Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Hobbit: Pustkowie Smauga - recenzja filmu

Autor:moshi_moshi
Redakcja:IKa
Kategorie:Film, Recenzja
Dodany:2013-12-27 19:43:01
Aktualizowany:2014-01-22 21:15:01



Ilustracja do artykułu


Tytuł: Hobbit: Pustkowie Smauga

Inne tytuły: The Hobbit: The Desolation of Smaug

Czas trwania: 161 min.

Rok: 2013

Producent: Nowa Zelandia, USA

Reżyser: Peter Jackson

Scenariusz: Guillermo del Toro, Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens

Muzyka: Howard Shore

Zdjęcia: Andrew Lesnie


Ocalenie przez orły tylko chwilowo rozwiązuje problemy Thorina i jego kompanii, nadal ściganej przez orków pod wodzą Azoga. Jakby tego było mało, bohaterów czeka trudna przeprawa przez Mroczną Puszczę, gdzie czają się stwory równie groźne, co orkowie, i chociaż lasem włada elfi król, Thranduil, krasnoludy raczej nie mogą liczyć na jego pomoc. Może gdyby Gandalf był obecny, sprawy wyglądałyby inaczej, ale czarodziej postanowił udać się do Dol Guldur, żeby sprawdzić pogłoski o pojawiającym się tam czarnoksiężniku. Im bliżej Samotnej Góry znajduje się Thorin, tym sprawy wyglądają gorzej, ale od czego jest włamywacz...

Druga część hobbiciego cyklu udowadnia, że Peter Jackson wielkim reżyserem jest, a przynajmniej doskonale radzi sobie z dziełami J.R.R. Tolkiena. Jeżeli ktoś miał problem z mało dynamicznym rozwojem wydarzeń w Niezwykłej podróży, tym razem powinien wyjść z kina zadowolony. Hobbit: Pustkowie Smauga wręcz kipi od akcji i emocji - fabuła nie przystaje nawet na chwilę, tak, że widzowi trudno złapać oddech i nawet nie wie, kiedy mijają prawie trzy godziny seansu.

Nie ukrywam, że jestem wielką fanką twórczości zarówno Tolkiena, jak i Jacksona, czy jednak ekranizacja Hobbita, przez wielu uważana za dzieło gorsze od Trylogii Pierścienia, spełniła moje oczekiwania? Zdecydowanie tak! Film zapiera dech w piersiach i moim zdaniem pod wieloma względami - nie mam na myśli jedynie strony technicznej - bije poprzedni cykl na głowę. Fabuła jest znacznie bardziej różnorodna, a i wszelkie modyfikacje oryginalnej opowieści wypadają dużo naturalniej. Chyba najbardziej kontrowersyjnym pomysłem było wprowadzenie do historii postaci kobiecej - elfki Tauriel, dowódcy straży Thranduila. O ile we Władcy Pierścieni wątek Arweny i Aragorna występował i w zasadzie wystarczyło go tylko nieco rozwinąć, tak w Hobbicie postacie kobiece praktycznie nie istnieją. Tymczasem scenarzyści nie tylko stworzyli Tauriel, ale na dodatek wplątali ją w trójkąt romantyczny i to dość absurdalny. Uczciwie przyznaję, że podchodziłam do tej idei, jak pies do jeża, ale jakimś cudem twórcom udało się ten wątek zgrabnie poprowadzić, mimo naprawdę ryzykownych założeń. Zresztą sama Tauriel okazała się bohaterką niezwykle sympatyczną i sensowną, w czym niemała zasługa grającej ją Evangeline Lilly. Aktorka wypadła bardzo naturalnie i wspaniale „wstrzeliła się” w męską obsadę. Jeżeli ktoś wyobrażał sobie kolejną wersję mdłej i nijakiej Arweny, na szczęście bardzo się zawiedzie.

W ogóle wszystkie nowe postaci okazały się miłą niespodzianką - począwszy od króla elfów, na Smaugu skończywszy. Thranduil jest niesamowity i w niczym nie przypomina dotychczas zaprezentowanych nam elfów wysokiego rodu. Jest on zwolennikiem rządów twardej ręki i zdecydowanie daleko mu do nieskazitelnej, nieskończenie dobrej i szlachetnej istoty. Nie ukrywam, że Thranduil okazał się totalnym zaskoczeniem, bo mimo iż spodziewałam się różnych rzeczy, w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że otrzymam postać tak charakterną i pełnokrwistą. I tak jak Hugo Weaving okazał się idealnym kandydatem do roli Elronda, tak Lee Pace jest urodzonym władcą elfów. Równie interesująco wypadł Bard, grany przez Luke'a Evansa. W jego osobie otrzymaliśmy znacznie ciekawszą i wielowymiarową wersję Aragorna - człowieka o ustalonych poglądach, ciężko doświadczonego przez życie i radzącego sobie na wiele, nie zawsze uczciwych sposobów, ale przy tym mądrego i szlachetnego. Najsłabiej prezentuje się Beorn, którego wątek skrócono i spłycono do tego stopnia, że trudno uznać go za pełnoprawnego bohatera. To jednocześnie największa wada filmu, gdyż te dziesięć, piętnaście minut więcej nie wpłynęłoby znacząco na kompozycję i płynność akcji.

W poprzednim dziele Petera Jacksona podział na dobro i zło był jasny i oczywisty, także w Hobbicie łatwo wskazać protagonistów i antagonistów, tyle że oprócz nich, zostało jeszcze mnóstwo miejsca na bohaterów niejednoznacznych, wahających się. Jest Thorin, powoli, lecz nieubłaganie popadający w szaleństwo, które doprowadziło do upadku jego przodków. Jest pocieszny Bilbo, podświadomie już teraz zdający sobie sprawę z mocy Pierścienia (piękna i sugestywna scena w Mrocznej Puszczy). Mamy także Thranduila, wymykającego się obiegowej opinii o elfach, czy też Gandalfa, dla odmiany będącego prowodyrem wydarzeń i używającego mocy bez skrępowania. Królem drugiego planu okazuje się być Balin, najmądrzejszy z krasnoludów, który z coraz większym niepokojem obserwuje Thorina i stara się minimalizować szkody wyrządzone przez dumnego księcia. Zresztą Jackson niezwykle umiejętnie planuje kolejne sceny, tak by wszyscy istotniejsi członkowie wyprawy otrzymali swoje pięć minut.

Stwierdzam, że jestem absolutnie zachwycona nowymi i starymi bohaterami, i poziomem aktorstwa, który moim zdaniem, znacznie przewyższa dokonania obsady Władcy Pierścieni. Ale tak jak w przypadku wspomnianego filmu, najgorętsze owacje otrzymał stworzony komputerowo Gollum, tak w drugiej części Hobbita przedstawienie kradnie Smaug. Naturalnie byłam przygotowana na fajerwerki techniczne i wspaniałą animację komputerowej bestii, ale to co osiągnął podkładający mu głos Benedict Cumberbatch wraz z grafikami, przerosło wszelkie oczekiwania! Smaug jest cudownie egocentrycznym, pełnym pychy i miłości do złota gadem, z najseksowniejszym głosem od czasów tytułowego bohatera Ostatniego smoka granego przez Seana Connery'ego. Owszem, to kawał drania, ale nie sposób oprzeć się jego magnetycznej, paskudnej osobowości. Jednego Oscara dla smoka proszę!

Mówi się, że w trylogiach zazwyczaj najgorsza jest druga część - po obejrzeniu Hobbita: Pustkowia Smauga z pewnością mogę stwierdzić, że nie dotyczy to tego cyklu. Produkcja jest niesamowicie dynamiczna i chociaż reżyser wprowadził mnóstwo zmian w stosunku do książki, widz w ogóle tego nie odczuwa. Podzielenie całości na trzy części okazało się strzałem w dziesiątkę, takoż dostosowanie pierwowzoru do wymagań dojrzałego widza. Spotkałam się z opiniami, że Hobbit, chociażby z racji oryginału, nigdy nie dorówna Władcy Pierścieni i o ile w przypadku książki, jestem w stanie się zgodzić, tak o filmie mam zupełnie odmienne zdanie. Hobbit już udowodnił, że jest produkcją równie dobrą (jeśli nie lepszą) od Władcy - w tej chwili jedyne czego brakuje opowieści o Bilbie to porządna scena batalistyczna, (bo chociaż pojedynków jest sporo, są to raczej potyczki niż bitwy) ale mam wrażenie, że trzecia część nadrobi te braki z nawiązką. Natomiast pod względem rozwoju postaci, jak i aktorstwa, historia Pierścienia odpada w przedbiegach. Jedyną rzeczą, jaka może drażnić (oprócz wątku Beorna) jest dosłownie urwane zakończenie, na dodatek w najciekawszym momencie - nie żebym się tego nie spodziewała, ale efekt jest piorunujący. Tak, jakby człowiek został wyjątkowo brutalnie wyrwany z bardzo przyjemnego snu, ale cóż, taki urok kontynuacji i trylogii.

Cóż można napisać o technicznej stronie widowiska? Jest wyśmienicie, podobnie zresztą jak w części pierwszej. Pochwaliłam już smoka, ale tak naprawdę każdy detal zasługuje tu na pochwałę - fantastyczna i groźna Mroczna Puszcza, nieco podupadłe Miasto na Jeziorze i przede wszystkim, majestatyczna siedziba krasnoludów wraz z piętrzącymi się w niej górami kosztowności. Nowa Zelandia broni się sama i nie potrzebuje jakiejkolwiek reklamy. Warto jednak wspomnieć o szalenie dynamicznej ucieczce w beczkach i niezwykle estetycznie ukazanych czarach. Twórcy operują bardzo prostymi środkami - tak naprawdę Gandalf posługuje się tylko światłem, podczas gdy czarnoksiężnik jest chmurą ciemności, ale połączenie tych dwóch sił wygląda szalenie efektownie i pozbawione jest jakichkolwiek elementów kiczu. Należy także wspomnieć o niezwykle udanej pracy kamerzystów, co widać najlepiej we wspomnianej wyżej scenie ucieczki krasnoludów z pałacu Thranduila. Przy okazji, część druga pozbyła się pewnego problemu, obecnego w Niezwykłej podróży - niektóre ujęcia były tak dynamiczne, że zanim moje oko przyzwyczaiło się do ruchów kamery, scena kończyła się (migawki z Ereboru), a ja miałam zawroty głowy. W Pustkowiu Smauga udało się uniknąć tego przykrego efektu, nic nie tracąc z dynamiki. W sumie najsłabiej zapadła mi w pamięć muzyka, dlatego powstrzymam się od jej oceny.

Hobbit: Pustkowie Smauga to fabularny majstersztyk i prawdziwa uczta dla osób lubiących interesujących bohaterów oraz szeroko pojętą przygodę we wspaniałych dekoracjach. Mimo natłoku wydarzeń i poszerzenia obsady o kilka nowych twarzy, każdy otrzymał wystarczającą ilość czasu ekranowego. Odrobinę zawiedzeni mogą być fani Bilba, który stał się jednym z kilku głównych bohaterów. Zapewne niektórych zaskoczy zmiana zachowania Thorina, logiczna z punktu widzenia historii, niekoniecznie miła dla fanów, zakochanych w dumnym, ale szlachetnym krasnoludzkim księciu. Natomiast już widzę te peany na cześć Smauga i Thranduila - w pełni zasłużone oczywiście. Peter Jackson uraczył nas kolejną wspaniałą produkcją, która tak jak Władca Pierścieni z pewnością zajmie zaszczytne miejsce w historii kinematografii. Dzień po seansie już tęsknię za bohaterami i planuję powtórną wizytę w kinie, żałując, że rok to taki długi okres czasu.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • huney : 2014-03-24 09:42:13

    Ja tam lubię recenzje napisane w szale ekpresji. Sama napsałabym podobną, powieść ekranu wciągająca i zachwycająca wszędzie tam,gdzie powinny pojawić się ciarki przerażenia u widzów nie lubiących wyważonych elokwencją wyrazu środków, które wprowadzają napięcie. Całkiem prawdopodobne, że trzecia część utuli najbardziej stęsknionych na stepie kinematografii, lubiących efektowne "klucze" efektów spec. Ma być głośno, więc jest :D.

  • HRG : 2014-02-01 22:22:12
    Wcale nie taka rewelacja

    Nie zgadzam się z recenzją, za dużo zachwytów nad średnim w sumie filmem. W kinie trochę się wynudziłam. Scena z beczkami i owszem - super. W sumie, najlepsza z wszystkich. Wprowadzenie Tauriel do przełknięcia, jej wątek pseudoromantyczny z Legolasem także, ale po co mieszać do tego także Kilego? Wątek z Beornem? W sumie mogli w ogóle pominąć, bo to co przedstawili było tylko ledwo krótką wstawką, która niczego nie wniosła. Smaug fajny, ale wątek walki krasnoludów z nim przesadzony. Wyrżnął całe ich plemię, a 13 krasnoludów i jeden hobbit grali mu na nosie. Dawno czytałam książkę, ale tej historii z czarną strzałą i ojcem Barda także sobie nie przypominam. Więc ogólnie nie ma rewelacji i fajerwerków.

  • Kamiyan3991 : 2014-01-28 12:15:39
    Średniak

    Kompletnie nie zgadzam się z powyższą recenzją, jestem wielce zdziwiony tymi zachwytami recenzentki.

    Ten film nawet nie jest filmem fantasy, to raczej taki miks filmu akcji z filmem fantasy, z przewagą tego pierwszego (zamiast drugiego).

    Kontrowersyjne sceny z książki (np.  kliknij: ukryte akcja z beczkami), zostały tutaj przedstawione jeszcze bardziej kontrowersyjnie - nie ma w tym żadnej logiki, akcja też prezentują się kiepsko (zdecydowanie za szybka praca kamery).

    Powycinano lub bardzo okrojono ciekawsze sceny z książki np.  kliknij: ukryte wątek Beorna, zamiast tego dodano wiele scen-zapychaczy, które wzbudziły u mnie tylko irytację np.  kliknij: ukryte no błagam, krasnoludzko-elficki mezalians...obowiązkowe laf story ala holiłood...profanacja tytułu, naprawdę - mogli sobie to darować, takie wątki pasowały tutaj jak pięść do nosa.

    Dodatkowy motyw z  kliknij: ukryte Sauronem też pozostawia wiele do życzenia.

    W tej części skupiono się bardziej na innych postaciach niż na Bilbo... wyszło to słabo.

    O ile w pierwszej części bardzo podobała mi się kreacja bohaterów, to w tej części było słabiutko.

    Plus za głos smoka, jednak sama akcja w książce wyglądało inaczej - lepiej.

    Czy piszę to z perspektywy fana Tolkiena?

    Otóż - nie. Nie czytałem LOTR'a, trylogia średnio mi się podobała, natomiast książka: ,,Hobbit" była świetna, podobnie jak pierwsza część filmu.

    Natomiast druga część... kiepska, po prostu kiepska.

    Rozdzieliłem swoją ocenę (żeby było sprawiedliwiej):

    - jako film (pseudo)fantasy = 5,5/10.

    - jako adaptacja książki = 1,5/10.

    generalnie, to nie wiem skąd te zachwyty autorki recenzji - to było po prost słabe.

  • miki9022002 : 2014-01-23 21:44:48
    hobbit

    Byłam n tym w kinie i bardzo mi się to podobało

  • Nanami : 2014-01-22 00:49:16

    Film nie był zły, ale do zachwytów mi też daleko i tak oto wrażenia pozostały po seansie średniawe. Natomiast nie wiem czy to sprawka towarzystwa, ale złapaliśmy niezłą fazę... głównie oglądając snobistycznego króla elfów. A w ogóle to Orlando się postarzał i zabrakło im chyba już funduszy na wygładzenie mu zmarszczek, co tragicznie wypadło biorąc pod uwage, ze w "Hobbicie" jest młodszy niż w "Władcy". Któryś z elfów nosił też czasem soczewki, normalnie wyglądał jak Geralt po soczkach. Strasznie mi się nie podobała scena z beczkami, coś w niej było sztucznego... zgodzie orzekliśmy, że wyglądało to jak przedłużona wstawka z gry komputerowej. Czy wspomniałam już o Legolasie? I o tym jak skakał z kwia... krasnoluda na krasnoluda z urokiem rączej łani, mordując niezliczone rzesze orków? Toć wystarczyło go jednego wysłać do Mordordu. A w ogóle to SKĄD ON TEGO KONIA WZIĄŁ jak pognał na końcu mostem za orkiem. No skąd?! Scena z pająkami za to była realistyczna. Ale oni naprawde długo błądzili w tym lesie, a tu chwila i już ich nie ma. A Smaug był czerwony chyba... ale to już przymknę oko, bo ewidentnie smoczą część budżetu pochłonął smok, a czarny też fajny. Ah, złapaliśmy jeszcze nieziemska faze na "romantyczna scene". TA POŚWIATA. Nie wiem, czy taki był efekt zamierzony reżysera, ale cóż... ogólnie momenty są świetne, ale i mnóstwo kiczu. Zobaczymy jak tam 3 część.

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze