Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Yatta.pl

Opowiadanie

DRRR!! tom 1 - recenzja książki

Autor:Melmothia
Redakcja:Avellana
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2016-05-04 21:32:44
Aktualizowany:2016-05-04 21:37:44



Ilustracja do artykułu




Tytuł oryginalny: Durarara!!

Tytuł polski: DRRR!!

Autor: Ryohgo Narita

Ilustracje: Suzuhito Yasuda

Tłumaczenie: Tomasz Molski

ISBN: 978-83-63650-76-6

Gatunek: akcja, komedia, dramat

Cena okładkowa: 24,90 zł

Format: 13,0 x 18,2

Liczba stron: 272

Wydawnictwo: Kotori




Kiedy zaczynałam moją znajomość z Durararą, w najśmielszych snach nie mogłam przypuszczać, że dane mi będzie trzymać w rękach polskie wydanie tej light novel, na którą z maniakalnym uporem polowałam w internecie, doczytując co ciekawsze fragmenty historii, która tak mi się spodobała w wersji animowanej. Było to jeszcze w czasach, kiedy na rynku polskim nikt nie wspominał o tej formie powieściowej. Teraz jednak, po wydanej przez Waneko mandze Durarara!!, inne wydawnictwo - Kotori - daje polskiemu czytelnikom, a przede wszystkim fanom tytułu, możliwość przeczytania po polsku oryginału.

Od czego by tu zacząć? To wcale nie jest głupie pytanie w przypadku DRRR!!. Bo nawet jeśli ktoś odpowie - od historii! - to czyjej? Zwyczajnego, pełnego nadziei związanych z nowym miejscem zamieszkania ucznia liceum? Młodego mordercy w obronie własnej miłości? A może bezgłowej kurierki? Trudno zdecydować, bowiem w tej opowieści na plan pierwszy wysuwa się wiele postaci, tworząc bohatera zbiorowego - plejadę dziwaków zamieszkujących Ikebukuro. Wiem, że sporo osób za główną bohaterkę uważa dullahana, ja jednak zaliczam się do tych odbiorców, którzy mają słabość do sierotek z potencjałem do zmiany. W takim razie zacznijmy może od opcji trzeciej, mianowicie zakochanego po uszy Seijiego Yagiri, który swoimi rozmyślaniami rozpoczyna pierwszy tom serii. Durarara!! bowiem bohaterami stoi, a nie fabułą.

Seiji Yagiri ma problem. Od jakiegoś czasu, a dokładniej od momentu, w którym pomógł pewnej dziewczynie, jest ofiarą ciągłego prześladowania. Uratowana dziewczyna bowiem - zakochawszy się w nim po uszy i dalej, hen, poza zdrowy rozsądek - chorobliwie pragnie wiedzieć o nim wszystko, zawsze być przy nim, z nim, w jego mieszkaniu, z wytrychem czy bez. Nie, Mika Harima nie jest... przeciętną panienką. Ale trzeba przyznać, że obiekt uczuć wybrała sobie idealnie - sam Seiji również normalnością nie grzeszy, zakochany w umieszczonej w słoju głowie, jest w stanie zrobić dla tej swojej niezwykłej miłości wszystko, włącznie z zabiciem bez zbędnych ceregieli osoby, która nieopatrznie włamie mu się do mieszkania i odkryje jego tajemnicę. Z ciałem trzeba jednak coś zrobić i tutaj na pomoc Seijiemu przybywa równie jak on dająca się ponosić miłości siostrzyczka, Namie Yagiri, która załatwia całą resztę, zwłoki traktując jak rozlaną zupę, którą trzeba po ukochanym młodszym braciszku posprzątać, i nie oburzając się ani trochę za wykradnięcie z jej laboratorium wspomnianej - ważnej przecież niewyobrażalnie - głowy.

Przerażający dullahan, jeździec bez głowy, a dla znajomych Celty Sturluson, swojej głowy szuka już od dwudziestu lat. Od dnia, w którym, przebywając jeszcze w Irlandii, obudziła się, by stwierdzić brak tej części ciała wraz z kluczowymi wspomnieniami. Podążając jej tropem, trafiła do Japonii, a dokładniej do dzielnicy Ikebukuro, w której do tej pory przebywa, pewna, że jej głowa również gdzieś tam jest. Szuka jej wytrwale, na swoim tymczasowo motocyklowym rumaku przemierzając ulice dzielnicy, a przy okazji pracując jako kurier zajmujący się nie do końca legalnymi rzeczami. W zwykłym życiu towarzyszy jej równie szemrany podziemny lekarz Shinra Kishitani, z którym dzieli mieszkanie i który także skrywa parę pokręconych tajemnic. Mam wrażenie, że co jedna para, to lepiej dobrana.

Ostatnim ważnym bohaterem zamieszanym w historię, któremu powieść poświęca bardzo dużo czasu, jest Mikado Ryuugamine, postać wyraźnie dychotomiczna. Z jednej strony jest to chłopiec sprawiający wrażenie, owszem, miłego i grzecznego, ale jednak nieco zahukanego, naiwnego, często niewiedzącego, co powiedzieć oraz łatwego do przestraszenia, z drugiej niemal obsesyjnie spragnionego mocnych wrażeń, które urozmaiciłyby jego dotychczasowe nudne życie. Przyjazd do Tokio miał właśnie wyrwać go z tego małomiasteczkowego marazmu i pozwolić na przeżycie przygód. Ot, takie marzenie młodego chłopaczka. Co zabawne jednak - z powodzeniem mu się to udaje. Oprowadzany przez swojego przyjaciela z dzieciństwa, Masaomiego Kidę, już podczas pierwszych dni pobytu w Ikebukuro ma nie tylko możliwość zaobserwowania legendarnego Czarnego Jeźdźca czy zobaczenia rzucającego koszem Shizuo Heiwajimę, ale poznaje także fascynujące osoby: parę otaku Karisawę i Yumasakiego, potężnego, ale łagodnego Simona czy... wyjątkowo zainteresowanego jego osobą informatora - Izayę Oriharę. Nie mówiąc już o tym, że zamieszany zostaje w główną historię, kiedy udziela pomocy uciekającej przed czarnym jeźdźcem dziewczynie z blizną na szyi, jak po odcięciu głowy...

W powieści przedstawionych zostało mnóstwo postaci, przy czym część z nich dopiero czeka na większy wątek, jak chociażby Shizuo, Kadota czy Anri Sonohara, z którą próbuje się zaprzyjaźnić Mikado. Rola Masaomiego Kidy również nie jest w tym tomie za duża, sprowadza się głównie do oprowadzania Mikado po mieście, przestrzegania go przed pewnymi ludźmi oraz kłapania głupio jadaczką, przeważnie o podrywaniu dziewczyn. Niemniej z niektórych fragmentów wywnioskować możemy, że także i on ma co nieco do ukrycia. Osobnym ewenementem wśród postaci jest Izaya Orihara, osoba szalenie niebezpieczna, nieobliczalna, a jednocześnie fascynująca. Podczas czytania tomu można mieć wrażenie, że to on trzyma wszystkie sznurki, nawet jeśli nie pociąga za nie, tylko uważnie obserwuje, radując się z każdego zamieszania i doprowadzając niektórych ludzi na skraj szaleństwa. Często będziemy zaglądać mu do głowy i sporo dowiemy się o jego motywach. Postaci jest więc dużo, są one niezwykle barwne i prawie wszystkie pozbawione paru ważnych klepek, a ich wątki w miarę postępowania fabuły powoli się zazębiają. Być może samo to miejsce sprzyja takiej kondensacji dziwności? W Ikebukuro grasują kolorowe gangi, najnowszy z nich zaś - Dolary - obrasta różnymi legendami, jako że niewiele o nim wiadomo. Tu i tam znikają ludzie, najczęściej tacy, po których nie zostanie żaden ślad. Głowa przechodzi z rąk do rąk...

Na początku napisałam, że książka jest przede wszystkim dla fanów Durarary!! w innych jej odsłonach - i owszem, fani, którzy lubią ten tytuł, powinni się radować wyjątkowo, ponieważ doczytają parę informacji, których w wersji animowanej nie było, ewentualnie parskną radośnie na tekst przy pierwszym pojawieniu się Orihary - ale za powieść może zabrać się każdy. Najważniejsza dla mnie, a zapewne też dla sporej części czytelników, jest jakość tłumaczenia, a ono, mimo wyraźnego dostosowania do lekkiej formy, okazało się poprawne. Język jest dynamiczny, nie tylko w dialogach, co nie każdemu przyzwyczajonemu do przeciętnego literackiego tempa będzie odpowiadać, ale to znak rozpoznawczy light novel. Są to raczej powieści dla młodzieży, z o wiele prostszym słownictwem, wypchane akcją i dialogami, z ograniczonymi do minimum prostymi opisami, a nie literatura, do jakiej czytelnik mógł przywyknąć, o czym trzeba pamiętać, aby się nie rozczarować (zwracam uwagę na "mógł", bo zdaję sobie sprawę, że na polskim rynku funkcjonują "powieści" o wiele gorsze niż przeciętna light novel). Sama DRRR!! wydaje się nieco bardziej rozbudowana, zawiera nawet sporo opisów pozwalających lepiej zorientować się w sytuacji oraz otoczeniu bohaterów, a nie tylko poznać ich myśli. Za to w dialogach prawie całkiem porzucana jest literackość, a jej miejsce zajmuje język potocznej konwersacji, zawierający istną plagę wielokropków, a miejscami onomatopeje ("uch", "he-heh") zamiast opisowego zachowania postaci. Na początku przeszkadzała mi również wszechobecna kursywa, w którą ubierano każdy wyraz lub całe wypowiedzi, na które chciano położyć nacisk, tak jakby nie dało się tego zrobić za pomocą kontekstu oraz składni, dość szybko się jednak do tego przyzwyczaiłam. Zapis rozmów na czacie wyróżniał się inną czcionką, a chociaż nie mamy przy wypowiedziach pseudonimów, to dzięki różnym zaznaczeniom wiadomo, kto mówi. Opisowość, tak jak w dialogach, miejscami ustępuje bezpośredniemu odtworzeniu: "dźwięk dźwięk dźwięk..." zamiast czegoś w rodzaju "rozległa się ogłuszająca kakofonia dźwięków" czy całkowicie niepotrzebne "dziab", bo zaraz potem mamy opis tego, co się stało. Ale - jak już wspomniałam - takie uproszczenia są cechą charakterystyczną lekkich powieści i żeby to zmienić, tłumacz najprawdopodobniej musiałby napisać tekst od nowa.

Wracając jednak do przekładu: przetłumaczono prawie wszystko, nie zostawiając żadnych potworków w języku japońskim czy angielskim; jedyne słowa zachowane w oryginale to nazwy własne (np. oryginalnie angielska nazwa kompleksu budynków "Sunshine City") oraz przytaczane i omawiane mitologiczne terminy z języka irlandzkiego (np. "Coiste Bodhar"). Nawet nazwa gangu została przetłumaczona na polskie "Dolary", co moim zdaniem jest zdecydowanym plusem. Poza opisanymi w poprzednim akapicie elementami, do których trzeba przywyknąć, powieść czyta się bez problemu i tylko niektóre dialogi okazały się dla mnie trudne do gładkiego przełknięcia. Niestety, zachowało się parę niewyczyszczonych przez redakcję i korektę wpadek. Nie będę wymieniać wszystkich, ale aby nie być gołosłowną: "chłonąć" zamiast "chłonąc" (s. 49), "i mieli" zamiast "i nie mieli" (s. 220), "jakby gdyby" zamiast "jak gdyby" (s. 251).

Technicznie tomik przypomina raczej mangę niż książkę, jest tej samej wielkości, co komiksowe wydawnictwa Kotori, ma miękką okładkę ze skrzydełkami i tylko grubość oraz kremowy papier stanowią znaczącą różnicę. Klejenie jest mocne, ale w moim egzemplarzu trochę nierówne, co widać dopiero, gdy przyjrzeć się krawędziom. Całościowo tomik jest bardzo giętki i sprawia wrażenie trwałego, nie powinno mu zaszkodzić nawet położenie go otwartego stronami do dołu i przyciśnięcie. Na początku znajdziemy dwie kolorowe strony (w tym jedną zawierającą spis treści) oraz rozkładaną kartę, również kolorową, na której po obu stronach znajdują się postaci z tego tomu z ciekawymi przemyśleniami, których nie zawarto w samej powieści. Kłuje tutaj trochę w oczy czcionka, w większości taka sama jak w tekście, niewkomponowana jakoś szczególnie zgrabnie w obraz. Na końcu zamieszczone jest posłowie odautorskie Ryohgo Narity, parę słów od niego znajduje się także na skrzydełku okładki.

Zdecydowanie polecam, a jeśli ktoś boi się jakości wydania i tłumaczenia, to uspokajam - nie ma tak naprawdę czego. W większości można się przyzwyczaić do specyficznego sposobu prowadzenia narracji w light novel i naprawdę mi szkoda tylko tego, że recenzowany tytuł nie wyszedł jakieś sześć lat temu.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj

Brak komentarzy.