Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Teoria Chaosu

14. Umowa krwi

Autor:erravi
Serie:Slayers
Gatunki:Dramat, Fantasy, Mroczne, Przygodowe, Romans
Dodany:2017-02-21 08:00:14
Aktualizowany:2017-02-19 01:15:14


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Zabraniam kopiowania treści bez mojej wcześniejszej zgody.


Choć krok miał szybki i zdecydowany czuł, jakby jego własne serce zdradzało go dudniąc niemiłosiernie w piersi. Miał wrażenie, że cały świat mógłby je teraz usłyszeć. Czy słyszał? Krok za krokiem nerwowo oglądał się za siebie, aby to sprawdzić. Próbował uspokoić oddech wiedząc, że jego nagłe zdenerwowanie na pewno nie uszłoby uwadze bystrym oczom Mayi, jednak wcale nie było to łatwe zadanie. W myślach wciąż słyszał słowa Nirali, a te powtarzały się niczym w kółko odtwarzana płyta. Przez krótką chwilę pomyślał, że to śmieszne. Jeszcze wczoraj nie wiedział o tym, jaką broń dzierży we własnych dłoniach, ot zwykły miecz, dzięki któremu niejednokrotnie uratował własną skórę, a dziś? Dziś nagle okazywało się, że oręż, który posiadał od zawsze, może sprowadzić na nich wszystkich klęskę. Obrzucił miecz przypięty do pasa krótkim spojrzeniem i gwałtownie zatrzymał się w miejscu. Z cichym westchnieniem wziął głęboki wdech i ponownie spojrzał na broń. Błyszcząca rękojeść wystawała z pochwy niczym wojskowa chorągiew na terenie wroga mająca sprowadzić na niego śmierć. Uspokój się Zelgadisie, powiedział do siebie w myślach i bardzo powoli zaczerpnął kolejny oddech. Potrzebował planu. I nowej broni, dodał cichy głosik w jego głowie, a on sam poczuł jak jego galopujące serce w końcu zaczęło zwalniać. Musi zadbać o to by o istnieniu miecza nie dowiedziała się żadna ze stron, ani demony, ani - może tym bardziej - boscy kapłani. Nie tyle martwił się o siebie, co o Linę, Gourry’ego, Amelię i… Nirali. Choćby nie wiadomo jak temu zaprzeczał, w głębi ducha wiedział, że także Nirali była teraz jego sojusznikiem. Cichy głos ponownie zabrzęczał w głowie Zelgadisa, czy chodzi tylko o sojusz? Aż nazbyt dobrze wiedział jaka jest odpowiedź. Oczywiście, że nie chodziło tylko o sojusz i fakt, że najzwyczajniej w świecie potrzebował tej dziewczyny po swojej stronie. Otóż nie. On czuł przynależność, w pewien dziwny sposób wiedział, że oni należą do siebie nawzajem. Pochodzili z jednego świata, świata który kiedyś dzielili. Kiedy zamknął oczy, ponownie zobaczył Nirali stojącą plecami do niego, z twarzą zwróconą ku ołowianemu niebu. „Nie chcę żebyś skończył jak ja”, choć nie widział jej twarzy kiedy to powiedziała, czuł w jej głosie smutek, ale i troskę. Troskę o niego. Wstrząsnęło nim to na tyle, że wiedział i przysiągł przed samym sobą, że zrobi co w jego mocy, aby uwolnić Nirali. Był jej to winien. A jedyny plan jaki zrodził się wśród chaotycznych myśli był prosty. Zabić demony. Choć może raczej wydawało się to proste, niż w rzeczywistości takie było. Zelgadis otworzył oczy i mimowolnie zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Miał plan.

- Na razie przyjacielu - zwrócił się cicho do miecza - pobędziesz w ukryciu.

Kiedy z oddali zobaczył znajome sylwetki z ulgą stwierdził, że jest wśród nich także Amelia. Już chciał się uśmiechnąć i podbiec do nich, gdy za plecami księżniczki niczym cień pojawił się Kirei. Mówiąc coś do niej położył dłoń na jej ramieniu, na co dziewczyna tylko pokręciła głową. Jak brzmiały słowa Nirali? „Później zjawił się ten białowłosy debil i och, o mało nie zwymiotowałam kiedy wyznawał jej swoją miłość…” Cóż, Zelgadis od początku wiedział, że Rei kocha Amelię, ale teraz kiedy ten w końcu powiedział to głośno stało się to czymś, czemu nikt już nie mógł zaprzeczyć. Zelgadis dobrze o tym wiedział i może właśnie dlatego poczuł gorycz rozlewającą się po sercu, gdy patrzył z oddali na tę dwójkę. Nie chodziło o Kireia. To mógł być każdy inny mężczyzna. Człowiek. Właśnie - człowiek i to tutaj tkwiło sedno sprawy. Bo Zelgadis człowiekiem nie był, a przynajmniej nie czuł się nim w pełni. W milczeniu wyciągnął przed siebie dłonie by zobaczyć błękitnawą cerę i ostre kawałki kamieni zatopione w ciele. Przez rozpostarte palce wciąż mógł zobaczyć Amelię i pozostałych. Stali tam, zupełnie nieświadomi jego obecności. Czy tak byłoby wszystkim lepiej? Cichy głosik zaśmiał się drwiąco w jego głowie - oczywiście, że tak, usłyszał. Co on mógł im dać? Jak do tej pory tylko ciągnął za sobą przyjaciół po całym świecie w poszukiwaniu domniemanego lekarstwa na jego klątwę. Jak przystało na dobrych przyjaciół nikt nigdy się nie skarżył, ale czy naprawdę tym chcieli się zajmować? Dokąd ich to zaprowadziło? To z jego powodu wyruszyli za Kazukim, to z jego powodu chcieli odnaleźć Księgę Chaosu, co koniec końców zaprowadziło ich tutaj i o mało nie doprowadziło do śmierci Amelii… Lina, Gourry, Amelia… mogli przecież ułożyć sobie życie w inny, lepszy sposób niż ciągła pogoń za mrzonkami. Lina mogłaby zostać wspaniałym, potężnym magiem, gdyby tylko poświęciła trochę czasu na naukę. Może miałaby nawet szansę, aby zostać najwyższą kapłanką, kto wie? Gourry natomiast, mógłby być mistrzem fechtunku, może założyłby jakąś małą szkółkę i przekazywał swoje umiejętności? A Amelia? Cóż, Amelia była księżniczką i właściwie została jedyną władczynią potężnej stolicy białej magii. Mogłaby być cudowną królową, mieć wspaniałe dzieci i zapewnić dobrobyt krajowi. Jednak do tego potrzebuje księcia, króla godnego tytułów. A on, Zel? Był Chimerą. Nie pochodził ze znakomitego rodu, nie miał szczególnych umiejętności, ani talentów. Był bezwartościowy i stanowił tylko obciążenie dla swoich przyjaciół. Mimowolnie zacisnął wyciągnięte dłonie w pięść i uderzył nimi w uda. I nagle to zrozumiał, a brutalność poznanej prawdy prawie zgięła go wpół. Już dawno powinien odejść, uwolnić ich wszystkich od siebie. Nie prosić by gnali za nim w pościg za nierealnymi pragnieniami. I choć to niewyobrażalne, Zelgadis poczuł, że z barków spadł mu olbrzymi ciężar, a cały plan, który wcześniej układał w głowie nagle stał się dziecinnie łatwy. Oczywiście, natychmiast odebrał to jako znak świadczący o słuszności własnej decyzji. Tak bardzo zatopił się we własnych myślach, że nawet nie zauważył kiedy przed nim pojawiła się Lina.

- Wyglądasz jakbyś właśnie zjadł szczura - rzuciła nagle, na co zaskoczony jej obecnością Zelgadis drgnął gwałtownie, ale zaraz potem ponownie zesztywniał. Przez chwilę miał absurdalne przeświadczenie, że Lina słyszała czym myślał. - Wszystko dobrze? Gdzie byłeś tak długo? - dopytywała dalej przyjaciółka.

- Ja… - próbował pozbierać słowa w jedną, sensowną całość, jednak po chwili zamknął usta z uśmiechem. Patrzył spokojnie w oczy przyjaciółki, pełne żywego ognia i wiedział już… to będzie ich pożegnanie. - Nie ważne - wymijając ją położył dłoń na czubku jej głowy i delikatnie potargał rudą czuprynę. Zaskoczenie Liny nie trwało jednak długo:

- Chyba nie sądzisz, że zdołasz zbyć mnie w taki sposób Zelgadisie! - wrzasnęła Lina i natychmiast za nim pobiegła zastępując mu drogę.

Zelgadis prychnął rozbawiony, oczywiście mógł przewidzieć, że Lina będzie mu wiercić dziurę w brzuchu. Taka już była.

- Po prostu mi zaufaj - powiedział cicho kładąc dłoń na jej ramieniu, a kiedy zobaczył jej zaciętą minę dodał cicho. - Proszę.

Przez krótką chwilę zobaczył jak jej źrenice rozszerzają się w złości, ale tylko odwróciła się do niego plecami i pomaszerowała w stronę przyglądającej się im grupy. Zelgadis cicho podążył za przyjaciółką, a kiedy dotarli do pozostałych nawet nie spojrzał na Amelię czy Gourry’ego. Tak będzie łatwiej, powiedział sobie w duchu i z nową motywacją zwrócił się do Mayi:

- Chyba powinniśmy wam mimo wszystko podziękować - zagadnął kapitulującym tonem.

Może i Maya grała we własne gry, ale teraz Zelgadis nie zamierzał być jedynie pionkiem tej całości. Potrzebował zarówno Mayi jak i pozostałych, choć wstyd mu było to przyznać, w obecnej sytuacji to właśnie oni byli ich najlepszą ochroną.

- Cieszy mnie, że zjawiliśmy się w odpowiednim momencie… - odpowiedziała Maya i leniwie spojrzała w niebo. - Wiecie już, że jesteśmy Kapłanami. Tą piątką cudownie wybranych, w których Boski Władca zapieczętował kawałki swojej duszy, stąd nasze nadnaturalne moce.

- Czemu mówicie nam o tym dopiero teraz? - zapytała Amelia, a w jej głosie słychać było, że wciąż czuła się zraniona zdradą przyjaciół. - Jak mogliście ukrywać to cały czas? Przede mną?

- Amelio, to nie było proste, dodatkowo sprawy nieco się skomplikowały. Gdy w końcu odnalazła nas Lillya, w końcu mogliśmy być w komplecie - wyjaśniła ostrożnie Maya.

- Jak to odnalazła was? Przecież ta dziewczyna ledwo ogarniała, co się wokół niej dzieje! - rzuciła Lina, na co Maya obrzuciła ją surowym spojrzeniem. Nie lubiła, gdy ktoś jej przerywał.

- Gdy Matka Koszmarów stworzyła pięć filarów to właśnie piąty ukochała sobie najbardziej - niespodziewanie cichą opowieść zaczął Kirei wciąż stojący za plecami Amelii. Był tak blisko niej, że na pewno czuła jego oddech na karku - W ramach swojej miłości ofiarowała panującemu tam Demonicznemu Lordowi i Boskiemu Władcy dwa jednakowe miecze. Ostrza połączone razem zdolne były do stworzenia potężnej fuzji zdolnej zniszczyć nawet samą Matkę. Chciała w ten sposób pokazać, że traktuje ich na równi z sobą. Niestety, Demon okazał się być zazdrosny i podniósł ostrze przeciwko Bogu. Rozgorzała wielka bitwa między nimi. Nikt jednak nie spodziewał się, że krew, która bryznęła z ich ran naznaczy parę dzieci niezwykłą potęgą. Staną się dziedzicami owych potężnych ostrzy. Czas mijał, a Demon pokonał Boga, tak mu się przynajmniej wydawało, bo kiedy zostawił go by umierał w męczarniach Boski Władca odnalazł piątkę osób, w której ukrył kawałki swojej duszy i mocy. Boscy kapłani. Tak, to właśnie my jesteśmy tą piątką. W tym czasie Demon zabrał miecz Boga i ruszył naprzeciw Matce chcąc wykorzystać potęgę mieczy. Okazało się jednak, że samotnie nie mógł wydobyć ich potęgi w pełni. Matka Koszmarów z trudem zdołała go pokonać. Na pogorzelisku zostały tylko dwa miecze. Powód klęski tego świata. Zmieniły one swój kształt i powędrowały do naznaczonych krwią Boga i Demona dzieci. Matka Koszmarów próbowała odebrać miecze dzieciom, ale okazało się to niemożliwe. Jedynym wyjściem było zabranie jednego z dzieci wraz z mieczem i przesłanie do innego świata, tak by ostrza nigdy się nie spotkały. Matka zabrała jedno z dzieci i zapieczętowała piąty filar. Miecze miały nigdy się nie spotkać. Zasmucona zniszczeniem Matka uroniła dwie łzy zamykając pieczęć. Pech chciał ze jedna z łez trafiła na szczątki Demona. Dzięki tej cząstce stworzenia Demon był w stanie odrodzić się, ale tylko w kilku częściach. By całkowicie się scalić i zyskać utraconą potęgę demony musiałyby odnaleźć drugą łzę Matki. Jednak tego samego pragnął również Boski Władca, który zapieczętował się w ciałach pięciu śmiertelników - kiedy umilkł przyglądał się Amelii z bólem, zupełnie jakby w tej historii kryło się coś więcej, coś o czym Zel nie miał pojęcia.

Zelgadis przełknął ciężką gulę, która zebrała się w gardle. Identyczne słowa słyszał od Nirali i przekazał je także przyjaciołom. Nie wspominał jednak nic o mieczach ze zrozumiałych dla siebie powodów… Nie powiedział im także, że to on jest jednym z tych dzieci… Swoją drogą, ciekawiło go czyja właściwie krew naznaczyła jego, Boga czy Demona? Coś wewnątrz podpowiadało mu, że zna odpowiedź… Tymczasem Lina i Gourry nie wyglądali na szczególnie zszokowanych. Nie wiedząc kto jest posiadaczem mieczy wydali się nimi zupełnie niezainteresowani.

- To prawdziwa historia, powtarzana tutaj przez wszystkich - wyjaśnił Takami ze wzruszeniem ramion - Coś jak wierszyki w szkołach.

- Dziękuję Rei za ten wstęp historyczny - powiedziała Maya z pobłażliwym uśmiechem. - Jak więc rozumiecie, priorytetem dla nas jest odnalezienie Łzy Matki Koszmarów. Jednak, do złączenia duszy Boga oczywiście potrzebne było każde z nas. Kiedy Boski Władca pieczętował swoją duszę, te rozdzielone kawałki nierozerwalnie związał z naszymi duszami. To coś jak magnes, każde z nas wzajemnie przyciąga siebie w niewytłumaczalny sposób. Po prostu czujemy, że powinniśmy zmierzać w danym kierunku. Po kolei odnalazł mnie najpierw Rei, później Tamaki z Daikim,a teraz w końcu i Lillya.

- Zaraz, zaraz… czemu właściwie to oni szukali ciebie, nie powinniście przyciągać się nawzajem? Czy nie tak to działa? - zapytała Lina.

- Oczywiście, Maya też czuła to przyciąganie, ale jako, że jedyna nie posiada umiejętności bojowych nie mogła swobodnie poruszać się wśród demonów żeby nas odnaleźć. Natomiast jako jedyna wiedziała, co się stało, my byliśmy jak dzieci we mgle - wyjaśnił Tamaki z szerokim uśmiechem.

- Maya ma pamięć - rzucił szorstko Daiki uprzedzając kolejne pytanie Liny. - Pamięć Boskiego Władcy rzecz jasna.

- W naszym przypadku najpierw pojawiły się różne… umiejętności, dopiero Maya wyjaśniła nam, co się stało i skąd mamy moc. W zasadzie to nie mieliśmy dużego wyboru, ale… to i tak świetne, bo przynajmniej czuję, że nie jestem bezsilny - Tami wyciągnął długie ręce w górę i przeciągnął się najwyraźniej zadowolony z siebie.

Więc o to chodziło, pomyślał Zelgadis i zrozumiał dlaczego od samego początku miał wrażenie, że to Maya była przywódcą tej grupy.

- Więc… - zaczął nieśmiało Gourry - Jakie właściwie są te wasze moce?

- Człowieku, to zajebista sprawa, mówię ci! - roześmiał się Tamaki i pstrykając palcami wskazał na Reia - On ma najlepsze.

Zaskoczony Rei zapłonął czerwienią na twarzy i speszony odwrócił wzrok.

- To nie prawda. W ogóle dlaczego musimy o tym rozmawiać? To jest nieistotne… - burknął i skrzyżował ramiona na piersi.

- Każde z nas ma w sobie jakieś cechy Boskiego Władcy, a co za tym idzie moce powiązane z każdą z tych cech - zaczęła Maya uwalniając przyjaciela z centrum uwagi, w którym wcale nie lubił być. - Ja mam wiedzę, pamięć - stąd dar widzenia aury, to trochę tak jakbyście zaglądali do czyjegoś wnętrza. Daiki posiada ikrę życia, to dlatego nazywamy go medykiem, ponieważ dzięki temu potrafi uzdrawiać.

- Ikra życia? Też źeś wymyśliła… - prychnął Daiki i oburzony pokręcił głową. - Boski Władca posiada ikrę życia, bo potrafi je stworzyć, ja natomiast mogę tylko uleczyć ciało. To nieporównywalne.

- W każdym razie… - podjęła Maya - Tamaki jest kreatorem. Nie potrafi tworzyć materialnego świata, ale potrafi stworzyć doskonałą jego iluzję.

- Do usług - skłonił się nisko rudowłosy z udawaną uprzejmością.

- Rei natomiast, otrzymał w darze wszystko, co w Boskim Władcy było najdelikatniejsze, ale zarazem jego Światło, miłość i współczucie. Otóż Rei jest Obrońcą, potrafi tworzyć bariery nie pozwalające demonom wejść do danego miejsca, ale i takie, z których nie moją się wydostać. To dlatego Świątynia, w której mieszkamy jest zabezpieczona.

- Miłość i współczucie? - powtórzyła cicho Amelia i spojrzała na białowłosego.

Speszony Rei nerwowo przestąpił z nogi na nogę.

- To nie tak… - zaczął. - Ja… ach… dlaczego mnie nie mogło przypaść coś innego…? - błagalnie spojrzał na Mayę.

- Daj spokój stary! Twoja umiejętność jest najlepsza! To dzięki temu możemy chronić tak wiele osób - rzucił entuzjastycznie Tamaki i energicznie pomachał rękoma.

Amelia, która wciąż wpatrywała się w chłopaka niespodziewanie podeszła do niego i przytuliła.

- To wspaniale - powiedział cicho wtulając głowę w połacie jego płaszcza. Zaskoczony Rei jedynie nieśmiało pogładził ją po karku.

Tymczasem wnętrzności Zelgadisa skręciły się w ciasny supeł i przez krótki moment chciał jedynie odwrócić wzrok, ale nie mógł tego zrobić. Nie chciał. Zdecydował wcześniej, że uwolni wszystkich od siebie, niech więc przyzwyczai się do myśli, że nie będzie częścią życia innych. Wytrzymał, patrzył na nich dopóki Amelia nie odsunęła się od Reia. Lina przerwała niezręczną ciszę:

- Wszystko wspaniale - zaczęła - ale chyba nie zamierzasz mi powiedzieć, że ona także ma w sobie coś z waszego Boga? - palcem wskazała na Lillye.

- Lino Inverse - zaczęła poważnie Maya. - Nic na żadnym świecie nie jest ani całkowicie białe, ani całkowicie czarne. Lillya jest niezwykła, posiada w sobie bowiem boski gniew, wszystkie cienie, które rzucało jego światło. Lillya jest ciemnością, dzięki której pochłania istnienia i sprowadza koszmary. To niesamowita potęga - dokończyła z uznaniem.

- Jeśli chcesz mogę ci to chętnie zaprezentować - wtrąciła Lillya z grymasem, który w jej zamyśle chyba miał uchodzić za uśmiech.

- Dość - rzuciła krótko Maya na co Lillya wzruszyła lekko ramionami, wciąż z tym samym grymasem na twarzy.

- Więc czego chcecie? - zapytał w końcu Gourry.

- Nasze umiejętności to nie magia, to za mało żeby odnaleźć łzę. Zwłaszcza kiedy demony są potężniejsze od nas - zaczęła spokojnie Maya.

- Więc potrzebujemy waszej pomocy… - dokończył za nią Rei. - To ostatnia szansa. Demony już wiedzą, że jesteśmy w komplecie więc będą chciały odnaleźć łzę szybciej, nie będą zwlekać, ani przebierać w środkach. Chcemy jednak również żebyście bezpiecznie opuścili nasz filar. Zaprowadzimy was do wiedźmy, która na pewno przywróci wam moce. Prosimy jedynie o to, żebyście pomogli odnaleźć nam łzę - zwiesił głos i milczał przez długą chwilę w napięciu.

Zelgadis spojrzał porozumiewawczo na Linę i Gourry’ego. W końcu kiwną głową na znak zgody. Cóż, było mu to bardziej na rękę niż przypuszczał.

- Więc gdzie ta czarownica? - zapytał.

- Właściwie, to jesteśmy na miejscu - odpowiedział mu spokojny głos Reia.

Oczy Kireia przybrały odcień błyszczącej stali, gdy groteskowym gestem dłoni wskazał na ponury zaułek tuż po swojej prawej. Zelgadis zmarszczył brwi zdezorientowany, bowiem na pierwszy rzut oka mógł zobaczyć jedynie wąską uliczkę kończącą się wysokim murem, którego głębokie i liczne pęknięcia opowiadały ponurą historię wojny. Ostałe ściany sąsiadujących budynków skrywały całość w chłodnym cieniu. Lina z wymownie uniesioną brwią spojrzała podejrzliwie na Kireia.

- Nie wspomniałeś, że wiedźma oprócz bycia wiedźmą jest także niewidzialna - rzuciła kąśliwie rudowłosa.

- Ach… - poirytowany Kirei przewrócił oczami po czym, bez zbędnych wyjaśnień, ruszył się z miejsca i stopą uderzył w solidną, drewnianą klapę w podłożu, której wcześniej nie zauważyli, gdyż prawie całkowicie pokrywał ją piach. Owa klapa wyglądała jak zejście do kanałów.

- Och… - mruknęła Lina obrzucając ukryty właz badawczym spojrzeniem - Chyba nie sugerujesz, że musimy tam zejść? Średnio mi się podoba pomysł przebywania w takim miejscu - wyjaśniła.

- Już ci tłumaczyliśmy, że Silva… nie jest nam wroga - powiedziała spokojnie Maya powoli podchodząc do włazu. Sprawnym ruchem zakasała rękawy swojego stroju i chwyciła za wieko chcąc je podnieść, gdy nagle w powietrzu wzbiły się tumany kurzu. Maya natychmiast odskoczyła od klapy i nerwowo rozejrzała się po okolicy. Po chwili klapa z hukiem uderzyła o nawierzchnie otwierając się na oścież jak za sprawą nagłego wybuchu, a cała grupa mimowolnie cofnęła się o krok. Oczom zebranych ukazała się nieprzenikniona ciemność w dole otwartego wejścia, z którego rozległ się cichy głos.

- Tylko jeden - zabrzmiał nieznany, żeński głos wydobywający się z ziejącej mrokiem dziury.

Grupa obrzuciła się szybkim spojrzeniem. Zelgadis nie czekając długo wyciągnął dłoń przed siebie, a już po chwili błysnęła w niej kula jasnego światła wywołana zaklęciem Lighting. Pochylił się ostrożnie nad otworem i oświetlił wcześniejsze ciemności. W dole nie było żadnej drabiny, jedynie ciemny, ponury korytarz dwa metry niżej, który ciągnął się po obu stronach i ginął dalej w mroku. Odwrócił się do towarzyszy stojących nad nim.

- To zbyt niebezpieczne, aby wchodzić w pojedynkę - stwierdził poważnie Daiki.

- Czy przypadkiem sami przed chwilą nie stwierdziliście, że wiedźma jest niegroźna? - docięła Lina na co Daiki skrzywił się lekko i zacisnął usta w milczeniu. - Ja pójdę - stwierdziła pewnie.

Zel już otworzył usta, aby zaprotestować, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć Gourry stanął przed Liną kładąc jej swoje, duże dłonie na ramionach.

- Jako twój ochroniarz nie mogę na to pozwolić - powiedział stanowczo Gourry, a jego twarz stężała. Lina zacisnęła usta niepewna, co powinna odpowiedzieć, tymczasem Zel odetchnął w duchu z ulgą. Od początku wiedział, że to właśnie on musi pójść więc korzystając z konsternacji przyjaciółki szybko rzucił.

- Ja pójdę - rzekł pewnie wstając z ziemi. - Jeśli nie wrócę przed zachodem ruszycie moim śladem.

W duchu przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę z Nirali, która uświadomiła go, że wiedźma Silva w istocie nazywa się Acedia i jest jednym z demonów. Zelgadis nie wiedział czy grupa Kireia wiedziała o tym fakcie, sama Nirali twierdziła, że prawdopodobnie nie. Cóż, pamiętając opowieść Tamakiego o tym jak skierował się z prośbą do wiedźmy i powierzył równoważnej wymianie, aby odpłacić Kireiowi popełniony błąd, Zel był w stanie uwierzyć, że przynajmniej ten chłopak nie był do końca świadomy tego z kim ma do czynienia. Zelgadis nie znał Tamakiego długo, ani tym bardziej dobrze, ale wystarczająco na tyle, aby widzieć w rudzielcu żywą nienawiść do demonów. Gdyby Tamaki wiedział, nigdy nie zwróciłby się do Acedii i o tym był przekonany. Jednakże, nie w stosunku do każdego Zel był w stanie przekonać siebie, bo co do Mayi… chłopak nie był pewien. W końcu jak sama przyznała otrzymała w darze pamięć Boskiego Władcy, czyżby więc było możliwe ukryć przed nią tak ważny fakt? Cóż, w każdym razie Zelgadis nie zamierzał poruszać tej kwestii, nie potrzebne były im kolejne sprzeczki, a w końcu najważniejsze, że on i jego przyjaciele wiedzieli na co się piszą. Czego się spodziewał? Mógł jedynie trzymać się nadziei, że Acedia, kimkolwiek jest, będzie w stanie przywrócić ich magiczne moce, ponieważ bez nich nie dość, że byli bezbronni w tym świecie, to nie mogli nawet wrócić do swojego filaru. Widząc pogarszający się stan Amelii Zelgadis wiedział, że czas który pozostał do powrotu przecieka im przez palce, musieli się spieszyć. Tak. To było najważniejsze, aby ocalić Amelię i pozostałych z tego piekła. Zelgadis zacisnął dłoń na rękojeści miecza i powoli ruszył w kierunku zejścia, gdy zatrzymał go wzrok Amelii. Jej błękitne oczy wpatrywały się w niego intensywnie lecz dziewczyna nie powiedziała ani słowa. Świadomość tego kim jest Acedia dawała ich czwórce pewną przewagę i najwyraźniej także Amelia zrozumiała, że nie należy jej tracić poprzez zbyt głośne protesty. Zelgadis porozumiewawczo spojrzał na dziewczynę i mimowolnie lekko się uśmiechnął zadowolony z tego, że księżniczka uczestniczy w ich cichym spisku. Odkąd bowiem Zelgadis spotkał w tym filarze Nirali po raz pierwszy, zdobył w posiadanie informacje, o których nie miał prawa wiedzieć. Cieszyło go więc bardzo, że przyjaciele nie dociekali zadając mu zbędne pytania, na które i tak nie mógłby odpowiedzieć chcąc chroniąc Bliźniacze Ostrza i samą Nirali.

- Zelgadisie pamiętaj, że wiedźma zgodzi się jedynie na wymianę - rzucił Tamaki poklepując go po ramieniu i tym samym wyrywając z zamyślenia.

- Nie zgadzaj się na wszystko Zel, pamiętaj że jakoś sobie damy radę - wtrąciła szybko Lina na co Zelgadis jedynie lekko przytaknął i skierował się do wejścia.

Korytarz, którym szedł zdawał się ciągnąć w nieskończoność, a każdy jego krok odbijał się głośnym echem. Gdyby nie zaklęcie Lighting, które oświetlało mu drogę kroczyłby w całkowitych ciemnościach. Cały tunel miał ze dwa metry wysokości i wił się naprzód lekkimi zakrętami jednak idąc naprzód Zelgadis nie natrafił na żadne rozwidlenie, co w zasadzie wydało się dziwne. W dłoni mocniej ścisnął rękojeść swojego, jak już wiedział, legendarnego miecza i nagle uderzył go fakt, że miejsce w którym właśnie się znalazł wydaje mu się znajome. Przez chwile przekopywał fakty zapisane w pamięci aż w końcu przypomniał sobie gdzie wcześniej zmierzał, gdzie zmierzał w swoim śnie… Przed oczami stanęła mu drobna twarzyczka dziewczynki o karmazynowych oczach, gdy jednocześnie zimny dreszcz przebiegł po plecach. Czy to możliwe? Czy to możliwe, że już wcześniej spotkał Acedię? Nie zdziwił się wcale, gdy w odpowiedzi na jego pytanie w oddali zamajaczyła identyczna jak w jego śnie - kuta brama z czarnych róż. Spodziewając się kogo zaraz przyjdzie mu zobaczyć, bez wahania przekroczył przejście.

- Czekałam na ciebie. Myślałam, że już nie przyjdziesz - zagadnął nagle czyjś, melodyjny głos z odrobiną rozbawiania. Te same słowa na powitanie Zelgadis usłyszał w swoim śnie. Zdenerwowany, wciąż z ręką na rękojeści, stanął z dumnie uniesioną głową i czekał w ciemności, na los którego nawet on nie mógł przewidzieć.

Zelgadis stał otoczony gęstą warstwą ciemności, jedynie światło jego zaklęcia wydobywało z mroku najbliższe kontury. W chłodnym powietrzu wyczuwalna była słodkawa woń kwiatów i podobnie jak w jego śnie, otaczały go róże, całe ich ogrody.

- Pozwolisz, że rzucę trochę światła na całą sytuacje? - zabrzmiał ponownie obcy głos, a Zelgadis cicho zazgrzytał zębami uświadomiwszy sobie, że ponownie słyszy to samo, co w dawnym śnie. Nie zdziwił się także, gdy zobaczył przed sobą postać drobnej dziewczynki, o ognistych włosach i karmazynowych oczach, która pstryknięciem palca rozjaśniła fragment podziemnych ogrodów. Swoją drogą demon, który ich wcześniej zaatakował na ulicy miał identyczny kolor oczu. Przez chwilę Zelgadisowi przeszła przez głowę zabawna myśl, że i Lina ma oczy w tym kolorze i z idiotycznie nieadekwatnym do sytuacji uśmiechem, natychmiast odpędził to skojarzenie utkwiwszy skupione spojrzenie w Acedii.

- A więc naprawdę tu jesteś… - powiedziała z udawanym zaskoczeniem.

- Mogłabyś sobie darować, słyszałem już te teksty - wyrzucił będąc pewnym, że Acedia nie przypadkiem mu się przyśniła wcześniej, a teraz jedynie odgrywa sobie z nim scenkę. Najwyraźniej jakimś sposobem musiała zajrzeć w jego myśli… Acedia wykrzywiła twarz w czymś, co najwyraźniej miało przypominać uśmiech.

- Bacznie was obserwowałam Zelgadisie, nie byłam jednak pewna czy uda wam się dotrzeć aż tutaj - powiedziała wzruszając ramionami i powoli ruszyła w jego stronę. - Kto by przypuszczał, że to piękna Nirali okaże się tak pomocna? - sposób w jaki to powiedziała sprawił, że po plecach Zelgadisa przebiegł nieprzyjemny dreszcz.

- Nirali… - zamierzał rzucić coś w stylu: daj jej spokój, to nie jej sprawa, ale po chwili uświadomił sobie, że nie ma w tym większego sensu, skoro Acedia sama przyznała, że obserwowała wszystko od samego początku. Zagryzł więc cicho wargi i w milczeniu czekał. Ciekaw był czy Acedia wiedziała o Bliźniaczym Ostrzu, w którego był posiadaniu. Mimowolnie skierował rękę w kierunku miecza.

- Wiem, po co tutaj jesteś panie Greywords. - Zelgadis zadrżał lekko na dźwięk swojego nazwiska, świadomość anonimowości w piątym filarze właśnie rozwiała się na jego oczach. Acedia wiedziała, pytanie jak dużo wiedziała? O nim. - Cała ta sprawa… z pojawieniem się klucza, czy też jak wolisz Amelii - wyraźnie zaakcentowała jej imię - zaczęła mieć bardzo brzydki przebieg panie Greywords i nie jestem zadowolona z obrotu sprawy… - mruknęła cicho i niewzruszenie przeszła obok niego kręcąc palcem loki w swoich włosach. Zelgadis szybko obrócił się i skierował na nią czuje spojrzenie, czuł jak wszystkie jego mięśnie napinają się ze zdenerwowania.

- Co masz na myśli? - zapytał w końcu na co jakby wyrwana z zamyślenia demonica raczyła spojrzeć na niego ze zdziwieniem, po czym znów uśmiechnęła się przebiegle.

- To bardzo proste panie Greywords - powiedziała patrząc mu w oczy. - Dobrze poznałeś już historię naszego świata, wiesz że jestem demonem, częścią Mrocznego Lorda, który kiedyś panował w tym filarze - zaczęła, palcami ponownie powędrowała w kierunku włosów, a jej spojrzenie zaczęło błądzić po pomieszczeniu. - Jednak, jak wiesz nie jestem jedynym demonem… rozwiewając twoje wątpliwości… tak, narodziło się nas pięcioro, tyle samo ilu Boskich Kapłanów - po krótkiej pauzie skierowała spojrzenie na Zelgadisa, a ton jej głosu przybrał barwę lodowatej brzytwy. - Powiem ci, panie Greywords, gdzie znaleźć moje rodzeństwo, a ty… masz ich zabić. - rzuciła ostro.

Zelgadis poczuł jak ze świstem wypuszcza zebrane w nim powietrze, zupełnie tak jakby niewidzialna siła właśnie uderzyła go w brzuch. Co? Jaki do cholery jest sens w tym, że demony chcą wybić się nawzajem!? I wtedy do niego dotarło, zrozumiał i zszokowany bezwiednie potarł ręką spocone czoło.

- Chcesz ich zabić, aby zdobyć władzę? Zgadza się? - zapytał cicho.

- Nie zawiódł mnie pan, panie Greywords. Jest pan dokładnie tak bystry za jakiego pana uważałam - ostry ton znikł z głosu Acedii, mimo wszystko jej słowa wciąż przyprawiały Zelgadisa o skurcze żołądka. - Równoważna wymiana panie Greywords. Przywrócę moce panu i pańskim towarzyszom pod warunkiem, że sama zdobędę moc. Moc władzy w piątym filarze oczywiście, może być pan spokojny, nie mam ambicji podbijania żadnych innych światów, ani nawet podróżowania do nich - wyjaśniła spokojnie, a on czuł, że mimowolnie kręci głową. Nie spodziewał się tego, w ogóle!

- Nie wiem… - zaczął powoli, tracąc kontrole nad sytuacją.

- Och, nie bądźmy tak drobiazgowi. Poza tym, szczerze mówiąc nie ma pan za dużego wyboru. W przeciwieństwie do mojego rodzeństwa, mnie nie zależy na zniszczeniu tego świata. Po drugie bez mojej pomocy nigdy nie odnajdzie pan mojego rodzeństwa, za to ci już wam siedzą na karku. To tylko kwestia czasu, gdy Amelia… - urwała i obrzuciła go spojrzeniem pozbawionym jakichkolwiek emocji. Nie musiała kończyć, Zelgadis znał już dalszy ciąg tej historii. On, Lina, Gourry, prawdopodobnie także kapłani zostaną w końcu zaskoczeni przez demony i zabici jeśli nie odzyskają w czas swoich mocy, a Amelia stanie się narzędziem do otworzenia przejścia między wymiarami. Jedyną nadzieją jest Łza Matki Koszmarów, ukryta gdzieś w piątym filarze. Niestety jednak… nie mają pojęcia gdzie jej szukać. Gdyby odzyskali moce, może Łza nie byłaby potrzebna?

- Sądzi pan, że zdołacie odnaleźć Łzę Matki Koszmarów, czyż nie? - zachichotała cicho - To marzenie panie Greywords, nikt nie wie gdzie ona się znajduje, od lat poszukiwana i nie ma żadnego dowodu na jej istnienie.

Zelgadis stał w milczeniu i starał się poukładać wszystko w głowie. Acedia przywróci im moce oraz wskaże miejsce przebywania demonów. Czegóż chcieć więcej? W zamian mieliby pomóc w zabiciu tych demonów, to też nic strasznego, w końcu już to obiecali Kireiowi i reszcie. Kruczek polega na tym, że jeden z demonów miałby przeżyć - Acedia. Acedia jednak nie powinna być dużym zagrożeniem. Kiedy już zabiją pozostałą czwórkę, w końcu pozostaną Boscy Kapłani. Co więc jeden demon może zrobić przeciwko tamtej piątce? Tryby w głowie Zelgadisa pracowały na podwyższonych obrotach jednak ilekroć analizował sytuacje nie mógł dostrzec żadnego kruczku w tej umowie. Czy to możliwe, że Acedia zaproponowała mu coś co same w sobie jest mniej korzystne dla niej? Intuicja podpowiadała mu, żeby zachował ostrożność, ale desperacja popychała w kierunku ryzykownych decyzji.

- Jaki jest haczyk? - zapytał w końcu, choć sam nie wierzył, że usłyszy prawdę.

- Haczyk? Panie Greywords za kogo pan mnie ma? - z udawanym oburzeniem pokręciła przecząco głową. - Nie ma haczyka. Ja przywracam wam moc, wskazuje miejsce pobytu mojego rodzeństwa. W zamian za to każdy z demonów ma zostać zabity, a pan po opuszczeniu tego pomieszczenie powie, że zrobił pan co konieczne i zabił demona, mnie, tuż po tym kiedy odzyskał pan moc i dowiedział się o mojej tożsamości. Po wszystkim pragnę być jedynym panującym, w spokoju, demonem piątego filaru. Moc w zamian za moc, wskazanie demonów, w zamian za ukrycie demona, równoważna wymiana.

Czy miał wybór? Myśląc o konsekwencjach odmowy tej wymiany, Zelgadis wiedział, że naraża nie swoje życie, ale przede wszystkim Amelii. Nie mógł na to pozwolić.

- Zgoda - stwierdził w końcu - Powiem wszystkim, że po dobiciu przez nas umowy, odkryłem że jesteś demonem, którego zabiłem. Jeśli wrócą nam moce pomożemy w zabiciu czwórki pozostałych demonów, a ty będziesz mogła w spokoju żyć w piątym filarze, który pozwolisz nam opuścić - podsumował powoli Zelgadis.

- Zawrzemy umowę krwi, w przypadku której złamanie słowa lub oszustwo, którejś ze stron skutkuje śmiercią - wyjaśniła przyglądając mu się uważnie.

- Zgoda - powiedział cicho pełen obaw. Miał szczerą nadzieję, że nie popełnia błędu.

Acedia w milczeniu podeszła do niego i zdecydowanie chwyciła jego dłoń. Wyszeptała pod nosem nieznane mu słowa, które najprawdopodobniej były zaklęciem. Po chwili nieprzyjemne mrowienie zalało całą jego dłoń.

- Ja Acedia - zaczęła - Na moją krew, przyrzekam otwarcie tunelu między wymiarami, dzięki któremu Zelgadis Greywords, Lina Inverse oraz Amelia Saillune odzyskają swoje magiczne moce, a miecz pana Gourry’ego Gabrieva odzyska swoje światło. Tunel między wymiarami dotyczyć będzie jedynie przesyłania mocy. Przyrzekam także wskazać Zelgadisowi Greywords miejsce pobytu wszystkich, pozostałych w piątym filarze demonów - dokończyła Acedia, a czerwone nici żył wystąpiły z jej przegubu i zatrzymały się nad nadgarstkiem Zelgadisa. - Zelgadisie Greywords czy przyjmujesz moje przyrzeczenie?

- Tak - odpowiedział niepewnie, po czym zastygłe nici żył wbiły się w jego przegub. Acedia posłała mu naglące spojrzenie, zrozumiał, że teraz jego kolej na przysięgę. - Ja Zelgadis Greyword przyrzekam, ukryć tożsamość Acedii mówiąc wszystkim, że zabiłem ją na dzisiejszym spotkaniu. Po odzyskaniu mocy przyrzekam pomóc w zabiciu czwórki pozostałych demonów.

- Przyjmuje twoją przysięgę. - dokończyła Acedia zanim Zelgadis zdążył cokolwiek dodać. Te same nici żył wpełzły w jej ramie. - Przysięga krwi została zawarta. Moc w zamian za moc, wydanie w zamian za ukrycie. Prawo równoważnej wymiany - Acedia puściła jego dłoń i z zadowoleniem spojrzała mu w oczy.

- Cieszę się, że dobiliśmy targu panie Greywords. Przejdźmy w takim razie do kolejnego punktu naszej umowy - oczy Acedii błysnęły w półmroku.

- Jak to? - zaczął zdezorientowany mag.

- Równoważna wymiana panie Greywords.

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu
  • Rinsey : 2017-03-26 12:45:41

    Złośliwości wymieniane przez Linę i Zela to połowa ich uroku ^^ Chociaż niektórym zdarza się z tym trochę przesadzić, przez co czytelnik może odczytać ich relację jako pozbawioną wzajemnego szacunku, co jest ja najbardziej nieprawdziwe. A ich przyjaźń właśnie na tym wzajemnym szacunku się opiera. U Ciebie ta granica absolutnie nie została przekroczona, przez co tak miło mi się czyta ten wątek :)

    Jak Slayersi mi do tego czasu nie przeszli, na pewno dotrwam do kontynuacji, na którą będę dzielnie czekać ;)

  • erravi : 2017-03-13 14:36:40
    Dziękuje!

    Bardzo dziękuje za miłe słowa! :)

    @Riley: Też zawsze byłam fanką klastycznych par. Wydaje mi się, że to właśnie cały urok Slayerów, że dobrano do siebie na pozór tak niepasujące postacie. Nigdy nie przekonywał mnie układ L/Z chociaż wydają się oni bardziej... podobni? Cieszę się, że chociaż w malutkiej części mogę uzupełnić fandom moją wizją Z/A. :)

    @Rinsey: Haha, dziękuje Rin. :D Staram się, żeby Zel i Lina pozostawali w dobrej przyjaźni i zaufaniu wobec siebie. Kiedyś ktoś zarzucił mi, że są dla siebie za bardzo zgryźliwi i od tamtej pory pilnuje tego jak ognia, a przynajmniej się staram. :) Nirali jest także jedną z moich ulubionych postaci, a wiele jeszcze mam dla jej roli przygotowane, mam nadzieje, że dotrwasz do tej kontynuacji. ;) Z drugiej strony przyznaje, że wpadłam trochę w pułapkę zbyt dużej ilości bohaterów, przez co nieraz ciężko dać im jakieś konkretne zadania...

    Na pocieszenie zdradzę, że Zel i Amelia bardzo zmienią się w dalszej części opowiadania. No przynajmniej Amelia bardzo się zmieni. :D Co do Zela, powiem szczerze, że lubię go takiego. Wydaje mi się, że jest to postać, która dźwiga ciężkie brzmienie i jednocześnie chce uchronić swoich bliskich. Chociaż pewnie masz racje i przeginam z jego użalaniem się, postaram się to wziąć na tapetę. :D

  • Riley : 2017-03-08 22:31:50
    Klasyczne pary <3

    A ja pozostanę wierną miłośniczką klasycznych układów L/G Z/A F/X przy czym ten ostatni kocham najbardziej (czy kogoś to dziwi?)

    Twój fic to uzupełnienie pustki w opowiadaniach o Zelgadisie i Amelii - dobre uzupełnienie.

    Jednym słowem - chcemy więcej !

  • Rinsey : 2017-03-01 22:17:11
    Jeeeej!

    Wooow! Ale fajne rzeczy się dzieją :D Akcja pięknie idzie do przodu, główne linie fabularne wyraźnie zaznaczone, chociaż w tle wciąż unosi się mgła tajemnicy i wątpliwości. Ładnie, bardzo ładnie! Bardzo lubię Twoich oryginalnych bohaterów, z Nirali na czele. Język jak zawsze plastyczny i barwny, przez co bardzo przyjemnie się czyta.

    Do tego dorzucę kilka subiektywnych uwag. Jako maniak LZ, jak zawsze jestem wyczulona na ich interakcję i naprawdę jestem bardzo, ale bardzo usatysfakcjonowana ich relacją ^.^ Z drugiej strony, wciąż nawet w tym opowiadaniu, które jest od początku ZA, widziałabym Zela z kimś silniejszym psychicznie... Wiem, że tutaj bidna Amelka naprawdę wiele przeszła, ale czytając ponowne wątpliwości Zela co do własnej wartości, raz jeszcze doszłam do wniosku, że widziałabym go z kimś, kto Fire Ballami by mu takie myśli wypalił z głowy. Ale tym się absolutnie nie przejmuj, jak najbardziej szanuję ZA w Twoim wykonaniu :), to tylko mój gupi mózg na głodzie fików z LZ ;)

    Podsumowując, czyta się jak zawsze z czystą przyjemnością i czekam na więcej ;)

  • Skomentuj
  • Pokaż komentarze do całego cyklu