Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Gierki - Antologia IV - recenzja książki

Autor:Yumi
Redakcja:IKa
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2013-07-24 13:05:24
Aktualizowany:2013-07-25 10:42:24



Ilustracja do artykułu

Tytuł: „Gierki”, Antologia IV

Redakcja i korekta: Weronika „Demon Lionka” Bronowska

Skład i opracowanie: Kkohaku, Namida Kazeno

Ilustracja na okładce: Kkohaku

Format: 21 cm x 14,5 cm

Liczba stron: 308

Rok wydania: 2013

Wydawca: The Cold Desire


***


Patrycja Miedziun - Biel ukryta w mroku

Anna „Theia” Opychał - Zagrajmy w „Love Love”. Rozmowy przy zimnej

kawie.

Dream Winchester - Pierwszy września

Magdalen „Lycoris” Lisiecka - Pionki

Malina Kowalska - Rozważny i romantyczny

Irmina Iwanowa - Świat rzeczy uporządkowanych

Anna „Zeta Sagittarii” Król - Tysiąc nut w lwim futrze

Anna Łagan - W morskiej ciszy


***


Jednym z mniej znanych, chociaż działającym już od dłuższego czasu wydawnictwem specjalizującym się w tytułach nurtu boys’ love jest The Cold Desire. W czerwcu tego roku ukazała się już czwarta ich antologia zatytułowana Gierki. Znajdziemy w niej osiem opowiadań różnych autorek, które łączyć mają bohaterowie prowadzący różnego rodzaju gry i podejmujący się różnych wyzwań. Tym razem poziom tekstów okazał się zaskakująco wyrównany i każdy na swój sposób jest dobry. Starałam się przyjrzeć dokładnie wszystkim i przedstawić zarówno rys fabularny, jak i ocenę każdego z nich.

Biel ukryta w mroku to opowiadanie, którego akcja prawdopodobnie dzieje się w świecie odległym o kilkaset lat w przeszłość. Aiden jest pierworodnym synem pewnego szlachcica, któremu marzy się wyniesienie wysoko swojego ródu. W tym celu kształci syna na godnego następcę, ale przede wszystkim zamierza znaleźć mu żonę o odpowiednim statusie. Chłopak niechętny jest takiej przyszłości, ale stara się być posłuszny, a w każdej wolnej chwili zaszywa się w rozległych podziemiach rodzinnej posiadłości. Tam nie przeszkadza mu nikt, nawet ojciec - cała rodzina, jak i służba, przekonana jest, że Aiden w chłodnych piwnicach hoduje potężnego śnieżnego węża z północy. Prawda wygląda nieco inaczej: pomieszkuje w nich Nivos, dla którego podziemia są niezbędną ochroną - pozbawiona barwnika, właściwie biała skóra chłopaka jest bardzo wrażliwa na promienie słoneczne. Aiden, badając nieznane zakamarki rezydencji, spotkał go przypadkowo i znalazł w Nivosie przyjaciela, a wkrótce kochanka. Niestety, pozycja najstarszego syna daje o sobie znać - pytanie, czy chłopak będzie w stanie przeciwstawić się ojcu? Biel jest opowiadaniem o specyficznym klimacie - czytającemu udziela się chłód piwnic, w których rozgrywa się większość wydarzeń, jak również aura tajemniczości, jaką roztacza Nivos. Nie wiadomo o nim prawie zupełnie nic i nawet zakończenie nie wyjaśnia niczego wprost. Autorka dobrze operowała klimatem i stworzyła rzecz bardzo przyjemną w odbiorze, miejscami nawet zaskakującą, i zawierającą też bardzo prosty, ale aktualny przekaz.

Zagrajmy w „Love Love”. Rozmowy przy zimnej kawie. ma bardzo ciekawą konstrukcję: nie tylko podzielone zostało na kilkanaście krótkich części, ale też pierwszoosobowa narracja jest prowadzona na zmianę z punktu widzenia aż trzech osób. Posunięcie ryzykowne i mało profesjonalne literacko, ale moim zdaniem tutaj się udało i efekt jest zadowalający. Na początku poznajemy dwóch testerów gier komputerowych, aktualnie na etapie schodzenia się, po czym akcja przenosi się rok wprzód. Z powodu złej pogody odwołano część pociągów i pewna licealistka, zmuszona przeczekać burzę w kawiarni, spotyka w niej jednego z nich, Ariela, od kilku tygodni cierpiącego z powodu rozstania z chłopakiem. Z powodu nudy, a także wrodzonego wścibstwa, postanawia wyciągnąć z mężczyzny przyczynę zmartwienia, a ten chętnie opowiada jej historię swojego związku. Rozmowy przy zimnej kawie. to wbrew pozorom ciepła i optymistyczna opowiastka - tutaj nie ma dramatu nawet mimo pierwszoosobowej narracji, bo bohaterowie mają do swojej sytuacji dystans i dojrzale podchodzą do problemów. Podobała mi się bohaterka tego tekstu: sympatyczna, choć bezpośrednia dziewczyna o ciętym języku wniosła dużo życia i trochę humoru do opowiadania. Całość jest stosunkowo krótka i zawarto w niej wszystko, co było potrzebne. Tytuły podrozdziałów, chociaż równie długie (a nawet dłuższe), jak tytuł samego opowiadania, zostały trafnie dobrane i podkreślają klimat poszczególnych fragmentów. Lubię do tego tekstu wracać i jest chyba moim ulubionym w zbiorze.

Pierwszy września to najdłuższe opowiadanie w Gierkach. Akcja zaczyna się na początku maturalnej klasy Aleksandra Lisieckiego, a kończy wraz z otrzymaniem przez niego wyniku egzaminu dojrzałości, obejmuje więc znaczny okres czasu. Fabuła sprowadza się do tego, że w klasie głównego bohatera pojawia się nowy uczeń, Marcin, który na dodatek zajmuje ławkę Olka. Żaden z nich nie zamierza ustąpić, siedzą więc razem. Ich początkowo niechętne nastawienie do siebie zmienia się stopniowo, w miarę upływu roku szkolnego. Najpierw Marcin przypadkowo odkrywa, że Olek jest gejem, potem Lisiecki również przypadkiem dowiaduje się, że sytuacja rodzinna kolegi nie jest zbyt ciekawa. A jeszcze później okazuje się, że Marcin ma problemy z matematyką, z której akurat główny bohater jest niezły… Rozwiązania fabularne są niewątpliwie mało odkrywcze i nietrudno przewidzieć bieg zdarzeń, ale tutaj siła leży raczej we właściwie przedstawionej psychologii bohaterów i odpowiednim rozegraniu wątku. A pod tym względem opowiadanie jest bez zarzutu. Chociaż jest najdłuższym tekstem antologii - jego objętość to blisko siedemdziesiąt stron - nie dłuży się, wręcz wciąga, a czytanie idzie sprawnie. Charakter głównego bohatera został bardzo dobrze rozbudowany i jest naprawdę wiarygodny - podobnie jak przedstawienie szkolnej rzeczywistości przeciętnego polskiego liceum. Zachowania postaci i ich interakcje wypadają bardzo naturalnie, co jest chyba największą zaletą tego opowiadania. Mnie spodobała się jeszcze jedna rzecz, prawdopodobnie mało istotna dla większości czytelników - otóż akcja osadzona została w Bydgoszczy, moim rodzinnym mieście, a wszystkie miejsca opisywane przez autorkę są prawdziwe i doskonale mi znane, co jeszcze dodaje realizmu samemu tekstowi, no i po prostu cieszy. Oczywiście nawet bez tego Pierwszy września jest opowiadaniem dopracowanym i zwyczajnie dobrym, a także jednym z niewielu, które bez wątpienia mogę określić jako całkowicie realistyczne pod każdym względem.

Pionki to jedyne w zbiorze czystej wody fantasy. W dolinie otoczonej górami, naokoło których rośnie ogromna puszcza, skrywają się demony. Urządziły się tam całkiem nieźle, z dala od pełnych nienawiści ludzi, od których w gruncie rzeczy się bardzo nie różnią: tylko wyglądem, długowiecznością oraz umiejętnością stosowania magii, chociaż to ostatnie też nie wszystkie potrafią. Niestety, na horyzoncie pojawia się poważne zagrożenie: ludzie wypowiadają demonom wojnę i tysiące żołnierzy wkracza do niebezpiecznych lasów. Zarion, Najwyższy Czarnoksiężnik, mający za zadanie sprawdzić, jak potężną armią dysponuje człowiek, z przerażeniem stwierdza, że nie tylko jest ona bardzo liczna, ale też w jej szeregach znajduje się wiele napędzanych magią golemów. Skąd człowiek wziął moc potrzebną do ożywienia tylu potworów? Jeśli Zarion chce uratować swój lud, będzie musiał odnaleźć, a potem odciąć jej źródło. Odkrycie, którego dokona, przejdzie jego wyobrażenia… Tym, co zwraca uwagę podczas czytania Pionków, jest bardzo ładny, starannie dopracowany styl pisania autorki. Równie dopracowany jest świat przedstawiony, opisany bardzo szczegółowo, oraz sama fabuła - nieszczególnie skomplikowana, ale ciekawa i wciągająca. Przeczytałam to opowiadanie z dużą przyjemnością i dopiero po jakimś czasie zadałam sobie istotne przecież pytanie - gdzie tu, u licha, było boys’ love? No nie ma, a przynajmniej ja nie widzę żadnego wątku, żadnego wspomnienia chociażby o orientacji głównego bohatera. Jedyne rozwiązanie, jakie może nasunąć się po zastanowieniu, jest dla mnie nie do przyjęcia, a dotyczy postaci pojawiającej się na samym końcu - problem w tym, że jakikolwiek nie byłby jej stan umysłu, fizycznie jest ona dzieckiem. Zresztą nawet bez tego doszukiwanie się jakiegokolwiek romansu między bohaterami jest ogromną nadinterpretacją, bo nie łączą ich żadne więzi emocjonalne. Krótko mówiąc: Pionki to opowiadanie dobre, ale niekoniecznie pasujące do zbioru i czytelnik ma prawo czuć się rozczarowany, skoro czyta antologię opowiadań yaoi.

Rozważny i romantyczny to utwór wracający w obyczajowe ramy. Jest to bardzo krótka historia prowadzona w narracji pierwszoosobowej, sprawiająca wrażenie opowiedzianej z perspektywy czasu. Michel, główny bohater, pracuje w lokalnej gazecie i dostaje za zadanie napisanie recenzji przedstawionego w miejscowym domu kultury Snu nocy letniej. Podczas spektaklu jego szczególną uwagę zwraca aktor odgrywający rolę Puka, z którym później ma okazję omówić szczegóły przedstawienia potrzebne do napisania artykułu. W ten sposób poznaje Marcela, energicznego młodego mężczyznę marzącego o karierze aktorskiej. Bohaterowie szybko zostają przyjaciółmi, później ich związek przeradza się w coś więcej. Wkrótce jednak Marcel zaczyna odnosić sukcesy na castingach i staje się coraz bardziej znany. Rzucenie się w wir pracy zwykle nie jest dobre dla związku, czy ma on więc szansę przetrwać? Rozważny i romantyczny to opowiadanie niezwykle sympatyczne, napisane z polotem i humorem. Bohaterowie na tych kilku stronach zostali nakreśleni bardzo wyraziście i chociaż nie mają rozbudowanych charakterów, po prostu żyją i wydają się prawie namacalni. Aż szkoda, że całość jest tak krótka, chociaż może na tym polega jej urok. Klimat wydaje się prawie żywcem wyjęty ze Snu nocy letniej, stanowiącego zgrabną klamrę kompozycyjną tekstu. Historia realistyczna, ale opowiedziana pół żartem, pół serio, posiada w sobie jakąś nieuchwytną magię.

Świat rzeczy uporządkowanych jest opowiadaniem specyficznym, co nie znaczy, że złym. Krzysiek, dwudziestoletni model, wyjeżdża na tydzień do Rosji, gdzie czekają go pokazy, sesje do magazynów i wystawne przyjęcia. Zostaje zakwaterowany w jednym apartamencie z dwiema koleżankami i kolegą po fachu. Christine i Amber, bo tak nazywają się nowopoznane modelki, okazują się całkiem sympatyczne i szybko nawiązują z chłopakiem kontakt, jednak trzeci współlokator - Miłko - stroni od towarzystwa i często przerzuca się z dziewczynami złośliwościami. Niedługo po przyjeździe wokół Krzyśka zaczyna się dziać coś dziwnego - prześladuje go nieznajomy mężczyzna. Zaczyna się od anonimowych telefonów i esemesów, kto wie jednak, do czego może posunąć się prześladowca? W Świecie rzeczy uporządkowanych życie w świetle reflektorów przeplata się z całkowicie prozaicznymi sytuacjami, uzupełniając je jeszcze przemyśleniami bohaterów o losowych aspektach ludzkiej egzystencji. W pewien sposób pokazuje kontrast między tym, jak jest, a tym, jak być powinno. Nic tutaj nie jest mówione wprost, przekaz jest jednak jasny. Relacje łączące bohaterów są nietypowe, nielogiczne, absurdalne wręcz - nie wydają się jednak w tej konwencji ani trochę bezsensowne czy nierealistyczne. Kreacja postaci podobała mi się, wydawały się bardzo prawdziwe, a ich sprzeczne niekiedy zachowania czy postawy paradoksalnie tylko dodawały realizmu. Styl autorki jest bardzo plastyczny, przekonująco potrafi ona oddać wygląd i nastrój miejsc, a także przemyślenia bohaterów. Klimat opowiadania jest bardzo specyficzny, w jakiś sposób oderwany od rzeczywistości, chociaż jednocześnie mocno w niej osadzony. Cóż, nie każdemu spodoba się taka mieszanka - ja przeczytałam Świat rzeczy uporządkowanych z dużym zainteresowaniem, także dlatego że czegoś w podobnym stylu nie widziałam dawno.

Akcja Tysiąca nut w lwim futrze, jak wynika ze wstępu zamieszczonego przez autorkę, osadzona została w alternatywnym świecie w całości przez nią wykreowanym. Dlatego, mimo przedstawienia jego zarysu, znajdziemy tu całą masę niewiele mówiących czytelnikowi nazw miejsc, ras czy zjawisk. Nie wpływa to jednak znacząco na komfort lektury, ponieważ treść jest tak naprawdę zupełnie obyczajowa i przedstawia historię znajomości dwóch mężczyzn. Dev od dawna zakochany jest w Erthanie i chociaż są bliskimi przyjaciółmi, ich relacja nie wychodzi poza ten rodzaj znajomości. Czy bohater przełamie się wreszcie i uczyni pierwszy krok? Jest to jedno z krótszych opowiadań zbioru i mieści się zaledwie na piętnastu stronach. Historia została przedstawiona zgrabnie, relacja łącząca postaci wypada bardzo sympatycznie, podobnie jak ich charaktery. Wprawdzie nie zostały szczególnie rozbudowane, ale wystarczająco, by można ich było polubić. Cała otoczka innego świata to dodatkowy smaczek, wydaje się jednak mieć solidne podstawy i jest przyjemnym oderwaniem od dobrze znanej nam rzeczywistości.

W morskiej ciszy przenosi nas blisko tysiąc lat wstecz, do czasów bliskich upadkowi Cesarstwa Bizantyjskiego. Esmaeel jest kapitanem statku arabskich piratów grasujących po Morzu Egejskim. Pewnego dnia piraci zdobywają nieprzeciętny łup - napadniętym przez nich greckim statkiem podróżowali książę i księżniczka wraz z licznymi dwórkami. Kapitan planuje rzecz jasna sprzedać kobiety na targu niewolników w najbliższym porcie, zaś wyjątkowej urody księcia sprowadzić sobie do sypialni, jednak na przeszkodzie staje mu towarzyszący im sługa, opasły eunuch. Zawiera on z Esmaelem umowę (której ten i tak nie zamierza wypełnić) mówiącą, że jeśli mężczyzna wygra z kapitanem w szachy, więźniowie zostaną puszczeni wolno. Pojawia się jednak problem: statek trafia w strefę morskiej ciszy, wiatr przestaje wiać zupełnie, a na horyzoncie nie widać lądu. Czy ma z tym coś wspólnego dżin, który pierwszej nocy po napadnięciu statku królewskiego nawiedził Esmaeela? A może jest to sprawka eunucha? I skąd ten człowiek może znać imię kapitana, skoro ten mu się nie przedstawił? W morskiej ciszy wydaje się mieć prostą i przewidywalną fabułę, ale udaje mu się w kilku miejscach zaskoczyć czytelnika. Opowiadanie nie jest długie i zostało dobrze rozplanowane, potrafi też zaciekawić i wciągnąć. Chociaż akcja toczy się na statku pirackim, autorka unika bezsensownego przedstawiania przemocy - nawet bez tego potrafi przekonująco pokazać bezwzględność załogi i jej kapitana. Widać też, że jeśli chodzi o czasy będące tłem wydarzeń, odrobiła lekcje z historii. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie zakończenie, wyważone i względnie realistyczne.

Wydanie Gierek prezentuje się niezwykle korzystnie. Bardzo przypadł mi do gustu projekt okładki nawiązujący do tytułu antologii. Okładka jest miękka (niestety przez to łatwo podatna na zniszczenia) i lakierowana, a w środku znajdziemy dobrej jakości biały papier. W tekście zastosowano dość nietypowy krój czcionki, nie utrudnia on jednak w żadnym razie czytania i w moim odczuciu prezentuje się bardzo ładnie. Jeśli chodzi o błędy interpunkcyjne czy literówki, znalazło się ich kilka, uniknięto jednak poważniejszych wpadek i nie wpływają one na komfort lektury. W tomiku zastosowano także „żywą paginę” - u góry każdej strony znajduje się tytuł i nazwisko autorki bieżącego opowiadania, co jest dużym ułatwieniem podczas lektury. Szkoda, że spis treści zamieszczono na samym końcu - szczerze mówiąc początkowo myślałam, że nie znajdę go w ogóle. Na początku każdego opowiadania znajdziemy krótką informację na temat jego autorki, dołączono też ilustracje - po jednej na tekst. Wszystkie grafiki wydrukowano na kredowym papierze, dzięki czemu możemy podziwiać je w kolorze: efekt jest naprawdę dobry. Co więcej, na końcu książki zamieszczono kilka stron z informacjami o autorkach ilustracji razem z ich przykładowymi pracami, również na kredowym papierze. Szkoda tylko, że obrazki w samych opowiadaniach nie są podpisane - przypisanie im autorek nawet po zobaczeniu galerii prac nie jest wcale takie oczywiste. Do książki dodano również dwustronną zakładkę z rysunkami dwóch spośród artystek promowanych przez wydawnictwo - bardzo miły i praktyczny gadżet.

Jak już wspomniałam, poziom opowiadań tego zbioru jest wyrównany i wysoki - szczerze mówiąc, bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. Przeczytałam również poprzednią antologię wydawnictwa, Magnetyzm i prezentowała się ona nieporównanie gorzej: dwa opowiadania nie nadawały się do niczego, dwa były naprawdę dobre, a reszta przeciętna. W przypadku Gierek nie potrafię wskazać istotnych wad w żadnym z tekstów, wszystkie przeczytałam z przyjemnością. Dlatego z czystym sumieniem polecam zbiór każdej fance boys’ love - z pewnością wart jest zakupu.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Lycoris : 2013-07-24 23:56:59

    Dziękuję za pozytywną ocenę.

  • Skomentuj