Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Odczarowani

Spółka kota z myszą

Autor:O. G. Readmore
Serie:Twórczość własna
Gatunki:Horror, Mroczne, Baśń
Uwagi:Przemoc, Wulgaryzmy
Dodany:2017-05-05 15:50:51
Aktualizowany:2017-05-05 15:50:51


Poprzedni rozdział

Na Feliksa wołali Kot od zawsze i nie bez podstaw. Facet wyglądał jak spasłe kocisko. Ruszał się rzadko i z konieczności, ale mimo tego w kroku dawało się dostrzec grację baletnicy. Kociej zwinności, nie stwierdzono. Możliwe, że był wysportowany jako młody człowiek, ale dzisiaj dochodził do sześćdziesiątki, cuchnął alkoholem, papierosami i cholera wie, czym jeszcze. W Grimm mieszkał od urodzenia, czyli mniej więcej tyle czasu, ile wołali na niego Kot. Kiedyś pracował jako ochroniarz - teraz nie - z racji zasłużonej emerytury. Co mógł robić dachowiec na emeryturze? Ano, co najwyżej gadać z białymi myszami. I jedna taka myszka mu się przytrafiła.

Pan Nyx nosił przydomek Mysz. Jego pełne imię i nazwisko brzmiało Michael Nyx, ale z potrzeby skracania i ułatwiania sobie życia korzystali z samego Nyx lub zdrabniając imię do Mike, a z czasem zastępując je Myszą. Jednak z ksywką wiązało się nieco więcej. Jak gryzoń, który nocą przemyka przez kuchnie i podkrada ser, tak pan Nyx zajmował się nie do końca legalnym biznesem polegającym na zabieraniu cudzej własności i późniejszym spieniężaniu jej. Były to złodziejstwa pozbawione finezji, ale jak sam twierdził - daleko mi do Roberta Thuna*.

Pewnego dnia Mysz zaszedł do pewnej piwnicy i stamtąd zabrał dziwaczną maszynę, która okazała się być destylatorem do pędzenia bimbru. Sprzedać? Jeśli tak, to komu? Używać? Jeśli tak, to w jaki sposób? Z pomocą przyszedł mu Feliks.

- Trzeba połączyć pożyteczne z przyjemnym - poradził. - Umiem pędzić bimber, klasa pierwsza - bełkotał trochę, bo był już po śniadaniu.

- Dobra myśl, zrobiony bimber sprzeda się - podchwycił Mysz.

Feliks co prawda myślał o innym przeznaczeniu, ale skoro pan Nyx chciał wchodzić w spółkę handlową to kłócić się nie będzie.

Jeszcze tego samego dnia rozpoczęli produkcję. Kot zajął się przygotowaniem, a Mysz zaopatrzeniem. I tak zaczął powstawać bimber domowej roboty.

Podczas pracy Kota podchwyciło pragnienie, ale nie jakieś ogromne. Raczej słabe, do zaspokojenia, którego potrzebował zaledwie kilku łyczków powstałego alkoholu.

Mysz niczym kierownik wyliczał każdą butelkę i z pewnością zauważyłby braki. Od razu zacząłby, że to poważne przedsięwzięcie, że nie wolno podkradać z własnego interesu... Ale butelki stały i kusiły. Feliks wpadł na doskonały pomysł. Postanowił upić jedynie po łyku z każdej przygotowanej butelki i nie, aby ugasić pragnienie, a jedynie przetestować finalny produkt.

- Gdzie sie tak urżnąłeś? - spytał na drugi dzień Mysz.

- U siostry na chrzcinach - skłamał na poczekaniu.

- Jak nazwała dziecko?

- Kto?

- Siostra - odparł. - Jak je ochrzciła?

Feliks na moment zamarł.

- Jedenłyk.

Mysz przez moment zastanawiał się, czy zrozumiał bełkoczącego Feliksa. Był, aż tak bardzo pijany, czy siostra się upiła, dając dziecku takie imię. Jedenłyk brzmiało jak jeden łyk, ale wyśmiewać się z dzieciaka nie miał zamiaru. Pogratulował Feliksowi i na tym skończyli rozmowę o chrzcinach.

Kot mógł zabrać się za dalszą produkcję. I wtedy poczuł pragnienie większe og wczorajszego. Nie! Nie chodziło o alkohol, ale o upał! W taki gorąc chce się pić. Bez skrępowania postanowił wypić, jak wczoraj po łyczku z każdej butelki. Łyki porządne, bo jednak miał zamiar ugasić pragnienie raz a dobrze.

Kolejnego dnia wspólnicy spotkali się ponownie.

- Nieźle zabalowałeś wczoraj, kolego - stwierdził Nyx na widok podchmielonego Feliksa.

Ten zupełnie zapomniawszy o wczorajszej wymówce rzucił:

- Bo byłem na chrzcinach u siostry.

Znowu? - chciał zapytać Mysz, ale w ostatniej chwili powstrzymał się. Być może ma liczną rodzinę i chodzi o inną siostrę? - pomyślał. Uroczystość doskonale tłumaczyła stan Kota.

- Jak nazwała dziecko? - spytał dla rozwiania wątpliwości.

- Dopołowy - odparł bez namysłu.

Jedenłyk i Dopołowy to egzotyczne imiona - pomyślał - ale jakie mam prawo krytykować sam nazywając się Nyx?

Następnego dnia Kot już nawet nie udawał, że chodzi o testowanie lub upał. Wypił resztę i niczym się nie przejmując ruszył w miasto, gdzie, jak na złość, wpadł na Nyxa, a ten spytał o stan jego niedyspozycji:

- Chrzciny - wymamrotał.

- Jak ma na imię?

Umysł Feliksa wysilił się bardziej niż kiedykolwiek i wymamrotał:

- Dodna.

Chłopiec? Dziewczynka? Po imieniu zgadywał, że tym razem urodziła się dziewczynka. Do tematu nie wracali. Feliks na dłuższe dyskusje ochoty nie miał, a i Nyx wolał zająć się własnymi sprawami.

Kolejnego dnia Kot z przerażeniem towarzyszył Myszy do ich małej fabryki bimbru. Feliks coś bełkotał pod nosem, że może lepiej odpuścić wizytę, bo... w sumie nie wie, dlaczego, ale źle się czuje i lepiej przełożyć, ale jego kompan był nieugięty.

- Czas zacząć sprzedaż!

Kota oblał zimny pot.

- Ta... - miauknął, przeciągle.

Zawsze mógł udać równe zdziwienie i zaprzeć się, że miał cokolwiek wspólnego z wypiciem chociażby łyczka bimbru. Postanowił iść w zaparte. Mysz nie udowodni mu, że wypił cokolwiek. Myślał, że frajera znalazł? Ukradł maszynę i zdobył produkty na bimber, wielkie rzeczy! To on ciężko harował na produkcji. Kot, aż się gotował w środku. Z bojowym nastawieniem potowarzyszył Myszy do fabryczki. Już mu powie do słuchu! Nie ma! Wypiłem!

Na miejscu czekało go ogromne zaskoczenie. W zakorkowanych butelkach stał bimber! Kot ze szczęścia, aż podbiegł do butelki i przytulił ją. Jak to możliwe? Nieważne. Musiał być tak pijany, że mu się przewidziało, że wypił cokolwiek.

- To co? Może po lampeczce? - spytał.

Nie czekając na odpowiedź Nyxa otworzył butelkę i zdrowo sobie chlusnął.

- E, nie mam czasu - odparł Mysz. - Idę na chrzciny siostrzeńca.

Po tych słowach ruszył do wyjścia.

- Jak siostra nazwała dziecko? - spytał przez grzeczność.

Nyx zatrzymał się w progu. Po chwili milczenia odparł chłodno:

- Nasikałemdobutelki.

Kot długo jeszcze pluł, krzyczał i płukał mordę. Tak to wchodzić z kimś kto śpieszy się na chrzciny.

* Robert Thun - złodziej nad złodziejami. Legendarna postać Grimm.

Poprzedni rozdział

Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.