Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Dziennik snajpera - recenzja książki

Autor:Slova
Redakcja:IKa
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2015-02-22 20:18:52
Aktualizowany:2015-02-22 20:19:52



Ilustracja do artykułu



Tytuł: Dziennik snajpera

Autor: Władysław Wilk

Przedmowa: Krzysztof Kąkolewski

Projekt okładki: HEVI

Zdjęcie na okładce: archiwum autora

Format: 14,5x20,0 cm

Liczba stron: 384

Rok wydania: 2014

Wydawca: Warbook Sp. z o.o.

Gatunek: reportaż, wojenne

ISBN: 978-83-64523-00-7

Cena okładkowa: 39,90zł





Inwestując w Dziennik snajpera autorstwa Władysława Wilka nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nie mam w zwyczaju czytania recenzji (chociaż sam piszę ich kilka miesięcznie), a rozbudzona tytułem wyobraźnia snuła wizje niczym z brawurowej powieści sensacyjnej - o strzelcu wyborowym z bliżej nieokreślonych sił specjalnych, który z uporem maniaka przywołuje z odmętów pamięci swoje kolejne cele. Jak się bardzo cieszę, że się pozytywnie zawiodłem.

Czeczenia to temat, który wypłynął na światowe forum już w trakcie mojego życia, ale na tyle dawno temu, że nawet jako odległy obserwator nie mogę powiedzieć, by był dla mnie czymś współczesnym. Obraz tej rozciągniętej na wiele lat wojny miałem okazję poznać co najwyżej z podręczników historii i fachowych magazynów, mniej z doniesień prasowych, bowiem w tamtym czasie się nimi nie interesowałem. A to właśnie latem 1996 roku snuje swoją opowieść skryty pod pseudonimem autor, który rok wcześniej jako reporter stał się naocznym świadkiem bitwy o Grozny, by później dać upust romantycznej, polskiej naturze i zamienić aparat na karabin snajperski. W lipcu 1995 zaczyna się jego przygoda wśród partyzantów okopanych w górach na południu Czeczenii i w żywe oczy kpiących z potężnej Federacji Rosyjskiej, zbyt słabej, by pokonać niepokornych buntowników.

Czytelnicy oczekujący wartkiej akcji i opisów wiekopomnych scen batalistycznych poczują się zawiedzeni. Opisane aż do września 1996 roku poczynania Wilka zupełnie nie nadają się na hollywoodzką epopeję wojenną, a wypełnione są w głównej mierze patrolami, obserwacją wrogich pozycji, budową umocnień, szukaniem schronienia przed bombardowaniami i systematyczną artyleryjską nawałą oraz opisem miejscowych zwyczajów i zachowań. To właśnie one stanowią sedno tej opowieści, w której rzeczywistego strzelania znajdą się może trzy przykłady. Autor musiał bowiem zmagać się nie tylko z rosyjskim wrogiem, okopującym teren u podnóża gór, ale też ze swoją odmiennością. Polak, katolik, a wokół sami muzułmanie toczący świętą wojnę. Bohater bez przerwy stąpa po cienkim lodzie, opierając się indoktrynacji, ale w końcu odnajduje swoje miejsce w grupie. Jego spisane na kartach dziennika przeżycia pozwalają lepiej zrozumieć Czeczenów i muzułmanów. Wyznania i przemyślenia Wilka ukazały mi obraz wojny w Czeczenii, jakiego nie byłem świadom i gdyby nie lektura, nigdy bym go nie poznał.

Dziennik snajpera wciąga niczym pierwszorzędna powieść przygodowa, lecz spokoju nie daje świadomość rzeczywistości tych wydarzeń. Przecież to działo się dwadzieścia lat temu, miałem wtedy sześć lat! Takiej historii nie da się wymyślić. Znaczący wpływ na odbiór lektury mają jej bohaterowie, żywi, wprost wyjęci z pamięci autora. Jest ich wielu, a czytelnik stopniowo zaczyna z niektórymi sympatyzować, zapominając, że przecież wiele z nich to postacie historyczne, jak Szamil Basajew czy Asłan Maschadow.

Książka wydana została nakładem dobrze znanego miłośnikom powieści militarnych wydawnictwa Warbook, w serii wydawniczej Kondotierzy, powstającej przy współpracy z nieistniejącym już magazynem Komandos. Miękka okładka jest laminowana i dosyć wytrzymała, zaś klejone strony trzymają się mocno na swoim miejscu. Zaraz po stronie tytułowej czytelnika wita kolorowa mapa Kaukazu, pozwalająca zorientować się ogólnie w umiejscowieniu fabuły. Następne trzynaście stron zajmują barwne fotografie wykonane przez autora, a przedstawiające bohaterów Dziennika oraz górskie pejzaże południowej Czeczenii. Wszystkie zdjęcia opatrzone zostały stosownym komentarzem.

Właściwą treść rozpoczyna przedmowa napisana przez Krzysztofa Kąkolewskiego. Publicysta analizuje w nim treść dziennika w oparciu o sytuację geopolityczną Polski, stawiając Rosję w roli potencjalnego agresora i podkreśla najważniejsze aspekty dzieła. Po tym osobliwym wprowadzeniu czytelnik napotyka odręczny szkic bezpośredniej okolicy miejsca akcji, czyli szczytów Borzoj-łam i Rozenkort wraz z leżącymi nieopodal miejscowościami, a także naniesionymi drogami i rzekami. Podczas lektury wielokrotnie wracałem do tej strony, chcąc lepiej zorientować się w położeniu opisywanych miejsc i za każdym razem moja ciekawość została zaspokajana. Jak przystało na dziennik, każdy rozdział przedstawia kolejny dzień pobytu autora pośród czeczeńskich bojowników, a dodatkowo opatrzony jest czarno-białą fotografią odnoszącą się do treści danego fragmentu opowieści. Na marginesie kolejnych nieparzystych stron widnieją zorientowane w pionie podstawą ku grzbietowi: data z dziennika, tytuł rozdziału oraz numer strony. Lekturę kończy epilog przybliżający późniejsze losy bohaterów. Dalej widnieje obowiązkowy spis treści i cztery kartki reklam.

Dziennik snajpera napisany został barwnym i żywym językiem, z bogatym słownictwem zawartym w malowniczych opisach ludzi, zdarzeń i okolicy. Autor nie ograniczał się ujednoliceniem mowy, bowiem wiele kwestii wypowiadanych jest po rosyjsku lub czeczeńsku. W takich momentach w sukurs nie mogącym pochwalić się poliglotyzmem czytelnikom przychodzą liczne przypisy u dołu stron. Ich przedmiotem jest także ekwipunek wojskowy, często kryjący się pod pieszczotliwymi nazwami, jak „limonka”czy „krasawczik”. Odbiorca lektury nie może więc narzekać na zagubienie w gąszczu wojskowej nomenklatury i żargonu.

W trakcie lektury w oczy rzuciło mi się kilka potknięć redaktorskich, jak „(...)oczy sprawiają lekko zapatrzonych w dal” na stronie 77, „całą noc lał rzęsisty dzień” na 112, a także kilka zjedzonych liter. Ponadto w książce pojawia się BMP-1 uzbrojony w armatę automatyczną, choć z pewnością autor opisywał BMP-2. Mimo to ogólnie jest dobrze.

Dziennik snajpera stanowi swoisty przekrój przez historię Federacji Rosyjskiej początku lat dziewięćdziesiątych, opowiedziany z perspektywy osób, które bezpośrednio widziały lub nawet doświadczyły upadku kolosa. Książka przybliża sylwetki ludzi istotnych dla Czeczenii, często jej bohaterów, ale czyni to w taki sposób, że czytelnik odnosi wrażenie, jakby znał je osobiście. Niezwykle przystępna i poszerzająca horyzonty lektura.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.