Tanuki-Czytelnia

Tanuki.pl

Wyszukiwarka opowiadań

Inuki - sklep z mangą i anime

Opowiadanie

Harmony - recenzja książki

Autor:Altena
Redakcja:IKa
Kategorie:Książka, Recenzja
Dodany:2016-06-15 22:13:59
Aktualizowany:2016-06-15 22:18:59



Ilustracja do artykułu





Tytuł oryginału: Harmony

Autor: Projekt Itoh (Satoshi Itō)

Wydanie japońskie: Hayakawa Publishing Inc. 2008

Tłumaczenie angielskie: Alexander O. Smith

Wydanie angielskie: HAIKASORU, VIZ Media , LLC, USA 2010

Kategoria: Thriller Medyczny Science Fiction







Jak nieuleczalna choroba wpływa na relacje człowieka ze śmiercią? A na jego twórczość?

„Project Itoh” to pseudonim pod którym kryje się Satoshi Itō. Swoją powieść, Harmony, poprawiał leżąc już w szpitalu, niedługo po tym umarł na raka w wieku lat trzydziestu czterech.

Ta japońska powieść sci-fi (dwukrotnie nagrodzona w Japonii w 2009 roku) doczekała się w listopadzie zeszłego roku ekranizacji w postaci anime, które, ukazawszy się w japońskich kinach, w tym roku powinno pojawić się po drugiej stronie globu. Harmony przedstawia utopijny (bądź dystopijny, to już kwestia indywidualnej opinii) świat niedalekiej przyszłości, w którym liczba ludności na planecie została brutalnie ograniczona przez nieokreśloną bliżej światową wojnę nuklearną. Sposobem na uratowanie i ustabilizowanie ocalałego społeczeństwa okazuje się postęp medyczny i przekształcenie się Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w rodzaj globalnej administracji, rządu i policji zarazem. W świecie Harmony większość państw egzystuje w idealnym pokoju i dobrobycie, a każdy dorosły obywatel ma wszczepione implanty (WatchMe) monitorujące jego stan zdrowia zarówno fizycznego, jak mentalnego. WatchMe nie tylko monitoruje, ale także kontroluje życie codzienne, pożywienie, ilość snu oraz przegląda każdą informację dostosowując ją do ogólnej sfery psychicznego komfortu. Na przykład każdą powieść, którą ktoś chce przeczytać, WatchMe najpierw oceni, czy nie zawiera przypadkiem czegoś, co może daną osobę zdenerwować, a potem ocenzuruje daną treść, lub uniemożliwi dostęp do książki wyświetlając stosowne ostrzeżenia. Informacje historyczne dostępne w szkołach zostają okrojone tak, aby dzieci nie dowiedziały się o drastycznych szczegółach konfliktów zbrojnych. Na salach gimnastycznych zaś sprzęt wygina się inteligentnie tak, że nawet przy najdzikszych swawolach spadnięcie z drabinki jest po prostu niemożliwe.

Ludzkie życie zyskuje w tym świecie wartość najwyższą, ale jako własność ogólna społeczeństwa, najważniejszy organ potrzebny do ogólnej odbudowy ludzkości. Indywidualność zostaje zastąpiona poczuciem zbiorowej odpowiedzialności. „Moje” przestaje być „moje”, „ja”, staje się własnością społeczną". Brzmi znajomo? To jednak nie Rok 1984 Orwella, nie ma aresztowań i tortur za nieprawomyślność, nie ma w ogóle aresztowań, ponieważ na terenach objętych WatchMe nie ma przestępstw. Dane osobowe, wraz z danymi medycznymi, są również własnością społeczną. Kiedy sąsiad puka do domu, gospodarzowi wyświetla się jego WatchMe z pełnym profilem osobowościowym. Słowo „prywatność” staje się tabu, czymś, o czym nie powinno się mówić, ani myśleć, ponieważ stoi to w sprzeczności z byciem częścią społeczeństwa. WatchMe ostrzeże, kiedy poziom stresu w organizmie przekroczy granicę stosowną do poprawnych relacji społecznych, nie odpowiedzenie na uśmiech przypadkowo spotkanej pani w pociągu urasta to rangi urażenia uczuć drugiej osoby, co stoi w sprzeczności z... I tak dalej.

Ci wszyscy, którzy nie lubią politycznej poprawności oraz tęsknią za anarchią, w tym świecie zadusiliby się po kilku dniach. Dlatego nie wszystkie narody stały się częścią ogólnego Raju na Ziemi, a w jego środku także nie wszyscy czują się szczęśliwi. Tak oto dochodzimy do trzech bohaterek powieści. Charyzmatycznej Miach, oraz jej dwóch przyjaciółek, Cian i Tuan. Żadna z nich nie czuje się częścią tej różowej (niemal dosłownie) całości i każda z własnych powodów chciałaby zrobić coś ekstremalnego, aby pokazać systemowi „wyciągnięty trzeci palec”. Kiedy więc pewnego dnia Miach pyta je, czy chciałyby razem z nią umrzeć, dziewczyny zgadzają się. W zasadzie czytelnik poznaje dziewczęta jedynie przez częste retrospekcje, oczami protagonistki, Tuan. Nietrudno się domyśleć, że plan zbiorowego samobójstwa dziewczynom się nie uda, jednak rozpoczyna on całą akcję. Cała powieść jest pisana w pierwszej osobie, z punktu widzenia Tuan, która, trzynaście lat później, sama zostaje agentem WHO i wiedzie żywot w którym jest rozerwana pomiędzy trwaniem i robieniem nawet kariery w systemie, a buntowaniem się przeciw niemu poprzez nielegalny handel alkoholem i papierosami. Świat przedstawiony poznajemy również od strony Tuan, jej przemyślenia i analizy społeczeństwa jednak pochodzą od wspominanej Miah, która była najinteligentniejszą uczennicą w klasie, i która na przykład potrafiła zdobyć nieocenzurowane książki (i nie tylko).

Powolna z początku akcja nabiera gwałtownie tempa nagłym zwrotem po około osiemdziesiątej stronie i to napięcie nie opada już do samego końca. Język, a przynajmniej angielskie tłumaczenie, jak na sci-fi jest dość prosty, Harmony czyta się równie łatwo jak light novel, plastyczne opisy przy tym sprawiają, że mam wrażenie, jakbym już obejrzała zekranizowane anime. Oczywiście wygląd oryginalnych postaci i ich animowane wersje (szczególnie białowłosa Miach) nie mają ze sobą wiele wspólnego, jak to w anime bywa. Charakterystycznym elementem książki są tagi wyglądające jako kod HTML, określające emocje bohaterki. Te przerywniki na początku mogą nieco drażnić (spotkałam się z takimi opiniami w recenzjach na stronie Goodreads), jednak, kiedy się dobrnie do końca, nabierają znaczenia.

Powieść ma kilka elementów szeroko wykorzystywanych w anime takich jak Psycho Pass czy Noir i tutaj również zdarzało się, że uśmiechnęłam się przy jakimś wątku z myślą „nawet wiem, z którego odcinka Noir jest ten pomysł” - słowem, autor korzysta z tego, co popularne i nie będzie wielkim spojlerem fakt, że jakaś Super Tajna Organizacja rządzi światem, a główna bohaterka ma ho - ho i jeszcze trochę powiązania z ma... zaraz, to nie Mireille Bouquett. Niemniej jednak, kilka naprawdę podobnych motywów nie popsuło ogólnego wrażenia. Wręcz przeciwnie, na koniec pasowało pięknie do całości.

Wypada tu odnieść się jeszcze do sugestii z portalu yuri.pl, że trailer do anime posiada pewne „utenowate” akcenty, na przykład splecione dłonie, czy też pozycje jak do pocałunku bohaterek. Rozczaruję tu fanów yuri, książka ich nie posiada. Zdecydowanie to twórcy anime postawili na delikatny fanserwis i dodali kilka scenek, których nie ma w powieści. Harmony w ogóle nie posiada potencjału, nawet „hintu” romansowego, między żadną z bohaterek, ani bohaterów, co jest jej kolejną zaletą.

Harmony pełna jest kontrowersyjnych tez oraz treści które pasują do tagu 18+. Autor rozprawia się z pojęciem cierpienia, samobójstwa i świadomości w sposób, który czytelnika nawykłego do czarno-białego patrzenia na życie i śmierć może zaszokować. Powieść ta, mimo lekkiego języka, lekka nie jest, jest za to pełna przemilczanych, niewygodnych faktów. Na przykład takich, że nazistowskie Niemcy były pierwszym krajem, który zaczął dbać o zdrowie swoich obywateli, takich, co rosyjscy żołnierze robią czeczeńskim dziewczynkom oraz tego, że śmierć może być największym pragnieniem człowieka. Ta książka niepokoi i daje do myślenia i stawia czytelnika przed pytaniem „jak sprawić, aby ludzie nie odczuwali cierpienia?” Odpowiedź na to pytanie wyjątkowo mi się podobała.

Polecam przeczytanie Harmony przed obejrzeniem anime, to na wypadek, jak coś ocenzurują albo pozmieniają, chociaż doczytałam już gdzieś w sieci, że podobno adaptacja jest całkiem wierna. Tylko opisy z okładki książki mają się do treści jak pięść do nosa.

Moja ocena 10/10.


Ostatnie 5 Komentarzy

  • Skomentuj
  • kuroneko16 : 2016-07-15 11:58:55

    hmm mnie recenzja akurat nie zachęca do przeczytania, książka wydaje się być niezgodna z moimi przekonaniami...

  • Skomentuj