekko się uśmiechnął- Nie jesteś słaby Son Gohanie, brak Ci tylko treningu i doświadczenia.

- Ale…-chłopiec się zawstydził- Gdyby nie ty… Zginąłbym.

- Gdyby nie ty, mój drogi synu ci ludzie by zginęli- wskazał ręką na zniszczoną wioskę- Ci ludzie żyją tylko dzięki tobie.

- Masz rację ojcze- uśmiechnął się.

Młody Saiyanin poczuł jak serce mu się nagrzewa szczęściem i dumą. Mógł poświęcić swoje życie dla innych, dla niewinnych mieszkańców Ziemi, nie był tchórzem! Przytulił mocno ojca, po czym ruszył w drogę. Matka potrzebowała go, jeśli ojciec miał ich opuścić musiał być przy niej. Musiał.


***


Książę uśmiechnął się chytrze. Miał wrażenie, że całą wieczność czekał na ten moment,w którym dostanie Changelinga w swoje ręce. Tej przyjemności nie miał prawa nikt mu odebrać, nawet ten patałach Son Goku, którego tak nienawidził. Nie zabiłem go tylko, dlatego, że jako jedyny jest w stanie się ze mną bić. Powtarzał to sobie każdego dnia, kiedy rozprawię się z tym niedorajdą zajmę się tobą Son Goku.

- Na co czekasz?- Cooler wyrwał go z zamyśleń.

- Obmyślam jak by cię tu powoli i boleśnie zabijać- zadrwił- Tak byś po śmierci mnie zapamiętał.

- Twoje niedoczekanie- zaśmiał się opryskliwie.

Oboje przyjęli pozycje obronne. Za chwile miała rozpocząć się poważna walka na śmierć i życie. I książę i Cooler byli tego samego zdania. Każdy z nich uważał, że jest najsilniejszy, że pokona drugiego, że jego imię zapamięta każdy. Nikt i nic nie jest w stanie go pokonać. Jest niczym bóg. Żaden z nich nie dopuszczał się myśli o przegranej walce. Pycha wypełniała ich aż po same brzegi. Pierwszy ruszył Vegeta. Nie miał nic do stracenia, w jego mniemaniu. Świat mógł należeć do niego. Ten mały smarkacz z przyszłości był w stanie pokonać Freezera to,dlaczego on by nie mógł pokonać tego gada? Był silniejszy od tej Saiyanki!


***


Wylądował pod samymi drzwiami i wszedł do środka bez wahania. W pomieszczeniu było ciepło. Jesienne słońce nie było tak przyjazne jak ciepło kominka w domku w górach. Son Gohan powoli poszedł do kuchni. Zazwyczaj tam przebywała jego matka, ale tym razem jej tam nie zastał.Trochę go to zaskoczyło. Kiedy nie ma ich w domu Chi-Chi całymi dniami przesiaduje w kuchni i gotuje. To ją odpręża. Mając takich mężczyzn w domu jest narażona na częsty i nadmierny stres. Potrafią ją wpędzić w depresje, ale nigdy tego nie okazuje. Zawsze jest stanowcza i dominująca. Ktoś w tym domu musiała mieć głowę na karku.

- Mamo!-zawołał.

Odpowiedziała mu tylko cicha pustka. Przez ciało chłopca przeszedł dreszcz. Była… Pomyślał, Była,kiedy byłem tu ostatnio.

- Mamo!-powtórzył- Mamo gdzie jesteś?

Wybiegł z kuchni i skierował się na górę do sypialni rodziców. Nikogo tam nie zastał.Zaczął się martwić. Czuł się winny, miał wracać do matki tak jak kazał mu ojciec, za pierwszym razem miał przy niej zostać i ją wspierać.

- Popsułem wszystko…- wymamrotał.

Nie tracąc jeszcze nadziei wyszedł z domku i rozejrzał się po ogrodzie. Nigdzie nie mógł jej znaleźć. Nie było jej nawet w kapliczce dziadka Son Gohana. Nagle usłyszał jakieś dźwięki z daleka. Wzbił się w powietrze by przyjrzeć się dokładnie. Ktoś zmierzał w kierunku domku. Napastnik? Przeszło mu przez myśl, Zapomniał czegoś i wraca! Chłopiec poderwał się w kierunku tajemniczej postaci i już miał uderzyć,kiedy…

- Son Gohan!-Rozległ się wrzask- Wszędzie Cię szukałam!

- Mamo…

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu

Brak komentarzy.