Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Bisu – ognista salamandra tom 2 - recenzja komiksu

Autor:moshi_moshi
Redakcja:IKa
Kategorie:Recenzja, Komiks
Dodany:2015-02-16 23:17:34
Aktualizowany:2015-02-16 23:21:34



Ilustracja do artykułu



Tytuł: Bisu - ognista salamandra tom 2

Autor: Dorota Kuśnierz

Korekta językowa: Klaudia Izdebska

Projekt okładki: Anna Andrzejewska

Kolor: Patrycja Zegarek

Format: 13 cm x 19 cm

Liczba stron: 172

Rok wydania: 2013

Wydawca: Yumegari



Jak mogliśmy się dowiedzieć z tomu pierwszego, urocza córka wodza wikingów, Tilli, ma poważne problemy z upartymi adoratorami. Pech chce, że jednym z pretendentów do ręki dziewczyny jest król śnieżnych trolli - osobnik paskudny, obleśny i wyjątkowo niemiły. Z jego rozkazu na wioskę Tilli napada banda trolli właśnie, pod dowództwem jednego z demonów Brisingamen, czarnego elfa Pekki. Szczęście w nieszczęściu - stwory podpalają wioskę, dzięki czemu Bisu może porządnie zregenerować siły i stanąć do walki z najeźdźcami. Rozpoczyna się bardzo długi pojedynek, którego finał wcale nie jest oczywisty.

Drugi tom Bisu - ognistej salamandry rozpoczyna się niezwykle dynamicznie i zwalnia tempo w okolicy rozdziału jedenastego z trzynastu (biorąc pod uwagę tylko ten tom - piątego z siedmiu). Przez większość czasu męska obsada popisuje się siłą i umiejętnościami bojowymi, chociaż i panie też kilka razy błysnęły. Czarny elf Pekka okazuje się całkiem inteligentnym i potężnym przeciwnikiem, przez co bohaterowie wpadają w nie lada tarapaty. Oprócz niego mamy okazję poznać jeszcze jednego demona Brisingamen, Okrutnego Warga, ale akurat z nim protagoniści dają sobie radę stosunkowo łatwo. Dzieje się dużo i bardzo szybko, acz nadal nie potrafię powiedzieć co z tego wszystkiego wyniknie. Na razie kwestia naszyjnika Frei zeszła na drugi plan, podczas gdy na pierwszym panoszy się trójkącik (niekoniecznie romantyczny) Bisu-Tilli-Dallak. Wszystko wskazuje na to, że fabułę trzeciego tomu zdominuje wyprawa ratunkowa, a wierzcie mi, jest trochę osób do ratowania...

Na razie fabuła prezentuje się trochę chaotycznie, mam wrażenie, że to ten etap historii, w którym najważniejsi bohaterowie dopiero się spotykają, nawiązują się pierwsze relacje, tworzą obozy i tak dalej. Odrobinę znudził mnie rozdział Bracia krasnale, znacznie spokojniejszy od pozostałych i jakoś tak nie na miejscu między pożogą, kolejnymi napaściami i porwaniami. Natomiast stawiam autorce dużego plusa za retrospekcję, mówiącą czytelnikom skąd Freja wytrzasnęła Bisu. Pomijając ognistą salamandrę, warto zwrócić uwagę na samo zachowanie bogini, która bez mrugnięcia okiem jest w stanie poświęcić ludzkie życie, byle tylko dostać to, czego chce. Jestem szalenie ciekawa czy jej decyzja będzie miała jakieś konsekwencje, zwłaszcza, że jakby się zastanowić, zachowała się w tym momencie równie bezmyślnie, jak w sytuacji z naszyjnikiem. Muszę jednak uprzedzić czytelników, że mimo powyższego opisu fabuły, sugerującego, że oto nagle zrobiło się poważniej, nic takiego nie miało miejsca - Dorota Kuśnierz nie zrezygnowała z komediowej otoczki i żartów, tych w komiksie nie brakuje.

Nie ukrywam, że nadal drażnią mnie dialogi wypełnione słownictwem charakterystycznym dla gimnazjalistów, ale cóż zrobić. Mogę tylko zasugerować, że chyba jednak lepszym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z własnej wyobraźni i próba wymyślenia czegoś bardziej stosownego (dla średniowieczno-mitologicznych ram) niż „kiepściutko” czy „cienias”. Poza tym, rzuciło mi się w oczy sporo niezgrabnych wyrażeń - nie są to błędy, ale brzmią nienaturalnie i dziwacznie, na przykład: ataki dystansowe (str. 43), walczyć w defensywie (str. 47) i tym podobne. Nie do końca rozumiem też wypowiedź jednego z bohaterów na stronie 155: Podaruję ci jednak zwierzchnika, który zrobi to za mnie..., dotyczy ona Bisu, a wypowiada ją jego „stwórca” do bogini Frei. Z której strony nie patrzeć, obydwie istoty stoją wyżej od salamandry, skąd więc ten nieszczęsny „zwierzchnik”? I na bogów, odmieniajcie nazwy własne! Język polski jest piękny, korzystajmy z niego, tam gdzie się da! Podtrzymuję też zarzut z poprzedniej recenzji, dotyczący czcionek - jednak trochę ich za dużo, na dodatek niektóre mają bardzo niefajny krój, przez co w pomniejszeniu bywają nieczytelne. Żeby nie być gołosłowną - na przykład na stronie 61, wypowiedzi króla trolli zapisywane są czcionką imitującą pismo ręczne, problem polega na tym, że nie sposób tu odróżnić „a” od „ą”. Natomiast z pomniejszych drobiazgów, zastanawia mnie czarna połać w rogu strony 21 - to tak miało być, czy może chochlik drukarski spłatał figla?

Żeby nie było, że nie zauważyłam też zmian na lepsze - otóż zniknęła najpoważniejsza wada obecna w pierwszym tomie, to jest brak podania źródła opisu Yggdrasila, tym razem każdy opis posiada odnośnik. Zwiększono też wewnętrzne marginesy, dzięki czemu nie trzeba zbytnio rozginać tomiku, by przeczytać tekst w dymkach położonych bliżej środka. Pozostałe zmiany wiążą się z oprawą graficzną, jest ich trochę, co bardzo mnie cieszy, gdyż świadczy o tym, że autorka nie chowa głowy w piasek, tylko potrafi przyjąć krytykę i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zasadniczo widać lepsze rozplanowanie paneli, nie jest tak chaotycznie, czytelnik łatwiej odnajduje się w historii. Poza tym, obramowania poszczególnych paneli są cieńsze, delikatniejsze, dzięki czemu nie przyćmiewają rysunków. Rysunkowi nadal sporo brakuje do ideału, ale widać, że autorka ćwiczy - problemem podobnie jak ostatnio są skróty perspektywiczne, ale nie jest to coś, co da się opanować w kilka tygodni. Zdarzają się również anatomiczne koszmarki, głównie kiedy postać widać w ruchu w sporym oddaleniu (dolny panel na stronie 132), acz są to raczej wypadki przy pracy i występują stosunkowo rzadko. Ogólnie tom drugi prezentuje się estetycznie i efektownie, projekt okładki nawiązuje do poprzedniej części i muszę przyznać, że wygląda dużo atrakcyjniej niż niejedna manga obecna na polskim rynku - pomysł na okładkę to naprawdę strzał w dziesiątkę. W środku ponownie znajdziemy kolorową stronę, tym razem z przedstawieniami Pekki i babci Tilli, a także spis treści i krótkie wprowadzenie do świata. Na końcu nie zabrakło bonusowej historyjki, będącej wariacją na temat popularnej baśni o pewnej dziewuszce, co to włóczy się po lesie z koszykiem jedzenia; krótkiego słowniczka, wyjaśniającego wybrane terminy z mitologii nordyckiej; posłowia autorki oraz kolejnego rysunku, tym razem w czerni i bieli. Ostatnią stronę zajmuje reklama wydawnictwa Yumegari.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.