Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Otaku.pl

Opowiadanie

Exitus Letalis tom 2 - recenzja komiksu

Autor:IKa
Redakcja:Avellana
Kategorie:Recenzja, Komiks
Dodany:2015-02-05 18:40:08
Aktualizowany:2015-02-05 18:50:08



Ilustracja do artykułu




Tytuł: Exitus Letalis tom 2

Autor: Michalina ‚KattLett’ Daszuta

Scenariusz: Michalina ‚KattLett’ Daszuta

Redakcja i korekta: Anna Ćwik

Projekt okładki: Beata Bamber

Grafiki na okładce: Michalina Daszuta

Format: 14,8 x 21,0

Liczba stron: 154

Rok wydania: 2015

Wydawca: Kotori

Gatunek: akcja, przygoda, dramat, kryminał/tajemnica, romans

Ograniczenia wiekowe: +18

ISBN: 978-83-63650-37-7

Cena okładkowa: 19.90zł




Od przybycia Evy Monroe do rezydencji Nilfheim minął już ponad miesiąc. W tym czasie prace nad wyjaśnieniem tajemniczej przypadłości, którą dotknięci są jego rezydenci, nie posunęły się do przodu, ani też, co wyjątkowo dziwi poniektóre osoby, nikt ze zwierzchników z KZU nie zainteresował się „kontaktem” Evy z psychopatycznym księdzem Alexandrem, który nadal chodzi cały i zdrowy po miasteczku. Tymczasem młoda pani psycholog zaczyna nawiązywać nić porozumienia z Matthiasem, bratem Cecile, który pali, wagaruje i generalnie zachowuje się jak typowy zbuntowany nastolatek, ale być może właśnie Eva (na prośbę siostry) jest w stanie pomóc rozwiązać jego problemy. Nie, żeby to się bardzo podobało rzeczonemu młodzianowi. Co więcej, wkrótce wychodzą na jaw interesujące fakty z przeszłości Evy („uprzejmie donoszę” w wykonaniu członka KZU), które zostają niezbyt dobrze przyjęte przez Oliviera, od samego początku przeciwnego obecności dziewczyny.

Tom drugi od strony fabularnej wydaje się bardziej spójny niż poprzedni - nie widać przede wszystkim takich przeskoków, jakie miały miejsce w pierwszym tomie, gdzie wydarzenia były prowadzone w dosyć chaotyczny sposób. Autorka powoli ujawnia informacje dotyczące bohaterów (w tym wypadku poznajemy spory kawałek przeszłości Ourella), pokazuje ich zachowanie oraz przybliża postacie, które poprzednio pełniły tylko rolę tła, m.in. Matthiasa, czy też inspektora Lavisha z KZU. O samym KZU informacje są wydzielane wyjątkowo skąpo, jak na tajną organizację przystało. Zauważyłam też gdzieś cameo w postaci autorki z przyjaciółkami - nie wiem nawet, czy istotny dla fabuły (mam nadzieję, że jednak nie i był to tylko tak zwany easter egg). Pojawiają się też w końcu mieszkańcy miasta w ilości odrobinę większej niż 3-4 sztuki na krzyż - „znajomi” Matthiasa, jakby żywcem wzięci z serialu Ranczo, czy jedna z panienek Davida. Nota bene, dziewczyna umawia się z nim, wie o jego „przypadłości” i najwyraźniej jej to nie przeszkadza, a potem wyciąga rzeczoną „ciuciusiowatość” jako argument w małej kłótni na ulicy - jakoś mi w tym momencie zabrakło konsekwencji. Chyba że faza mentalnego dziecka u faceta jest traktowana jako lokalna ciekawostka, wzbudzająca w miejscowych paniach odruch opiekuńczy.

Tym razem tomik zawiera pięć rozdziałów oraz posłowie, w którym autorka prezentuje pierwowzór swojego komiksu z roku 2012, tworzony do celów publikacji w internecie. Faktycznie, patrząc na tę wersję, można odetchnąć z ulgą, że autorka zarówno rozwinęła się pod względem umiejętności graficznych, jak i poprawiła zdolności pisania dialogów. Wygląd postaci w stosunku do tomu pierwszego nie zmienił się, dalej mają miękkie rysy i sprawiają wrażenie bandy nastolatków, także w fazie szaleństwa wyglądają uroczo i słodko (zdecydowanie nieprzekonująco, wkurzony David z pierwszego tomu był bardziej naturalny). Nawet panowie spod budki z piwem wyglądają jakby mieli góra 20 lat. Jednak największym problemem w trakcie czytania było dla mnie to, że prawie przez połowę tomu bohaterowie są przedstawieni w formie super-deformed, w różnych fazach zaskoczenia (odnosiłam wrażenie, że znajdowali się w tym stanie permanentnie, zwłaszcza Eva) - jest to zabawne do pewnego momentu, pozwala zobrazować stosunki między panami, ale jednak po pewnym czasie robi się nużące, zwłaszcza że pod koniec tomu widać zmęczenie materiału i postacie w tej fazie zaczynają być już prostu krzywe. Z kolei tła, tak jak i w pierwszym tomie, nie zachwycają - często za bohaterami nie ma nic, ewentualnie przestrzeń jest wypełniona jednolitym rastrem, a budynki i roślinność wyglądają jak przerysowane ze zdjęcia, co sprawia, że postacie znajdujące się na ich tle wyglądają jak doklejone.

Dialogi w porównaniu do tomu pierwszego, a przede wszystkim do stron zaprezentowanych przez autorkę, a pochodzących z wersji starszej, są o wiele płynniejsze, postacie nie cierpią na taki słowotok, jak w poprzednim tomie, nie ma też aż takich przeskoków pomiędzy nastrojem wypowiedzi... Za to mięso leci równo. A po ludzku, bohaterowie wyrabiają normę wulgaryzmów zwiększoną o jakieś trzysta procent. Cóż, nie jest to pozycja skierowana do mojej grupy wiekowej, więc nie musi mi się podobać, ale czasami to trochę smutne, że ironia i sarkazm popadają w zapomnienie, zastąpione przez bardziej dosadne wyrażenia.

Exitus Letalis zdecydowanie celuje w jasno określoną grupę czytelników - powolne odsłanianie tajemnicy bohaterów na pewno przyciągnie fanki poprzedniego tomu, twórczości autorki i amatorki bishounenów.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • ursa : 2015-02-06 15:01:04

    o to to, mnie też pdw. i od samego początku uderzyło SD. jak je lubię i jest tu udane, tak zdecydowanie było go za dużo. trochę pójście na łatwiznę, ne? w dodatku czasami przez to myliły mi się postaci chłopaków. mam nadzieję, że autorka nie pójdzie dalej w tym kierunku, bo generalnie podziwiam jej pracę (bisze, a jakże! :) i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy, wraz z odkryciem, "o co kaman" ;)

  • Skomentuj