Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

"Są na tym świecie ludzie, którzy lubią samotność, ale nie ma nikogo, kto mógłby tę samotność znieść."

V. Bitwa z Eisenwald, anioł śmierci i Powietrzny Mur.

Autor:ShoriChan
Serie:Fairy Tail
Gatunki:Akcja, Fantasy, Komedia, Przygodowe, Romans
Uwagi:Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2016-02-09 22:18:31
Aktualizowany:2016-02-09 22:18:31


Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Czwórka magów Fairy Tail i niebieski kot, pędzili w stronę miasta Onibas. Każdy z nich zdawał sobie sprawę z tego, co będzie jeśli nie zdążą na czas. Masowe morderstwo, wywołane jakąś głupią melodyjką. Erza prowadziła czterokołowiec, zastanawiając się nad planem działania. Gray główkował nad tym samym. Lucy zaś się bała. Tak po prostu. Wiedziała, że przyjaciele w razie niebezpieczeństwa ją ochronią, lecz mimo to nadal trzęsła portkami. Nie wiedziała, czego można się spodziewać po Eisenwaldzie.

Nagle maszyna zatrzymała się z piskiem opon. Dojechali na miejsce. Natsu pierwszy wypadł z pojazdu, oddychając ciężko, jakby przebył maraton. Kiedy już doszedł do siebie, pomknął w kierunku wejścia do rozgłośni. Zaraz za nim biegła blondynka i Fullbuster, oboje zaciskając kurczowo pięści. Na końcu szła Erza, walcząc z ogarniającym ją znużeniem. Bowiem magiczny czterokołowiec był maszyną, która używała magii kierowcy, żeby ruszyć się z miejsca. Im szybciej jechała, tym więcej magii wchłaniała, a czerwonowłosa, aby dogonić pociąg, wciskała gaz do dechy. Dopiero teraz widać było tego skutki. Scarlet wiedziała jednak, że starczy jej mocy na dwie lub trzy podmiany. Ta pewność wystarczyła.

Całą grupką wtargnęli do budynku, nie zwracając większej uwagi na porozwalanych po podłodze, nieprzytomnych strażników. Wpadli do głównej sali, gdzie stał tylko jeden człowiek. Był wysoki, blady i chudy. Miał postawione na żel białe włosy, których grzywka opadała na lewe oko, był nagi od pasa w górę, a w ręku dzierżył wielką, złowieszczo wyglądającą kosę. Na dźwięk otwieranych z hukiem drzwi, obrócił się do nich przodem i zmierzył kpiącym spojrzeniem.

- Ohohoo, kogóż moje oczy widzą? Czy to nie te małe wróżki z Fairy Tail? - Kiedy tylko wymówił te dwa zdania, z bocznych drzwi pomieszczenia zaczęli wysypywać się ludzie. Bez wątpienia byli to magowie Eisenwaldu. Obok białowłosego znalazł się znikąd Kageyama. - Czyżbyście chcieli nam przeszkodzić?

Erza zrobiła twardy krok w przód.

- A żebyś wiedział, Eligor! - warknęła, a w jej ręce pojawił się miecz.

- Och, jak zawsze porywcza, Tytanio. - Jego dłoń niebezpiecznie zacisnęła się na kosie. - Porywcza i naiwna. Kageyama! - Czarnowłosy ukląkł na jedno kolano. - Czy udało ci się zdjąć pieczęć z Lullaby?

- Oczywiście, Eligor-sama. - odparł mag cienia. - Mówiłem przecież, że uporam się z tym w trzy dni. Nie łamię danego słowa.

- Świetnie. - Nagle przywódca Eisenwald zaczął unosić się w powietrze. - A teraz wybaczcie, drodzy goście, ale mam coś do zrobienia. Kageyama, odpal naszą kołysankę. - Brunet wsiąknął w podłogę.

- Po moim trupie! - krzyknęli jednocześnie Natsu i Grey, po czym rzucili się w pogoń za uciekającym cieniem, który zniknął pod drzwiami. Wyważyli owe drzwi i już ich nie było.

- Chłopcy, zajmijcie się wróżkami. Ja idę załatwić inną sprawę. - I zniknął.

- Wracaj tu, Eligor! - wydarła się Scarlet, ale nic to nie dało. W akcie bezsilności uderzyła z całej siły w podłogę. Jasne, lśniące kafelki pękły, jakby były zaledwie cienką, lustrzaną taflą.

- Co robimy? - pisnęła przerażona Lucy, przyciskając Happiego do piersi tak mocno, że biedak nie mógł oddychać.

- Musimy walczyć, Lucy. Nie ma innego wyjścia. - odrzekła, prostując się. Członkowie Eisenwald zbliżali się powoli do magiń z lubieżnymi myślami. W końcu obie wyglądały jak żywcem ściągnięte z wybiegu, grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Widząc obrzydliwe spojrzenia magów z mrocznej gildii, Erza postanowiła skopać im te szowinistyczne dupska. - Kansō: Tenrin no Yoroi! - Całe ciało kobiety zaczęło świecić tak, że wszyscy na chwilę zmrużyli oczy, a gdy opadło, szkarłatnowłosa stała przed nimi w pięknej, metalowej zbroi. Podwójne, żelazne skrzydła wyrastały z jej pleców, piersi zakrywał metalowy stanik wykonany z ostrzy, a na biodrach trzymała się długa biała spódnica. Wyglądała jak zabójczy anioł śmierci. Wokół niej wirowały srebrne miecze. - Circle Sword! - Ostrza zaatakowały przeciwników, w mniej niż sekundę.

Heartphilia patrzyła na to wszystko z rozdziawioną buzią.

- W-więc to jest magia Erzy…? - wydukała, nie odrywając wzroku od Scarlet.

- Aye! - odparł Happy, z wielkim uśmiechem na buźce. - To magia podmiany! Zazwyczaj służy ona do podmieniania broni w trakcie walki, ale Erza rozwinęła swoje umiejętności tak bardzo, że potrafi podmienić całą zbroję na swoim ciele. A magia ta nazywa się „Rycerz”!

- Niesamowite! - zachwyciła się Lucy. - W takim razie ja też dam z siebie wszystko! - Sięgnęła do swojego skórzanego pokrowca na klucze i wyjęła jeden z nich. - Hirake! Kyokaikyuu no Tobira: Cancer! - Z łuny złotego światła wydobył się Gwiezdny Duch Lucy, Cancer. Był to wysoki facet w błękitnej koszuli, czarnych spodniach, przeciwsłonecznych okularach i z ośmioma rakowymi nogami na plecach. W obu dłoniach dzierżył nożyczki.

- Jaką fryzurkę robimy dzisiaj, Lucy-sama? -ebi - spytał, ciachając nożyczkami w powietrzu.

- Zapomnijmy o tym na razie, Cancer! Bierz ich! - Wskazała palcem na skonfundowanych magów.

Wedle życzenia swej pani, Gwiezdny Duch ruszył na wyznaczony cel.


~~***~~

U Natsu i Graya…

Natsu i Gray, choć gonili uciekający cień, zgubili go na rozstaju dróg. Teraz oboje łamali sobie głowy nad tym, w którą stronę mógł dać dyla.

- Nie sterczmy tu tak! - Niecierpliwił się Dragoneel.

- To jaki masz niby plan? Nie wiemy dokąd ten skurwibąk zwiał! - odszczeknął się brunet.

- W takim razie się rozdzielmy! - zaproponował różowowłosy. - Ja pójdę w prawo, a ty w lewo.

- W końcu się na coś przydałeś. - „pochwalił” go Fullbuster, na co Natsu jedynie prychnął.

Posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia. Obaj wiedzieli, że mimo tych wszystkich wrednych docinek byli przyjaciółmi i w tym jednym spojrzeniu zawarli wiadomość: „Uważaj na siebie i nie daj się zabić”. Ruszyli w przeciwne strony.


~~***~~


U Natsu…

Dragoneel mknął korytarzem, próbując zwęszyć Kageyamę, lecz jak dotychczas nic to nie dawało. Jednak nagle usłyszał dźwięk kroków. Przystanął i nasłuchiwał. Odgłosy stąpania dobiegały z pokoju za drzwiami z napisem „ROZGŁOŚNIA”. Natsu bez namysłu wpadł tam, otoczony wstęgą płomieni. Zaskoczył tym samym Kageyamę, który majstrował coś przy aparaturze.

- Gratulacje, znalazłeś mnie! - pogratulował mu prześmiewczo, cofając się nieznacznie. - I będzie to ostatnia rzecz jaka udała ci się w życiu!

Nogi Smoczego Zabójcy oplotły cienie, jednak ten nic sobie z tego nie robił. Uśmiechnął się niebezpiecznie, a jego białe kły zalśniły.

- Czas podgrzać trochę atmosferę! - Nabrał w płuca powietrza. - Karyū no Hōkō! - Z jego ust wydobył się gorący strumień ognia, przed którym mag cienia ledwo umknął.


~~***~~

U Graya…

Gray przemierzał korytarz w poszukiwaniu jakiegoś przydatnego pomieszczenia. Nagle poczuł, że ktoś atakuje go od tyłu. Uchylił się w ostatniej chwili, po czym obrócił się i przyjrzał przeciwnikowi. Wyglądał jak wyjątkowo nieudana podróbka jakiegoś faraona.

- Nie pozwolę wam pokrzyżować naszych planów! - krzyknął do Fullbustera z fanatycznym śmiechem. - Zetrę cię na proch!

Rzucił w maga Fairy Tail swoimi magicznymi tasiemkami, które przyczepione miał do wszystkich palców obu rąk. Gray zręcznie uniknął ataku. Położył zaciśniętą w pięść prawą dłoń na lewą rozłożoną płasko, a z pomiędzy nich zaczęła wyłaniać się mroźna mgiełka.

- Aisu Meiku: Nakkuru! - Z podłogi nagle wyrosły lodowe pięści, które ugodziły prosto w maga mrocznej gildii.

Mag lodu podszedł do wroga, złapał go za koszulkę i uniósł w górę.

- Gadaj śmieciu, po co chcecie nadać Lullaby?! - warknął, potrząsając przestępcą jak kukiełką.

- Nikt nigdy nie powiedział, że chcemy to nadać… - odparł cicho, uśmiechając się psychopatycznie. - To miała być tylko farsa, żeby uwięzić tu wróżki. Tak naprawdę nie mieliśmy zamiaru nadawać melodii Lullaby.

- Co?! - Gray z wrażenia puścił maga, a ten zwalił się na ziemię. Brunet zaraz wymierzył mu mocnego kopniaka prosto w twarz. - W takim razie jaki jest wasz cel? - Wyraz jego twarzy był iście przerażający.

- Wiesz, co ma miejsce teraz w mieście Clover? - spytał, nadal z cieniem tego fanatycznego uśmiechu na twarzy. - Taaak, zebranie tych starych pierdów, mistrzów wszystkich okolicznych gildii! Zablokowaliśmy ruch na stacji Onibas, bo wiemy, że do Clover nie można dostać się inaczej, niż pociągiem. No chyba, że umie się latać, jak Eligor-sama…

- Czyli… całe to zamieszanie, żeby nas tu zatrzymać?! - warknął Fullbuster. - Chcecie zabić wszystkich mistrzów gildii za jednym razem?

- Dokładnie! - Znów się zaśmiał. - Nie wyjdziecie już z tego budynku! Otacza go magiczny mur wiatru Eligora-samy!


~~***~~


Tymczasem u Erzy i Lucy…

Erza, po pokonaniu magów mrocznej gildii, wysłała Lucy w pogoń za jedynym, który zdołał zwiać. Sama usiadła na ziemi, ciężko dysząc. Czterokołowiec dał jej popalić bardziej, niż podejrzewała. Mimo zmęczenia, postanowiła zrobić coś dla dobra tego miasta. Przywołała megafon (tak, Erza ma w swoim wymiarze takie rzeczy ._. dop.aut.), wyszła na balkon i zaczęła przemawiać do zebranych pod stacją ludzi.

- Uwaga! Wszyscy, którzy stoją obok stacji! Ewakuujcie się natychmiast! Budynek okupują źli magowie, a jeden z nich jest gotów użyć morderczego zaklęcia obszarowego! Jeśli tu zostaniecie, możecie zginąć! Wykonać! - Jednak ludzie, kompletnie skonfundowani, nadal sterczeli na swoich miejscach, wpatrując się niezrozumiale w czerwonowłosą kobietę. - Powiedziałam: WYKONAĆ! - To podziałało na zebranych jak kubeł zimnej wody. Rzucili się do ucieczki.

Scarlet odetchnęła z ulgą. Przynajmniej to się udało.

- O, to ty, Erzo. - Eligor pojawił się znikąd, unosząc się w powietrzu przed Tytanią. - Muszę przyznać, że chciałbym się z tobą zmierzyć. Ale nie teraz. I tak straciłem na was wystarczająco dużo czasu.

- Chwila… czy ty nie chciałeś przypadkiem nadać Lullaby? - odrzekła Erza, marszcząc brwi.

- Oczywiście, że nie! Co bym na tym zyskał? Wyjawiłbym ci całą intrygę, ale i tak ci się to już do niczego nie przyda. - Nagle zerwał się silny wiatr, a szkarłatnowłosa obróciła się by ujrzeć, że całą stację spowija wirująca, wietrzna ściana.

- Co to jest…? - wyjąkała, kompletnie zbita z tropu.

- To mój Powietrzny Mur. Działa tak, że wszystko z zewnątrz może wejść do środka, ale nic z wewnątrz spoza niego nie wyjdzie. Dlatego żegnaj, Tytanio! - Wepchnął Scarlet w wirujący wiatr, a ona zaraz znalazła się po drugiej stronie ściany. Sam Eligor zniknął, rozpływając się w powietrzu.

Kobieta warknęła i ruszyła na Powietrzny Mur, ale nic nie zdziałała. Magiczny wiatr poranił jedynie jej ciało.

- TY SUKINSYNU!


~~***~~


Ostrzegam, że rozdział niesprawdzany ani razu!

Ufff, udało mi się to dzisiaj napisać! Jestem swoim bogiem B|

Sasuke: Tia.

A tobie co?

Sasuke: Nic. >,>

Aha? O,o

Soł, narazka i do następnego rozdziału!

Poprzedni rozdziałNastępny rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.