Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Teoria Chaosu

1. Pomocna dłoń

Autor:erravi
Serie:Slayers
Gatunki:Dramat, Fantasy, Mroczne, Przygodowe, Romans
Dodany:2014-01-02 10:51:36
Aktualizowany:2014-05-03 14:28:36


Następny rozdział

Zabraniam kopiowania treści bez mojej wcześniejszej zgody.


To był piękny letni dzień. Słońce było wysoko na niebie i powoli chowało się już za czubkami drzew, ku zachodowi. Ptaki wzbijały się ku chmurą, przecinając skrzydłami nieskończoną przestrzeń nieba. Jednak piękno i spokój natury coś zakłócało…

- Gourry, spadaj to moja ryba! - wykrzykiwała Lina Inverse.

- Nic z tego! Tą ja złapałem więc należy do mnie! - odpowiedział z uśmiechem młodzieniec odpychając dziewczynę, która usilnie próbowała wyrwać z jego dłoni jedzenie.

- Ach, tak? Chyba zapominasz z kim masz do czynienia… - odgrażała się Lina i już po chwili w jej dłoni rozbłysło czerwone światło. - Źródło wszelkiej mocy… lśniący, płonący, szkarłatny płomieniu… - szeptała ruda.

- Aaaa! Lina, daj spokój! - przerażony Gourry natychmiast zerwał się z miejsca i podbiegł do pobliskiego strumienia. - Masz, masz! Więcej ryb! Wszystkie są twoje! - krzyczał przerażony i starał się wyłowić kolejne ryby z wody.

- Udziel się mym dłonią i bądź mi mocą… - kontynuowała Lina - Fireball! - krzyknęła z błogim uśmiechem na twarzy. - Dzięki Gourry - dodała podchodząc do ‘zwęglonego’ blondyna i wyciągając z jego dłoni rybę. - Widzisz Gourry… nawet się upiekła! - wyszczerzyła się upiornie.

- Och, zachowujecie się jak dzieci! Czy wy naprawdę nigdy nie dorośniecie? - podsumowała Amelia zmuszając się do żartobliwego tonu. Tak naprawdę wcale nie przeszkadzało jej zachowanie dwójki przyjaciół, kątem oka spoglądała na kogoś zupełnie innego…

Zelgadis siedział nad brzegiem strumienia i wpatrywał się we własne odbicie. Obraz zniekształcił się trochę przez ten cały połów ryb, a na wodzie utworzyły się kręgi. Amelia dobrze wiedziała o czym chimera… nie, nie chimera…o czym Zelgadis myśli. Wiedziała, że znowu są to myśli związane z powrotem do normalnego ciała i zdjęciem klątwy. Obsesyjne szukanie lekarstwa. Jednak nie mogła zrozumieć, po co? Przecież Zelgadisowi nie było potrzebne żadne lekarstwo. Tak bardzo chciałaby teraz podejść do niego i powiedzieć mu to, pocieszyć. Powiedzieć wszystko, co czuje, ale… nie może. Przecież dobrze wie, że jemu i tak nie zależy na jej zdaniu. Jedyne, co może teraz zrobić to być przy nim i towarzyszyć w tej żmudnej podróży po lek. Może wtedy, gdy przestanie się koncentrować tylko na swoim wyglądzie, to może…może ją zauważy?

- Zel! - zawołała rudowłosa. - Zel! Chodź trzeba rozbijać obóz! Ściemnia się już!

Zelgadis odwrócił się. Amelia szybko wbiła wzrok w ziemię i zarumieniła się. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że cały czas intensywnie wpatrywała się w niego. Miała nadzieję, że nie zauważył… On tylko przeszedł koło niej, zupełnie obojętnie. Z jednej strony cieszyła się, że nie zauważył tego jej wgapiania się i nie zrobił głupiej uwagi, ale z drugiej, nie widział jej przecież w ogóle. Odwróciła się i w milczeniu poszła za nim. Muszą rozbić obóz nim się ściemni.

Reszta wieczoru upłynęła spokojnie tzn. spokojnie jak na naszą czwórkę bohaterów przystało. Nie obeszło się bez kłótni między Liną i Gourry’m. Zelgadis natomiast, siedział jak zwykle spokojnie i cicho, widać było, że myślami jest gdzieś zupełnie daleko. Amelia od czasu do czasu spoglądała na niego, a przez resztę pilnowała Liny, by ta nie walnęła w biednego Gourry’ego jakimś zaklęciem i przy okazji nie spaliła połowy lasu. Wieczór jak każdy inny.

- Lina, opowiedz nam jakąś historię - zaproponował Gourry, gdy ruda się już najadła i uspokoiła.

- Historię? No, Gourry, ale po co? W końcu i tak nie zrozumiesz - odpowiedziała złośliwie puszczając jednocześnie oko.

- Och, panno Lino, mogłaby pani okazywać więcej szacunku panu Gourry’emu… - ripostowała Amelia, ale na widok miny przyjaciółki szybko zamilkła.

- Ech, dobra, jak chcecie to wam opowiem. Może o hierarchii naszego świata? Myślę, że Gourry jak zwykle nie ma o niczym pojęcia, albo zapomniał - powiedziała uśmiechając się do siebie Lina. - Hm… tylko od czego zacząć? - zastanawiała się chwilę. - Dobrze już wiem! - zawołała entuzjastycznie. - A więc… Na początku było tylko Morze Chaosu. Nikt nie wie dokładnie, czy nawet orientacyjnie kiedy i jak powstało. Jednak my już wiemy, że jest to istota - Pani Koszmarów. Z niej wyłoniły się cztery oddzielne filary. Jednym z nich jest właśnie nasz świat. Wiedzę na temat pozostałych mamy bardzo ograniczoną. Jednak wracając… każdemu filarowi został przyporządkowany Boski Władca jak i Demoniczny Lord. By zachować równowagę. Władca miał chronić świat, a Lord oczywiście przejąć nad nim władzę. Poza tym tworzą oni swoich sługusów tzn. mazoku, demony… - ciche chrapnięcie przerwało monolog Liny. - Gourry ty meduzi móżdżku jak mogłeś zasnąć podczas mojej wypowiedzi! - krzyknęła jednocześnie waląc go grubą gałęzią w głowę.

- Ale za co…? - zajęczał otwierając oczy.

- Idiota - powiedziała pod nosem Lina. - Dobra kochani, chyba czas iść spać - dodała jak gdyby nigdy nic i zwróciła się w stronę swojego legowiska. Gourry też wstał i ruszył w swoją stronę, rozmasowując wielkiego guza na głowie.

Siedzieli długo w milczeniu, cisza między nimi stawała się coraz bardziej krępująca. Amelia wpatrywała się w ognisko z zaciętą miną. Języki ognia drażniły się nawzajem i wydawałoby się, że grają w jakąś dziwną, niezbadaną nikomu grę. Zelgadis natomiast, patrzył w ciemność między drzewami, jakby próbując wzrokiem przebić jej głębie.

- Nie musi pan… - odchrząknęła cicho dziewczyna. Zelgadis skierował na nią swój wzrok.

- Czego nie muszę? - Amelia zarumieniła się, cóż jednak czasem ją zauważał.

- Nie musi pan szukać lekarstwa… - jego usta skrzywiły się nieznacznie na tę odpowiedź.

- Nic nie rozumiesz - uciął krótko.

Nie powiedział jej nic złego, nie obraził jej, ale jednak… Amelia czuła się jakby ktoś wbił jej sztylet w serce. Mogła przecież nic nie mówić i po prostu cieszyć się jego towarzystwem. Przełknęła głośno ślinę, a razem z nią gorycz jego wypowiedzianych słów.

- Pójdę poszukać więcej drewna do ogniska, bo ogień powoli dogasa - powiedziała na głos, jednak chłopak zdawał się wcale jej nie słuchać.

Głupia! - myślała Amelia - Jak w ogóle mogłam kiedykolwiek pomyśleć, że ja i on…? Ph! Znamy się już trzy lata! A w ciągu tych trzech lat? Nic! Dlaczego ciągle się łudzę? Głupia, głupia, głupia! - szła tak nie patrząc nawet gdzie i w duchu przeklinając samą siebie, kiedy nagle usłyszała za sobą odgłos łamanych gałęzi. Ktoś lub coś zmierzało w jej stronę, a intuicja podpowiadała, że to nic dobrego. Z narastającym lękiem stwierdziła, że kroki stają się coraz głośniejsze. Zdawało się, że szaleńczy łomot jej serca odbijał się echem od pustej przestrzeni. Z całej siły zacisnęła pięści by powstrzymać ich drżenie, a ból brutalnie, ale skutecznie przywracał jej świadomość. Świadomość, która usilnie starała się ją opuścić. Na ułamek sekundy czas zwolnił, dłużył się w nieskończoność. Mogłaby przysiąc, że na karku poczuła lodowaty bezcielesny dotyk. Granice, które mogła znieść zostały właśnie przekroczone. Puściła się biegiem przez las.

- Pomocy! - krzyknęła ostatkiem, chwytając powietrze w płuca, które zdawało się je rozrywać.

Nie zważając na to w jakim kierunku biegnie, najszybciej jak potrafiła, przedzierała się przez leśne zarośla. Nie była teraz w stanie myśleć o rzucaniu zaklęć. Nie wiedziała skąd, ale podświadomie czuła, wiedziała, że nie miałby żadnych szans z siłą czającą się w leśnej ciemności… Nagle potknęła się o jeden z wystających korzeni i upadła. Kiedy podniosła wzrok z ziemi dostrzegła sylwetkę stojącą nad nią…

Długie, czarne włosy przeplatały się z ciemnością i ginęły w niej. Szata powiewająca na wietrze zakłócała niezmąconą ciszę lasu. Rubinowe oczy, czerwieńsze nawet niż u samej Liny Inverse wpatrywały się w Amelię. Zupełnie jak krew. Niby ciepłe, ale jednak zawierające w sobie jakąś grozę i chłód. Wysoka, szczupła postać, rozsiewająca wokół potężną aurę.

- Kh..kim jesteś? - wykrztusiła w końcu przerażona Amelia, przyglądając się nadal tajemniczej postaci.

- Jestem twoim zbawieniem - odrzekł z uśmiechem na twarzy. - Zwą mnie Kazuki.

- Kazuki? - Amelia nie zdążyła zapytać już o nic więcej, widziała jak w tym samym momencie mężczyzna nachylił się w jej kierunku. Poczuła lekkie dotknięcie po czym straciła przytomność.

***

Amelia czuła się okropnie. Przez chwilę miała nawet wrażenie, że boli ją więcej części ciała niż w ogóle posiadała. Spróbowała otworzyć oczy jednak zaraz tego pożałowała, światło było zbyt jasne. Co się z nią stało? Spróbowała się ruszyć, ale coś krępowało jej ruchy. Ktoś trzymał ją w ramionach, niósł. Kto? Ponownie spróbowała otworzyć oczy, tym razem wolniej. Po chwili oczy przyzwyczaiły się do światła rzuconego przez zaklęcie. Otworzyła je szerzej i spojrzała w kierunku trzymającej ją osoby. Od razu poznała tę osobę…

- Panie Zelgadis? - zapytała cicho. Zelgadis był naprawdę zdenerwowany i… przestraszony?

- Amelia! - wykrzyknął, a na jego twarzy dało się dostrzec zarys ulgi. - Nawet nie wiesz jak się cieszę! - powiedział już spokojniej i mocniej przytulił ją do siebie.

Amelia była trochę zmieszana jego zachowaniem. Czy to naprawdę był jej Zelgadis? Ten Zelgadis, który nigdy nie okazywał względem niej żadnych uczuć? Ten, który nigdy nie widział w niej nic wyjątkowego? Nie przypominam sobie nawet by kiedykolwiek cieszył się na jej widok… Nie, to musi być jakiś sen - pomyślała zamykając oczy.

- Co się stało? - zapytała w końcu i zarumieniła się lekko czując silne ramiona wokół siebie.

- To ciebie chciałem o to zapytać - odpowiedział ze zmartwioną miną. - Powiedziałaś, że idziesz nazbierać drewna, ale długo nie wracałaś. Zacząłem się niepokoić, a wtedy usłyszałem twój krzyk. Zerwałem się natychmiast i pobiegłem w tamtym kierunku. Wtedy zobaczyłem ciebie i tego faceta… - wskazał palcem na kogoś za sobą - który nachylał się nad tobą. Chciałbym wiedzieć, co się stało?

- Szanowny panie, nie sądzę aby księżniczka pamiętała, co się wydarzyło - Amelia spojrzała na nieznajomego i zbladła - kiedy ją znalazłem była zupełnie przerażona, mogła przeżyć szok - powiedział z ciepłym, zmartwionym uśmiechem czarnowłosy. - Może ja wyjaśnię? - Zelgadis niepewnie przytaknął. - Więc, tak jak mówiłem. Podróżuje tędy, miałem niedaleko swój obóz i nagle usłyszałem z lasu krzyk. Postanowiłem sprawdzić czy coś się nie stało. Chwilę później odnalazłem księżniczkę. Od razu ją poznałem, ponieważ kiedyś mieszkałem w Saillune. Postanowiłem pomóc, ale gdy się do niej nachyliłem straciła przytomność. Resztę pan już zna…

- Amelio? - zapytał Zelgadis i oczekiwał na potwierdzenie słów nieznajomego.

- Jaa…nie pamiętam - powiedziała wreszcie ze skwaszoną miną.

Amelia naprawdę starała się sobie przypomnieć, ale… nie mogła. Pamiętała, że biegła przed siebie i bała się czegoś. Później wpadła na kogoś… tak to chyba nawet był ten mężczyzna. Zdaje się, że mówił coś o zbawieniu? I zaraz, zaraz, jak on miał na imię? Kazuri? Kamachi?

- Kazuki - Zelgadis spojrzał na niego pytająco. - Mam na imię Kazuki - powiedział z uśmiechem. - Zapomniałem się wcześniej przedstawić przez to całe zamieszanie.

Tak to był Kazuki! Ale ten mężczyzna wcale nie wyglądał groźnie, a przecież bała się czegoś w lesie. On, nawet wręcz przeciwnie, był taki urzekający… Nie mógłby zrobić nic złego, ale jednak wszystko ją bolało, dlaczego?

Po kilkuminutowej wędrówce dotarli do obozu. Lina i Gourry smacznie spali, niczego nieświadomi. Zelgadis położył Amelię na swojej pelerynie po czym obudził śpiącą dwójkę.

- Hej, hej Zel zwariowałeś! - wykrzykiwała wyrwana ze snu Lina. - Jest środek nocy! Zabieraj te łapy chyba, że chcesz oberwać!

- Coo jeest? - ziewnął Gourry.

- Mamy gościa - odpowiedział Zelgadis, po czym wyjaśnił dwójce całą sytuacje swoim zwykłym, beznamiętnym tonem.

- To co z nim robimy? Coś mi się wydaje, że kręci - powiedziała Lina.

- Możliwe, ale nie mamy na to żadnego dowodu. Amelia nic nie pamięta, może faktycznie chciał jej tylko pomóc? Tylko dlaczego wygląda jak po ciężkiej bitwie? - zamyślił się Zelgadis.

- Zel nie ma co się martwić, przecież nie musimy zabierać go ze sobą w dalszą drogę - ruda uśmiechnęła się pocieszająco. Wiedziała, że Zel martwi się o Amelię mimo, że skrywał to przed wszystkimi.

- Myślę, że mogę wam pomóc - nagły głos przerwał rozmowę. To był Kazuki, a koło niego stał Gourry - ten miły młodzieniec wyjawił mi cel waszej podróży i myślę, że wiem jak wam pomóc…

***

Ogień w palenisku powoli przegrywał walkę z ciemnością. Jedynie światło zaklęcia wydobywało z mroku pięć postaci. Dwoje z nich wymieniało porozumiewawcze spojrzenia, zaś kolejna dwójka mierzyła się wzrokiem. Ich spojrzenia były tak intensywne iż zdawało się, że przenikają się wzajemnie. Zelgadis wpatrywał się w nieznajomego ze swoim zwykłym, spokojnym wyrazem twarzy, jednak tak naprawdę czuł się rozerwany wewnętrznie. To nie była łatwa decyzja. Nie, zwłaszcza nie dla niego. Czuł jak jego własne myśli i emocje rozsadzają go od środka. Z jednej strony ten nieznajomy proponuje mu to czego od zawsze pragnął, czego poszukiwał. W końcu mógłby być ponownie normalnym. Nie musiałby ukrywać twarzy za każdym razem kiedy wchodzą, do któregoś z miast. Nie musiałby wstydzić się swojego wyglądu i nienawidzić siebie. Czy wreszcie przestałby nienawidzić siebie? Czy to tak naprawdę chodziło tylko o wygląd? I czy było to tym, czego od zawsze poszukiwał? Amelia… nie może narażać Amelii na niebezpieczeństwo. Ten facet może być oszustem, może chcieć ją skrzywdzić! Może to przez niego była taka wyczerpana i osłabiona? Tylko, co mógł jej zrobić… Ale z drugiej strony… co jeśli to jednak nie jego sprawka? Co jeśli jest uczciwi i ma dobre zamiary? Nie może pozwolić, aby szansa jego życia przeszła mu koło nosa… Co miał zrobić? Dlaczego musiał wybierać? Przyjaciel czy wróg?

- Skąd mamy wiedzieć, że mówisz prawdę? - walkę Zelgadisa z samym sobą przerwał w końcu głos Liny.

- Nie musicie mi wierzyć. Chcę tylko pomóc, to wasza sprawa czy skorzystacie z mojej propozycji - no tak, miał racje…

- Hmm… - zamyśliła się ruda. - Dobrze… - powiedziała po chwili - więc powiedz nam jak zamierzasz nam pomóc? Skąd znasz sposób na przywrócenie chimery do ludzkiego ciała?

- Słyszeliście kiedykolwiek o Świątyni Chaosu? - odpowiedział z dziwnym uśmiechem na twarzy.

- Świątynia Chaosu? - zamyślił się Gourry. - A mają tam coś do jedzenia?

- Gourry, imbecylu! - Lina zdzieliła go po głowie.

- Ale Lina! Przecież ty też nie wiesz co to jest! - Gourry miał rację, Lina nie wiedziała.

- Co to za miejsce? - aferę przerwało pytanie Zelgadisa.

- Świątynia Chaosu to legendarne miejsce! Aż dziwne, że nigdy o nim nic nie słyszeliście. W tej świątyni znajduje się Księga Chaosu. Księga ta zawiera całą wiedzę Władcy Koszmarów. Została spisana zaraz po stworzeniu przez niego czterech filarów. A jak wiecie wiedza Władcy Koszmarów to wiedza nieskończona. Z pewnością rozwiązanie tego problemu i zdjęcie klątwy to drobnostka kiedy posiada się coś takiego - podsumował Kazuki.

- No tak! Oczywiście! - wykrzyknęła uradowana Lina. - To skoro byłeś tak miły, by wyjawić nam sekret tego mistycznego miejsca to możemy teraz spokojnie udać się do niego udać. Udać się tam SAMI - mrugnęła porozumiewawczo do Zela. Już zaczęli zwijać swoje manatki by odejść w inną stronę kiedy nagły głos przerwał im pakowanie.

- A czy wiecie gdzie to jest? - zapytał z udawaną ciekawością Kazuki.

- Mmm… sam powiedziałeś, że to legendarne miejsce, więc na pewno ktoś wie gdzie to jest - powiedział Gourry robiąc myślącą minę.

- Właśnie! Skoro nawet Gourry na to wpadł, to jest to bardzo oczywiste!

- Myślicie, że jeśli faktycznie tak łatwo byłoby się tam dostać to ta księga nadal by tam była? - szyderczy uśmiech wpełzł na twarz Kazuki’ego. To pytanie zgasiło wszystkich. Miał rację. Znowu.

- Wychodzi na to, że jednak jesteście na mnie skazani, jeśli chcecie się tam dostać.

- A ty skąd wiesz? - dociekał Zelgadis.

- Powiedzmy, że mam swoje źródła - odpowiedział z tajemniczą miną, tajemniczą i groźną…

Przyjaciel czy wróg? Zelgadis wciąż nie mógł się zdecydować.

- Nigdzie z tobą nie pójdziemy - ogłosił Zelgadis, po długiej chwili ciszy.

- Zel… - Lina spojrzała na niego współczująco, ale i z podziwem. Jak ciężka musiała być taka decyzja?

- Nie prawda - dobiegł głos z cienia. - Pan Zelgadis nie wie co mówi - powiedziała Amelia wchodząc w obręb rzuconego światła. - Kazuki… idziemy z tobą! - powiedziała uśmiechając się jednocześnie do Zelgadisa, który spojrzał na nią z wielkim zdziwieniem.

- Doskonale! W takim razie jutro z samego rana wyruszamy! - entuzjastycznie stwierdził Kazuki…

Następny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • erravi : 2014-01-14 23:55:34

    Puściałam Ci w wiadomości na PW. :)

  • Rinsey : 2014-01-13 22:57:19

    To faktycznie spory kawał czasu temu ;D A gdzie jest link do Twojego bloga? Bo jestem chyba ślepa ^^' Albo poczekam grzecznie na autoryzację następnego rozdziału :)

  • erravi : 2014-01-12 20:54:09

    Dziękuje, zawsze miło usłyszeć, że ktoś w ogóle to przeczytał. ;D Napisane mam już całkiem sporo wprzód, bo to co właśnie przeczytałaś powstało w 2008 roku. ;D Kolejny rozdział czeka na autoryzację. :) Ewentualnie zapraszam na bloga tam jest całość na bieżąco. :)

  • Rinsey : 2014-01-11 12:47:59

    To była sama przyjemność :)I bardzo słusznie stwierdziłaś Mam tylko nadzieję, że już piszesz albo masz napisany kolejny rozdział ;)

  • erravi : 2014-01-09 05:00:57

    Dziękuję, miło że znalazłaś chwilę na przeczytanie. W sumie spontanicznie stwierdziłam, że wrzucę, żeby w fandomie działo się więcej. ;)

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • Pokaż komentarze do całego cyklu