Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Tajemnicze złote miasta sezon 2 - recenzja serii

Autor:Sulpice9
Redakcja:IKa
Kategorie:Recenzja
Dodany:2013-12-22 20:51:15
Aktualizowany:2014-01-06 10:23:15



Ilustracja do artykułu

Tytuł: Tajemnicze złote miasta, sezon 2

Inne tytuły: Les Mystérieuses Cités d’or, saison 2

Reżyseria: Jean-Luc François

Scenariusz (główna historia): Hadrien Soulez Larivière

Kierownik scenarzystów (odpowiedzialnych za dialogi): Didier Lejeune

Liczba epizodów: 26x23 min

Rok: 2012-2013

Muzyka: Noam Kaniel

Producenci: Armelle Glorennec, Eric Jacquot


Dwa zdania o:

Po 30 latach doczekaliśmy się drugiego sezonu przygód Estebana i jego przyjaciół. Tylko, czy warto było na niego czekać?

Recenzja:

O oryginalnych Tajemniczych złotych miastach pisano już wielokrotnie. By nikogo nie zanudzić, powtórzę tylko to, co wspomniałem w mojej recenzji na tanuki.pl: to zjawiskowa seria, która pomimo upływu lat wciąż zachwyca wspaniale nakreślonymi postaciami, prostą i mądrą fabułą ze świetnie rozłożonymi akcentami, magiczną oprawą audiowizualną i niewiarygodnym klimatem, który zadowoli nawet najwybredniejszego widza.

Abstrahując od osobistych preferencji, nikt nie zaprzeczy, że serial został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez widzów, jak i krytyków. Wszyscy więc oczekiwali następnej części przygód Estebana, Zii i Tao (w końcu zostało im jeszcze sześć miast do odkrycia). Lecz trzeba było lat, byśmy doczekali się pierwszej kontynuacji. Seria Esteban i Zia w poszukiwaniu złotych miast została przyjęta dość chłodno (czemu trudno się dziwić zważywszy na różnice w stosunku do pierwotnej historii), co z kolei spowodowało kolejną długą przerwę. Wreszcie francuskie studio Blue Spirit ogłosiło, że chce stworzyć drugi sezon Tajemniczych złotych miast. Od razu zaznaczyli, że całość zrobią „po bożemu”, tworząc bezpośrednią kontynuację pierwowzoru.

Akcja drugiego sezonu rozpoczyna się mocnym akcentem - nasi młodzi bohaterowie wyruszyli do Barcelony, gdzie muszą wyciągnąć z więzienia Mendozę, Sancha i Pedro. Po krótkiej wizycie w Europie wyruszają do Chin, by odnaleźć kolejne złote miasto. Na swojej drodze spotkają nowe postaci, między innymi francuskiego alchemika Ambrosiusa oraz Zaresa - wielce tajemniczego osobnika,, który pragnie za wszelką cenę odkryć sekret złotych miast, nawet jeśli będzie musiał dążyć do celu po trupach.

Fani na całym świecie (także i ja) czekali niecierpliwie na premierowy odcinek (Powrót do Barcelony), zaś efekt końcowy wywołał skrajnie różne reakcje. Jedni z radością przyznawali serii najwyższą ocenę, inni pukali się w czoło i spisali serial na straty. Jeśli chodzi o mnie, chyba mało która seria zabiła mi takiego ćwieka. Dlaczego? Bo rzadko kiedy spotykam się z produkcją, w której liczba zalet i wad jest tak długa...

Zacznijmy od tego, co się udało. Przede wszystkim twórcom należy się pochwała za utrzymanie formuły z pierwotnej serii, starając się (choć nie zawsze skutecznie) zachować klimat pierwszych Tajemniczych złotych miast. A zatem nasi bohaterowie zbierają wskazówki w poszczególnych lokacjach, zbliżając się do odkrycia lokalizacji złotego miasta. W międzyczasie poznają lokalną kulturę, pomagają rozwiązać tamtejsze problemy, odkrywając przy tym prawdę o samych sobie (pojawia się nawet bardzo mądre zdanie „poszukiwania złotych miast są równie ważne, co ich znalezienie”),

Kolejny plus dotyczy zmian w zachowaniu dzieciaków w stosunku do ich wieku. Niektórzy narzekają, że Esteban, Zia i Tao poddani zostali procesowi „wstecznej dojrzałości”, czyli zachowują się bardziej dziecinnie niż w pierwowzorze. Moim zdaniem to właśnie w oryginale zachowywali się trochę za poważnie - w końcu żadne z nich nie ma nawet piętnastu lat. I od razu uspokajam - to nie jest tak, że bohaterowie totalnie skretynieli, czy nie potrafią postępować odpowiedzialnie. Po prostu od czasu do czasu chcą trochę pobiegać lub puszczać latawce. Zdarza im się częściej popełniać błędy, z tym, że wynikają one albo z niedoświadczenia, albo konfrontacji z kimś przebieglejszym (lub lepiej poinformowanym).

Jeżeli chodzi o samą historię, to jest nawet więcej niż dobrze. Dziur fabularnych jest niewiele, a i je można zignorować, jeżeli widz zostanie wciągnięty w wir wydarzeń. Przyznam też, że jeden lub dwa zwroty akcji naprawdę mile mnie zaskoczyły. I choć niektóre wątki wymagałyby rozwinięcia, istnieje szansa, że powrócą one w trzecim sezonie.

Z postaci występujących w serii szczególnie dobrze zapamiętałem Zię. Ewolucja jej charakteru przebiega konsekwentnie w stosunku do sezonu pierwszego i zyskuje nowe, pasujące do niej cechy. To wciąż dobra i wrażliwa dziewczyna, teraz jednak bardziej zaradna, pomysłowa i potrafiąca sama decydować o swoim losie. Na szczęście twórcy nie przesadzili w żadną stronę i nie zrobili z niej kobiety wyzwolonej, czy (Boże uchowaj!) feministki. Do tego trzeba koniecznie wspomnieć o świetnej Adeline Chetail, która wykonała kawał dobrej roboty przy użyczaniu głosu naszej inkaskiej dziewczynie. Jedyne do czego można się przyczepić, to nie do końca przekonywujący zanik jej niechęci do Europejczyków, ale i to można wyjaśnić nabytym w podróżach doświadczeniem.

Mendoza również nie wypadł sroce spod ogona (zresztą, gdyby zepsuli tę postać, nie sądzę, by ktokolwiek potraktował serię poważnie). Część widzów narzekała, że nasz ulubiony awanturnik nie jest tak zainteresowany złotem, jak w oryginalnej serii, ale zważywszy na okoliczności wydaje mi się to bezpodstawne. Zmiana jego motywacji wynika z pogłębiających się relacji mniędzy nim, a Estebanem (któremu Mendoza powoli zastępuje ojca). Mam zresztą wrażenie, że w tym sezonie jest bardziej zainteresowany tajemnicą złotych miast niż materialną stabilizacją. Zresztą, skoro mają znaleźć sześć złotych miast, to wszystko jedno, czy zbije majątek na piątym, czy na szóstym, teraz może już poczekać. Nie będą rozczarowani też ci, którzy zawsze podziwiali Mendozę jako wojownika: ma kilka popisowych walk, w trakcie niejednego pojedynku udowodnił, że wciąż potrafi kombinować, a i przeciwników ma z całkiem wysokiej półki (lub będących w przewadze liczebnej). Jednym z zarzutów w stosunku do jego postaci, z którym się zgadzam, jest to, że jednak kombinuje on zbyt rzadko. Nie chodzi o to, że stał się mniej błyskotliwy, wciąż potrafi szybko kojarzyć fakty i obmyślać plany. Ale gdzieś w tym wszystkim przepadły subtelne manipulacje i łotrzykowskie wymyślanie rozwiązania na poczekaniu. Jest teraz bardziej wojownikiem i przywódcą niż spryciarzem i awanturnikiem, lecz to wciąż „nasz” Mendoza, którego tak znamy i lubimy.

Z kolei postać Estebana została ciut za bardzo uproszczona, ale to wciąż dobrze napisany bohater. Jest bystry i odważny, a także dostatecznie zdeterminowany by walczyć o bliskich i odkryć tajemnicę złotych miast. Twórcom jednak nie udało się dobrze go zbalansować, skutkiem czego cierpi on na zdecydowanie zbyt częste huśtawki nastrojów. Motyw Estebana jako Dziecka Słońca również został spłycony do minimum, zupełnie jakby scenarzyści zapomnieli o tym elemencie. Na szczęście to nadal bystry i odważny młodzieniec, co było dobrze widoczne w ostatnich odcinkach.

Nie mam natomiast żadnych problemów z Zaresem. Po konkwistadorach (którzy w swojej kategorii byli ciekawi, lecz schematyczni) dostaliśmy wzorcowo napisany czarny charakter. To potężny i przebiegły przeciwnik, a moc, którą dysponuje, uczyniła z niego wręcz jednoosobową grupę uderzeniową. Poza tym Hadrien Soulez Larivière (autor całej intrygi w sezonie drugim) skutecznie namieszał widzom w głowach co do tożsamości (nasz dwumetrowy schwarzcharakter zawsze chodzi w płaszczu z kapturem zasłaniającym twarz) i źródła jego potęgi.

Kolejna postać, która po Zii jest moim faworytem w tym sezonie (choć nie wszyscy podzielają mój entuzjazm), to Ambrosius, sympatyczny francuski alchemik, który towarzyszyć będzie naszym bohaterom przez znaczną część serii. Łączy sobie wszystko to, na co składa się dobrze napisanego wielowymiarowego bohatera: ma dobrotliwe usposobienie, aczkolwiek potrafi pokazać pazury, jest zafascynowany nauką, ale nie stroni od kontaktów z ludźmi, nawet z najbardziej dzikimi tubylcami, potrafi rozbawić do łez (scena, gdzie krążył z Mendozą po Pekinie jest jedną z zabawniejszych w serii), ale gdy trzeba, umie zachować powagę. Ogromną zaletą tej postaci (choć przyznam ze skruchą - na początku rwałem włosy z głowy) jest dwuznaczne przedstawienie jej intencji. Już prawie na samym początku reżyser sugeruje, że Ambrosius może być kolejnym czarnym charakterem, a jego zafascynowanie nauką przekracza granice zdrowego rozsądku. Z drugiej strony to wciąż dowcipny, pomocny i życzliwy człowiek, który nieraz ratuje wszystkich z opresji. Jakby tego było mało, przez prawie całą serię ciągnie się wątek jego relacji z Mendozą, który od początku mu nie ufa i stara się trzymać swoje karty przy sobie. Natomiast przyjaźń Ambrosiusa z Tao to jeden z lepszych i ciekawszych elementów w całej serii. Choć różnią się wiekiem, pochodzeniem i wykształceniem, błyskawicznie znajdują wspólny język, rozumieją się bez słów i zawsze mogą liczyć na wzajemne wsparcie, czy to naukowe, czy to duchowe. W każdym razie - jestem wielkim fanem tej postaci i cieszę się, że poświęcono jej dostatecznie dużo czasu.

Warto też wspomnieć, że przez wszystkie dwadzieścia sześć odcinków pojawia się sporo drobiazgów i wspomnień związanych z oryginalną serią. Zobaczymy między innymi projekt Solarisa, na krótką chwilę wrócimy do dzieciństwa Zii, a Esteban znów będzie miał problemy z lękiem wysokości. Niby nic, ale to ładny gest wobec pierwowzoru.

W porządku, wątek główny prezentuje się dobrze, znaczna część bohaterów też nie zawodzi, twórcy dwoją i się troją, by wszystko było jak najbardziej kreatywne, jakie więc mamy problemy?

Na początek chciałbym powiedzieć o dwóch największych wadach serii, które (niestety) rzucają cień na każdy odcinek w sezonie (może poza ostatnim epizodem). Pierwszym z nich jest animacja. Po emisji pierwszych dwóch odcinków zdecydowanie przyłączyłem się do frakcji o nazwie „Niech to szlag, jak mogli to tak spartolić?!” I choć z czasem przyzwyczaiłem się do nowego stylu, pierwowzór bije kontynuację na głowę, nawet jeśli był stworzony 30 lat wcześniej. Po pierwsze, nie podoba mi się technika animacji komputerowej - rozumiem, że czasy się zmieniają i już ciężko wszystko malować i rysować ręcznie, ale cierpią na tym ruchy postaci, które (zwłaszcza w scenach akcji) są kanciaste i zwyczajnie sztuczne. Po drugie, na początku serii (potem to poprawili) użyto zbyt jasnych i cukierkowych kolorów. W połączeniu z wszechobecnym CGI całość wyglądała bardzo nienaturalnie. Ktoś oczywiście może zaprotestować, mówiąc, że to tylko bajka. Tylko, że twórcy zapomnieli jaka była główna przyczyna, dzięki której animacja w oryginalnej serii była tak wyjątkowa. W oryginalne dominowały ciemne, ciepłe kolory, rysownicy umiejętnie zadbali o światłocień, a postacie były na tyle proporcjonalnie narysowane, że widz mógł przez krótką chwilę uwierzyć, że ogląda film fabularny. Poza tym, nie mogę zrozumieć, dlaczego w Chinach pojawiają się osoby o błękitnych i zielonych oczach? Wiem, że to drobiazg, ale skoro ten serial w swoich założeniach ma bawić i uczyć, to może zachowalibyśmy też szacunek do tego jak naprawdę wyglądają Chińczycy?

No i rzecz najstraszniejsza - mimika bohaterów. Szczerze powiem, nie spodziewałem się, że tak drobna rzecz może rozłożyć na łopatki tak wiele scen. Wielu widzów nie może znieść nowego sezonu Tajemniczych złotych miast tłumacząc, że całość jest pusta i zimna. I właśnie z powodu tego drobiazgu jestem w stanie ich zrozumieć. Serial lub film będzie wiarygodny tylko wtedy, jeżeli widzowie będą przekonani o uczuciach bohaterów. Natomiast w tej serii mimika jest tak zubożała, tak sztuczna, tak nieprzekonująca, że pomimo dobrych dialogów, psychologicznego uzasadnienia postaw bohaterów i zdolnych aktorów, możecie się zwyczajnie wynudzić obserwując rozterki postaci, nie mówiąc już o kłótniach czy scenach smutnych (Esteban płaczący w 20. odcinku to jedna z najbardziej nieprzekonujących animacji jakie w życiu widziałem). Trzeba naprawdę solidnego samozaparcia, by dostrzec jakąkolwiek głębię w bohaterach. Przed wystawieniem 1 punktu na 10 za animację wstrzymują mnie naprawdę ładne i szczegółowe tła, świetne efekty graficzne maszyn i innych elementów nieożywionych oraz znaczna poprawa grafiki w drugiej połowie serii. Wtedy już praktycznie znika problem zbyt jasnej palety kolorów, mamy coraz więcej naprawdę dobrych ujęć, a w ostatnim odcinku w końcu na twarzach zagościły prawdziwe emocje (notabene odcinek nazywa się „Twarzą w twarz”).

Moim drugim gigantycznym problemem serii jest… slapstick. Powiem wprost - czy ktokolwiek z Was powiedziałby „Wiecie czego mi brakowało w oryginalnej serii? Pedra i Sancha trenujących kung-fu!” I to nie jest tak, że nasz pocieszny duet ma jedną, czy dwie tego typu scenki w serii. Nieszczególnie zabawne slapstickowe wygłupy naszych nieudaczników trwają średnio po dwie minuty na każdy odcinek. W dodatku ich obecność prawie nic nie wnosi historii, więc może lepiej było ich zostawić w Barcelonie? Co więcej, w oryginalnej serii, choć ich rola była również niewielka, scenarzyści zadbali, by mieli choć kilka zabawnych kwestii, w dodatku dobrze pasujących do sytuacji i epoki. A tutaj? Niestety, udanych żartów jak na lekarstwo. Mogę jedynie pochwalić Jérémiego Prevosta, bo choć słyszałem lepszych aktorów w swoim życiu, to faktycznie ciężko wyłapać, że ten sam aktor gra i Sancha, i Pedra. Poza tym, w serii wprowadzono zbyt dużo „zabawnych” efektów i dźwięków, zwłaszcza w scenach gdzie jest to zbędne, a nawet niepożądane (choćby w trakcie walki, gdy Mendoza rozcina kapelusz jednego z przeciwników). Bardzo bym prosił autorów by przemyśleli, czy aby na pewno ich poczucie humoru musi pokrywać się z gustami widzów.

Nie jestem też przekonany do nowego charakteru Tao, który został zaprezentowany widzom. Zaczął całkiem nieźle, był ekscentrycznym, ale zapalonym naukowcem. Niestety, później przeobraził się w irytującego mola książkowego. Rozumiem, skąd się bierze ta przemiana (i z jakimi problemami boryka się jego psychika), lecz nie została ona zbyt dobrze przedstawiona przez reżysera. Szczęśliwie dla nas i on wraca na właściwie tory, i w ostatnich odcinkach wszystko już jest jak trzeba. Jego wierna papuga, Pichu (w naszej wersji: Kokapetl) wciąż bawi, aczkolwiek nie podoba mi się, że w kilku scenach została zbyt „uczłowieczona” (np. wachluje Estebana, trzymając gałąź w taki sposób jakby miała ręce, a nie skrzydła).

Nie mogę zignorować faktu, że pewne zmiany w charakterze dzieci nie przypadły mi do gustu. Szczególnie nie mogę zrozumieć, dlaczego w jednym z odcinków wypuścili złapanego w sidła królika, skoro w pierwotnej wersji nie mieli większych skrupułów ze skonsumowaniem smakowitej iguany. Ale znowu - to nie są tak duże problemy i da się na to przymknąć oko.

Akcenty naukowe też wypadają słabiej niż w oryginale. W starszej animacji istniało sporo elementów, które dało się wyjaśnić znając prawa współczesnej fizyki, zaś w drugim sezonie dominują steampunkowe maszyny, których możliwości często przekraczają technologię XXI wieku. Nie powiem, są to zwykle kreatywne wynalazki, jednak twórcy powinni je wprowadzać stopniowo i w mniejszych dawkach. W pewnym momencie przyzwyczaimy się do latających okrętów, hologramów i broni daleko wykraczającej poza możliwości pistoletu Mendozy. Dużo bym dał także, żeby w każdym odcinku wykasowano scenki rodzajowe Pedra i Sancho, a w zamian dano nam więcej naukowych objaśnień. Elementy związane z kulturą wypadają bardzo solidne (choć nie zachwycająco) i na szczęście zachowano krótkie filmiki popularnonaukowe na zakończenie każdego odcinka (choć mogliby robić je bez wstawek z Pichu).

Choć główny wątek prezentuje dobry poziom, historie poboczne wypadają różnie. Najbardziej mnie wynudziła wizyta w klasztorze Shaolin, gdzie zostały wykorzystane wszystkie możliwe schematy, a z kolei najmilej wspominam odcinki rozgrywające się przy chińskim murze. Również spotkani bohaterowie prezentują bardzo zróżnicowany poziom, od chodzących stereotypów, po wieloznaczne, intrygujące osobowości i myślę, że dzięki tej różnorodności każdy znajdzie tu coś dla siebie (choć nie wszystkich bohaterów polubi).

Może zabrzmi to dziwnie, ale w serialu denerwowała mnie zdecydowanie zbyt niska umieralność, zwłaszcza patrząc na wydarzenia rozgrywające się w poszczególnych odcinkach. A jeśli dodamy do tego poprzednie zarzuty dotyczące zachowania bohaterów (zwłaszcza slapstick), całość prezentowała się zbyt dziecinnie, co w przypadku serii, gdzie naturalnym odbiorcą jest widz, który znacznie podrósł od czasu pierwszego sezonu dosyć zaskakuje.

Muzyka jest bardzo nierówna: cieszę się, że twórcy czerpali pełnymi garściami z pierwowzoru, a opening został zmontowany wręcz wspaniale. Jednak w pierwszej połowie serii muzyki jest jak na lekarstwo, jakby autorzy próbowali budować nastrój samą ciszą. Oczywiście, reżyser mający do pomocy wysokiej klasy animację może się w takie zabiegi bawić, jednak oprawa graficzna zwyczajnie nie dawała takich możliwości. Szczęśliwie i ten aspekt został z czasem znacząco poprawiony. Utwory całkiem dobrze budują klimat z tym, że brzmią czasem jakby zatrudniono pięciu muzyków na krzyż, a w jednym lub dwóch przypadkach po prostu nie zostały dobrze dobrane.

Jaki jest mój ostateczny werdykt? Uważam, że sezon drugi nie spełnia wszystkich pokładanych w nim oczekiwań. Czy to znaczy, że serii nie da się oglądać? Nie. Pomimo wszystkich problemów, gdy tylko pogodziłem się z animacją, całość oglądałem z prawdziwą przyjemnością. Jeżeli jesteście fanami oryginalnej serii, powinniście chociaż spróbować obejrzeć drugi sezon. Nie gwarantuję, że będziecie się świetnie bawić, a jeśli napiszecie w komentarzach, że się nie znam i drugi sezon jest do niczego… To szczerze mówiąc, zrozumiem Was: jest tu wystarczająco dużo wad, by znienawidzić tę serię.

Sądząc po znaczącej poprawie kolejnych odcinków, twórcy słuchają opinii fanów, co nieźle rokuje na przyszłość. Sprowadzając ocenę do liczb, pierwszej części sezonu wystawiłbym ocenę w granicach 5/10, druga (zwłaszcza finał) zasługuje już na solidne 7/10. A jeśli autorzy poprawią animację, ograniczą slapstick do minimum i popracują trochę nad osobowościami kilku bohaterów, to bardzo możliwe, że trzeci sezon będzie kontynuacją godną pierwowzoru.

Ocena:

Postaci:6/10

Fabuła:6/10

Animacja: 4/10

Muzyka: 6/10

Ocena ogólna: 6/10

Od Autora: Serdecznie dziękuję użytkownikowi Arwen136 za wszelką udzieloną pomoc.

___________________________

Kadry:

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

___________________________

Ilustracja do artykułu


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.