Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Czarny łabędź. Z niepisanego pamiętnika Odette.

Autor:Altena
Serie:Noir
Gatunki:Dramat, Mroczne, Romans
Uwagi:Yuri/Shoujo-Ai, Erotyka
Dodany:2014-06-02 08:00:24
Aktualizowany:2014-06-01 17:52:24


To jest wyrwana z kontekstu część mojego dłuższego opowiadania "Noir Resurrection", pisanego po angielsku na fanfiction.net - https://www.fanfiction.net/s/7636934/1/Noir-Resurrection

Po kilku małych przeróbkach jednak, scenka może równie dobrze funkcjonować jako samodzielna miniaturka.


- Ach… więc przychodzisz tu sama, o wieczornej porze? Dlaczego, Odette?

- Wiesz, dlaczego! Proszę… Tylko ty możesz ją ocalić.

- Ją? Nie prosisz o własne życie, o życie twojego męża i syna?

Młoda kobieta powstrzymała łzy i spuściła głowę. Istotnie, nie prosiła. Nie w tamtej chwili, przynajmniej. Wiedziała, że wyrok nad losem rodziny Bouquet został już przypieczętowany.

Po tym, jak Laurent odmówił oddania Mireille do Dworu, każdego dnia i nocy oczekiwali egzekucji.- Uciekajmy. Zmienimy tożsamość - zdecydował w rozpaczy.

- Nie mamy szans. Nie uda nam się opuścić Korsyki tak, aby się nie dowiedzieli. Ale jest jeszcze inna nadzieja. Pojadę do niej. Sama. Jeżeli plotki są prawdziwe i nikt poza nią tam teraz nie mieszka… wysłucha mnie. Tak czuję.

- Nie możesz! Ta kobieta od lat ma obsesję na twoim punkcie! To wszystko przez nią! To ciebie pragnie Altena. A ty chcesz jechać prosto do jaskini lwa? Nie pozwolę ci na to!

- Nie powstrzymasz mnie. Nie rozumiesz? Czynię to dla nas! Dla naszej rodziny!

- A więc i ciebie mi już zabrała. Ta kobieta zatruła twoją duszę. A teraz chcesz oddać jej wszystko. Nie mogę ci na to pozwolić.

- Tylko tak mogę cię ocalić. Nas wszystkich ocalić. Nie widzisz, że to nasza jedyna szansa?

- Odette, nie!

Opuściła dom jeszcze tej nocy. Nikt nie zatrzymał jej na lotnisku, ani w drodze na południe. Aż dotarła do małej wioski, na granicy między Francją a Hiszpanią.

- Nikt nie ma wstępu do tego miejsca bez pozwolenia - powiedzieli jej strażnicy wioski. Nie zaskoczyło jej to. Kiedy ją otoczyli, uzbrojeni, drżącą ręką wyciągnęła z kieszeni kopertę.

- Błagam was, czy moglibyście dostarczyć to Altenie? I przepuścić mnie, kiedy to ona wyda na to zgodę?

Zgodzili się. Czekała kilka godzin. Kiedy posłanka powróciła z Dworu, niebo zaczynało już szarzeć.

- Możesz wejść - zakomunikowała jej.

Wynajęty wcześniej samochód musiała zostawić w wiosce. Strażnicy przeszukali ją dokładnie, czy nie ma broni i w końcu pozwolili przekroczyć bramę. Przejście przez winnice zajęło jej kolejną godzinę i kiedy ścieżka odsłoniła nareszcie kształt ruin na niewielkim wzgórzu, było zupełnie ciemno. Serce Odette wydawało się drżeć, mimo to determinacja dodawała jej siły. „Zrobię wszystko, aby uratować Mireille, nawet jeżeli nie będę w stanie ocalić siebie.” Ta myśl dodawała jej nadziei, chociaż pytanie o los męża i syna pozostawało boleśnie niewypowiedziane. ”Po kolei” - powtarzała sobie bezustannie. Jej plan był szalony i niezbyt sprecyzowany, ale to jedyne, co miała. Przynajmniej tak długo, jak przebywała we Dworze, jej rodzina żyła. A ona zamierzała sprawić, aby tak pozostało.

- Biedactwo, musisz być wykończona - nieoczekiwanie, Altena przestała zadawać pytania, a ton jej głosu radykalnie się zmienił. Uściskała ją delikatnie i ująwszy jej dłoń w swoją, zaprowadziła do środka.

- Zjesz ze mną kolację? Porozmawiamy później, kiedy odpoczniesz.

Odette odetchnęła. Irracjonalnie, poczuła ulgę. Ale ta zmiana była tak zaskakująca. Czy dawała się zwieść? Rzeczywiście, była wykończona. Podróż, wioska, to wszystko było ponad jej siły i jej ciało dawało wyraźne znaki, że była wyczerpana. Do tego zmarznięta i głodna.

Kapłanka naprawdę była tam zupełnie sama. Zaprowadziła ją do pomieszczenia, które wyglądało na niewielką jadalnię, przylegającą do kuchni. Musiała przygotować wszystko zaraz po otrzymaniu listu - Odette zauważyła na stole podwójne nakrycia.

- Mam nadzieję, że jedzenie nie wystygło za bardzo. Chyba wyjęłam wszystko nieco za wcześnie, czekając na ciebie - Altena mówiła cicho i łagodnie, nalewając zupy na talerze i krojąc chleb. Ten widok był tak uspakajający i przyjazny, że znów, wbrew własnemu rozsądkowi, Odette poczuła, jak jej nadzieje rosną. Altena przecież nie mogła być okrutna. Nie ona sama, nie wtedy, kiedy nie było tych okropnych „zakonnic” naokoło, tak jak wcześniej. Po raz kolejny już Odette zastanowiła się, jak to było możliwe, że ta młoda, uroczo wyglądająca dziewczyna, miała taką władzę w kręgach Soldats.

- Wszystko jest wspaniałe, dziękuję! - Odpowiedziała ze szczerością. Zupa była warzywna, o lekko zielonym kolorze. Świeży chleb, kilka rodzajów bułeczek i wyśmienity ser dopełniały posiłku.

- Proszę - Altena podała jej kubek parującej herbaty. - Wyobrażam sobie, jak musiałaś zmarznąć, idąc tutaj pieszo w tym stroju.

Odette poczuła, że się rumieni. Po raz pierwszy tego wieczoru kapłanka spojrzała na nią tak… wnikliwie. Ona sama myślała, że ubrała się stosownie i wygodnie, ale zapomniała już, jak zimne bywają noce tak wysoko w Pirenejach, nawet w lecie. - Mhm… - Kiedy skończyły posiłek, zebrała się na odwagę aby zacząć rozmowę. - A czy tobie nie jest tutaj za chłodno? Musi być ciężko w zimie.

- Jestem przyzwyczajona - Altena uśmiechnęła się. - Poza tym - oczy jej zabłysły nagłą wesołością. Widząc, że Odette wypiła już swoją herbatę, uniosła się z krzesła. - Chciałabym ci coś pokazać - spojrzała na nią z jeszcze słodszym uśmiechem. Odette pozwoliła jej złapać się znów za rękę i wkrótce weszły do ciemnego, długiego korytarza, na końcu którego były schody, prowadzące w dół.

- Alteno? - Zawahała się.

- Nie lękaj się - usłyszała delikatny szept. Ku swemu zaskoczeniu, poczuła, że im niżej schodziły, tym powietrze wydawało się cieplejsze. W końcu dotarły do niewielkich, drewnianych drzwi, za którymi Odette wstrzymała oddech z wrażenia. To była piwnica. Albo jaskinia, nie była pewna. Ale to cudowne, otulające je ciepło, biło z niewielkiego, gorącego źródła, tworzącego na samym środku pomieszczenia jezioro. Altena puściła ją i zapaliła więcej pochodni na ścianach.

- Niewielu wie o istnieniu tego miejsca. Możesz sobie jednak wyobrazić, jak bardzo uwielbiam je właśnie w zimie. Teraz jednak… dołączysz do mnie?

- A-alteno?! - Odette zająknęła się. Poczucie bezpieczeństwa z kolacji momentalnie zniknęło. Kapłanka zdjęła swoją szatę. Mimo woli, Odette poczuła, jak rumieniec powrócił na jej policzki. Mogłaby przysiąc, że nigdy nie reagowała w ten sposób na kobiece ciało, ale przy Altenie wszystko było inne. „Czy ona robi to celowo? Wiedząc, że zrobię wszystko aby…”

Kapłanka ponownie się uśmiechnęła. - Wieczór to moja pora oczyszczenia. Zdaje się, że spędzisz tutaj noc, pomyślałam więc, że także pragnęłabyś się odświeżyć? - Jej głos był równie spokojny, jak powierzchnia jeziora, w które powoli się zagłębiła.

Ręce Odette nieco drżały, kiedy zdejmowała własne ubranie. Woda była istotnie wspaniała. Kiedy w nią weszła, pod nogami poczuła kilka dużych kamieni. Ostrożnie usiadła na jednym z nich, zanurzając się aż po szyję. Przez ten cały czas Altena nie odzywała się, zamyślona, wpatrywała się w płomienie na ścianie, albo zamykała oczy. W głowie Odette pojawiła się szalona myśl. A gdyby ją teraz zabić? Nikt by nie wiedział. Odnalezienie jej zajęłoby Soldats wiele dni, w tym czasie oni zdążyli by się ukryć gdzieś w Ameryce Południowej, albo Azji. Z tą myślą przyjrzała się ponownie Altenie. Kapłanka trzymała teraz w ręku niewielką gąbkę i powoli, w górę i na dół, przesuwała nią po ciele. Odette zauważyła więcej takich gąbek przy brzegu. Czy były by tam też małe kamienie? Wtedy kapłanka odwróciła się. Odette poczuła, jak serce bije jej szybciej. Nie. Nie mogłaby.

- Nie udałoby ci się mnie zabić nawet, jakbyś spróbowała - aksamitny głos wydał się odbijać echem od murów.

Wzdrygnęła się. Jak…? - Alteno, ja nie… - zaczęła w panice, ale kapłanka nie wyglądała na zagniewaną. Podpłynęła do niej i musnęła dłonią jej policzek. Odette poczuła pod wodą drugą rękę, przesuwającą się po jej ramieniu i szyi. Wstrzymała oddech.

- Umiem wyczuć, kiedy ktoś myśli o uśmierceniu mnie. Jak raz doświadczysz tego spojrzenia, już zawsze je rozpoznasz - pocałowała ją w policzek. Odette odetchnęła z wysiłkiem.

- Nie zrobiłabym tego - szepnęła.

- Wiem.

Nie była w stanie się poruszyć, kiedy drugie usta musnęły jej własne. Znowu wszystko w niej drżało, a oczy wypełniły się łzami.

- Błagam cię…

- Nie pozwolę aby małej Mireille stała się krzywda. Obiecuję ci to - kapłanka usiadła obok niej na kamieniu. Odette odetchnęła głębiej, czując obejmujące ją miękkie ramiona. - Już dobrze - Altena powtórzyła kilkakrotnie i kiedy ona bała się, że naprawdę wybuchnie płaczem, wstała i wyszła na brzeg.

Wzięła dwa, białe ręczniki, złożone w wiklinowym koszu w rogu pomieszczenia. Podała jeden z nich Odette, w drugi sama się owinęła. Po czym otworzyła bogato zdobiony, drewniany kufer, stojący przy drzwiach. W środku był zwój miękkich, białych nocnych koszul. Ubrała się w jedną z nich. Była długa do ziemi i wyglądała na miękką i zwiewną, ale ciepłą. Altena zaczekała, aż Odette także się wysuszy i podała jej drugą.

Usiłując zachować kontrolę nad własnym roztrzęsieniem, kobieta chwyciła swoje rzeczy i podążyła za kapłanką na górę. W sypialni, Altena zapaliła świece i nalała czerwonego wina do dwóch kieliszków. Odette nie mogła już wytrzymać tego dłużej. Musiała wiedzieć.

- Alteno - odłożyła swoje, nieruszone wino z powrotem na stół. Stojąc obok dużego, średniowiecznego sądząc po dekoracjach, łóżka, przyglądała się jak kapłanka kończyła rozczesywać włosy. Przez ostatnie minuty nie odezwała się do niej ani słowem. Odłożywszy szczotkę, odwróciła się w stronę obrazu na ścianie. Obraz był bardzo dobrze znany jej rodzinie. Dwie dziewice - wojowniczki, z mieczami w rękach, z twarzami zwróconymi ku sobie. Malowidło było piękne, ale od kiedy urodziła się jej córka, stało się sennym koszmarem.

- Moja piękna Odette - Altena powiedziała nagle, z przejęciem. Podeszła do niej, a oczy jej wydały się błyszczeć, kiedy zamknęła jej dłonie w swoich. - Och, jak długo czekałam aby nareszcie być z tobą sama!

Odette zbladła. A więc jednak. To o to jej cały czas chodziło? Pożądanie? Altena jednak równie nagle puściła ją i wskazała ręką na obraz.

- Ręka ciemności, aby unieść grzechy tego świata. Ręka miłości, aby ciemność jej nie ogarnęła. Nienawiść, która ocali.

- Alteno, nienawiść nie może ocalić - odezwała się do niej łagodnie. Niewiele wiedziała o przeszłości kapłanki, ale słyszała pogłoski. Oni wszyscy słyszeli. Altena przeszła przez niewyobrażalne piekło i przeżyła. Mogła zgadnąć, czym ono było.

- Dlaczego do mnie przyszłaś, Odette? Sama, w nocy? Zamierzałaś błagać o życie swojej rodziny, oferując siebie w zamian? - Głos był teraz ostry, a ukryta w tych słowach prawda paliła ją żywcem. Tak. To tego chciała. Ale teraz, wypowiedziane w taki sposób, brzmiało bardziej żałośnie i niedorzecznie, niż mogła przypuszczać. Odette zalała rozpacz.

- Tak. Przybyłam tutaj aby błagać cię o życie. W nadziei, że posiadasz jakieś ludzkie uczucia. Że czujesz coś do mnie. Lub przynajmniej, ulitujesz się nade mną. Przybyłam tu, aby zrobić cokolwiek… - nie potrafiła dalej mówić, zapłakała tylko, załamując się zupełnie.

- Moja piękna Odette… Jesteś jak biały łabędź, zagubiony w moim jeziorze. - Altena przytuliła ją czule. Jak ciepły był ten uścisk i jak nie pasujące były słowa, które padły następnie. - Oczekujesz ode mnie, że złamię wszystkie doktryny Soldats, ponieważ darzę cię uczuciem? Najmilsza moja, myślałam, że znasz mnie lepiej.

Usiłowała się wyrwać, ale kapłanka trzymała ją mocno. - Mogłaś przyjść do mnie razem z mężem. Mogłaś wysłać list. Jednak, wolałaś zdradzić swoje małżeństwo i wykorzystać to, że cię pragnę? Czy twoja rodzina to jedyny powód tych odwiedzin? Czy może jest gdzieś tam twoje własne pożądanie, które w ten sposób znalazło wymówkę aby się zaspokoić?

- Nie… - Kolejny pocałunek na ustach ją palił. Jej ciało płonęło, mimo, że część jej duszy szlochała nad tą słabością.

- Zostań ze mną - głos Alteny zmienił się w szept. Było w nim pragnienie i namiętność, ale też jeszcze coś, o czym Odette nigdy wcześniej nie pomyślała. Ogromna samotność. - Będziesz tu bezpieczna, twoja córka także. Razem wychowamy Noir. - Czuła, jak pożądanie Alteny wzrasta z każdą sekundą. Czy to ona była złem? Uwodząc ją, dając jej więcej rozkoszy niż Odette zaznała przez całe małżeństwo? Pokusa rosła w niej przez długie lata, jednak, dotąd była w stanie się oprzeć. Po każdym spotkaniu spędzała bezsenne noce, usiłując zapomnieć te fiołkowe oczy, wpatrujące się w nią z niewysłowioną, ukrytą namiętnością. Jak długo była Altena grzechem w jej myślach? Czy nie myślała o odwiedzinach we Dworze już daleko wcześniej, jak tylko dowiedziała się, że kapłanka jest tam sama? Niecierpliwe, gorące ręce błądziły po jej skórze, coraz bardziej rozpalonej. Jej ciało jęknęło z własnego pragnienia. Czy naprawdę tak łatwo było jej utracić kontrolę? Nie oponowała, kiedy jej koszula została podniesiona i zdjęta. Odette poddała się tej żądzy, nie będąc już w stanie powiedzieć, czyja była większa. Alteny, czy jej.

Opuściła Dwór wcześnie rano. Nie powiedziała mężowi ani słowa o tej nocy. Przez długi czas był spokój. Trwał tak długo, że zaczynała już nabierać nadziei, że może Altena ich naprawdę uratowała.

- Odmówiłam - wyszeptała w końcu, pewnego słonecznego dnia. Laurent spojrzał na nią. Unikał swojej żony od czasu, kiedy wróciła z podróży. - Chciała, abym tam została. Z nią. Wychowała razem z nią Noir. Odmówiłam.

Laurent wziął ją delikatnie za rękę. Zrozumiał. To lato, to była cisza przed końcem. - Co z Mireille? - Zapytał przez zaciśnięte gardło.

- Nie stanie jej się krzywda. Dała mi słowo.

- Mamo? Mogę tu koło was poczytać? - Mały chłopiec oparł się plecami o stół, przy którym siedzieli.

Mała dziewczynka o japońskiej urodzie wkroczyła do holu rezydencji.


„Nienawiść nikogo nie ocali. Ja ci wybaczam, Alteno.”

***


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.