Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Studio JG

Opowiadanie

Kuszenie fujoshi. Intencjonalny wabik: zbiorowa halucynacja czy rzeczywistość?

Autor:tamakara
Redakcja:Avellana
Kategorie:Japonia, Społeczeństwo
Dodany:2016-04-16 23:23:08
Aktualizowany:2016-04-17 01:08:08



Z dedykacją dla yumechu, za wsparcie i siostrzeństwo in crime.

Zacznijmy od początku, a mianowicie: co kryje się za terminem fujoshi i co to za jedna? Słowo to, zapisywane jako 婦女子, oznacza po prostu kobietę, ale zmieniając jedno kanji, otrzymujemy czytane w identyczny sposób 腐女子, rozumiane jako kobieta zepsuta/kobieta o brudnych myślach. Czego dotyczą te brudne myśli? Oczywiście męskich zachowań homoerotycznych! Termin narodził się w japońskim fandomie i zaczął zyskiwać na popularności z początkiem obecnego stulecia, szerszą uwagę zwracając około 2006 roku. Jak pisze Midori Suzuki, wtedy pojawiły się pierwsze prace naukowe o kobietach zainteresowanych męsko-męskim romansem, opublikowana została pierwsza manga, której główna bohaterka wykazuje zainteresowanie tym gatunkiem, a magazyn literacki „Eureka” poświęcił dwa numery nurtowi BL i jego fankom1.

Jak to się ma do pokutującego w polskim fandomie określenia „yaoistka”? Przyznaję, że nigdy nie lubiłam tego słowa. „Yaoistkę” postrzegam jako głośną istotę płci żeńskiej, która swoje zainteresowania kieruje jedynie ku mandze/anime przedstawiającym otwarcie homoseksualną relację bohaterów z akcentem na ich ściśle erotyczny aspekt. Mówiąc kolokwialnie - psychofankę. Niełatwo też zapomnieć, że termin yaoi, będący akronimem od yama nashi, ochi nashi, imi nashi lub, jak kto woli yamete, oshiri ga itai, oznacza pozbawione fabuły gejowskie porno. Porno natomiast stanowi jedynie część składową gatunku określanego jako Boys' Love czyli BL. Podobnie termin fujoshi jest zdecydowanie obszerniejszy niż „yaoistka” i umożliwia identyfikację znacznie szerszej grupie odbiorców. Artykuł w wydaniu „Eureki” zatytułowanym Culture girls wylicza, że fujoshi może oznaczać fankę historii BL niezainteresowaną mangą i anime2., fankę mangi i anime szczególnie lubiącą BL, albo po prostu otaku płci żeńskiej. Jak zaznacza Tomoko Aoyama, określenie to, chociaż niejednoznaczne w swej naturze, pogłębia wrażenie hermetyczności. Pozostawia niewtajemniczonych na zewnątrz, jednocześnie wzmacniając wewnętrzną więź3. Chociaż niektórzy badacze, jak Patrick W. Galbraith4, definiują te terminy jako tożsame w kontekście znaczeniowym, moje własne doświadczenie każe je rozróżniać. Aby jednak nie zagmatwać tematu, na potrzebę tego tekstu skoncentruję się na popularnym rozumieniu tego słowa i aspekcie „brudnych myśli”.

Otóż właśnie! Przesiąknięta brudnymi myślami fujoshi nie ogranicza się do tego, co otrzymuje podane na talerzu. Większość z nich tworzy amatorskie prace: doujinshi, fanarty, fanfiki bazujące na tytułach, które pierwotnie nie mają z BL nic wspólnego. Więcej: tytułach kierowanych domyślnie do męskiego odbiorcy, jak wszelkiej maści serie shounen. Jak pisze Yumiko Sugiura, podwaliny obecnego fandomu i rynku BL stanowią masowo tworzone doujinshi dla serii w rodzaju Kapitan Tsubasa, Slam Dunk czy uniwersum Gundama5. Hiromi Tanaka i Saori Ishida wskazują, że fujoshi przekształcają relacje homosocjalne w homoerotyczne6. Dlaczego to robią, do licha ciężkiego? Dla zabawy! Autorki stawiają tezę, że ten sposób czytania stanowi innowację i odskocznię od powszechnie przyjętych norm. Myślę jednak, że najważniejszym aspektem jest tu wspomniana zabawa, oczywista przyjemność ze snucia nieograniczonych niczym fantazji oraz nieodmienne kusząca okazja do złamania pewnego tabu. Istotna też jest funkcja socjalizacyjna, nie „fudziosiuje się” bowiem w samotności, a dzielenie się spostrzeżeniami, wrażeniami i opiniami z koleżankami stanowi jeden z elementów zabawy. Wiąże się to z faktem, że fani są ze swej natury grupą twórczą. Jak pisze John Fiske, oryginalny materiał staje się pretekstem do stworzenia szeregu nowych tekstów kulturowych. Jego konstrukcja może ograniczać lub określać ich zakres, ale nie będzie krępować kreatywności fanów, którzy z niego korzystają7. Istotne jest również tworzenie więzi budowanej na wspólnym hobby, którego ludzie „z zewnątrz” nie zrozumieją.

Należy zauważyć, że takie śledzenie ukrytych wątków homoseksualnych nie oznacza odrzucenia oficjalnego biegu fabuły i nie ma w sobie nic z desperacji. Za Tanaką i Ishidą przywołam teorię Stuarta Halla, który wyróżnia trzy możliwe sposoby odczytywania przekazu medialnego. Dominujący - zgodnie z intencją autora, negocjowany - dopasowanie treści do przekonań odbiorcy oraz przeciwstawne - gdy odbiorca tworzy własne konstrukcje sprzeczne z zamysłem autora. Sposób odbioru prezentowany przez fujoshi to typ negocjowany. Nie odrzuca w prosty sposób oficjalnego przekazu, ale modyfikuje się go na własne potrzeby i nie ma kategorycznego charakteru. Łączy się to w prosty sposób ze świadomością, że tworzona jest fantazja, którą autor interpretowanego dzieła może ignorować, wspomagać lub jej przeszkodzić.

Jak wspomniano wyżej, uwagę fujoshi w naturalny sposób przyciągnie to, co w niektórych kręgach przyjęło się nazywać paskudnym słowem bromance, w istocie zaś obejmuje wszelkie odmiany męskiej przyjaźni i rywalizacji. Gdzie tego szukać? Najłatwiej w nacechowanym emocjonalnie, hermetycznie męskim środowisku, którego najprostszym przykładem będzie drużyna sportowa. Podkreślić też trzeba, że brak kobiet w fabule nie jest niezbędny, nawet więcej: kobieta może być potencjalnym lub realnym obiektem zainteresowania bohaterów, o ile tylko pozostaje dość miejsca dla wspomnianej już fantazji. Bądźmy szczerzy, zachowanie to w istocie nie różni się niczym od równie życzeniowego myślenia polegającego na kibicowaniu fikcyjnym parom i popularnie zwanego „shippowaniem”8, niezależnie od płci postaci.

Co tytułowym wabikiem, czyli „baitem”, nie jest?

Nie chodzi o otwartą deklarację homoseksualizmu przez któregoś z bohaterów ani oficjalny związek homoseksualny. Pojedyncza sztuka nie jest dla fujoshi satysfakcjonująca z oczywistych powodów, natomiast realnie istniejąca para stanowić może (i często stanowi) element przyjemny, ale nie pozostawia możliwości negocjowania z przekazem. Jeśli kogoś interesuje gotowy produkt, może sięgnąć po tytuł oznakowany jako BL i otrzyma porcję romansu. Niestety, bardzo często nic poza tym.

Nie chodzi też o sugestywną prezentację męskiej urody z akcentem na eksponowanie nagich torsów. Przeświadczenie takie płynie prawdopodobnie z prostego rozumowania, że fanserwis dla pań to zwykłe przełożenie fanserwisu dla panów. Znamy wszyscy jego strategiczne ulokowanie oraz aerodynamikę. Fanserwis ukierunkowany na żeńskiego odbiorcę nie będzie tak oczywisty. Bohater nie musi pokazywać tego, co ma pod koszulą. Fanserwisem w przypadku bohatera będzie to, jak się zachowuje i co mówi. Oczywiście nie mam zamiaru ukrywać, że przyjemnie jest popatrzeć na bishounena, nie będzie to jednak dla fujoshi punkt zaczepienia sam w sobie. Jest po prostu miłym dodatkiem i nie stanowi kluczowego atrybutu przyciągającego tłumy. Jest też okazją do zaobserwowania hipokryzji i asekuranctwa sporego procentu męskiej części fandomu, która z biegiem czasu zaczęła przejawiać zachowania typowe dla paranoi. Cóż, z pewnością wielu żyłoby się łatwiej i bezpieczniej, gdyby producenci anime nie odkryli, że żeńska część fandomu to zaniedbane źródło dochodów i należy to nadrobić. Kobiety lubią się rozpieszczać oraz wydawać pieniądze na to, co kochają. Nie potrzeba na to żadnych naukowych dowodów, chyba większość pań przyzna mi w tym rację. Dogadzanie naszym gustom to złoty interes. Oto nagle właściwie żadne gatunek nie jest wolny od obecności pięknych chłopców, do ramówki nieustannie trafiają ekranizacje gier otome, a ostatnio coraz częściej ekranizuje się tytuły BL. I nie są to już niszowe OAV, ale filmy kinowe i serie telewizyjne. Ba, pojawia się nawet nadzieja na zobaczenie czegoś, co ma faktycznie fabułę! Tym bardziej zrozumiała jest motywacja producentów anime „nietematycznych” do zwrócenia i utrzymania uwagi grupy fujoshi. Celują w to, co jest dla nich moé.

Dużą dawkę moé zawierają przede wszystkim serie sportowe. Prawdopodobnie pierwszym tytułem, którym postanowiono dogodzić gustom fujoshi i tym samym nałapać ich jak najwięcej, była adaptacja Tennis no Ouji-sama, czyli prawdziwego praszczura gatunku, jeśli można użyć takiego sformułowania. Cóż takiego się tam działo? Pozornie nic nowego, ot, gromada młodych chłopaków spędza bezproduktywnie czas w swoim towarzystwie, przepraszam: oczywiście uprawiają sport i pielęgnują przyjaźń. Mamy okazję podziwiać, jak narażają się dla kolegi na kontuzję, by potem usłyszeć łzawe podziękowania, obserwują we dwóch zachody słońca w „swoim specjalnym miejscu”, układają ataki upamiętniające przypadkowe spotkanie na festiwalu tanga oraz, mając kompleks młodszego brata, urządzają o niego sceny zazdrości innemu koledze, który jest wobec tego brata natrętnie przyjazny (i nosi sweterek w różyczki). W wolnych chwilach urządzają międzyszkolne inscenizacje Kopciuszka lub jeżdżą na plażę. Reasumując: wdzięczą się do pań przed ekranami, a producenci zgarniają kasę zarobioną na rozmaitych ładnych śmieciach, od długopisów po słuchowiska na CD. I tak jakoś wyszło, że lwia część późniejszych ekranizacji sportowych anime poszła przetartym przez ten tytuł szlakiem. Oczywiście cały czas chodzi przede wszystkim o sport, jednak nie przeszkadza to bohaterom deklarować „zostania cieniem czyjegoś światła” i wymieniać się pierścionkami na znak dozgonnej przyjaźni, jak ma to miejsce w Kuroko no Basket. O sport chodzi również w Ookiku Furikabutte, ale w bonusie dostajemy nieustanne trzymania się za ręce, spalanie się w rumieńcach i wymianę pretensjonalnych tekstów. Dobrym przykładem będzie też Haikyuu!!, gdzie chłopcy serwowani są w gotowych zestawach po dwóch i prezentują najbardziej zgrane doujinowe klisze. Z akcentem na Hinatę i Kageyamę, którzy tworzą wzorowy przykład Pary Idealnej, która może tylko ze sobą, bo z nikim innym im nie wychodzi... grać, oczywiście. Zamiast się jednak dogadać, ci dwaj frustraci nieustannie drą ze sobą koty. Hmm... Czy wspominałam coś o doujinowych kliszach?

Nie wolno również zapomnieć o Free!, tytule, za pomocą którego studio Kyoto Animation przekroczyło wszelkie przyjęte normy i który doprowadził wielu otaku do ataku histerii. Nie dość, że bohaterowie to banda pomykających w kąpielówkach młodocianych pływaków, to jeszcze dialogi i forma interakcji stawały się nad wyraz dosłowne. Sceny łóżkowe, rzucanie na siatkę, klasyczne wykręcanie rąk i wyznania miłości tj. zachwytu kolegi kolegą, bezwstydne podkradanie chłopa... kolegi koledze oraz intensywna zazdrość, nagminne przekraczanie granicy przestrzeni osobistej i bardzo dużo łez. Nie zapominajmy też o prawie że pocałunku na plaży i słynnych lodach 81. Aż chce się zapytać: po co komu ekranizacje prawdziwych BL, kiedy serwowane są nam takie „nieprawdziwe”? No, ale sportowe anime rządzą się własnymi prawami. Spójrzmy na serie tagowane inaczej.

Skoro jesteśmy przy KyoAni warto rzucić okiem na Hyouka, perfekcyjnie heteroseksualne anime o dwóch kreujących się nieśmiało heteroseksualnych parach. A jednak... Niewinny odcinek czwarty serwuje scenę, kiedy Satoshi woła do Houtarou w sposób sugerujący, jakby byli w związku, za co dostaje całkiem poważną reprymendę godną tsundere. Cały odcinek walentynkowy, w którym Satoshi tak bardzo nie chce przyjąć czekoladek od Mayaki, w swej niechęci posuwając się aż do czynów absurdalnych. Jego tłumaczenie brzmi jak wykręty, a scena w padającym śniegu pachnie, nie przymierzając, fanfikiem. W odcinku ósmym, kiedy Satoshi przyporządkowuje każdemu z członków klubu kartę tarota, siebie określa jako Maga. Mag jest kartą oznaczającą osobę o wielkich talentach, ale również oszusta i kogoś skrywającego tajemnicę. Zaś Oreki ma być Mocą. Moc zaś to panna trzymająca w ryzach lwa. Kim jest ta bestia? Chitanda ze swoją rozszalałą ciekawością, a może sam Satoshi? Na deserek mamy odcinek siódmym, kiedy całe towarzystwo odwiedza gorące źródła, i scenę poranną, gdzie chłopcy leżą ze sobą nos w nos. Jakby tego nie interpretować, Houtarou jest dla Satoshiego przyczyną poważnej frustracji. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że jego późniejsze chodzenie z Mayaką to efekt poddania się i wybór opcji b. Ale oczywiście nie posuniemy się tak daleko! Nie przeszkadza to jednak cieszyć oko drugim endingiem, w którym obaj chłopcy uciekają razem w siną dal, pozostawiając starające się ich schwytać dziewczyny. Jeśli ktoś preferuje jeszcze bardziej bezpośredni przekaz, warto rzucić okiem na Kyoukai no Kanata oraz akcje, które wyprawia Hiroomi. KyoAni naprawdę lubi swój żeński fandom, żeby nie powiedzieć - stanowi jego część.

Wymownych momentów nie brak również w Sakamichi no Apollon, gdzie w każdym odcinku jest scena rodem z fanfika. Przykłady: odcinek pierwszy, piąta minuta, pierwsze spotkanie Bona i Sentarou. Spowolnione ujęcie, delikatna muzyka w tle, trzymanie się za ręce... Niedługo potem bieganie w deszczu po dachu szkoły, a później Ritsuko pytająca Bona „Czujesz się samotny bez Sentarou?”. Odcinek drugi: Sentarou chce gryza loda od Bona. Potem piękne ujęcie na muskuły Sentarou i następnie na zapatrzonego Bona z rozwianymi włosami... Odcinek trzeci: Ritsuko zamyka obu chłopców w piwnicy, oczywiście w szczytnym celu. Odcinek czwarty zawiera scenę dmuchania w ucho i kłótnię w padającym śniegu o to, że jeden jest bogaty, a drugi ma rodzinę. Bon rzuca w Sentarou prezentem i ucieka, krzycząc, że przy nim czuje się nieszczęśliwy. Potem sam siedzi na ławce, a Sentarou przychodzi go pocieszyć. Jest również scena rzucania kolegi na podłogę. Odcinek piąty: nocne odwiedziny i scena łóżkowa... Dalsze odcinki zawierają dużo rumieńców, trzymanie się za ręce, oraz Sentarou nazywającego Bona aniołem w pięknej i wzruszającej scenie z prześcieradłem. Oficjalnie jednak całkowity heteroseksualizm.

Coś jeszcze? Może Zetsuen no Tempest? Anime dodało wiele scen, które podkreślają zażyłość między Mahiro i Yoshino, takich jak wycieranie koledze buzi, patrzenie jak śpi oraz deklaracja ochrony. Absolutną wisienką na torcie jest uwaga Aiki, że tak naprawdę to ci dwaj pasują do siebie najlepiej.

Do rosnącej listy przykładów dopiszmy jeszcze Kimi to Boku, w którym Yuuta czesze Shuna, osłania przed niebezpieczeństwem oraz bezpodtekstowo klepie po udzie. W innym odcinku bliźniaki niewinnie leżą jeden na drugim, a jeszcze gdzie indziej widzimy, że Yuuki czyta coś, co wygląda jak manga BL. Natsume Yuujinchou? Długie spojrzenie, jakie wymienił z Tanumą Natsume, zanim jeszcze się poznali. Im dalej w serię, tym więcej widzimy scen, w których jeden osłania drugiego własnym ciałem, i nieustannego łapania za ręce. Pierwsze spotkanie Natsume i Natoriego również ma romantyczną oprawę, później zaś, między innymi, jesteśmy świadkami ich wspólnego wyjazdu do gorących źródeł. Matoba natomiast przejawia wobec Natsume fetysz wiązania oraz łapania pod brodę. Zwolenniczki każdego typu relacji znajdą coś dla siebie, zwłaszcza że do grona adoratorów głównego bohatera można doliczyć nawet pewnego małego lisa. Niezłym przykładem jest również Durarara!!, której autor, jak donosi nieautoryzowane internetowe źródło, początkowo niezbyt przychylnie patrzył na fanowskie wiązanie Izayi z Shizuo, później jednak najwyraźniej zmienił zdanie, bo w dalszych tomach pojawiają się wyraźne dwuznaczności, co skwapliwie podchwycili twórcy anime9. Skoro jesteśmy przy powszechnie rozpoznawalnych klasykach, rzućmy okiem na Death Note. Początek nie sugeruje niczego dwuznacznego, do czasu, kiedy L wyzywa Lighta na mecz tenisa, co mogło skojarzyć się tylko w jeden sposób (patrz: Tennis no Ouji-sama). Później zaś, chyba wyłącznie dla uciechy tej konkretnej części fandomu, skuwa się z biednym Kirą jedną parą kajdanek.

Nie zapominajmy też o Hunter X Hunter. Każdy znający twórczość Togashiego wie, że ten autor (podobnie jak jego żona, znana skądinąd Naoko Takeuchi) otwarcie wspiera ruch LGBT i nie stroni od umieszczania wątków o wydźwięku homoerotycznym w swoich pracach. Co takiego dzieje się w Hunter X Hunter? Na pierwszym miejscu i przede wszystkim dzieje się Hisoka. Postać Hisoki i jego zachowanie względem Gona i Killui a także innych postaci, chociażby Chrollo, są co najmniej dwuznaczne. W mandze znajdziemy również relację Gona i Killui, przyjaźń ofiarną i piękniejszą nad słowa, których zresztą pada całkiem sporo i to dość poetyckich. Madhouse bardzo ładnie przedstawił to w swojej adaptacji, dodając też odrobinę od siebie. Przykład - skradziony pocałunek w Hunterpedii, dodatku do odcinka 43, lub rysowanie „parasolki miłości” z ich imionami. Co osobiście uważam za naprawdę urocze puszczanie oka do fandomu.

Ostentacyjne mruganie do fandomu widać również w Orenchi no Furo Jijou, którego fabuła sprowadza się do chłopaków siedzących w wannie - jeden z nich ma nawet macki i ich używa... Mruga również Barakamon, z żyjącą w stanie tragicznego rozdarcia Tamako, trochę karykaturą, trochę przestrogą przed skutkami wypierania prawdy o sobie. Autorka, ku uciesze czytelnika, znęca się nad biedną bohaterką i przy okazji hojnie sypie sugestywnymi scenami, również ku uciesze czytelnika. Przy okazji wyraźnie daje do zrozumienia, że doskonale wie, jak to wszystko działa. Więcej, w prequelu Barakamona, zatytułowanym Handa-kun, poszła o krok dalej i zafundowała głównemu bohaterowi prawdziwy harem. Ciekawy zabieg zastosowano również w Bungou Stray Dogs. Chociaż już na samym początku Dazai definitywnie, zdaje się, oświadcza, że chłopcy go nie interesują, to jednak ending otwiera przed fujoshi drzwi na oścież.

No dobrze, przykładów jest co niemiara, ale do czego zmierzam? Czy powinnam zakończyć tekst przestrogą w stylu „i nie otworzysz spokojnie mangi ani nie włączysz anime, albowiem BL jest wszędzie i wszystko jest BL-em”? Prawdę mówiąc, korci mnie, aby tak właśnie uczynić, niewiele to będzie się różnić od prawdy. Głównym celem tej pisaniny było jednak wyciągnięcie fujoshi z „szarej strefy” fandomu. Podobnie wabiki na fujoshi nie są już li tylko myśleniem życzeniowym zainteresowanych, czy, jak kto woli, aktem desperacji. Więcej, coraz częstsze ich występowanie pozwala przyjmować, że mamy do czynienia z intencjonalnym działaniem twórców. Jeśli gdzieś jest tu desperacja, to w producentach wabiących odbiorcę. Gotowa jestem zaryzykować teorię, że fujoshi chętniej sięgnie po historię, w której ma swobodę kreowania relacji homoerotycznej między bohaterami niż taką, gdzie wszystko zaprezentowane jest wprost. Zwłaszcza że takie stanowisko jest mi bliższe, a produkty „gotowe” często bardziej odrzucają niż zachęcają. „Czego nie lubię w BL” to dobry temat na kolejny tekst.


Bibliografia:

Aoyama Tomoko: Eureka Discovers Culture Girls, Fujoshi, and BL: Essay Review of Three Issues of the Japanese Literary magazine Eureka, Intersections: Gender and Sexuality in Asia and the Pacific, 2009, nr 20, URL: http://intersections.anu.edu.au/issue20/aoyama.htm.

Galbraith Patrick W.: Fujoshi: Fantasy Play and Transgressive Intimacy among „Rotten Girls” in Contemporary Japan, 2011, nr 37/1, s. 216, URL: http://www.jstor.org/stable/10.1086/660182.

Fiske John: Zrozumieć kulturę popularną, Wydawnictwo Uniwerystetu Jagiellońskiego, Kraków, 2010.

Sugiura Yumiko: Otaku Girls Research: Fujoshi Ideology, Hara Shobou, Tokio, 2006. Porównaj: https://yowlingyaoi.wordpress.com/tag/sugiura-yumiko/.

Suzuki Midori: The possibilities of research on fujoshi in Japan, Transnational Boys' Love Fan Studies, 2013, nr 12, URL: http://journal.transformativeworks.org/index.php/twc/article/view/462/386.

Tanaka Hiromi, Ishida Satori: Enjoying manga as fujoshi: exploring its innovation and potential for social change form gender perspective, International Journal of Behavioral Science, 2015, nr 10/1, s.79-80, URL: http://bsris.swu.ac.th/journal/i10

_________________________

Przypisy:
1 Suzuki Midori: The possibilities of research on fujoshi in Japan.
2 W fandomach zachodnich zjawisko określane jako fandom slash.
3 Sugiura Yumiko: Otaku joshi kenkyuu: Fujoshi shisoi taikei.
4 Galbraith Patrick W.: Fujoshi: Fantasy Play and Transgressive Intimacy among „Rotten Girls” in Contemporary Japan.
5 Tanaka Hiromi, Ishida Satori: Enjoying manga as fujoshi: exploring its innovation and potential for social change form gender perspective.
6 Aoyama Tomoko: Eureka Discovers Culture Girls, Fujoshi, and BL: Essay Review of Three Issues of the Japanese Literary magazine Eureka.
7 Fiske John: Zrozumieć kulturę popularną.
8 Środ. „popierać czyjąś romantyczną relację lub głęboko wierzyć w to, że dane osoby lub postaci fikcyjne powinny być razem”, Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego, http://www.nowewyrazy.uw.edu.pl/haslo/shippowac.html. Skrót od angielskiego słowa relationship; wcześniej: coupling; parowanie..
9 W związku z Durarara!! warto nadmienić, że uwaga fanek przeniosła się również na seiyuu Shizuo i Izayi. A skoro jesteśmy przy seiyuu, nie sposób nie dopowiedzieć, już zupełnie na marginesie, że oni sami, jako grupa zawodowa, uwielbiają dolewać oliwy do fandomowego ognia, co łatwo zaobserwować, oglądając imprezy promocyjne z ich udziałem, przeróżne DVD lub słuchając audycji radiowych. Często wykręcają też najrozmaitsze numery całkowicie prywatnie… Ale o tym też można napisać osobny artykuł..


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze
  • tamakara : 2016-04-29 10:26:18
    RE:

    Tsetsua napisał(a):

    Choć zdaję sobie sprawę, że to osobista opinia autorki artykułu, czego nie zamierzam podważać, chciałabym jednak zauważyć, że w dużej grupie polskich wielbicieli BL to określenie dotyczy już często całości twórczości boys love w jej bardzo rożnych rodzajach i przejawach

    Dobrze wiedzieć, bo można zacząć się zastanawiać gdzie w tym wszystkim są shonenaistki i inne nakamaistki LOL ale żarty na bok.

    To co piszesz sugeruje rozumienie yaoistka = fujoshi. Zostanę jednak przy swoim zdaniu. Powodów jest kilka. Po pierwsze nie nazwałyśmy się tak same. W odróżnieniu od autoironicznego fujoshi, rzucono w nas tą yaoistką, jeśli dobrze pamiętam owe zamierzchłe czasy. Po drugie moje prywatne doświadczenia nie pozwalają mi o "yaoistkach" dobrze myśleć. Co nie znaczy, że każda fujoshi to ostoja normalności, ale jednak ten termin jest bardziej pojemny i nie ogranicza się do BL.

    I najważniejsze.

    Trzymanie się yaoistki jest zwyczajnie niepraktyczne. Owszem, jeśli ktoś nie wyściubia nosa poza polski fandom, to pewnie może tak spokojnie żyć. Tymczasem jednak fujoshi (i coraz śmielej fudanshi) weszło do mainstreamu. Pojawia się w mangach, w anime i jest używane przez ludzi zarówno do samookreślenia się jak i w dyskusjach - taka nazwa własna rozumiana przez ogół. Wszędzie tylko nie u nas. Czy takie odcinanie się ma sens? Jestem zdania, że lepiej przejść na wspólną mowę.

  • Tsetsua : 2016-04-26 22:41:06

    Yaoistkę” postrzegam jako głośną istotę płci żeńskiej, która swoje zainteresowania kieruje jedynie ku mandze/anime przedstawiającym otwarcie homoseksualną relację bohaterów z akcentem na ich ściśle erotyczny aspekt. Mówiąc kolokwialnie - psychofankę.

    Choć zdaję sobie sprawę, że to osobista opinia autorki artykułu, czego nie zamierzam podważać, chciałabym jednak zauważyć, że w dużej grupie polskich wielbicieli BL to określenie dotyczy już często całości twórczości boys love w jej bardzo rożnych rodzajach i przejawach, a nie tylko stricte "yaoi bez fabuły i samego porno". Z własnego doświadczenia powiem, że mówiąc: jestem yaoistką, spotykam się z reakcją: to lubisz boys love i te sprawy? a nie: lubisz porno z facetami. Tak, więc pejoratywność tego określenia chyba nie jest aż taka powszechna, jak czasami jest to sugerowane :)

  • tamakara : 2016-04-23 10:51:21
    RE: Merlin i Sherlock i fujoshi bait ;)

    Szarka napisał(a):
    choć obawiam się, że "fujoshi bait" jest obecny też poza anime i to od dawna :)

    A dlaczego się obawiasz? To znany fakt, ale z takimi dygresjami tekst wyszedłby dwa razy dłuższy. ;) Skoro jednak o tym wspominasz, to warto zaznaczyć, że to wszystko zaczęło się od star trek. Naprawdę dłuuuga tradycja.

  • Szarka : 2016-04-20 23:52:59
    Merlin i Sherlock i fujoshi bait ;)

    Bardzo ciekawy artykuł :) choć obawiam się, że "fujoshi bait" jest obecny też poza anime i to od dawna :)

    Choćby cała popularność seriali takich jak "Merlin" czy "Sherlock" :)

    Choć to przecież mainstream twórcy świadomie stale podsycą w nich naszą fantazję ;) zdając sobie sprawę, że spora rzesza oglądających je kobiet shippuje głównych bohaterów.

  • Melmothia : 2016-04-19 19:29:05
    RE: RE: RE: bromance

    tamakara napisał(a):

    A w przypadku sugestii w mediach? Przecież mówi się o baitach

    Aj, zapomniałam o najbardziej oczywistym...

    O, ja bromance trochę inaczej rozumiałam: jako taką silniejszą niż przeciętna przyjaźń, przywiązanie itp. Bez podtekstu seksualnego, od tego było BL. Nie sprawdzałam wcześniej jego definicji, widzę, że popełniłam błąd. No i jestem kobietą, nie przeciętnym facetem, który boi się wszystkiego, co chociaż leżało w sąsiedztwie męsko-męskiego seksu, wiec nie jestem przewrażliwiona i nie pomyślałam o tych wszystkich biednych ludziach, którzy musieli się tak zabezpieczać dla zdrowego umysłu >.<

  • Skomentuj
  • Pokaż wszystkie komentarze