Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Bisu – ognista salamandra tom 4 - recenzja komiksu

Autor:moshi_moshi
Redakcja:IKa
Kategorie:Recenzja, Komiks
Dodany:2015-03-10 19:55:08
Aktualizowany:2015-05-18 21:31:08



Ilustracja do artykułu






Tytuł: Bisu - ognista salamandra tom 4

Autor: Dorota Kuśnierz

Korekta językowa: Klaudia Izdebska

Projekt okładki: Anna Andrzejewska

Format: 13 cm x 19 cm

Liczba stron: 188

Rok wydania: 2014

Wydawca: Yumegari






Tilli nieszczególnie przejęła się utratą męża - cóż, młoda atrakcyjna wdowa woli cieszyć się odzyskaną wolnością i towarzystwem ukochanego Dallaka. Jest tylko jeden malutki, okrągły problem, a mianowicie ślubna obrączka, która nijak nie chce zejść z palca dziewczyny i to bynajmniej nie z powodu spuchniętych dłoni. Świętej pamięci król trolli postanowił uszczęśliwić wybrankę pierścionkiem wykonanym przez elfy - bez krasnoludzkich narzędzi nie do ruszenia... Tym samy powrót Tilli do wioski opóźnia się, gdyż nasza wesoła gromadka musi zahaczyć o siedzibę krasnoludów, Nidavellir. Chociaż problem obrączki zostaje szybko rozwiązany, bohaterka nie ma większej ochoty wracać do domu - w sumie nie dziwota, babka od razu zagoni ją do nauki magii, a jako że jest córką wodza, zapewne dostanie surowy zakaz opuszczania wioski i to prawdopodobnie na wieki wieków. Bisu namawia ją, by posłuchała głosu serca i zrobiła to, na co ma ochotę. Siłą rzeczy, Tilli zaczyna pracować jako kelnerka wraz z żoną Alfriggi, Soul. Naturalnie względny spokój trwa tylko do czasu...

Ostatnio narzekałam na marginalną rolę Bisu, ale w tomie czwartym widać znaczną poprawę - wysłannik Freyi ponownie odzyskuje ludzką postać i wreszcie zaczyna realizować powierzoną mu misję. Warto jednak wspomnieć, że na poważnie zabiera się za to dopiero pod koniec tomu, podczas gdy przez pierwsze rozdziały głównie drze koty z Dallakiem. Jednak optymistyczny nastrój pod koniec ustępuje miejsca dramatowi i tragedii, gdyż do Nidavellir przybywa babka Tilli niosąc straszne wieści.

Nie do końca wiem, co mam myśleć o czwartej części Bisu - ognistej salamandrze, z jednej strony podoba mi się, że wreszcie główny bohater przestaje pełnić rolę statysty, a z drugiej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że do scenariusza wkradł się chaos. Niby wydarzenia układają się w logiczną całość, ale brakuje mi spójności. Ot, autorka przeskakuje od sceny do sceny, unikając przy tym dziur fabularnych, ale mimo wszystko widać, że gdzieś zapodziało się kilka kartek. Może jest to wina skrócenia historii (Dorota Kuśnierz wspomina w posłowiu, że pierwotnie komiks miał być dłuższy, ale ostatecznie zaplanowała tylko siedem tomów), a może złe rozłożenie poszczególnych akcentów. W sensie, czasami dużo miejsca zostaje poświęcone na nic nieznaczące scenki obyczajowe, podczas gdy wydarzenia ważne zostają zaledwie zasygnalizowane, albo wręcz wyskakują niczym diabełek z pudełka. Żeby nie być gołosłowną, przytoczę przykład historii Dallaka i jego nowej broni. Przeczuwając nieszczęście, brat przekazuje Dallakowi pierwowzór Mjolnira - jakim cudem krasnolud nie wiedział o istnieniu broni (bo przecież bardzo trudno zauważyć ogromny młot, przykuty łańcuchami na środku wielkiej sali...), dlaczego brat dopiero teraz poinformował go o jej istnieniu i w ogóle co to za wyciągnięte z rękawa przeczucie skacowanego krasnoluda? Jeszcze gorzej wypadła historia Tilli, która nagle okazała się metaforyczną biedną księżniczką zamkniętą w wieży. Rozumiem, że córka wodza, ale jakoś w pierwszym tomie nikomu nie przeszkadzało, że dziewczę się gdzieś szwenda, chodzi na schadzki z jakimś podejrzanym nieznajomym. Pociesza mnie natomiast fakt, że do bohaterki wreszcie dotarło ile lat ma jej amant, acz z tego co widzę jedyny efekt jest taki, że teraz nie obejdzie się bez żartów o krasnoludzkim pedofilu (słabiutkim jak dla mnie).

Naturalnie warto poświęcić kilka słów kresce, która dalej się zmienia. Wyraźnie widać, że warsztat autorki jest coraz lepszy - rysunki stają się coraz bardziej szczegółowe i dokładne, anatomicznie tom pierwszy i czwarty, to jak noc i dzień. Wystarczy porównać kolorową „wkładkę” z omawianej części i chociażby poprzedniej - obrazek przedstawiający Freyię wygląda o niebo lepiej od przekombinowanego duetu Tilli-Bisu, jest niezwykle udany nie tylko kompozycyjnie, ale przede wszystkim kolorystycznie. Równie efektownie wypada umieszczona na drugiej stronie barwna podobizna Dallaka - kolory nie są „płaskie” i kiczowato jaskrawe, oko cieszy duża liczba detali. Jestem naprawdę pełna podziwu dla zaangażowania i uporu, z jakimi Dorota Kuśnierz ćwiczy swój artystyczny warsztat, zrobiła ogromny krok do przodu i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec niespodzianek.

Technicznie jak zwykle dobrze - co prawda, nie obyło się bez kilku potknięć w dialogach, ale samej formie trudno coś zarzucić. Układ tomiku jest przejrzysty i pozwala na szybkie odnalezienie tego, czego szukamy. Po raz kolejny autorka postanowiła ułatwić czytelnikom lekturę i tym razem oprócz spisu postaci, znajdziemy także w komiksie krótkie podsumowanie dotychczasowych wydarzeń. Tom czwarty obfituje również w dodatki: standardowo już na końcu czeka na nas opis kolejnej runy, słowniczek oraz, dla odmiany, długie posłowie autorki, ale... Oprócz tego sporo miejsca zajmują dzieła czytelników komiksu - spora galeria fanartów naprawdę robi wrażenie, nie zabrakło nawet krótkiej komiksowej twórczości fanowskiej! Wróćmy jednak na chwilę do wspomnianych wyżej potknięć w dialogach: na stronie 31 mamy stwórców naszyjnika zamiast „twórców”, na 39 znajdziemy zaś wyrażenie ...dwunastu stopni w plusie (chodzi o temperaturę), podczas gdy poprawna wersja, to „dwanaście stopni na plusie”. Na stronie 74 bardzo nie spodobał mi się jeden z opisów: Ziemi, która była tak piękna, że klękajcie narody. - generalnie te krótkie opisy w ramkach są zawsze napisane takim poważnym, czasami wręcz podniosłym językiem, tymczasem „klękajcie narody” pasuje tu jak kwiatek do kożucha. I serio, nie czepiałabym się tego, gdyby wszystkie opisy były mieszanką języka „oficjalnego” z potocznym, ale tak niestety nie jest i przynajmniej do tej pory, te wtrącenia były w zupełnie innym stylu, niż dialogi. Ostatnią poważniejszą wpadkę odnotowałam na stronie 171, gdzie Tilli mówi: ...gdy okoliczności się pozmieniały. - okoliczności mogą się zmienić, ale nie pozmieniać. Cóż, ogólnie jest dobrze, acz widać wyraźnie, że tym razem korekta nieco przysnęła.

Tom piąty zapowiada się niezwykle dynamicznie, zwłaszcza że główny bohater wreszcie będzie miał okazję udowodnić ile jest wart. Mimo to, dużo bardziej od fabuły interesuje mnie, jak bardzo uda się rozwinąć artystycznie autorce, ponieważ zaprezentowany w tych czterech tomach postęp zdecydowanie robi wrażenie.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.