Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

All hands on deck! Dziewczyny przejmują cesarską marynarkę wojenną - recenzja gry

Autor:Thorontir
Korekta:IKa
Kategorie:Recenzja, Gry (Inne)
Dodany:2014-02-17 13:31:39
Aktualizowany:2014-02-17 17:10:39

Dodaj do: Wykop Wykop.pl


Ilustracja do artykułu

Kobiety i militaria to znane połączenie, które od dawna skutecznie przyciąga męską uwagę. A gdyby do tego sprawdzonego przepisu dosypać odrobinę Pokemonów?

Kisaragi, gotowa do wypłynięcia!

Kantai Collection (w skrócie Kancolle), o którym mowa, to prosta gra przeglądarkowa, która stała się obecnie jedną z najbardziej popularnych w Japonii marek związanych z grami komputerowymi. Gra zadebiutowała w kwietniu 2013 roku i powoli zyskiwała na popularności do sierpnia, gdy nagle podczas jednego tygodnia liczba graczy zwiększyła o 100 tysięcy. Od tamtej pory popularność Kancolle rosła lawinowo. W trosce o stabilność serwerów wprowadzono nietypowy system rejestracji nowych graczy. Prawie codziennie przygotowywana jest pewna pula miejsc, które następnie rozdzielane są na zasadach loterii. Jeśli graczowi nie uda się wygrać miejsca na serwerze, to z każdą kolejną loterią jego szanse rosną. Mimo tego utrudnienia liczba graczy rośnie w zawrotnym tempie i w styczniu tego roku przekroczyła już półtora miliona.

Jeśli komuś z Was zdarzyło się jeszcze o tym fenomenie nie słyszeć, to pewnie i tak nastąpiłoby to niedługo. Postacie z gry doczekały się już swoich figurek Nendoroid, niezliczonej ilości doujinshi, kilku mang, a anime na jej podstawie jest już w produkcji. Na ostatnim Comikecie ponad 1100 grup oferowało materiały związane z Kancolle.

Search and destroy

Ale czym Kancolle tak w ogóle jest? Gdzie te Pokemony, militaria i kobiety? Otóż gracz wciela się w rolę admirała floty, w skład której wchodzą kanmusu (dziewczyny-okręty) będące antropomorficznymi personifikacjami japońskich okrętów wojennych z okresu II wojny światowej. A zatem z pomocą moe istotek łoimy skórę wrażym flotom, choć nie brytyjskim, amerykańskim czy holenderskim, jak ich pierwowzory, a prowadzonym przez przybyszów z kosmosu. Kosmici prawdopodobnie znaleźli się tu, aby uniknąć kontrowersji historycznych i politycznych. A te mogą się pojawić. Redaktor naczelny koreańskiego dziennika Hankook Ilbo we wstępniaku z 4. listopada utrzymuje, że popularność gry sławiącej cesarską flotę wynika z coraz bardziej konserwatywnych nastrojów wśród japońskiej młodzieży.

Podstawowa idea rozgrywki w Kancolle przypomina tę znaną z Pokemonów. Polega więc przede wszystkim na kolekcjonowaniu kolejnych statków i ulepszaniu ich poprzez podnoszenie poziomów i przebudowy. Swoją przygodę z marynarką zaczynamy od wyboru jednego z pięciu niszczycieli: Fubuki, Samidare, Inazuma, Murakumo lub Sazanami. Kolejne kanmusu zdobywamy najczęściej w dwojaki sposób. Możemy wybudować nowy statek w stoczni lub otrzymać go po wygranej bitwie, przy czym, im lepszą notę nasza flota otrzyma za potyczkę, tym większa szansa na znalezienie rzadkiej kanmusu. Niektóre okręty dostępne są także jako nagrody za wypełnienie questów, w ten sposób początkujący admirałowie mogą dość łatwo zdobyć chociażby lotniskowiec Akagi. Questy to poboczne zadania do wypełnienia. Część z nich będzie wymagała odtworzenia przez nas historycznych formacji cesarskiej floty, inne wymagają np. zatopienia podczas misji określonej ilości wrogich transportowców. Statki możemy organizować w cztery floty po sześć okrętów każda, przy czym początkowo dysponujemy jedynie jedną flotą. Kolejne zostają odblokowane wraz z wypełnianiem odpowiednich questów.

Po utworzeniu floty i wyposażeniu jej pozostaje jedynie trzymać za nią kciuki, gdy ta wypełnia misje, bądź ściera się z okrętami innych graczy. Trzymać kciuki? Tak, bowiem cała mechanika bitew, choć dość skomplikowana, odbywa się tu automatycznie. Generator liczb losowych rządzi i dzieli w każdym momencie rozgrywki i jest przyczyną zarówno największej radości, jak i najczarniejszej rozpaczy każdego admirała. Wpływ gracza na rezultat starcia ogranicza się w praktyce do zestawienia floty, doboru wyposażenia (baterie dział, wyrzutnie torped, miniaturowe łodzie podwodne, sonary, samoloty dla lotniskowców itp.) oraz wybrania jednej z pięciu formacji, które wpływają na statystyki naszych okrętów w następnej bitwie. Jedna formacja poprawi ich obronność kosztem zadawanych obrażeń, druga odwrotnie, zaś kolejna okaże się przydatna, gdy w skład wrogiej floty wchodzą lotniskowce lub łodzie podwodne.

Potyczki morskie to jednak nie wszystko, co czeka na absolwenta akademii marynarki wojennej. Musi on także zadbać o surowce niezbędne, by utrzymać swoją flotę na chodzie. Należą do nich: paliwo, amunicja, stal i boksyty. Podczas bitew statki zużywają paliwo i amunicję, stal wykorzystywana jest podczas remontów uszkodzonych jednostek, zaś boksyty przeznacza się głównie na samoloty dla lotniskowców. Surowce regenerują się same wraz z upływem czasu, lecz jest to proces bardzo powolny, więc warto je pozyskiwać także przy pomocy innych metod. Zasoby są dostępne jako nagrody za wykonywane questy, możemy też wysłać część naszych statków na ekspedycję, której celem będzie zdobycie pewnej ilości określonych surowców. Flota taka podczas trwania ekspedycji nie może brać udziału w misjach.

Młody admirał powinien także mieć na uwadze swoją własną wygodę i zdobywane okazjonalnie srebrne monety przeznaczyć na urządzenie swojej kwatery głównej, którą początkowo zdobią jedynie kartony po mandarynkach. Wygląd kwatery ma jednak znaczenie wyłącznie estetyczne.

Jak to zwykle w podobnych grach bywa, także tu używane są mikropłatności, które pozwalają graczowi na ułatwienie sobie admiralskiego żywota, jednak w żadnym razie korzystanie z nich nie jest wymagane do wypełnienia misji, ani nie daje przewagi w potyczkach z innymi graczami. Taki model mikropłatności jest czymś wyjątkowym pośród innych japońskich gier społecznościowych, które zwykle starają się wyciągnąć od graczy jak najwięcej pieniędzy.


Czy lubię koralowce? Nie cierpię ich!

Sama rozgrywka, choć wciągająca, i przyjazny system mikropłatności nie wystarczyłyby zapewne, by przyciągnąć przed monitory hordy japońskich młodzieńców. Prawdopodobnie najważniejszą składową sukcesu Kancollekanmusu. Muszę przyznać, że sam jestem pod wrażeniem pomysłowości większości ich projektów, na których z łatwością da się rozpoznać charakterystyczne elementy nadbudówek oryginalnych statków, baterie dział, katapulty startowe dla samolotów czy wzory pokładów startowych lotniskowców. Do tego projekty okrętów tej samej klasy są do siebie podobne, dzięki czemu na pierwszy rzut oka można odróżnić kanmusu przedstawiającą niszczyciel klasy Fubuki od tej z klasy Shiratsuyu. Także w przypadku niektórych typów statków zachowano podobny design, lotniskowce przedstawiane są najczęściej jako łuczniczki, zaś łodzie podwodne noszą szkolne stroje kąpielowe. Wszystkie nasze podopieczne otrzymały własne głosy podłożone przez gromadkę mniej lub bardziej znanych seiyu, wśród nich chociażby Noto Mamiko (Kotomi z Clannada, Yakumo ze School Rumble).

Wypowiadane kwestie, a czasem i temperament kanmusu, zwykle nawiązuje do historii tych okrętów. Pancerniki typu Kongou zwane były „końmi roboczymi”, ponieważ ze względu na swoją szybkość i uzbrojenie brały udział w większości operacji cesarskiej floty. Dlatego też sama Kongou została przedstawiona jako radosne dziewczę z nadmiarem energii, które od czasu do czasu wtrąca angielskie słowa, bowiem zbudowana została w brytyjskiej stoczni Vickers. Innym przykładem może być lotniskowiec Chiyoda, która po modernizacji stwierdza, że teraz nawet w zatoce Leyte da sobie radę, czy niszczyciel Inazuma, która zastanawia się, czy to dziwne, że obok zwycięstwa w wojnie, chce także ratować życie, nawiązując do uratowania przez Inazumę 500 rozbitków z alianckich statków zatopionych podczas bitwy na Morzu Jawajskim.

W innych przypadkach charakter kanmusu ma z kolei podłoże bardziej humorystyczne. Wspomniana Chiyoda cierpi na kompleks starszej siostry Chitose i rywalizuje z graczem o jej względy, a lekki krążownik Tama dodaje do swoich kwestii miauknięcia, ponieważ Tama to popularne w Japonii imię dla kota.

Obecnie dostępnych kanmusu jest ponad setka i stale dodawane są nowe okręty (najnowsze to niszczyciele Uzuki i Yayoi). Twórcy rozważają też możliwość dodania statków niejapońskich. Pierwszą jaskółką stał się niszczyciel Hibiki, który po wojnie został wcielony do radzieckiej floty. Верный, gdyż taką nazwę nosił w służbie Sojuzowi, jest dostępny jako ostateczna przebudowa Hibiki.

Burning love!

Fakt, że Kancolle jest po japońsku i jest niedostępne dla osób nie posiadających japońskiego adresu IP nie stanowi przeszkody dla gaijińskich kandydatów na domorosłych admirałów. Gra jest możliwa przy wykorzystaniu serwerów proxy, a proces rejestracji oraz obsługa gry jest dobrze opisana na angielskojęzycznej wiki poświęconej Kancolle, toteż każdy chętny z odrobiną samozaparcia szybko się w niej odnajdzie.

Mimo że takie działanie stanowi pogwałcenie regulaminu portalu dmm.com, na którym dostępna jest gra, to twórcy z Kadokawa Games zapowiedzieli, że nie mają zamiaru tropić i banować zagranicznych graczy. Dotychczasowe przypadki banowania graczy dotyczyły głównie korzystania z oprogramowania ingerującego w kod gry, dzięki któremu niektórzy montowali na swoich niszczycielach baterie dział z pancerników. Niestety, uniemożliwia to zarazem stworzenie chociażby nieoficjalnego patcha tłumaczącego grę na inne języki.

Nieważne co o tym myślisz, Akatsuki jest najlepsza!

Czy Kancolle ma szanse stać się kolejną japońską marką z branży gier komputerowych, która zawojuje świat, jak wcześniej Pokemony czy bracia Mario i Luigi? Wydaje mi się, że potencjał ku temu jak najbardziej jest. Oczywiście, szansa na sukces w podobnej skali, co wyżej wymienione produkty jest niewielka, co wynika choćby z ograniczonej bazy potencjalnych odbiorców. Wiele jednak będzie zależeć od tego, czy twórcy zdecydują się na wzbogacenie rozgrywki o bardziej taktyczne bitwy, lepsze opisanie świata gry, a także czy otworzą się na zagranicznych odbiorców poprzez zakładanie zagranicznych serwerów i dodanie okrętów ze wszystkich stron świata. Osobiście bardzo chciałbym zobaczyć kanmusu niszczyciela Błyskawica, czy statku podwodnego Orzeł, zaś pewnemu Amerykaninowi marzy się rodzeństwo wzorowane na pancernikach klasy Iowa.

________________________________

Zrzutki:

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu

Ilustracja do artykułu


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • mister.bushido : 2014-08-13 17:33:38

    Fajnie by było, gdyby była po angielsku.

  • Thorontir : 2014-04-10 18:54:11

    Na zrozumiały język na razie nie ma co liczyć, choć są programy, które tłumaczą część tekstu w grze na angielski (ten, który gra przesyła do przeglądarki w formie stringów, gorzej z pozostałym tekstem, który jest na przykład w formie graficznych elementów UI).

    Co do pozostałej części życzenia, to już się częściowo spełniła, bowiem w marcowej aktualizacji pojawiły się pierwsze statki zagraniczne, trzy przedstawicielki Kriegsmarine, dwa niszczyciele: Leberecht Maass i Max Schultz oraz pancernik Bismarck.

  • Altramertes : 2014-04-06 16:26:21

    Dajcie mi niemiecką albo amerykańską flotę i wydajcie w zrozumiałym języku a zagram. Choćby po to by wiedzieć co to za szum i o czym.

  • Thorontir : 2014-02-17 21:10:15

    Cieszę się, że udało mi się sprawić Wam przyjemną niespodziankę.

    Swoją drogą, po walentynkowym update, można stwierdzić, że producenci kontynuują japoński kierunek ekspansji dodając możliwość "prowizorycznych małżeństw" z naszymi statkami (co ciekawe, obok podniesienia limitu maksymalnego poziomu małżeństwo zmniejsza zużycie amunicji i paliwa, hmm...). Pozostaje mieć nadzieję, że planowana gra na PS Vitę będzie krokiem w nieco inną stronę.

  • Grisznak : 2014-02-17 16:07:21

    Ja też. Fajnie było przeczytać.

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze